- I co teraz? - Spytałyśmy obie, jednocześnie, po czym roześmiałyśmy się nerwowo. To trochę rozładowało sytuację. Trzeba było zastanowić się nad wykonaniem zadanego polecenia i to jak najszybciej. Przynajmniej ja nie lubiłam odkładać takich rzeczy "na później", bo "później" nigdy nie następowało. To tak, jak z tymi rzeczami, o których postanawia się zrobić je jutro. Nie dzisiaj - zawsze jutro, jutro, jutro... Dobra, dosyć tych przemyśleń, trzeba naprawdę wziąć się do roboty.
- Ale się wkopałyśmy - westchnęłam, opierając łokcie na blacie ławki i kładąc głowę na splecionych dłoniach. Lena spojrzała na mnie marszcząc czoło, jakby nie rozumiejąc, o czym mówię.Jakim cudem jej wszystko przychodziło tak łatwo? - Nie da się od tego jakoś wymigać?
- Wymigać?! - Zawołała z zaskoczeniem dziewczyna, patrząc na mnie, jakby zobaczyła ducha. Tak, pewnie, gdy pierwszy szok minął, uznała, że pomysł nauczyciela jest super... no cóż, ja miałam trochę inne zdanie. - Dlaczego chcesz się "wymigiwać"?
- Bo nie mam czasu na takie bzdury? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Czereśniewska wyglądała na lekko przygaszoną. Dobra, mogłam to powiedzieć łagodniej. Przecież to nie chodzi o nią. - A ty naprawdę podchodzisz do tego entuzjastycznie?

- Niech ci będzie... - westchnęłam ciężko, wywracając oczami, po czym podniosłam się i odgarnęłam za ucho kosmyk włosów. Wzięłam do ręki swoją torbę, a następnie razem z Leną skierowałam się do wyjścia. - Masz już jakiś pomysł?
Lena? :F
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz