Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vanessa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vanessa. Pokaż wszystkie posty

5.27.2017

Od Vanessy CD Jeongguk'a

Po głosie poznałam, że poszkodowanym był chłopak. Gdy zabrałam już apteczkę, najlepiej jak potrafiłam, zatamowałam krwawienie. Następnie nałożyłam zimny okład.
- Wstań, idziemy do pielęgniarki.
Zaczął mruczeć coś pod nosem, jednak w końcu się uciszył i wstał. Szybkim tempem skierowaliśmy się przez labirynt korytarzy. Pewnie trochę krwi nakapało a ziemię. Po drodze mijaliśmy zaciekawionych uczniów, którzy zamiast w jakikolwiek sposób pomóc, tylko patrzyli się, jakby nigdy czegoś takiego nie widzieli.
To był jedyny minus tej szkoły. Wszędzie było tak daleko. Jednak w końcu dotarliśmy do pielęgniarki. Bez pukania weszłam do środka i posadziłam chłopaka na jednym z krzeseł. Odchyliłam mu głowę do przodu i poprawiłam okład.
Odwróciłam się w stronę szczupłej, niskiej kobiety o blond włosach spiętych w kucyk.
- Dzień dobry - przywitała nas.
- Dzień dobry - odpowiedziałam i przeszłam do rzeczy. - Najprawdopodobniej złamał nos.
Pokiwała głową i zabrała się do pracy. Usiadłam na przeciwko i odpowiadałam na zadawane pytania.
- W jaki sposób do tego doszło?
- Yyy... Walnął się o drzwi.
- Ach, tak. - Chyba do końca w to nie uwierzyła. - Znasz go?
Dopiero teraz przyjrzałam się chłopakowi. Uświadomiłam sobie, że chodzi ze mną na zajęcia taneczne, ale dzisiaj go nie było.
- Ma na nazwisko Jeon - powiedziałam. - Imienia raczej nie wypowiem.
Spojrzał na mnie jak na idiotkę. Tylko wzruszyłam ramionami. Miałam już tylko ochotę stąd wyjść i nadrobić zajęcia. Spojrzałam na zegarek. 11.10. Jeśli się pospieszą, to ucieknie mi tylko religia. Ostatnio opuszczałam za dużo lekcji, a nie chciałam, by mnie wywalili.
- Na szczęście nie jest to złamanie z przemieszczeniem - stwierdziła pielęgniarka. - Radziłabym ci wyjść bo nastawianie nie jest najprzyjemniejszą rzeczą do oglądania. Poczekaj na zewnątrz.
Posłusznie wyszłam, jednak nie zamierzałam czekać. Skierowałam się w stronę własnego pokoju. Na drzwiach i na podłodze widniały średniej wielkości plamy krwi. Na szczęście nikogo nie było wokół, więc szybko to wytarłam i weszłam do środka mego lokum.
Przebrałam się, spakowałam notes, długopis i zabrałam dyktafon - czyli to, co zwykle - i ruszyłam na następną lekcję, jak gdyby nigdy nic. Modliłam się, by nie spotkać po drodze tego Azjatę. Tylko tego mi brakowało. Pielęgniarka pewnie odholuje go do pokoju, więc wystarczy, że wybiorę okrężną drogę i go nie spotkam.
Nie byłam dobra w pomaganiu ludziom.

Jeongguk? Trochę bez sensu, ale jakoś nie miałam pomysłu

5.21.2017

Od Vanessy

Właśnie kończyłam zajęcia taneczne. Dzisiaj szło mi bardzo dobrze. Uwielbiałam, gdy rytm muzyki zgrywał się z ruchem ciała. Trenowaliśmy nowy układ i miałam nadzieję, że uda mi się zdobyć solówkę. Poszłam do szatni i się przebrałam. Za dziesięć minut miałam następną lekcje, a musiałam jeszcze odłożyć ubrania do pokoju. Szybkim tempem wyszłam z sali. Na korytarzu zaczęłam już biec. Omijałam uczniów, uważając, by na żadnego nie wpaść. Musiałabym zmarnować cenne sekundy na przepraszanie. Wpadłam jak burza do swojego pokoju i walnęłam torbę treningową w kąt. Niestety trafiłam na biurko, co sprawiło, że wszystkie rzeczy poleciały na podłogę. Będę musiała to posprzątać po powrocie.
Miałam ostatnie pięć minut, więc poprawiłam się przed lustrem, które wisiało na drzwiach i otworzyłam je z buta. Usłyszałam bolesny jęk. O nie...
Wyszłam na korytarz i sprawdziłam źródło dźwięku. Okazało się, że walnęłam drzwiami jednego ze studentów. Nie widziałam twarzy, więc nie mogłam stwierdzić czy jest to chłopak, czy dziewczyna. Osoba zakrywała ją rękami, przez które powoli sączyła się krew.
Weszłam do pokoju i otworzyłam jedną z szafek. Zabrałam z niej apteczkę i podeszłam do poszkodowanego.
Walić następną lekcje. I tak już nie zdążę.

<Ktoś?>

4.16.2017

Od Vanessy CD Katfrin

Wykręciłam 113.
- Halo? - Usłyszałam kobiecy głos.
Podałam wszystkie potrzebne informacje. Na lekcjach Edukacji dla Bezpieczeństwa nauczycielka podawała odpowiednią kolejność, ale kto by to teraz pamiętał? Pomógł mi Christian, który nadal szeptał kojące słowa do siostry - według mnie nie było widać rezultatów.
Chciałam zapytać: co się dzieje? Ale nie wiedziałam, czy powinnam.
Christian spojrzał na mnie zatroskanymi oczami.
- Poradzę sobie - powiedział. - Wracaj na skocznie.
Skinęłam głową. Kłótnia nie miała sensu.
Gdy tylko dogoniłam grupę, nauczycielka na mnie naskoczyła.
- Gdzie jest Katfrin?! Jak śmiałyście tak po prostu uciec?! - wrzeszczała.
- Katfrin trafiła do szpitala. Jest z nią jej brat - Christian - powiedziałam spokojnie.
Nauczycielce zrobiło się wyraźnie głupio. Odwróciła się do pozostałych.
- Nasza kochana - wypowiedziała to z lekkim sarkazmem - Kat trafiła do szpitala. Osoby, które chcą mogą wrócić do Akademii. Odlecą jutro rano. Na tę chwilę wracamy do hotelu.
Wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy do naszych kwater. Postanowiłam, że wrócę do Kalifornii. Katfrin prędzej czy później również przetransportują do Akademii.
Gdy dotarłam do swojego pokoju, zaczęłam się pakować. Nie trwało to długo - przecież wczoraj przylecieliśmy. Zeszłam na dół. W holu zobaczyłam Christiana. Powitałam go skinieniem głowy.
- I co z nią? - zapytałam.
- Jutro wraca do Akademii - powiedział i poszedł.
Tak naprawdę nie odpowiedział na moje pytanie. Znam ich tak krótko, nie dziwię się, że Chris jeszcze mi nie ufa. Podeszłam do nauczycielki, która stała przy recepcji. Zbierała listę na odlot.
- Dzień dobry - pozdrowiłam ją.
- Nie taki dobry - mruknęła pod nosem.
- Chcę się wpisać. Wracam do Akademii.
Nauczycielka spojrzała na mnie przeciągle. Nie wiedziałam, o co może jej chodzić. Zapisała moje nazwisko, jednak nadal się nad czymś zastanawiała.
- Ona nie jest taka, jaka się wydaje - ostrzegła mnie. - Uważaj na nią. Inaczej źle skończysz.
Zabrała kartkę i odeszła w boczny korytarz. Wpatrywałam się w to miejsce jeszcze przez jakiś czas.
O co mogło jej chodzić?

Kat?

4.10.2017

Od Vanessy CD Hangagoga

- To tak na pożegnanie - powiedziałam i odsunęłam się od Hangagoga.
Chłopak nie był skłonny do wypuszczenia mnie, ale w końcu nie mógł mnie więzić.
- Wpadnij wieczorem - szepnął, a ja - lekko się czerwieniąc - wyszłam z łazienki. Założyłam przygotowane ubranie i wyszłam z pokoju Hana.
Była sobota, więc postanowiłam pójść na spacer. Słońce dogrzewało, ale nie było za gorąco - uwielbiam taką pogodę. Zajrzałam jeszcze do swojego pokoju, by ubrać coś lżejszego i wyszłam z Akademii.
Chodząc po ścieżkach, trochę rozmyślałam. Hangagog... czy mogę go nazwać swoim chłopakiem? Chyba na to jeszcze za wcześnie. Tym bardziej, że jeszcze mnie nie zaliczył... Kto wie, co może się zdarzyć?
Trudno było mi przyzwyczaić się do jego świata. Na przykład takie walki. Nie chcę znowu wracać do świata, z którego się wyrwałam.Przekonałam się na własnej skórze, że po tym są tylko problemy. Na razie spróbuję. Byle by nie wpaść za daleko.
Postanowiłam, że wejdę do budynku drugim wejściem. Jest mniej znane, ale nie chcę mi się już zawracać. Weszłam do Akademii i zamknęłam za sobą drzwi. Czeka mnie trochę opustoszałych korytarzy, ale w końcu przedrę się do swojego pokoju. 
Nawet nie usłyszałam kroków. Po prostu nagle poczułam, jak ktoś przyszpila mnie do ściany; tak mocno, że nawet nie mogłam się poruszyć. Kłopoty?
- Vanessa Clark, czyż nie? - Usłyszałam męski gardłowy głos przemawiający do mojego ucha. Drugi głos się zaśmiał.
- Myślałem, że nasz kochany Hangagog gustuje w trochę lepszych okazach - skomentował drugi.
- Oh, Derner, daj spokój. Pewnie nie zdążył jej jeszcze przelecieć. - Obaj wybuchnęli szyderczym śmiechem.
Dosyć tego.
- Kim jesteście i co chcecie? - Starałam się za wszelką ukryć strach w moim głosie.
Poczułam jak wiążą najpierw moje ręce, następnie nogi. Po tym zostałam odwrócona twarzą w ich stronę.
- A gdzie moje maniery? - powiedział blondyn. - Jestem Ian - przedstawił się - a to mój przyjaciel Derner. - Wskazał barczystego chłopaka o brązowych oczach. Obaj mieli na oko po dwadzieścia lat.
- Co chcemy? - powtórzył Derner. - Sprowokować Hagagoga, no i może się tobą trochę zabawić - otaksował mnie wzrokiem.
Serio? Tak zakończy się kariera Vanessy Clark? Jak widać, już wróciłam do tego świata.

Hangagog? xD Wyszło, co wyszło. Sama nie wiem, jakim cudem xD

4.06.2017

Od Vanessy CD Hangagoga

Tak bardzo chciałam wręcz oddać mu się cała, ale wiedziałam, że nie mogę. Obiecałam to sobie dzisiaj i zamierzam dotrzymać danego słowa.
Niechętnie odsunęłam się od chłopaka z cichym jęknięciem. Spojrzałam w jego piękne oczy i zobaczyłam w nich pragnienie.
- Mamy czas - powiedziałam i szybkim tempem skierowałam się w stronę Akademii.
Weszłam po schodach po drodze spotykając kilka znajomych twarzy. Jednak ja jak najszybciej marzyłam wrócić do pokoju i po prostu się wykąpać, by spłynęły po mnie te wszystkie emocje.
Stanęłam przy drzwiach i zaczęłam przegrzebywać kieszenie w poszukiwaniu klucza. 
Nie... Proszę nie...
Nie było go w żadnej z kieszeni. Musiał mi wypaść, gdy jechałam z Hagagogiem, czyli mógł być wszędzie. Nie spędzę wieczności na szukaniu go.
Ruszyłam na dół w stronę recepcji. Czułam się jak idiotka. Przecież to było do przewidzenia, że może wypaść! Powinnam była to przewidzieć. Gdy dotarłam na parter ustawiłam się w krótkiej kolejce. Po chwili stałam już przed recepcjonistką.
- W czym mogę pomóc - zapytała obojętnym głosem.
- Poproszę klucz do pokoju numer siedem - powiedziałam.
- Proszę. - Podała mi klucz. W końcu będę mogła się umyć!
Pobiegłam sprintem do pokoju i gdy tylko wpadłam, nalałam sobie wody do wanny i rozpoczęłam kąpiel.
Wyszłam z łazienki dopiero po godzinie zawinięta w ręcznik i odprężona. Usiadłam przy biurku i się zamyśliłam. Ciężko mi się było do tego przyznać, ale tęskniłam za Hanem... Chętnie bym się z nim zobaczyła.
Dostałam, czego chciałam szybciej, niż mogłabym się tego spodziewać.
- Witaj, skarbie - szepnął mi do ucha jakiś męski głos.
Podskoczyłam przestraszona.
- Jak się tu dostałeś?
- Dzięki temu cudeńku. - Pokazał mi kluczyk od m o j e g o pokoju. Ocenił mnie wzrokiem. - W takim wydaniu chcę cię widzieć częściej.
Złączył nasze usta w pocałunku.

Hangagog? xD

4.02.2017

Od Vanessy CD Hangagoga

Kończyłam przygotowywanie na jazdę konną. Spięłam włosy, założyłam toczek, włożyłam sztyblety i dopięłam do nich czapsy. Stresowałam się trochę dzisiejszą jazdą. Chociaż Han nazwał to randką. Według mnie jest trochę wcześnie, a mu i tak zależy tylko na seksie. W takim razie skupię się na jeździe... i postaram się nie zaciągnąć do łóżka po pierwszej godzinie.
Mimo że jest taki przystojny.
Otrząsnęłam się z przemyśleń i wyszłam z pokoju zabierając ze sobą przygotowane wcześniej jabłka dla koni. Od razu skierowałam się na górę, nie mogą się już doczekać. Tak dawno nie jeździłam. Brakowało mi tego.
Zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył mi Hangagog ubrany w strój jeździecki. Zaczęłam się śmiać.
- Co cię tak bawi? - zapytał na powitanie.
- Ciekawie w tym wyglądasz. - Uspokoiłam się, choć nadal się uśmiechałam. - To zaprowadź mnie do tej stadniny.
Szybkim tempem wyszliśmy z budynku Akademii. Po piętnastu minutach drogi naszym oczom ukazały się boksy. Zaczęłam biec, by przywitać się z każdym koniem po kolei i częstując jabłkiem je wszystkie.
- Które to twoje? - zapytałam, gdy Han do mnie dołączył.
- Te dwa tutaj. - Wskazał palcem dwa konie rasy Shire. - Ale jest mały problem.
- Jaki? - Spojrzałam podejrzliwie na chłopaka. W jego oczach paliły się psotne chochliki.
- Klacz spodziewa się źrebięcia, więc pojedziemy na jednym.
Zatkało mnie. Od początku kłamał, przecież wiedział o tym wcześniej!
Odwróciłam się, by odejść, ale Hangagog złapał mnie na za ramię i szepnął do ucha:
- Chcesz zaprzepaścić taką okazję? No weź...
Westchnęłam przeciągle. Nadal byłam na niego zła, ale tak wielką miałam ochotę pojeździć.
- Ja prowadzę - powiedziałam.
- To mój koń, a ty dawno nie jeździłaś. Ja prowadzę.
Wyprowadził konia z boksu i założył mu kantar. Usiadłam na ławce i czekałam, aż chłopak skończy siodłać zwierzę.
- Da się tak naprawdę jeździć we dwie osoby? - spytałam.
- Tak, ale będziemy jechać na oklep; zakładam tylko uzdę. Będziesz musiała uważać na nerki, więc trzymaj się głównie mnie, nie ściskaj konia.
- Zrobiłeś to specjalnie.
- No co ty. - Czy jego wypowiedzi zawsze muszą ociekać takim sarkazmem?

- Gotowe - oznajmił po chwili.
Wyprowadził konia z siodlarni i wsiadł używając schodków. Wstałam z ławki i skierowałam się w ich stronę. Weszłam na schodki, złapałam się ramienia Hangagoga i znalazłam się na koniu.
Objęłam chłopaka.
To będzie ciekawa jazda.

Hangagog? xD

3.30.2017

Od Vanessy CD Hangagoga

Spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem, którym w ogóle się nie przejął. Chyba sobie żartuje, że będę mówić na niego per "Pan". Mam swoją godność, której chyba mu brakuje... albo po prostu często bywa na plaży nudystów. W każdej innej sytuacji jego nagość by mi mocno doskwierała, ale ciało Hangagoga było jak trofeum. Tatuaże były praktycznie wszędzie i zakrywały jego nienaganne ciało.
Odwróciłam wzrok i skupiłam się na wykonywanym tatuażu. Bolało jak cholera, ale próbowałam tego po sobie nie pokazywać.
- Więc - zaczął chłopak - dlaczego akurat koń?
- Nawet nie udawaj, że cię to interesuje - skwitowałam. Takich ludzi jak on w ogóle nic nie interesuje.
- Niby dlaczego udaję. Bez przesady - powiedział z odrobiną sarkazmu.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Chce, to niech ma.
- Jeżdżę konno odkąd pamiętam. Dziadek był moim pierwszym nauczycielem. Potem to się jakoś rozwinęło. - Dziwnie się czułam rozmawiając z kimś o mojej przyszłości. Dawno tego nie robiłam.
Hangagog zamilkł na pewien czas. Od razu przypomniałam sobie o bólu i cicho syknęłam.
- Trzeba przyznać - wznowił rozmowę - że mamy trochę wspólnego.
Zdziwiłam się, że taka osoba jak on może interesować się zwierzętami, a szczególnie tak płochliwymi  i delikatnymi (przynajmniej z tych, które poznałam) jak konie. Bardziej przypominał typowego ćpuna, który tylko myśli o tym jak się zabawić.
Nie wolno oceniać ludzi powierzchownie.
Przyjrzałam się dokładniej twarzy chłopaka. Nie da się ukryć, że jest przystojny. To jak trafić w dziesiątkę w mój styl. Jednak nadal w głowie świtały mi słowa Kat. Ona znała się na ludziach...
Pozostałam w zamyśleniu przez dłuższy czas. Takie znajomości zwykle kończą się bardzo szybko, więc zmieniłam tor swoich myśli.
- Skończone - oznajmił Hangagog tak nagle, że aż podskoczyłam. Chłopak zaśmiał się z mojego zdziwienia.
- Już?
- Minęło trzy godziny, kotku - powiedział, na co ja wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na zegarek. Miał rację. - Teraz muszę go umyć, nasmarować i obłożyć w folię. Po przyjściu do pokoju ściągniesz folię i znowu dokładnie umyjesz mydłem szarym i wytrzesz... - Dalej udzielał mi wskazówek, których była masa. Widać, że zna się na rzeczy.
- Dziękuję ci za tatuaż. Jestem ci coś winna? - zapytałam.

Hangagog?

3.25.2017

Od Vanessy Do Hangagoga

Środek tygodnia i czuję, że się nudzę. Jedynym odstresowaniem były tańce, ale to za mało. Napisałam rozdział książki - to już 20 - jednak czegoś wciąż mi brakuje. Położyłam się na łóżku, głęboko rozmyślając. Pamiętam jak to było w gimnazjum. Oceny miałam dobre, w sumie nie wiem jakim cudem. Robiłam wszystko, byle tylko na złość rodzicom. Palenie, kolczyk w pępku, nosie, wagary, problemy z nauczycielami. A teraz? Wypaliłam się.
Pora na coś nowego.
Myśl, Vanesso, myśl. Coś, aby przypieczętować powrót na zapomnianą scenę.
Tatuaż.
Genialne!
Nagle spochmurniałam. Czy w tej klatce da się zrobić tatuaż? Może pani od przyrody? Taka z niej suka, że bym się nie zdziwiła.
Najlepszym rozwiązaniem było odwiedzić Katfrin, ona obracała się wśród takich ludzi. Mogłą kogoś znać. Ruszyłam więc do jej pokoju. Nie było to daleko, gdy dotarłam do drzwi zapukałam. Po kilkunastu sekundach byłam już w środku.
- Co cię sprowadza w moje progi? - zapytała.
- Potrzebuję pomocy - powiedziałam.
Dziewczyna położyła się na łóżku i zamknęła oczy.
- W takim razie zamieniam się w słuch.
- Czy znasz kogoś, kto mógłby zrobić mi tatuaż? - zapytałam.
Katfrin momentalnie otworzyła oczy, siadając.
- Hangagog... Ale lepiej go nie szukaj. To nie jest ktoś, kto kocha ludzi.
Czyżby się martwiła?
- Nic mi nie będzie - zapewniłam. - Dzięki! - rzuciłam, wychodząc z pokoju.
Stojąc na korytarzu, włączyłam w telefonie stronę Akademii. Nie musiałam długo szukać - od razu rzucał się w oczy. Hangagog Jack Stephen Black. Więcej imion matka nie znalazła? Jego pokój - 36 - znajdował się dwa piętra wyżej. Wchodząc po schodach zastanawiałam się nad tym jak na mnie zareaguje. Oby mnie nie zignorował, bo tego nienawidzę. Po drodze szukałam w internecie idealny tatuaż dla mnie. Stwierdziłam, że chciałabym nim wyrazić miłość do koni.


Ten był idealny. Zrobię go sobie z tylnej strony uda. Szczęśliwa z wyboru przyspieszyłam kroku. Przed pokojem Hangagoga przystanęłam. Usłyszałam ze środka dość jednoznaczne jęki. Cóż... Trzeba będzie poczekać.
Po 10 minutach z pokoju wyszła czarnowłosa dziewczyna. Wyminęłam ją i wpadłam do środka pokoju. Stephen stał tyłem... nagi. Odkaszlnęłam.
- Czegoś zapomniałaś? - spytał chłopak, odwracając się.

 Hangagog? xD

Od Vanessy CD Katfrin - wycieczka

- Katfrin? Katfrin... Katfrin! - Dziewczyna stała jak oczarowana, w ogóle nie reagując.
W końcu się otrząsnęła, jednak wyglądała... dziwnie.
- Nic ci nie jest? - zapytałam.
- Nie... Coś sobie przypomniałam. Nieważne. Chodź. - Pociągnęła mnie dalej.
Skierowałyśmy się w stronę wyjścia, jednak brama była strzeżona. Schowałyśmy się za ścianą, by nas nie zauważyli.
- I co teraz? - zastanawiałam się.
- Jak to co? Biegniemy! - Uśmiechnęła się ironicznie.
- Czekaj! Będziemy miały problemy.
- Wymiękasz?
Westchnęłam ciężko.
- Dobra. Razem.
Wystartowałyśmy jednocześnie kierując się w stron bramy. Szybko przeszłyśmy przez płot i wbiegłyśmy na ulicę. Biegłyśmy jeszcze przez kilka ulic i dopiero wtedy się zatrzymałyśmy. Adrenalina buzowała mi w całym ciele. Brakowało mi tego. Jedyne za czym tęsknię.
Katfrin zaczęła się śmiać, ja tuż za nią.
- Myślałam, że tego nie zrobisz - powiedziała. - Cieszę się, że się myliłam.
Wyjęła z kieszeni kurtki paczkę papierosów i zapaliła jednego. Wyciągnęła rękę, ale ja odmówiłam. Nie palę od dwóch lat. Nie chcę do tego wracać. Rudowłosa tylko wzruszyła ramionami wydmuchując dym.
- To pójdziemy na te lody? Jest zimno, ale gdy się schowamy... Nie chcę jeszcze wracać - powiedziałam.
- Jak chcesz.
Zgasiła papierosa i poszłyśmy dalej. Nagle znowu się zatrzymała.
- Katfrin?

Katfrin? xD

3.19.2017

Od Vanessy CD Katrfin - wycieczka

   - Dziękuję - powiedziałam do Katfrin. Już od dawna chciałam zacząć tę znajomość, a tu taka niespodzianka.
  - Należało im się. - Ruszyła za resztą grupy. Dogoniłam dziewczynę chcąc podtrzymać jeszcze tę konwersację.
   - Jestem Vanessa - rzekłam.
   - Katfrin.
   - Dużo o tobie słyszałam, wiesz?
   Dziewczyna uśmiechnęła się ironicznie i spojrzała w moją stronę.
   - Dobrego czy złego?
   Bójki z uczniami, niszczenie mienia, rzucaniem jedzenia w stronę typowych plastkiów. Ta...
   - Zależy jak na to patrzeć - stwierdziłam. - Nie ma dobrych i złych rzeczy. Wszędzie są odcienie szarości.
  - Takie myślenie mi się podoba. - Czyli cel osiągnięty. - Poznaj mojego brata Christiana. Dużo rucha, przeklina, walczy o swoje i kocha zwierzęta. - Katfrin wskazała w stronę wysokiego chłopaka, który już oceniał mnie wzrokiem.
   - Dzięki za dobry wstęp, siostrzyczko. Miło mi cię poznać.
   - Cię również.
   Dalszą rozmowę przerwała nam nauczycielka, która ogłosiła dotarcie na miejsce. Naszym oczom ukazały się dwie złączone ze sobą skocznie. Wyglądało to niesamowicie. W telewizji tak tego nie widać.


   - Proszę za mną - krzyknęła nauczycielka. - Zaraz poznacie skoczka, który opowie nam o swojej pracy. Macie uważnie słuchać.
   - Serio będziemy słuchać jego pierdolenia? - powiedziała Kat. - Nie masz ochoty się gdzieś urwać? - zaproponowała. 

Kat?

Od Vanessy CD Maddoxa

   - Czyli jednak nie taki idealny - szepnęłam ochryple, wciąż leżąc na podłodze. Przed oczami miałam mroczki. Zawsze byłam za delikatna.
   - Masz jeszcze coś do powiedzenia, suko? - usłyszałam górujący głos Maddoxa.
   Pokręciłam głową i powoli zaczęłam się podnosić. Chłopak wrócił do swojego pokoju. Stałam, opierając się ręką o ścianę. Ledwo oddychałam i nadal czułam ból w okolicach szyi. Wyjęłam telefon z kieszeni, żeby sprawdzić, która jest godzina. 13:20. Miałam dwadzieścia minut, by dojść na następną lekcję i pomimo tego, że nadal nie było ze mną dobrze, postanowiłam chociaż udawać.
   Najszybciej jak potrafiłam w obecnej sytuacji dotarłam do swojego pokoju, by zakryć czymś szyję, na której już roiło się od siniaków. Użyłam do tego pierwszej lepszej chustki i wyszłam z pomieszczenia.
   Oddech powoli mi się normował, dlatego udało mi się wejść do sali idealnie z dzwonkiem. Wydukałam byle jakie dzień dobry i zajęłam odległe miejsce na końcu sali.

   Wszystkie czynności robiłam mechanicznie, starając się nie myśleć o zaistniałej sytuacji. Jednak nie było to możliwe. Jakim cudem ktoś taki mógł okazać się w ogóle innym człowiekiem? Już zaczynałam go lubić...
   Przypomniałam sobie moment, w którym zacisnął ręce na mojej szyi. Ten szał w jego oczach. Schyliłam głowę, by nikt nie zobaczył łez, które powoli spływały po mojej twarzy. Musiałam się uspokoić. Zaczęłam od oddechu.
   wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech
   Zadzwonił dzwonek. Wszystkie notatki robiłam w telefonie, więc nie musiałam się pakować. Opuściłam salę jako jedna z pierwszych. Następną lekcję miałam tuż obok. Spojrzałam w stronę drzwi od norweskiego i zamarłam. Stał przy nich Maddox razem ze swoim kolegom. Patrzył mi w oczy, a jego twarz była bez wyrazu.

   Zemdlałam.

   Maddox?

3.10.2017

Od Vanessy CD Maddoxa

   - "Następnym razem nie wchodź mi w drogę"? Serio? - Zaśmiałam się cynicznie i odeszłam w stronę sali od matematyki.
   Przerwy były krótkie, ale szkoła była tak podzielona, że sale lekcyjne znajdował się dość blisko siebie, dlatego tym razem się nie spóźniłam. Przyszłam trochę wcześniej, więc w środku było pusto. Zajęłam pierwszą ławkę, mając nadzieję, że będzie mi się tu lepiej myślało i słuchało.
   W końcu miejsca zaczęły być zajmowane przez innych uczniów. Łatwo było rozpoznać, kto jest nowy, a kto już trochę chodzi do Akademii. Z miejsca wiedziałam już, kogo nie trawię. Tak łatwo odczytuje się ludzi. Zainteresowała mnie brązowowłosa dziewczyna. Nawet z tej odległości widziałam jej czarne oczy. Zaimponowała mi samym wejściem. Miałybyśmy wiele wspólnego.
   Następny wszedł Maddox. Jak go zobaczyłam zachciało mi się śmiać. Spojrzał w moją stronę z wyższością. Być może zajęłam jego miejsce. No cóż... teraz należało do mnie. Miejsce obok mnie zostało zajęte przez jakąś dziewczynę.Wymieniłyśmy uprzejmości i zajęłyśmy się obie lekcją.  
   Matematyka jak to matematyka była długa i mozolna. Jednak w tej szkole nauczyciele prowadzili zajęcia o wiele lepiej niż w poprzedniej. Może uda mi się wszystko nadrobić?
   Z ulgą przywitałam dzwonek na przerwę. Tym razem nie musiałam się spieszyć. Miałam dwie godziny przerwy, które z chęcią wykorzystam.
   Wróciłam do pokoju. O dziwo, było to miejsce, do którego szybko się przyzwyczaiłam. Dodałam trochę od siebie, jednak większość jest takim jakim tu zastałam. Taki czerwono-czarny zakątek Vanessy.
   Włączyłam laptopa i weszłam na stronę internetową Akademii. W zakładce "Uczniowie" odnalazłam jakże wspaniały profil naszego białowłosego narcyza.
   "Maddox Rosselau". Czyli to już ustalone. Dużo tu informacji nie było, ale dowiedziałam się chociaż, gdzie jest jego pokój. Szkoda tylko, że nie wiem, jak się tam dostać. Ale pod salę z aktorstwa wiedziałam, jak dojść. Przejrzałam jeszcze trochę profile innych osób. Jako jedyna zapisałam się tylko na jeden przedmiot dodatkowy. Bardzo prawdopodobne, że większość teraz myśli, że jestem leniwa. Życie...
   Wyszłam z pokoju, kierując się w stronę sali od aktorstwa. Dotarłam akurat, gdy zadzwonił dzwonek. Ujrzałam Narcyza, więc podeszłam do niego.
   - Ech... to znowu ty - powiedział najwidoczniej niezadowolony moim widokiem. - Znajdź sobie przyjaciół na twoim poziomie.
   - Chętnie, Maddoxie - odpowiedziałam, tym razem starając udowodnić, że potrafię normalnie rozmawiać. - Najpierw jednak musisz mnie oprowadzić. Bez tego uczepię się ciebie gorzej niż najgorszy kołtun...

Maddox? xD Wiem... wyszło trochę nudnawe, ale trzeba jakoś zacząć

3.06.2017

Od Vanessy

Poniedziałek. Dwa dni odkąd przyjechałam. Trzy dni odkąd zostawiłam wszystko, co miałam. Trzeci dzień wolności. Przynajmniej dopóki płacą za to rodzice.
Pierwsza lekcja... ale nie moja. Jako że pracownia pisarska była po części biblioteką, w czasie, kiedy oni mieli lekcję, ja schowałam się w kącie z książką i udawałam, że czytam. Prawda jest taka, że chciałam jak najwięcej zapamiętać.
Łatwiej byłoby po prostu zapisać się na pisarstwo, prawda? No cóż... Nie zawsze można mieć to, co się chce. Tak mawia moja matka. Szkoda, że jej samej to nie dotyczy.
Spojrzałam na zegarek - minuta do końca lekcji. Wejście tutaj było łatwe. Po prostu zjawiłam się jakieś dwadzieścia minut przed lekcją. Ale wyjście będzie trudniejsze. Nie lubię się spóźniać, ale historia chyba będzie musiała poczekać.
Dzwonek zadzwonił. Sala opustoszała prawie do końca, ale został jeden chłopak. Chwila... Czy on naprawdę poprawia sobie włosy? Nawet ja tak o to nie dbam. Może powinnam?
Uznałam, że jest niegroźny i przeszłam przez środek sali "przypadkiem" zahaczając o jego gładzącą włosy rękę.
- Ej! - krzyknął w moją stronę.
Powoli obróciłam się wokół własnej osi. 
- Tak? - zapytałam słodkim jak miód głosem.
- Wiesz, istnieje takie słowo jak "przepraszam". - Wyraźnie próbował nie wyprowadzić się z równowagi. Widać było, że często to robi, ale... chyba nie w takich sytuacjach.
- Rzeczywiście, a o co chodzi? - zapytałam.
Tylko czekałam, aż pęknie. Ech... Tak już ze mną jest.

Maddox?

2.27.2017

Vanessa Clark

http://68.media.tumblr.com/c4032a516be45733e8d3ac5bae300f58/tumblr_nt70e8Y8qP1t3fd6go1_500.jpg
Imię: Vanessa
Nazwisko: Clark
Pochodzenie:
Helsingborg, Szwecja
Wiek: 17 lat
Orientacja: Heteroseksualna
Głos: Melody Of a Murder - Scarlett Rose
Pokój: Nr 7
Aparycja: 
Vanessa jest blondynką o niebieskich oczach. Wbrew temu, co wszyscy o niej myślą jest to jej naturalny kolor włosów. Dziewczyna lubi bawić się swoim wyglądem. Nie przejmuje się opinią innych i zakłada, co jej się podoba. Można się po niej spodziewać wszystkiego. Vanessa dużo ćwiczy, dlatego ma wysportowane ciało, które uwielbia.
Charakter:
Vanessa to bardzo wybuchowa osoba. Łatwo ją zdenerwować, co nie zawsze jest dobre w skutkach. Nie boi się własnego zdania i głośno wyraża swoją opinię na dany temat. Jest wredna i nieprzewidywalna, chociaż z łatwością znajduje przyjaciół. Lubi towarzystwo ludzi, rzadko kiedy zostaje sama. Dziewczyna uwielbia trudne wyzwania, nieważne jakiej sprawy dotyczą. Często się zakłada, oczywiście z korzyścią dla niej samej. Po takim opisie można by się było spodziewać, że nauka nie jest jej dobrą stroną. Owszem, matematyka nie jest jej dobrą stroną, ale z resztą przedmiotów nie ma problemów. Najbardziej lubi angielski i w-f, co wynika z jej zainteresowania pisarstwem i sportem. Właśnie, pisarstwo… Mogłoby się rzec, że to druga strona Vanessy. Mało kto o niej wie i Vanessa woli, aby tak pozostało. Dużo osób chętnie wykorzystałoby głęboko skrywaną wrażliwość dziewczyny. Woli nie mieć takich problemów i cieszyć się życiem, jak najbardziej się da. W Akademii również zamierza stać się „Tą Vanessą” i raczej nie skrywać się w cieniu. Jest dużą optymistką, dlatego jest wręcz pewna, że jej się to uda.
Partner: Brak/Jest zainteresowana, ale nic na siłę
Rodzina:
Matka: Dorothea Clark
Ojciec: Johannes Clark
Zajęcia: Zajęcia taneczne
Zainteresowania:
• Pisarstwo
• Taniec współczesny oraz nowoczesny
• Jazda konna
• Muzyka
Inne:
• Nienawidzi pająków – ma na ich punkcie fobię
• Zwraca uwagę na to, co je
• Uważa, że dzień bez muzyki, to dzień stracony
• Jedyną samotność, jaką toleruje, to samotność w jej własnym pokoju
• Nie lubi, gdy ktoś jej się narzuca
• Ma bogatych rodziców, za którymi nie przepada
Kontakt: Strzepka