Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hunter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hunter. Pokaż wszystkie posty

5.05.2017

Od Huntera CD Baekhyuna

Spojrzałem na zamknięte, łazienkowe drzwi, kręcąc przecząco głową, przysięgam nie wytrzymam z nim tak długiego czasu. Nerwowo zacząłem rozmasowywać czubek nosa opuszkami palców, szukając w tym wszystkim rozwiązania.
Nie ma go Hunter, przez tego chłopaka jesteś w czarnej dupie.
- Nie ma go... - jak puste echo powtórzyłem własne myśli. Jak teraz dowiem się gdzie jest Erich skoro nawet nie mogę wrócić do przychodni, bez strachu, że Baekhyun nie puści jej z ogniem. Zostawić go samego też nie mogę, kto wie co tej bandzie oszołomów wpadnie do głowy. Do szkoły też go nie odstawię, po pierwsze wsypie mnie do nauczycieli, po drugie pewnie zdążą ją osiem razy przeszukać i wszystkich wypytać, więc, z której strony bym na to nie spojrzał... Wpadnę. Podniosłem z ziemi czarny plecak, pociągając za czarną zawieszkę. Minimalna całość wypadła z niego z nieprzyjemnym dla ucha dźwiękiem. Rozejrzałem się po ogólnym bałaganie doszukując się, leżącego pod nogą stołu, szarego portfela. Rozsunąłem go, przyglądając się całej zawartości. Mając tego głupka na głowie, długo nie pociągnę ze swoimi oszczędnościami. Zacisnąłem wargi w cienką linię sięgając po telefon. Jego wyświetlacz rozświetlił pokój nieco mocniej, niż mała, nocna lampka przyglądając się chwilę kolorowej tapecie, wcisnąłem wreszcie ikonkę kontaktu by wyszukać ten o dźwięcznej nazwie "mamusia". Nie chciałem tego robić, moje sumienie krzyczało, bym odłożył ten telefon ponownie na miejsce, ale świadomość problemów, jakie rosły z każdą sekundą zmuszały mnie do podjęcia radykalniejszych środków. Przymknąłem oczy wsłuchując się w szum wody i powtarzane co kilka sekund dźwięki sygnału.
- Halo? - delikatny głos wydobył się z drugiej strony słuchawki. Sięgnąłem po leżącą pod ścianą poduszkę i oparłem o ścianę kładąc na niej głowę.
- Cześć mamo, masz chwilę? - przejechałem językiem po górnej wardze próbując powstrzymać drżenie głosu. Matka, była ostatnią osobą, którą chciałem okłamać lub w ogóle prosić o pomoc.
- Co się stało? Hunter, słyszę, że coś jest nie tak - uprzedziła pierwsze, planowane kłamstwo.
- Nic, ja  tylko... Jestem przemęczony. - serio Hunter? Tylko na tyle Cię stać?
- Rozumiem, pewnie dużo macie zajęć w tej szkole, ale chyba nie tylko po to dzwonisz do swojej staruszki? - uśmiechnąłem się, słysząc jej słowa. To urocze, że nawet kiedy sytuacja była kompletnie beznadziejna potrafiła utrzymać swoje poczucie humoru na wysokim poziomie.
- Wszystko u Ciebie dobrze? - cisza. Głucha cisza, która radość rozmowy zastąpiła żalem tęsknoty. Sięgnąłem ręką do skrawka bluzki, skubiąc go nerwowo gdy czas odpowiedzi się przedłużał. Fakt, trwało to zaledwie kilka sekund, jednak to wystarczyło bym zrozumiał jaka jest prawda.
- Jest świetnie synku - przez jeden moment, coś znacznie krótszego niż sekunda, słyszałem w jej głosie załamanie. Po wszystkich spędzonych z nią godzinach, latach wsłuchiwania się w jej opowieści, nie potrzebowałem nawet sygnału by wiedzieć, że jej słowa były zwykłym łgarstwem.
- Tylko po to dzwonię... - odpuściłem - Po prostu tęskniłem - tak rzadko rozmawialiśmy... Jak złym byłbym człowiekiem gdybym teraz poprosi ją o jakiekolwiek pieniądze wiedząc, że ich nie ma? Wyrodny syn, dzwoni tylko w święta i raz na jakiś czas przesyła marne grosze. Czy więc kobieta, rodzicielka ów mężczyzny nie miałaby powodów czuć się odrzucona? Westchnąłem cicho oplatając sobie materiał koszulki wokół palca - Do jutra mamo - nagły zwrot akcji, zbyt gwałtowny by zdążyła cokolwiek powiedzieć, przesunąłem kciukiem po czerwonej słuchawce i wyłączyłem telefon, czując jak nagły atak paniki zalewa moje ciało. Odrętwiały do tej pory umysł zaczął pracować na pełnych obrotach uświadamiając mi, że Erich dawno dowiedział się od swoich pupilków o tym, że go szukam. Stuknąłem palcem kilkakrotnie w szybkę smartfona, szukając w głowie wniosku, który od dawna krążył wokół mojej myśli, jednak był zbyt przerażający bym go do siebie dopuścił.
Role się odwróciły Erich, teraz szczęście jest po Twojej stronie.
Wydany przez Baekhyuna prosto w łapy jednego z najgroźniejszych ludzi żyjących po ciemnej stronie Kalifornii ruszyłem na wojnę, a śmierć już zaczęła zbierać swe żniwa.
Odczekałem jeszcze około dziesięciu minut nim łazienkowe drzwi otworzyły się, a czerwonowłosy wyjdzie z pomieszczenia wycierając swoje kłaki. Spojrzałem na niego ostrym wzrokiem, w tej chwili na inny nie było mnie stać.
- Daj komórkę - mruknąłem obserwując jego zaskoczoną reakcję.
- Po co? - jakby w geście obrony, schował przedmiot do tylnej kieszeni.
- Jeśli nie chcesz żeby stała Ci się krzywda - wycedziłem przez zaciśnięte zęby - Niekoniecznie ze strony Ericha, oddaj mi telefon - ściągnąłem brwi, coraz bardziej zirytowany - Baekhyun nie rób mi teraz problemów, było nie pchać nosa w nie swoje sprawy - warknąłem i wyciągnąłem dłoń do przodu. Chłopak jakby zrozumiał, że znalazł się na przegranej pozycji, po raz kolejny wyciągnął urządzenie, wręczając je mi. Otworzyłem telefon wyciągając z niego kartę i baterię, którą schowałem do jednej z kieszeni plecaka, to samo zrobiłem ze swoim urządzeniem i zadowolony z tego milimetrowego kroku w przód wypuściłem pełne ulgi powietrze z płuc. Azjata spuścił wzrok i usiadł na skrawku łóżka, nerwowo strzelając palcami.
- Przepraszam - mruknął niemal tak cicho, że miałem wątpliwości czy to nie moja wyobraźnia i gdyby nie słaby ruch warg pomyślałbym, że wariuję.
Zmrużyłem powieki.
Zrobiło mi się żal chłopaka, który widocznie skruszony, zrozumiał co zrobił i chyba tego żałował.
- Stało się, czasu nie cofniemy - wzruszyłem ramionami, przesuwając opuszkami palców po drewnianym blacie stołu. Lakier sprawił, że moja dłoń gładko się po nim zsunęła, wracając na swoje miejsce - Nie ma co roztrząsać tematu - kąciki moich ust nieco pokracznie uniosły się w górę, sam zainteresowany również nie wydawał się być zadowolony odpowiedzią. Z cichym westchnięciem opadłem na łóżko obok Azjaty, klepiąc go po ramieniu. - Poza tym we dwóch zawsze raźniej.
- Co zamierzasz zrobić? - przerwał, kompletnie nieprzejęty moimi słowami. Wzruszyłem ramionami. Co ja właściwie chciałem zrobić? Przypuśćmy, że znalazłbym Ericha, że stanąłby  z nim twarzą w twarz i co? Wezmę broń i go zastrzelę? Pokręciłem głową, wsadzając rozdygotaną dłoń w bujną grzywę.
- Nie wiem Baek, ale nie martw się tym bo najpierw musimy go znaleźć, a nie zdajesz sobie sprawy z czym może się to wiązać - poczułem się jak ojciec, który swojemu synowi po raz pierwszy tłumaczył czym jest prawdziwe życie. - Jutro spróbujemy znaleźć moją dawną przyjaciółkę - urwałem, nie chcąc wtajemniczać chłopaka bardziej w życie byłej studentki - Więc lepiej się wyśpij, nie wiem czy jesteś na to gotów. - tymi słowami zakończyłem naszą rozmowę, jak również pożegnałem chłopaka i przywitałem ciepłe łóżko, oraz zasłużony wypoczynek. Ignorując wzywający mnie prysznic, ściągnąłem z siebie ubrania, wkładając zwykły, biały podkoszulek ostatni raz rzuciłem spojrzenie na swojego towarzysza, który jakby kompletnie nieprzejęty niemal natychmiast zapadł w sen. Spokojny oddech roznosił się po pokoju, będąc jedynym dźwiękiem, który zakłócał ciszę. Wsunąłem się pod kołdrę, którą narzuciłem na głowę, próbując powstrzymać napływające do oczu łzy.
Żadne słowa nie były w stanie opisać tego co teraz czułem, łomot serca wplatał się w moje myśli i jakby kompletnie niewzruszony, zupełnie z kamienia, sprawiał, że tak zwane "złamane serce" było niemal fizycznym bólem. Szarpanina między moimi pragnieniami, a zdrowym rozsądkiem zdzierała ze mnie resztki sił z łatwością, podobną do tej gdy zrywamy plaster z zagojonej rany. Tylko, że tym razem nic się nie goiło. Stąpałem na krawędzi mając na sumieniu jedno istnienie, a przed sobą stratę drugiego, próbowałem złapać równowagę, jakbym chciał ochronić cały świat przed złem jakie wyrządzałem, niektórym.
Tyle, że prawda była inna, nieco bardziej bolesna, bowiem ja nie umiałem ochronić nawet samego siebie. Wyciągnąłem spod głowy białą poduszkę i próbując zagłuszyć własne myśli przyłożyłem ją do głowy, dłoń zaciskając na uchu.
Nie poddam się...
Myśl, jedna prosta myśl, która skutecznie zawróciła mi w głowie, jedno zdanie, niby banalna sentencja, a poczułem jak mimo wszystko, powoli składa się w całość pozwalając zmysłom zamilknąć, a ciału zregenerować się przed jutrzejszym dniem.

~*~
Poranek. To dość zabawna pora dnia, choćby nie wiem jak długa i bolesna była noc, to właśnie godziny poranne z niebywałą łatwością uświadomią nam, jak wiele straciliśmy dnia poprzedniego i jak wiele do zrobienia mamy przez następne godziny. Poruszyłem się nerwowo na łóżku, jeszcze przez chwilę odganiając od siebie przerażający wstęp do dalszego życia.
- Hunter? - gdzieś między jawą, a snem, pośrodku błogiego stanu, znajomy głos począł wypychać mnie z morza nieświadomości wprost na brzeg szarej i smutnej rzeczywistości. - Śpisz? Już dwunasta? - słowa mojej nocnej mary niczym piorun strzeliły prosto w moją głowę. Powieki same otworzyły się do niebywałej szerokości, a wargi rozchyliły zastygając w zszokowanym wyrazie.
- Co Ty pieprzysz? - lekko zachrypnięty głos, należący jakby nie do mnie rozniósł się po pokoju brzmiąc strachem i frustracją. 
- Nie chciałem Cię budzić - zaczął. Natychmiast przerwałem mu skinieniem głosy, mrugając nerwowo. Podniosłem się z łóżka i wsłuchując w charakterystyczny chrzęst kości przy każdym ruchu podniosłem torbę, z której wyjąłem czarną bluzę i tego samego koloru dresy.
- Masz ubierz się w to, dzisiaj pójdziemy do szkoły to zabierzesz parę rzeczy oni nie zdążyli tam dojść - podałem chłopakowi zawiniątko, samemu zamykając się w łazience. Ponownie, nie bardzo chciało mi się tracić czas na długie kąpiele, więc jedynie "lekko" odświeżony i przebrany opuściłem łazienkę, czerwonowłosy również zdążył doprowadzić się do porządku, i dzięki Bogu, moje rzeczy były na niego dobre. 
- Zjemy coś po drodze, nie mamy czasu i spróbuj marudzić to wydrapię Ci twarz - burknąłem, próbując brzmieć przy tym jak najłagodniej. 
Lizzy - dziewczyna, którą dzisiaj zamierzałem odwiedzić. Cóż, nie ukrywajmy, była typową ćpunką i prostytutką, która zamieszkiwała najgorsze meliny całego Amador, a aktualnie była to ulica Breekshire należała również do nielicznych, wobec, których Erich żywił jakiekolwiek pozytywne uczucia.
Była jego siostrą.
Cichą, szarą myszką, po mojej stronie.

Baekhyun?
 

4.29.2017

Od Huntera CD Baekhyuna

Spojrzałem na chłopaka, przybity bardziej niż wcześniej. Jaki sens miała ta rozmowa? Co za różnica kto, komu wybacza, skoro niczyje przeprosiny nie wskrzeszą Josha. Im dłużej wpatrywałem się w pełną współczucia twarz Azjaty, tym głębszą odczuwałem pustkę.

Jak człowiek ma poradzić sobie z utratą najbliższej osoby? Kiedy nie masz niczego poza nią... Czy da się zwalczyć ból po jej stracie? Jesteśmy w stanie powiedzieć "jest dobrze" i ruszyć naprzód?
Wraz z nią, umiera część nas - kłamstwo. Umieramy cali, nasza dusza odchodzi razem z ciałem ukochanej osoby, by już nigdy nie wrócić na swoje miejsce. Zastępuje ją tajemniczy twór, zjawa, otaczająca nas osłoną nadziei i miłości, którą i tak zniszczy pierwsza burza.
Czas leczy rany - kolejne kłamstwo. Coś takiego jak czas, nie istnieje. To ludzki wymysł, który pomaga nam sprawdzić jak blisko śmierci jesteśmy, pomaga nam przygotować się na najgorszy dzień życia i chociaż wiemy, że nadchodzi, jesteśmy wobec niego obojętni. Czas, to nieprzejednana przestrzeń, która pcha nas wciąż na przód, nie goi ran, a jedynie sprawia, że o nich zapominamy. Jest jak plaster ~ to co pod nim, staje się niewidoczne. 
Jak więc stłumić te rany, które nie zniknął? Czy drugi raz możemy kochać tak samo? Może miłość jest tym plastrem, którego szukamy. Jeśli tak... To ta pierwsza, była tą jedyną, bo w końcu nic jej nie uleczy, jedynie zakryje.
Ludzie mówią "pierz to" bo nie rozumieją, bo mają dość.
A Ty?
Ty błądzisz gdzieś między snem, a jawą, tęsknotą, a depresją, miłością, a obsesją. Pewien jak nigdy, że już nie będzie tak samo.

Image result for grant gustin cry gif- To moja wina... - pociągnąłem nosem, czując jak piekąca łza okala mój policzek, spływając, aż do brody. - To ja namówiłem go, by poszedł Cię wtedy przeprosić, a nawet jeśli nie o to chodzi, to również ja powinienem być tym, który zatrzymałby tę całą zabawę nim doprowadziła ona do tragedii. - spuściłem wzrok, nie mając odwagi spojrzeć na rozmówcę - Przepraszam - wycedziłem, przez zaciśnięte zęby. Baek nic nie powiedział, ułożył dłoń na moim ramieniu, jakby czekając aż sam skończę swój monolog. Ściągnąłem brwi rzucając mu pełne żalu spojrzenie - Nie chciałem, żeby tak to się skończyło. Nie chciałem, żeby ktoś ucierpiał. Nie chciałem.. Ja... - mój głos zaniósł się niepohamowanym szlochem, więc zamilkłem by nie wybuchnąć przy nim płaczem. Siedzieliśmy w kompletnym milczeniu, pogrążeni we własnych myślach, zbyt przerażeni by wyrazić je na głos.
Ta historia jeszcze się nie skończyła.
- Jestem pewien, że to nie był wypadek - szepnąłem przykładając kciuk do górnej wargi. Zbity z tropu skośnooki spojrzał na mnie, oczekując wyjaśnień - Josh... Był zamieszany w lewe interesy, to było wiele lat temu, ale narobił niezłego bałaganu... Myślisz... Myślisz, że to możliwe, że przypuścili oni na niego atak? - moje wargi drgnęły przy ostatnim słowie. Powstrzymałem się od dalszych wyjaśnień, niepewny w jak wiele sekretów dziewiętnastolatka mogę wtajemniczyć Baekhyuna, który wyglądał teraz na przerażonego.
Wielkie źrenice wpatrywały się we mnie wzrokiem tak oczywistym, że udzieliły mi odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Nie mogłem prosić go o pomoc, zgodziłby się z poczucia winy, a jego strach jedynie by wszystko zepsuł.  Na twarzy chłopaka żal i współczucie mieszało się z obawą, że wpakuję go w ogromne niebezpieczeństwo, które zrani jego, lub jego bliskich.
Przełknąłem nerwowo ślinę, obserwując jak jabłko Adama chłopaka unosi się i opada w podobnym geście.
- Ja... - wyrzuty sumienia ogarnęły moje ciało tak nagle, że zrobiło mi się niedobrze - Zapomnij o tym - chwyciłem chłodny nadgarstek by wyciągnąć go wraz z resztą chudego ciała z pokoju. Mrok, który nas ogarnął na korytarzu uniemożliwił mi widok. Na ślepo doszukałem się jego ramion, na których zacisnąłem kościste palce - Ja wiem kto to był - powtórzyłem, w amoku - Ale Ty nie możesz wiedzieć. Więc nieważne jak bardzo możesz tego chcieć - wypuściłem powietrze z płuc, otaczająca nas mgła tajemnicy była tak gęsta, że dałoby się ją przeciąć nożem - Nie mieszaj się w to - wysyczałem tak cicho, jakbym zdradzał mu właśnie największy sekret, po czym zwyczajnie zawróciłem do swojego pokoju, zatrzaskując chłopakowi drzwi przed nosem.

Przykleiłem plecy do białego drewna, łapiąc gwałtowne hausty powietrza.
 Dopiero teraz mogłem na spokojnie przetworzyć informację, że wiem, kto był zabójcą Josha. Wiem, kto się do tego przyczynił. Wiem, że przyjdzie kolej i na mnie. 
Przycisnąłem czubki palców do grzbietu nosa.
- Wariujesz Hunter, kompletnie ocipiałeś. - mentalnie zdzieliłem siebie po twarzy. W głowie moje myśli wirowały dookoła wszystkiego rozsypując dookoła porządek, jaki budowałem wokół siebie od dnia pogrzebu Josha. - No i gdzie jesteś jak Cię potrzebuję - osunąłem się na ziemię, przytłoczony bezradnością jaka padła na moje ramiona. Erich i jego jak widać nigdy nie dawali za wygraną i nie poprzestaną na tej jakże połowicznej zemście na mnie i na Joshu. Odkleiłem plecy od zimnej farby, podsuwając sobie kolana pod brodę.
Muszę powstrzymać tą falę agresji, jeśli nie chcę by zachowanie ów gangu motocyklowego doprowadziło do jeszcze większej tragedii, niż ta szerząca się w Kalifornii cicha wojna między "orłami", a "wilkami" każdy przeciwnik wybijał powoli siebie nawzajem.
Więc czy ja chciałem być tym, który to zakończy? Uwieńczając to co przez tak wiele lat próbował osiągnąć chłopak mogłem zdobyć wszystko na czym nam zależało, lub też siebie i wiele niewinnych istnień pociągnąć do bolesnej odpowiedzialności, tej, która niczym śmierć wędrowała po świecie, zbierając ofiary. Zacisnąłem ręce wokół kostek czując tą cholerną niemożność. Każdy najmniejszy ruch pchający mnie w stronę Ericha był jak jeden paragraf w umowie z cierpieniem.
Cierpieniem, które pociągnie mnie prosto do zemsty, nieuniknionego końca wszystkiego i zbrodni tak tragicznej w skutkach, że do końca życia będę z nimi walczył.
Bo niby w imię miłości...
Dźwignąłem się, a podłoga zaskrzypiała pod moim ciężarem. Odrętwiałe ciało  z ogromnym trudem przyjęło nagły ruch, zgrzytając i kurcząc mięśnie w niemiłosiernym bólu. Podszedłem do biurka, na którym stał mój szkolny plecak, wywalając z niej całą zawartość, książki, zeszyty, masa śmieci z hukiem uderzyły o ziemię, rozpływając się po całej podłodze. Rzuciłem im ostatnie spojrzenie i odsunąłem jedną z szafek.
To śmieszne, kiedy jesteś żyjącym w ciągłym strachu człowiekiem robisz wszystko by sobie i swoim bliskim załatwić ochronę, wprowadzasz trochę normy w ich życie by na końcu.
... No tak, na końcu chuj wszystko strzela.
Odkleiłem przyczepiony taśmą do góry półki scyzoryk wrzucając go do plecaka, wraz z grubą bluzą i naszytym na nią symbolem.
Nierówne przejścia igłą i nicią sugerowały, że symbol był szyty ręcznie, na szybko i amatorsko. Uśmiechnąłem się na widok małej dziurki na ramieniu, niesamowite, że wiążą się z tym szczegółem jakiekolwiek wspomnienia, wepchnąłem telefon do kieszeni, a czarny przedmiot zarzuciłem na plecy i nabierając do płuc ostatnie podmuchy spokojnego powietrza, opuściłem pokój. Przemierzając korytarz przemieszczałem się w kompletnej ciszy, oddany tylko własnym myślom podążałem po kolorowych dywanach, nie oczekując spotkania żadnej znajomej sylwetki gdy zbyt pogrążony w planowaniu zderzyłem się z czymś znacznie większym niż stojące obok ścian doniczki. Z przerażeniem uniosłem wzrok ku górze oczekując spotkania z nauczycielem, który z impetem wywali mnie raz na zawsze z murów tej szkoły.
No dobra, przesadzam.
Wkopie mnie do pokoju.
Jednak przeciw wszystkim przypuszczeniom i wszystkim przeciwnościom losu, przede mną stał nie kto inny, a sam Baekhyun. Wydałem ze swojego gardła głuchy pomruk, patrząc ze złością na wyższego.
- Co Ty tu robisz? - mruknąłem, Azjata zmierzył mnie czujnym spojrzeniem.
- A Ty? - sprytna zagrywka. Na końcu języka miałem wyjaśnienie swojej ucieczki, ugryzłem się jednak w niego w ostatniej chwili i rzucając chłopakowi poirytowane spojrzenie minąłem na korytarzu, który zrobił się jakby węższy. Dusząca bliskość drugiej osoby ponownie mnie przytłoczyła, czułem się jak osamotniony w walce, każda rozmowa stanowiła ryzyko. Ostatni raz obejrzałem się za siebie, jednak wysoka sylwetka dawno zatonęła w ciemnej, nocnej otchłani.
Nie mieszaj się w to Baekhyun, to nie Twoja sprawa.
Opuściłem szkołę bez żadnych innych przeszkód tracąc pojmowany sens własnych przekonań.
Image result for rain gifDlaczego to robię? Czy to nadal potrzeba zemsty? Czy teraz poszukiwanie wrażeń? Przekonanie o własnej odwadze? Co chciałem tym udowodnić? Że umiem pomścić śmierć ukochanej osoby?
Chciałem zakończyć to co rozpętał Erich? Jak? Chciałem go zabić?
Uniosłem brodę nieco wyżej pozwalając kroplom szalejącego deszczu spaść na moją twarz, zostawiały one mokre ślady na rozpalonej twarzy.
- Idę z Tobą na wojnę Erich. Jeden z nas z niej nie wróci. - odgarnąłem do tyłu mokrą grzywkę i rzucając bramie przede mną mordercze spojrzenie, ruszyłem, gotów przemierzyć jej wrota.

~*~

Jaki był plan?
Plan był taki, że go nie było. Erich był "szychą" w tym jego posranym świecie, więc samo znalezienie go, będzie mnie wiele kosztowało. Pierwszym miejscem w jakie zamierzałem się udać była opuszczona przychodnia. Ja i Josh, często spotykaliśmy się tam z grupą, chociaż kiedy orły wypowiedziały im wojnę... Wątpiłem by ktokolwiek zaczął tam jeszcze chodzić.
Jak za starych, dobrych czasów wyciągnąłem z kieszeni mapę miasta, zatrzymując się pod dachem pierwszego, napotkanego sklepu. Wszystko było pozamykane, więc za jedyne źródło światła służyła mi latarka, przesuwałem po przytrzymywanej przez mój łokieć mapie, palcem, próbując zapamiętać krętą drogę na miejsce.
Niesamowite, że tak szybko o wszystkim zapomniałem.
Dojście na miejsce zajęło mi blisko dwadzieścia minut i ku mojemu zaskoczeniu w kilku pokojach nadal paliło się światło. Więc jeszcze nie odeszli? Siedzieli tutaj przez dwa lata, czy może przejęli już po nich to miejsce.
Wątpię, co jak co, ale ta przychodnia miała znaczenie, wiele się w niej wydarzyło.
Wiele złego.
Zaintrygowany, na palcach podszedłem bliżej, bacznie przyglądając się poruszającym cieniom postaci, które krzątały się między podświetlonymi oknami. 
Zakurzone drzwi, nic się nie zmieniły, jakbym jeszcze wczoraj zamykał je po raz ostatni. Nieprzyjemne w dotyku zaskrzypiały głośno, dając obecnym znak, że ktoś naruszył ich teren. Musieli być jednak wyjątkowo zaćpani, bo licząc sekundy oczekiwałem, aż wyskoczą ze swojej kryjówki gotowi dokonać najgorszego, nic jednak nie nadeszło. Zyskując nieco pewności siebie, postawiłem do przodu pierwsze kroki.
Im wyżej się wspinałem, tym głośniej słyszałem znajome głosy.
Nie było wśród nich Ericha. 
Lucy, Amanda, Damian... W głowie rozpoznawałem mowę byłych przyjaciół zbliżając się do pokoju, przez którego ściany dobywały się dźwięki. 
Sala 61
To zabawne, ale właśnie w niej poznałem Josha... Więc, to nie przypadek, że w niej byli.
- Ten skurwysyn ma to na co zasłużył. Wydał nas i... - niestety nic więcej nie dane mi było usłyszeć, bo głośny huk przewracanych rzeczy przemknął przez korytarz ogarniając nim wszystkie sale.
Kurwa.
Odwróciłem się za siebie, uprzedzając przekleństwa i zryw moich towarzyszy by ujrzeć burzę czerwonych włosów.
Kurwa, kurwa, kurwa, co on tu robił?!
- Cholera jasna Baek, uciekaj! - zdążyłem krzyknąć nim drzwi od sali się otworzyły, a z ust całej trójki padło zszokowane "Hunter". Puściłem się sprintem przed siebie, w pełnym biegu łapiąc łokieć Baekhyuna, który ledwo utrzymał równowagę, również się rozpędzając. Wypuściłem go z zapewne bolesnego uścisku dopiero po schodach, gdy goniący nas zwolnili tempo.
Adrenalina w moim ciele buzowała, przez co zrobiło mi się blado przed oczami, a odruch wymiotny był trudny do powstrzymania. Stukot butów trójki oprawców odbijał się echem w mojej głowie, nie pozwalając racjonalnie myśleć. Od wyjścia dzieliła nas ostatnia prosta, a oddech był coraz trudniejszy do złapania. Obaj wybiegliśmy z pomieszczenia, skręcając w lewą stronę za budynkiem. Chwyciłem chłopaka mocno za ubrania, jedną ręką do siebie przyciągając, drugą zakrywając mu usta, gwałtowne hausty przez nos dmuchały mi w dłoń, łaskocząc ją.
- Uspokój się - szepnąłem we włosy chłopaka, napinając wszystkie mięśnie. Rozejrzałem się dookoła nasłuchując choćby szmeru.
Nic.
Pobiegli w drugą stronę.
Gwałtownie odepchnąłem od siebie starszego Azjatę.
- Ty pojebany idioto!

Baekhyun?

4.02.2017

Od Huntera CD Baekyuna

Siedziałem w szkolnej ławce nerwowo skubiąc zębami skuwkę długopisu. Byłem przejęty całą sytuacją z Azjatą nie do końca pewien jak mam się zachować - jedno było pewne, przeprosiny nie pomogą. Obróciłem w palcach długopis pilnując by niebieski tusz nie musnął moich warg, siedzący obok mnie Josh do tej pory milczał w tej sprawie ale wiedziałem jakie było jego zdanie. Miał tak samo poczucie winy jak i ja, tylko, że on tego nie okazywał.
- Josh - kopnąłem go lekko w kostkę - Proszę Cię - moje brwi ugięły się lekko nad nosem gdy mierząc chłopaka ostrym spojrzeniem próbowałem wymusić jakiekolwiek słowa skruchy.
- To nie Twoja sprawa Hunter, obiecałem Ci, że go przeproszę to, to zrobię, nie musisz się martwić - chłopak zakrył swoją dłonią, moją zostawiając z płomykiem niegasnącej nadziei, że będzie lepiej. Wróciłem wzrokiem do zadania z matematyki, które właśnie ktoś rozwiązywał na tablic. Nie chciałem by Azjata myślał, że Josh jest zły, bo rozumiem, jego nienawiść do mnie, ale nie do chłopaka. Z ogromnym zniecierpliwieniem oczekiwałem dzwonka kończącego lekcje, a było to niesamowicie nudne i nużące.
W końcu jednak dotrwaliśmy tego pięknego dźwięku, po którym Josh zniknął mi z oczu na cały dzień...

*Oczami Josha*
Nie mogłem pozwolić by Hunter się zamartwiał, okej może żart był beznadziejny ale taka była szkolna tradycja, a że akurat nam przypadło jej wykonanie, no cóż... Nikt się o to nie prosił, nadal uważam iż ten cały Baekhyun wziął to wszystko zbyt serio i za bardzo się zaangażował, ale skoro ciemnowłosemu tak bardzo zależało na przeprosinach... Może skośnooki faktycznie na nie zasłużył. Niechętnie opuściłem lekcyjną salę, a wraz z nią Huntera i rozpocząłem poszukiwania. Ciężko było mi odnaleźć w tłumie te niewinne skośne oczka i ciemne włosy, nie wyróżniał on się zbytnio z tłumu. Stał przy ścianie, otoczony własnymi myślami jakby zmęczony i odcięty od świata, mnie samego naszła wtedy obawa, że to jednak zły pomysł, że powinienem odpuścić i zapomnieć, a Hunterowi wmówić, że nie każdy człowiek to ósmy cud świata.
- Możemy pogadać? - nie powiem, niechętnie stanąłem obok chłopaka, ale cóż zrobić "czego się nie robi w imię miłości" czy jakoś tak.
- Mamy o czym? - spytał i ignorując moją osobę jak i kontakt wzrokowy, spróbował odejść. W ostatniej chwili chwyciłem go za rękaw bluzy i przyciągnąłem do siebie na tyle blisko by mieć pewność, że nikt nie usłyszy moich słów.
- Słuchaj, nie szukam kłopotów, ani przyjaźni na siłę. Nawet nie zależy mi na tych cholernych przeprosinach, ale zrób coś dla mnie i wyjdź z tego budynku, nie uciekając - wysyczałem te słowa przez zaciśnięte zęby mierząc się z nim ostrym spojrzeniem.
Spojrzeniem, któremu chłopak uległ i idąc za moją prośbą opuścił szkolne mury.
- Czego?! - niemal wrzasnął mi w twarz kiedy zostaliśmy sami. Uniosłem dłonie w obronnym geście próbując ukryć rozbawienie.
- Uspokój się i chodź, nie ma się czym stresować - nie czekając na chłopaka ~ wiedziałem, że za mną pójdzie ~ ruszyłem w stronę wyjścia ze szkoły.
Jak się godzić to na całego...

***

Jeden z bardziej znanych barów był idealnym miejscem na przeprosiny, nie wiem czemu nie chciałem robić tego w szkole, nie chciałem by Hunter w jakiś sposób się o tym dowiedział.
- Więc mów - ponaglił mnie - Nie mam całego dnia - zacisnąłem nerwowo pięści hamując się by mu nie przyłożyć.
- Posłuchaj, czy Ty nigdy tak nie robiłeś? Wiesz, nowy w szkole, jest sensacja i trzeba to wykorzystać, że padło na nas - zastanowiłem się - Wiesz, to nie tak, że my sobie chcieliśmy tak zrobić, tak jest zawsze. Na pewno w tej szkole, z Hunterem było tak samo - zaśmiałem się przypominając sobie dzień naszego spotkania - Nie, z nim jednak było znacznie gorzej. - cień uśmiechu przemknął przez bladą twarz chłopaka, zastanawiał się. - Przepraszam, że tak wyszło, przepraszam, że poczułeś się dotknięty. Hunter strasznie to przeżywa, nie chciał, ja też nie chciałem... - urwałem słysząc strzępki narastającej kłótni obaj umilkliśmy przyglądając się dwóm mężczyznom, krzyczeli oni na tyle głośno, że za chwilę do gry weszła ochrona.
Już przeczuwałem kłopoty...
- To się źle skończy - jakby za dotknięciem magicznej różdżki po moich słowach jeden z mężczyzn wyjął broń. Nie przyglądałem się dłużej, odruchowo zaciągnąłem Azjatę za swoją osobę gdy jeden z napastników wystrzelił.
Wystrzelił.
Nie trafił.
Zdążyłem jedynie odliczyć do trzech gdy kula przebiła moją klatkę piersiową, a ochrona rzuciła się na pomoc...

*Oczami Huntera*
Przełknąłem głośno ślinę z zaciśniętym gardłem obserwując jak ludzie wolnym krokiem przechodzą obok ogromnego ogłoszenia, że uczeń naszej szkoły Joseph Gabriel Johanson nie żyje..


BAEKHYUN?
PŁACZĘ DLATEGO KRÓTKIE.

3.18.2017

Od Huntera CD Baekhyuna

Odchrząknąłem cicho, paradoksalnie nie przepadałem za publicznym śpiewem było to nie tyle co irytujące co męczące. Wzrok ludzi podążających w ślad za Tobą, wbrew pozorom każdy tylko czeka na Twoją pomyłkę. Wtedy wykorzysta to i zwyczajnie zmiesza Cię z błotem. To żenujące zachowanie wpływa na Twoja psychikę by na końcu zniszczyć doszczętnie Twoje ja.
Spojrzałem na siedzącego przy instrumencie Azjatę.
Jaki to wszystko miało sens...
Okłamywałem go i siebie, tak naprawdę wszystkich dookoła, taka maskarada, ten kiepski żart nie był dobrym rozwiązaniem, ale raz się za to wziąłem, wypada skończyć. Uśmiech na twarzy mojego towarzysza nie schodził z jego twarzy, to dziwne, że zawsze był taki wesoły, życie traktowało ludzi w niesamowity, niepojęty sposób. Atakowało ich własne "ja" łamało psychikę by zniszczyć, zmienić.
A oni wciąż mieli odwagę się uśmiechać...
- Pójdę już - rzekłem ściszonym głosem zaskoczony własnymi myślami. Baek jakby odruchowo wstał gotów ruszyć w ślad za mną - Nie. Baekhyun, pójdę sam - zmarszczyłem brwi, zirytowany jego zachowaniem. Nie potrzebowałem niańki, która będzie śledzić mój każdy krok.
Nie potrzebowałem nikogo.
Pokręciłem głową zły na siebie, że cały ten czas dawałem chłopakowi sprzeczne sygnały, nie chciałem jego wsparcia ani jego przyjaźni od początku, to nie moja wina, że przykleił się do mnie tak bardzo. Opuściłem audytorium trzaskając przy tym drzwiami i natychmiast udałem się w stronę swojego pokoju. Wyglądał tak samo, ale jakby było w nim zimniej. Spojrzałem w stronę laptopa, na którym wciąż włączony był ten badziewny film, do jakiego oglądania zmuszony zostałem wczoraj. Gwałtownym ruchem ręki zamknąłem należący do szkoły przedmiot i rzuciłem się na czarną pościel.

Co w Ciebie wstąpiło, że zacząłeś zawierać nowe znajomości? Czy Josh Ci czegoś nie obiecał? Nie dziw się, że ma Cię za biednego śmiecia, skoro złamałeś dane mu słowo, byliście jasno ustaleni.
Dupek z Ciebie, niby taki pomocny człowiek, a wszystkich robisz w chuja.
Po co jednak tym "wszystkim" ktoś taki jak Ty? Dlaczego nie zamkniesz się na wszystkich ludzi i nie oddasz przyjętym na początku wytycznym? Czemu zachowujesz się jak takie dziecko?

Wypuściłem powietrze z płuc mrużąc zmęczone powieki, stres i nerwy tego dnia kompletnie wyniszczyły wszystkie moje siły, co więcej chyba musiałem zasnąć bo na moim zegarku właśnie wybiła osiemnasta... Ciche pukanie rozległo się po pokoju, gdzieś w głębi liczyłem, że nie zastanę w nich czerwonowłosego Azjaty, ale to było aż zbyt oczywiste. Przesunąłem dłonią po zmęczonych powiekach podchodząc do drzwi, które otworzyły się z nieprzyjemnym dźwiękiem.
- Wszystko dobrze? - spytał Azjata przesuwając nerwowo dłonią po materiale swojej koszulki. Nie patrzył na mnie, rozbieganym wzrokiem analizował każdy, znajdujący się w pokoju przedmiot. Otaczał go wzrokiem i uciekał do następnego, jakby dostał ataku oczopląsu.
- Jest super - wzruszyłem ramionami gotów zamknąć chłopakowi drzwi przed nosem, ten jednak zatrzymał je butem - Hej, jest dobrze idź już okej? - co miałem mu powiedzieć? Że ten cały mój ból istnienia był tylko ukartowaną grą? Że wszystko co kiedykolwiek miało miejsce między mną, a nim było planem Josha bo...
Bo co?
Bo chciał się zabawić, a ja mu na to pozwoliłem.
Widziałem, że przez chwilę walczy z myślami, że chce zostać. Może to prawda, że za bardzo zaangażował się w tę znajomość, że Azjata wziął się za to za szybko ale jak bardzo bym go zranił gdybym teraz powiedział chłopakowi prawdę? W końcu mój towarzysz opuścił pomieszczenie zostawiając mnie samego, cóż, to na pewno koniec.
Nie chcę mieć z nim nic wspólnego, nie chciałem od początku i czując tę cholerną wolność poczułem się lepiej, znacznie lepiej.

Sięgnąłem po znajdującą się na drugim końcu pokoju gitarę, która lekko mieniła się od niedawnego czyszczenia. Ułożyłem instrument wygodnie na swoich kolanach i zacząłem przygrywać pierwszą piosenkę jaka wpadła do mojej głowy...
- Coraz lepiej Ci to wychodzi - skwitował mnie głos gdzieś z naprzeciwka. Nie musiałem nawet spoglądać w górę by wiedzieć do kogo należał, poza tym tylko jedna osoba mogła wchodzić do mojego pokoju bez pytania.
Image result for eyewitness philip gif
- Josh? - rzuciłem z lekkim niedowierzaniem w głosie - Myślałem, że raczej nie chcesz mnie już znać - prychnąłem cicho, zgodnie z prawdą. Dokładnie tymi słowami pożegnał mnie parę dni temu, kiedy to jak sam stwierdził "przegiąłem w zabawie z Azjatą". Chłopak zbliżył się do mnie i siadając obok kiedy rzekł
- Żartujesz sobie? - objął mnie jednym ramieniem zabierając z dłoni gitarę. W powietrzu zaczął unosić się zapach dymu i alkoholu choć mój towarzysz jako taki pijany nie był.
- Piłeś - mruknąłem patrząc mu w oczy, odchyliłem lekko głowę do tyłu patrząc na jego powiększone źrenice.
- Przysporzyłeś mi takich nerwów, że musiałem odreagować - miętowym oddechem dmuchną w moją twarz stukając opuszkami palców w ramię - Nie wiem czemu się tak zaangażowałeś w tego małego, ale chyba nie muszę Ci mówić, że to był zły pomysł? Teraz nie będzie chciał się odczepić - delikatnie objąłem swojego towarzysza dłońmi wokół pasa ściągając zbyt dużą koszulkę tak, że otoczyła jego żebra. Nie mogłem sobie wybaczyć, że tak bardzo oszukałem, tak mocno zraniłem drugą osobę.
- To miała być zabawa z nowym, ale za bardzo się wczułem. - trąciłem nosem kość policzkową mojego towarzysza *i największego oszusta tych czasów*.
- Mhm - zamruczał wodząc wargami po mojej potylicy - Obiecaj mi, że więcej się z nim nie spotkasz, bo drugi raz Ci nie wybaczę - Josh chudą ręką odłożył gitarę gdzieś na bok, tak, że sam usiadłem na jego udach.
- Obiecuję - przejechałem palcami po cieniach pod oczami nigdy nie śpiącego chłopaka i delikatnie musnąłem ustami jego wargi. Chłopak wsunął dłoń w moje włosy oddając czynność gdy drzwi do mojego pokoju otworzyły się po raz trzeci tego wieczoru. Zaciekawiony nowym przybyszem.
Zdębiałem.
Cholera.
Burza czerwonych włosów wynurzyła się zza czarnych drzwi, lekko rozkojarzony i jakby zmęczony zdążył postawić krok w moją stronę i wypowiedzieć kompletnie niezrozumiałe dla mnie słowa gdy zorientował się, co się dzieje.
- Hunter? - spytał spoglądając to na mnie, to na Josha, który również zdawał się być przejęty takim rozwinięciem sytuacji. W oczach Azjaty pociemniało, a uśmiech zszedł z twarzy. Zagryzł nerwowo wargi analizując sytuację kiedy ja jak ostatni debil stałem w miejscu między Joshem, a Bekhyunem nie wiedząc co powiedzieć. - Ty kłamco - rzucił w pokojową przestrzeń i odwrócił się by wybiec z hukiem z mojego pokoju. Czyjaś dłoń, hamująca mnie przed pobiegnięciem za czerwonowłosym, chwyciła moją własną i zmusiła żebym usiadł na kanapie.
- Hunter spójrz na mnie - mruknął chłopak kładąc dłoń na moim policzku - Lepiej, że wie, teraz sam odpuści i szybciej przestanie boleć. Wiem, że nie tak miało wyjść, ale znacie się kilka dni, nie powinien brać Cię za najlepszego przyjaciela skoro nic o Tobie nie wie. Poza tym jeśli ktoś ma się czuć winny to ja... - nie zaprzeczyłem. To był jego pomysł, w który dałem się wciągnąć.
- To miał być tylko niewinny żart. - rzuciłem głucho podkulając nogi na czarnej pościeli.



Baek?
CÓŻ ZA NIESPODZIEWANY ZWROT AKCJI.

3.15.2017

Od Huntera CD Aarona

- Hunter - odparłem jedynie zaskoczony jego słowami, również zerknąłem w stronę grupki uczniów, która pałętała się przed placem naprzeciw skrzydła mieszkalnego - Nie wiem, ale głowę dam sobie uciąć, że skończy się to gorzej niż się spodziewamy - prychnąłem, ignorując. - Jak długo masz to robić? - zerknąłem na swojego towarzysza, który zamknął właśnie ostatnie okno.
- Do końca dnia, a Ty? - słowa "a Ty" były aż zbyt jednoznaczne, nie miał pojęcia, że pomagam żeby móc się tu uczyć.
Nie wiedział.
Niech i tak pozostanie
- Do końca tygodnia - skłamałem, posyłając mu przy tym pełen szczerości uśmiech. - Przejdziesz ze mną do audytorium? - poprosiłem spoglądając na sale, które dziś miałem uporządkować.
Ta... Była najgorsza, znaczy...
Największa. 
Nie czekając na jego odpowiedź opuściłem salę numer trzy wychodząc na ogromny, biały korytarz. Pusta szkoła była jakby żywsza niż gdy tysiące stóp uderzało o jej podłogę roznosząc echo po każdym jej najbardziej skrytym kącie. Słońce padało przez uchylone okno otaczając mniej więcej połowę korytarza po ciemnej stronie zostawiając tablicę z ogłoszeniami.
- Jednak idziesz? - spytałem chłopaka, który trzasnął drzwiami, zwracając moją uwagę. To ciekawe jak bardzo przedmioty martwe potrafią przykuwać ludzką uwagę. Odwróciłem spojrzenie z w stronę schodów przez, które musieliśmy przebrnąć by dostać się do największej i zarazem najczęściej uczęszczanej sali w szkole...


***

- Czemu tu jest taki burdel? - warkną do tej pory milczący blondyn. Nie odpowiedziałem, bo nie było na co. Odpowiedź jakby nasuwała się chociażby przywołując w pamięci grupkę uczniów niosących produkty, z całą pewnością nieodpowiednie dla ich wieku. Przerażała mnie kultura osobista innych ludzi, to jak kompletnie nie przejmowali się tym bałaganem jaki po sobie zostawiają, tym za kogo uchodzą w oczach starszych ludzi. 
- Gdy ja byłam w ich wieku, wszystko było inaczej - mruknął Aaron dokładnie cytując nauczycielkę, panią Judson. Zaśmiałem się cicho rozglądając po sali, spojrzałem w stronę sceny gdzie mój wzrok i serce porwała stojąca przy pianinie gitara. Lekko pochylona lśniła swoim czarnym kolorem, idealnie wyczyszczonym.
- Dwa razy nie musisz prosić - mruknąłem do instrumentu podążając w jego stronę. Zainspirowany ostatnią piosenką przerzuciłem sobie przez ramię również czarny pas i zacząłem grać.

Wypuściłem cicho powietrze z płuc kończąc zarówno słowa jak i melodię po czym skłoniłem się nisko słysząc oklaski chłopaka.
- No ładnie, wiedziałem, że kryje się w Tobie dusza artysty - uśmiechnąłem się ciepło w stronę blondyna. Dziwiło mnie, że tak rzadko się odzywał, zdawał się być naprawdę sympatyczny i towarzyski. 
- A Ty? Grasz? - wziąłem instrument do ręki i podsunąłem chłopakowi.
- Nie, wiesz jakoś nigdy nie miałem okazji się nauczyć - mój aktualny towarzysz oparł się o miotłę w dość nienaturalny sposób wsuwając ją w sobie w okolice żeber.
- Nie? W takim razie ja Cię nauczę - zamieniając gitarę na własną dłoń uniosłem do góry brwi chcąc zawrzeć z blondynem układ.
Image result for grant gustin gif- Serio myślisz, że dasz radę nauczyć mnie czegokolwiek? - rozbawienie na twarzy jasnookiego naprawdę mnie rozbawiło. Rzuciłem w jego stronę lekko zażenowane spojrzenie odchrząkując znacząco.
- Uwierz mi, nikt tego nie zrobi lepiej - teatralnie zarzuciłem wyimaginowanymi włosami do tyłu zaplatając ręce na klatce piersiowej. - To jak? - ponownie wyciągnąłem w jego stronę chłodną dłoń lekko się uśmiechając, bym koniec końców wygrał.
- Stoi - mruknął jedynie.
- W takim razie, Aaronie szykuj się na najgorszy trening twojego życia. - zaśmiałem się po raz kolejny po czym chwyciłem spryskiwacz z wodą, traktując chłopaka jego zawartością.
Jak się to skończyło? Chyba każdy się domyśla, obaj mokrzy z kijami od miotły w ręku przeskakiwaliśmy między fotelami wpadając na coraz to głupsze pomysły. Po raz ostatni przeskoczyłem nad jednym z foteli, z głuchym stukotem adidasów zeskakując na podłogę.
- Dobra, mam dość - wydyszałem - Wygrałeś - chłopak roześmiał się pokonując ostatnie schodki. Był cały mokry. Włosy lekko lepiły się do jego do twarzy, a przesiąknięte wodą ubrania straciły swój żywy kolor. - Wiesz, że teraz musimy w tym stanie pokonać całą szkołę?


Aaron?
Wiem nijakie, ale wybacz początki bywają ciężkie.

3.10.2017

Od Huntera CD Baekhyuna

- Wiesz jakie to niesprawiedliwe? Kiedy całe życie zapierdalasz na chociaż minimum, by nie być kompletnym zerem, ale każdy, dosłownie każdy kopie Cię w dupę. Nie jestem już dzieckiem, żeby wierzyć, że wszystko będzie dobrze - zniżałem swój głos coraz bardziej do szeptu.
Czułem się jak przegrani.
Bo chyba tak naprawdę tylko przegrani się poddają.
Z czym jednak przegrywam ja?
Z nadętym chłopakiem, który myśli, że pieniędzmi i wyglądem może podbić świat. Z jednej strony to śmieszne, z drugiej żałosne, z trzeciej aż zbyt prawdziwe.
- Ja nie... - zacząłem przełykając głośno ślinę, odwróciłem wzrok w stronę kobiety, która zajmowała miejsce kierowcy w autobusie. - Ja nie jadę, przepraszam - wyciągnąłem walizkę z ogromnej maszyny, by drzwi zamknęły się z ciężkim dźwiękiem zaraz za mną. Spojrzałem na chłopaka, którego oczy rozbłysły drobnymi iskierkami. - Daruj sobie... - mruknąłem ruszając ponownie w stronę szkoły.
Budynku, który z jednej strony odmieniał moje życie, z drugiej kompletnie je niszczył. Skośnooki szedł blisko mnie, dopiero teraz zwróciłem uwagę jak mocno wymachuje grzywką na wszystkie strony.
- Co Ty robisz? - spytałem, nie kryjąc rozbawienia.
- Nucę - odparł tylko ruszając dalej w swoim jednostajnym rytmie do przodu by nasze drogi zeszły się dopiero pod szkołą - Idziesz się teraz rozpakować prawda? - chłopak powstrzymywał swoje wargi by się nie uśmiechnąć, co po czasie zaczęło wyglądać tak, jakby mój towarzysz się dławił.
- Masz z tego satysfakcję, co? - przewróciłem oczami, gdy mój towarzysz w odpowiedzi jedynie pokiwał twierdząco głową. Rozejrzałem się po otoczeniu delikatny wiatr smagał igiełki na krzakach w taki sposób, że te powoli kładły się jedna na drugiej wzdłuż drogi, którą szliśmy chwilę temu przemykał wspomagany przez podmuchy piasek. Wszystko wydawało mi się takie jakby znajome, teraz z perspektywy wydarzeń, zrozumiałem, że gdybym wsiadł do autobusu popełniłbym jeden z największych błędów swojego życia.
Josh nie był tyle wart.
Wróciłem spojrzeniem do Azjaty, czerwone włosy kompletnie się go nie słuchały z jednej strony proste, z drugiej zupełnie kręcone i to rozbiegane spojrzenie, jakby próbował ogarnąć wzrokiem wszystko dookoła. Uśmiechnąłem się lekko, wzdychając.
To na pewno źle się skończy. Spokojnym krokiem ruszyłem w stronę swojego pokoju, tak niewiele brakowało bym zaczął nazywać go "byłym", to dziwne, że jedna osoba potrafi zakręcić naszym życiem tak łatwo i zmienić tak trudne decyzje.
- Idziesz ze mną? - spytałem unosząc do góry brwi. Z całą pewnością byłem chłopakowi coś winien, choć sam jeszcze nie wiem za co.
- Jasne... - chłopak uśmiechnął się do mnie, wchodząc pierwszym do ogromnego budynku.
Poniekąd czułem się, jakbym zaczynał wszystko na nowo, z czystą kartą, którą za chwilę miał wypewnić zbliżający się do nas Josh.
- Legendy głoszą, że wracasz myć podłogi ze swoją starą - zakpił chłopak zaplatając dłonie na karku.
- Legendy głoszą, że Twój mózg wypadł Ci przez zbyt wielkie uszy - odciął się Azjata mierząc towarzysza wściekłym spojrzeniem. Przemierzyłem kawałek czarnego dywanu i chwytając skośnookiego za ramię pociągnąłem w stronę następnego korytarza.
Głos Josha cichł z każdym krokiem, kpiny również, tak samo jak moja złość. Narastała tylko wdzięczność wobec Baekhyuna, który naprawdę się za mną wstawił, tak jak obiecał.
- Wchodź - mruknąłem otwierając drzwi pod odpowiednim numerem i wpuściłem chłopaka do środka.
- Baek - imię chłopaka wypowiedziałem pół szeptem, nie mogłem zebrać się w sobie. Łzy, które od piętnastu minut zbierały się w moich oczach zaczęły wolno spływać po policzku.
- Hmm...? - cichym mruknięciem zasugerował, że mnie słucha. Zbliżyłem się do czerwonowłosego i jako, że byłem niższy mocno wtuliłem w jego ramię, pozwalając sobie na chwilę oddać emocjom.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję - wydusiłem wielokrotnie, mocniej zaciskając dłonie na ciepłej bluzie.
Może i nie miałem niczego, czym jednak są sprawy materialne wobec tak wspaniałych przyjaciół jak on? Uśmiechnąłem się do siebie odsuwając od chłopaka. Przesunąłem palcem po wilgotnym nosie i poprawiając swoją szarą bluzę, powróciłem do porządku.
- Jesteś może głodny? - spytałem siląc się na bezemocjonalny głos, który mimo wszystko łamał się, drżący. Chłopak pokiwał głową, siadając przy tym na łóżku.
- To ja ten... - zacząłem zbliżając się do drzwi - Zaraz Coś przyniosę - zapominając o tym, że są one zamknięte uderzyłem o klamkę. - Nic mi nie jest - zaśmiałem się równie nerwowo, otwierając drzwi. Opuściłem swój pokój udając się najkrótszą drogą do stołówki.
Przywilejem bycia pracującym w szkole uczniem była znajomość wszystkich skrótów i tajemnych przejść, co dziwne było ich w tej szkole naprawdę dużo.  Wchodząc do ogromnej sali zerknąłem na informujacy o wycieczce plakat i listę chętnych.
Szczerze mówiąc naprawdę im zazdrościłem, ale to już nie miało większego znaczenia, bo chyba powinienem cieszyć się z tego, że w ogóle mogę chodzić do tej szkoły, co tu dopiero mówić o jakichkolwiek przywilejach. Uśmiechnąłem się do siebie idąc dalej.

Wybierając jedzenie raczej nie przemyślałem tego, że nie mam bladego pojęcia co tak naprawdę lubi Baekhyun więc skupiając się głównie na słodyczach, wróciłem na górę. Tym razem bez żadnych przeszkód i przeciwności losu, inaczej zwanych Joshem dostałem się do nadal mojego pokoju gdzie Azjata przyglądał się jednemu ze zdjęć, które bezwiednie rzuciłem na szczyt walizki.
- To moja mama - mruknąłem w zamyśleniu, spoglądając na naprawdę urodziwą kobietę w średnim wieku - Wspaniała kobieta, każdy kto jej nie zna może żałować. - wziąłem od chłopaka zdjęcie i odłożyłem na szafkę obok jednej z ramek.
- Już żałuję - skwitował skośnooki poprawiając przy tym włosy, dopiero teraz zwróciłem uwagę jak często to robił.
- Masz czego, zwłaszcza, że nie wiesz jak gotuje - zaśmiałem się pdzypominając sobie aż zbyt wiele chwil spędzonych na jedzeniu wspólnych naleśników. - Jeśli chcesz, możesz zostać, obejrzymy jakiś film czy coś... - poczułem się nieco niezręcznie nie wiedząc co dalej, moja propozycja wydawała się w tym wypadku najbardziej odpowiednia.
- Hayden, dlaczego to wszystko tak wygląda, że no wiesz... Ja... nie zrozum mnie źle..
- Dlaczego nie mamy pieniędzy? - spytałem przerywając chłopakowi plątaninę słów. Nie wiedziałem czy strzeszczanie tej historii życia było dobrym pomysłem, chłopak chyba jednak udowodnił, że chce być moim przyjacielem, że to nie jest kolejny mało zabawny żart ze strony Josha, a szczera choć niczym nieuzasadniona sytuacja.
- Nie mam pojęcia, tak było od zawsze, mój tata był alkoholikiem, przez którego mama straciła pracę, do której sam nigdy nie poszedł. Po jego śmierci próbowała się pozbierać co przyniosło jedymie choroby, próbowałem pomóc śpiewajac na ulicy, ale zysku z tego wielkiego nie było, potem moją mamę zatrudnili w szkole, a mnie wysłali tutaj. Cieszę się, że ma dom i życzliwych ludzi wokół, jednak nie jest w stanie wysyłać mi pieniędzy, ja też nie jestem w stanie ich przyjąć. Ot co, cała historia - chłopak jakby głęboko zasmucony wlepił wzrok w jakiś punkt na ścianie przed sobą. Poklepałem go pociesznie po ramieniu spoglądajac w stronę uczniowskiego laptopa - To co z tym filmem?

Baekhyun?
Wybacz ale znowu pisane z telefonu.

3.07.2017

Od Huntera CD Baekhyuna

- Ale ja nie zdążę na lekcję - mruknąłem próbując wymigać się od kolejnego niezręcznego spotkania z czerwonowłosym.
- Zwolnię Cię z nich, jesteś wyjątkowo zabiegany, a nie uważasz, że każdemu przyda się dzień wolny? - nauczyciel pokręcił głową, wprawiając swój kucyk w delikatny ruch.
- Tak... - odparłem jedynie i nie oczekując dalszej konwersacji chwyciłem wyższego za rękaw bluzy wyciągając z ogromnego pomieszczenia. Kiedy staliśmy naprzeciw siebie czułem tę przytłaczającą różnicę wzrostu i wieku, czułem też jak moja złość narasta wraz z każdą sekundą.
- Słuchaj, nie wiem o co chodzi, czy to kolejny posrany plan Josha to przysięgam, załatwię to inaczej niż ostatnim razem - warknąłem - Nie dam się wpieprzyć w udawane przyjaźnie, to zachodzi za daleko - nie podnosiłem głosu, płynnym tonem wyrzucałem z siebie to co od dwóch dni naprawdę mnie nurtowało, nie było sensu bawić się w te dawno ukartowaną maskaradę, zdążyłem się przyzwyczaić, że ktoś taki jak ja w szkole takiej jak ta nie będzie miał przyjaciół.
Co mi jednak zależy, chcę ją skończyć. Skończyć tak, by wszyscy pobledli.
- Ja nie... - zaczął się tłumaczyć, machnąłem ręką na jego słowa.
- Nieważne, możemy... Możemy odpuścić sobie te zwiedzanie szkoły? Zaoszczędzisz mi kompromitacji, bo chyba nadal do Ciebie nie dotarło, że jedynym kto na tym ucierpi będę ja. Nie Ty. - słowa lały się ze mnie niepowstrzymanym potokiem słów, słów, które były chyba najszczerszym wyznaniem na jakie było mnie stać - Zrozum, że ja to nie Ty i kiedy sam wybrniesz samą swoją pozycją, wyglądem, tymi cholernymi pieniędzmi ja nadal będę tym wyszydzanym śmieciem, nieważne, czy jesteś po mojej stronie, czy po Josha. Nie zmienisz tego - ostatnie zdanie wyszeptałem, przełykając nerwowo ślinę.
Related image
- Widzę w końcu zrozumiałeś, że tu nie pasujesz, szkoda, że tak szybko, liczyłem na lepszą zabawę. - gorzki głos dobiegł zza moich plecy. Rzuciłem jedynie przelotne spojrzenie, nie odzywając się, to nie miało sensu, bo Josh nie przestanie. Nikt nie przestanie. W tym momencie naprawdę miałem ochotę się rozpłakać. Usiąść na ziemi i zawyć jak dziecko, by następnie opuścić to miejsce, wrócić do mamy i przestać wierzyć w to, że marzenia się spełniają. Po raz kolejny przełknąłem ślinę hamując łzy.
Nie pozwolę sobie na coś takiego.
- Cześć - pożegnałem chłopaka skinieniem głowy, mijając przy tym i jego i Josha. Mój szybki chód zamienił się w bieg gdy tylko minąłem pierwszy korytarz i zostałem sam.
Wybiegłem ze szkolnego budynku uderzając z impetem w drzwi, które otworzyły się pod moim naciskiem, wybiegłem ze szkolnego budynku zataczając kółko wokół własnej osi by nie stracić równowagi, również biegiem ruszyłem do skrzydła mieszkalnego.
Zbyt wiele razy pozwoliłem sobie na chwilę odwagi by ponieść tragiczną porażkę.
Przecząc sobie dziś rano, chciałem tylko wejść do pokoju, spakować się i choćby pieszo przejść te tysiące kilometrów byleby wrócić do domu. Wszedłem do swojego pokoju, zostawiając otwarte drzwi. Natychmiast wyjąłem z szafki walizkę i dwie torby, pakując wszystkie swoje rzeczy.

***

Ostatnią rzeczą jaka została mi do zrobienia były przeprosiny.
Nawrzeszczałem dziś na kogoś kto wcale na to nie zasłużył wręcz przeciwnie. Był jedyną osobą, która w jakikolwiek sposób mnie tu doceniła i nie odrzuciła ja potraktowałem go jak zwykłego dupka.
Mimo późnej godziny byłem przekonany, że chłopak nie śpi, nawet jeśli to cóż... Nie będzie miał wyjścia i będzie musiał mi otworzyć.
Zapukałem w drzwi, Azjata pojawił się w nich natychmiast.
- Możemy porozmawiać? Chciałem Cię przeprosić - i wspomnieć, że wyjeżdżam

Baek?
Po co czekać na dramę, skoro można od razu xddd 

3.05.2017

Od Huntera C.D Baekhyuna

Ludzie narzekają, że życie bywa niesprawiedliwe niemal bez przerwy, ciągle coś komuś nie pasuje, kogoś coś boli, zazdrościmy innym, że oni mają coś czego pragniemy sami i tak oto zataczamy krąg przynależności do ludzkości smutnej o pustej egzystencji.

Zerknąłem na siedzącego na wprost mnie Azjatę, który chyba jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego jak ogromny błąd popełniał siadając koło "wyrzutka" jakim byłem.
Tak... Bycie tym na stypendium w szkole po brzegi wypełnionej pieniędzmi wiązało się z bolesnymi konsekwencjami i odrzuceniem społecznym.
Z początku właśnie tego się po nim spodziewałem, paru wyzwisk i kpin by za chwilę opuścił stolik dając mi święty spokój. Ten jednak zapychając sobie usta jedzeniem zaczął rozmowę na proste, mało zobowiązujące tematy.
- W ogóle to jestem Baekhyun - mruknął próbując przełknąć kanapkę. Zaśmiałem się cicho, nie rozumiejąc za nic imienia chłopaka.
- Hunetr - odparłem jedynie ściskając dłoń, którą on wyciągnął w moją stronę chwilę wcześniej, oczywiście zbyt pięknie by było gdyby żadna z osób trzecich nie próbowała wpieprzyć się między mnie a nowego.
Już z końca sali zauważyłem ten wolny, zmierzający w naszą stronę krok, długie nogi, czarne spodnie, jeansowa kurtka i biały podkoszulek. Jeszcze tylko rzut okiem na burzę blond włosów bym upewnił się, że był to Josh.
Właśnie ten chłopak, który od miesiąca skutecznie niszczył mi życie.
- Hej, jesteś tu pierwszy dzień więc rozumiem, że jeszcze nie załapałeś, ale tacy jak Ty czy ja nie zadają się ze szkolnym marginesem - mruknął do Azjaty klepiąc go po plecach. Skośnooki zmierzył spojrzeniem najpierw blondyna potem mnie, rzucając pełne pytań spojrzenie.
- O co mu chodziło? - spytał wreszcie. Poniekąd przypominał mi teraz zagubione dziecko, nie miałem sumienia by kłamać.
- Ty... Jak Ci tam było... - mruknąłem próbując udawać obojętnego - Po prostu się do mnie nie zbliżaj okej? Dla własnego dobra... - uśmiechnąłem się ciepło do chłopaka, wstając od stołu.
Nie było sensu go w to wciągać.
Prędzej czy później sam połapałby się w szkolnej hierarchii i odpuścił przyjaźń z takim biedakiem jak ja.

***

Włożyłem ostatnią książkę na najwyższą półkę i schodząc z wysokiego stołka powiodłem wzrokiem między regałami szukając wśród nich nauczyciela. Eric Stanley, nauczyciel odpowiedzialny za szkolną bibliotekę siedział przy jednym z drewnianych stołów głęboko zatopiony w lekturze.
W szkole uchodził za tego oschłego, mnie jednak szczerze mówiąc naprawdę przypadł do gustu.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale już skończyłem - uśmiechnąłem się do mężczyzny. - Zrobić może coś jeszcze? - spytałem z grzeczności, wiedziałem, że niczego nie będzie chciał.
- Wszystko dobrze. Dziękuję Ci za pomoc - chłodny, męski głos dobiegł mnie w jakby zwolnionym tempie. Szczerze mówiąc kompletnie dziś nie kontaktowałem.
- Cóż, nauka w tej szkole kosztuje - zaśmiałem się słabo - Ale przynajmniej warto - po raz ostatni wyszczerzyłem zęby w stronę nauczyciela nim opuściłem bibliotekę.
Pech chciał, że wychodząc z ogromnego pomieszczenia po raz kolejny dzisiejszego dnia musiałem natknąć się na skośnookiego. Zerknął na mnie na początku, by po chwili uśmiechnąć się szeroko, ja jednak wyminąłem go nim zdążył cokolwiek powiedzieć.
Zżerały mnie ogromne wyrzuty sumienia.
Chłopak nie wydawał się zbyt przejęty faktem, że to ja jestem tym słynnym chłopakiem, który zwyczajnie nie miał pieniędzy na tę szkołę. Nikt jednak nie miał prawa cierpieć przez moją sytuację majątkową.
Powlokłem swoje ciężkie ciało prosto do skrzydła mieszkalnego by natknąć się tam na jednego z przyjaciół Josha.
- Co zachciało Ci się kolegów? - zakpił czarnowłosy, stając mi na drodze do pokoju.
- Odwal się - mruknąłem tylko próbując wyminąć chłopaka.
- Nie pyskuj - warknął chłopak odpychając mnie lekko do tyłu. Nie powiem by jego słowa robiły na mnie jakiekolwiek wrażenie, choć z ulgą przyjąłem fakt, że stanęła za mną osoba trzecia. Woźna, która za pewne z zamiarem mycia podłóg.
- No, no chłopcy radziłabym żebyście się rozeszli. Dylan, jest już po ciszy nocnej, chyba nie chcesz po raz kolejny wpaść w tarapaty - mruknęła wymachując kijem od szczotki tuż przed twarzą chłopaka, który posłusznie wykonał polecenie starszej kobiety.
- Dziękuję - mruknąłem tylko z lekkim wstydem poprawiając torbę na ramieniu - Dobranoc - odparłem i powłóczyłem się do swojego pokoju.

***

Umyty i gotów do snu przewracałem się z boku na bok walcząc z ciężkimi myślami, naprawdę nie miałem ochoty wstawać jutro na zajęcia. Mocniej ścisnąłem poduszkę, czując coraz większą tęsknotę za matką i domem.
Domem, gdzie miałem wszystko, przyjaciół, rodzinę, dla których nie liczyło się nic poza prawdziwym mną.

***

Poranek zapowiedział wyjątkowo koszmarny dzień, na dworze od rana padało, szum kropel niespokojnie rozbijających się o szybę nie dał mi spać i zmusił do pobudki o piątej nad ranem.
Nie ma tego złego...
Po doprowadzeniu swojego wyglądu do akceptowanego stanu, opuściłem pokój by z rana załatwić wszystkie pomoce nauczycielskie, do których się zobowiązałem. Dzięki Bogu, tylko mnie nachodziły myśli by tak wcześnie błąkać się po szkolnych korytarzach.
Przynajmniej tak mi się zdawało.
- Hunter? - przyjemny głos obiegł korytarz, zmuszając bym odwrócił zarówno wzrok jak i uwagę. Zdążyłem już przywyknąć do miękkiej barwy tonu Azjaty by rozpoznać go nawet na niego nie patrząc - Mogę z Tobą porozmawiać?

Baekhyun?

3.04.2017

Hunter Gabriel Clarington

 https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/08/1a/86/081a86ecfa8b086f60444816052a0334.gif
Imię: Hunter Gabriel
Nazwisko: Howard
Pochodzenie: Londyn, Wielka Brytania
Wiek: 18 lat
Orientacja: Biseksualny, właściwie to sam jeszcze nie wie
 Głos: Let It Go
Pokój: 18
Aparycja: 
Hunter wychodzi z założenia, że nie należy on do osób, które powinny wychodzić ze swojego własnego cienia, mimo to przykuwa uwagę. Ciężko jest oderwać wzrok od śnieżnobiałych zębów ukazanych w szerokim uśmiechu, które podkreślają cudownie zielone oczy.
Nigdy specjalnie nie dbał o swój wygląd starając się od małego akceptować siebie jakim był i idąc za dewizą "liczy się wnętrze" stara się do tego przypasować, choć nie wychodzi mu to zbyt dobrze. Z całą pewnością Gab nie należy do tych nadmuchanych dwumetrowych osiłków, które całe dnie spędzają na siłowni, nastolatek ma niecałe 168 centymetrów wzrostu i również niewiele waży, sylwetkę wypracował sobie pomagając mamie w ciężkich pracach.
Do czego by się tu jeszcze przyczepić...
Jego ubiór? Nosi to na co go stać, więc nie ma co oczekiwać cudów, zazwyczaj są to zbyt duże bluzy z kapturem i przetarte, nieco przylegające jeansy.
Niby nic nadzwyczajnego, jednak w jego wyglądzie, ruchach, uśmiechu, całym sposobie bycia jest coś, co silnie przyciąga.
Charakter:  
Żeby powiedzieć cokolwiek na temat Huntera trzeba zacząć od początku i w ogromnym skrócie pokazać jego historię. Właściwie nie jest ona szczególnie ambitna, nie ma w niej bogatych rodziców, świetnych przyjaciół, używek i miesięcy spędzonych na zabawach.
Jest jedynie masa problemów i bankructwo.
Po śmierci ojca Gabriela on i jego matka Elise tak naprawdę stoczyli się na samo społeczne dno. Nigdy im się nie przelewało jeśli wziąć pod uwagę, że ojciec Gabriela był zwykłym dozorcą, a jego matka sprzątaczką.
Co więc ta dwójka miała powiedzieć po śmierci głowy rodziny? Chłopak nie mógł zostawić matki w potrzebie, wziął starą, zniszczoną gitarę, którą kiedyś dostał od nauczyciela i ruszył na rynek zarabiać pieniądze.
Na rynek, na którym wszystko się zaczęło...
Teraz mamy przed sobą młodego mężczyznę z szansą na dobrą przyszłość. Wyrósł na takiego chłopaka, jakim go zawsze jego ukochana matka pragnęła go mieć. Jest dobrym człowiekiem, niczego nie odmawia i wszystkim stara się pomóc. Jest typowym marzycielem, odbiega od rzeczywistości w dalekie krainy, które często kończą się bolesnym upadkiem pełnym rozczarowania.
Poza tym chłopak uwielbia długie nocne spacery, kiedy wiele ciężkich do zniesienia myśli spędza mu sen z powiek potrafi spędzić całą wiosenną noc na patrzeniu w księżyc. Co jeszcze dodać do tej beznadziejnej mieszanki pełnej dobra i smutku? Strach i niską samoocenę. Każdego dnia zastanawia się co będzie jutro, czy następnego dnia jego matka pójdzie do pracy, czy mimo tego, że zostawił ją samą na pastwę losu jest w stanie sobie poradzić, czy on sam poradzi sobie będąc obiektem kpin wśród wszystkich bogatych dzieci?
Czasem nachodzą go chwilę zwątpienia, moment, w którym zaczyna zadawać pytania czym on lub jego matka sobie na to zasłużyli, wtedy nic nie jest w stanie zmusić go do uwierzenia, że wszystko będzie dobrze...
I tak o to staje przed nami pozytywnie nastawiony do ludzi chłopak i zdesperowany nastolatek, wieczne dziecko i młody, odpowiedzialny dorosły. Pełen sprzeczności i niezrozumiałej energii, której nikt nie umie się oprzeć.
Partner: Osobie, która nigdy nie miała prawdziwych przyjaciół, ciężko mówić o miłości.
Rodzina: 
Elise Clarington - matka Huntera, zarazem najwspanialsza kobieta jaka kiedykolwiek chodziła po tej ziemi. Z całego serca pragnęła dać chłopakowi wszystko czego chciał, mimo, że nigdy nie miała na to środków. Z wiecznym uśmiechem na twarzy ledwo wiązała koniec z końcem.
Zajęcia: wokal, gra na instrumencie *gitara*
Zainteresowania:
Nigdy nie miał on zbyt wiele czasu na różnego rodzaju hobby, mimo to zawsze fascynowały go książki, której pragnął zebrać jak największą kolekcję. Chłopak uwielbia geografię i podróże, wiele godzin spędził ucząc się o państwach, których odwiedzenie jest jego największym marzeniem.
Inne:
1. 2. 3.
~Do szkoły dostał się tylko dzięki stypendium,
~Jego największym marzeniem jest podróż do Azji,
~Nigdy w życiu nie pił alkoholu i nie palił papierosów,
~ Chce mieć kota syjamskiego.
Kontakt: Ingenium