Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aidan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aidan. Pokaż wszystkie posty

6.02.2017

Od Aidana cd Tzuyu

Przysuwając laptop dziewczyny bliżej siebie wpisałem odpowiednie hasło w wyszukiwarkę i zacząłem przeglądać artykuły.
- O! -powiedziałem gdy w końcu natrafiłem na to czego szukałem- Zobacz to.
Tzuyu pochyliła się w moją stronę by spojrzeć na ekran komputera. Zacząłem cicho czytać akrtykuł dotyczący "adwokatów zwierząt". W stołówce panował typowy dla tego miejsca gwar, choć i tak nie tak duży jak podczas obiadu, ale mimo to nie zamierzałem dokładać do tego jeszcze swoich krzyków. Urwałem czytanie mniej więcej po trzech pierwszych zdaniach czując ciężar na ramieniu. Zerknąłem kątem oka na towarzyszkę, której głowa znalazła podparcie na mojej ręce. Machnąłem lekko ramieniem chcąc ją obudzić a gdy nie otrzymałem żadnych rezultatów, zawołałem jej imię.
Tzuyu jak wyrwana z transu odskoczyła od mojego ramienia i spojrzała na mnie z zaskoczeniem w oczach.
- Wyspałaś się? -spytałem
Dziewczyna ziewnęła kręcąc przy tym przecząco głową.
- Właśnie ani trochę.
Już miałem spytać co takiego zajęło jej całą noc, że nie znalazła nawet czasu na drzemkę ale powieki nastolatki znów zaczęły opadać, niemal całkowicie przysłaniając tęczówki.
- Choć, wolałbym żebyś nie zasnęła twarzą w talerzu -mruknąłem zamykając laptop.
Dziewczyna podniosła się z krzesła z charakterystyczną dla niewyspanych osób niezgrabnością. Skrzywiłem się słysząc jak jej kolano uderza o metalową nogę stołu ale najwyraźniej nie sprawiło jej to większego bólu. Spojrzałem na walające się po "naszym" stoliku resztki jedzenia, brudne serwetki i talerze.
- Hej Aidan -usłyszałem za plecami.
Odwróciłem się i od razu napotkałem wzrok chłopaka o nienaturalnym, morskim kolorze włosów. Uśmiechnąłem się bardziej do siebie niż do niego, bo właśnie odnalazłem w nim rozwiązanie mojego problemu, którym był pozostawiony na stole bałagan.
- Hej Dejan, dobrze że cię widzę -na moje powitalne słowa nastolatek zmył uśmiech z twarzy i spojrzał podejrzliwie.
- Czego chcesz? -spytał
Zaśmiałem się na myśl o tym jak dobrze mnie ten chłopak zna.
- Muszę odprowadzić Śpiącą Królewnę do jej pokoju -usłyszałem za sobą mruk dziewczyny.
Nie bardzo wiedziałem czy była zadowolona tym przezwiskiem czy może jednak nie bardzo.
- Posprzątasz to za mnie? -wskazałem na blat.
Zielonowłosy parsknął i spojrzał na mnie jak na totalnego idiotę.
- Przyszedłem jeść, nie sprzątać -wyjaśnił.
Przechyliłem głowę na bok próbując przybrać jak najsłodszy wyraz twarzy.
- Proszę -jęknąłem
Kątem oka dostrzegłem jak Tzuyu siada z powrotem na krześle, nie mając sił by ustać na nogach. Dejan najwyraźniej też to zauważył, bo westchnął głośno i przybrał niechętną minę.
- Robisz za mnie matmę -wskazał na mnie palcem po czym zabrał się za zbieranie śmieci.
- Chodź Tzuyu -złapałem dziewczynę pod ramię pomagając jej wstać.
Ruszyliśmy do wyjścia, po drodze słysząc jeszcze głos Dejana.
- Więcej się z nim nie przywitam -burknął ale i tak wiedziałem, że żartuje.

- Połóż się. -wypuściłem Tzuyu z uścisku, którym podtrzymywałem ją podczas podróży do pokoju, na wypadek gdyby zasnęła po drodze.
W odpowiedzi usłyszałem niewyraźny pomruk, który oznaczać mógł zarówno "dziękuję" jak i "dobra, weź już stąd idź". Nie chcąc dziewczynie przeszkadzać, wyszedłem z pokoju w ostaniej chwili orientując się, że przecież nie wziąłem jej laptopa ze stołówki. Znów więc zszedłem schodami na dół i po kolejnej minucie byłem już na miejscu.
Stolik, przy którym siedzieliśmy był czysty. Nie było na nim nic. Nieszczęsnego laptopa również. Rozejrzałem się wokół szukając Dejana. Charakterystyczna czupryna od razu rzuciła mi się w oczy. Podbiegłem do niego przyciskając się między stolikami.
- Gdzie jest laptop? -spytałem, gwałtownie opierając dłonie o blat.
Nastolatek przełknął ostatni kawałek tosta i spojrzał na mnie zamyślony.
- To jakaś zagadka? -spytał szukając w odmętach swego umysłu jakiegoś dowcipu, który zaczynałby się tym pytaniem.
- Gdzie-jest-laptop? -powtórzyłem stanowczo.
Dejan wywrócił oczami.
- No już dobrze. Gdzie jest komputer pytasz? -zaczął mówić głosem, w którym dosłyszeć można było udawane zaskoczenie- Nie wiem Aidan. Nie wiem. Ty mi powiedz.
Chłopak ewidentnie myślał, że to jakiś dowcip i ze zniecierpliwieniem czekał na moją odpowiedź.
- Ja nie żartuje -westchnąłem.
Zielonowłosy wziął kolejny łyk soku i uniół lekko brwi do góry.
- Oh, ty tak serio? -spytał niezbyt tym przejęty.
Zresztą mało czym był w stanie się przejąć. Jego -jakby to nazwać? -arogancja czasem doprowadzała ludzi do szału.
- Co z nim zrobiłeś? -dopytywałem się
- Z czym?
- No z laptopem
- O jaki laptop ci chodzi? -spytał poirytowany.
- O ten, który leżał na tamtym stole -wskazałem ręką.
Dejan nawet tam nie popatrzył, domyślając się, na który stół pokazuje. Wzruszył ramionami.
- Przecież go sprzątnąłeś -westchnąłem.
- A i owszem -odparł z uśmiechem- A mój zeszyt od matmy znajdziesz u mnie w pokoju. Powodzenia.
Pokręciłem głową zrezygnowany. Dejan nie miał pojęcia co stało się ze sprzętem. W stołówce była wtedy cała masa osób. Ciągle ktoś wychodził, pojawiali się też i nowi. Tym sposobem komputer mógł wziąć dosłownie każdy. Przygryzłem nerwowo wargę zastanawiając się co powiem Tzuyu gdy się obudzi i spostrzeże, że jej sprzęt wraz z rozpoczętą pracą domową i pewnie wieloma dokumentami, zaginął bez śladu. Byłem niemal pewien, że do tego czasu nie odnajdę zguby.

Tzuyu?

5.27.2017

Od Aidana cd Tzuyu

- Sama? -spytała nieco zawidziona, choć i tak czułem, że ma na taniec taką ochotę, że zatańczy nawet i beze mnie.
- Niestety nie mam tyle energi co ty -wyjaśniłem z uśmiechem.
Dziewczyna zasmuciła się pochylając przy tym głowę w dół. Między nami zapanowało milczenie podczas, którego usilnie starałem się nie ziewnąć.
Po paru chwilach Tzuyu szybko podniosła głowę sprawiając, że jej długie włosy podskoczyły jak sprężynki i spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Zaraz...  Czy to była aluzja, że mam się już wynosić? -zaśmiała się.
- Nie no skąd? -przybrałem minę niewiniątka- Jeśli nie przeszkadza ci widok chłopaka w samych bokserkach...
- Do widzenia -nastolatka zerwała się na nogi nie pozwalając mi dokończyć zdania.
Podbiegła do drzwi i już myślałem, że wyjdzie bez żadnego słowa, gdy odwróciła się i posłała mi radosne spojrzenie.
- Spotkamy się jutro na stołówce -powiedziała- Tylko załóż spodnie.
Zaśmiałem się i chciałem coś jeszcze odkrzyknąć ale dziewczyna już dawno zniknęła za drzwiami.

***

Obudziłem się koło 8:00. Nie miałem ochoty spać dalej, szczególnie, że wczoraj położyłem się wcześniej niż zwykle. Wysunąłem się spod kołdry czując jak przyjemne ciepło zostaje zastąpione chłodnym powietrzem wlatującym do pokoju przez otwarte okno. Podszedłem do szafy i zabierając z niej komplet ubrań zniknąłem za drzwiami łazienki.
Wziąłem prysznic co zajęło mi więcej czasu niż zwykle. Nadal nie mogłem przyzwyczaić się do gipsu. Co prawda oswoiłem się już z faktem, że lewa ręka waży teraz więcej ale z całą pewnością utrudniał on wiele rzeczy.
Umyty i odświerzony założyłem czarne dżinsy i sięgnąłem po jasnoszarą, dżinsową koszulę. Niestety okazało się, że rękawy są za ciasne by przecisnąć przez nie gips więc ubrałem zwykły, luźny T-shirt zespołu Black Veil Brides.
Gdy wchodziłem do stołówki zegar pokazywał godzinę 8:50. Rozejrzałem się po pomieszczeniu szukając wzrokiem poznanej wczorajszego dnia dziewczyny. Nie zauważyłem jej ale wcale nie musiało to oznaczać, że jej tu nie ma. Podszedłem do pań wydających posiłek i po krótkim namyśle poprosiłem o gofry oraz koktajl owocowy. Ułożywszy to wszystko na czerwonej tacce rozejrzałem się za wolnym miejscem.

Tzuyu?

5.21.2017

Od Aidana CD Tzuyu

- Wystarczy, że powtórzysz mój manewr z oknem, wtedy ci się wszystko pięknie powygina -mruknęłam przyglądając się dziewczynie.
Z obecnej pozycji nie widziałem jak miały wyglądać ruchy, które Tzuyu usilnie chciała odwzorować ale nawet ja -niezbyt znający się na tym typie tańca chłopak- wiedziałem, że rzeczywiście nie wygląda to tak jak powinno. Powodowany ciekawością wstałem z kanapy i podszedłem do okna w bezpiecznej odległości od tancerki by przypadkiem nie zostać uderzonym. Spojrzałem na wyginającą się na dole grupkę dziewczyn i aż skrzywiłem widząc jak jedna z nich uniosła nogę w taki sposób, że wszystkie mięśnie jakie łączyły kończynę z resztą ciała powinny zostać brutalnie przerwane. To rzeczywiście nie jest możliwe do powtórzenia.
- Daj spokój, bo się połamiesz -zaciągnąłem zasłonę oddzielając nas tym samym od odbywającego się na dole pokazu.
Jeśli mam być szczery nie szczególnie przepadałem za cheerleaderkami. Było to oczywiście spowodowane wieloma stereotypami: że blondynki, że głupie, puste, zarozumiałe. Miałem świadomość tego, że nie w każdym przypadku to prawda i dziewczyny zapewne po prostu lubią to co robią i jakoś specjalnie nie wpływa to na ich charakter a jednak nie przepadałem za ich widokiem i tą sztuczną radością, którą emanuowały.
- Ej! -Tzuyu popatrzyła na mnie niezadowolona, że przetrwałem jej zabawę- Aż tak źle było? -spytała.
Patrząc na nią przypomniała mi się jej zdeterminowana mina i wygibasy. Parsknąłem śmiechem.
- Nie skąd. Ale może powinnaś spróbować czegoś innego? -zaproponowałem.
- Czyli fatalnie -skwintowała i podeszła do okna odchylając lekko roletę- Naprawdę nie wiem jak to jest możliwe...
- Chciałabyś być jedną z nich? -spytałem przyglądając się skaczącym w rytm muzyki nastolatkom.
- Bo ja wiem... Do cheerleaderek się raczej nie nadaję ale fajnie byłoby umieć tak tańczyć -wyjaśniła nie spuszczając dziewczyn z oczu.
- Na pewno tańczysz sto razy lepiej -zapewniłem i odwróciłem się od szyby by poszukać wzrokiem telefonu.
Gdy już go znalazłem rozpocząłem poszukanie odpowiedniej muzyki. Przez to całe gadanie o tańcu i mnie wzięła na to ochota. Nawet ze złamaną ręką. Problem był z wybraniem melodii, bo żadna z moich piosenek nie przypadłaby zapewne Tzuyu do gustu. W końcu zdecydowałem się na "On my own" Ashes Remain. Słysząc melodię dziewczyna odwróciła się w moją stronę i spojrzała pytająco.
- Teraz możesz się wyginać do woli -uśmiechnąłem się zachęcająco.

Tzuyu?

5.20.2017

Od Aidana cd Tzuyu

Po niecałych dwóch godzinach spędzonych przed ekranem komputera poczułem się senny. Mój brzuch trawił właśnie resztki pyszności, które przyniosła Tzuyu. Nie wiem jakim cudem zjedliśmy to wszystko nie przemieniając się przy tym w wielkie kule z nóżkami. Odkładając laptop na bok sięgnąłem po opakowanie, na którego dnie znalazłem jeszcze jedno ciasteczko. W czasie gdy kończyłem je przeżuwać odrzuciłem pudełko z powrotem na stolik. Niestety zrobiłem to z nieco zbyt wielkim imptetem i karton chwiejąc się na krawędzi blatu w końcu spadł na podłogę rozsypując okruszki po panelach.
- Aidan -jęknęła Tzuyu- Robisz bałagan.
Dziewczyna już wstawała by zrobić porządek ale powstrzymałem ją ruchem ręki.
- To jest artystyczny nieład -poprawiłem ją po czym dodałem- Zostaw. Później posprzątam.
Nastolatka jednak nie słuchała. Ominęła mnie i zeszła z kanapy a ja westchnąłem. Ona jest zdecydowanie zbyt dobra.
- Tzuyu. Zostaw to -powtórzyłem ale dziewczyna już schylała się po karton.
Nie chciałem by musiała po raz kolejny robić porządki z mojej winy. Ale widząc, że nie zamierza mnie posłuchać złapałem za poduszkę i rzuciłem w jej stronę.
- Aidan! -usłyszałem krzyk a następnie stukot gdy dziewczyna wylądowała na podłodze.
- Ostrzegałem! -zaśmiałem się wiedząc jej minę- To mój pokój!
- Aha, no to proszę bardzo -wzięła do ręki poduszkę i wycelowała w nią we mnie.
Uchyliłem się za późno więc zderzenie z miękkim przedmiotem mnie nie ominęło. Spojrzałem na Tzuyu, która śmiała się szczerze rozbawiona.
- Teraz ty robisz bałagan -wysunąłem w przód dolną wargę w udawanym smutku.

Tzuyu?

5.14.2017

Od Aidan'a cd Tzuyu

- Dzięki Tobie -dodałem na co dziewczyna wywróciła oczami w udawanym zniecierpliwieniu.
- Oj daj spokój -mruknęła i rozejrzała się po pokoju- To gdzie chowasz płyty? Jakoś ich tu nie wiedziałam?
- Nie mam płyt, wolę oglądać w internecie -wyjaśniłem i sięgnąłem pod łóżko po laptop.
Tzuyu spojrzała na mnie wyraźnie zakoczona faktem, że trzymam swój sprzęt elektroniczny w takim miejscu.
- No co? Dzięki temu przeżył -pogłaskałem komputer z udawaną troską jakby był żywym stworzeniem co w efekcie wywołało śmiech mojej towarzyszki a potem i mój.
- To co proponujesz? -spytała dziewczyna gdy już oboje siedzieliśmy na kanapie.
Przygryzłem wargę w zamyśleniu.
- Iron man? -podałem pierwszą propozycję jaka wpadła mi do głowy.
Nie miałem pojęcia jakie filmy lubi Tzuyu, więc przyjąłem z ulgą fakt, że nie odrzuciła mojego pomysłu a wyraźnie rozważała jego opcję.
- W porządku -odpowiedziała po chwili i jej twarz znów rozjaśnił szeroki uśmiech.
Nie sposób było go nie odwzajemnić. Niechętnie odwróciłem wzrok od dziewczyny skupiając się na wyszukaniu filmu. Nie zajęło to długo.
- Zrobiłbym nam popcorn ale niestety nie mam kukurydzy -mruknęłam pauzując film po pierwszych sekundach- Ale może coś do picia?
Wstałem z kanapy i podszedłem do lodówki. Wszystko było na swoim miejscu. A mówiąc wszystko miałem na myśli zgrzewkę coli oraz mleko. To oraz płatki śniadaniowe (cini minis jakby ktoś chciał wiedzieć) to jedyne co na tę chwilę miałem w kuchni. Nie zdążyłem jeszcze udać się na zakupy.
- Cola, mleko, woda? -spytałem

Tzuyu? (Wybacz, że długo nie odpisywałam ale dopiero zorientowałam się, że odpisałaś)

5.11.2017

Od Aidan'a cd Tzuyu

Podążyłem za ratownikiem do karetki gdzie wraz z kolegą bliżej przyjrzeli się mojej ręce. Przypuszczenia Tzuyu okazały się być rzeczywistością. Szczęście w nieszczęściu, że złamana była lewa ręka. Trzymanie jej w gipsie przez kilka tygodni, owszem będzie uciążliwe ale na pewno nie będę miał problemów z robieniem notatek, jedzeniem... Jak większość ludzi byłem praworęczny.
Dzięki temu, że Tzuyu już przez telefon poinformowała ratowników co mi dolega, przygotowali odpowiedni sprzęt i zajęli się moją lekko napuchniętą już kończyną. Wyjrzałem z wnętrza pojazdu na trawnik, gdzie dziewczyna nadal zbierała moje ciuchy. Przeszło mi przez myśl by do niej krzyknąć, że nie musi sobie tym zawracać głowy, że sam to posprzątam ale zdrowy rozsądek uświadomił mi, że z połamaną ręką może nie być to takie łatwe.
Gdy już zostałem wstępnie obejrzany i jako tako zabezpieczono moją rękę, jeden z ratowników z powrotem wsiadł za kierownicę i odjechaliśmy spod szkoły by udać się do szpitala na założenie gipsu.
Westchnęłam czując, że czeka mnie długi i nudny dzień w poczekalni. Podczas jazdy przypomniałem też sobie o tym, że nie dałem Tzuyu klucza do swojego pokoju ani nawet nie podałem jego numeru. W następnej jednak chwili uświadomiłem sobie dlaczego wogóle znalazłem się na tym trawniku i miałem dziwne przeczucie, że dziewczyna bez problemu odnajdzie moje lokum. Bałem się jak wielkie szkody mógł wyrządzić tam wkurzony mężczyzna ze stołówki.

***

Trzy godziny później przekraczałem już próg akademii z pięknym, białym gipsem i temblakiem, który utrzymywał moją rękę w odpowiedniej pozycji. Właściwie to mogłem już go zdjąć, bo kość tak czy siak była unieruchumiona białą skorupą ale zdawałem sobie sprawę, że mój prześladowca może chcieć dokonać ponownego odwetu. Z temblakiem sprawiałem wrażenie bardziej chorego, a miałem przeczucie, że agresywny koleś ma choć tyle honoru, że nie rzuci się na połamańca.
Po pustkach na korytarzu domyśliłem się, że właśnie trwają lekcje. Zaskakujące jak w tym miejscu potrafiło być cicho, jeśli przypomnieć sobie dzisiejszy stołówkowy gwar. Ruszyłem po schodach do pokoju przygotowując się na najgorsze.
Zacisnąłem dłoń na klamce i szarpnąłem, niemal pewnien, że przede mną pojawią się połamane krzesła, rozerwane poduszki, zmiętolone zeszyty i kartki z zapiskami, rozbite talerze i tym podobne, nieprzyjemne dla oka widoki.
Byłem więc bardzo zaskoczony gdy stojąc w progu mogłem podziwiać równo poukładane na półkach książki, wszystkie meble stojące tam gdzie ich miejsce i zapewne ubrania też znajdowały się już w mojej szafie.
Słysząc szelest przewracanej kartki spojrzałem w prawo, gdzie na kanapie siedziała Tzuyu. Wyglądała na zmęczoną.
- Ty to wszystko posprzątałaś? -spytałem choć bardzo dobrze znałem odpowiedź.
Jeszcze rano każda z tych rzeczy leżała upchnięta w walizce. Teraz leżały ładnie poskładane na swoich miejscach. Nie było innego wytłumaczenia. Po za ubraniami ten świr powywalał też wszystko inne a dziewczyna spędziła zapewne kupę czasu na przywracaniu porządku.
- Nie było aż tak tragicznie jak Ci się wydaje -uśmiechnęła się odkładając czasopismo na bok.
Dopiero zdałem sobie sprawę, że jest to jednen z należących do mnie komiksów, który niegdyś narysował mój brat dając mi w nim rolę złego czarnoksiężnika. Nie chciałem wnikać czy czytała go dlatego, że naprawdę ją zainteresował czy po prostu jej się nudziło.
- Jak ręka? -spytała a ja poczułem się głupio, że przez poprzednie kilka minut wpatrywałem się w nią zamyślony.
- W porządku -machałam nią na tyle ile pozwalał temblak by udowodnić swoje słowa.
- Cieszę się -posłała w moją stronę szeroki uśmiech i wstała z kanapy kierując się w stronę drzwi- Pewnie chcesz teraz odpocząć?
- Nie! -zaprzeczyłem może zbyt gwałtownie ale naprawdę miałem ochotę na czyjeś towarzystwo.
Tzuyu uniosła jedną brew rozbawiona tak szybką reakcją.
- To znaczy -poprawiłem się przyjmując bardziej obojętny ton- Jak chcesz to możemy sobie obejrzeć jakiś film albo wyjść na spacer. W ramach podziękowania.

Tzuyu?

5.06.2017

Od Aidana

- Już nie żyjesz! -wściekły krzyk rozległ się po całej stołówce ale mnie już dawno tam nie było.
Cholera, cholera, cholera, cholera.

Ale cofnijmy się do początku.

Jako że przyjechałem dziś około 4 nad ranem, to oczywiście nie wybierałem się na lekcje. Mogłem więc pospać do 10:00 po czym ubrany i odświerzony udałem się na stołówkę by pozbyć się niemiłego uczucia pustki w żołądku. Założyłem czarne dżinsy i luźny sweter w tym samym kolorze. Nie chciałem się zbytnio wyróżniać. Liczyłem na ciche wtargnięcie do jadłodalni, zjedzenie czegoś i powrót do swojego pokoju gdzie będę miał spokój aż do poniedziaku.
Niby takie błahe marzenie a i tak nie mogłem liczyć na jego spełnienie.
Podszedłem do lodówek po prawej stronie stołówki i z przeczytawszy listę oferowanych dziś dań z ciepłym uśmiechem poprosiłem o gofry i herbatę. Kolejki nie było więc postanowiłam od razu poczekać przy ladzie na swoje zamówienie. Rozejrzałem się w tym czasie po pomieszczeniu. Było bardzo tłoczno a mimo to, że nikt nie krzyczał to miałem wrażenie jakby zaraz miały mi odapść uszy. Westchnąłem czując nieodpartą chęć powrotu do pokoju i wziąłem do jednej ręki talerz z gotowymi już goframi, a do drugiej kubek z gorącą herbatą. Będę musiał poczekać aż wystygnie, super. To oznacza dodatkowe minuty spędzone w tym hałasie.
Ruszyłem przez ciasno ustawione stoliki szukając wolnego miejsca. Starałem się nikogo nie trącać ale i tak co jakiś czas uderzałem stopą o krzesło czy stół. W końcu gdy myślałem, że najgorszą część nam już za sobą, żwawym krokiem skierowałem się ku....
O cholera.
Wszystko działo się tak szybko. Najpierw zahaczyłem nogą o czyjąś torbę, potem poczułem jak wszystko wypada mi z rąk a następnie ten krzyk. Gorąca herbata wylała się na koszulkę jakiegoś kolesia parząc jego skórę.
I ten wściekły wyraz twarzy.
Już wiedziałem, że mam przesrane.
Nie czekałem aż nieznajomy otrząśnie się z szoku. Przebiegłem najszybciej jak potrafiłem do drzwi a potem schodami na górę.
- Już nie żyjesz! -krzyk niósł się za mną echem a ja wiedziałem, że ten byk rozpoczął pościg i jeśli nie przyspieszę to skończę jako tapicerka w jego samochodzie.
On w ogóle ma samochód? Bardziej wygląda na takiego co jeździ na skuterze...
Aidan! Cholera! Jakie to ma teraz znaczenie?
Wbiegłem do pokoju i zatrzasnąłem drzwi. Nie żebym wierzył, że to go jakkolwiek powstrzyma ale może przynajmniej się trochę zmęczy.
W popłochu rozejrzałem się dookoła. Jedyną drogą ucieczki było okno. Otworzyłem je gwałtownym ruchem i spojrzałem w dół.
Wysoko.
Ale gdybym spadł na te krzaki, może bym się nie zabił.
Rozwarzałem za i przeciw a słysząc, że koleś już dobija się do drzwi zrozumiałem, że wolę skoczyć niż zostać zmasakrowany przez tę dziką świnię.
Wziąłem głęboki wdech i zsunąłem poślady z parapetu. Lot trwał zaledwie kilka sekund ale czułem, że nabieram tak dużego rozpędu, że moje ciało mogłoby przebić ziemię i spadać jeszcze dalej w jego głąb aż do jądra, gdzie już dawno byłbym kupką popiołu.
A jednak nie.
Uderzyłem o ziemię dość mocno ale krzaki zaamortyzowały upadek. Leżałem tak chwilę wpatrując się w niebo po czym dostrzegłem czyjeś ręce w oknie na górze.
W moim oknie.
Zasłoniłem twarz rękoma ale w żaden sposób nie powstrzymało to lawiny ubrań, która spadła na mnie z góry.
Podniosłem się do pozycji siedzącej. Idiota wyrzucił wszystkie moje ubrania. Miałem szczęście, że nie padało, bo nie chciałbym nieść sterty brudnych ciuchów przez całą szkołę a potem ich jeszcze prać.
Spojrzałem na to wszysko. Bluzy, dżinsy, dresy, koszulki a nawet bokserki walały się dookoła, a część nadal spoczywała na mojej głowie.
Jakby tego było mało zauważyłem, że ktoś stoi jakieś 10 metrów dalej i się mi przygląda.

Ktosiu?

5.05.2017

Aidan Hastler


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi9i6vGXX4vNKvZMBPLU9bJDxY64XFf3qaAiMdyOoO7j526y04ztmLSjDD6z-d4YSWbgCxvnndnQLlNzMQOSevYWpfK32en4MAhw6jtXARhrDQmcFQf1Nj1XuDPwL_g0Mo0CE6okSCLwPV-/s1600/f79f5230b3b3ec2835a6d92aaf164938.jpg

Imię: Aidan
Nazwisko: Hastler
Pochodzenie: Norwegia, Bergen
Wiek: 20 lat
Orientacja: bi
Głos: Rise Against - The Violence
Pokój: 45
Aparycja:
Jasna cera, kruczoczarne splątane kudły oraz równie śliczne co tajemnicze niebieskie oczy. To cały Aidan. Chłopak jest szczupły ale mimo to może pochwalić się jako takimi muskułami. Nie posiada żadnych szczególnych cech w wyglądzie po za wysokim wzrostem i tatuażem na prawym ramieniu. Co do stylu ubierania to Aidan najczęściej nosi czarne ubrania.
Charakter:
Chłopak to zlepek całej masy różnych cech. Zacznijmy od tego, że Aidan nigdy nie podejdzie do kogoś pierwszy by się z nim zapoznać. Przecież każdy w tym zabieganym świecie jest zajęty swoimi sprawami, więc nie ma co się ludziom wtrącać w życie. Po za tym nie wie czego po danej osobie się spodziewać. Boi się odrzucenia, co ma związek z wydarzeniami z przeszłości a jednocześnie nie wytrzyma zbyt długo bez towarzystwa. Dwudziestolatek to typ marzyciela pogrążonego we własnym świecie. Większość czasu poświęca na rozmyślania, sport, spacery bądź sztukę. Aidan z reguły nie jest agresywny jednak nigdy nie wiesz kiedy obudzi się w nim bestia. Często kryje w sobie emocje, które jednak nie mogą być tłumione w nieskończoność, więc w końcu wybucha, nawet kilka dni od zdarzenia.
Lubi żartować, nie jest zbyt opiekuńczy ale w razie potrzeby stara się jak może. Woli słuchać niż mówić. Zawsze z pozoru ignoruje problemy i zmartwienia innych lecz gdy tylko ci nie są świadomi on za wszelką cenę szuka sposobu by im pomóc - tak by nie się o tym nie dowiedzieli. Po co to wszystko? Zwyczajnie woli nie pokazywać, że jakoś szczególnie mu zależy co niektórzy niesłusznie mogą uznać za zwykłe chamstwo.
Aiden nie wszczyna bójek bez powodu ale nigdy nie odpuści komuś kto zranił bądź poniżył jego lub kogoś mu bliskiego. Bywa sarkastyczny i wkurzający. Nie znosi przepraszać.
Partner: szuka
Rodzina: Matka nie żyje, a z ojcem nie utrzymuje kontaktu.
Zajęcia: Aktorstwo, fotografia, pisarstwo
Zainteresowania: Fotografia, aktorstwo, reżyseria, filmy, sztuka, muzyka, sport, pisarstwo, skateboard, łucznictwo, biologia, języki obce.
Inne:
* nigdy nie wsiądzie do samochodu, trauma z przeszłości go paraliżuje,
* nie znosi dymu papierosowego,
* mówi po norwesku,
* przyszły weterynarz,
* wegetarianin,
* beznadziejny kucharz,
* gra na gitarze i fortepianie,
* ma tatuaż na prawym ramieniu.
Kontakt: Anonim