Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotta. Pokaż wszystkie posty

7.19.2017

Od Charlotty CD Spencera

  Prychnęłam jedynie, naciągając materiał śpiwora na głowę i starając się pogrążyć we śnie na nowo. Jednak już po chwili, wyskoczyłam z posłania, jak rażona prądem, gdy tylko sens słów Hyuka dotarł do mojego zaspanego jeszcze umysłu. Kucający w wejściu chłopak, oberwał prosto w klatkę piersiową nogami, co sprawiło, że wyleciał z namiotu w dwóch pełnych przewrotach. Wyskoczyłam zaraz za nim, potykając się o własne buty, które po chwili znalazły się na moich stopach. Spojrzałam przelotnie na swojego partnera, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu któregoś z opiekunów. Niezbyt wysoki, blond włosy mężczyzna, na oko po trzydziestce, wyrósł obok mnie jak spod ziemi, omiatając naszą dwójkę rozbawionym do granic możliwości wzrokiem.
- Jestem naprawdę pod wrażeniem, że te poranne wrzaski, towarzyszące zbierającym się parom, was nie obudziły. - Pokręcił głową, zduszając śmiech w gardle. Popatrzyłam na niego niezbyt przychylnie, po czym przeniosłam spojrzenie na chłopaka z akademii, który wciąż siedział na trawie. - Tutaj macie ciuchy na przebranie. Radziłbym się nieco pośpieszyć, jeśli nie chcecie skończyć biegu jako ostatni. - Mrugnął do nas porozumiewawczo i odszedł, po wcześniejszy wepchnięciu złożonych ciuchów w moje ręce. Przyglądnęłam się dwóm koszulkom z nazwą biegu i całą masą, przeróżnej wielkości log sponsorów. O dziwo i na szczęście bluzki nie miały rozmiaru XXL jak to często bywa, tylko znacznie mniejsze, w miarę do nas dopasowane.
  Rzuciłam większą z nich Spencerowi, ponownie ale tylko na moment chowając się w namiocie. Kiedy się z niego wycofałam i odwróciłam do chłopaka, ten spojrzał mi prosto w oczy, po czym jego wzrok zsunął się na moją bluzkę. Uniosłam lekko brew i również popatrzyłam na siebie, natychmiast poprawiając materiał koszulki, który zatrzymał się na moich piersiach.
- Nic nie widziałeś. - Warknęłam wściekła na samą siebie za nieuwagę i jednocześnie zawstydzona jak nigdy. Szybko odwróciłam głowę, czując, że całe moje policzki płoną, a nie miałam ochoty w takim stanie pokazywać się Hyukowi. - Zmień tą koszulkę i... - Zamilkłam, kiedy tylko mój wzrok padł na chłopaka, który z szerokim uśmiechem na ustach, siedział w tej samej pozycji, jednak już w innej koszulce. Mruknęłam zrezygnowana i ruszyłam w stronę namiotu, który był punktem startowym tego dnia. - Ruszaj się, idziemy. Musimy dogonić resztę.
- A śniadanie? - Spytał smutnym głosem, przeczesując moje włosy palcami. Odwróciłam się do niego gwałtownie, co sprawiło mi nieco bólu, gdyż poplątane końcówki nie chciały tak łatwo wypuścić jego ręki.
- Nie ma żadnego śniadania. Musimy ich dogonić. Będziesz żarł na koniec dnia. - Przewróciłam oczami, na co Spencer zatrzymał się, akcentując to tupnięciem nogi.
- Nie idę dalej bez jedzenia. - Powiedział naburmuszony. Jak z dzieckiem, naprawdę! Zgromiłam go morderczym spojrzeniem, jednak nie zrobiło to nim kompletnie żadnego wrażenia, więc odwróciłam się na pięcie i truchtem pobiegłam do punktu startowego.
- Przepraszam, gdzie dostaniemy coś do jedzenia? - Zwróciłam się do czarnowłosej kobiety, która zapisywała coś na jednej z wielu kartek. Podniosła na mnie zaskoczony wzrok, po czym wskazała długopisem stolik nieco dalej, na którym leżało jeszcze kilka woreczków, prawdopodobnie z suchym prowiantem. Czyżby niektórzy byli tak nierozważni i odpuścili sobie śniadanie czy jednak nie byliśmy ostatnimi, którzy wyruszają? W to drugie nie wierzyłam, a głupota innych była mi na rękę, gdyż jedna porcja, na którą składała się niewielka kanapka, jabłko i mała butelka wody, na pewno nie wystarczyłaby temu głodomorowi. Zgarnęłam cztery pakunki, uprzednio wyrzucając z dwóch wody, po czym odwróciłam się w stronę swojego partnera, rzucając mu jeden z nich.
- Trzymaj i idziemy, będziesz jadł po drodze.
- Nie wolno jeść, kiedy się biegnie.
- Będziemy szli, pasuje? - Zgrzytnęłam zębami, czując jak cierpliwość do tego faceta, coraz szybciej mi się kończy. Jeśli dalej tak pójdzie, to mu w końcu porządnie przywalę.
- Ale załóż bluzę na biodra. - Odparł twardo, stając w miejscu i spoglądając na mnie wzrokiem, który bliższy był rozkazującemu niż proszącemu.
- O co ci chodzi z tą bluzą? - Zapytałam, unosząc przy tym brwi i tupiąc nogą z niecierpliwości.
- Po prostu ją załóż.
- Już. Możemy w końcu iść? - Gdy tylko owinęłam materiał wokół bioder, mężczyzna pokiwał głową i z nowym zapałem ruszył przed siebie. Och, bogowie...
  W przeciągu niecałej godziny, w trakcie której Hyuk pochłonął wszystkie cztery kanapki i dwa jabłka(a wystarczyło mu na to zaledwie dwadzieścia minut), doszliśmy całkiem daleko. Chłopak ponownie podśpiewywał coś pod nosem i nie było to wcale takie złe, całkiem przyjemnie mi się go słuchało, jednak w pewnym momencie zatrzymaliśmy się na czymś co przypominało rozstaje dróg, chociaż ciężko było to tak nazwać, tutaj nawet nie było dobrze widocznej ścieżki. W każdym razie mój towarzysz chyba w ogóle tego nie zauważył. Przewróciłam oczami, czekając cierpliwie przez minutę, aż Spencer wyciągnie z nerki mapę, żebyśmy mogli upewnić się, w którą stronę należy iść. Po chwili Jae się zreflektował i sięgnął do podręcznego bagażu w poszukiwaniu kawałka papieru. Minęło coś koło dwóch minut, nim spojrzałam podejrzliwie na chłopaka, który nadal szperał w nerce. To nie było takie duże, a mapa to nie igła, więc dlaczego on jej jeszcze nie znalazł? Spencer ani mi się waż...
- Proszę cię. Powiedz, że nie zgubiłeś mapy. - Powiedziałam chłodno z zamkniętymi oczami, starając się zachować spokój. Cisza, a potem nerwowy śmiech, który zamarł, gdy tylko wbiłam spojrzenie w postać blondyna.
- Nie zgubiłem jej! - Podniósł ręce w obronnym geście. - Możliwe, że zostawiłem ją... W namiocie.
Otworzyłam usta, żeby wydrzeć się na Hyuka, jednak w ostatnim momencie zacisnęłam dłonie w pięści i odwróciłam głowę, przygryzając wargi zębami. Nie, Lotta. Spokojnie.
- W takim razie wybieraj. - Słowa wypowiedzenie spokojnym głosem zabiły z tropu chłopaka, który raczej spodziewał się opieprzu, słyszalnego w promieniu najbliższych ośmiu kilometrów. Cóż, czasem spokój jest lepszą zemstą.
- Ale co mam wybrać...
- Ścieżkę. Jeśli się zgubimy, będzie na ciebie. - Wzruszyłam ramionami. Mężczyzna pomyślał przez chwilę, przyglądając się obu ścieżkom, jakby szukając na nich śladów poprzednich uczestników. Kątem oka i ja ich szukałam, jednak typ podłoża nie sprzyjał pozostawianiu śladów, więc było to tylko niepotrzebne tracenie czasu.
- W takim razie idziemy w lewo. - Zarządził, ruszając przed siebie we wskazanym kierunku. Ponownie wykonałam ruch ramionami, przewracając przy tym oczami i podążyłam w ślad za swoim partnerem.
  Przez ponad godzinę posłusznie w milczeniu szłam tuż za blondynem, co jakiś czas potykając się o wystający korzeń czy poplątane rośliny. Zdecydowanie zboczyliśmy ze ścieżki. Kiedy w końcu Spencer się zatrzymał, a ja nie dostrzegając tego wpadłam na niego, odwrócił się w moją stronę z miną zbitego psa.
- Nie masz bladego pojęcia, gdzie jesteśmy, prawda? - Podparłam się rękami na biodrach, spoglądając na niego z westchnieniem. Uniósł palec i otworzył usta, tak jakby miał zaraz zaprzeczyć, jednak po chwili ciszy pokręcił głową.
- Prawda. - Przewróciłam oczami, rozglądając się dookoła, mimo iż było to zupełnie bez celowe. Nie mieliśmy żadnego punktu orientacyjnego, żadnego wielkiego kamienia, rzeczki, czegokolwiek. Nic. Wszędzie tylko drzewa, drzewa i jeszcze więcej drzew. - Ale mamy kompas. A z tego co pamiętam, to na wschód od trasy biegła jakaś droga. Asfaltowa chyba. Tak sądzę... - Już w trakcie mówienia zaczął grzebać w nerce w poszukiwaniu naszego jedynego ratunku, którym był kompas. Gdy w końcu udało mu się wygrzebać okrągłe pudełeczko, los postawił przed nim kolejne trudne zadanie. Obsługa.
- To jest dzieło szatana... - Mruknął, kiedy po dwóch minutach kręcenia się w kółko nadal nic nie zdziałał. Fuknęłam w stronę chłopaka, zabierając mu z rąk kompas i odsuwając na kilka kroków.
- Z tym całym żelastwem na sobie na pewno znajdziesz północ... - Zamruczałam pod nosem, ustawiając się w kierunku, który wskazywała czerwona strzałka. - Okey, tam jest północ, więc wschód będzie...
- Tam. - Wyciągnął w lewo rękę, bardzo zadowolony z faktu, że udało nam się odnaleźć kierunek. Skinęłam tylko głową, bez słowa idąc we wskazaną stronę. Mimo wszystko przyznać musiałam iż Hyuk zaimponował mi nieco swoim rozgarnięciem. Tego akurat się po nim nie spodziewałam.
  Musiała minąć niecała godzina, nim udało się nam wydostać na główną drogę. Oczywiście musieliśmy przedzierać się przez różne chaszcze, w wyniku czego oboje byliśmy dość podrapani z tym, że ja dużo bardziej z uwagi na gołe nogi. Więc nic dziwnego, że gdy wylądowaliśmy na asfalcie, ja dosłownie runęłam kolanami na gorącą powierzchnię, od której wręcz biła duchota.
- Nie możesz na tym siedzieć. - Stanowczy głos sprawił, że spojrzałam w górę na jego właściciela, jednak oślepiona przez słońce, zakryłam natychmiast oczy i nawet nie stawiałam oporu, gdy Jae stawiał mnie do pionu za ramię.
- Więc co robimy? - Zapytałam, przecierając oczy. Miałam coraz bardziej powyżej uszu całego tego wyścigu i problemów związanych z nim. Jakbym nie miała ich wystarczająco bez tego.
- A co mamy robić? Idziemy wzdłuż ulicy. - Jego ramię objęło mnie na wysokości talii, przytrzymując na nogach. I chyba właśnie dlatego nie odepchnęłam chłopaka, a może to z powodu zmęczenia? Cokolwiek było tego powodem, nie odtrąciłam go tym razem.
  Naprawdę nie uśmiechało mi się iść niewiadomo ile kilometrów na piechotę po gorącym asfalcie, w pełnym słońcu. To nie był szczyt moich marzeń ani nawet ich dolina. I o dziwo, pomoc przybyła w krótkim czasie. Zatrzymaliśmy się w pół kroku, nasłuchując odgłosów traktora, dochodzących zza naszych pleców. Zacisnęłam dłonie w pieści, prosząc w duchu los, by kierowca maszyny jechał w naszą stronę.
- Dzieciaki, gdzie idziecie? - Zawołał do nas nieco starszy już mężczyzna, kierujący ciągnikiem, do którego doczepiona była przyczepa pełna siana.
- Idziemy na festyn, w tamtą stronę. - Wskazałam przed siebie, wyplątując się z uścisku Azjaty. - Jedzie pan może w tamtą stronę?
- A tak się składa, że jadę. - Puścił mi zawadiackie oczko, po czym kiwnął głową w tył. - Wskakujecie, zanim ruszę, bo potem mnie już nie dogonicie! - Zaśmiał się uprzejmie, a my, mając już dość biegania, od razu wskoczyliśmy na siano i umościliśmy się na nim wygodnie. Traktor ruszył, szarpiąc początkowo przyczepą, przez co prawie spadłam, jednak szybka ręka Hyuka przytrzymała mnie na miejscu. Podziękowałam mężczyźnie i przewiesiłam nogi przez jedną z metalowych ścian. Bluza, którą wcześniej miałam na biodrach, wylądowała pod moim ciałem, odcinając je od kującej suchej trawy. Chociaż nawet i przez materiał czułam jak poszczególne suche części siana wbijają mi się w plecy i... nie tylko.
- Dlaczego taka jesteś? - Po długiej chwili ciszy, przerywanej tylko turkotem maszyny, blondyn odważył się zadać to pytanie. Uśmiechnęłam się lekko, podkładając ręce pod głowę.
- Tak jest po prostu łatwiej, Hyuk. - Wzruszyłam ramionami, a kiedy ten posłał mi pytające spojrzenie, zaśmiałam się lekko. W tym momencie wydał mi się tak uroczo niewinny. - Nie dopuszczać do siebie zupełnie nikogo i być samotnym, niż wiązać się z ludźmi, pozwalać sobie na uczucia i cierpieć, gdy oni odejdą. Tak jest zawsze. Ze wszystkimi.
- Ale ja nie jestem wszyscy, Lotta... - Mruknął, na co ja zaśmiałam się głośniej niż wcześniej i podniosłam się do siadu.
- Jeśli nie jesteś jak wszyscy to jesteś jak reszta. A oni wcale inni nie są. Ludzie myślą, że są inni, wyjątkowi, niepowtarzalni. Ale prawda jest taka, że jesteśmy wszyscy tacy sami. Jesteśmy tak samo zbudowani, mamy takie same instynkty... Różni nas wygląd, postrzeganie niektórych spraw, mamy różne zdania, opinie... Ale w głębi wszyscy jesteśmy tacy sami.
- Uważam nieco inaczej.
- Widziałeś kiedyś kota, który w pełni wyparł się swojej dzikiej natury? Tego się po prostu nie da zrobić... - Wzruszyłam ramionami i ponownie runęłam plecami na siano, zamykając przy tym oczy. Cisza, która nastąpiła potem wydała mi się bardzo podejrzana, dlatego otworzyłam jedno oko, przysłaniając je dłonią, a to co ujrzałam, momentalnie zmroziło mi krew w żyłach. Spencer stał na wyprostowanych nogach, w dodatku na palcach i wyciągając całe swoje ciało jak najbardziej w górę, próbował dosięgnąć białych kwitów, które zwisały z drzew, pod którymi akurat przejeżdżaliśmy.
- Siadaj na dupsku, ty przegrzana, parszywa gnido! - Zawołałam, sięgając do spodni chłopaka. Szybko jednak uświadomiłam sobie, że są to dość luźne dresy, przez co zamiast ściągnąć mężczyznę na dół, mogłabym pozbawić go dolnej części ubrania, a tego nie chciałam. Dlatego ostatecznie chwyciłam za skrawek koszulki, ciągnąc ją w dół. Gdy tylko były wojskowy usiadł na swoim miejscu, natychmiast oberwał porządnego kuksańca w kark.
- Za co to?! - Wrzasnął, pocierając jedną ręką bolące miejsce.
- Za to, że jesteś takim debilem! Chcesz zginąć, ty durna pało?! - Zmrużyłam oczy, patrząc morderczo na Jae, który tylko wysunął dłoń w moją stronę, by po chwili ją cofnąć i uśmiechnąć się szeroko.
- Nawet jak się złościsz, to jesteś piękna.
  Mimowolnie otworzyłam usta, zupełnie zbita z tropu. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że mam wetknięte za ucho kwiaty akacji. I że to właśnie po nie sięgał mój partner.
- Jesteś pojebany. - Mruknęłam naburmuszona, odwracając wzrok w przeciwną stronę. Czy ja się rumienię? Czemu ja się do cholery rumienię?! Po chwili podniosłam głowę i odwróciłam ją w stronę kierowcy, który mówił coś do nas, jednak z takiej odległości nie miałam pojęcia co to takiego, więc musiałam jakoś zbliżyć się do naszego wybawiciela. Dlatego też oparłam się na kolanach, po czym pochyliłam w przód najbardziej jak umiałam, starając się jednocześnie nie wpaść w całą tą kupę siana.
Ciężkie zadanie, nie powiem.

5.03.2017

Od Charlotty CD Jungkook'a

  Nie miałam ochoty z nikim gadać. Ani z tym Koreańczykiem od siedmiu boleści, ani nawet z nauczycielem, który próbował mnie zatrzymać i pogadać. Po prostu chciałam, żeby wszyscy dali mi spokój. Ale Craver się uparł i zastąpił mi drogę, nie pozwalając dalej iść. Mruknęłam niezadowolona i zatrzymałam się, krzyżując ręce na piersiach.
- Co się dzieje?
- Nic. - Wzruszyłam ramionami, ignorując niezadowolone z oczywistego kłamstwa spojrzenie nauczyciela. - Mogę już iść na lekcje?
- Nie, jesteś mi potrzebna. Chodź. - Tym razem to Craver zignorował moje poirytowane spojrzenie i bez słowa odwrócił się, ruszając w drogę powrotną do sali, gdzie prawdopodobnie został Jungkook. Mamrocząc pod nosem, powolnym krokiem podążyłam śladem nauczyciela tańca, przeciskając się między stłoczonymi uczniami. Co się ostatnio działo w tej szkole, naprawdę...
- Niby do czego ja mogę być potrzebna? - Spytałam, kiedy tylko drzwi do sali za mną się zamknęły. Stałam na środku pomieszczenia, przyglądając się spod zmrużonych powiek chłopakowi, chyba nie do końca zadowolonemu z mojej obecności tutaj. Nauczyciel wyjrzał przez okno i nie odwracając się do mnie, zapytał, zupełnie ignorując moje pytanie.
- Słyszałaś o tym, że nie wolno wam dziś wychodzić ze szkoły, prawda?
- Chyba każdy o tym słyszał, skoro trąbią o tym od samego rana na każdym kroku. - Mruknęłam, przewracając oczami i zerkając w stronę drzwi, w które coś uderzyło.
- Takie hipotetyczne pytanie. Widziałaś kiedyś jak składają scenę? - Mężczyzna zmrużył oczy, przyglądając mi się uważnie. Uniosłam jedną rękę, wciąż opierając łokieć na drugiej i wykonując dłonią oczywisty gest.
- Tak hipotetycznie nawet sama ją składałam. A bo co?
- Przydasz się. - Uśmiech, który na krótko zakwitł na ustach nauczyciela, przepadł bezpowrotnie, gdy tylko chłopak stojący obok niego, odchrząknął, starając sie zwrócić na siebie uwagę starszego. - Każda para rąk się przyda. - Odparł tylko, wzruszając ramionami i skierował się do wyjścia, nawołując naszą dwójkę dłonią. Nie ruszając się z miejsca, popatrzyłam w stronę Koreańczyka.
- A on co ma do tego?

Ciastek?
Kiedyś gdzieś pisałam o najgorszym odpisie. Zmieniłam zdanie, to jest najgorsze, nie jestem w stanie wykrzesać z siebie nic więcej xd

4.22.2017

Od Charlotty CD Spencera

  Nie chciałam wyrzucać tych kwiatów. Nie chciałam się tak zachowywać. Nie chciałam go odpychać. To wszystko cholernie mnie bolało, ale jeszcze bardziej przerażała mnie wizja, że jeśli pozwolę mu się zbliżyć, to coś poczuję, a potem on mnie zostawi i jak zwykle zostanę sama. Nie chciałam, żeby znowu się tak stało. Nie chciałam znowu przez to przechodzić...
  Ze wszystkich sił starałam się powstrzymać płacz, jednak czułam, że jestem coraz bliżej przerwania tamy, która nie pozwalała mi się rozkleić. A między rękami Hyuka czułam się jak w więzieniu, z którego nie mogłam uciec, otoczona ścianami ze wszystkich stron. Opuściłam ręce, zaciskając dłonie w pięści i błagając w myślach chłopaka, żeby się odsunął.
- Lotta... - Zaczął, jednak ja natychmiast mu przerwałam, nie mając szczególnej ochoty dalej rozmawiać.
- Zostaw mnie... - Mruknęłam, schylając się lekko i przechodząc pod ramieniem Spencera, by gdy tylko się wyprostowałam, śpiesznym krokiem ruszyć w stronę swojego pokoju. Opuściłam głowę, zakrywając natychmiast usta, z których wyrwał się gwałtowny szloch. Zacisnęłam mocno powieki, pokonując korytarz, który znałam już na pamięć. Dlaczego on nie mógł po prostu odpuścić, po tym jak wyrzuciłam go z pokoju...
  Otworzyłam oczy dopiero przed drzwiami z numerem pięć. Nacisnęłam klamkę, wchodząc do środka i stając na samym środku pomieszczenia, czując jak w jednej chwili całe napięcie po mnie spływa, ustępując miejsca spokojowi. Z zupełną pustką w głowie wpatrywałam się w okno. Oddech miałam spokojny, mimo że oddychałam przez usta, nos zdążył mi się zatkać. Wypuściłam całe powietrze z płuc, rozluźniając całe ciało. Nigdy więcej...
  Odwróciłam głowę w stronę biurka, na którym wciąż leżała karteczka napisana przez Koreańczyka. W ułamku sekundy moje oczy się rozszerzyły i ogarnęła mnie taka panika, że nie byłam nawet w stanie złapać normalnie oddechu. Wybuchnęłam gwałtownie płaczem, kolana natychmiast się pode mną ugięła, w wyniku czego runęłam na podłogę, uderzając kolanami w twardą powierzchnię. Skuliłam się w sobie, zanosząc szlochem jak jeszcze nigdy przedtem. Przechyliłam się na prawy bok i nakryłam głowę rękami, kuląc się jeszcze bardziej. Co jest...
  Leżałam tak ponad dwadzieścia minut, starając się uspokoić umysł, oddech i całe ciało, które drżało bardziej niż chihuahua w metrowej zaspie śniegu. A nawet kiedy udało mi się w miarę uspokoić, wciąż wewnątrz siebie czułam dziwny ból, jakby bolało mnie coś co tak naprawdę nie mogło mnie boleć. Zaśmiałam się cicho, przecierając twarz dłonią. Pieprzysz od rzeczy, Lotta. Co się z tobą dzieje? 
  Kocia łapka pacnęła mnie delikatnie w policzek, zwracając moją uwagę na czarnego kota, spoglądającego na mnie żółtymi oczami. Maurycy miauknął i ponownie uderzył mnie w policzek. Westchnęłam cicho, podnosząc się, zaraz po uświadomieniu sobie, że nie dałam dzisiaj zwierzakom jedzenia. Szybko to nadrobiłam, napełniając miseczki po brzegi i przysiadając obok nich z telefonem. Weszłam w kontakty w poszukiwaniu jednego istotnego numeru. Oczywiście nie miałam większych problemów, by go znaleźć, zresztą kto by miał, skoro w kontaktach mam zapisane zaledwie dziesięć numerów z czego połowa to lekarze?
  Po krótkiej rozmowie podniosłam się z ziemi i rzuciłam na łóżka, starając się nie spoglądać w stronę łóżka, gdzie wciąż leżała ta przeklęta kartka. Naciągnęłam kołdrę na głowę, wsłuchując się w cichutkie mlaskanie kotów, które po chwili ustało.
  Co niby miałam zrobić? Nie chciałam odrzucać Spencera, bo mimo tych wszystkich irytujących rzeczy, które robił, pomógł mi, musiałam to przyznać. Na basenie, z zaliczeniem... W końcu dzięki niemu nie dostałaś najgorszej możliwej oceny, czyż nie? Niby tak, ale czego to niby dowodziło? Chociażby tego, że w jakiś sposób o ciebie dba? Co z tego?
  Przewróciłam się na plecy, odkrywając twarz i podnosząc się do siadu. Sięgnęłam po pluszowego misia i posadziłam go przed sobą, spoglądając w szklane oczy utkwione we mnie. Pstryknęłam miśka w czarny, twardy nosek i uśmiechnęłam się bez humoru.
- I co sądzisz, Vladi? - Spytałam cicho, przekrzywiając głowę. - Nie mam pomysłu co zrobić. Z jednej strony nie chcę być dalej sama, bez przyjaciół, ale z drugiej... Ludzie tak cholernie ranią... - Przewróciłam się na plecy, przytulając do siebie zabawkę. - Pewnie trzeba będzie kiedyś z nim pogadać, prawda...? Kiedyś trzeba będzie... Szczerze. Ale jeszcze nie teraz, Vladi... - Wtuliłam twarz w szorstkie futerko, zamykając oczy.
  Zanim jeszcze zasnęłam, czułam jak koty znoszą na łóżko swoje zabawki, a Maurycy układa się obok mojej głowy. Czyli było ze mną naprawdę źle... Dobrze wiedzieć. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~

  Siedziałam na łóżku, bazgrając coś w czystym zeszycie, mając nadzieję, że odciągnie mnie to od myślenia. Ale jak na złość takie siedzenie w pustym pokoju i machanie ołówkiem, skłaniało mnie do większego myślenia, a oczywiście nie byłabym sobą, gdyby moje myśli od razu nie biegły w stronę wczorajszego dnia i rzecz jasna Spencera. Rób tak dalej, na pewno dobrze się to skończy...
  Stukanie do drzwi ściągnęło mnie z posłania, zmuszając do zostawienia tam zeszytu, a razem z nim myśli. Nieco znudzona dzisiejszym dniem złapałam za klamkę, naciskając ją. Otworzyłam szerzej oczy widząc jasną czuprynę i szeroki uśmiech. Nie byłam do końca pewna czy cieszę się, że go widzę czy może bardziej złoszczę.
- Kazałam ci zostawić mnie w spo...
- Tak, ale nie było cię na lekcjach. Przyszedłem sprawdzić dlaczego. - Wszedł mi w zdanie, nie przestając się uśmiechać. Zmrużyłam oczy, krzyżując ręce na piersiach i patrząc w bok.
- Nie twój interes.
  Westchnął, wyraźnie zmęczony moją wrogością. Nic mu na to nie poradzę, to moja obrona. Po chwili ciszy, kiedy już miałam zamykać drzwi, do moich uszu dotarło coś co wpędziło mnie początkowo w osłupienie.
- Zapisałem nas na bieg przełajowy. - Uśmiechnął się szeroko, obserwując uważnie moją reakcję.
- Że co zrobiłeś?! - Pisnęłam głosem wyższym niż zazwyczaj, przez co natychmiast zakryłam sobie usta. Jednak nawet ten niekontrolowany skok wysokości mojego głosu nie powstrzymał mnie przed skoczeniem na niego. Zwinęłam dłonie w pięści i zaczęłam nimi uderzać w klatkę piersiową mężczyzny, wypychając go z wejścia na korytarz. - Kto ci pozwolił, ty parszywa gnido!
- Charlotta! - Zawołał ktoś z mojej prawej, co zmusiło mnie do natychmiastowego zaprzestania uderzania znajomego. Oparłam lekko dłonie na wysokości przepony Hyuka i popatrzyłam w stronę nauczyciela, który mnie upomniał. Pan Withlock szedł w naszą stronę w swym zwyczajowym garniturze. Z ponurym mruknięciem odsunęłam się od chłopaka i stanęłam krok dalej.
- Dlaczego uderzasz swojego przyjaciela?
- Nie jest moim przyjacielem. - Warknęłam pod nosem, jednak na tyle cicho, by nie doszło to uszu nauczyciela.
- Nie było cię dzisiaj na lekcjach, wiesz, że wagary... - Zaczął, lecz szybko weszłam mu w słowo, przepraszając za to skinieniem głowy.
- Byłam na badaniach. Zostawiłam notkę w sekretariacie. - Odparłam, na co mężczyzna pokiwał głową, milcząc przez dłuższą chwilę, w końcu jednak spytał.
- O co właściwie poszło? - Patrzył raz na mnie, raz na Spencera oczekując od któregoś z nas wyjaśnień. Ja tylko prychnęłam, dając obojgu do zrozumienia, że nie mam ochoty wypowiadać się na ten temat.
- Zapisałem naszą dwójkę na bieg przełajowy i Lotta nie jest zachwycona z tego powodu. - Koreańczyk wytłumaczył zgodnie z prawdą, a mimo to i tak otrzymał ode mnie spojrzenie spod byka.
- Ale dlaczego? Taki bieg to świetna zabawa. - Czułam, że na mnie patrzy, dlatego jeszcze bardziej odwróciłam wzrok w przeciwną stronę. - Poza tym pozwolisz, by Spencer myślał, że wycofujesz się, bo nie dasz rady?
  Mruknęłam tylko, spoglądając na mężczyzn, którym podstępne uśmieszki pojawiły się na ustach. Pan Withlock podpuszczał mnie w najgłupszy sposób jaki był możliwy, a i tak poskutkowało. Uniosłam wyżej podbródek, patrząc na Lee.
- Więc o której to się zaczyna?
- Równa ósma na boisku za szkołą.
- Nie spóźnij się. - Powiedziałam, zamykając drzwi do pokoju. Właśnie załatwiłam sobie plany na weekend. Ponownie w towarzystwie Spencera i... I mimo iż obawiałam się tego, to jednak cieszyłam, że nie będę musiała znowu spędzać całych dwóch dni w tej samotni, jaką był mój pokój. Trzeba będzie tylko trzymać dystans...

~~~~~~~~~~~~~~~~~

  Była za dwadzieścia ósma, kiedy wiązałam sznurówki czarnych adidasów, opierając nogę na krześle. Odkąd się obudziłam, zdążyłam się umyć, ubrać, nakarmić koty i wysuszyć włosy, które musiałam jeszcze związać w kucyka. Pożegnałam się z kotami i poprawiając czarną bokserkę, która przylegała szczelnie do mojego ciała. Oczywiście wzięłam też bluzę, żeby ramiona za bardzo mi nie zmarzły, chociaż jeśli o tą kwestie chodzi, olałam nieco nogi, zakładając krótkie spodenki, jednak stwierdziłam, że w końcu to jest bieg i się zgrzeję, więc długie spodnie to byłoby kiepskie rozwiązanie.
  Na boisku za szkołą pojawiłam się niewiele później, od razu odnajdując stanowisko, gdzie mogłam się wszystkiego dowiedzieć. Swoja drogą spora ilość uczniów brała w tym udział, czego, przyznam bez bicia, się nie spodziewałam. Organizatorzy powiedzieli, że biegamy w dwuosobowych drużynach i że bieg trwa dwa dni; do niedzieli mamy dobiec do wyznaczonego celu, kto pierwszy ten wygrywa. Rzeczą jasną jest, że po drodze musimy meldować się w punktach kontrolnych, a noc z soboty na niedzielę spędzamy pod namiotami nad jakimś jeziorem. Zapowiada się cudownie.

4.15.2017

Od Charlotty CD Spencera

  Zmrużyłam oczy, próbując zignorować badawcze spojrzenie starszego Azjaty. Słysząc jak mężczyźni rozmawiają po koreańsku, starałam sobie przypomnieć jakikolwiek znany mi język, który chociaż w najmniejszym stopniu przypominałby ich ojczysty język, ale nic z tego. Powinnam chyba nauczyć się któregoś z azjatyckich języków, ale z drugiej strony... Czy ja naprawdę chciałam wiedzieć o czym oni rozmawiają?
- Skończyły się naboje. - Przechyliłam lekko głowę, posyłając Hyukowi zadziorny uśmieszek.
- Chcesz jeszcze postrzelać? - Spytał już w zrozumiałym dla mnie angielskim.
- Pewnie. Pokażę ci jak się strzela. - Uśmiechnęłam się szerzej, widząc oburzenie na twarzy Spencera, pomieszane oczywiście z rozbawieniem pewnością w moim głosie.
- Ty mi? Nie bądź taka pewna. - Złapał mnie za ramię, prowadząc z powrotem na stanowisko, wymieniając po drodze magazynek na pełny. Nacisnął guzik, dzięki któremu tarcza pofrunęła w tył, na sam koniec pomieszczenia. W tym czasie mężczyzna nałożył słuchawki na uszy, nakazując mi to samo i ustawił się, celując w daleki cel. Kąciki moich ust drgnęły w górę, układając wargi w delikatny uśmiech, pełen kpiny; doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że chłopak nie chybi, jednak podpuszczanie go było zabawniejsze niż pokazywanie, że jego umiejętności robią na mnie jakiekolwiek wrażenie. O wiele zabawniejsze. 
  Kiedy tylko huk wystrzału rozniósł się po pomieszczeniu, brązowe oczy popatrzyły na mnie z satysfakcją, czekając na moją reakcję. Prychnęłam, teatralnie przewracając oczami i wyciągnęłam dłoń w jego kierunku, oczekując, że lada moment poczuję na niej chłód metalu i niewielki ciężar, jednak kiedy to nie nastąpiło, wymierzyłam Spencerowi cios pięścią prosto pod żebra. Oczywiście mój atak nie zrobił na nim żadnego wrażenia, sprawił jedynie, że dostałam pstryczka w nos, za co z kolei Lee został przeze mnie delikatnie zbesztany.
  Tak mniej więcej minęły nad dwie godziny, na wzajemnym dokuczaniu sobie między strzałami i udowadnianiu jak bardzo Hyuk jest lepszy ode mnie w strzelaniu. Ale w sumie mogłam zaliczyć to popołudnie do udanych, gdyż jego cel został spełniony; skupiając się na strzałach, zupełnie zapomniałam o stresie, który towarzyszył mi na dzisiejszym treningu, a po którym teraz nie było nawet śladu.
- Pojedziemy w jeszcze jedno miejsce? - Zapytałam, kiedy tylko drzwi od strony pasażera zamknęły się z cichym trzaskiem. Koreańczyk popatrzył na mnie nieco zdziwiony, unosząc jedną brew w geście zapytania. - Miałam w planach zajrzeć dzisiaj do galerii i...
- No nie, nie jesteśmy jeszcze razem, a ty już zaczynasz... - Westchnął przesadnie, uśmiechając się delikatnie. Popatrzyłam na niego, otwierając nieco usta z oburzenia, po czym strzeliłam go z otwartej dłoni w ramię, śmiejąc się przy tym.
- Nie marudź, co? Do sklepu z bielizną jeszcze cię nie zabieram. - Fuknęłam, udając obrażoną i opadłam ciężko na oparcie fotela, odwracając głowę w stronę okna.
- A szkoda. - Odparł jeszcze, jednak zignorowałam te słowa, przymykając powieki.

~~~~~~~~~~~~~~~~~

  Tak właściwie to nie do galerii chciałam jechać, lecz do sklepu zoologicznego, który był obok, ale skoro już weszliśmy do tego wielkiego budynku, zamierzałam to wykorzystać. Mimo późnego popołudnia, w budynku panował dość duży tłok, co sprzyjało niemyśleniu, a na tym aktualnie najbardziej mi zależało. Czułam się niejako bezpieczniej, gdy przebywałam między ludźmi, wiedziałam, ze nie mam wtedy czasu na zastanawianie się nad rzeczami, które mnie dręczą. A galerie miały to do siebie, że w nich zawsze panowała atmosfera, która mnie rozluźniała i jeszcze ta muzyka, niby spokojna, a czasem moje ciało samo rwało się przy niej do tańca.
  Zrobiłam obrót wokół własnej osi i gdy tylko stanęłam prosto, na przeciwko rozbawionego Azjaty, złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę sklepu z zabawkami. Byłam prawie pewna, że tam będzie to czego szukam; skoro miałam okazję do poprawienia sobie humoru, to chciałam z niej skorzystać. Hyuk nawet nie protestował, kiedy prowadziłam go... Ekhem. Ciągnęłam go za sobą, mijając przeróżnych ludzi, którzy albo spoglądali na nas ze zdziwieniem, albo w ogóle nie zauważali, jakbyśmy byli dla nich zwykłym powietrzem.
  Bez słowa weszliśmy do kolorowego sklepu pełnego zabawek dla dzieci, od razu kierując się w stronę działu ze strojami na Halloween i tym podobne imprezy.
- Czego ty tu właściwie szukasz? - Spytał chłopak, kiedy ja nurkowałam w koszu pełnym akcesoriów do strojów. Przechyliłam się trochę za bardzo, zapadając się między te wszystkie szeleszczące opakowania, pisnęłam cicho i zaczęłam machać nogami, które automatycznie uniosły się w górę. Mimo całego tego szumu, który towarzyszył coraz głębszemu zapadaniu się, do moich uszu dotarł śmiech Hyuka, który po chwili złapał mnie za ramiona i uniósł do góry, wyciągając z tej śmiertelnej pułapki. Koreańczyk odstawił mnie na posadzkę, z zaciekawieniem przyglądając się opasce, którą kurczowo trzymałam w dłoniach. Uśmiechnęłam się wrednie, chowając natychmiast zdobycz za plecami.
- Zamknij oczy. - Nakazałam głosem nieznoszącym sprzeciwu. Mężczyzna nie mając innego wyjścia opuścił powieki, pogrążając w ciemnościach swoje brązowe oczy. Przechyliłam lekko głowę, omiatając krytycznym spojrzeniem całą jego postać spod przymrożonych powiek. Złapałam jedną ręką za czerwony szalik w czarną kratę, ściągając go tym samym do swojego poziomu. Stłumiłam śmiech w gardle, gdy zakładałam mu na głowę opaskę z baranimi rogami.
- No, teraz oficjalnie mogę nazwać cię baranem. - Parsknęłam śmiechem, uderzając go jednocześnie w oba policzki, otwartymi dłońmi. Zaskoczony Lee otworzył oczy i nadął policzki, spoglądając w lustro, które wisiało niecały metr przed nim. Popatrzyłam na niego zaskoczona, gdy nie usłyszałam żadnej docinki, jednak kiedy tylko odwróciłam głowę w jego stronę, Spencer wsunął mi we włosy podobną opaskę tyle, że... Z aureolą?
  Ściągnęłam brwi, prostując gwałtownie rękę, która uderzyła chłopaka w brzuch.
- Widzisz? Nawet atrybuty aniołów ci nie pomagają, córko szatana. - Powiedział rozbawiony, moją coraz bardziej wkurzoną miną. Ponownie ściągnęłam go do siebie, tym razem łapiąc za klapę od skórzanej kurtki.
- Ty mała, wredna pokrako... - Urwałam, słysząc jak jedna z ekspedientek woła ochroniarza i mówi coś ściszonym głosem. Nie trudno było się domyśleć, że chodzi o nas, gdyż oprócz naszej dwójki w sklepie nie było zupełnie nikogo. Kurwa mać. 
  Prawie natychmiast złapałam Hyuka za dłoń, wyciągając go pospiesznie ze sklepu. Na szczęście mężczyzna był na tyle rozgarnięty, że zdążył ściągnąć nam z głów opaski i zostawić je na swoim miejscu. Oczywiście byłam mu za to wdzięczna, ale nie miałam czasu tego okazywać, zależało mi na jak najszybszym zgubieniu ochroniarza, z którym kilka dni temu także miałam do czynienia. Oczywiście moje szczęście, że wpakowałam się wtedy w zupełnie przypadkowe kłopoty, gdyż jakiś gość, którego zupełnie nie znałam, przyczepił się do mnie, a potem coś zwinął, a że widzieli, że z nim rozmawiałam, mnie także posądzono o kradzież. Naprawdę nie miałam ochoty tłumaczyć się z tego przed Spencerem... 
  Na szczęście Koreańczyk oszczędził mi dopytywanie się o nagłą ewakuację ze sklepu, dzięki czemu przez następne trzydzieści minut kręciliśmy się bez celu między sklepami. Nie mogłam jednak powiedzieć, że te pół godziny było nudne; nuda nam nie doskwierała, umieliśmy znaleźć sobie zajęcie, często z półki tych mniej mądrych pomysłów, jednak wydaje mi się, że taka odskocznia od myślenia była potrzebna nam obojgu.
  Gdy w końcu Lee zarządził taktyczny odwrót na parking, zaczęliśmy powoli kierować się w stronę wyjścia. Galeria zdążyła już opustoszeć i tylko kilka ostatnich osób przyglądało się naszej dwójce, głównie mi, gdyż dobry humor, który osiągnął swój zenit, sprawił, że bez skrępowania tańczyłam do muzyki płynącej z głośników. Nie przeszkadzało mi nawet, że ledwo co ją słyszałam, wystarczyła mi świadomość, że gdzieś tam jest. Robiąc kolejny z obrotów, coś czerwonego na jednej z wystaw przyciągnęło moją uwagę. Wyprostowałam się wpatrując w czerwony, błyszczący, nowiuteńki lakier na gładkiej powierzchni. Otworzyłam szerzej oczy widząc to cudo w okazyjnej cenie, na którą nawiasem mówiąc i tak nie było mnie aktualnie stać.
- Spencer! - Zawołałam błagalnym głosem i łapiąc go za skrawek materiału kurtki, pociągnęłam go w stronę przezroczystej szyby, za którą stała cudowna gitara elektryczna. Od kilku miesięcy polowałam na nią, aż będzie w przecenie, gdyż jej normalna cena była przerażająco wysoka i dziadkowie nawet nie chcieli słyszeć o takiej kwocie. Przylgnęłam nosem do wystawy, pociągając rytmicznie za materiał ubrania chłopaka. Ten tylko pokręcił głową, łapiąc mnie za ramię i zaczął ciągnąć w stronę wyjścia, argumentując, że mamy jeszcze spory kawałek do przejechania. Odwróciłam się jeszcze ostatni raz w stronę sklepu muzycznego, wyciągając w jego stronę rękę, jakbym chciała się złapać czegoś niewidzialnego. Z boku wyglądało to pewnie tak ,jakby matka próbowała wyciągnąć dziecko ze sklepu z darmowymi słodyczami. No cóż, ostatecznie dałam się wyciągnąć, chociaż niechętnie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~

  Tym razem układ zatańczyłam bez najmniejszej pomyłki, pod czujnym okiem nauczyciela, uczniów i rzecz jasna Spencera. Zakończyłam całe przedstawienie w nieco wygiętej w tył pozycji, dostrzegając szeroki uśmiech Lee, który ewidentnie świadczył o tym, że dobrze mi poszło. Wyprostowałam się, próbując jak najszybciej opanować oddech, który nieznacznie przyśpieszył i wbiłam wyczekujące spojrzenie w pana Craver'a, który przez chwilę się namyślał, po czym zaklaskał, spoglądając na mnie z uznaniem. Podskoczyłam w miejscu, piszcząc ze szczęścia. W ułamku sekundy pojawiłam się przed Hyukiem, na którego bez najmniejszego namysłu skoczyłam, przytulając mocno.
- Dziękuję! - Zawołałam, piszcząc ponownie, gdy zostałam oderwana od ziemi. Chrząknięcie nauczyciela szybko przywróciło nas do porządku, a mnie odstawiło na ziemię.
- Powinnaś mu mocno podziękować. Najwyższa ocena, brawo. - Poklepał mnie po ramieniu, a gdy tylko odszedł, spojrzałam na mężczyznę, stojącego za mną, z szerokim uśmiechem, informując go, by koło siedemnastej wpadł do mojego pokoju, bo muszę mu coś dać. Nic poza tym nie powiedziałam, mając świadomość, że te słowa rozbudzą ciekawość Spencera, a przecież nadal bawiło mnie drażnienie go.

~~~~~~~~~~~~~~~~~

  Siedziałam na łóżku, oparta plecami o ścianę, przytulając do siebie Vladi'ego i spod przymrużonych powiek obserwując, jak Azjata zjada kolejną potrawę, przygotowaną przeze mnie zaraz po lekcjach.
- Mam nadzieję, że cię nie otruję, nie jestem pięciogwiazdkową kucharką. - Zaśmiałam się, ściskając pluszaka mocniej. Mężczyzna pokręcił tylko głową, przeżuwając kolejny kęs owocowej zapiekanki, którą odkąd tylko pamiętałam, robiła moja babcia.
- Przesadzasz. Dobre jest. - Wskazał widelcem na miskę, na dłuższą chwilę zatrzymując na mnie spojrzenie brązowych oczu. Przez kilka sekund wpatrywałam się w nie, urzeczona ich ciemną barwą, jednak naraz się otrząsnęłam, odwracając natychmiast wzrok.
  Kurwa, Lotta, co się z tobą dzieje, kobieto... To tylko oczy. Przewróciłam oczami, ściągając brwi i zatapiając twarz w futerku ulubionego misia. Kiedyś było bardziej miękkie, teraz już trochę się skołtuniło, przez co było bardziej szorstkie. Ciekawe czy... Zerknęłam ukradkiem na Hyuka. ...też ma szorstkie...? Osłupiałam, słysząc to pytanie we własnych myślach. C-co?! 
  Jak poparzona skoczyłam na równe nogi, ściągając siłą Spencera ze swojego krzesła i zaczynając bez słowa pchać go ku drzwiom.
- Co ty, Lotta? - Tylko tyle padło z jego ust, gdy wystawiałam go za drzwi własnego pokoju.
- Po prostu się wynoś! - Powiedziałam uniesionym głosem, wpychając mu w dłonie resztki jedzenia w pojemnikach i zatrzasnęłam drzwi, opierając się o nie plecami, jak gdyby chłopak miał zaraz przez nie wpaść do środka.
  Cokolwiek robisz, musisz przestać. Pokręciłam głową, próbując się jakoś otrząsnąć. Nie mogłam się znowu do kogoś przywiązać. Tym bardziej do Spencera. Przetarłam twarz dłonią, wypuszczając powoli powietrze w płuc. Kolejne tygodnie zapowiadały się naprawdę ciekawie, głownie na unikaniu Hyuka i... Najlepiej wszystkich innych.

4.08.2017

Od Charlotty CD Spencera

  Patrzyłam na niego spod zmrużonych powiek, zawieszając torbę na ramieniu. Nie byłam pewna co irytuje mnie w nim bardziej. Sposób jego mówienia czy może to jak się zachowywał, ale ilekroć nad tym myślałam, dochodziłam do wniosku, że obydwie te rzeczy są tak samo denerwujące, a mimo to spędzałam z nim czas. Coś tu było nie tak. Zdecydowanie. 
- Pan Seagal pytał o ciebie. - Wzruszyłam ramionami, a po chwili ciszy dodałam, z jeszcze bardziej zmrużonymi oczami. - I pokazał mi twoje piękne oceny. 
- Nie jestem najlepszy z tego języka. - Raczej nie przejmował się tym jakoś szczególnie, bardziej pochłaniała go maszyna
- Gdybyś się przyłożył, miałbyś lepsze oceny. - Fuknęłam, odwracając się w stronę wejścia, gdzie kotłowało się kilkoro uczniów. Wśród nich mignęła mi znajoma twarzy osoby, z którą chciałam dziś porozmawiać. 
- Potrzebny mi dobry korepetytor. Znasz może kogoś? - Uśmiechnął się lekko, kiedy na niego zerknęłam. Teatralnie przewróciłam oczami, ukrywając delikatny uśmiech, który wpłynął mi na usta, słysząc to pytanie, które ewidentnie było czystą aluzją. Wyciągnęłam telefon, zerkając na godzinę wyświetloną na ekranie blokady. Było już po piętnastej, a w planach miałam jeszcze parę rzeczy na dziś, które chciałam i musiałam zrobić.
- Osiemnasta u mnie. Nie spóźnij się. - Mruknęłam do chłopaka, oddalając się od jego pojazdu. Nie wiem nawet czy Spencer coś odpowiedział, gdyż moje myśli natychmiast pobiegły w stronę Mary, która przed norweskim chciała ze mną porozmawiać, jednak ja wtedy powtarzałam do sprawdzianu i jedynie zbyłam ją gestem ręki. Teraz chciałam ją odnaleźć, zaciekawiona sprawą, którą do mnie miała. 
  Przebiłam się przez grupkę chłopaków, którzy przepychali się w wejściu. Jedni nie chcieli przepuścić drugich i nawzajem, niby większość szkoły była już dorosła, a jednak nie. Po drodze złapałam za szczupły nadgarstek dziewczyny, która przypadkiem została wplątana w ten cały cyrk i wyciągnęłam ją na środek pustego korytarza, rozluźniając uścisk. Koleżanka była wyraźnie zdziwiona, chociaż jej chłodne podziękowania, nieco ociepliły ogólną atmosferę, jednak nie na długo. 
- Chciałaś coś ode mnie... - Zaczęłam, kiedy stanęłyśmy przed tablicą z ogłoszeniami. - Więc co to takiego było?
- Nie powinnaś tak traktować Lizy. To co zrobiłaś na stołówce było chamskie. - Powiedziała ostro, spoglądając na listę dodatkowych lekcji, które w przyszłym tygodniu miały się zmienić. Przez dłuższą chwilę patrzyłam na nią niezrozumiale, próbując doszukać się w umyśle postaci, do której należało owe imię. Kiedy w końcu mnie olśniło, przed oczami stanęła mi drobna postać, która dzień wcześniej śliniła się do nogi Hyuka. Chamsko? Pokręciłam głową, śmiejąc się bez humoru. 
- Ja zachowałam się wrednie na stołówce? Przecież to ona podstawiła mi nogę. - Warknęłam, mrużąc oczy. 
- To za to, że wcześniej ją kopnęłaś. - Skrzyżowała ręce na piersiach, ściągając brwi. - Zresztą to co zrobił ten chłopak, też nie było fajne. 
- A fajne jest to jak się teraz zachowujesz? - Syknęłam, czując jak wszystkie emocje poza złością, mnie opuszczają. Całe moje ciało przebiegł delikatny dreszcz, dokładnie taki sam jak kilka lat temu w ten pamiętny dzień. Wtedy było tak samo... - Zresztą... Mam na głowie kilka spraw. Cześć. 
- Ja zakończyłam tą znajomość. Powodzenia, komuś kto nie ma żadnych znajomych. - Rzuciła, odwracając się na pięcie. Zacisnęłam dłonie w pięści, próbując uspokoić swój umysł, który wprawił całe moje ciało w konwulsyjne drgawki. Byłam cholernie wściekła i musiałam jak najszybciej się uspokoić, więc żwawym krokiem ruszyłam do swojego pokoju się przebrać. Trzeba będzie pozmieniać trochę dzisiejsze plany. 
  Dwadzieścia minut później biegłam już przez las, wysiłkiem chcąc oczyścić swój umysł ze wszystkich myśli. Początkowo w ogóle mi to nie wychodziło, moje myśli wciąż krążyły wokół brunetki i jej słów, w których, niechętnie musiałam przyznać, było trochę prawdy. Ona i Liz były najbliższymi osobami, które tutaj miałam. Z innymi uczniami raczej nie wchodziłam w bliższe kontakty, ograniczały się one tylko do typowych pytań, które zadają sobie znajomi z klasy, nic poza tym. A teraz zostałaś sama. Znowu. 
  Ta myśl pchnęła mnie mocniej do przodu, zmuszając mój organizm do większego wysiłku. Zaczęłam szybciej ruszać nogami, mrużąc oczy, by wyraźniej widzieć przeszkody. Mimo że było dopiero przed czwartą po południu, między drzewami dużo szybciej się ściemniało, co utrudniało mi nieco bieganie, jednak nieuczęszczane leśne ścieżki to było dokładnie to czego mi trzeba. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~

  Leżałam w wannie, zatopiona po szyję w gorącej wodzie, relaksując się po ciężkim wysiłku. Krzywiłam się co jakiś czas, czując jak przez moją łydkę przebiega szczypanie, spowodowane ciepłą wodą, która dostawała się do świeżej, dość głębokiej rany. Zorientowałam się, że mam całą nogę we krwi, dopiero kiedy pani Jefferson zwróciła na to uwagę. Oczywiście jak to nauczyciel, chciała od razu iść do pielęgniarki, dzwonić na pogotowie i Bóg wie co jeszcze, jednak zapewniłam ją, że to tylko powierzchowna rana, zupełnie niegroźna. Jak się potem okazało, wcale nie była taka płytka jak sądziłam. 
  Zsunęłam się jeszcze bardziej, chowając nos pod powierzchnię wody, wstrzymując oddech. Mój umysł był zupełnie pusty, przynajmniej do momentu,w  którym ktoś nie zapukał do drzwi mojego pokoju. Podskoczyłam lekko, zastanawiając się kto może dobijać się do mojego pokoju o tej porze, jednak po krótkiej chwili mnie olśniło. Szybko spojrzałam na zegarek i zobaczyłam na nim późną godzinę. Cholera jasna, Spencer miał przyjść... Powinnam była wcześniej się zebrać, wcześniej spojrzeć na zegarek, w ogóle pamiętam o tych dzisiejszych korepetycjach. Odchyliłam głowę w tył i krzyknęłam, że ma wejść, na tyle głośno, by chłopak usłyszał to przez podwójne drzwi. Usłyszał, słyszałam jak wchodzi do pomieszczenia. Przetarłam twarz i podniosłam się z wody, sięgając po ręcznik. 
  Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym wzięła ubrania ze sobą do łazienki. Miałam przy sobie tylko bieliznę, ale przecież Lee widział mnie już w stroju kąpielowym, nawet bez górnej części, więc nie robiło mi to zbytnio różnicy. Strój kąpielowy, bielizna, prawie jedno i to samo. Założyłam okulary na nos i powoli wyszłam z zaparowanej łazienki, kulejąc nieco na zranioną nogę. Cholera jasna, nie podejrzewałam, że to będzie tak boleć. Grzebiąc na górnych półkach szafy, zerknęłam w poszukiwaniu mężczyzny, który stał oparty o parapet okna i uważnie mi się przyglądał.
- Hvor du skal lete?(Gdzie się patrzysz?) - Warknęłam, ściągając przydużą czarną bluzę i naciągając ją szybko na siebie. Po wyjściu z gorącej wody, powietrze w pokoju wydawało się bardzo zimne. Spencer tylko przechylił lekko głowę, najwyraźniej nie rozumiejąc co powiedziałam. Przewróciłam oczami i naciągnęłam na nogi, krótkie spodenki, zostawiając ranę z dostępem do powietrza. Mama zawsze powtarzała mi, że wtedy rany szybciej się goją. 
  Pokręciłam głową, odganiając wspomnienia i podchodząc do biurka, na którym rozłożone miałam książki. 
- Du vet det grunnleggende? (Znasz podstawy?) - Spytałam, na co Hyuk szybko odpowiedział twierdząco. Skinęłam głową, wskazując gestem dłoni łóżko, na którym miał spocząć, a sama położyłam się na miękkim, choć nieco już schodzonym, dywanie. Prawie natychmiast u mojego boku pojawiła się Cyndi, Maurycy pewnie jak zwykle chował się pod łóżkiem albo siedział na parapecie. 
  Przetarłam twarz, starając się sobie przypomnieć pytania, które dostaliśmy na teście lub chociaż czego one dotyczyły. 
- Kroppsdeler... (Części ciała) - Mruknęłam, przypominając sobie co było ostatnim tematem lekcji. Zapowiada się ciekawa godzina... 

4.02.2017

Od Charlotty CD Christiana

  Przekręciłam powoli głowę, wystawiając twarz do promieni słonecznych. Było mi tak dobrze w łóżku, że nawet nie chciało mi się podnosić powiek. Powędrowałam się spokojnie myślami do poprzedniego dnia, zastanawiając się co mi odwaliło.
  Zaczęłam się dziwnie czuć dopiero po obiedzie. A może to było wcześniej...? Raju, niewiele pamiętam. Doszukałam się jeszcze w swojej pamięci lekcji matematyki, na której zaczęłam się bez powodu śmiać. Mary próbowała mnie wtedy uciszyć, jednak na darmo i nieźle mi się oberwało od nauczyciela, który nie był zachwycony moim zachowaniem, delikatnie mówiąc. Jak ja mogłam się tak stoczyć... Zastanawiałam się też jak wylądowałam w łóżku i byłam pełna podziwu, że jestem cała i w swoim pokoju, bo zawsze mogłam wylądować u kogoś innego.
  I wtedy dosłownie skamieniałam, czując jak czyjaś ręka przesuwa się po moich plecach. Powoli odwróciłam głowę w drugą stronę i pisnęłam głośno, spadając z łóżka razem z kołdrą na podłogę. Twarz Christiana z bliska nie była tym co spodziewałam się zobaczyć. Chociaż czego ja się niby spodziewałam?
  Chłopak otworzył oczy, wystraszony nagłym krzykiem. Zapewne nie na taką pobudkę liczył. Patrzyłam prosto na niego, czując jak całe moje ciało zaczyna drżeć, kiedy dochodzi do mnie, że zupełnie nic nie pamiętam. Dlaczego... Ja... Nie mogę... Pokręciłam szybko głową, jakbym chciała odrzucić od siebie wszystkie te złe myśli. Podniosłam sie natychmiast, by sekundę później zniknąć za drzwiami łazienki, otulając się szczelnie szlafrokiem.
- Charlotta? - Christian zastukał cicho w drzwi. Proszę cię, odpuść... Pokręciłam głową po raz kolejny, osuwając się na zimną posadzkę z płytek.
- Wyjdź z mojego pokoju... - Powiedziałam, nakrywając głowę rękami, jakby mogło mnie to uchronić przed myślami albo konsekwencjami mojego zachowania. - Prosze... - Dodałam, po krótkiej chwili ciszy. Jeszcze przez następne kilka minut Christian próbował jakoś wejść do łazienki albo mnie z niej wyciągnąć, w końcu jednak odpuścił.
  Zostałam sama. I w końcu mogłam pogrążyć się bez reszty w myślach. Dlaczego? Byłam przerażona i zdezorientowana. Ale nie przerażało mnie to co zrobiłam, w końcu nie pierwszy i nie ostatni raz poddaje się czyimś pieszczotom. Paraliżował mnie fakt, że nic z tego nie pamiętałam. Tym bardziej, żewłaśnie tak zaczęła sie choroba mojej matki...
  Rozejrzałam się po łazience, zastanawiając się do czego właściwie doszło. I doszłam do wniosku, że musze się dowiedzieć.

Christian?
Wybacz, że tak długoT^T i wybacz, ze takie krótkie i bez sensu X.X

3.26.2017

Od Charlotty CD Spencera

  Siedziałam po turecku na środku sali, w spokoju czekając na przyjście chłopaka, z którym byłam tu umówiona równe trzynaście minut temu. Wzięłam głęboki wdech i przymknęłam powieki, zachowując zupełny spokój, mimo iż irytowało mnie takie spóźnianie się. I dobrze wiedziałam, że jeśli tylko chłopak się zjawi, to zginie. I Spencer też chyba o tym wiedział, skoro jeszcze się nie pojawił.
  Drzwi nagle otworzyły się, a moich uszu doszło ciężkie dyszenie, jak gdyby jego właściciel właśnie przebiegł pół szkoły. Nieznacznie uniosłam podbródek w górę, nasłuchując zamykania drzwi, które krótką chwilę potem nastąpiło. Wnet otworzyłam oczy, a mój wzrok momentalnie skupił się na wysokiej postaci, z wciąż wilgotnymi włosami. Podniosłam się zgrabnie, robiąc przewrót z przód i dopiero z niego wyszłam do pozycji prostej, cały czas kontrolując pozycję Koreańczyka.
- Wiesz co to jest czas? - Spytałam, idąc w jego stronę bardzo powolnym krokiem. Początkowo blondyn wydawał się zaskoczony moim pytaniem, więc nim udzielił na nie odpowiedzi, byłam już za połową drogi, jaką miałam do przebycia.
- Wiem.
- A wiesz co to jest szacunek? - Delikatnie przechyliłam głowę w bok, a na moich ustach pojawił się uśmiech, który nie zwiastował niczego dobrego. Spencer zrobił krok do tyłu i wpadł plecami na ścianę tuż obok drzwi. Na jego nieszczęście stał po stronie z nawiasami, więc nie miał co liczyć na ucieczkę, bo nawet nie zdążyłby złapać za klamkę. 
- Wiem. - Kolejna krótka odpowiedz, która nie usatysfakcjonowała mnie wystarczająco. Mruknęłam  niezadowolona i w jednej chwili pojawiłam się obok chłopaka, wciskając się pomiędzy jego plecy a ścianę, było tam akurat tyle miejsca, żebym mogła spokojnie się zmieścić, ocierając nieznacznie biustem o plecy Hyuka. Uniosłam ręce w górę i przyłożyłam opuszki palców do zarysowanych tricepsów. 
- To ciekawe, bo nie masz szacunku do czasu ani do mnie... - Mruknęłam smutnym głosem, zsuwając delikatnie palce po jego rękach. - A nie wiem czy wiesz, że niektórzy mają tego czasu mniej. Zresztą bardzo nieładnie jest się spóźniać, można sobie wtedy nagrabić u kogoś lub go zdenerwować. Bo niektórzy nie lubią, kiedy się ich nie szanuje. - Z tymi słowami wbiłam paznokcie w nadgarstki chłopaka, który ledwo drgnął. Po chwili namysłu, puściłam go, wychodząc przed Lee i stając do niego plecami. - Ale zanim cię zabiję za twoje jakże efektowne spóźnienie, najpierw wykorzystam do swoich celów. 
- Chyba nawet wiem jakich. 
  Zerknęłam na niego zaskoczona, ale kiedy dostrzegłam na jego ustach ten uśmiech, którym obdarzył mnie na basenie, gdy wychodził z jacuzzi, przewróciłam oczami, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. W tym uśmiechu Specnera zasadzało się całe jego samouwielbienie, bądź jego parodia, co mimo śladu irytacji, który we mnie budziła, sprawiała także, że patrzyłam na chłopaka przyjaźniej niż miałam w zwyczaju. 
  Przez kolejne półtorej godziny chłopak próbował wykrzesać ze mnie jakiekolwiek chęci do stworzenia nowego układu, ale jak powiedział na basenie, podstawą było znalezienie odpowiedniego podkładu. A żaden z listy na pendrivie mi nie odpowiadał na tyle, bym była w stanie wymyślić cokolwiek. W końcu Hyuk ulitował się nade mną i włączył coś swojego. Satysfakcja, która po piętnastu sekundach odmalowała się na jego twarzy, była wystarczającym dowodem na to, że ta melodia była czymś czego potrzebowałam. Opracowanie podstawowych kroków nie było szczególnie trudne, w przeciwieństwie do elementów, które miały "udekorować" całość, dlatego też postanowiliśmy zrobić sobie przerwę pomiędzy tymi dwoma czynnościami. 
  Całą moją uwagę pochłonął taniec, więc nawet nie zorientowałam się, że jesteśmy obserwowani przez małą szybę w drzwiach wejściowych. A wyszło to na jaw dopiero, gdy Lee postanowił ściągnąć z siebie koszulkę, co wywołało poruszenie za drzwiami. Uniosłam jedną brew, spoglądając najpierw na zdziwionego Koreańczyka, a następnie na drzwi, za którymi ewidentnie ktoś się tłukł. Prawdopodobnie dwie osoby, w dodatku dziewczyny, co poznałam po piskach. Nagle drzwi otworzyły się z impetem uderzając w ścianę, a na salę wpadła blondyneczka mojego wzrostu i skoczyła w stronę Spencera, który nie zdążył się nawet cofnąć o krok, gdy mała piszcząca dziewczyna dopadła do jego nóg, gadając piskliwym głosem coś do siebie o zachwycie i o tym jak to jest cudownie. Patrzyłam na tą całą scenę nie wiedząc nawet co myśleć, z miną, która wykładnie wyrażała, że nie mam pojęcia co się tu właśnie odkurwia. 
- Przepraszam, Lotta! - Pisnęła Mary spod drzwi, niepewnym krokiem wchodząc na salę. Przeniosłam wzrok na dziewczynę, mrużąc oczy. I ty Brutusie? - Starałam się ją utrzymać, ale kiedy on zdjął koszulkę, wyrwała mi się i...
  Pokręciłam głową, unosząc dłoń, czym dałam jej do zrozumienia, że nie chcę więcej tłumaczeń. Popatrzyłam na Lizę, która policzkiem przytulała się do uda zmieszanego Hyuka. Warknęłam pod nosem i uniosłam wysoko nogę, jak do zrobienia szpagatu na stojąco, po czym opuściłam ją na plecy dziewczyny. Moja pięta uderzyła ją dokładnie między łopatki, co dosłownie ścięło ją z klęczek. Drobne ciało runęło bezwładnie na drewnianą posadzkę, pojękując cicho. 
- Lotta! - Mary była przerażona, jednak ja wiedziałam, gdzie uderzyć, by nie wyrządzić dziewczynie szkody, a jedynie ją ogłuszyć na jakiś czas. 
- No co? Nic jej nie będzie. - Wzruszyłam ramionami i po chwilowej ciszy wyrzuciłam obie dziewczyny za drzwi. Oparłam się plecami o drzwi dla pewności, że już tutaj nie wejdą i kiedy głosy za nimi ucichły odetchnęłam w końcu spokojnie. Niewiarygodne, jak ten chłopak przyciągał dziewczyny. Uniosłam głowę i ze złośliwym uśmiechem na ustach, rzuciłam do chłopaka. 
- Nie powinieneś się rozbierać. Mnie to nie podnieca, a ściąga tylko jakieś nienormalne dziewczyny. 
- Zauważyłem. 
- Znowu uratowałam cię przed nienormalną fanką twojego boskiego ciała. - Szepnęłam, przechodząc obok niego. Cała ta sytuacja zaczynała mnie coraz bardziej śmieszyć. 

~~~~~~~~~~~~~~

  Po kolejnych dwóch godzinach pracowania nad całością układu, kolejnością, w której miały występować po sobie kroki i dopracowywaniu innych szczegółów, byłam zupełnie padnięta. Leżałam na środku sali, oddychając ciężko i spoglądając na sufit. Czułam nieprzyjemne drapanie w gardle z powodu, zbyt dużej ilości powietrza, która przez nie przepływała, ale starałam to ignorować i wmówić sobie, że wszystko jest tak jak należy. Uniosłam głowę, szukając wzrokiem blondyna, który siedział kawałek dalej, oparty i podłogę jedną ręką, w drugiej trzymał natomiast prawie pustą butelkę wody.
- Co? Szukasz mnie? - Rzucił z uśmiechem, podrzucając butelką. Odwzajemniłam gest, podnosząc się i podchodząc spokojnie do niego. Kiedy byłam już wystarczająco blisko, zrobiłam obrót, unosząc przy tym nogę i uderzając w butelkę, która była akurat w powietrzu. Uderzenie w ścianę było na tyle silne, że w plastikowym opakowaniu zrobiło się wgłębienie. 
- Jesteś dobrym nauczycielem tańca. Szkoda, że musisz zginąć... - Mruknęłam, pochylając się do niego i łapiąc go za ramiona. Odbiłam się od podłogi, przeskakując nad Lee i ciągnąc go za sobą. Zrobiliśmy tak wspólnie dwa przewroty, po drugim wylądowałam na jego klatce piersiowej. Zsunęłam kolana ze sobą i przycisnęłam je do gardła Spencera, unosząc przy tym nieco głowę. 
- Rozumiem, że cię pociągam, ale żeby tak od razu... - Mruknął nieco zduszonym głosem. Popatrzyłam na niego zaskoczona, jednak szybko zrobiłam naburmuszoną minę, odwracając wzrok. Odchyliłam się nieco do tyłu i podparłam rękami o biodra Hyuka, przyciskając kolana nieznacznie do jego krtani. 
- Zdychaj. - Warknęłam, patrząc uparcie w stronę drzwi. 

3.25.2017

Od Charlotty CD Aarona

  Uśmiechnęłam się lekko do chłopaka, kiwając głową. Propozycja wydawała się całkiem kusząca, szczególnie wizja kawiarni, w której na pewno będą jakieś słodkości, do których mam słabość. Zresztą nie miałam nic lepszego do roboty, ponieważ popołudniowe lekcje zostały odwołane. A siedzieć samotnie w pokoju... Nie były to zbyt pociągające plany.
- W takim razie widzimy się za półtorej godziny. - Posłałam Aaronowi szeroki uśmiech, po czym pożegnaliśmy się i w końcu mogłam wejść do pokoju, by jak najszybciej znaleźć się w łazience razem z czarnym sierściuchem. Na szczęście Maurycy należał do dziwolągów, które wręcz kochały wodę, więc nie miałam większych problemów z wsadzeniem go do wanny. Zdecydowanie więcej zachodu było z suszeniem tego kocura, bardzo nie lubił, kiedy przerywało się jego zabawy z pianą. 
  Po godzinnym mordowaniu się z czarnym kocurem z wąsami, więcej niż połowa moich rąk była w małych rozcięciach, które przypominały te, które widziałam, kiedyś na rękach mojej przyjaciółki. Pokręciłam szybko głową, odpychając wspomnienia na bok i wygoniłam Maurycego z łazienki, po czym sięgnęłam do apteczki po wodę utlenioną, by przemyć wszystkie rany. Jednak po krótkiej chwili stwierdziłam, że lepiej będzie najpierw się umyć, a dopiero potem oczyścić rany. Dlatego też weszłam do wanny z górnym natryskiem i wzięłam szybki prysznic, myjąc włosy szamponem. Oczywiście jako, że po umyciu kota brakło mi nieco czasu, byłam zmuszona wysuszyć włosy suszarką, czego nie mam w zwyczaju robić, bo uważam, że niszczy to włosy, ale tym razem czas, a raczej jego brak mnie do tego zmusił. 

~~~~~~~~~~~~~~

  Jakiś czas później wchodziliśmy już do przytulnej kawiarni, którą poleciła mi Marry. To była jedna z tych chwil, w których cieszyłam się, że zadaje się z tą dziewczyną. Zazwyczaj jednak jej obecność, którą naznaczała bardzo wyraźnie, mnie męczyła i irytowała, czego mimo wszystko starałam się zbytnio nie okazywać. Koniec końców rodzice wychowali mnie w szacunku do innych ludzi, nawet jeśli nie darzę ich specjalną sympatią. Jednak nie zawsze wychodziło to tak jak powinno. 
  Lokal nie był zbyt duży, ale atmosfera, która panowała wewnątrz była niesamowita. Wchodząc tam czułam się, jakbym wróciła do miejsca, z którego kiedyś uciekłam; ciepło otuliło mnie całą, a przyjazny uśmiech kobiety po trzydziestce, stojącej za ladą sprawił, że poczułam się, jakbym była tutaj wyczekiwana. Kilka okrągłych stolików, z przystawionymi do nich gustownymi krzesłami, na których spoczywały miękkie poduszki, wszystko to oświetlone ciepłym światłem naściennych lamp składało się na domowy klimat kawiarni. 
  Zajęliśmy z Aaronem jedno w niewielu wolnych miejsc, niedaleko okna wychodzącego na jezdnię. Było naprawdę wygodnie, a już po chwili kobieta zza lady, która jak głosiła jej plakietka, miała na imię Krystal, przyniosła nam karty menu, witając nas z szerokim uśmiechem w swoim królestwie. 
- Najsłodsza rzecz, jaką pani tutaj ma to...? - Spytałam, nie otwierając nawet karty. Kobieta zastanowiła się przez chwilę, odgarniając jasne kosmyki z twarzy, po czym odpowiedziała. 
- Zdecydowanie tort Pavlova z dodatkowymi owocami i bitą śmietaną. 
  Popatrzyłam na nią błyszczącymi oczami i ochoczo pokiwałam głową, zamawiając do tego jeszcze białą czekoladę do picia. Jeśli mnie nie zamuli to będę mogła dzisiejszy dzień wpisać do listy swoich sukcesów. Chłopak chyba zamówił sobie jakąś kawę, ale nie byłam pewna.
- Więc jakie drugie wrażenie masz zamiary zrobić? - Spytałam, mrużąc delikatnie oczy, podsuwając nogi pod krzesło.

Aaron?
Kolejne opowiadanie, do którego się nie przyznaję xD nie bij ;_;

3.22.2017

Od Charlotty CD Spencera

  Ściągnęłam brwi, opuszczając spojrzenie ponownie na połyskujący blat stolika. Nie wiedziałam czy jestem bardziej na niego wściekła, że w ogóle się w to mieszał; wściekła, że zrobił coś za moimi plecami, czy może raczej wdzięczna, że dzięki niemu nie musiałam żyć z minimalną oceną. Z jednej strony naprawdę powinnam mu podziękować za to co zrobił. Jednak z drugiej mogłam sama to załatwić, zresztą miałam okropny uraz to robienia czegoś za moimi plecami. Kiedy ostatnio ktoś odstawił taki cyrk, skończyło się... Nie za zabawnie.
  Przyłożyłam stopę do krawędzi krzesła, na którym siedział Azjata i popchnęłam je najdalej jak umiałam, odsuwając go od stolika, przy okazji robiąc naburmuszoną minę.
- Nigdy więcej tak nie rób. - Warknęłam do niego, odsuwając od siebie talerzyk z ciastem i zakładając ręce na piersi.
- Czyli nie będziesz tego jadła? - Spytał z uśmiechem, z powrotem podsuwając się do stolika i wyciągając rękę w stronę talerzyka. Pisnęłam cicho i uderzyłam do w dłoń, przysuwając ciasto najbliżej siebie jak tylko się dało. Chwyciłam widelczyk i już miałam wbić go w ciasto, kiedy coś sobie uświadomiłam. Patrzył na mój taniec. Czując jak na moje policzki wpływają gorące rumieńce, natychmiast opuściłam głowę, zakrywając twarz kosmykami włosów. Niby wiedziałam, że kiedy tańczę to ludzie na mnie patrzą, jednak powiedzenie tego tak prosto z mostu, ze swobodą z jaką Hyuk to zrobił, zwyczajnie mnie speszyło.
  Po niecałej godzinie, którą spędziliśmy w cukierni, w czasie której starałam się unikać spojrzenia Spencera i skupić na czymś zupełnie innym. I może by mi się to udało, gdyby blondyn cały czas mi tego nie utrudniał, w końcu udało mi się zepchnąć myśli na inny tor. Który jednak nie okazał się zbyt przyjemny, więc wróciłam wydarzeń z rana i obmyślania jakiegoś układu; bez większego skutku.
  No więc po tej godzinie udręki, którą było uciekanie spojrzeniem od postaci chłopaka, znowu siedzieliśmy w jego samochodzie, jadąc w stronę akademii. Oparłam rękę o okno i spoglądałam znudzonym wzrokiem na przesuwające się w oddali budynki i drzewa. Na zewnątrz pociemniało odkąd weszliśmy do cukierni i to bynajmniej nie dlatego, że zbliżał się wieczór. Znaczy to też, ale główną przyczyną nagłego pociemnienia były szare chmury, zwiastujące deszcz. Nie pomyliłam się, po kilku minutach duże krople deszczu zaczęły uderzać w przednią szybę samochodu. Odchyliłam głowę w tył, wsłuchując się w rytmiczne uderzenia, po chwili dodając do tego postukiwanie palcami oraz pomrukiwanie, w które starałam wpleść się jakieś słowa, chociaż ciężko mi to wychodziło. I mniej więcej na tym upłynęła nam podróż, na moim mruczeniu, słowach wyrwanych z kontekstu i jękach żałości, kiedy coś nie chciało mi wyjść.
  Kiedy tylko dojechaliśmy wyskoczyłam prawie natychmiast z samochodu i uciekłam do akademii, dziękując chłopakowi już w biegu. Nie przejmując się mokrymi ciuchami na sobie, zwróciłam swoje kroki prosto w stronę pracowni muzycznej, gdzie pośród instrumentów schowana była moja ulubiona gitara, a przy niej jak zawsze znajdował się zapełniony urywkami tekstów szkicownik. Zdjęłam z siebie wierzchnią warstwę ubrań, która była zupełnie przemoczona i zostając w tych bardziej suchych, usiadłam na podłodze. Przez następne trzy godziny starałam się odegrać na strunach melodię, która wpadła mi do głowy w czasie jazdy.

~~~~~~~~~~~~~~

  Następnego dnia rano, już po joggingu, który opuściłam poprzedniego dnia i wizycie na stołówce, z której ukradłam sok ze świeżych owoców, udałam się do swojego pokoju. Gdy już miałam otworzyć drzwi do swojego małego królestwa, zerknęłam w stronę tych z numerem trzydzieści cztery. W sumie co mam do stracenia? Pokręciłam głową i podeszłam do nich, wahając się do momentu zastukania w drewno. Przez następne dwie minuty stałam pod tymi drzwiami i stukałam w nie rytmicznie knykciami, aż zaczęły mnie boleć. Pewnie uznałabym, że Lee jest poza pokojem, gdybym nie słyszała jakichś bliżej nieokreślonych dźwięków z wnętrza pomieszczenia.
- Chwila. - Stłumiony przez drewno głos dotarł do moich uszu. Przewróciłam tylko oczami, czekając aż właściciel numeru trzydzieści cztery łaskawie otworzy mi drzwi. Gdy w końcu się to stało zmierzyłam Koreańczyka surowym spojrzeniem od stóp do głowy, po czym zmrużyłam lekko oczy.
- Mogłeś się przynajmniej ubrać, a nie otwierasz mi w bokserkach. - Mruknęłam ponuro, przykładając jedną rękę do ciała i obierając na niej drugą, w której trzymałam kubek, jeszcze do połowy wypełniony świeżym sokiem.
- Wydarłaś mnie z łóżka. Stało się coś? - Skinął w stronę łóżka i przetarł twarz dłonią, jakby ten gest miał wyswobodzić go z resztek snu. Uśmiechnęłam się złośliwie do chłopaka, unosząc podbródek wysoko.
- Za godzinę pod moimi drzwiami. Jedziemy na basen. - Odwróciłam się, końcówkami włosów łaskocząc chłopaka po klatce piersiowej. Zerknęłam na niego jeszcze kątem oka, usatysfakcjonowana z jego zdziwionej miny. - Oszukiwałam wczoraj, jestem ci winna cały dzisiejszy dzień.
  Wytłumaczyłam krótko po czym ruszyłam do swojego pokoju. Wolałam udawać oszustwo, którego nie było niż przyznać się przed samą sobą i chłopakiem, że wolę spędzać niedzielę z nim niż samotnie. Wróciłam do pokoju, by wziąć szybki prysznic i w miarę możliwości przygotować się na dzisiejszy dzień.

~~~~~~~~~~~~~~

  Niecałe trzy godziny później wychodziłam już z damskiej przebieralni, ubrana w dwuczęściowy, czarny strój kąpielowy, kończąc jeszcze wiązanie włosów w koka. Spencer czekał już na mnie, oparty plecami o jeden z filarów podtrzymujących dach nad tym wielkim obiektem, którym był aqua park. Dokładnie widziałam jak dziewczyny w różnym wieku, siedzące na skraju basenu, wpatrują się w niego, oczarowane umięśnionym ciałem Hyuka. Uśmiechnęłam się lekko, unosząc jeden kącik ust i przeszłam obok znajomego, kierując się w stronę jednego z większych basenów. Czułam na sobie ciekawskie spojrzenia męskiej części, jak również i te zazdrosne ze strony dziewczyn.
  Woda w basenie była przyjemna, chociaż strasznie czuć było od niej chlor, ale cóż poradzić, takie uroki basenów. Mimo że była niedziela to aquapark nie był specjalnie zaludniony, ale może była to zasługa w miarę wczesnej godziny. Jednak nawet w tym niewielkim tłumie, którego nawet nie można było tak nazwać znalazła się grupka młokosów, mających może po czternaście lat, która uczepiła się naszej dwójki jak rzep psiego ogona. Szczególnie na dzikiej rzece, która od zawsze była moim ulubionym elementem aquaparków.
  Ułożyłam się na plecach tak, by mieć na oku blondyna i kiedy już miałam coś do niego powiedzieć, jeden z tych gnojków przepłynął obok chlapiąc mi wodą prosto w oczy. Warknęłam, odwracając się na brzuch, co dało okazję niewyżytym młodym do popisania się. Jeden z nich chwycił za sznureczki stroju, rozwiązując mi dolną część stanika, a kiedy wyprostowałam się zdziwiona, kolejny złapał za ramiączka, związane na szyi i pociągnął za sobą, dosłownie zrywając górną część stroju ze mnie. Natychmiast zakryłam się ręką, odchylając w tył i wymierzając złodziejowi kopniaka w twarz. Mimo dużego oporu wody, udało mi się tak wyprowadzić kopnięcie, by posłało młodego pod wodę. Skoczyłam w przód, cały czas przytrzymując jedną rękę przy swoim ciele i spróbowałam złapać czarny materiał, jednak bezskutecznie, gdyż kolejny z młokosów go pochwycił i podał przyjacielowi. Mój stanik wędrował przed siebie tak szybko, że nie miałam szans go złapać, zwłaszcza z jedną unieruchomioną ręką. Z ponurym mruczeniem, otuliłam się obiema rękami i zanurzyłam tak, by poziom wody falował mi tuż pod oczyma. Zajebisty pomysł miałaś, naprawdę. 

3.19.2017

Od Charlotty CD Spencera

  Od samego rana sobota to była jakaś porażka. Pierwszą moją myślą, gdy się obudziłam, była mama. Coraz bardziej martwił mnie brak jakichkolwiek wiadomości ze szpitala. Chociaż brak wiadomości to też jakaś wiadomość, prawda? Tyle, że ja chciałam być pewna, a nie się domyślać. A nie mogłam do nich nawet zadzwonić, bo ilekroć oni to robili, zawsze wykonywali telefon z zastrzeżonego numeru. Jakby bali się, że ktoś może do nich oddzwonić, zadać niewygodne pytania czy zacząć krzyczeć, że nie zapobiegli jakiejś tragedii. Rozumiałam to poniekąd, ale... Cholera, tam była moja mama i nie miałam zielonego pojęcia co się z nią dzieje.
  Martwiłam się o to tak bardzo, że do jedenastej nie ruszyłam się nawet na krok z łóżka, wyjątkiem było uchylenie okna, co potem okazało się błędem, gdyż znudzony Maurycy wykorzystał szparę w oknie by się wymknąć. Durny sierściuch. Prawie natychmiast wyskoczyłam z łóżka, zarzucając na siebie pierwsze ubrania, które wpadły mi w ręce i wybiegłam z pokoju, modląc się, by żaden nauczyciel nie padł na tego czworonożnego lenia.
  Na moje szczęście i nieszczęście, znalazłam czarnego kocura w pokoju jakiegoś chłopaka. I jak na złość akurat wtedy właściciel pokoju wrócił, jednak był na tyle uprzejmy, że bez słowa przepuścił mnie w drzwiach. Ale to byłoby zbyt proste, bym tak po prostu wyszła bez problemów z jego pokoju. Na korytarzu zauważyłam wicedyrektorkę, więc ponownie wpakowałam się do pomieszczenia, w którym mieszał blondyn. Chłopak po sprawdzeniu czy faktycznie ma się czego obawiać, kazał mi wejść do swojej łazienki, a to było ostatnie miejsce, do którego chciałam trafić. Jednak ostatecznie i tak tam wylądowałam, wepchnięta przez jej właściciela. Westchnęłam cicho, przysiadając na skraju wanny i układając Maurycego na swoich kolanach. Złośliwiec najpierw się wyganiał, a teraz wyłożył się na moich nogach i zaczął przysypiać. Po krótkiej wymianie zdań z owym chłopakiem, opuściłam jego pokój i wróciłam do siebie, jednak tylko na chwilę, gdyż do moich drzwi zapukał jeden z nauczycieli, przynosząc wiadomość, że moi dziadkowie dzwonili i mieli jakaś informację o mamie. Ale połączenie zostało zerwane z powodu burzy, która panowała u mnie w domu. Gorzej być nie mogło, naprawdę.
  I wtedy po raz kolejny świat pokazał mi, że zawsze może być gorzej. Nauczyciel tańca przyszedł do mnie, żeby powiedzieć mi, że nie zaliczyłam ostatnich zajęć, na których prezentowaliśmy wymyślone przez nas układy. Faktycznie zdarzyło się wtedy, że ja i taka jedna dziewczyna przedstawiłyśmy ten sam układ, z czego nauczyciel nie był zadowolony. I teraz przyszedł mi powiedzieć, że mimo iż wie, że to nie ja oszukiwałam, to mnie daje szansę na poprawę, ponieważ jest świadom moich możliwości.
  Z trzaskiem zamknęłam drzwi, gdy pan Craver zostawił mnie samą. To są chyba jakieś żarty, dlaczego ja mam poprawiać układ, skoro nauczyciel dobrze wie, że tamta dziewczyna ukradła mi choreografię?! Runęłam na łóżko, zganiając z pościeli oba koty, które z syczeniem czmychnęły gdzieś indziej. Przetarłam twarz, uświadamiając sobie, że nie mam najmniejszej ochoty siedzieć w akademii i po prostu muszę się gdzieś przejść.

~~~~~~~~~~~~~~

  Gdy po około dwóch godzinach wracałam już do akademii i przechodziłam przez podjazd, prawie dostałam zawału, kiedy czarny samochód zatrzymał się tuż przede mną. Zawarczałam pod nosem, obserwując spod przymrużonych oczu jak znany mi już blondyn wysiada z wnętrza i podchodzi do mnie.
- Rozumiem, że mi nie ufasz, ale jesteś mi winna przysługę. W końcu nie sądzę, abyś chciała, żeby istnienie twojego kota wyszło na jaw, prawda? - Zapytał z chytrym uśmiechem, na co tylko mruknęłam ponuro. Dobrze, że nie wiesz o drugim kocie. I chociaż propozycja Spencera wydawała się dość lekkomyślna, ledwo znaliśmy swoje imiona, to spodobała mi się. Miałam ogromną chęć wyrwać się z tego budynku jak najdalej i na jak najdłużej.
- Szantażysta. - Mruknęłam, wsiadając do środka, korzystając z zaproszenia chłopaka. Hyuk uśmiechnął się, zamykając drzwi po mojej stronie i wsiadł z powrotem na miejsce kierowcy, zapinając pas. Również to zrobiłam, przy okazji zerkając na tylne siedzenia, zarzucone reklamówkami. Na ten widok, aż mi się przypomniało, że nie jadłam zupełnie nic od samego rana, jednak postanowiłam zachować tą informację dla siebie.
  Po jakichś dwudziestu minutach jazdy w ciszy, Jae zatrzymał samochód na parkingu i nim zdążyłam złapać za klamkę, otworzył mi drzwi. Posłałam mu nieco zdziwione spojrzenie, ale podziękowałam i wysiadłam, rozglądając się dookoła. Nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy, ale okolica wyglądała całkiem, całkiem, szczególnie budynek, do którego się skierowaliśmy.
- Gdzie ty mnie zabrałeś? - Spytałam, mrużąc oczy i zerkając na Spencera.
- Do kasyna. - Odparł krótko, otwierając przede mną drzwi. Weszliśmy do środka, a ja zaczęłam sie rozglądać dookoła z zaciekawieniem. Wewnątrz było dość ciemno i pachniało piwem oraz tytoniem, i o ile to pierwsze tolerowałam, to tego drugiego już niekoniecznie. Wstrzymałam początkowo oddech, jednak szybko zrozumiałam, że w niczym mi to nie pomoże i zwyczajnie muszę się do tego powietrza przyzwyczaić. Przeszliśmy przez całe pomieszczenie wypatrując wolnego stołu, ale wszystkie pięć były już zajęte, więc przysiedliśmy na jednym ze stolików.
- Nie wierzę, że nie ma wolnego stołu. - Westchnął Spencer. Zerknęłam na niego kątem oka, po czym podniosłam się i robiąc obrót wokół własnej osi, podeszłam do jednego ze stołów, przy których grało dwóch rosłych mężczyzn. Stanęłam obok jednego z nich i zabrałam z ręki kij, przechyliłam się w tył, przykładając do brzucha mężczyzny stopę i pchając go w tył. Zdezorientowany facet dał się odepchnąć, jednak naraz posłał mi mordercze spojrzenie i zrobił krok w moją stronę. Obróciłam w palcach kij i cieńszy koniec przystawiłam do jego gardła, unosząc jego brodę w górę.
- Teraz ja gram. - Powiedziałam, uśmiechając się zalotnie. Przez chwilę facet patrzył prosto na mnie bez mrugania, po czym jakby się otrząsnął i wycofał.
- Dobra, spadamy Mack. I tak muszę wracać już do chaty. - Mruknął do znajomego, który niechętnie odłożył kij i oboje ruszyli ku wyjściu. Uniosłam lekko głowę z satysfakcją, po czym odwróciłam się do znajomego i wzruszyłam ramionami, posyłając mu niewinny uśmiech. Chłopak cmoknął, kręcąc głową jakby z niedowierzaniem i już po chwili stał po przeciwnej stronie stołu, układając bile w trójkącie. Pierwszy strzał należał do mnie, wygrałam go w papier, kamień, nożyce. Jedyne co zrobiłam to rozbiłam pozostałe kule na cały stół, przyglądając się jak Hyuk przymierza się do uderzenia. O nie, nie będziesz miał tak łatwo. Przesunęłam się powoli w lewą stronę, stając centralnie na przeciwko Spencera. Uśmiechnęłam się lekko i pochyliłam nad stołem, wpatrując się uparcie w blond czuprynę.

3.18.2017

Od Charlotty CD Junkgook'a

  Zacisnęłam dłonie w pięści, wpatrując się uparcie w czubki swoich butów. Jak ja nie cierpiałam takiego czczego gadania. Owszem, słuchałam chłopaka, ale tylko jednym uchem, drugim wsłuchiwałam się w odgłosy za drzwiami, zastanawiając się co takiego tam się dzieje. Pozornie była to bardzo spokojna szkoła, w końcu wysoko urodzeniu ludzie, z dobrych domów, grzeczni, ułożeni. No właśnie. Prawdopodobnie dlatego, że większość ludzi tutaj była zawsze taka grzeczna i ułożona, to korzystali z wyrwania się z domu i pajacowali bardziej niż małpy w cyrku. Jakiej tutaj afery jeszcze nie było? Były narkotyki, bójki, śpiączki, gwałty... Nie było chyba jeszcze tylko próby morderstwa. Z naciskiem na jeszcze, kto wie co tym dzieciakom strzeli do głowy.
  Kiedy w gabinecie zapanowała cisza, która wyrwała mnie z zamyślenia, zrozumiałam, że chłopak rozmarzył się o własnym kraju. O ile słuchanie jednym uchem mnie nie zawiodło. Przewróciłam oczami, zabierając z ziemi swoją torbę i zawieszając sobie ją na ramieniu.
- Gdzie idziesz? - Uwagę Jungkook'a zwrócił dźwięk otwieranych drzwi. Zerknęłam na niego z kpiącym uśmiechem.
- A co? Nie poradzisz sobie? Przecież jesteś taki zdrowy i masz taki szacunek do starszych. - Syknęłam złośliwie, mrużąc lekko oczy, po czym zamknęłam za sobą drzwi do gabinetu pielęgniarki. Akurat kiedy skręcałam w stronę pokoi, napotkałam zdziwione spojrzenie kobiety w białym ubraniu. - Jeszcze żyje, niech się pani nie martwi.
  Wróciłam prosto do swojego pokoju, mijając jakąś grupkę uczniów, którzy krzyczeli o czymś zawzięcie, jednak nawet się temu nie przysłuchiwałam. Po powrocie nakarmiłam swoje koty, ogarnęłam mniej więcej ten bajzel, który zrobiły i rzuciłam się na łóżko, przytulając do siebie mocno pluszowego misia.
- No i co, Vladi? Ciekawe jak trzyma się mama... - Mruknęłam, wtulając twarz w puszysty brzuszek zabawki. Chyba było z nią dobrze. Musiało być, skoro się nie odzywali, prawda? Obiecali, że gdyby coś się działo to od razu dadzą mi znać, więc mogłam być spokojna. Jednak był to tylko powierzchowny spokój. Gdzieś w środku cały czas się o nią martwiłam, w końcu jej choroba to nie byle co. Z westchnieniem podniosłam się i wzięłam do ręki szkicownik z zamiarem skończenia swojego rysunku, który zaczęłam rano. Dzieło wątpliwej jakości przedstawiało demona, który noc wcześniej mi się przyśnił. Niespecjalnie byłam z tego zadowolona, ale i tak pobijał moje rysunki sprzed dwóch lat. Praktyka czyni mistrza, czyż nie?

~~~~~~~~~~~~~~

  Od pierwszej godziny w szkole było spore poruszenie spowodowane... Właściwie nie wiedziałam czym. Jeszcze. Gdy tylko Mary mnie znajdzie na pewno dowiem się wszystkiego, o każdym szczególe. Czasem dobrze było mieć taką znajomą palę, chociaż trzeba było bardzo uważać na to co się mówi i robi. To działało w dwie strony i nie mogłam o tym zapomnieć.
  Idąc korytarzem mijałam najprzeróżniejsze sale, jednak większość z nich była zamknięta, więc kiedy mignęły mi otwarte drzwi, zwróciły one moją uwagę. Zatrzymałam się spoglądając do środka. Zdziwiłabym się, gdybym wewnątrz pomieszczenia nie zobaczyła Azjaty i nauczyciela tańca. Przez moment im się przyglądałam, byli pogrążeni w ściszonej rozmowie, co było dość dziwne, ponieważ na korytarzu panował chaos. Ściągnęłam brwi, kiedy oboje na mnie spojrzeli.
- O, Emi chodź tutaj. - Zawołał nauczyciel, przywołując mnie gestem ręki, jednak ja tylko odwróciłam się na pięcie i ruszyłam pod salę, w której miałam mieć pierwszą lekcje. Prędzej dam się wsadzić do wariatkowa niż robić cokolwiek z tym...


JK?
Zero pomysłu .-.

3.14.2017

Od Charlotty CD Christiana

  Pobudka w pokoju pełnym kwiatów może i dla większości dziewczyn byłaby spełnieniem snów, ale na nieszczęście tego kto je przysłał, nie miałam takich marzeń. Nie bardzo podobało mi się manewrowanie między bukietami kwiatów, ale moje koty były odmiennego zdania, gdyż skakały w tą i z powrotem, podgryzając płatki i liście roślin. Oczywiście wieść o pokoju kwiatów rozeszła się błyskawicznie, co ściągnęło pod moje drzwi pokaźną ilość dziewczyn, które zazdrościły mi takiego "prezentu". Jękom i stękaniom, że one też tak chcą, nie było końca. Naprawdę irytujące zjawisko, więc szybciej niż zwykle opuściłam swój pokój.
- Lotta, mogłabym jedną różę? - Rzuciła jedna z nich niewinnym głosikiem. Tak niewinne były tylko kwiaty, które dostałam, ona była tylko kolejną z kłamliwych żmij, podlizujących się, gdy chcą uzyskać dla siebie jakieś korzyści.
- Uwierz, dałabym ci nawet wszystkie, ale niestety wychodzę z pokoju, a mam tam ważne rzeczy, więc nie zostawię go otwartego. - Posłałam dziewczynie sztuczny uśmiech, zatrzaskując drzwi do swojego pokoju i wściekła poszłam na lekcje.

~~~~~~~~~~

  - Charlott... skarbie proszę Cię. Kwiaty to małe wynagrodzenie. I proszę Cię nie krzycz, mam za sobą kilka nieprzespanych nocy. - Popatrzył na mnie zmęczonym wzrokiem, a ja tylko przewróciłam oczami. Myśli, że jak jest zmęczony to może mnie uciszać. Mimo mojej złości na chłopaka, która nie przechodziła tak szybko, poczułam ukłucie zmartwienia. Nie wyglądał dobrze. Nawet gorzej, wyglądał po prostu źle. Może i jestem wredna, ale nie bez serca, dlatego zaczęłam się zastanawiać czy byłabym w stanie mu jakoś pomóc, ale niewiele rzeczy przychodziło mi do głowy. Musiałam poradzić się kogoś, kto był obeznany w tych sprawach lub poszukać informacji w internecie.
  I naprawdę chciałam to zrobić. Ale tylko do momentu, w którym przechodząc w grupie uczniów, usłyszałam jak Christian słodzi kolejnej dziewczynie, najpewniej chcąc ją wyrwać do łóżka. Momentalnie się zatrzymałam i stanęłam za wielkim chłopakiem, odchrząkując głośno, by zwrócić na siebie jego uwagę. Mężczyzna odwrócił się do mnie powoli, jakby zdziwiony tym, że mnie widzi. Tak, chodzimy do jednej szkoły, no popatrz! 
- Ty próbujesz komuś coś udowodnić czy to jest twój sposób na radzenie sobie z problemami? - Syknęłam, mrużąc oczy. - Bo jeśli to drugie, to jakiekolwiek by te problemy nie były, tak tego nie załatwisz.
  Odwróciłam się i szybko zniknęłam w tłumie uczniów, kierując się na następną lekcje. Nim dotarłam do sali, przypomniało mi się, że lekcję wcześniej podrzuciłam chłopakowi kartkę z informacją, żeby pojawił się w moim pokoju o piątej po południu. Wtedy chciałam mu jeszcze pomóc. Zaczęłam się zastanawiać jak mogę to odkręcić, ale ostatecznie stwierdziłam, że nie będę się kwapiła i jeśli on przyjdzie to zwyczajnie udam, że mnie nie ma lub po prostu nie otworzę drzwi.
  Niby takie nic, a jednak podniosło mi to ciśnienie na następne trzy godziny.

Christian?

3.13.2017

Od Charlotty CD Aarona

  Po obiadowe spacery z Maurycym już po pierwszym tygodniu w akademii stały się nawykiem, podobnie jak poranne przebieżki z Cindy. Prawdopodobnie zabierałabym na nie też mieszańca, ale kocur zdecydowanie bardziej wolał wyspać się do południa niż wstawać przed piątą nad ranem i wychodzić na dwór, przecież można by wtedy umrzeć. Swoim lenistwem zwierzak przypominał mi kogoś, kogo kiedyś bardzo dobrze znałam.
  Dlatego codziennie po obiedzie, kiedy większość uczniów siedziała na stołówce lub była w swoim pokoju, ja wychodziłam z tym futrzanym leniem na krótki spacer, przechadzając się w pobliżu budynku. Zawsze wtedy towarzyszyła mi samotność, w końcu wszyscy pozostali mieli na ten czas jakieś zajęcia, tylko ja byłam na tyle leniwa lub po prostu zorganizowana, że miałam czas na spacer.
  Jednak tego jednego dnia było inaczej. Jak zwykle stałam na środku trawnika, wpatrując się w niebo, kiedy usłyszałam miauczenie, które bardziej przypominało płacz dziecka. I gdybym już kilkakrotnie nie słyszała tego dźwięku, prawdopodobnie pomyliłabym go właśnie z płaczem dziecka. Spojrzałam w prawo i nim zdążyłam zrozumieć co się dzieje, Maurycy wskoczył mi na ręce, przestraszony wbijając mi pazury w ramiona. Syknęłam cicho, jednak bez słowa przytuliłam kota, starając się go uspokoić, jednocześnie patrząc w stronę, z której przybiegł. Byłam naprawdę ciekawa co tak go wystraszyło, już dawno nie widziałam go w takim stanie. Po chwili całe zajście się wyjaśniło, zza rogu budynku wyłonił się chłopak, prowadzący na smyczy dalmatyńczyka. Chociaż bardziej wyglądało to jakby pies ciągnął za sobą kukiełkę ludzkich rozmiarów, która z nieszczególnym uporem poddawała się harcom psa. Uśmiechnęłam się pod nosem delikatnie, widząc jak chłopak próbuje powstrzymać swojego czworonożnego towarzysza, który ruszył na nas z impetem, machając ogonem we wszystkie strony. Kucnęłam powoli, starając się wytrzymać ból, wbijających się w moją skórę pazurów czarnego kocura z wąsami, kiedy ten pakował mi się na głowę ze strachu.
  Biało czarny psiak podszedł zaciekawiony do mojej wyciągniętej w jego kierunku ręki i obwąchał ją dokładnie, nadstawiając uszu. Potem zerknął na swojego pana, jakby sprawdzając, czy i on nie wyczuwa zagrożenia, a może czekał na znak, że wszystko jest okej?
- Przepraszam za niego, zdaje się, że trochę wystraszył twojego kota. - Powiedział, patrząc gdzieś ponad moją głową. Początkowo nie za bardzo zwróciłam na niego uwagę, gdyż w jej centrum znajdował się jego pies, który radośnie zaczął lizać mnie po dłoni.
- Nie ma sprawy, nie mogłabym się gniewać na tego słodziaka. - Uśmiechnęłam się szeroko, drapiąc czworonoga za uchem. - A temu leniowi przydałoby się trochę więcej ruchu. - Zerknęłam na kota, który przednimi łapami oparł się o moje ramię, wyciągając ciekawski łeb w stronę dalmatyńczyka. Nie minęła długa chwila, gdy Maurycy ocierał się o jego łapy i nogi jego właściciela, co swoją drogą było dość dziwne jak na niego, z reguły unikał kontaktu z obcymi. Skrzyżowałam ręce na piersiach i skomentowałam krótko zachowanie mojego kota. - Zdrajca.
  Przeniosłam spojrzenie na chłopaka, który stał w miejscu, chyba bojąc się ruszyć, otoczony przez zwierzaki, które chodziły w okół jego nóg. Chociaż tej sytuacji były też plusy, mogłam spokojnie się mu przyjrzeć, bez obaw, że nagle gdzieś zniknie. Znaczy pewnie bym mu się przyjrzała, gdyby szare oczy po chwili nie popatrzyły centralnie na mnie, na szczęście oboje natychmiast odwróciliśmy wzrok, kierując go z powrotem na naszych towarzyszy.
- Jestem Charlotta, a ten zdradziecki dżentelmen z wąsami, to Maurycy. A słodki właściciel dalmatyńczyka? - Powiedziałam trochę za szybko, myląc kolejność słów. Kątem oka złapałam zaskoczone spojrzenie szatyna, wiec szybko zaczęłam machać rekami, próbując jakoś odwrócić jego uwagę od gafy, którą popełniłam. - Znaczy właściciel słodkiego psiaka! W takiej kolejności, hah... - Odchrząknęłam, zażenowana własnym zachowaniem i odwróciłam wzrok, czując jak moje policzki robią się czerwone. Wspaniały początek.


Aaron? xD
Nie mam pojęcia co dalej, wybacz ;_;

3.10.2017

Od Charlotty CD Jungkook'a

  Patrzyłam na chłopaka wściekła. Jesteś wściekła na siebie czy na niego? Tym razem uważniej przyjrzałam się jego twarzy, dostrzegając rozciętą wargę i delikatnie podbite oko. Jak mogło mi to umknąć?
  Przewróciłam oczami, po czym wymownie spojrzałam na swój nadgarstek, który w dalszym ciągu był w uchwycie azjaty. Chłopak puścił mnie powoli, jakby nie był pewny, czy czasem nie ucieknę, gdy tylko uwolni moją rękę.
- Miałam na myśli trenera, co się rzucasz? - Zmrużyłam oczy, mierząc go podejrzanym wzrokiem.
- Po prostu mnie zdziwiłaś. - Odparł i odwrócił się, by wrócić na salę po rzeczy, które najwyraźniej tam zostawił.
- Jasne. - Fuknęłam, łapiąc go za rękę i ciągnąc za sobą, w zupełnie inną stronę niż początkowo się kierowałam. Cokolwiek stało mu się po drodze na te "zajęcia dodatkowe", nie mogłam go od tak zostawić, nawet jeśli nie miałam humoru, czy byłam wściekła. Tak, jestem wściekła na siebie. Nie wiem czy to oszołomienie nagłą zmianą mojego zachowania, szokiem po usłyszeniu tego co mu powiedziałam, czy może po prostu brakiem sił na stawianie oporu, ale Jungkook spokojnym krokiem podążał za mną, dając się prowadzić. Nawet nie zapytał gdzie idziemy, dopiero gdy dotarliśmy pod gabinet pielęgniarki, jakby się ocknął i zapytał.
- Po co mnie tu przyciągnęłaś?
- Jeśli myślisz, że przemycie twarzy wodą wystarczy, żeby zatamować krew z rozciętej wargi to się mylisz. - Mruknęłam, ścierając mu z brody strużkę krwi, po czym wskazałam na kołnierzyk koszulki, odpowiadając na zdziwione spojrzenie chłopaka. - Jest mokry, a ja nie jestem ślepa.
  Zapukałam do drzwi, a kiedy moich uszu doszło ciche "proszę", otworzyłam je, wciągając do środka Jungkook'a. Stosunkowo młoda kobieta o jasnych włosach podniosła na nas spojrzenie szarych, nieco już zmęczonych oczu, unosząc lekko brew w geście zapytania.
- Mogłaby mu pani jakoś pomóc...? Chyba wdał się w bójkę... - Wskazałam na znajomego. Pielęgniarka kazała mu usiąść na lekarskim łóżku, takim jakie to zawsze gabinety lekarskie mają w wyposażeniu. Ja stanęłam obok drzwi i patrząc w okno, pogrążyłam się w myślach, jednocześnie kątem oka obserwując to co kobieta robi przy czarnookim. Im dłużej stałam w tym miejscu, tym bardziej głupio mi się robiło, za to jak na niego naskoczyłam. Wiedziałam dobrze, że nie powinnam na niego krzyczeć, w końcu to nie jego wina, że się spóźnił, ale jednak niepewność dotycząca tego co dzieje się z babcią była sporym obciążeniem psychicznym, którego już dawno nie miałam. Odkąd dołączyłam do akademii wszystko szło gładko, po mojej myśli. Moja psychika miała sporo czasu, w którym była zupełnie odciążona i mogła spokojnie wracać do normy.
- Dałam mu maść na zmniejszenie opuchlizny oka, z wargą niewiele da się zrobić. Przypilnuj go. Zaraz wracam. - Słowa kobiety wyrwały mnie gwałtownie z zamyślenia i dopiero kiedy zamknęły się za nią drzwi, dotarło do mnie to co powiedziała. Potrząsnęłam lekko głową i podeszłam do azjaty powoli, nie będąc do końca pewną, czy chłopak chce, bym tu była.
- Jaa... - Zaczęłam, ale głos uwiązł mi w gardle. Odchrząknęłam, wzięłam głębszy wdech i zaczęłam ponownie. - Ja chciałam cię przeprosić. Wiem, że nie powinnam tak na ciebie naskoczyć. I przepraszam za to. Po prostu ostatnio trochę za dużo na mnie spadło... - Odwróciłam na moment wzrok, jednak szybko się ogarnęłam i uśmiechnęłam do chłopaka. - Przepraszam.


Jungkook?
Trochę brak pomysłu na koniec xd

3.09.2017

Od Charlotty CD Christiana

  Przez chwilę udawałam, że się nad tym zastanawiam, szybko jednak posłałam mu ponure spojrzenie, spod na pół przymkniętych powiek.
- Nie mam na sobie stanika, więc zapomnij! - Położyłam stopę na jego ramieniu i zaczęłam go pchać w stronę drzwi. - A w ogóle to wypieprzaj z mojego pokoju!
  Christian ponownie westchnął, jednak podniósł się i podszedł do drzwi, zanim jednak je otworzył, odwrócił się jeszcze do mnie i spytał.
- Ale widzimy się jutro na lekcjach?
  Wyskoczyłam z łóżka jak poparzona i skoczyłam w stronę chłopaka, wypychając go za drzwi. Tak jak się spodziewałam, nie ruszyłam go nawet na milimetr. Zresztą co się dziwić? Facet był sporo większy ode mnie, więc to było chyba z góry wiadome, że nie dam rady go przesunąć ani wypchąć za drzwi.
- Wynoś się z mojego pokoju zboczeńcu, bo zacznę krzyczeć. - Warknęłam, mrużąc oczy. Christian uniósł ręce w górę i już bez zbędnego ględzenia opuścił mój pokój. Szybko zamknęłam drzwi, przekręcając zamek i osunęłam się powoli na podłogę. Maurycy znowu siedział na parapecie, a Cindy błyskała oczami spod łóżka. Przetarłam twarz jedną ręką i podniosłam się, podchodząc do okna. Cholerny dupek. Otworzyłam jedno skrzydło okna i wyjrzałam na zewnątrz, było już ciemno. Która to już godzina? Nie mam pojęcia, ale dość późno. Oparłam głowę na łokciu, stawiając go na parapecie, kilkanaście centymetrów od czarnego kota.
- Maurycy, czemu oni są tacy sami, co...? - Jęknęłam, przechylając głowę w prawo. Już kilka razy w swoim życiu miałam styczność z takimi typami jak Christian, którzy to chcą przelecieć każdą laskę w szkole. Szkoda tylko, że podrywają każdą i... Nie wiem, liczą, że dziewczyny nie wiedzą jaki z nich barany? I że zarywają do każdej? A najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że dziewczyny się dają, bo oni wiedzą jak podrywać dziewczyny. Mogliby w sumie zarabiać na naukach podrywania, pewnie mieliby sporo chętnych. Ale to nie zmienia faktu, że to zwykłe dupki.
  Westchnęłam cicho, zamknęłam okno i wróciłam do łóżka. Jak na zawołanie oba sierściuchy wskoczyły na łóżko i usadowiły się obok mnie, pomiaukując cicho. Wtuliłam się w róg kołdry, wsłuchując w ciche poświstywanie wiatru za oknem, przerywane co jakiś czas mruknięciami kotów.


Christian?
Zdaje się, że miałam jakiś pomysł, ale uciekł wraz z zadaniami z chemii xD nie bij, proszę D:

3.08.2017

Od Charlotty CD Ellen

  Po tym jak dziewczyna zostawiła mnie w stołówce, zaczęłam się zastanawiać jak mogłabym jej pomóc w zaaklimatyzowaniu się tutaj. I jak nauczyć ją radzić sobie z tymi debilami, których nawet w tej szkole nie brakuje. A to dość smutne, bo to szkoła na poziomie. Ale jak widać, każdy "poziom" ma swoich debili.
  Wyszłam ze stołówki, pogrążona we własnych myślach, błądząc spojrzeniem pośród tłumu uczniów. Gdzieś nawet mignęła mi postać Ellen, rozmawiającej z jakimś wysokim chłopakiem. Z tego co udało mi się wyłapać pośród tego chaosu, odpowiedział jej po japońsku. Czyli ktoś umie tutaj jednak ten język... To nawet dobrze się składa. Wystarczy dowiedzieć się kto to był i jestem w domu.
  Niestety zdobycie tej informacji zajęło mi trochę czasu, spora część osób była uprzedzona do nowej, zagranicznej koleżanki. Głównie właśnie z powodu tego, że mówiła tylko w swoim języku. Swoją drogą to było przerażające, jak bardzo ludzie są uprzedzeni. I to ludzie z tych wyższych grup społecznych. A to niby taka "wyedukowana" grupa jest... Żałosne.
  Gdy dowiedziałam się w końcu kto zna na tyle język japoński, by dogadać się z Ellen, po prostu ręce mi opadły. Naprawdę nie mogło trafić na nikogo lepszego. Z niechęcią pytałam uczniów, czy przypadkiem nie widzieli wielkoluda uganiającego się za trzynastoletnimi dziewczynkami. Pomóc potrafiły mi dopiero szkolne modelki, wręcz śliniące się do takich jak on. Czasem dobrze, że tacy ludzie istnieją. Ale tylko czasem.
- Jesteś potrzebny. - Powiedziałam chłodno do chłopaka i nim ten zdążył otworzyć usta, strzeliłam go z liścia w policzek. - Nawet nie próbuj. Z tego co wiem, potrafisz mówić po japońsku w miarę dobrze, więc pomożesz Ellen.
- Dlaczego miałbym pomóc jakiejś Ellen? - Popatrzył na mnie lekceważąco i założył ręce za głowę. Zniżyłam się do niego powoli i wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- Bo ktoś cię o to prosi i... O dziwo, ktoś potrzebuje twojej pomocy. Chodź.
  Jakimś dziwnym trafem udało mi się zaciągnąć, bez specjalnego szarpania się, Christiana pod pokój Ellen, o który dopytałam jeszcze w sekretariacie. Po chwili czekania dziewczyna otworzyła nam, spoglądając na mnie zdziwiona. Pojedynczymi słowami wytłumaczyłam jej, że chłopak nauczy ją kilku przydatnych słów i zwrotów, po czym odwróciłam się do niego i szeptem powiedziałam.
- Przysięgam, że dotkniesz ją nie tak jak powinieneś i zgotuję ci takie piekło, że więcej na żadną dziewczynę nie spojrzysz. Sayōnara. - Zwróciłam się do czarnowłosej dziewczyny i zniknęłam za drzwiami, wpychając Christiana do środka.

Ellen? Christian?
I tak oto zostawiam Was samych, gdyż chcieliście pisać razem, a ja mam trochę za dużo na głowie ^-^'

Od Charlotty CD Christiana

  Po rozmowie z chłopakiem udałam się do swojego pokoju, po drodze wstępując jeszcze do sklepu spożywczego. Kończyła mi się karma dla kotów, a ostatnio Lena podrzuciła mi jeszcze swojego gekona, bo ktoś zbił jej terrarium i nie chciała narażać go na większą krzywdę. Dlatego wykopała gdzieś w piwnicy stare akwarium, wsadziła gada do środka i przyniosła go mnie. Tak jakby u mnie było bezpieczniej z kotami... Ale musiałam przyznać, że jeśli ktoś szukałby jej Stefana(co to za imię swoją drogą?) to na pewno nie szukałby go u mnie. Prawie w ogóle nie rozmawiamy. Zresztą po co komu jakiś gekon? I co one właściwie jedzą....
  Wróciłam do pokoju, rzucając reklamówkę z jedzeniem na łózko. Błąd. Koty od razu wyczuły, ze to coś dla nich i zaczęły się do niej dobierać, dlatego musiałam szybko je odgonić i schować to do jakiejś szafki, której ci spryciarze nie byli w stanie otworzyć. Wskoczyłam na krzesło i stając na palcach, sięgnęłam do szafki, która była prawie pod samym sufitem, wsadzając tam torebki z kocim jedzeniem.
- Nie sięgniecie tu, co? - Zerknęłam na swoich towarzyszy, przyglądających się jak ich jedzonko znika za niedostępnymi drzwiczkami. Zeskoczyłam na podłogę, odstawiając krzesło na swoje miejsce. - Idę do łazienki, a wy postarajcie się nie roznieść mi pokoju, dobra? - Po miauknięciu, które miało, prawdopodobnie, oznaczać tak, zniknęłam za drzwiami łazienki na szybki, orzeźwiający prysznic po całym męczącym dniu. Po około dziesięciu minutach wyszłam z łazienki, otulona ręcznikiem i włosami związanymi w koka na czubku głowy. Szybko naciągnęłam na siebie trochę za dużą bluzę, krótkie materiałowe spodenki no i oczywiście założyłam na nos okulary, by widzieć cokolwiek.
  Byłam pewna, że dzisiaj nie odwiedzi mnie już nikt, dlatego, gdy rozległo się pukanie do drzwi, bardzo się zdziwiłam. Jednocześnie ogarnął mnie dziwny niepokój, związany z Christianem. Błagam, tylko nie mówcie, że....
- Nigdy nie brałaś udziału w trójkąciku? - Zapytał z delikatnym uśmiechem. Niech mnie ktoś uszczypnie, bo ja chyba właśnie przeżywam jakiś koszmar. Od razu poczułam jak ciśnienie skoczyło mi w górę, cholera jasna. Popatrzyłam na dziewczynę, którą przyprowadził. Ktokolwiek to był, nie miał prawa tutaj przebywać. Przeniosłam mordercze spojrzenie na Christiana i syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Ale z ciebie jest dupek. - Po czym spojrzałam na jego towarzyszkę. - Druslan. To jest akademia na poziomie, a nie jakiś przytułek dla bezdomnych dziwek. Spieprzaj stąd.
 Dziewczyna prychnęła urażona, jednak nie ruszyła się z miejsca. Czy ona naprawdę robiła za jego niewolnicę? Zacisnęłam na moment oczy, czując obezwładniający ból w klatce piersiowej. Błagam, tylko nie teraz. Zacisnęłam mocniej dłoń na drzwiach i podniosłam wzrok na czarnowłosego. Zaraz przy moich nogach pojawiła się Cindy i miauknęła nieprzyjacielsko w stronę dwójki obcych jej ludzi.
- Tak wiem, Cidny. Takiego dupka już dawno nie spotkałam. - Popatrzyłam na niego wściekła i skrzywiłam się, czując kolejną falę bólu. - Wynoś się stąd. A ona niech wypieprza... - Mówiłam z trudnością, nie spuszczając morderczego wzroku z chłopaka. Zamknęłam szybko drzwi, przekręciłam zamek, zamykając je i osunęłam się na ziemię, starając jakoś uspokoić. Po chwili kocica zaczęła głośno miauczeć i drapać w drzwi.
- Zostaw go, Cindy. Nie potrzebujemy go... - Wysapałam, oddychając coraz płycej. Za chwilę wszystko wróci do normy, jak zwykle... Chyba musiało być ze mną naprawdę źle, bo nawet ten czarny leń z wąsami do mnie przyszedł i usadowił się na moich udach, przyglądając mi się uważnie. Nie idę jutro na lekcje, nie mam ochoty spotkać tego durnia...

Christian? XD
W sumie nie wiem co dalej O_o Soooo... Zostawiam Cię z tym <3