Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spencer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spencer. Pokaż wszystkie posty

6.18.2017

Od Spencera CD Charlotty

- Czy ty znowu jesz? – Castiel przystanął obok Spencera, który z widocznie pełnymi ustami chował otrzymane od organizatorów przedmioty do nerki zapiętej wokół pasa.
Trasa biegu zaznaczona na mapie w wymiarze kartki A4, kompas, plus osobiste rzeczy Hyuka, czyli telefon oraz klucze do pokoju. To nie tak, że wkładał wszystko na siłę, po prostu zmuszał owe rzeczy do zmieszczenia się.
- Nie jadłem od dwóch godzin, okej? – Nie patrząc na Castiela siłą wcisnął butelkę wody na tyle, ile mógł, ale ta wystawała prawie ponad połowę.
- Piętnastu minut. – Poprawił go najlepszy przyjaciel, kręcąc przy tym głową z nieukrywanym niedowierzaniem. – Nie żryj tyle, bo nigdzie nie dobiegniesz.
Dla sprawdzenia, czy woda przeżyje bieg zaczął podskakiwać. Po paru dzikich skokach spadła na ziemię, tym samym irytując swojego właściciela. Zacisnął usta i podniósł ją.
- Nie martw się, dam radę i przegonię wszystkich, w tym ciebie. – Wymienili się przyjacielskimi uśmiechami, kiedy to między nimi prześliznęła się Charlotta, wprawiając ich w lekkie otępienie.
Dziewczyna stanęła paręnaście kroków dalej, wśród tłumu, nawet na chwilę nie zerkając w stronę drugiej części swojej pary. Bolesne ukłucie w sercu, ała. Na cóż innego liczył? Że wskoczy mu w ramiona po okazanym zainteresowaniu, gdy jej nie było, bez zgody zapisał na bieg, jeszcze wcześniej miotnął o szafkę. Idąc dalej, do starszych wspomnień, to robiło mu się milej i cieplej na sercu, kiedy przywoływał przed swe oczy obraz uśmiechniętej Charlotty na sali tanecznej. Wtedy wydawało mu się, że nie są wrogami, znajomymi, tylko nieco bliższymi osobami. Szczególnym znakiem dla Spencera było podziękowanie w formie przytulenia.
Po prostu zrobił sobie zbyt wielką nadzieję.
Klepnięty pożegnalnie przez przyjaciela w ramię ocknął się z zamyśleni podążył w stronę, gdzie ostatnio widział dziewczę. W ciągu tych parunastu sekund zdążyło zgromadzić się tyle osób, że stracił ją z oczu. Przebrnął przez głośny tłum, odnajdując zgubę, która, prawdopodobnie, nie ruszyła się z miejsca.
Im bliżej był, tym bardziej miał wrażenie, że ubrała się zbyt skąpo. Nie mylił się, ale jak miał powiedzieć dziewczynie o czymś takim? Liść zarobiony na pewno. Musiał coś wykombinować, inaczej inni będą widzieć to, co chciał widzieć sam.
- Obwiąż sobie bluzę, to nie będzie ci przeszkadzać. – Podszedł do niej z dłońmi splecionymi z tyłu, niczym chcący czegoś dzieciak.
Dziewczę nawet nie uraczyło go spojrzeniem, ale poszła za „radą” z ukrytym drugim dnem. Sam ze swoim polarem już dawno postąpił podobnie, lecz w przeciwieństwie do Lotty, miał na sobie przede wszystkim długie, dresowe spodnie ze ściągaczami. Nie mając kompletnego pomysłu na rozpoczęcie rozmowy, wygrzebał ze swojego małego przybytku otrzymaną mapę, po czym podał ją dziewczynie. Punkty kontrolne były zaznaczone na czerwono. Niektóre specjalnie odbiegały od zielonej linii trasy biegu. W razie zagubienia się, zaznaczono główną drogę przelatującą przez hrabstwo. Zawsze coś.
Po przestudiowaniu świstka wzrokiem oddała go z powrotem, gdy Hyuk zaczął myśleć nad zakupem jakiegokolwiek poradnika obchodzenia się z kobietami, randkowaniem i tym podobnych rzeczy, bo za bardzo mierzył swoje siły na zamiary. Ostatnie wskazówki dotarły do ich uszu, szczególnie jedna najważniejsza, która była bardziej informacją, że to jest zabawa z celem charytatywnym na rzecz wakacji dla dzieci biednych, oczywiście wszystko było zorganizowane pod okiem odpowiednio wybranych sponsorów, burmistrza miasta oraz innych szkół. Zajęty wciskaniem mapy na swoje miejsce, która w magiczny sposób chyba zwiększyła swoje wymiary, nie zauważył kiedy Charlotta zaczęła biec, nie wspominając o przegapieniu początku biegu.
Truchtem ruszył za nią, zaś butelka wody pozostała w jego dłoni. W momencie zrównania się z koleżanką w jego głowie zagościła nieco zboczona myśl, gdyż w piersiach, znaczy staniku, mogła mieć wystarczająco dużo miejsca na tę małą butelkę…
Przestań, póki jeszcze nie wie.
Wiele osób wymijało ich, co, według Spencera, było dużym błędem. Bieg nie był krótki ani droga ciągle prosta, co by pozwolić sobie na szybkość. W takim tempie paręnaście par odpadnie, jeśli następnego dnia popełnią ten sam błąd. Poranne słońce nawet potrafiło nieźle przygrzać oraz oślepić. Po paru minutach truchtu na otwartej przestrzeni wbiegli w las, gdzie ścieżka nie była już zaznaczona, a wręcz niewidoczna.
Cisza panująca miedzy nimi mogłaby wydawać się niezręczna, ale oni tak tego nie odczuwali. Ostatnie wydarzenia znacznie wpłynęły na ich relacje, ochładzając je do maksimum, czyli rozmowa obecna, jeśli jest wymagana. Dla Jae były to okropne chwile. Niemoc zamienienia żadnego słowa z obiektem swoich pragnień i marzeń, to naprawdę katorga. Szczęście w tym nieszczęściu nie odsuwała się, ani nie uciekała, chociaż tego się spodziewał.
Spójrz na mnie. Powiedz coś. Kichnij, cokolwiek.
Tak zamyślony nie zauważył grupy ludzi stojącej mu na drodze, w którą wpadł, taranując przy tym trzy kobiety, a zatrzymując się na wyższym chłopaku. Z niewinnym uśmiechem przeprosił i wrócił do swej dziewoi, nie ukrywającej zażenowania z powodu nieuwagi Hyuka. Przystanął obok niej grzecznie, dopiero teraz zauważając, że znaleźli się w odsłoniętym wąwozie, a jedyne wyjście z niego znajdowało się na ścianie naprzeciw uczestników i było drabiną utworzoną z korzeni rosnącego nieopodal drzewa. Natura potrafiła zaskakiwać swoją przypadkowością.
Wpatrywał się w każdą kolejną osobę wchodzącą po suchych gałęziach trzy metry wzwyż. Po analizie trwającej niespełna dziesięć minut, nadeszła ich kolej.
- Pójdę pierwszy. – Oznajmił i, nie czekając na odpowiedź swojej pary, ruszył ku wejściu.
Korzenie były od siebie znacznie oddalone, co wyglądało zupełnie inaczej, gdy stało się dalej. By sięgnąć kolejnej „belki” trzeba było wybić się za pomocą nóg. Tak też uczynił, lecz użył do tego zbyt wielkiej siły i przedostatnia gałąź wyrwała się z ziemi. W akcie ratunku złapał się kolejnej, aczkolwiek fizyka zaczęła działać i ta postąpiła tak samo. Dziewczęcy krzyk doszedł do uszu Spencera z dołu w momencie, kiedy udało mu się zatrzymać, jedną z dłoni mocno zaciskając na jednostronnie urwanym korzeniu.
Przechodziłeś gorsze rzeczy, ogarnij się.
Zerknął za siebie, zaś Lotta odsunęła dłonie od ust z nadzieją, że nie zauważył. Chciała przed nim udawać niewzruszoną, chociaż doskonale wiedział, iż to był jej głos?
Uśmiechnął się pod nosem i wspiął na sama górę, z przymusu używając większej siły nóg. Na szczycie w oddali ujrzał punkt kontrolny, ale nie zapomniał o dziewczynie. Machnięciem ręki przywołał ją pod ścianę, a szerokim uśmiechem zachęcał do wspinaczki. Gdy znalazła się przy zerwanych korzeniach, wyciągnął w jej stronę rękę.
- Podskocz i chwyć się. – Spojrzał wprost w jej wielkie, niebieskie oczy, które przekazały mu niemałe obawy. – Spokojnie.
Dłuższą chwilę przygotowywała się do podskoku. Nie dziwił się. W końcu strach przed upadkiem z takiej wysokości był zrozumiały. Z determinacją na twarzy w momencie skoku chwyciła się przedramienia Hyuka, który jedną rękę także umiejscowił w podobnym miejscu, zaś drugą trzymał pod ramieniem, bez większych problemów wciągając ją na górę. Nim ruszyli w dalszą drogę, otrzepali swoje ubrania z pyłu, nie zważając na mijające ich pary. Niespiesznie, lecz w ciszy, ruszyli pod górkę, wprost do punktu, przy którym siedziało dwoje nauczycieli, z czego jeden był z Akademii, Withlock, nauczyciel angielskiego. Był pedagogiem z powołania. Skoro dzięki niemu Hyuk zrozumiał język, to musiał mieć już doświadczenie w nauce tych najoporniejszych.
Podpisali dotarcie do punktu, dostali małą kartkę informującą, iż postój został zaliczony, a na dalszą drogę dostali batoniki energetyczne. Oczywistym było, że Spencer swoją słodkość pożarł niemal natychmiast, a przy chowaniu papierka do kieszeni, poczuł szczypanie w okolicy łokcia. Dość głębokie otarcie dawało o sobie znać.
- Zobacz, krzywdę sobie zrobiłem. – Przystanął, zaczynając skubać resztki skóry.
- Zostaw to. – Uderzyła go w dłoń, aby zaniechał swoich poczynań.
Miną zbitego psa niczym nie wskórał. Lotta zmierzyła go wzrokiem z kamiennym wyrazem twarzy, wręcz zbliżonym do pogardy.
Hyuk, idąc tropem sygnałów, które dawał mu organizm, podwinął lewą nogawkę spodni, odkrywając o wiele gorszą, krwawiącą ranę. Może nie był to krwotok, ale co nieco spływało, gdy materiał spodni do niej nie przylegał.
- I tutaj też. – Zwrócił jej uwagę, zaś dziewczę założyło ręce na klatkę piersiową i pokręciło z niedowierzaniem głową.
- Biedne dziecko – rzuciła z przekąsem i ruszyła w dalszą drogę.
Kubeł zimnej wody może to i nie był, ale dało się wyczuć niechęć. Prychnął, nadzwyczaj głośno i wyraźnie. Czemu adorowane kobiety stawały się takie niedostępne? I okropne, wredne, zlodowaciałe i… Właśnie. Lodowate. Niemiłe.
Wyciągnął telefon ze swojej przepełnionej saszetki, po czym chlasnął sobie w czoło otwartą dłonią, krocząc za dziewczyną. Dlaczego był on jednym z tych indywiduów, które nie naładowały telefonu przed wyjściem? Trudno. Niespełna dziesięć procent powinno wystarczyć. Włączył melodię i po cichu podbiegł do Charlotty. Szybkim ruchem zsunął gumkę z jej włosów, po czym w momencie, kiedy ona się odwróciła, przeskoczył na przód. Z uśmiechem zaczął śpiewać słowa piosenki, której wersję bez słów właśnie włączył.

To, co zaraz powiem, może dziwnie zabrzmi
Nie wiem dlaczego, ale coś trudno mi cię rozgryźć
Ciągle walczę.
Tak bardzo cię pragnę!
Oh kochanie, skarbie, proszę nie odchodź!

- Oddaj! – Wyciągnęła w jego stronę otwartą dłoń, zaś Hyuk z uśmiechem zaczął się cofać, jednocześnie podrygując w rytm muzyki. Przy zmianie tempa doskoczył do lewego boku dziewczyny, objął ją prawym ramieniem w talii i razem się obrócili.

Wciąż cię błagam, bez ustanku
Cholera, nie mogę nawet zasnąć
Nie mogę pojąć, czym jest to uczucie

Po puszczeniu, Lotta obróciła się jeszcze raz, zaraz do niego podbiegając, w celu odebrania gumki. Spencer schował ją za swoimi plecami i nachylił się do niej, swoim nosem dotykając jej policzka.

Jesteś zimna i gorąca zarazem, diablico

Uniknął wymierzonego policzka, krocząc dalej wydeptaną ścieżką, zaś na palcu kręcił własnością dziewczyny, zaś w drugiej dłoni trzymał jej bluzę, która znalazła się tam w magiczny dla niej sposób.

Niczym nagły deszcz w środku lata
Po orzeźwieniu mojego rozgrzanego ciała,
Znowu sprawiasz, że zasycha mi w gardle.

Charlotta rozpędziła się i wskoczyła mu na plecy, domagając się zwrotu gumki. Założył ją na jej chudy nadgarstek, po czym ramiona dziewczyny owinął sobie wokół szyi. By nie wyjść na nieokrzesanego zboczeńca, bo nieokrzesany na pewno był, złapał ją pod kolanami, aby nie spadła.
- To ja jestem tutaj ranny. – Cmoknął z niezadowoleniem, kiedy to postanowiła go poddusić.
- Nieś mnie i nie marudź. – Szepnęła mu do ucha, przepełnionym groźbą głosem.
Uśmiechnął się pod nosem i specjalnie ją podrzucił, po czym ruszył truchtem. Po parunastu metrach telefon zamilkł. Bateria uległa rozładowaniu.
- Nie jestem za ciężka? – Zapytała nagle, zaczynając sprawiać wrażenie, że też ma dość panującej między nimi ciszy.
- Nie martw się, jak się zmęczę, to cię upuszczę. – Zażartował, spokojnie kontrolując swój oddech, bo to on odgrywał tutaj największą rolę. – Kiedy byłem w oddziale, to troszkę nabroiłem i przez pół dnia nosiłem kapitana na swoich barkach. Wtedy zrozumiałem, że najlepszą karą, z której karany ma coś wyciągnąć, jest zmęczenie takiego osobnika. W przyszłości zastosuję to na swoich dzieciach, a może i na tobie.
Lekkie klepnięcie w głowę było ostrzeżeniem. Na pewno i jeszcze ostrzeżeniem. W ten sposób przeszli niespełna kilometr, po czym Lotta znowu musiała użyć swoich nóg. Kolejny punkt znajdował się tuż przed kolejnym wejściem do ciemnego lasu, ale uprzednio trzeba było przejść po grubej kłodzie nad doliną, wydrążoną niegdyś rzeczkę, z której pozostał ledwo widoczny strumyk. Bez problemu przeszli dalej, z dodatkiem pełnej butelki wody i kolejnych batoników. Przy trzecim i ostatnim punkcie miał czekać na nich autokar, z wi-fi, klimatyzacją oraz rozkładanymi fotelami, jednakże był on tylko dla pierwszych dwudziestu par. Resztę czekała jazda zwyczajnym, ciasnym autobusem, bez żadnych ulepszeń.
Teraz to nie był bieg, tylko wyścig. Organizatorzy specjalnie poustawiali przeszkody w postaci powalonych drzew, dołów z wodą i kałuż błota, aby nie było tak łatwo. Pomimo trudności, ciągnięty przez Lottę i ze wzajemnością, udało im się załapać na cudowny pojazd, będąc mniej więcej w połowie puli. Kiedy autokar ruszył w kierunku jeziora, a dokładniej pola namiotowego. Właśnie od tamtego miejsca, dnia następnego, miał rozpocząć się kolejny etap biegu, w kierunku starego młyna, gdzie kończyła się cała impreza festynem ze współpracą okolicznych mieszkańców.
Większość zasnęła, w tym Spencer, przykryty swoją bluzą. Spokojny, gdyż Charlotta siedziała przy oknie, więc był pewny, że bez jego wiedzy nie ucieknie. Nawet nie prosił, nawet się nie spodziewał, ale obudziła go, kiedy już byli blisko celu. Słońce powoli chyliło się ku horyzontowi , wprawiając ludzi w otępienie. Dzień przeleciał tak szybko, a wydawało się, że dopiero się zaczął.
Po wyjściu z pojazdu, cudowna woń lasu wymieszana z chłodną wilgocią pobliskiej wody, orzeźwiała niesamowicie, zaś widoki wprawiały w zachwyt. Las łagodnie otaczał brzegi jeziora, pozostawiając wystarczająco dużo wolnej przestrzeni na plażę. Odpowiednio zabezpieczone, stożkowate ognisko zaczynało się już palić. Wokół rozstawiono parę ławek, krzeseł i bel, a nieopodal także stół z kiełbaskami, piankami, ziemniakami i innymi dobrze smakującymi smakołykami, jeśli opali się je nad ogniskiem.
To był właśnie Bear River Lake Resort. 
Słońce ostatecznie zaszło, aczkolwiek ostatnie promienie wychylały się znad wzgórz, po drugiej stronie jeziora. Nauczyciele umilali czas poprzez różne, wymyślne gry, a i śpiew przy gitarze musiał być. Po pierwszej, smakowitej kiełbasce, Lotta wstała z kłody, lecz Hyuk zdążył ją złapać za rękę, przesyłając pytające spojrzenie. Nie wyrwała się, nie odtrąciła słownie, tylko ujęła jego dłoń i pociągnęła. Kiedy odeszli wystarczająco daleko, puściła.
- Idę się przemyć. – Oznajmiła, odsuwając się.
- Są tu jakieś prysznice? – Zaczął się rozglądać, z nieukrywanym zdziwieniem na twarzy, zaś dziewczyna parsknęła krótkim śmiechem.
- W jeziorze, tam dalej, dalej. – Wskazała kciukiem, po czym pomachała mu drugą dłonią i oddaliła się.
Niepewny, co ma ze sobą zrobić, wpierw spojrzał na zbitą grupę przy ognisku, po czym obiegł wzrokiem resztę rozsypanych uczniów, a następnie wolnym krokiem zmierzył w stronę, w którą udała się Lotta.
Nie. Nie chciał jej podejrzeć. Wręcz przeciwnie, przypilnować, aby nikt tego nie zrobił. Po dłuższej wędrówce oraz nasłuchiwaniu odnalazł owe miejsce, gdzie zażywała kąpieli. Upewnił się z ukrycia, że nic jej nie grozi, rozejrzał dookoła, aż ostatecznie przysiadł pod drzewem, które było osłonięte krzakami. Nieco oddalone od miejsca kąpieli i dlatego je wybrał. Mógł wtedy wcześniej zareagować. Nie mógł też tego powiedzieć Charlotcie, bo za kogo by go wzięła? Nawet wolał się nad tym nie zastanawiać.
Ile czasu potrzebowała kobieta, aby się umyć? Ciężko było to teraz odmierzyć, ale trwało to wystarczająco długo, aby zdążył wyrwać całą trawę wokół. Dźwięk kroków i podniesionych męskich głosów postawił go do pionu. Wyszedł na ścieżkę, tym samym zatrzymując czwórkę chłopaków, może młodszych, może starszych, to nie było ważne. Każdy z nich trzymał coś w dłoni, piwo, bądź papierosa, a jeden przypadek nawet obie miał zajęte.
- O, właśnie ciebie szukaliśmy. – Mruknął jeden z nich, stając tuż przed Spencerem. Wyższy o głowę, lecz Hyuk nie zamierzał odstąpić, pomimi dodatkowego zionięcia ohydnym piwem. – Widzieliśmy, jak miotałeś piękną panną o szafki w szkole. Nie wiem, jak to się robi w twoim zacofanym kraju, ale u nas podniesienie nawet tylko głosu na kobietę jest odpowiednio karalne.
Nim Jae zdążył otworzyć usta, aby odpowiedzieć, szybki, wycelowany, niewidoczny w mroku cios w brzuch sprawił, że zachłysnął się powietrzem i zgiął w pół. Po chwili prześmiardnięte tytoniem palce złapały go za blond włosy, ciągnąc ostro w górę.
- Jeśli jeszcze raz zobaczymy cię przy niej, nie będzie tak miło. – Opluł mu twarz, umyślnie lub nie, a rozbiegane oczy pokazywały inne używki. – Już teraz radzę ci wrócić do siebie, do tego syfu, który nazywacie krajem.
Mógł się obronić. Mógł mu przyłożyć, powalić całą czwórkę, ale powstrzymał się. Słowo czterech przeciw jednemu, chociaż ich stan mógł się opowiadać za Spencerem, ale wolał nie sprawdzać. Gróźb też się nie bał. Specjalnie opadł na kolana, zaś oni odpuścili i odeszli, ostatni raz spluwając mu pod nogi. Głęboko odetchnąwszy wstał z kolan, otrzepał swój ubiór, poprawił włosy i wrócił na pole namiotowe. Po paru minutach z lasu wyłoniła się postać Lotty, która od razu poprawiła mu humor, nie mając o tym pojęcia.
- Wiesz, że śpimy w jednym namiocie i jednym śpiworze? – Poruszył wymownie brwiami, na co Lotta tylko wzruszyła ramionami, by po sekundzie zorientować się, co powiedział.
Zszokowana wparowała do namiotu. Sam wsunął głowę do środka i wtedy właśnie idealnie wymierzony cios otwartą dłonią opadł na czubek jego głowy.
- Głupie żarty. – Prychnęła, odwracając się tyłem. – Jeden namiot akceptuję, ale jeden śpiwór to za mało. Spałbyś bez.
- Nie podzieliłabyś się? – Zapytał z udawanym smutkiem, siadając na swoim miejscu. – Ja bym się z tobą podzielił.
Kolejne prychnięcie. Zdjęła buty i weszła w śpiwór, nakrywając się aż po samą szyję, a następnie odwracając plecami w stronę Spencera. Ten uczynił podobnie, lecz przed położeniem się, zgasił małą latarkę wiszącą pod szczytem namiotu.
- Dobranoc. – Szepnął, kładąc się na wznak.
Na chwilę wstrzymał oddech, aby nie pominąć odpowiedzi. Jakże przyjemne ciepło oblało jego serce, kiedy usłyszał z jej ust te słowo. Od razu lepiej się zasypiało.

Ćwierkanie ptaków wtargnęło do pokoju przez uchylone okno, oznajmiając śpiącej parze w dwuosobowym łóżku, iż nastał poranek. Słoneczny, chłodny i orzeźwiający zarazem. Hyuk Jae wyciągnął ręce ku górze, rozbudzając się całkowicie. Przesunął się pod białą kołdrą ku dziewczynie śpiącej doń tyłem. Wtulił się w jej plecy i ucałował w szyję, cicho prosząc o otworzenie powiek. Schował nos w jej charakterystycznie pachnących włosach, gdzie jeden z kosmyków wszedł mu w oko, przyprawiając o niemiłosierny ból.

Rzeczywistość była inna. Co prawda, przytulił się do Lotty, lecz nie była ona z tego powodu zadowolona.
- Czy ty wiesz, co to jest przestrzeń osobista?! – Podniosła się do siadu, bez wzruszenia patrząc na swoją ofiarę, której przed chwilą przywaliła z łokcia prosto w oko, no, może trochę niżej, ale ból nadal ten sam.
- Czy ty wiesz, jakie są kary za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu?! – Odgryzł się, palcami zakrywając obite, zaczynające już łzawić, oko.
- Wynoś się. – Wskazała palcem na wyjście z namiotu i przybrała nadzwyczaj groźny wyraz twarzy, nieznoszący sprzeciwu.
Otworzył jeszcze usta, aby coś jej odpowiedzieć, ale zabrakło mu pomysłu, więc posłusznie opuścił na czworakach namiot, aby po momencie do niego wrócić. Dziewczę zdążyło w tym czasie z powrotem zawinąć się w śpiwór.
Odchrząknął wyraźnie, aby zwrócić jej uwagę. Gdy tak się stało, zakomunikował:

- Zaspaliśmy. 

4.19.2017

Od Spencera CD Charlotty

Czy właśnie pierwszy raz w życiu miał styczność z kobietą podczas okresu? Na to wyglądało. Bez żadnej argumentacji został wywalony za drzwi, ale chociaż pozostał z jedzeniem. Spokojnym, zamyślonym krokiem zmierzył do swojego pokoju. Po drodze zastanawiał się nad przyczyną zachowania dziewczyny. Czy wina była po stronie Spencera? Przydałaby się opinia osoby trzeciej.
Pozostawił owoce na biurku, przebrał się w wygodniejsze ciuchy do ćwiczeń, siłą wyciągnął przyjaciela, Castiela, z pokoju obok i razem poszli na siłownię. Dla odstresowania oraz lepszego snu. Rozgrzewka trwała dłużej, niż zwykle, gdyż obaj się rozgadali. Od spędzenia dzisiejszego dnia, przez prace domowe, politykę, wspólne zainteresowania, aż na słabych sucharach kończąc. Po dwóch seriach brzuszków Hyuk przysiadł na ławce do ćwiczeń i na chwilę przymknął oczy.
- Coś cię dręczy.  – Castiel usiadł po turecku na wykładzinie tuż przed nim przyczyniając się tym samym do otwarcia powiek Azjaty. – Widać, jak dżumę w czternastym wieku.
Spencer uśmiechnął się lekko patrząc w zielone oczy przyjaciela. Doskonale kontrastowały się z jego naturalnymi blond włosami, związanymi w małego kucyka.
- Kobieta wywaliła mnie dzisiaj za drzwi swojego pokoju i zastanawiam się, co zrobiłem nie tak. – Wyznał cicho, zaczynając skubać paznokciem piankę ochronną na metalowej części sprzętu. – Miałem wrażenie, że wszystko jest na dobrej drodze i nagle takie coś.
- Po prostu z nią porozmawiaj kochasiu. Daj jakiegoś kwiatka, zabierz gdzieś… - Chłopak oparł się dłońmi o podłogę, przyglądając z zaciekawieniem swojemu przyjacielowi. – Ile o niej wiesz?
- Znam imię, nazwisko, numer pokoju, ma dwa koty, lubi tańczyć, potrafi gotować, ma pluszaka i… To tyle. – Przeczesał swoją jasną grzywkę dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, iż nie miał nawet telefonu Lotty.
- Słabo, ale jedyne co mogę ci jeszcze doradzić, to nie poddawaj się, tylko walcz. W końcu to doceni chyba, ze ma już kogoś innego.
- I z tym może być problem. – Westchnął ciężko, kładąc się na ławeczce. Castiel pochylił się nad nim tworząc nieco gejowską sytuację. Jego jakże wymowne spojrzenie mówiło wszystko. – Nie poddam się, okej?
Po jakże szczerej rozmowie zmienili ćwiczenia na podnoszenie ciężarów, aby na chwilę zapomnieć o kobietach, problemach drugiego świata i głodzie buszującym w żołądku Hyuka.

~ Następnego dnia ~

Nawet Google nie było w stanie wytłumaczyć zachowania Charlotty. Kiedy tylko wyłapywała moment, gdy Spencer do niej podchodził, ona niczym gepard mu umykała w tłumie innych uczniów. Przez to dowiedział się także czegoś nowego – nie miała żadnych bliskich przyjaciół. Jednocześnie utrudniło mu to zbliżenie się do niej. Na przerwach nie mógł jej złapać, na obiedzie brak, w pokoju też. Po prostu mistrzyni uników i dzikości. Ale! Jak obiecał sobie wczoraj, nie podda się. Postanowił wykorzystać pomysł z kwiatem.
Na równo z dzwonkiem, kończącym ostatnią lekcję dnia dzisiejszego, czyli rosyjski, wybiegł na korytarz, potem slalomem między ludźmi, aż do samochodu i prosto do miasta, do kwiaciarni. Znalazłszy cudownie wyglądający lokal wkroczył do środka. Już w samym wejściu poczuł przyjemną woń najróżniejszych kwiatów, kolorowych i tych zielonych. Wysoka szatynka za ladą zatrzepotała oczami, uśmiechając się przy tym miło.
- W czymś doradzić?
- Pani mi na pewno pomoże. – Złożył dłonie, jak do modlitwy. – Podoba mi się dziewczyna, ale kompletnie nie mam pojęcia, jakie kwiaty, bądź kolory uwielbia. Cena nie jest ważna.
Oczy kobiety zabłysnęły. Była stworzona do tej pracy. Stworzyła piękny bukiet z kilkunastu herbacianych róż i paru ciemnobordowych kalli. Dodatkowo wstążka, sznurek małych pereł i nieco zielonych roślin dopełniających cały bukiet, który finalnie wyglądał jak jeden z tych, które trzymają panny młode. Cóż, dla Spencera był w sam raz. Wiązał z Lottą nieco przyszłościowe myśli.
Spędziwszy w kwiaciarni pół godziny ruszył w drogę powrotną do Akademii. Kwiaty leżały tuż obok, pod czujnym okiem kierowcy. Kiedy skręcił na szkolny podjazd, już z daleka ujrzał charakterystyczną sylwetkę oraz włosy. Nice timing.
Zaparkował auto na poboczu, po czym, zamiast wysiąść jak normalny człowiek, wziął bukiet, przeskoczył na siedzenie pasażera i opuścił pojazd, truchtem zmierzając za dziewczyną.
- Lotta, poczekaj! – Zawołał za nią, lecz Charlotta, zamiast się odwrócić, przyspieszyła kroku.
Nie dał jej teraz uciec. Krótkim sprintem stanął tuż przed nią, zmuszając do stanięcia.
- Mam coś dla ciebie. – Uśmiechnął się, wyciągając zza pleców bukiet.
Lotta najpierw spojrzała na kwiaty, potem w oczy Spencera. Lekki uśmiech zagościł na jej twarzy.
- To miłe, ale… daj je komuś innemu. – Odparła cicho, po czym go wyminęła i zniknęła za drzwiami akademii.
Zabolało. Westchnął ciężko zastanawiając się, czy tak właśnie wygląda przysłowiowy „kosz”. Ni stąd ni zowąd na ramieniu uwiesił mu się zielonooki przyjaciel.
- Poddajesz się? – Zapytał z jakże perfidnym uśmiechem na pysku.
- Oczywiście, że nie. – Prychnął Hyuk, na chwilę się zamyślając. Spojrzał w jasne, nieco przychmurzone niebo. – Skołujmy wazon. Mam plan.
Po piętnastu minutach przeszukiwania szkolnych schowków, jedna ze sprzątaczek postanowiła im użyczyć niebieski, porcelanowy wazon, oczywiście do zwrotu. Potem obaj udali się na tyłu części budynku, w której znajdowały się pokoje. Spencer odliczył okna. Koci pokój z numerem pięć miał otwarte okno. Albo szczęście, albo zbieg okoliczności.
Umieścił wazon oraz kwiaty na parapecie, po czym sam się na nim znalazł. Castiel poszedł pilnować drzwi, co było nieco bezcelowe. W przeciągu tych paru sekund Lotta mogła wejść do swojego pokoju.
Nalawszy wody do wazonu, umieścił w nim kwiaty i postawił na komodzie przy łóżku. Po tym wymknął się tą samą drogą, którą wszedł. Przy kwiatach zostawił także karteczkę ze specjalną wiadomością dla Charlotty:

Jesteś jedyną, która zasługuje na te kwiaty.
- Spencer

Zadowolony ze swego czynu postanowił teraz poczekać na dziewczynę gdzieś niedaleko jej pokoju. Doskonałym miejscem były pobliskie schody prowadzące na piętro. Co jakiś czas wyglądał zza ściany, kiedy słyszał czyjeś kroki. Dwadzieścia minut później zaczął liczyć drzwi, schody, pręty, będące w zasięgu jego wzroku. Wtedy właśnie Lotta wkroczyła na pusty korytarz, a jej kroki rozniosły się echem. Spencer obserwował ją zza ściany. Po otwarciu drzwi zniknęła w swojej samotni i w tym momencie Hyuk postanowił działać. Podniósł się ze schodów, gdy drzwi piątki ponownie się otworzyły. Dziewczę wyszło z pokoju, w dłoni trzymając kwiaty. Odczekał dłuższą chwilę, aż zniknie za zakrętem, prowadzącym na teren szkoły. Ostrożnie stawiając kolejne kroki ruszył jej śladem.
Zerknął zza ściany. Charlotta skręciła ku szafkom, lecz w dłoni nie miała już kwiatów. Nieco zbity z tropu przeniósł wzrok na stojące pod przeciwną ścianą śmietniki. Zajrzał do kosza przeznaczonego na bioodpady. Bingo. Nawet nie chciał ich wyciągać. Nieco podirytowany zachowaniem dziewczyny skierował się ku miejscu, gdzie ją przed chwilą widział.
Aktualnie była zajęta szperaniem w swojej szafce, zaś drzwiczki zasłoniły jej twarz. Jedną ręką odsunął ją od szafki, zamknął ją z głośnym, metalicznym hukiem, a następnie pchnął na te obok. Niechcący sprawił jej nieco bólu, ale nie zwrócił na to większej uwagi. Był bardziej skupiony na tym, aby mu po raz kolejny nie uciekła, więc w ramach zabezpieczenia trzymał mocno za ramiona.
- Dlaczego mnie unikasz? – Zapytał wprost, zaś Lotta opuściła głowę. Falowane kosmyki zasłoniły część jej twarzy. – Jeśli zrobiłem coś nie tak, to mi powiedz. Denerwuje mnie to, że muszę żyć w nieświadomości , bo ty masz jakieś kobiece humorki! Podaj mi sensowną odpowiedź. Ten jeden raz zachowajmy się poważnie.
Cisza. Przedłużała się niemiłosiernie. W pewnym momencie Charlotta uniosła dłonie, ułożyła je na jego przedramionach i zmusiła do opuszczenia.
- Zostaw mnie, proszę. – Powiedziała to tak cicho, że Spencer musiał się nieco pochylić, aby cokolwiek usłyszeć. – Odejdź.
- Nie zrobię tego. Nie odejdę, bo nie usłyszałem odpowiedzi na swoje pytanie.

- Dlaczego wszystko mi utrudniasz?! – Niespodziewanie podniosła i głos, i głowę. Wtedy ujrzał jej zaszklone oczy, zaś smukłe dłonie zaczęły go odpychać. – Odejdź. Nie staraj się, przestań. Nie chcę żadnych kwiatów, prezentów… - Wciągnęła z trudem powietrze, nadal usilnie powstrzymując większy wylew uczuć w postaci łez. – Nie chcę ciebie. 


4.15.2017

Od Spencera CD Charlotty


Język norweski jest zaliczany do grupy języków germańskich, oparty na łacinie i dalej nie ma co się wgłębiać w jego historię. Jeden z najłatwiejszych języków skandynawskich, a dla Hyuka był on czarną magią. Tak samo inni studenci określali języki wschodnioazjatyckie. W skali od jednego do dziesięciu, jak bardzo nie chciało mu się uczyć, punkt zatrzymał się gdzieś na liczbie siedemdziesiąt siedem. Nie miał motywacji, chęci, ale oceny same się nie poprawią.
Na łóżku przyjmował najróżniejsze pozycje, jednocześnie słuchając dziewczyny, która ciągle miała go na oku, jakby zaraz miał wyemigrować przez okno. Po męczących dwóch godzinach nauki słówek, gramatyki oraz innych składni, rzucił podręcznik na podłogę i schował głowę pod poduszkę. Do nosa chłopaka wślizgnął się aromat jabłka pieczonego w karmelu, aczkolwiek nie było to wynikiem chomikowania jedzenia, tylko umycie włosów szamponem o takowym zapachu. Zaciągnął się nim niczym narkotykiem, kiedy to niespodziewanie Lotta usiadła mu na plecach, następnie intensywnie przyciskając poduszkę do jego głowy.
Zamach.
Mimo jej ciężaru na swoim kręgosłupie zdołał się nieco unieść na ramionach, po czym przekręcił na bok, pozbywając się zła wcielonego potrzebującego egzorcysty. Strącił poduszkę z głowy i złapał dziewczę w ramiona. Ich twarze dzieliła odległość mierząca parę centymetrów. Uśmiechnął się lekko, ukazując rząd górnych zębów. Przez chwilę ich oczy patrzyły na siebie wzajemnie bez najmniejszego mrugnięcia.
- Znowu chciałaś mnie zabić, córo szatana.
- Nieprawda! – Odburknęła i uciekła spomiędzy jego ramion, po czym złapała poduszkę, którą to zaczęła intensywnie napieprzać Spencera w każdą część ciała. – Koniec nauki, idź stąd, bo nazwę cię zboczeńcem!
Przegoniła go pod same drzwi, zaś po ich otwarciu, spod łóżka wystrzelił niczym z armaty czarny pocisk w postaci kota. Śmignął między ich nogami, aby dzikim biegiem rzucić się akademickimi korytarzami. Spojrzeli po sobie nadzwyczaj zdziwieni.
- Więc, dobranoc. – Pomachał jej i już zaczął stawiać kroki w kierunku swojego zacisznego pokoju, kiedy Lotta złapała go za ramię, od razu ciągnąc w przeciwnym kierunku.
- Przez ciebie uciekł, boś tak powoli wyłaził, gorzej, niż flegmatyk.
- Nie jestem flegmatykiem… - Odparł cicho z nadąsaniem, dając się prowadzić śladami wędrówki kota.
Zamiast kolacji oraz ciepłego łóżka, musiał szwendać się za sierściuchem. Lepszego wieczoru nie mógł sobie wymarzyć.

Następnego dnia.

Cudem, czy też nie, udało mu się ani razu nie spóźnić. Na każdą lekcję zjawiał się punktualnie, oczywiście z jedzeniem. Źle wspominał wczorajsze uganianie się za futrzakiem, który nosił imię Maurycy. Już nawet nie wnikał w historię pochodzenia tego imienia, bo po prostu chciał go wtedy złapać i pójść spać. Wiadomym było, że kot tego nie rozumie, a jako nocne stworzenie wszystko miał w dupie i wlazł zza jedną z gablot. Co za idiota nie dosunął jej do ściany, tego nie wiedział nikt. W końcu udało się przemycić kota z powrotem do pokoju bez zbędnych spotkań nauczycieli.
Teraz siedział na krześle z założonymi rękoma na torsie, wpatrzony w nerwowe ruchy Charlotty, która tańczyła tak, jakby zapomniała układu. Po raz kolejny wyłączył muzykę, przetarł palcami  oczy i podniósł się leniwie. Dziewczyna machnęła bezradnie rękoma z ciężkim westchnięciem. Przełożyła włosy na jedno z ramion, po czym oparła dłonie na biodrach, odwracając się w stronę Spencera, który właśnie przed nią stanął.
- Przepraszam… - Powiedziała po raz kolejny w ciągu pół godziny.
W jej oczach tkwiła bezsilność, zaś ciało było ewidentnie zestresowane, nie mówiąc już o psychice.
- Co się dzieje? Przedwczoraj było wszystko okej, a dzisiaj wygląda to tak, jakbyś każdy kolejny krok wymyślała na poczekaniu. – Podał jej schłodzoną wodę w butelce, wracając na krzesło.
- Nie wiem, co się ze mną dzieje. Czemu mnie to tak stresuje. Nie rozumiem, bo wcześniej nie miałam z tym problemu, a zaliczenie już jutro.
- Może to przeze mnie? – Zapytał cicho, splatając ze sobą palce swoich dłoni, zaś wzrok wbił w czubki butów dziewczyny.
Trwali w tym milczeniu przez długie kilka sekund, w ciągu których mogli się namyślić. Czy taka była prawda, że spojrzenie Hyuka łapało Charlottę w nieznane dotąd uczucia? Odpowiedź błąkała się pomiędzy ich sercami, niedojrzała jeszcze do opuszczenia ust kogokolwiek. Musiała zostać dokładnie sprawdzona, w każdym aspekcie, jaki znał człowiek, a to zajmowało trochę czasu. Właśnie czas był w tym wszystkim najważniejszy.
- Musisz się odstresować. – Przerwał ciszę, od razu podnosząc się z miejsca. – Porwę cię po raz kolejny.
I w ten oto sposób ponownie znalazła się na miejscu pasażera w aucie Spencera. Przez całą drogę do Jackson nie zamienili ze sobą słowa, słuchając w tym czasie tylko muzyki płynącej z radia. Ta cisza była bardziej przyjemna, niż tamta. Brak kontaktu wzrokowego ewidentnie wszystko ułatwiał. W pewnej chwili, pomimo włączonej klimatyzacji, Charlotta otworzyła okno i wychyliła głowę, dosłownie łapiąc wiatr w rozpuszczone, falowane włosy. Na szczęście pogoda sprzyjała. Słońce oraz błękitne niebo sprawiały, że człowiek chciał zrobić coś szalonego. Coś zakazanego.
Po niespełna godzinie jazdy znaleźli się kompletnie po drugiej stronie Jackson, przed dwupiętrowym budynkiem w kolorze wojskowej zieleni. Na pierwszy rzut oka nic nie zachęcało do wejścia, ale po przestąpieniu progu odnosiło się inne wrażenie. Jasne wnętrze, przyjemne tło muzyczne oraz normalne, trzeźwe twarze nie stwarzały pretekstu do bójek i strachu. Trzeźwe i normalne tylko dlatego, że było to miejsce przesiadywania żołnierzy w zassie wolnym. Dobre jedzenie, napitek, towarzystwo i nic więcej nie było potrzeba.
Ledwo postąpili parę kroków, gdy od jednego ze stolików odszedł mężczyzna, Azjata, wyższy i widocznie starszy, od Hyuka, ubrany w strój codzienny. Białą koszulkę polo oraz jeansowe spodnie w kolorze khaki. Uścisnęli sobie dłonie ze szczerymi uśmiechami.
- Co cię tutaj sprowadza w towarzystwie tej młodej damy, Hyuk jae? – Zapytał, obejmując chłopaka ramieniem na znak bliskiej znajomości.
- Przyjechaliśmy się odstresować, ka… - Tutaj uciął przypominając sobie, iż nie jest już żołnierzem. – Na strzelnicy.
- Co?! – Charlotta odskoczyła jak poparzona, po czym wróciła do boku Spencera. – Czyś ty zwariował? Kobietę zabierać w takie miejsce?
- Cicho. – Złapał ją za ramiona i poprowadził tuż za starszym mężczyzną.
Ta dziewczyna naprawdę nie potrafiła się opanować. Przeszli salę wzdłuż, aż dotarli do wygłuszających, ciężkich drzwi, które otworzył przed nimi starszy mężczyzna. Strzelnica była pusta, ale wywarła na dziewczynie wrażenie, ze względu na swoją długość mierzącą ponad pięćdziesiąt metrów.
- Masz gumkę? – Zapytał, dopiero po wymownym spojrzeniu dziewczyny zdał sobie sprawę, jak to zabrzmiało. – Do włosów oczywiście.
Zaprzeczyła. Zaczął szukać jakiejś alternatywy, bo włosy mogły jej przeszkadzać. Ratunkiem okazała się skórzana bransoletka z rzemykiem na nadgarstku Hyuka. Stanął za nią i ściągnął wszystkie włosy do tyłu, po czym zaplótł w luźny warkocz, kończąc za pomocą owej bransoletki.
- Skąd umiesz takie rzeczy? – Zapytała z nieukrywanym uśmiechem, który został odwzajemniony.
- Magia. – Zaśmiał się, machając palcami tuż przed jej twarzą, dopóki nie zjawił się były przełożony chłopaka.
Podał obojgu słuchawki na uszy, zaś Spencerowi wsunął w dłoń czarny pistolet. Słuchawki najpierw założył na szyję, co tak samo uczyniła Lotta, która jednocześnie wzrokiem odprowadziła mężczyznę, niestety, tylko pod ścianę. Nie zamierzał wyjść.
- Umiesz to obsługiwać?
- Masz przerażoną minę. Myślałem, że nie będziesz aż tak zdziwiona widokiem broni. W końcu tyle jej jest w filmach, czy książkach. – Uśmiechnął się i wysunął magazynek, zaraz chowając go z powrotem. – To jest Glock, kaliber 9mm. Najbardziej pospolity. Używany przez policjantów, żołnierzy, a nawet zwyczajnych obywateli. Nie masz się czego bać. Nie wybuchnie, nikogo nie da się tym zabić.
Podprowadził ją do stanowisko, gdzie stanął nieco z boku. Wsunął w zgrabne dłonie pistolet, odpowiednio umieszczając palce.
- Zaczniemy od dziesięciu metrów. – Nacisnął przycisk, dzięki któremu papierowa postać podjechała bliżej.
Po tym ustawił się za Lottą, lekko się nachylając na wysokości ucha dziewczyny, dzięki czemu było mu łatwiej wszystko korygować. Jej plecy stykały się z jego torsem, zaś dłonie w tym czasie odpowiednio uniosły ramiona.
- Bez strachu. Pierwszy wystrzelimy razem. – Zapewnił ją, zakładając słuchawki i ujmując te drobne dłonie w swoje.
Sam wycelował i umieścił palec wskazujący na palcu Charlotty, który skrywał spust. Nieco mocniejszy nacisk sprawił, że broń wystrzeliła, a luźne ramiona zamortyzowały odrzut. Oczy Lotty był nadzwyczaj wielkie, zaś tak szeroki, że ukazywał niemalże wszystkie zęby. Zawołała z entuzjazmem. Spencer pokiwał z uznaniem głową, palcem wskazując na tarczę. Trafili w sam środek klatki piersiowej.
Kolejne strzały tylko nadzorował, od czasu do czasu poprawiając jej postawę oraz coraz dalej odsuwając tarczę. W pewnym momencie poczuł pukanie w prawe ramię. Było wiadome, kto zechciał z nim porozmawiać. Na wymyślne migi pokazał Lotccie, by strzelała dalej, gdy on będzie stał z tyłu.
Stanął pod ścianą wraz ze swoim byłym kapitanem, mogąc ze spokojem rozmawiać w ojczystym języku.
- Widzę, że w tej szkole, to nie tylko taniec cię interesuje. – Jakże słusznie zauważył starszy, opierając się plecami o zimny beton.
- Aż tak widać? – Parsknął Hyuk, po czym spoważniał, wsuwając dłonie do kieszeni spodni. – To była trudna decyzja. Mówię o wyborze. Z jednej strony dalej chciałem być żołnierzem, ale z drugiej… Taniec ciągle mnie prześladował. Wiem, że zawsze mogę wrócić, jednak nie chcę się dopuścić porażki ze swoją pasją. Sam jestem ciekaw, jak potoczy się moje życie i kiedy mi pokaże, czy dobrze wybrałem.
- Miałeś zadatki na dobrego żołnierza, który bez problemu wspinałby się po kolejnych rangach.
Pomimo innego języka zamilkli, kiedy Lotta do nich podeszła ze słuchawkami na szyi oraz, prawdopodobnie pustym, pistoletem.
- Podoba ci się? – Zapytał starszy Spencera, jednak zaciekawiony wzrok dziewczyny nie uszedł jego uwadze.
Hyuk uśmiechnął się lekko, prawie niewidocznie kiwając głową.
- Oczywiście.
Charlotta zacisnęła usta, po czym wcisnęła lufę nienabitego rewolweru w brzuch chłopaka.

- Mów po angielsku gnido, bo wywiercę ci tak wielką dziurę, ze organy same wypadną. – Zmrużyła swoje duże, niebieskie oczy.

4.07.2017

Od Spencera CD Charlotty

Ta dziewczyna powinna zostać zamknięta w specjalnym zakładzie bez klamek i okien, dodatkowo w podwójnym kaftanie. Stwarzała zagrożenie dla siebie oraz osób ze swojego otoczenia. Patrząc na nią z innej strony, należała do tych normalniejszych kobiet, nieśliniących się na widok półnagiego faceta.
Skoro pozwolił sprowadzić się do parteru, musiał wysunąć jakiś kontratak. Z jakże niewinnym uśmiechem odepchnął jej nogi od swojej szyi, po czym uniósł tułów, mając znakomitą przeciwwagę. Złapał ją za ramiona i, niczym nic nieważące piórko, przerzucił na podłogę tuż obok. Lewą oraz prawą rękę dziewczyny zamienił ze sobą miejscami, nadgarstki dociskając do posadzki, zaś ciężar swojego ciała umieścił na jej biodrach, mocno ściskając je ze sobą swoimi kolanami. Nachylił się tak, że czubki ich nosów niemalże się stykały. Blaszki zawieszone na szyi chłopaka obiły się wzajemnie, wydając charakterystyczny brzdęk, po czym spoczęły w prawym dole nadobojczykowym Lotty. Na usta Hyuka wpełzł tryumfalny uśmieszek.
- Dobra próba, ale to za mało. – Szepnął, w tym samym momencie puszczając jej subtelne oczko. Nie wyglądała na zadowoloną takim obrotem zdarzeń. Gdyby tylko to było możliwe, z jej nosa ulatniałby się dym. Po paru sekundach patrzenia w oczy dziewczyny, odpuścił. – Wystarczy zabawy na dzisiaj.
Zszedł ze swej ofiary i zebrał puste butelki po wodzie, własną koszulką wytarł resztki potu z okolicy karku, końcowo przerzucając ją sobie przez ramię. Do pokoju nie miał daleko, na dworze zimno nie było, a jedynym niebezpieczeństwem były sztuczne paznokcie oraz brak rozwagi niektórych uczennic. W końcu, co cię nie zabije, to cię wzmocni, tak?
Oboje rozeszli się do swoich pokoi, uprzednio umawiając na kolację w szkolnej stołówce, aby w teorii dopracować nieco układ. I, dla odmiany, zjeść w miłym towarzystwie. Po trochę zbyt długim prysznicu, czym prędzej ubrał się nazbyt elegancko i truchtem ruszył ku zapachowi jedzenia. Oczywiście musiał się wrócić do pokoju. Zamienił soczewki na okulary, co by oczy odpoczęły, gdyż zaczynało go już boleć.
Gdyby tym razem się spóźnił, dziewczę miałoby ostre narzędzia pod ręką.  Wyrzucił z głowy makabryczne obrazy wbitego noża w oko, z gracją wchodząc do rozległego pomieszczenia. Echo rozmów roznosiło się niczym podmuch wiatru. Charlotta znajdowała się już przy bufecie z tacą o talerzem na niej. Po paru sekundach znalazł się przy jej boku. W większości na tacy mieściła się sałatka, ale nawet nie chciał tego komentować. Zbyt wiele w niej agresji.
- Pójdę zająć stolik. Nie każ mi długo czekać, Spencer. – Z dumą uniosła podbródek i odeszła w głąb sali.
Ten w odpowiedzi pokręcił lekko głową z niedowierzaniem. Na talerz nałożył sobie nie za dużo, i nie za mało, co by w nocy nie wstawać z łóżka z powodu głodu. W chwili, kiedy parzył herbatę, wzrokiem wyszukał przyjaciółkę, która umieściła się niemalże na samym końcu sali. Z zastawiona tacą ruszył ku niej, kiedy ta wstała, widocznie także zapragnąwszy czegoś do picia. Normalnie wyminęliby się, lecz coś musiało doprowadzić do anomalii, a dokładniej noga jednej z dziewczyn, która została podstawiona Charlotcie. Hyuk odruchowo uniósł tacę ku górze, lecz trzymając ją tylko w prawej dłoni. Drugą ręką zdążył złapać Lottę w pasie, dzięki czemu nie upadła.
Takie zamieszanie nie mogło się obejść bez zainteresowania innych, obecnych na stołówce. Sprawczynię nietrudno było znaleźć, gdyż to właśnie ona szczerzyła się najbardziej. Przywrócił przyjaciółkę do pionu i oddał jej swoje jedzenie, by następnie stanąć przed uczennicą, która parę godzin temu obśliniła mu nogę. Jakże okropnym (nie) przypadkiem  dłońmi potrącił talerz pełen jedzenia, stojący tuż przed nią, którego zawartość wpasowała się w ubrania nastolatki.
- Ty debilu! – Wrzasnęła, podrywając się z miejsca, zaś Spencer przyłożył dłoń do ust, wydając fałszywe „ups”.
Śmiech osób postronnych doprowadził do tego, że dzikie dziewczę uciekło ze stołówki, dłońmi zakrywając czerwoną twarz. W takich momentach nie miał ani krzty poczucia winy. To była niewielka zemsta w porównaniu do tego, co próbowała zrobić. Nie wolno mordować jedzenia Hyuka, bo wtedy naprawdę można źle skończyć.
Odebrał od Lotty swoje szczęście i udał się do ówcześnie zajętego przez nią stolika, gdzie od razu zaczął konsumować, usiadłszy tyłem do reszty pomieszczenia. Charlotta wróciła parę chwil później, z sokiem pomarańczowym. Zajęła miejsce naprzeciw blondyna. Ledwo zaczęła jeść, kiedy ni stąd, ni zowąd zasiadł obok niej chłopak, którego znał tylko z widzenia oraz słyszenia. Podobno ruchał wszystko, co żywe. Nigdy nie pytał, więc nie oceniał.
- Christian? – Spojrzała na bruneta  ewidentnie zdziwiona jego nagłym pojawieniem się, kiedy ten bez żadnych skrupułów objął ją ramieniem i uśmiechnął się lubieżnie.
- Charlott skarbie, dzisiaj nie mam żadnych planów na wieczór, więc wpadnij do mnie. – Niby szeptał do jej ucha, aczkolwiek ów szept był na tyle głośny, by Hyuk go słyszał.
Przenosił wzrok raz na niego, raz na nią, spokojnie jedząc dalej. Skoro miała kogoś, to nie powinno mu to przeszkadzać. Ani trochę. Wcale. Nawet interesować. Dlaczego więc, tak trudno było mu wziąć kolejny kęs, patrząc nieprzychylnie na napalonego gościa?
- Widzę, że znalazłaś sobie nowego przyjaciela, który należy do rasy tych żółciejszych. Oczywiście bez urazy. – Perfidny uśmiech, fałszywy gest dłonią, przez co Lee zaczął czuć do niego tak silną niechęć, że był gotów wsadzić mu widelec w gardło. – On jest niemową? Głuchoniemy?
- Christian! – Charlotta zbeształa go lekko uniesionym głosem. – Porozmawiamy później, bo teraz jestem zajęta. Idź.
Wypierdalaj, przeleciało komuś przez myśl.
- Dobrze, złociutka, bez agresji. Taka możesz być tylko w moim łóżku. – Puścił jej oczko i jakże powoli odszedł od ich stolika.
Dziewczyna westchnęła ciężko, patrząc z małą skruchą na Spencera.
- Wybacz mu. Jest nieokrzesany. – Psie oczy nie podziałały. Nie wybaczył.
- Jutro dopracujemy twoją choreografię, a teraz przepraszam, ale tak mnie szczypią oczy, że dzisiaj położę się wcześniej.
Nie czekał na odpowiedź. Zebrał swoją tacę ze stolika i odszedł bez pożegnania. Wyrzucił resztki, odłożył brudną zastawę, po czym opuścił stołówkę. Czy to była złość albo irytacja? Cholera wiedziała. Dziwne, nieopanowane emocje kłębiły się w klatce piersiowej Hyuka.  Aby się ich pozbyć, opuścił budynek akademii i zmierzył całkowicie poza jej granice. Wieczorny spacer na pewno pomoże mu przemyśleć kilka spraw, a także  znaleźć rozwiązanie dla zaistniałej sytuacji.

Następnego dnia.

Ukochany samochód Spencera zasłużył na wymianę oleju po dwunastu miesiącach wożenia jego tyłka. Dlatego od razu po poniedziałkowej matematyce wyruszył na umówione spotkanie w jednym z warsztatów samochodowych, znajdującym się w Scottsville, nieopodal Jackson. Pech ciągnął się za nim od paru dni. W warsztacie mieli poślizg, przez co musiał poczekać, aż skończą trzy inne auta. Czas mu się tak cholernie dłużył, że miał wrażenie, iż zdążyłby pójść do akademii i wrócić. Walenie czołem w kierownicę nie pomagało. Co gorsza, przypomniał sobie o sprawdzianie z języka norweskiego. Niezbyt dobre oceny z niego miał, dlatego poczuł dreszcze na plecach. I oddech pana Seagala.
Pod szkołę zajechał tuż przed piętnastą. Nie widział sensu w dzikim biegu na ostatnią lekcję. Nawet jeśli był na niej ważny sprawdzian. Nie mając ochoty nawet na jedzenie, zabrał się za sprzątanie wnętrza samochodu, dopóki Lotta nie skończy zajęć. Prosta robota, a pochłonęła jego myśli, jakby w inny wymiar. Nie słyszał ani dzwonka, ani tego, jak Lotta go wołała. Dopiero kątem oka dojrzał znajome nogi, stojące tuż obok, gdy ten grzebał w bagażniku. Odwrócił się ku niej i nawet nie zdążył się uśmiechnąć, kiedy ta zamachnęła się torbą pełną książek, którą niemalże przetrąciła mu głowę. Cudem oparł się o bok auta.
- Normalni ludzie najpierw się witają! – Oburzył się, kiedy nastąpił kolejny atak, tym razem w prawe biodro.
Odskoczył nieco, lecz i tak poczuł kanciaste podręczniki.
- Dlaczego nie było cię na norweskim? Taki zaawansowany w nim jesteś?! – Zamrugał parokrotnie, niemalże pokornie słuchając jej opierdzielu. – Gdzieś ty, do cholery, był?
Westchnął tylko i zamknął klapę bagażnika, opierając się o nią.
- Szukałaś mnie? – Zapytał, ciekaw odpowiedzi, gdyż oczy dziewczyny nieco się zmrużyły.

Właśnie znakomity plan wskoczył mu do głowy. Korepetycje z norweskiego to było coś, co mogło pomóc mu zbliżyć się ku wyznaczonemu celowi.

3.25.2017

Od Spencera CD Charlotty

Basen był znakomitym miejscem do relaksu, ćwiczeń, czy też dobrej zabawy. Wyjątkowo śmiesznie, kiedy twojej towarzyszce uciekł stanik, a ty byłeś heteroseksualny w każdym calu. Siłą woli oraz mięśni powstrzymywał uśmiech i dał się ponieść nurtowi, w międzyczasie przekręcając na brzuch. Ominął grupkę dziewczyn, które niemalże wyszły z siebie, ponieważ znajdował się tak blisko. Zaczynał mieć tego powoli dość, bo podchodziło to pod psychofanizm. Przecież nie był nawet idolem…
Dogonienie jednego z nastolatków nie było problemem. Kłopotem stało się odnalezienie górnej części garderoby dziewczyny, która zwinnie przechodziła z rąk do rąk. Doprawdy, drugi dzień znajomości i znowu coś dziwnego się odpierdzieliło. Zirytowany do granic człowieczej możliwości złapał pierwszego pod ręką wyrostka za włosy, tym samym przykuwając uwagę reszty grupy.
- Póki jeszcze jestem miły przez te kilka sekund, to oddajcie rzecz, którą ukradliście dla zabawy. – Wyciągnął wolną rękę przed siebie, mierząc złodziejaszków dość agresywnym spojrzeniem. – Inaczej każdemu po kolei skręcę kark.
Zaczął po kolei zaginać palce dłoni, zaczynając od kciuka. Przy ostatnim czarny stanik wpadł prosto na bark Hyuka. Odepchnął od siebie dzieciaka, po czym wzrokiem zaczął szukać Charlotty. Ciężko było ją zauważyć, ale w końcu odnalazł charakterystyczny kok wystający ponad wodę. Siedziała w kącie basenu, tuż obok ujścia sztucznej rzeki.
- Odwróć się. Pomogę ci. – Rozłożył górną część garderoby dziewczyny, poniekąd gubiąc się w tych sznurkach, chociaż starał się ogarnąć. – Naprawdę to był głupi pomysł, aby zakład dwuczęściowy kostium na basen. Równie dobrze to ja mogłem go ściągnąć.
Dziewczę wynurzyło jedną z rąk, gotowa, aby uderzyć chłopaka, lecz ten zmrużył oczy i się odsunął.
- Nie radzę, bo ściągnę także dolną część.
Woda przy jej ustach zabulgotała, po czym odwróciła się odeń.  Pochylił się i najpierw podał jej stanik, aby odpowiednio go umiejscowiła, co równało się z tym, iż musiała zabrać swoje ręce. To nie tak, że bezczelnie patrzył, ale to było silniejsze od niego. Zgromiony wzrokiem spojrzał w bok zauważając znowu tę samą grupę dziewczyn. Aura zazdrości jaką rozprzestrzeniały mogła robić za sztuczną mgłę.
Dwie pary sznurków utrudniły mu w tej chwili egzystencję. Ostatecznie górne przytrzymał zęby, kiedy wiązał te na dole. Najpierw na kokardę, której skrzydełka związał jeszcze raz. Dla pewności.
- Znowu ratuję cię z opresji. – Zaśmiał się cicho, kiedy Charlotta wyszła z basenu. – Gdzie idziesz?
- Do jacuzzi. Mam dość wrażeń oraz niewychowanych bachorów.  
Z tym mógł się zgodzić. Podążył jej śladami. Szczęście w nieszczęściach, mieli całe dla siebie, a w pobliżu nie kręciły się tamte laski oraz faceci. Ludzie czasami naprawdę zachowywali się niczym zwierzęta. Wygodnie rozsiedli się w wannie z hydromasażem, całkowicie się odprężając. Strumienie wody okalały ich ciała, wprowadzając w przyjemny relaks. Aż nie chciało się stąd wychodzić.
- Na środę muszę przygotować nową choreografię, ale nie ma do tego głowy. – Westchnęła, zaś Spencer uchylił powieki i na nią spojrzał. – Kompletnie nie wiem, jak się za to teraz zabrać.
- Najpierw znajdź odpowiedni podkład. – Doradził, łokciami opierając się o brzeg wanny. – Najlepiej taki, który sprawia, że chce ci się tańczyć, jak nigdy wcześniej.
Po dłuższej ciszy podniósł się, wychodząc z Jacuzzi.
- Gdzie idziesz? – Otworzyła oczy, robiąc niemalże przestraszoną minę. – Uciekasz?
- Nie. Po prostu nie chcę cię rozpraszać swoim seksownym ciałem. – Puścił jej oczko, szczerze się przy tym uśmiechając. – Pomyśl w spokoju, a ja przepłynę parę basenów dla podtrzymania kondycji.
- Zawsze jesteś taki skromny?
- Szczególnie przed lustrem. – Pstryknął palcami i oddalił się do największego basenu.
Dwa na sześć torów były zajęte. Wybrał pierwszy, tuż przy brzegu. Nie musiał niepotrzebnie przepływać przez inne. Słupki startowe znajdowały się po drugiej stronie. Nie był to basen olimpijski, więc jego długość wynosiła tylko dwadzieścia pięć metrów. Zmierzając ku początkowi zastanawiał się, czy powinien zacząć od dystansu stu metrów albo od razu przejść na dwieście. Wtedy niespodziewanie ktoś się na niego rzucił.
Charlotta?
Na pewno była to dziewczyna, ale nie ta, z którą przyszedł.
Niewiele było mu dane zobaczyć, skoro aktualnie walczył o powietrze pod wodą.. Jedyne co słyszał, to piski oraz krzyki, że owa kobieta nie potrafiła pływać, więc kazała się uratować. Z trudem na ślepo odnalazł ścianę zbiornika, którego mógł się złapać, jednocześnie wynurzyć. Dzika płeć żeńska zeszła z jego pleców i usiadła tuż obok na brzegu, kiedy on wypluwał wodę z płuc.
- Skoro nie potrafisz pływać, to nie powinnaś biegać wzdłuż głębokiej wody. Mało mnie nie utopiłaś! – Zarzucił jej, gdy w końcu mógł normalnie oddychać.
Blondynka ewidentnie nie czuła się niczemu winna. Prawdopodobieństwo, iż należała do tamtej babskiej grupy, przekroczyło normy. Westchnął bezsilnie, kiedy niespodziewanie dziewczę wpadło z impetem oraz piskiem do wody. Przyczyną jej lotu była Charlotta, której nawet Hyuk nie zauważył. Podparła się dłońmi o biodra.
- Nagle potrafisz pływać! – Zakrzyknęła z nieukrywanym zadowoleniem.
Fakt. Blondynka w przeciągu sekundy nauczyła się pływać. Dlaczego zawsze trafiał na takie dziwne osoby? Co je przyciągało? Pytania, na które ciężko było znaleźć odpowiedzi. Nie usłyszał dokładnie, co odkrzyknęła „ofiara”, lecz na pewno znajdowało się tam słowo stanik. To podjudziło Charlottę, która natychmiastowo wskoczyła do wody, z mordem w oczach. Na szczęście zdążył ją złapać, co by nie zrobiła kolejnych głupstw, chociaż strasznie ciężko było jej przemówić, iż nie warto dla takich wiedźm strzępić sobie nerwów. Wyjście na basen było krótkie, rzeczowe i irytujące. Zgodnie postanowili resztę dnia spędzić na sali tanecznej.

~ * ~

W akademii dali sobie po czterdzieści minut na przyszykowanie się. Hyuk wpierw udał się pod prysznic, aby zmyć z ciała oraz włosów drażniący zapach chloru. Na mokre włosy machnął tylko ręką. Założył najwygodniejsze spodnie dresowe, jakie mógł znaleźć w swej eleganckiej szafie. Lekka koszulka, która ze stuprocentowym prawdopodobieństwem będzie zdjęta, dokończyła dzieła ubioru. Mając jeszcze w zapasie dziesięć minut, postanowił coś przekąsić. W większej ilości. I przez to właśnie stracił rachubę.
To nie tak, że biegł na salę, będąc spóźnionym o ponad piętnaście minut. Nigdy nie potrafił być na czas. Sam sobie utrudniał przez to życie, ale były rzeczy ważne i ważniejsze, a teraz liczyło się jego życie. Wpadł do pomieszczenia, zastając Charlottę siedzącą po turecku na samym środku, przodem do drzwi.
Zginie za parę sekund.

To pewne.


Tragizm.

3.21.2017

Od Spencera CD Charlotty

Niby taka mała, ale potrafiła postawić na swoim. Skoro mieli już stół do grania, nadeszła pora na przyjemności. Raz obszedł stół, wzrokiem wyszukując bili, którą najłatwiej byłoby wbić do łuzy. Cała żółta bila z numerem jeden stała się odpowiednim wyborem. Przybrał pozycję i zaczął przymierzać się do strzału, gdy dziewczyna stanęła naprzeciw, ewidentnie chcąc go rozproszyć. Uśmiechnął się szeroko, rozbawiony tym faktem. Oblizał usta i wyprostował się.
- Też uważam, że masz piękne ciało i powinnaś je eksponować, ale nie uda ci się mnie tak łatwo rozproszyć.
Pochylił się ponownie, krótko wymierzył, po czym bila zniknęła w łuzie. Cmoknął zadowolony, szukając kolejnej kuli, skupiając się tylko na całych. Dziewczyna nie miała wyboru, połówki stały się jej.
- By dodać naszej grze trochę więcej zabawy, to może się o coś założymy? – Podeszła doń nieco bliżej, na ustach mając nieco chytry uśmieszek.
Hyuk postawił kij pionowo na podłodze, dłoń opierając na kapce, nawiązując z nową znajomą kontakt wzrokowy.
- Mów dalej.
- Jeśli wygram, to zabierzesz mnie na jakieś dobre ciasto, jeszcze dzisiaj. – Przerzuciła swoje falowane włosy na jedno z ramion, zaś oczy uniosła lekko ku górze, zastanawiając się. – Gdy przegram…
- Spędzisz ze mną cały jutrzejszy dzień. – Wtrącił, tym samym szokując dziewczynę, na której to twarzy wystąpiła chwilowa konsternacja. Chłopak zmrużył nieco oczy. – Stoi?
Charlotta skinęła energicznie.
- Stoi. – Podali sobie prawe dłonie, zawierając ów zakład.
Dopiero teraz zaczęła się wojna. Spencer aż ściągnął z palców parę pierścionków, by mu nie przeszkadzały w grze.
 W chwili, kiedy już miał uderzyć w bilę, dziewczyna kichnęła tuż nad jego uchem, ba, udała, że kicha. Przez to uderzył zbyt mocno, wbijając nieswoją kulę. Po paru minutach tego nie można było nazwać grą, tylko starciem tytanów. Przepychali się, szczypali, gryźli, a nawet kradli bile. Niektórzy obecni na sali przyglądali się im z zaciekawieniem. Jeszcze trochę, a wyciągnęliby telefony i zaczęli nagrywać. Spotkały się dwa podobne charaktery, doszła do tego burza hormonów, Armagedon gotowy, a znali się dopiero parę godzin.
Nadszedł moment, gdy obojgu pozostało po jednej bili, nie licząc ostatecznej czarnej ósemki. Szczęściem w całej tej trzeciej światowej wojnie było to, iż przy stole był Lee. Sprawdził wszystkie możliwości, aby się nie pomylić. Za wszelką cenę chciał wygrać. Dziewczę ewidentnie irytowały przedłużanie tej gry, gdyż wzdychała już tyle razy, że mogłaby nadmuchać parę balonów. Niepostrzeżenie Charlotta znalazła się tuż obok Hyuka, gdzie bez ostrzeżenia położyła dłoń na wysokości jego nerek.
- Nawet przez tę marynarkę czuję, jak bardzo masz umięśnione plecy. – Szepnęła wprost do ucha starszego mężczyzny, zaś ten z trudem przełknął ślinę czując, że jej ręka powoli sunie ku górze.
Zamiast ją od siebie odsunąć, wykonał bliżej nieokreślony ruch kijem, który spowodował, iż biała bila trafiła w czarną ósemkę. Ta zaczęła się toczyć jakby w zwolnionym tempie, swą wędrówkę kończąc w jednej z łuz.
Koniec.
Przegrał.
Załamany padł na stół, a dziewczyna z tryumfem podskoczyła, wydając z siebie okrzyk radości. Poklepała go po łopatkach z szerokim uśmiechem.
- Następnym razem ci się uda. – Ironia. Żart. Wszystko, tylko nie szczere pocieszenie. Zajęczał przeciągle, ukazując swój wszechogarniający smutek. – No nie załamuj się. Raz się przegrywa, raz się przegrywa, prawda?
Zgromił ją spojrzeniem godnym seryjnego mordercy, nienawidzącego istot żywych. Leżąc tak na zielonym płótnie patrzył na pozostałe trzy bile. Tak blisko, by wygrać. W końcu podniósł się, wzdychając przy tym nadzwyczaj ciężko. Odłożył kije na miejsce i razem zmierzyli ku recepcji. Ostatecznie Charlotta stwierdziła, iż ma dość przebywania w tym zaduchu przesiąkniętym dymem papierosowym, dlatego zaczeka przy aucie. Przystał na to, w samotności zajmując się rachunkiem.
Po uregulowaniu zapłaty, miękkim krokiem opuścił kasyno, w międzyczasie chowając portfel do wewnętrznej kieszeni marynarki. Obszedł Rovera wokoło myśląc, że dziewczyna specjalnie się gdzieś schowała. Jakież było jego zdziwienie, gdy wzrokiem odnalazł ją przy prawym rogu budynku w towarzystwie dwóch mężczyzn, ewidentnie uniemożliwiających jej odejście. Wywrócił oczami, rozpoznając w nich jednego z tych, którego wcześniej zaatakowała kijem. Nie wsłuchując się w słowną przepychankę, stanął pomiędzy facetami, a Charlottą.
- Naprawdę chciało wam się tak długo czekać, aby utrudnić tej biednej dziewczynie życie? – Westchnął, z politowaniem patrząc na mężczyzn.
- Hej! Nie jestem biedna! Dam sobie radę sama! – Wtrąciła, postępując o krok i stając na równi z Hyukiem.
-  Widzę po waszych twarzach, że macie urażoną dumę. Pewnie kasyno było pełne kolegów, wiec teraz musicie to odbić. – Ciągnął dalej, jednocześnie nasłuchując, czy nikt nie opuszcza budynku. – Ale tak w biały dzień napastować kobietę? Amerykanie w ogóle nie mają za grosz wychowania…
Jeden z mężczyzn nie mógł stać dalej spokojnie i pozwalać na uwłaczanie sobie. Złapał Spencera za połacie koszuli, doń się przysuwając.
- Chyba dawno po gębie nie dostałeś, Chińczyku. Zaraz ci pokażę, gdzie twoje miejsce. – Uśmiechnął się jakże obleśnie, ukazując swe zepsute oraz pożółkłe zęby. Już nie wspominając o obrzydzającym zaroście i przekrwionych oczach.
- Charlotto, mogłabyś zamknąć oczy? – Jae spojrzał na towarzyszkę z promiennym uśmiechem, zupełnie nie zdradzającym jego zamiarów.
- Co? Po co? – Zapytała zdziwiona, kiedy chłopak uchwycił swoimi dłońmi przedramię mężczyzny, po czym wykonał tak szybki ruch, ze ledwie go zauważyła, aczkolwiek dźwięk łamanej kości przeraził ją na tyle, aby wydała z siebie okrzyk zdumienia.
Facet złapał się za rękę, jęcząc z bólu. Jeśli był praworęczny, to właśnie został wyłączony z życia towarzyskiego na parę tygodni. Drugi mężczyzna postąpił krok z zamiarem ataku, lecz był zbyt powolny. Lee najpierw wyprowadził pięść w jego przeponę, powodując chwilowy bezdech oraz zgięcie się w pół. Następny ruch był delikatny. Kopnął go w jądra. Sprowadzenie do parteru dwóch wyższych napastników trwało krócej niż minutę.
Poprawiwszy marynarkę obrócił się do Charlotty, która nadal patrzyła z niedowierzaniem.
- Co tu się stało? – Zapytała tak cicho, że ledwo ją usłyszał.
W odpowiedzi wzruszył ramionami, po czym objął dziewczynę w pasie i odeszli do auta w akompaniamencie jęków boleści. Cisza trwała nieprzerwanie, aż nie wyjechali na główną drogę, prowadzącą do miasta. Wtedy brzuch Lotty dał o sobie znać.
- Na pusty żołądek niezdrowo jeść słodycze. – Zerknął na nią, na co ona machnęła tylko ręką. – Weź sobie coś do jedzenia z którejś z siatek. Całą armię można tym wykarmić, ale dla mnie to tylko trzy dni.
- Nie chcę. – Odparła, dopiero w tej chwili zapinając pas.
To była najgorsza z możliwych odpowiedzi. Ustawił tempomat, po czym w połowie znalazł się na tylnych siedzeniach, przebierając w siatkach.
- Matko moja święta! Zabijesz nas! Wracaj tutaj! – Dziewczyna zaczęła energicznie wymachiwać rękoma, po czym złapała go za pasek od spodni, z powrotem sadzając przed kierownicą. – Jesteś normalny?
- Nie. – Odpowiedział szczerze i z uśmiechem , dając jej w dłoń bułkę z gyrosem.
Nim podziękowała, dostał jeszcze przez głowę z otwartej dłoni. Mimo to dalej suszył zęby, jakby nigdy nic. Co jakiś czas zerkał we wsteczne lusterko, aby się upewnić, że nie są śledzeni. W tym kraju wszystko było możliwe. Mogą chodzić dwójkami, ale jak nasyłają, to cały oddział z kijami, nożami i bez mózgów. Na razie droga leciała spokojnie, bez żadnych komplikacji.
- Nie martwisz się? – Zapytała nagle, wyrywając go z zamyślenia. Zauważywszy to, przełknęła kęs, kontynuując. – Wiesz, mogą cię pozwać albo coś w tym rodzaju.
Zaśmiał się tylko.
- Spokojnie. To były akurat takie typy, które będą się wstydziły powiedzieć komukolwiek, że poskładał ich Chińczyk.
- Jesteś Chińczykiem?
- Koreańczykiem. – Zaznaczył, unosząc wskazujący palec ku górze, jednocześnie puszczając jej oczko.
Reszta drogi przebiegła w milczeniu. Jedyna cukiernia, jaką znał, na szczęście była jeszcze otwarta. Zlecił Lottcie wybranie stolika, sam zaś udał się do lady, kiedy niespodziewanie dziewczę uwiesiło mu się na ramieniu. Wszystko po to, aby zatrzepotać rzęsami, potem wybrać słodycz, na którą miała ochotę, i uciekła do stolika. Z uśmiechem pokręcił głową. W jednej chwili kobieta, zaraz zaś dziecko. Jeszcze nigdy nie spotkał tak zmiennej płci przeciwnej, jednocześnie niemiłosiernie przyciągającej.
Przewędrował zwinnie i zgrabnie między stolikami, docierając do tego w głębi lokalu. Postawił przed nią kubek gorącej czekolady oraz najsłodsze ciastko, jakie tylko mogła wybrać. Bita śmietana, posypka, lukrowane owoce. Przepych na małym talerzu. Dla siebie wziął tylko kawę. Postanowił nie zajmować jej zbędną rozmową, tylko pozwolić w spokoju zjeść. Niestety nie umknęło jego uwadze to, iż czymś się zamartwiała. Hyuk nawet wiedział czym.
- Czyżbyś martwiła się o niezaliczony układ? – Splótł razem palce swoich dłoni i pochylił się nieco ku niej.
Charlotta odłożyła widelczyk, wbijając wzrok w blat stołu. Teraz tylko ona wiedziała, co w jej umyśle się działo. Był to na tyle drażniący temat, ze dawała oznaki, iż nie chce o tym rozmawiać. Lee postanowił nie ukrywać dłużej prawdy.

- To ja poprosiłem nauczyciela, aby dał ci drugą szansę. – Zaczął, nawiązując kontakt wzrokowy, kiedy jej błękitne tęczówki uniosły się. – Widziałem, że postawił wam minimalną ocenę, dzięki której zaliczyłyście, ale przekonałem go o możliwość poprawy. Przyznaję, że nie raz patrzyłem na twój taniec. Masz swój własny, oryginalny styl. Szkoda by było, aby przez taką siksę przeszedł niezauważony, prawda?