Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylvain. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylvain. Pokaż wszystkie posty

7.22.2017

Od Sylvaina CD Leandera

Nie mogę powiedzieć, że propozycja Leandera mnie nie zaskoczyła. Poznanie rodziny mojego chłopaka, to nie jest coś łatwego, jednak... Do odważnych świat należy.
Przekręciłem się na łóżku twarzą w stronę Leosia. Brunet leżał, patrząc w sufit pełnymi napięcia oczami. Widać, że bardzo zależało mu na tym wyjeźdźcie.
- Zgadzam się - powiedziałem. - Polecę z tobą.
Chłopak usiadł i patrzył na mnie, doszukując się żartu.
- Naprawdę?
- Czemu nie? - Wzruszyłem ramionami.
- Och, to... to świetnie! - Zastanowił się przez chwilę. - Czyli ten... spakuj się i jutro o piątej wyjedziemy. Odlot jest o siódmej, więc na spokojnie zdążymy.
- Mam nadzieję, że dam radę wstać - mruknąłem.
- Jakby co, to cię obudzę, nie martw się - powiedział z uśmiechem.
Usiadłem, pocałowałem Leosia i zszedłem na podłogę, Rozprostowałem lekko zdrętwiałe nogi. Odwróciłem się jeszcze raz w stronę chłopaka, który bez skrępowania obserwował moje poczynania.
- A na ile ten wyjazd? - Zapomniałem o najważniejszym.
- Na dwa tygodnie - powiedział, czerwieniąc się lekko.
- Okej, to do jutra. - Uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę drzwi.
- Do jutra.
Wyszedłem z pokoju i skierowałem się do swojego, który nie był daleko. Wszedłem, zamknąłem drzwi i otworzyłem swoją niemałą szafę, zapełnioną po brzegi. Z górnej półki wyjąłem najbardziej pojemną walizkę, jaką miałem i położyłem ją na podłogę. Otworzyłem. Walizka składała się z dwóch przegród w środku i dodatkowej kieszonki z drugiej strony. Do pierwszej przegrody spakowałem górną część garderoby: dwie buzy z suwakiem, jedną bez, piętnaście bluzek - tak w razie czego - oraz piżamę. Drugą przegrodę zapchałem siedmioma parami krótkich spodenek i czterema długich spodni. Bieliznę włożyłem do kieszonki. Bo bokach pochowałem jeszcze rzeczy typowo toaletowe, jednak niektóre będę mógł spakować dopiero rano, oraz ręczniki. Wyglądało to jak jakaś wyprowadzka, a nie dwutygodniowy wyjazd. Na środek położyłem aparat. Mam nadzieję, że dzięki temu moje portfolio odżyje, bo trochę je zaniedbałem. Nie zamknąłem bagażu, tylko przesunąłem go w kąt pokoju.
Od razu po tym poszedłem się umyć. Wiedziałem, że będę musiał rano wstać, dlatego wolałem już teraz iść spać. Należę do lekkich śpiochów, więc to i tak wystarczające utrudnienie.
W końcu położyłem się na łóżku, od razu zasypiając.

***

Niechciany dźwięk budzika rozproszył mój sen. Z jękiem podniosłem się do pozycji siedzącej. Sięgnąłem po telefon. W pół do czwartej.
Leander powinien być dumny, że się dla niego tak poświęcam.
Podniosłem się i otworzyłem opustoszałą szafę. Nie miałem niestety dużego wyboru, więc wziąłem czarną bluzkę z nazwą zespołu, a do tego białe dżinsy z dziurami. Gdy już się umyłem i ubrałem, zająłem się układaniem włosów. Jak zwykle trochę mi się zeszło. W końcu umyłem zęby i spakowałem swoją torbę do końca. Nie miałem po co schodzić do stołówki, bo i tak niczego do jedzenia tam bym nie znalazł. Zamiast tego udałem się do głównego korytarza, gdzie stał automat. Nakupowałem batoników muesli. Westchnąłem. Będzie musiało mi starczyć.Wróciłem do pokoju, po drodze konsumując kupione produkty.
Umrę z głodu.
Gdy znalazłem się już w środku, zabrałem walizkę i ruszyłem do pokoju Leosia. Zegar w telefonie wskazywał czwartą czterdzieści, jednak nie zamierzałem spędzić tych dwudziestu minut siedząc i się nudząc. Wszedłem bez pukania, a swój bagaż postawiłem tam, gdzie Leander. Chłopak słysząc zamieszanie,  wyszedł z łazienki. W przeciwieństwie do mnie był jeszcze w proszku. Na sobie miał tylko spodnie, a włosy sterczały mu w nieładzie. Zaśmiałem się na ten widok.
- No co? Jeszcze tyle czasu - powiedział z nutą śmiechu w głosie.
Nie potrafiąc się powstrzymać, podszedłem do niego, przygwoździłem do ściany i złączyłem nasze usta w mocnym pocałunku pełnym wszelkich uczuć, które do niego czułem. 
- Lepiej się pośpiesz - wyszeptałem do ucha Leosiowi i się odsunąłem, od razu kierując się w stronę łóżka, na którym wczoraj spędziłem noc.
Po pół godzinie, w końcu skończył.
- Spóźnimy się przez ciebie - mruknąłem.
- Och, ty optymisto.
Wstaliśmy, wzięliśmy nasze bagaże i ruszyliśmy przez ciche korytarze. Opuściliśmy budynek Academy i skierowaliśmy się do samochodu Leandera. Wsadziliśmy nasze walizki do bagażnika. Wsiadłem do samochodu od strony pasażera. Leoś prowadził.
- Tylko nas nie zabij - zaśmiałem się.
- Bardzo śmieszne.
Gdy jechaliśmy, oparłem głowę o drzwi. Droga zajęła niecałe półgodziny. Leander zaparkował i poprowadził nas do środka. Ja usiadłem na ławce, a on zajął się sprawdzeniem naszego odlotu. Daliśmy bagaże do sprawdzenia. Musiałem wyjąć z kieszeni trzy batony, co wprawiło mnie w lekkie zażenowanie. Gdy było już po wszystkim, ruszyliśmy do naszego samolotu. Miejsca, które był dla nas zarezerwowane, znajdowały się obok siebie. Walizki położyliśmy na górze i usiedliśmy na miejsca.
W końcu mogłem spać.

Leander? xD

6.26.2017

Od Sylvaina CD Leandera

Cały w nerwach pojechałem za chłopakiem do szpitala. Nie pozwolili mi jechać w karetce, więc zamówiłem taksówkę. Siedziałem obok kierowcy, z całych sił pubnoróbując go nie poganiać. Martwiłem się tak bardzo, że nie byłem w stanie tego opisać. Nie spodziewałem się, że z Leanderem może być aż tak źle.
Przez moją samolubność, Leoś...
Mógł nawet umrzeć.
Mój Leoś...
Nigdy nie będzie mój, bo na niego nie zasługuję. Znam go zaledwie miesiąc, a już tyle razy go zraniłem.
Taksówka zatrzymała się. Rzuciłem stu dolarowy banknot i jak najszybciej wysiadłem. Przepychając po drodze ludzi, wbiegłem do środka, wprost do Informacji. Miałem szczęście - w kolejce była tylko jedna osoba.
O jedną za dużo.
Przegoniłem tę myśl i w napięciu czekałem na swoją kolej. Krople potu spływały po moim ciele od stresu. Tak bardzo się martwiłem. To przeze mnie. Gdybym go nie zostawił...
W końcu przyszła kolej na mnie.
- Dzień dobry, gdzie trafił Leander Leitter? - zapytałem na jednym wydechu.
- Ktoś z rodziny?
- Tak, cioteczny brat - skłamałem.
Westchnęła. Pewnie doskonale wiedziała, że kłamię. Przecież jestem w tym słaby.
- Niech ci będzie... OIOM. Drugie piętro.
Podziękowałem i szybkim krokiem kierowałem się w stronę schodów. Mijałem lekarzy, pielęgniarki, zwykłych ludzi. Patrzyłem na nich wszystkich, mając nadzieję, że jednym z nich będzie cały i zdrowy Lenader, któremu rzucę się w ramiona.
Kocham go. Teraz to wiem.
Biegłem po dwa schodki naraz, byle jak najszybciej dostać się na miejsce. Jeśli nie będą chcieli mnie wpuścić, wepchnę się sam.
Dotarłem pod drzwi. Przywitał mnie rudy lekarz o oczach bardzo podobnych do Leosia.
To już obsesja.
- Szukam Leandera. Leandera Leittera - powiedziałem.
- Sylvain? - zapytał.
- Tak... Skąd pan wie?
- To było pierwsze, co powiedział po obudzeniu. Szuka pana.
Puścił mnie przodem, przez wielkie podwójne drzwi. Pospiesznie wszedłem do środka, szukając ciemnobrązowych włosów Leandera. Leżał na końcu sali, słaby. Podszedłem do niego i złapałem za dłoń chłopaka. Spojrzałem mu w oczy, które słabo spoglądały w moją stronę. Uśmiechnął się słabo. Przyniosłem sobie krzesło i usiadłem.
- Hej, Leoś - przywitałem się.
- Cześć - powiedział słabo. - Dziękuję, że jesteś.
- Nie mógłbym nie przyjechać.
Wziąłem ze stolika chustkę i przetarłem czoło Leandera. Był cały rozpalony. Westchnął cicho z wdzięczności. Chciałem mu tak wiele wytłumaczyć, przeprosić. Jednak wiedziałem, że teraz to i tak nie ma sensu.
- Co ci jest? - zapytałem.
- Lekarze stwierdzili zapalenie płuc.
Spojrzałem szeroko otwartymi oczami ze zdziwienia.
- To przez ten basen, prawda? - I tak znałem odpowiedź. Och, Leander. Przepraszam.
Poczułem, jak coś łapie mnie za ramię. Odwróciłem się i zobaczyłem lekarza.
- Przykro mi, Sylvain, ale musisz wyjść. Możesz poczekać na zewnątrz - powiedział.
Spojrzałem jeszcze raz na chłopaka. Pomimo tego wszystkiego był piękny.
- Zaraz wyjdę - powiedziałem do lekarza. - Proszę o chwilę.
Kiwnął głową i odszedł.
- Kocham cię. - Po tych słowach od razu wyszedłem. Nie chciałem usłyszeć odpowiedzi. Nie zasługiwałem na jego miłość, ale chciałem, aby wiedział.
Wyszedłem z OIOMu i usiadłem na ławce. Nie miałem po co wracać do szkoły. I tak nic bym nie zapamiętał. Mogę tu nawet spać, chociaż i tak nie wiedziałem, czy zasnę.
Zrobię wszystko, by mi wybaczył.

Leander? Dzięki za użyczenie konta, hehe

6.19.2017

Od Sylvaina CD Leandera

Opuściłem pokój Lenadera, mimo że wiedziałem, że to nie fair. Nie powinienem. Minęło tak wiele czasu, a ja nadal pamiętałem... wszystko. Każde wspomnienie leżało w mojej głowie. Myślałem, że udało mi się zamknąć GO na klucz w niedostępnej części mojej głowy.
Delric. Mój Delric.
Doszedłem do swojego pokoju, wszedłem do środka i - nie posiadając siły, by dojść dalej - oparłem się o drzwi. Usiadłam na podłodze, zakrywając twarz rękami. Krzyknąłem w przestrzeń, zdruzgotany. Ja chcę zapomnieć. Czemu to takie trudne? 
Szliśmy ramię w ramię, ja z watą cukrową w ręku. Zajadałem, dzieląc się tylko małymi częściami z Delricem.
- Nie dość, że duże dziecko, to jeszcze samolubne - ocenił mnie blondyn.
- Pff - prychnąłem. - Ja nie oglądam chociaż bajek.
Zgromił mnie wzrokiem, chociaż oboje wiedzieliśmy, że żartuję. Kochałem każdą pasję lub hobby, które posiadał. Zresztą... czego w nim nie kochałem?
Stanęliśmy przed pasami. Tymi, przez które przechodziliśmy miliony razy. Te same białe pasy na czarnej drodze. Ten sam widok po drugiej stronie (dzielnica mieszkalna z jednorodzinnymi domami; byliśmy sąsiadami). Rozejrzałem się. Po przeciwnej stronie jechał samochód, lecz był na tyle daleko, by się zatrzymać. Nim zdążyłem zauważyć, Delrica nie było już obok mnie. Wszedłem za nim, pewny, że wie, co robi. Kierowca zamiast zwolnić - przyspieszył. To wszystko stało się w ułamku sekundy. Samochód
(audi tak to było audi)
wpadł z impetem w Delrica. Patrzyłem na to wszystko, widząc każdy szczegół. Blondyn przeleciał nad pojazdem i upadł za nim. Kierowca nie zatrzymał się, ale wcale mnie to nie obchodziło. Podbiegłem do chłopaka, zacząłem nim potrząsać, robić cokolwiek, by tylko na mnie spojrzał. Dookoła zebrał się tłum. Usłyszałem, jak ktoś dzwoni na pogotowie, policję, cokolwiek.
- Delric... - szepnąłem przez łzy. 
Wszędzie była czerwień, ale to nie mogłą być krew. Przecież to tylko jakiś sok czy coś.
Doskonale wiesz, co to.
Wróciłem do rzeczywistości. Zamknąłem powieki, próbując myśleć o czymś innym. Czymkolwiek, tylko nie o dwudziestym czwartym czerwca. Przecież my tylko świętowaliśmy koniec szkoły. 
Dlaczego to musiało się stać.
- A więc, kierowca widział Delrica? - zapytał policjant. Wzdrygnąłem się na dźwięk jego imienia. 
Byłem na kolejnym przesłuchaniu, wciąż te same pytania. Wałkowane na nowo i na nowo. Nie dawali mi zapomnieć. Wypocząć. Chciałem tylko się schować przed światem. Nie robić kompletnie NIC.
- Przecież już to mówiłem. Mógł się zatrzymać. Ale wcale tego nie zrobił. Wolał przyspieszyć.
- Dobrze. - Zapisał coś w swoim idiotycznym notesie. - U Delrica stwierdzono zgon na miejscu. Miał wstrząs mózgu, złamane żebra i prawą rękę... - Wymieniał dalej, ale ja nie słuchałem. 
To moja wina.
Podszedłem do swojej gitary. To był jedyny sposób, by złe emocje odeszły. Chociaż w małej części. Zagrałem pierwszy akord, a dalej jakoś poszło.

Odszedłeś.
Wszyscy ludzie odchodzą.
Ale ty nie byłeś "wszyscy".
Byłeś szczęściem.
Byłeś nadzieją.
Byłeś wygraną.
Ale przegrałeś walkę z Losem.
Śmierć zgarnęła Cię do siebie
Jakbyś był jej własnością.

Grałem dalej, Tworząc następne wersy, zamieniające się w końcu w strofy. W ten sposób mogłem się wyciszyć.
Wiem jedno. Dla Leandera będę potrzebował więcej czasu, jednak jestem w stanie pokochać go jak  Delrica. 
Chcę tego.

Leander? CO TU SIĘ WYDARZYŁO, UHUHU


6.18.2017

Od Sylvaina CD Leandera

Przerwałem mu w połowie, przyciągając do siebie. Czułem jego mokre wargi, lekko smakujące chlorem. Z włosów Leandera kapały krople wody, jednak ani trochę mi to nie przeszkadzało.
Poczułem w końcu szczęście, za którym tęskniłem.
Całowaliśmy się, póki zabrakło nam tchu. Musiałem przyznać, że zakochiwałem się w tym chłopaku. Nie wiem, czy to coś, co powinienem robić, ale chciałem zaryzykować.
Gdy się odsunęliśmy, ujrzałem czerwone policzki chłopaka. Musnąłem je lekko kciukiem.
- Pójdę już - powiedziałem. - Robi się późno.
Leander pokiwał głową i razem wstaliśmy. Podniosłem z ziemi rzeczy i ubrałem się. Chłopak zrobił to samo. Ramię w ramię udaliśmy się do strefy mieszkalnej. Na korytarzach nikogo już nie było. Zastanawiałem się, która jest godzina, a telefonu niestety nie wziąłem, bo po co? Idąc zostawialiśmy za sobą mokre ślady. Zaśmiałem się.
- Z czego się śmiejesz? - zapytał Leander.
Wskazałem podłogę.
- To nasza sprawka.
Wywrócił oczami.
- Jak dziecko - mruknął, myśląc, że nie usłyszę.
- Ja ci dam dziecko! - zagroziłem i zacząłem gonić chłopaka.
Nie było to zbyt trudne, gdyż po zaledwie kilku sekundach miałem go w garści.
A dokładniej, objąłem chłopaka.
- Uważasz, że to było dojrzałe? - zapytał. Twarz Leandera znajdowała się teraz tak blisko, że czułem jego oddech.
- Może nie, ale w końcu czuję się szczęśliwy. - Uśmiechnąłem się i poszedłem dalej, ciągnąc chłopaka za sobą. - Odprowadzę cię - powiedziałem.
Szliśmy dalej, aż w końcu stanęliśmy przy drzwiach chłopaka. Spojrzałem w jego piękne oczy.
Stop.
Przeczesałem dłonią włosy i odchrząknąłem.
- Dobranoc, Leander.
- Dobranoc.
I tyle go widzieli. Wszedł do środka i zamknął drzwi.
Natomiast ja  z szerokim uśmiechem na twarzy udałem się do swojego pokoju. Brakowało mi takiego czystego szczęścia. Nie wymuszonego dla innych. Gdy wszedłem do środka, szybko się umyłem i zasnąłem, wciąż się uśmiechając.

* * *

Rano zadzwonił budzik, który sprawił, że od razu oprzytomniałem. Przypomniało mi się, że jest poniedziałek. Nie chciało mi się iść na zajęcia, ale stwierdziłem, że później miałbym wyrzuty sumienia, więc ubrałem się i wyszedłem z pokoju.
Te kilka godzin ciągnęły się i ciągnęły. Nauczyciele mówili, mówili, mówili. Niektórzy zadawali pracę domową. Jednak na tych lekcjach było coś, co mnie zmartwiło. Na żadnej z nich nie widziałem Leandera. Zastanawiałem się, czy po prostu zaspał albo czy źle się czuł.
Na zajęciach z pisarstwa nie miałem partnera. Oddałem oczywiście naszą pracę, ale bez chłopaka u boku, wcale nie była już taka satysfakcjonująca. Matematyka i Historia przeminęły bez większego zainteresowania, gdyż martwiłem się o Leandera. Następne dwie godziny miałem wolne, więc postanowiłem go odwiedzić.
Poszedłem do części mieszkalnej. Najpierw odwiedziłem swój pokój, by odłożyć niepotrzebne zeszyty. Natychmiast po tym podszedłem do drzwi pokoju Leandera i zapukałem. Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi. Zmartwiony jeszcze bardziej, postanowiłem wejść do środka bez pozwolenia. Drzwi były otwarte.
To co tam zobaczyłem... Leander leżał na łóżku, ledwo żywy. Okna były zasłonięte i zamknięte, co sprawiło, że do moich nozdrzy dostał się zapach potu. Odsłoniłem je i otworzyłem. Następnie podszedłem do chłopaka i przyklęknąłem przy jego łóżku. Zacząłem nim lekko potrząsać.
- Leoś.., Leeeoś.
W końcu stęknął i otworzył oczy.
- Hej - powiedział zachrypniętym głosem i spróbował usiąść. Pomogłem mu.
- Co się stało?
- Naprawdę nie wiem. Źle się czuję... Nawet bardzo - mówił słabym głosem.
Poszedłem do łazienki po ręcznik, schłodziłem go wodą i przetarłem czoło Leandera.

Leander?

6.15.2017

Od Sylvaina CD Leandera

Wróciłem do pokoju. Nie myślałem o niczym. Po prostu zasnąłem.
Rano już nie było tak kolorowo.
Choć... czy kiedykolwiek było?
Wszystkie emocje wróciły ze zdwojoną siłą trzeźwości w połączeniu z kacem, brudem i podobnymi do tych dolegliwościami.
Do sukcesu dochodzi się małymi kroczkami.
A więc prysznic. Powlokłem się do łazienki, rozebrałem się z przepoconych ubrań i wszedłem do kabiny. Ustawiłem wodę na idealnie ciepłą. Zawsze zajmowało mi to dużo czasu. Dokładnie wyszorowałem każdą część ciała. Umyłem również głowę. W końcu zakręciłem wodę i wyszedłem. Otoczyło mnie chłodne powietrze, więc szybko owinąłem się ręcznikiem. Podszedłem do szafy w pokoju i wziąłem ubrania. Pierwsze lepsze. Dzisiaj nie miałem ochoty się stroić. Przebrałem się i wysuszyłem włosy.
W końcu zobaczyłem swoje odbicie.
No i co zrobiłeś? - zdawało się mówić.
Pocałowałem Leandera, jednocześnie tego chcąc i nie. Na pewno nie w ten sposób.
A potem on poszedł na pociechę do Anthony'ego. Nie spodziewałem się tego po Leanderze. Zawsze wydawał się taki... ułożony? I zbyt nieśmiały.
Sam nie jestem lepszy. Miałem gdzieś jego uczucia. Zrobiłem to, by w jakiś sposób zaimponować innym. Już nigdy więcej się nie napiję. Jestem wtedy kompletnie innym człowiekiem.
Gdzie podział się ten miły, pomocny Sylvain?
Zniknął w alkoholowej przepaści.
- Gadasz jak człowiek z depresją - pouczyłem sam siebie. - Nie masz czasami tego dość?
Poszedłem do sypialni i walnąłem się na łóżko. Był weekend, a ja i tak nie miałem co robić. Na razie koniec stawiania kolejnych kroków.
Nie popisałem się.
W końcu odpaliłem laptopa i włączyłem serial. Właśnie tak spędziłem sobotę. Nadrabiając The 100 i zaczynając nowy. No i wypijając dwie butelki wody, ale to już mniej istotne. Jednak o osiemnastej brzuch w końcu się zbuntował. Zwlokłem się z łóżka i powolnym krokiem zszedłem do stołówki Nie tylko ja wyglądałem jak śmierć. Rozpoznawałem wielu ludzi z imprezy, ale z nikim się nie witałem. Założyłem kaptur, nałożyłem sobie posiłek i usiadłem w najdalszym koncie. Przyznałem sam przed sobą, że po prostu się wstydzę. Większość nawet nie pamięta imprezy, jednak JA nie byłem w stanie zapomnieć.
Jadłem w osamotnieniu. Wpadłem w swego rodzaju stan uśpienia. Myślałem tylko o tym by widelec z talerza trafiał do buzi, a z buzi do talerza. W końcu jedzenie się skończyło, więc odłożyłem widelec i siedziałem. Wyobrażałem sobie, jak podchodzę i oddaję talerz, ale nie byłem w stanie tego zrobić.
- Sylvain - usłyszałem szorstki głos Anthony'ego. Usiadł na miejsce na przeciwko. Nawet na niego nie spojrzałem. - Jak bardzo trzeba być bezdusznym, by zrobić coś takiego? Czyżby miły Sylvain był tylko przykrywką?
- Daj mi spokój - wymamrotałem. Wziąłem talerz i odniosłem na miejsce brudnych naczyń. Mało osób to robiło. Większość zostawiała tam, gdzie siedziała, ale ja uważałem to za trochę nie w porządku.
- Rozumiem, byłeś pijany. - Anthony nie poddawał się. Poszedł za mną i dalej truł. - Ale przesadziłeś! Tak się nie robi.
Odwróciłem się do niego.
- Myślisz, że nie wiem? Ale nie w porządku jest też to, że potem poleciał do ciebie i wspólnie się "pocieszaliście". - Wykonałem w powietrzu cudzysłów.
Białowłosy spojrzał na mnie zdziwiony.
- Niby kto ci tak powiedział? To nie prawda. A na pewno nie w taki sposób, jak ty myślisz. My tylko oglądaliśmy film.
Nic na to nie odpowiedziałem. Poszedłem do swojego pokoju, wziąłem szybki prysznic i zasnąłem. Niech jutrzejszy dzień będzie lepszy.

***

Następnego poranka - no dobra, o jedenastej - wstałem z trochę lepszym humorem. Poszedłem do łazienki i ogoliłem się. Potem wyciągnąłem z szafy moje ulubione białe dżinsy i do tego czarny T-shirt. Ułożyłem włosy i wziąłem się za poszukiwanie telefonu. Leżał za łóżkiem, rozładowany. Podłączyłem go do ładowarki i włączyłem. Od piątku go nie dotykałem. Po włączeniu doszedł do mnie jeden, wielki spam. Najważniejsze były wiadomości od Leandera. Dokładniej tylko jedna:
"Spotkajmy się dzisiaj o 13 w stołówce. Proszę".
Wysłana niedawno. Odpisałem "okej" i zszedłem na dół. Była dwunasta trzydzieści, jednak chciałem jeszcze zjeść. Będąc już w stołówce, nalałem do miski mleka i dosypałem płatków. Usiadłem przy jednym z pustych stolików i zacząłem konsumpcję. Stołówka była opustoszała, co wcale mnie nie dziwiło. Sam bardzo rzadko wstawałem o tak późnej porze.
Drzwi otworzyły się. Do środka wszedł Leander. Nasze spojrzenia się spotkały. Usiadł na przeciwko mnie, jak wczoraj Anthony.
- Hej, Leander - przywitałem się.
- Cześć, Sylvain.

Leander?

6.02.2017

Od Sylvaina CD Leandera

Starałem nie pić za dużo, ale w końcu uległem. Czułem w sobie wpływa alkoholu, chociaż nie chwiałem się jak inni. Normalnie martwiłbym się o Leandera, który wręcz za dobrze się bawił, jednak wódka to wódka, z człowiekiem swoje robi.
- Ja chcę zacząć! - powiedział Anthony.
- Okej - zgodziła się dziewczyna, która chyba najbardziej angażowała się w tego typu zabawy. - Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie. - Słychać było aprobatę tłumu.
Ciemnowłosa wybuchnęła śmiechem.
- Napisz do swojej poprzedniej miłości - przerwała jej kolejna salwa śmiechu - że... chcesz się spotkać! - Reszta zaczęła jej wtórować.
Anthony, ani trochę nie zmieszany, wyjął telefon i zaczął pisać. Widać było, że trudno mu trafiać w literki. Robiąc to, chwiał się, jednocześnie się śmiejąc. Na sam konie, przed wysłaniem, pokazał wszystkim swoje esemesowe dzieło i kliknął "wyślij".
I tak zabawa trwała dalej. Uczestnicy robili najróżniejsze rzeczy. Jedna dziewczyna miała nawet za zadanie pić przez określony czas wódkę z gwinta. Zastanawiałem się, kiedy alkohol się skończy. Wyglądało to tak, jakby cały czas go przybywało. Jeżeli ktoś brał "pytanie" to najczęściej musiał odkrywać przed innymi ciekawą prawdę. Jednak nikt się nie zrażał - w końcu wszyscy nie myśleli już logicznie. W którymś momencie padło na mnie.
Znowu odezwała się ciemnowłosa:
- Dobra, Sylvain, prawda czy wyzwanie? - można powiedzieć, pisnęła dziewczyna.
- Prawda - odpowiedziałem. Tłum zaczął buczeć. - No co, dopiero się rozkręcam, nie? - Wywołało to ogólny śmiech wśród studentów.
- Eee... - zastanowiła się. - O, wiem! Jakiej jesteś orientacji?
Zacząłem się śmiać do rozpuku, sam nie wiedząc czemu. Gdybym był trzeźwy, odpowiedziałbym inaczej. Dużo rzeczy z tej nocy bym powstrzymał.
Jednak dla pijanego przedstawienie musi trwać.
- Dla niektórych może być to szok! - ostrzegłem trzymając w napięciu. - Biseksualny.
Uczniowie wybuchnęli śmiechem, mimo że nie było powodu. Leander spojrzał na mnie dziwnie, choć już ledwo przytomnie. Złapałem wzrok blondynki, która pozostała jedną z niewielu trzeźwych tu osób. No cóż... może w końcu się odczepi. Wzruszyłem tylko ramionami.
- Nie wierzę w to - odezwała się ponownie "prowadząca". - Udowodnij nam!
W tłumie odezwały się głosy aprobujące ten pomysł.
- Czemu nie - powiedziałem żwawo.
Wstałem, lekko się chwiejąc. Wciąż powtarzałem sobie, że jestem prawie trzeźwy.
I zrobiłem to. Udowodniłem im.
Szkoda, że w taki sposób.
Przyciągnąłem w swoją stronę Leandera i mocno wpiłem się w jego usta. W żyłach pulsował mi alkohol. Chłopak nie wiedział, co zrobić, jednak...
Co ja zrobiłem...

Leander? O zgrozo, co tu się zadziało xD

5.28.2017

Od Sylvaina CD Leandera

Otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się Leander. Uśmiechnąłem się do niego szeroko, a mój wzrok od razu spoczął na oko chłopaka. Opuchlizna nie zeszła, ale nie było tak źle.
- Wejdź, muszę jeszcze wziąć parę rzeczy.
Posłusznie wszedł do środka i usiadł na szarym fotelu. Wziąłem z biurka telefon, kluczyk oraz portfel, wszystko kładąc do kieszeni. Przejrzałem się w lusterku i stwierdziłem, że mogę ukazać się ludziom w tym wydaniu. Czułem na sobie wzrok chłopaka, a gdy się odwróciłem, zobaczyłem, że cały czas się dziwnie uśmiecha.
- No co? - zapytałem zdziwiony, lekko odwzajemniając uśmiech.
- Nie musisz się dla niej tak stroić. I tak się jej podobasz.
Przewróciłem teatralnie oczami.
- Przestań. Nie jestem nią w ten sposób zainteresowany - wytłumaczyłem cierpliwie. - Po prostu lubię ładnie wyglądać wśród ludzi oraz zdobywać nowych znajomych. Te dwie rzeczy się ze sobą idealnie łączą.
- Dusza towarzystwa - mruknął.
- Dokładnie.
Otworzyłam drzwi i wypuściłem Leandera przed sobą. Zamknąłem drzwi, po czym razem wyszliśmy z części mieszkalnej w stronę drzwi wyjściowych. Ognisko organizowane było przy basenie, tam, gdzie umiejscowione są tarasy. Oboje wciąż lekko się gubiliśmy. W końcu to dopiero... trzeci dzień? Przez całą drogę rozmawialiśmy o błahych sprawach. Lubiłem towarzystwo tego wielkoustego chłopaka. Za każdym razem, gdy patrzył się w oczy, robił to bardzo głęboko, aż w końcu musiałem odwrócić wzrok. Dziwiłem się, że ma problemy z kontaktami z innymi. Przecież nie da się go nie lubić. Chciałem go poznać bliżej, a ognisko na pewno mi w tym pomoże. Chciałbym zapytać o rodzinę, ścieżkę kariery, którą podąża i dlaczego wybrał akurat tę Akademię. Cieszyłbym się nawet ze znajomości takich błahostek jak ulubiony kolor. Coś mnie do niego przyciągało, mimo że sam nie chciałem się do tego przyznać.
W końcu dotarliśmy. Przywitał nas tłum ludzi. Niektórych już znałem, więc kiwałem do nich głową lub podawałem rękę. Zaprowadziłem Leandera na jedną z kanap blisko centralnej części zabawy -samego ogniska. Część ludzi tańczyła do muzyki, inni rozmawiali ze znajomymi, następni jedliprzy rozstawionych stołach, a jeszcze inni, tak jak my, usiedli na którejś z kanap.
Odwróciłem się do chłopaka.
- Chcesz coś pić? - zapytałem.
Pokiwał głową.
- Prosiłbym wodę.
Uśmiechnąłem się i poszedłem po dwa kubki wody. Przygotowany był specjalny stół, na których stały różne napoje oraz rzędy kubków. Nalałem do dwóch chłodny płyn.
- Sylvain! - Usłyszałem za sobą odrobinę piszczący, znajomy głos.
O nie...
Odwróciłem się, jak zwykle uśmiechnięty, nie dając po sobie poznać, jak bardzo nie chcę teraz towarzystwa tej nieznośniej blondynki. Może i była przewodniczącą. Może i była na swój sposób inteligentna. Może tak. Ale dawno mnie tak nikt nie denerwował jak ona.
- Cześć... - przez chwilę szukałem odpowiedniego imienia - Emilly.
- Co tam? Przyszedłeś sam? - zaczęła pytać.
Zignorowałem pierwsze.
- Tak się składa, że nie, więc muszę już iść. - Próbowałem się wyrwać, jednak dziewczyna mnie zatrzymała.
Posłałem błagalne spojrzenie Leanderowi.

Lenader?

5.22.2017

Od Sylvaina CD Leandera

Odwróciłem się i zamknąłem drzwi. Mrugnąłem wciąż zaspanymi oczami i z powrotem spojrzałem na Leandera. Ciemne, wielkie oczy wpatrywały się we mnie.
Chwila ciszy.
Odchrząknąłem.
- Chciałbym powiedzieć, że przez ostatnie kilka godzin trochę nad ty myślałem, ale... spałem - powiedziałem. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
Przygotowałem biurko, przysuwając drugie krzesło. Zaprosiłem gestem Leanera, a sam usiadłem na jednym z nich. Wyrwałem z notatnika kartkę i wyjąłem dwa długopisy.
- Może coś... o miłości? - zapytał jakby sam siebie ciemnowłosy. - Nie, to zbyt częste.
Cieszyłem się, że jednak porzucił ten temat. Moje wszystkie wiersze o miłości kończyły się... źle. Zresztą, czy żeby pisać wiersze o miłości nie trzeba być zakochanym. Przed oczami pojawił mi się obraz Delrica we krwi.
 Zacisnąłem powieki.
- Zgadzam się - rzekłem. - Może coś bardziej... życiowego?
Leander chyba zauważył, że coś przyszło mi do głowy, więc przysunął mi kartkę z długopisem.
- Śmiało.
Wziąłem pisak do ręki i przycisnąłem go do papieru. Napisałem pierwsze słowa.
Jestem człowiekiem.
Kocham. Nienawidzę.
Śmieję się. Czasem płaczę.
Zatrzymałem się. Oddałem kartkę chłopakowi.
- To ma być wspólna praca.
Leander westchnął, ale posłusznie zabrał się do pisania.

Jestem człowiekiem.
Tęsknię. Wspominam.
Idę dalej. Czasem czekam.

- Chyba nie jest tak źle - mruknął.
Przeczesałem włosy palcami i spojrzałem na kartkę.
- Szkoda, że to dopiero dwie zwrotki - powiedziałem z lekkim śmiechem i wziąłem rozpoczętą pracę.
Przywołałem kilka wspomnień.

Jestem człowiekiem.
Urodziłem się. Umrę.
Przeżywam. Żyję.

Leander przejął długopis.

Jestem człowiekiem.
Zamykam się w sobie. 
Poznaję nowych ludzi.

Po prostu jestem.


- To jest dobre - stwierdziłem.
Chłopak spojrzał na mnie.
- Może nas nie zabije.
- Kto? - zapytałem.
- Nauczycielka, rzecz jasna. Chyba już mnie nienawidzi.
Zaśmiałem się głośno.
- Przesadzasz. Nie można kogoś nienawidzić po jednym dniu.
Usłyszałem dźwięk Messengera. Zmarszczyłem brwi i podniosłem telefon. Odblokowałem urządzenie i zobaczyłem zdjęcie blondynki z zajęć pisarstwa.
- O nie... - jęknąłem.
- Coś się stało?- zapytał Leander.
- Chyba ta dziewczyna nie da mi spokoju.
- To umów się z nią - usłyszałem natychmiastową odpowiedź.
Spojrzałem na siedzącego wciąż chłopaka. Nawet nad tym nie myślałem. Wszystko wciąż jest za świeże. Mimo że wypadek przydarzył się rok temu.
- To nie jest dobry pomysł. - Odwróciłem wzrok i ziewnąłem przeciągle.
- O, późno już - stwierdził Leander. - Pójdę już.
Skinąłem głową. Chłopak wstał, zabrał swoje rzeczy i podszedł do drzwi. Otworzyłem je.
- To do zobaczenia - powiedziałem.
- Na razie.
Wyszedł, a ja zakluczyłem wejście. O dziwo wciąż byłem zmęczony. Pomyślałem o Leanderze. O jego oczach, wielkich ustach.
Pokręciłem głową. Stop.
Położyłem się na łóżku i od razu zasnąłem.

<Chyba mnie poniosło xd.To przez tę godzinę>

4.13.2017

Od Sylvaina Do Leandera Narcyza

Miło było zacząć nową szkołę. Zmiany się przydają. Powiem szczerze, że mam nadzieję poznać tutaj sporo nowych ludzi. Oczywiście, nauka też jest ważna, ale przecież to taka błahostka.
Przyjeżdżałem własnie pod "wrota" Akademii. Budynek był o g r o m n y, a całość prezentowała się nadzwyczajnie. Można by było zrobić tyle zdjęć; każdy centymetr nadawał się na kadr.
- Podoba się? - zapytał ojciec, który jechał z przodu, obok szofera.
- Zapowiada się niesamowicie - odpowiedziałem szczerze.
Samochód stanął. Szybko z niego wyskoczyłem, podziwiając widoki. Szofer podał mi walizkę.
- Idę załatwić papiery - rzekł tata. - Ty skieruj się do swojego pokoju.
- Dobrze, tato. - Zawsze czułem i będę czuć do niego pewien respekt. Pomimo swojego wieku.
Wszedłem do środka Akademii, trzymając w ręku mapkę i ogólny plan lekcji. Skierowałem się w stronę swojego pokoju - numer dwa. Nie będę musiał iść daleko.
Odwróciłem się jeszcze,będąc już w środku. Na podjazd stanął jeszcze jeden samochód. Wysiadł z niego młody chłopak o brązowych oczach i wielkich wargach. On też chyba dopiero przyjechał. Świadczyły o tym dwie walizki i taka sama mapka, którą - tak samo jak ja - trzymał w ręku.
Poszedłem do swojego pokoju. Był taki przestronny i ciekawy - o taki mi własnie chodziło. Rozpakowałem rzeczy, myśląc o tamtym chłopaku, który zjawił się tuż po mnie w Akademii. Może razem łatwiej będzie nam się zadomowić? Na tę chwilę powinienem przestać o tym myśleć i iść się położyć. W końcu jutro szkoła.

*~ *~*

Obudziłem się przed dzwonkiem. Postanowiłem zacząć naukę pozytywnie, trzeba się więc dokładnie przygotować do szkoły. Dla niektórych może to dziwne, ale komplet ubrań przygotowywałem sobie wczoraj godzinę. Postanowiłem na początek postawić na coś prostszego. Biały T-shirt, niebieska koszula i dżinsy. Później przyjdzie czas na eksperymenty. Ułożyłem włosy i idealnie przygotowany, wyszedłem z pokoju.
Pierwszą lekcją było pisarstwo. Jestem ciekaw, jak wyglądają lekcje w Akademii.
Szybko przeszedłem do części naukowej, gdzie swoje miejsce miały sale lekcyjne i wszedłem do tej z napisem: "Pracownia pisarska/Biblioteka" i usiadłem w jednym z miejsc w środkowym rzędzie.
- Dzisiaj będziemy pracować w parach - oznajmiła nauczycielka.
Każdy zaczął łączyć się w pary... Każdy oprócz mnie. Tak to jest być nowym.
Nauczycielka chyba to zauważyła, bo mnie do siebie zawołała. Jednak wtedy do sali wszedł chłopak, którego widziałem wczoraj przy wejściu.
- Dzień dobry, Leander - przywitała chłopaka gorzko nauczycielka. - Będziesz pracował z nim. - Wskazała na mnie i odwróciła się do reszty klasy.

Leander? 

4.09.2017

Sylvain Varner

http://img.zszywka.pl/0/0236/6611/francisco-lachowski.gif
 
Imię: Sylvain
Nazwisko: Varner
Pochodzenie: Perdido Beach, California.
Wiek: 19 lat
Orientacja: Biseksualny
Głos: klik
Pokój: Nr 2
Aparycja:
Ciemnowłosy chłopak o brązowych oczach. Ma jasną karnację, którą uwielbia; nie zamierza jej zmieniać. Lubi o siebie dbać, przez co często można go spotkać u fryzjera bądź w spa. Jego wygląd musi być nienaganny. Potrafi wstać nawet trzy godziny wcześniej tylko po to, by wyglądać perfekcyjnie. Przez bogatych rodziców przyzwyczaił się do tego rodzaju dogodności. Sylvain należy do tych dobrze zbudowanych chłopaków. Lubi ćwiczenia, jednak najbardziej uwielbia grę w ręczną. Posiada dziurkę na kolczyk w prawym uchu. Kształt zakładanego kolczyka zależy od nastroju, z jakim Sylvain się obudzi.
Charakter:
Większość ludzi ocenia Sylvaina po jego wyglądzie jako "nienagannego, bogatego chłopaka, który ma w dupie ludzi". Jednak wcale tak nie jest. Gdyby wychowywali go tylko rodzice pewnie by tak było. Ale opiekował się nim często dziadek, który niósł pomoc każdemu nie patrząc na wygląd. Wierzył w ludzi - z tego powody Sylvain również wierzy. Po śmierci ukochanego członka rodziny postanowił zrobić wszystko, by dziadek mógł być z niego dumny, gdzieś tam na górze. Dlatego stara się być po prostu dobry.
"Nie ma dobrych i złych ludzi. Są tylko źli, którzy starają się być dobrzy. Taki właśnie jestem" - To było ulubione powiedzenie dziadka.
Często kłamie "w dobrej sprawie". Nie potrafi komuś powiedzieć, że okropnie wygląda, mimo tego, że się na tym zna. Nie potrafi być szczery, gdy wie, że to kogoś obrazi. Sam nie wie czy robi dobrze, cze źle.
Sylvain jest śmiałą osobą i w połączeniu z innymi cechami wynika, że ma dużo znajomych i przyjaciół. Brakuje mu tylko jednego - miłości. Miał dużo dziewczyn, jednak zawsze czuł, że to nie jest t o. Sam nie wiedział, czego tak właściwie szuka dopóki nie spotkał Delrica. Był to pierwszy chłopak Sylvaina. Delric był jego szczęściem i nadzieją. Był... wszystkim. Jednak podczas jednego ze spacerów, gdy przechodzili przez ulicę, pijany kierowca zajechał im drogę. Chłopak zginął.
Sylvain nigdynie wybaczył sobie tego, że go wtedy nie uratował. Nadal pomaga ludziom, wciąż jest dobry, jednak od tamtego czasu zamknął serce na miłość.
Komu uda się je otworzyć? Czy jest to jeszcze możliwe?
Jedno jest pewne - zawsze zdobędziesz przyjaciela.
Partner: Brak - więcej informacji na górze.
Rodzina:
Matka - Elissa Varner-Felior. Typowa kobieta biznesu. Kocha swojego syna i pokłada w nim nadzieje na przejecię firmy, którą prowadzi.
Ojciec - Deric Varner - Rozumie pasje syna - z tego powodu wysłał go do Akademii.
Dziadek - Drago Felior - Nie żyje. Był przykładem dla Sylvaina.
Zajęcia: Fotografia, Gra na instrumencie, Pisarstwo.
Zainteresowania:
Fotografia - uwiecznianie chwil. Gdyby nie aparat nic nie zostało by mu po Delricu. Kontynuuje swoją pasję zapisując na cyfrowym ekranie co się da.
Gra na gitarze. Dźwiękami opisuje swoje uczucia. Czyni go to wrażliwym człowiekiem. Komponuje muzykę, jednak nikomu nigdy jeszcze nie zagrał własnego utwory. Gdy gra zaczyna również śpiewać.
Pisze teksty piosenek, wiersze, opowiadania; jest w trakcie pisania własnej książki, z którą się utożsamia.
Inne:
Jest leworęczny
Kocha psy; kiedyś sam posiadał
Dużo czyta; również poezję
Świetnie pływa
Z niewiadomych powodów nienawidzi kiwi i ziemniaków
Kontakt: Strzepka