C-co..? Czy ja dobrze usłyszałam..? Po jego słowach poczułam, jak coś zaczyna mnie kuć w okolicach serca.
- A-ale... - zaczęłam, biorąc głowę nieco wyżej, by dostrzec twarz chłopaka, która raczej okazała się tyłem jego głowy. - T-to wszystko było niechcący... Cz-czemu mówisz, że już nie będzie normalnie..? - spytałam. Czułam, jak łzy zbierały mi się w oczach. Dostrzegłam, jak Louis wzrusza ramionami. J-jego to bawi..? - To tylko zwykłe babeczki! - krzyknęłam na całe gardło, rozpłakując
się na dobre. Natychmiastowo się odwróciłam do wejścia, wbiegając do
środka akademii w stronę pokojów. Zatrzasnęłam się w swoich czterech
kątach, po czym zjechałam plecami po drzwiach, siadając w końcu na
zimnej podłodze z wyprostowanymi nogami, które jeszcze weszły na czarny
dywan w białe grochy. Płakałam, łzy raz po razie leciały mi po
policzkach, mimo tego, że ścierałam je dłońmi i nadgarstkami. Nie mogłam
się uspokoić, nie potrafiłam. Tyle pracy włożyłam w te babeczki! Prawie
odkroiłam sobie jednego palca, a dwa poparzyłam. Jeszcze miałam na nich
plastry, jednak przez to wycieranie powoli mi się odklejały. Ociężale
wstałam z podłoża, dosyć chwiejnym krokiem kierując się w stronę
łazienki. Jeśli dobrze pamiętam, to powinnam mieć swoje plasterki.
Otworzyłam drzwi, zaświecając światło i weszłam do środka. Podeszłam do
szafki z lustrem nad umywalką. Zajrzałam do środka, wyciągając pudełko z
narysowanym Kubusiem Puchatkiem i jego przyjaciółmi. Zaśmiałam się,
wyciągając ze środka plastra z wizerunkiem Tygryska. Uwielbiałam tę
bajkę w dzieciństwie, a ta postać była jedną z moich ulubionych. Na trzy
palce nakleiłam sobie takie z tym zwierzaczkiem, po czym schowałam
pudełko do szafki, wychodząc z łazienki. Mam już dosyć tego dnia...
Louis?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elayza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elayza. Pokaż wszystkie posty
6.01.2017
5.20.2017
Od Elayzy CD Louisa
- Auć - cicho pisnęłam, gdy dotknęłam palcem piekarnika. Włożyłam palec do buzi, odwracając się i podchodząc do kranu. Lewą dłonią odkręciłam - a przynajmniej próbowałam - zimną
wodę, pod którą włożyłam poparzony palec. Westchnęłam, w spokoju
czekając, aż przestanie mnie boleć. Jestem dzisiaj jakaś taka
rozkojarzona... Nie dość, że się poparzyłam, choć dobrze wiedziałam, że
piekarnik jest gorący i że blisko niego stoję, to prawie pocięłam sobie
palec, krojąc czekoladę do babeczek. Może to przez to, że robiłam je dla
Louisa? Powinnam jakoś mu się odwdzięczyć za wczoraj... Jednocześnie
również przeprosić za te wszystkie momenty, gdy go potrącałam, idąc
gdzieś. A mama mówiła, by patrzeć przed siebie, a nie pod... Mam tylko
jeszcze nadzieję, że lubi babeczki z kawałkami czekolady. Znowu
westchnęłam, zabierając palec i dokładnie go oglądając. Nie powinno być
aż tak źle... Prawda?
- Elayza? - usłyszałam za sobą czyjś głos. Odwróciłam się, widząc pana Seagala, który prowadził zajęcia kulinarne.
- Tak..? - ostrożnie spytałam. Mężczyzna do mnie podszedł, wzdychając przy okazji.
- Znowu coś sobie zrobiłaś? - zapytał. Spuściłam głowę w dół, wymownie patrząc w stronę piekarnika, w którym piekły się babeczki, które sama z chęcią już bym zjadła. - Chodź, zakleimy to, by cię nie bolało - rzekł dodatkowo, po czym się odwrócił, zmierzając do wyciągniętej na blacie apteczki. Niezbyt pewnie skinęłam głową, idąc za nauczycielem. Po chwili już stałam oparta o ścianę, patrząc na zaklejonego palca wskazującego i środkowego u lewej dłoni. Dobrze, że jestem praworęczna...
- Miki, twoje babeczki - wtedy usłyszałam przed sobą damski głos. Podniosłam głowę w górę, spotykając się ze spojrzeniem blondwłosej Leny. Podeszła do mnie, zaczynając pakować apteczkę, by zapewne odłożyć ją do szafki, gdzie było jej miejsce. Ja bym jeszcze z tym poczekała, bo znowu mogę się poparzyć...
- Spokojnie, pamiętam o nich - odpowiedziałam jej, patrząc na piekarnik, a potem na zegar naścienny. Jeszcze jakieś dziesięć minut... Trzeba by pomyśleć nad tym, jak mam dać Louisowi te babeczki... Sama mu ich nie wręczę, to na sto procent odpada. Może... Kogoś poproszę o ich wręczenie razem z karteczką ode mnie..? Albo zostawię w sali, w której będzie miał lekcje... Podłożę pod drzwi od pokoju... Tyle możliwości... Coś się jeszcze wymyśli. Westchnęłam, patrząc na znowu na zegar. Dziesięć minut minęło, pora zajrzeć do wypieków.
Louis?
- Elayza? - usłyszałam za sobą czyjś głos. Odwróciłam się, widząc pana Seagala, który prowadził zajęcia kulinarne.
- Tak..? - ostrożnie spytałam. Mężczyzna do mnie podszedł, wzdychając przy okazji.
- Znowu coś sobie zrobiłaś? - zapytał. Spuściłam głowę w dół, wymownie patrząc w stronę piekarnika, w którym piekły się babeczki, które sama z chęcią już bym zjadła. - Chodź, zakleimy to, by cię nie bolało - rzekł dodatkowo, po czym się odwrócił, zmierzając do wyciągniętej na blacie apteczki. Niezbyt pewnie skinęłam głową, idąc za nauczycielem. Po chwili już stałam oparta o ścianę, patrząc na zaklejonego palca wskazującego i środkowego u lewej dłoni. Dobrze, że jestem praworęczna...
- Miki, twoje babeczki - wtedy usłyszałam przed sobą damski głos. Podniosłam głowę w górę, spotykając się ze spojrzeniem blondwłosej Leny. Podeszła do mnie, zaczynając pakować apteczkę, by zapewne odłożyć ją do szafki, gdzie było jej miejsce. Ja bym jeszcze z tym poczekała, bo znowu mogę się poparzyć...
- Spokojnie, pamiętam o nich - odpowiedziałam jej, patrząc na piekarnik, a potem na zegar naścienny. Jeszcze jakieś dziesięć minut... Trzeba by pomyśleć nad tym, jak mam dać Louisowi te babeczki... Sama mu ich nie wręczę, to na sto procent odpada. Może... Kogoś poproszę o ich wręczenie razem z karteczką ode mnie..? Albo zostawię w sali, w której będzie miał lekcje... Podłożę pod drzwi od pokoju... Tyle możliwości... Coś się jeszcze wymyśli. Westchnęłam, patrząc na znowu na zegar. Dziesięć minut minęło, pora zajrzeć do wypieków.
Louis?
5.17.2017
Od Elayzy CD Louisa
Odwróciłam wzrok od chłopaka, lekko się pesząc. Nie chce z nim gadać...
- Zapomniałaś języka w buzi? - spytał po jakiejś minucie. Przymknęłam oczy, biorąc wdech powietrza.
- N-nie... - odpowiedziałam, zgarniając swojego kucyka na lewe ramię. Usłyszałam jeszcze prychnięcie z jego strony. Po jakimś czasie w końcu podeszła do nas pani Judson, przez co podniosłam głowę w górę, by spojrzeć jej w oczy.
- Dobra, Louis... Sprawdziłam twoje zadanie, nie ma błędów, poprawiłeś je - powiedziała w stronę chłopaka. Potem zwróciła się w moją stronę. - Przykro mi, Elayza, jednak nie dostałam pozwolenia. Niedługo mamy mieć dosyć...trudną radę i muszę na niej być. Aż tak ważne są te twoje składniki na zajęcia kulinarne? Nie możesz wziąć kogoś innego? Jakichś przyjaciół? - zaczęła pytać, patrząc na mnie z jakąś nadzieją. Schyliłam głowę w dół, łapiąc dłonią ramię i zaczynając je pocierać.
- W zasadzie to... Niby jeszcze coś w spiżarni zostało, jednak... To moja kolei, by zakupić większość. Dostałam już listę i pieniądze, więc potrzebna mi jest tylko osoba do pomocy - wyznałam, niepewnie zerkając na nauczycielkę. Ta tylko westchnęła, kładąc dłoń na czole i przymykając oczy. Nagle pstryknęła palcami, otwierając oczy.
- Weź do pomocy Louisa - powiedziała, uśmiechając się. Wzięłam głowę do góry, z lekkim niedowierzaniem patrząc na panią Judson.
- Co proszę..? - spytał chłopak. Przelotnie na niego spojrzałam. Dalej stał obok nas, jednak miał jeszcze założone ręce na klatce piersiowej.
- Jestem pewna, że już masz wolne, bo wszystkie zajęcia się skończyły. Plus ćwiczysz, więc powinieneś dać radę ponosić te zakupy. Z tego, co mówiła mi Elayza, to nawet nie jest ich aż tak dużo - powiedziała, uważnie patrząc na naszą dwójkę. W zasadzie to nie jest aż taki zły pomysł, tylko...
- Nie lubię jej, psze pani - prosto z mostu wypowiedział się chłopak na ten temat. Nauczycielka tylko wzruszyła ramionami.
- To się polubicie - odpowiedziała, patrząc na swój zegarek na lewej ręce, rozszerzając swoje oczy. - Muszę już niestety iść. Proszę, Louis, zrób to. Do widzenia - szybko powiedziała, odchodząc od naszej dwójki. Przełknęłam ślinę, niepewnie patrząc w stronę ciemnowłosego. To co teraz..?
Louis?
- Zapomniałaś języka w buzi? - spytał po jakiejś minucie. Przymknęłam oczy, biorąc wdech powietrza.
- N-nie... - odpowiedziałam, zgarniając swojego kucyka na lewe ramię. Usłyszałam jeszcze prychnięcie z jego strony. Po jakimś czasie w końcu podeszła do nas pani Judson, przez co podniosłam głowę w górę, by spojrzeć jej w oczy.
- Dobra, Louis... Sprawdziłam twoje zadanie, nie ma błędów, poprawiłeś je - powiedziała w stronę chłopaka. Potem zwróciła się w moją stronę. - Przykro mi, Elayza, jednak nie dostałam pozwolenia. Niedługo mamy mieć dosyć...trudną radę i muszę na niej być. Aż tak ważne są te twoje składniki na zajęcia kulinarne? Nie możesz wziąć kogoś innego? Jakichś przyjaciół? - zaczęła pytać, patrząc na mnie z jakąś nadzieją. Schyliłam głowę w dół, łapiąc dłonią ramię i zaczynając je pocierać.
- W zasadzie to... Niby jeszcze coś w spiżarni zostało, jednak... To moja kolei, by zakupić większość. Dostałam już listę i pieniądze, więc potrzebna mi jest tylko osoba do pomocy - wyznałam, niepewnie zerkając na nauczycielkę. Ta tylko westchnęła, kładąc dłoń na czole i przymykając oczy. Nagle pstryknęła palcami, otwierając oczy.
- Weź do pomocy Louisa - powiedziała, uśmiechając się. Wzięłam głowę do góry, z lekkim niedowierzaniem patrząc na panią Judson.
- Co proszę..? - spytał chłopak. Przelotnie na niego spojrzałam. Dalej stał obok nas, jednak miał jeszcze założone ręce na klatce piersiowej.
- Jestem pewna, że już masz wolne, bo wszystkie zajęcia się skończyły. Plus ćwiczysz, więc powinieneś dać radę ponosić te zakupy. Z tego, co mówiła mi Elayza, to nawet nie jest ich aż tak dużo - powiedziała, uważnie patrząc na naszą dwójkę. W zasadzie to nie jest aż taki zły pomysł, tylko...
- Nie lubię jej, psze pani - prosto z mostu wypowiedział się chłopak na ten temat. Nauczycielka tylko wzruszyła ramionami.
- To się polubicie - odpowiedziała, patrząc na swój zegarek na lewej ręce, rozszerzając swoje oczy. - Muszę już niestety iść. Proszę, Louis, zrób to. Do widzenia - szybko powiedziała, odchodząc od naszej dwójki. Przełknęłam ślinę, niepewnie patrząc w stronę ciemnowłosego. To co teraz..?
Louis?
5.14.2017
Od Elayzy CD Louisa
Wpatrzyłam się w odchodzącą sylwetkę chłopaka. Złapałam się za rękę,
pocierając ją. To naprawdę było przypadkiem... Spuściłam głowę w dół,
gdy nagle usłyszałam dzwonek szkolny, oznajmiający rozpoczęcie kolejnych
lekcji. Podniosłam wzrok w górę, czekając, aż większość uczniów
przejdzie przez korytarz, bym sama poszła do sali lekcyjnej, nikogo nie
potrącając. Szczęśliwa dotarłam do już całkiem zapełnionego
pomieszczenia. Rozejrzałam się, widząc przy głównym stanowisku panią Judson,
uczącą przyrody. Przeniosłam wzrok na miejsca przede mną. Całkowicie
pusta była ławka w trzecim rzędzie przy oknie. Zaczęłam iść w tamtym
kierunku, cudem unikając latającego długopisu. Zamrugałam kilka razy,
spuszczając głowę i ostatecznie siadając na krześle najbliżej okna.
Wyjęłam z plecaka piórnik, jak i zeszyt i odpowiednie książki.
- Elayza - usłyszałam głos nauczycielki. Podniosłam głowę wyżej. Pani Judson machnęła ręką, bym podeszła do niej. Wstałam z siedzenia, minęłam trzy puste i podeszłam do kobiety o blond włosach. - Czy byłabyś tak miła i poszła do klasy obok, do pana Seagala i poprosiła, by chłopak...Louis Styles do mnie przyszedł. Wczoraj miał napisać jedną pracę, jednak nie przyszedł i chciałabym z nim o tym porozmawiać. To jak? - na końcu spytała, delikatnie się uśmiechając. Skinęłam głową, odwracając się, by wyjść z klasy. Po chwili już znajdowałam się na korytarzu, przeszłam parę metrów i stanęłam przed drzwiami do następnego pomieszczenia. Lekko zapukałam, chwytając klamkę i ciągnąc ją w dół. Gdy pchałam drzwi do środka, wzięłam głęboki wdech dla odwagi. W środku spotkałam się z zaciekawionym wzrokiem nauczyciela.
- Dzień dobry... - zaczęłam, przyglądając się uczniom w klasie. Czy ja widzę tego chłopaka z korytarza..? Którego wczoraj potrąciłam..? Zatrzymałam na nim wzrok. - Pani Judson prosi do siebie Louisa Stylesa - powiedziałam, powracając na twarz mężczyzny stojącego na przodzie pomieszczenia. Ten skinął głową, wpatrując się w kogoś w uczniów. Złapałam kierunek jego patrzenia, trafiając na tego gościa z wczoraj i dzisiaj. Lekko się spięłam, mając strach w oczach. Chłopak podniósł się z miejsca, podchodząc w moją stronę. Przełknęłam ślinę trochę głośniej niż zwykle.
Louis?
- Elayza - usłyszałam głos nauczycielki. Podniosłam głowę wyżej. Pani Judson machnęła ręką, bym podeszła do niej. Wstałam z siedzenia, minęłam trzy puste i podeszłam do kobiety o blond włosach. - Czy byłabyś tak miła i poszła do klasy obok, do pana Seagala i poprosiła, by chłopak...Louis Styles do mnie przyszedł. Wczoraj miał napisać jedną pracę, jednak nie przyszedł i chciałabym z nim o tym porozmawiać. To jak? - na końcu spytała, delikatnie się uśmiechając. Skinęłam głową, odwracając się, by wyjść z klasy. Po chwili już znajdowałam się na korytarzu, przeszłam parę metrów i stanęłam przed drzwiami do następnego pomieszczenia. Lekko zapukałam, chwytając klamkę i ciągnąc ją w dół. Gdy pchałam drzwi do środka, wzięłam głęboki wdech dla odwagi. W środku spotkałam się z zaciekawionym wzrokiem nauczyciela.
- Dzień dobry... - zaczęłam, przyglądając się uczniom w klasie. Czy ja widzę tego chłopaka z korytarza..? Którego wczoraj potrąciłam..? Zatrzymałam na nim wzrok. - Pani Judson prosi do siebie Louisa Stylesa - powiedziałam, powracając na twarz mężczyzny stojącego na przodzie pomieszczenia. Ten skinął głową, wpatrując się w kogoś w uczniów. Złapałam kierunek jego patrzenia, trafiając na tego gościa z wczoraj i dzisiaj. Lekko się spięłam, mając strach w oczach. Chłopak podniósł się z miejsca, podchodząc w moją stronę. Przełknęłam ślinę trochę głośniej niż zwykle.
Louis?
5.07.2017
Od Elayzy CD Louisa
Wreszcie koniec lekcji... Zasunęłam swój piórnik w paski zebry, wstając z
krzesła, na którym siedziałam i zaczęłam pakować swoje rzeczy do
plecaka z yorkiem. Gdy skończyłam, założyłam go sobie na plecy,
oddalając się od mojego miejsca pod oknem, idąc w stronę wyjścia z sali.
Jednak w drodze do drzwi stały równo cztery osoby, wesoło ze sobą
gadając. Przystanęłam z boku, czekając chwilę. Może zaraz skończą i
sobie pójdą..? Zmieniłam zdanie, gdy usłyszałam ich śmiech. Przełknęłam ślinę, podchodząc do grupki.
- Przepraszam... - szepnęłam, przechodząc między nimi, by wyjść z sali lekcyjnej. Odetchnęłam głęboko, znajdując się zaraz na korytarzu. Zacisnęłam dłonie na ramiączkach od plecaka, "nurkując" w morze uczniów, spokojnie śmiejących się i chodzących po holu. W nikogo nie traf, w nikogo nie traf... Przeszłam obok dosyć wysokich chłopaków. Czułam wręcz, jak cała drżałam, jednak to uczucie zniknęło, gdy tylko ich minęłam. Mam dosyć... Zatrzymałam się na środku, zastanawiając się, w którą to stronę powinnam pójść, by znaleźć się na tarasie. Ruszyłam przed siebie, by za chwilę skręcić w lewo. Od rana w plecaku miałam jedną książkę, którą bardzo chciałam skończyć. "Kroniki pradawnego mroku" autorstwa Michelle Paver. Wczoraj wieczorem dostałam paczkę, którą wysłała mi mama, a w środku znajdowała się ona. Niestety, wczoraj nie miałam zbytnio czasu, przez co jeszcze jej nie zaczęłam. Chciałabym to zrobić już dzisiaj. Złapałam za klamkę od drzwi, pchając je do przodu i widząc przed sobą parę białych kanap, na chwilę obecną pustych, przez nikogo jeszcze niezajętych. Uśmiechnęłam się do siebie, idąc przed siebie, na sam koniec drewnianego podłoża. Usiadłam na samotnej białej pufie, kładąc swój plecak obok. Rozsunęłam go, wyciągając z niego książkę średniej wielkości z brązową okładką. Zasunęłam tornister, poprawiając się, by usiąść po turecku, po czym otworzyłam przedmiot, chcąc zagłębić się w lekturę.
~ godzinę później ~
Nagle usłyszałam ze strony plecaka jakiś dźwięk. Oderwałam się od książki, zakładając w odpowiednim miejscu zakładkę, którą wcześniej miałam przygotowaną. Schyliłam się do torby, odsuwając jedną z mniejszych kieszonek i wyciągając z niej swój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, gdzie pisało "Przypominajka". Zamrugałam kilka razy oczami, odblokowując przedmiot i wchodząc w odpowiednią ikonkę.
- "Napisać wstępną fabułę na poniedziałek i sporządzić przepis na czwartek"... - przeczytałam na głos. A, no tak... Na zajęcia pisarskie pani kazała nam napisać krótką historyjkę o nieszczęśliwej miłości... A na zajęcia kulinarne mamy napisać swój autorski przepis na jakieś babeczki. Odchyliłam się do tyłu, patrząc w niebieskie niebo. To chyba już koniec czytania... Przynajmniej na chwilę obecną. Uśmiechnęłam się lekko, wstając z pufy i biorąc swój plecak, razem z książką. Zaczęłam iść w kierunku wyjścia z tarasu, po drodze przekładając lekturę do drugiej ręki, by założyć torbę na przynajmniej jedno ramię. Niestety niefortunnie za mocno machnęłam przedmiotem, przypadkowo w kogoś uderzając, trącając z dłoń tej osoby notes i długopis. Już miałam coś powiedzieć, jednak ten ktoś był ode mnie szybszy.
- Uważaj trochę! - usłyszałam męski głos. I okrutniejszy... Natychmiastowo się zatrzymałam, widząc schylającego się po swoje przedmioty chłopaka w brązowych włosach.
- J-ja... P-przepraszam... - ledwie powiedziałam, odwracając głowę w drugą stronę. Zanim nieznajomy powrócił do swojej poprzedniej pozy, sama szybko się oddaliłam od niego, chcąc uniknąć dalszej z nim konfrontacji, jak i zapewne krzyku... Tak, to drugie, jak najbardziej bym chciała uniknąć.
Louis?
- Przepraszam... - szepnęłam, przechodząc między nimi, by wyjść z sali lekcyjnej. Odetchnęłam głęboko, znajdując się zaraz na korytarzu. Zacisnęłam dłonie na ramiączkach od plecaka, "nurkując" w morze uczniów, spokojnie śmiejących się i chodzących po holu. W nikogo nie traf, w nikogo nie traf... Przeszłam obok dosyć wysokich chłopaków. Czułam wręcz, jak cała drżałam, jednak to uczucie zniknęło, gdy tylko ich minęłam. Mam dosyć... Zatrzymałam się na środku, zastanawiając się, w którą to stronę powinnam pójść, by znaleźć się na tarasie. Ruszyłam przed siebie, by za chwilę skręcić w lewo. Od rana w plecaku miałam jedną książkę, którą bardzo chciałam skończyć. "Kroniki pradawnego mroku" autorstwa Michelle Paver. Wczoraj wieczorem dostałam paczkę, którą wysłała mi mama, a w środku znajdowała się ona. Niestety, wczoraj nie miałam zbytnio czasu, przez co jeszcze jej nie zaczęłam. Chciałabym to zrobić już dzisiaj. Złapałam za klamkę od drzwi, pchając je do przodu i widząc przed sobą parę białych kanap, na chwilę obecną pustych, przez nikogo jeszcze niezajętych. Uśmiechnęłam się do siebie, idąc przed siebie, na sam koniec drewnianego podłoża. Usiadłam na samotnej białej pufie, kładąc swój plecak obok. Rozsunęłam go, wyciągając z niego książkę średniej wielkości z brązową okładką. Zasunęłam tornister, poprawiając się, by usiąść po turecku, po czym otworzyłam przedmiot, chcąc zagłębić się w lekturę.
~ godzinę później ~
Nagle usłyszałam ze strony plecaka jakiś dźwięk. Oderwałam się od książki, zakładając w odpowiednim miejscu zakładkę, którą wcześniej miałam przygotowaną. Schyliłam się do torby, odsuwając jedną z mniejszych kieszonek i wyciągając z niej swój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, gdzie pisało "Przypominajka". Zamrugałam kilka razy oczami, odblokowując przedmiot i wchodząc w odpowiednią ikonkę.
- "Napisać wstępną fabułę na poniedziałek i sporządzić przepis na czwartek"... - przeczytałam na głos. A, no tak... Na zajęcia pisarskie pani kazała nam napisać krótką historyjkę o nieszczęśliwej miłości... A na zajęcia kulinarne mamy napisać swój autorski przepis na jakieś babeczki. Odchyliłam się do tyłu, patrząc w niebieskie niebo. To chyba już koniec czytania... Przynajmniej na chwilę obecną. Uśmiechnęłam się lekko, wstając z pufy i biorąc swój plecak, razem z książką. Zaczęłam iść w kierunku wyjścia z tarasu, po drodze przekładając lekturę do drugiej ręki, by założyć torbę na przynajmniej jedno ramię. Niestety niefortunnie za mocno machnęłam przedmiotem, przypadkowo w kogoś uderzając, trącając z dłoń tej osoby notes i długopis. Już miałam coś powiedzieć, jednak ten ktoś był ode mnie szybszy.
- Uważaj trochę! - usłyszałam męski głos. I okrutniejszy... Natychmiastowo się zatrzymałam, widząc schylającego się po swoje przedmioty chłopaka w brązowych włosach.
- J-ja... P-przepraszam... - ledwie powiedziałam, odwracając głowę w drugą stronę. Zanim nieznajomy powrócił do swojej poprzedniej pozy, sama szybko się oddaliłam od niego, chcąc uniknąć dalszej z nim konfrontacji, jak i zapewne krzyku... Tak, to drugie, jak najbardziej bym chciała uniknąć.
Louis?
4.30.2017
Od Elayzy
Odepchnęłam się dłonią od biurka, zaczynając kręcić na obrotowym
krześle. Odchyliłam głowę w tył, wpatrując się w białe belki od łóżka,
na którym zwykłam spać. Nudzi mi się... Obudziłam się jakieś dwie
godziny temu, po czym ogarnęłam, jednak...dalej musiałam czekać jeszcze
jakieś pół godziny do moich lekcji. Cicho westchnęłam, prostując się na
siedzeniu i ruszając myszką od komputera. Zajęłam się wcześniej
pisaniem, ale... Nie mam już pomysłu. Co ja się okłamuje, po prostu już
nie chce mi się pisać. Nic mi się nie chcę. Zasłoniłam ręką oczy, znowu
odchylając się do tyłu.
- Kompletnie nic... - szepnęłam do siebie. Posiedziałam tak chwilkę, w końcu znowu się prostując i patrząc na godzinę na kompie. Zostało jeszcze jakieś piętnaście minut. Chyba jednak to nie była taka chwilka... Zapisałam otwarty plik na pulpicie, wyłączając całe urządzenie, po czym wstałam z krzesła. Zrobiłam dwa pierwsze kroki, znajdując się na miękkim czarnym dywanie w białe grochy. Podeszłam do szafy naprzeciwko, schylając się po plecak z postacią yorka w okularach i z krawatem, do którego były przyczepione dwa wiszące jednorożce. Jeden był biały z szarym ogonkiem i złotymi uszkami, oczami i różkiem, natomiast drugi miał różowy ogon, również złoty róg, oczy i uszy, ale jego "sierść" była różowo-fioletowo-żółta. Nazwałam je Daiki i Judy, na cześć moich postaci z opowiadania, które mi przypominają. Zaśmiałam się, przypominając sobie, jak je dostałam od taty. Łapiąc plecak za rączkę, przeszłam obok do drzwi, przy których nałożyłam czarne trampki za kostkę z białymi czubkami, podeszwą i sznurówkami, gdzie po bokach od zewnętrznej strony stopy były jeszcze wizerunki kota z jakiejś kreskówki. Zabrałam jeszcze szarą bluzę z wieszaka nade mną, zakładając na siebie. Zasunęłam ją, uwalniając dłonie zza długich rękawów i poprawiłam kaptur. Szczerze mówiąc, to ta bluza należała do mojego taty, jednak on postanowił mi ją oddać, gdy raz po jej założeniu stwierdziłam, że jest strasznie wygodna. Zarzuciłam plecak na plecy, łapiąc za klamkę od drzwi. Już miałam ją wziąć w dół, jednak spojrzałam na lustro obok. Wyglądam dosyć znośnie...jak zwykle. Lekko się uśmiechnęłam, szarpiąc za klamkę. Znajdując się na korytarzu, odwróciłam się do drzwi, wyjmując ze środka kluczyk i zamykając je. Gdy znowu chciałam się obrócić, nagle w kogoś uderzyłam. Uderzenie z mojej strony było na tyle silne, że aż upadłam na ziemię.
- Kompletnie nic... - szepnęłam do siebie. Posiedziałam tak chwilkę, w końcu znowu się prostując i patrząc na godzinę na kompie. Zostało jeszcze jakieś piętnaście minut. Chyba jednak to nie była taka chwilka... Zapisałam otwarty plik na pulpicie, wyłączając całe urządzenie, po czym wstałam z krzesła. Zrobiłam dwa pierwsze kroki, znajdując się na miękkim czarnym dywanie w białe grochy. Podeszłam do szafy naprzeciwko, schylając się po plecak z postacią yorka w okularach i z krawatem, do którego były przyczepione dwa wiszące jednorożce. Jeden był biały z szarym ogonkiem i złotymi uszkami, oczami i różkiem, natomiast drugi miał różowy ogon, również złoty róg, oczy i uszy, ale jego "sierść" była różowo-fioletowo-żółta. Nazwałam je Daiki i Judy, na cześć moich postaci z opowiadania, które mi przypominają. Zaśmiałam się, przypominając sobie, jak je dostałam od taty. Łapiąc plecak za rączkę, przeszłam obok do drzwi, przy których nałożyłam czarne trampki za kostkę z białymi czubkami, podeszwą i sznurówkami, gdzie po bokach od zewnętrznej strony stopy były jeszcze wizerunki kota z jakiejś kreskówki. Zabrałam jeszcze szarą bluzę z wieszaka nade mną, zakładając na siebie. Zasunęłam ją, uwalniając dłonie zza długich rękawów i poprawiłam kaptur. Szczerze mówiąc, to ta bluza należała do mojego taty, jednak on postanowił mi ją oddać, gdy raz po jej założeniu stwierdziłam, że jest strasznie wygodna. Zarzuciłam plecak na plecy, łapiąc za klamkę od drzwi. Już miałam ją wziąć w dół, jednak spojrzałam na lustro obok. Wyglądam dosyć znośnie...jak zwykle. Lekko się uśmiechnęłam, szarpiąc za klamkę. Znajdując się na korytarzu, odwróciłam się do drzwi, wyjmując ze środka kluczyk i zamykając je. Gdy znowu chciałam się obrócić, nagle w kogoś uderzyłam. Uderzenie z mojej strony było na tyle silne, że aż upadłam na ziemię.
Ktoś?
Elayza Atrium
Imię: Elayza, jednak uważa, że to do niej nie pasuje, więc każdemu
przedstawia się jako „Miki”. Oczywiście jej prawdziwe imię można skracać
do El, Ela, Eli, a jej mama wyjątkowo mówi do niej Elay.
Nazwisko: Atrium
Pochodzenie: Londyn, Anglia
Wiek: 16 lat
Orientacja: Hetero
Głos: KLIK
Pokój: 39
Aparycja:
Nazwisko: Atrium
Pochodzenie: Londyn, Anglia
Wiek: 16 lat
Orientacja: Hetero
Głos: KLIK
Pokój: 39
Aparycja:
Gdy ktoś zobaczy Elayze, pierwsze co rzuci się w oczy, jest
jej niski wzrost. 150 cm to nie żarty, ostatnio Miki miała przez to
kompleksy, jednak jakiś czas temu w końcu się podniosła i nie ma zamiaru
znowu być w dołku. Utrzymując przy tym odpowiednią wagę, posiada
jeszcze drobne dłonie i stopy, płaski brzuszek i średniej wielkości
biust. Jej cera jest nieskazitelna, troszku bladawa i gładka, niczym
pupcia niemowlęcia. Następną rzeczą ją wyróżniającą to długie, „grube” i
jedwabne w dotyku włosy, ciągle związane w wysokiego kucyka w kolorze
gorzkiej czekolady oraz w tej samej barwie skośne oczy. Dodatkowo pod
nimi są naturalne takie „woreczki”, które na co dzień są u niej
widoczne, a jeszcze bardziej wtedy, gdy szczerze się uśmiecha. Na co
dzień ma na sobie luźne, za duże o rozmiar bądź dwa bluzki lub bluzy.
Uwielbia je, są dla niej całym życiem i uważa za najwygodniejsze na
świecie, zwłaszcza gdy chce zakryć swój tyłek. Nie lubi go pokazywać,
mimo tego, że taki płaski nie jest. Najczęściej nasuwa na niego zwykłe
czarne legginsy, rzadziej dżinsy, w których nie jest jej zbyt wygodnie.
Na nogach lubi mieć sportowe buty, często są to jakieś niecodziennie
wyglądające trampki. Skarpetki też zawsze ma na stopach i one są
najróżniejsze. Czasem zwykłe czarne albo różowe z wizerunkiem flaminga,
mogą być też z buźkami lub z pieskami i kotkami.
Charakter:
Charakter:
El to wstydzioch, jakich mało. Zawsze trudno ją przekonać,
by przeczytała coś, lub ogólnie powiedziała na forum klasy. Z reguły
zawsze wtedy robi się czerwona, jej głos lekko drży i ogólnie czuję się
jak zwierzątko w pułapce. Nigdy nie powie, o czym dokładnie myśli, jak
także nie wyjawi w całości swojego zdania na dany temat, nie pokaże od
tak swojego opowiadania lub nie ugotuje czegoś dla kogoś. Po prostu nie
jest w stanie i również strasznie się wstydzi, głównie tego, że ktoś ją
po prostu wyśmieje. Mimo tego stara się jak za dwóch i zawsze jest
chętna do pomocy. Niezwykle pracowita, jak to ją określają. Dla
starszych kobiet i zwierząt jest niezwykle miła i przy nich nie stresuje
się tak bardzo, jak przy swoich rówieśnikach, a nawet i przy małych
dzieciach. Może to dlatego, że starsi ludzie dużo w życiu widzieli i tak
po prostu nie śmieją się z innych? Na pewno jednak nie zemdleje ze
strachu. A skoro mowa o mdleniu… „Pająki”. Z czym kojarzy się
dziewczynie to słowo? „Śmierć”, „Koszmar”, ta… Eli od dziesiątego roku
życia wykazuję silną niechęć to pajęczaków, w szczególności właśnie do
pająków. Sama twierdzi, że ma arachnofobię, jednak według mnie, to
raczej coś silniejszego… Otóż, gdy tylko Ela zobaczy to stworzenie,
zacznie się płacz, pisk, krzyk, a po dłuższym czasie patrzenia i
przebywania w jego towarzystwie, może nawet zemdleć. Kiedyś tak jej się
stało, gdy była sama w domu i to nie było przyjemne doświadczenie,
przynajmniej z jej strony. Także no, ogólnie strasznie się ich boi. A
mówiąc o lękach… Mężczyźni, zwłaszcza ci wyżsi i umięśnieni. Elay obawia
się być w ich towarzystwie, mimo tego, że w szkole pełno jest takich.
Tak czy siak, ciężko jest jej się przełamać, by do któregoś cokolwiek
powiedzieć. Może to ze względu na to, że każdego ma za takiego
zboczonego, myślącego tylko o jednym i ogólnie chcącym poderwać w życiu
jak największą liczbę dziewczyn? Nadmiernie również się rumieni w ich
towarzystwie, chociaż to może być spowodowane chęcią, by ktoś w końcu
się nią zainteresował. Tak, to może być właśnie to. Jest bardzo
wrażliwa. Byle głupia rzecz, przezwisko czy cokolwiek, powoduje, że
zaraz można ją zobaczyć w łzach. Najbardziej wrażliwa jest na tematy o
zwierzętach, ponieważ kocha je (nawet pająki w jakimś stopniu) i nie
wyobrażałaby siebie, robiącej jakiemukolwiek krzywdę, nawet tym
„okropnym” pajęczakom. Jednak pomijając te rzeczy, których się wstydzi,
obawia czy boi, oraz wyczuloną wrażliwość, to Elayza jest ciągle
uśmiechniętą dziewczyną. Stara się uśmiechać w każdej sytuacji, nawet
takiej, w której nie ma ochoty. Trzyma się zdania: „Uśmiechaj się do
świata, a świat uśmiechnie się do ciebie”. Zaczęła się go kurczliwie
trzymać, gdy usłyszała je od jednej z pań pracujących w domu dziecka.
Niby nic wielkiego, jedno głupie zdanie, jednak przez nie się
uśmiechała, aż nie poznała swoich dotychczasowych opiekunów. Uwierzyła w
moc tego motta i teraz codziennie ma uśmiech na twarzy. Szesnastolatka
śmieje się praktycznie z każdej rzeczy, która przytrafiła i przytrafia
się w jej życiu. Oprócz tego Miki w towarzystwie ważnych jej osób jest
dosyć wygadana. Zawsze znajdzie nowy temat do rozmów, jak i do
ekscytacji. Zobaczy nową książkę w księgarni, zacznie skakać ze
szczęścia. Cyrk przyjechał do miasta, od razu będzie chciała tam pójść.
Taka trochę infantylna, dziecinna, bo ciągle nawet śpi z pluszakiem lub
macha nogami w przód i w tył, gdy siedzi. Bo co innego ma z nimi zrobić,
skoro nie dosięga do ziemi? Jednak może stać się zaufaną przyjaciółką i
jest bardzo wierna. Nigdy nie zdradziłaby czyjejś tajemnicy bez
pozwolenia. Ogólnie nigdy też nie zdradziłaby swojego przyjaciela, nawet
gdyby jej samej by to uratowało na przykład życie. Po prostu nie widzi w
tym sensu. Uwielbia się przytulać. To rzecz, która została u niej
zaszczepiona w dzieciństwie i nikt nie przekonałby jej, że ktoś z jej
otoczenia nie lubi się przytulać. Po prostu to jest niemożliwe. A nawet,
jeśli taka osoba by się zdarzyła, to według niej od razu zmieniłaby
zdanie, ponieważ nie ma kogoś, kto nie pokochałby sposobu przytulania
El. Najpierw delikatne objęcie w pasie, potem wtulenie się, zaciśnięcie
rąk wokół osoby. Może i normalny sposób, jednak dziewczyna to robi
z...miłością? Można to tak nazwać. Chociaż, czy podduszenie można nazwać
„tuleniem z miłością”? U Eli w sumie tak, a przynajmniej ona tak
twierdzi. Jest bardzo pamiętną dziewczyną. Nadal wie, jak wyglądało jej
życie w sierocińcu, czy nauka języka angielskiego. Często jej szeroka
pamięć przydaje się najczęściej w szkole. Nie musi się uczyć i tracić na
to czas, bo z lekcji, na której była, wszystko pamięta. Czasem jest
brana za kujona, którym tak naprawdę wcale nie jest. Ona nawet nie lubi
się uczyć, tracić i marnować na to czas. Woli poświęcić to na spokojne
odrobienie zadania domowe, czegoś napisania, czy poczytania.
Partner: Chciałaby kiedyś kogoś takiego.
Rodzina:
Ojciec Mark Atrium – mężczyzna, powoli zbliżający się do pięćdziesiątki. Zapalony kucharz, nieodmawiający ugotowania czegoś, na co jego żona lub córka mają ochotę. Po wypiciu alkoholu robi się bardziej agresywny oraz nie do zniesienia, jednak nie można go nie kochać. Czasem nadopiekuńczy, jednak zawsze chce dla Elay jak najlepiej, dlatego też zaproponował jej tę szkołę.
Matka Lucy Atrium – kobieta, która niedawno skończyła czterdzieści pięć lat. Dosyć mocno wpływowa kobieta w świecie biznesu, jednak nielubiąca się z tym chwalić. Dobra słuchaczka oraz mówczyni, przez co nie raz pomaga ludziom w trudnych dla nich sytuacjach. Często siedzi po nocach ze swoimi okularami w czarnych oprawkach oraz niedbałym koczkiem na głowie. Odkąd jej córeczka wyjechała, co tydzień regularnie do niej dzwoni, chcąc usłyszeć jej głos.
Jednak mimo wszystko Mark i Lucy nie są jej biologicznymi rodzicami, co widać nie pierwszy rzut oka, gdyż Ela posiada azjatyckie korzenie, a małżeństwo pochodzi z Wielkiej Brytanii. Została przez nich adoptowana już w wieku pięciu lat, co bardzo dokładnie pamięta, mniej już swoich prawdziwych rodziców.
Zajęcia: Pisarstwo i kulinarne
Partner: Chciałaby kiedyś kogoś takiego.
Rodzina:
Ojciec Mark Atrium – mężczyzna, powoli zbliżający się do pięćdziesiątki. Zapalony kucharz, nieodmawiający ugotowania czegoś, na co jego żona lub córka mają ochotę. Po wypiciu alkoholu robi się bardziej agresywny oraz nie do zniesienia, jednak nie można go nie kochać. Czasem nadopiekuńczy, jednak zawsze chce dla Elay jak najlepiej, dlatego też zaproponował jej tę szkołę.
Matka Lucy Atrium – kobieta, która niedawno skończyła czterdzieści pięć lat. Dosyć mocno wpływowa kobieta w świecie biznesu, jednak nielubiąca się z tym chwalić. Dobra słuchaczka oraz mówczyni, przez co nie raz pomaga ludziom w trudnych dla nich sytuacjach. Często siedzi po nocach ze swoimi okularami w czarnych oprawkach oraz niedbałym koczkiem na głowie. Odkąd jej córeczka wyjechała, co tydzień regularnie do niej dzwoni, chcąc usłyszeć jej głos.
Jednak mimo wszystko Mark i Lucy nie są jej biologicznymi rodzicami, co widać nie pierwszy rzut oka, gdyż Ela posiada azjatyckie korzenie, a małżeństwo pochodzi z Wielkiej Brytanii. Została przez nich adoptowana już w wieku pięciu lat, co bardzo dokładnie pamięta, mniej już swoich prawdziwych rodziców.
Zajęcia: Pisarstwo i kulinarne
Zainteresowania:
Od małego dziecka
kochała książki. Jako pierwsza też w przedszkolu nauczyła się płynnie
czytać, czym w sumie się nie chwali. Do dziś lubi to robić w czasie
wolnym, najczęściej sięga po książki przygodowe, czy fantastyczne, które
niesamowicie ją wciągają, naprawdę. Gdy już jakąś otworzy na stronie,
na której ostatnio skończyła, jedyne rzeczy, które mogą ją od tego
odciągnąć, to głód, pragnienie czy potrzeba pójścia do łazienki. Późna
godzina, telefon czy inny, charakterystyczny dźwięk też zabierają jej
uwagę, jednak wtedy jest trochę poddenerwowana. Jej pierwszym takim
„nabytym” zainteresowaniem było gotowanie, którym zaraziła się od ojca.
Niemal codziennie przesiadywała w kuchni, uważnie go obserwując, a po
kilku latach sama spróbowała coś przyrządzić, czym były zwykłe
naleśniki, które wyszły jej niesamowicie dobrze. Dalej było pisanie. Gdy
tylko poszła do szkoły i dostała zadanie, by napisać jakieś
opowiadanie, dostała szóstkę. Jak? Sama nie wiem. Szesnastolatka
niechętnie zabrała się za to zadanie, więc czemu taka ocena? Podobno
napisała je perfekcyjnie, trzymając wszystko w kupie i nie robiąc
żadnych błędów. Zaraz po tym Elayza zaczęła nałogowo pisać jakieś
historie, bo od tamtego czasu każde zdjęcie, piosenka czy opowieść,
dawało jej nowy pomysł na własne opowiadanie. Do dziś posiada kilka
plików na kompie z zaczętymi, ale niedokończonymi wątkami. Jej ostatnim
takim poważniejszym zainteresowaniem był tenis stołowy. Miki nigdy nie
lubiła sportu, jednak mimo wszystko robiła co w swojej mocy, by nie
wypaść gorzej od reszty (szczerze, to i tak marnie jej to szło). Więc
czemu zaintrygowało ją coś, gdzie trzeba się ciągle ruszać? Podstawowym
powodem mógł być jej nauczyciel wychowania fizycznego, który potrafił ją
w sumie zainteresować nawet najnudniejszym sportem, jaki był golf. Gdy
tylko ten nauczył ją, jak powinno się trzymać paletkę oraz jak odbijać
piłeczkę, zakochała się w tym sporcie i namówiła rodziców, by kupili jej
własną paletkę. I w ten sposób dostała Pipi (czyli paletkę), z której
cieszy się aż do dziś. Dodatkowo już sama dokupiła do niej dwie
piłeczki.
Inne:
- robi przepyszne naleśniki, jednak nie takie zwyczajne, ponieważ często dodaje do ciasta różne rzeczy,
- uwielbia psy, jej ulubione są rasy shar pei, sama posiada jednego o brązowym futrze i imieniu Choco,
- uzależniona od czekolady i przysmaków z jej dodatkiem oraz od herbaty o smaku pierniczków (czyt. śliwki z cynamonem),
- nigdy jakoś specjalnie nie patrzyła na to, co je, ponieważ jest to jej niepotrzebne,
- nienawidzi zapachu, jak i smaku nikotyny, alkoholu, kawy oraz ryb,
- dużo osób w jej życiu mówiło, że jest słodka, jednak sama dziewczyna tak tego nie odbiera,
- gdy czuje, że jej dzień może być jednym z gorszych, zakłada dwie różne skarpetki na stopy, gdyż uważa, że to przynosi szczęście,
- skrywa fakt, że pociągają ją mężczyźni z kolczykami,
- ma obsesję na punkcie skarpetek i częściowo pluszaków, do dziś jej ulubieńcem jest pluszowa panda o imieniu Domino,
- w jakiś dziwny sposób jakoś nigdy nie rozstaje się z Pipi,
- nie przepada za gatunkiem romantycznym w książkach i filmach, chociaż filmów prawie nie ogląda,
- od dziecka kocha Power Rangers i Spider-Mana,
- dla osób, które w jakiś sposób są dla niej ważne, wymyśla ksywką, którą tylko ona może stosować,
- jest wrażliwa na łaskotki, dla niej samej przejechanie po skórze wywołuje cichy śmiech,
- ma również wrażliwe uszy,
- ma uczulenie na imbir, niegroźne, po którym tylko „drapie” ja gardło i ciężej jej się oddycha, jednak nienawidzi tej przyprawy.
Kontakt: Zlota123@onet.pl lub ZlotyPies (howrse)
Inne:
- robi przepyszne naleśniki, jednak nie takie zwyczajne, ponieważ często dodaje do ciasta różne rzeczy,
- uwielbia psy, jej ulubione są rasy shar pei, sama posiada jednego o brązowym futrze i imieniu Choco,
- uzależniona od czekolady i przysmaków z jej dodatkiem oraz od herbaty o smaku pierniczków (czyt. śliwki z cynamonem),
- nigdy jakoś specjalnie nie patrzyła na to, co je, ponieważ jest to jej niepotrzebne,
- nienawidzi zapachu, jak i smaku nikotyny, alkoholu, kawy oraz ryb,
- dużo osób w jej życiu mówiło, że jest słodka, jednak sama dziewczyna tak tego nie odbiera,
- gdy czuje, że jej dzień może być jednym z gorszych, zakłada dwie różne skarpetki na stopy, gdyż uważa, że to przynosi szczęście,
- skrywa fakt, że pociągają ją mężczyźni z kolczykami,
- ma obsesję na punkcie skarpetek i częściowo pluszaków, do dziś jej ulubieńcem jest pluszowa panda o imieniu Domino,
- w jakiś dziwny sposób jakoś nigdy nie rozstaje się z Pipi,
- nie przepada za gatunkiem romantycznym w książkach i filmach, chociaż filmów prawie nie ogląda,
- od dziecka kocha Power Rangers i Spider-Mana,
- dla osób, które w jakiś sposób są dla niej ważne, wymyśla ksywką, którą tylko ona może stosować,
- jest wrażliwa na łaskotki, dla niej samej przejechanie po skórze wywołuje cichy śmiech,
- ma również wrażliwe uszy,
- ma uczulenie na imbir, niegroźne, po którym tylko „drapie” ja gardło i ciężej jej się oddycha, jednak nienawidzi tej przyprawy.
Kontakt: Zlota123@onet.pl lub ZlotyPies (howrse)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
