Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Will. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Will. Pokaż wszystkie posty

6.04.2017

Od Will'a cd Oscara

W piątek... Czyli pojutrze.
Przygryzłem dolną wargę rozważając w myślach propozycję chłopaka. Pomysł był oczywiście fajny, wykorzystałbym każdą okazję by urwać się z tej szkoły, w której życie staje się niezwykle monotonne.
No kto jak kto ale ty Will nie powinieneś akurat narzekać na brak wrażeń. Mam ci przypomnieć, że w tak krótkim czasie od przyjazdu tutaj zdążyłeś już poznać Oscara, przejechać się z nim nocą po autostradzie, natknąć się na wkurzającego faceta, oglądać jak on wraz z twoim kumplem ścigają się na torze i o mało nie zostać rozjechanym przez jednego z nich?
Przewróciłem oczami dając znać moim myślom, że mam naprawdę dość tego, że  żyją własnym życiem i najwyraźniej obrały sobie za cel uprzykrzanie mi życia.  Oscar w tym momencie uniósł jedną brew, niemile zaskoczony tym aroganckim gestem. Szybko rozplątałem ręce, które splotłem wcześniej na klatce piersiowej i zacząłem nimi machać w zaprzeczającym geście, tworząc w powietrzu niewidzialny "x".
- Nie, nie to nie było do ciebie -wyjaśniłem.
Dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdałem sobie sprawę, że wcale nie poprawiły one sytuacji.
- To znaczy... Jasne. Chętnie pojadę.
Oscar pokiwał powoli głową. Opuściłem ręce i pozwoliłem by między nami zapanowało milczenie. Było ono niezręczne zarówno dla mnie jak i dla mojego towarzysza. Otworzyłem usta z zamiarem powiedzenia czegoś ale zaraz potem je zamknąłem czując zupełną pustkę w głowie. Oscar chcąc jakoś wybawić nas z tej sytuacji odezwał się w końcu.
- Ja... Muszę już iść -rzucił na pożegnanie i odwrócił się na pięcie w stronę drzwi .
Uśmiechnąłem się na odchodne ale chłopak, stojący do mnie tyłem, nie zauważył tego gestu. Gdy tylko zniknął na korytarzu rozejrzałem się po pokoju próbując znaleźć sobie jakieś zajęcie. Jutro będę musiał wypytać Oscara o szczegóły. Chociażby o to dokąd konkretnie jedziemy.
Przez umysł przebiegła mi myśl, że może właściwie zaprosił mnie ze zwykłej grzeczności i wcale nie chciał żebym z nim jechał. Szybko ją jednak odgoniłem. Gdyby tego nie chciał, wogóle by o tym wyjeździe nie wspominał, prawda?
Podszedłem do uchylonego okna wdychając rześkie, chłodne powietrze do płuc. Spoglądając na nieprzenikniony mrok za oknem naszła mnie chęć na krótki spacer. Byłem jednak zbyt leniwy by zdobyć się na ponowne wyjście z pokoju a co dopiero zejście po schodach i łażeniu Bóg wie gdzie. Mój wzrok znów omiótł uważnie pomieszczenie, podejmując kolejną próbę znalezienia mi zajęcia. Tym razem spoczął on na czystej, nieskażonej jeszcze żadnym ruchem ołówka, kartce. Uśmiechnąłem się czując nagły przypływ energii.
***
Rano jak zwykle wziąłem szybki prysznic, założyłem czyste ubrania i pościeliłem łóżko, przywracając mu ład, jaki zastałem tutaj pierwszego dnia. Zerknąłem na zegarek. Dochodziła siódma. Czując pustkę w żołądku postanowiłem od razu zejść na śniadanie, a pakowanie książek do torby zostawić na później. I tak pierwszą lekcją dzisiaj był wf. Ze zgrozą spojrzałem za okno. Pogoda była piękna, co powinno mnie ucieszyć. Lecz każdy kto zdążył już poznać nauczyciela wychowania fizycznego, wiedział, że nie odpuści on takiej okazji i najprawdopodobniej czeka nas wyczerpujący bieg przez całe 45 minut lekcji. Westchnęłam. Owszem lubiłem sport, a biegi chyba najbardziej (jeśli nie liczyć siatkówki) ale jakoś nie uśmiechał mi się taki wysiłek z samego rana.
***
Na stołówce jak zwykle było tłoczno. Przecisnąwszy się pomiędzy stolikami, dotarłem w końcu do miejsca gdzie mogłem w spokoju wybrać sobie coś do jedzenia. Zdecydowałem się na tosty z szynką oraz zwykłą herbatę. Z kubkiem w jednej dłoni i talerzem w drugiej odwróciłem się na powrót w stronę stołów. Przesuwałem wzrokiem po krzesłach, szukając jakiegoś wolnego miejsca lecz każde, gdzie nie spojrzeć było przez kogoś zajęte. Ruszyłem przed siebie w nadziei, że w czasie gdy zrobię kilka kroków, jakieś miejsce się zwolni. Przerzucając spojrzenie z jednego ucznia na drugiego w końcu mój wzrok spoczął na znajomej twarzy. Spojrzenie moje i Oscara spotkało się. Chłopak nieznacznym, ledwo dostrzegalnym ruchem, wskazał na wolne obok niego krzesło. Podszedłem bliżej i dopiero gdy spośród tłumu dostrzegłem cały stolik stwierdziłem, że siedzi tak też paru nieznanych mi chłopaków. Pewnie jego koledzy. Zawahałem się i zatrzymałem na chwilę w miejscu. Może jednak powinienem zjeść na zewnątrz? Pokręciłem głową. Przecież i tak prędzej czy później bym ich poznał. Już pewniejszy siebie ponownie postąpiłem kilka kroków na przód dołączając do grupy.
- Cześć -przywitałem się zajmując wolne miejsce.

Oscar?

5.27.2017

Od Will'a cd Oscara

Czarna sylwetka znajomego mi od wczoraj chłopaka pozostawała w nieruchomej pozycji, ze znudzeniem przesuwając wzrokiem po północnej części toru.
Czarny od zawsze był kolorem złych bohaterów w bajkach -przeszło mi przez myśl.
Zaraz jednak przypomniałem sobie iż "ten dobry charakter" czyli stojący obok mnie Oscar również nie przyodział dziś niczego kolorowego. Pomimo, że znałem chłopaka zaledwie od jednego czy dwóch dni to miałem szczerą nadzieję, że pokaże Alex'owi gdzie jego miejsce. Co prawda nie znałem owego mężczyzny ani trochę, a tym bardziej niewiele rozumiałem z tego całego ich konfliktu ale po wczorajszej rozmowie na moście wiedziałem komu będę życzył miażdżącej porażki. W końcu:
Wróg mojego przyjaciela jest moim wrogiem.
Czy jak to tam ludzie gadają.
Czując ukłucie w żebrach spojrzałem w prawo napotykając zniecierpliwiony wzrok Oscara. Nie mówiąc nic ani nie czekając na żadną reakcję z mojej strony ruszył do przodu krokiem mającym zapewniać przeciwnika o swojej pewności siebie. Nie odwracał się za siebie. Wiedział, że pójdę za nim co z resztą uczyniłem niemal od razu.
Czułem, że ciemnowłosy jest zdenerwowany. Spodziewałem się, że nawet najmniejszy gest czy słowo rzucone w nieodpowiednim momencie może go rozjuszyć więc dodawanie mu otuchy pozostawiłem już na sam koniec, gdy będę musiał opuścić trasę wyścigu i przyglądać się całemu zajściu z boku jako bierny widz.
Było to strasznie irytujące. Wszystko zależało od Oscara, jego umiejętności, skupienia i zdolności przewidywania ruchów Alex'a. O ile on mógł pozbyć się tym emocji, zagłoszonych adrenaliną, zaraz po odpaleniu silnika, o tyle ja mogłem jedynie siedzieć i patrzeć. Wkurzało mnie to tym bardziej, że miałem niemal stu procentowe przeczucie, że chłopak nie będzie trzymał się zasad i wyczuwając, że traci przewagę posunie się do jakiegoś manewru.
- Zabrałeś ze sobą opiekunkę? -stwierdzenie Alex'a wyraźnie rozdrażniło i tak spiętego już Oscara, który mimo wszystko zachował pozorny spokój.
- Nie przyszliśmy tutaj na pogaduszki Alex -wycedził ciemnowłosy i poprowadził swoją maszynę na linię, tuż obok sprzętu przeciwnika.
- Widzę, że ci się spieszy -uśmiechnął się
W tonie jego głosu oraz minie jaką przybrał było można bez problemu wyczuć niechęć do Oscara a także zdumiewającą pewność co do swojej wygranej.
Włoch zignorował dalsze zaczepki i po prostu wsiadł na motocykl. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały poruszyłem bezgłośnie wargami życząc mu powodzenia. Chłopak pokiwał głową po czym wlepił zniecierpliwione spojrzenie w Alexa.
Spięty i bardzo do tego niechętny usunąłem się z toru i stanąłem gdzieś z boku w bezpiecznej odległości. Nie mógłbym usiedzieć w miejscu. Już teraz nerwowo przystępowałem z nogi na nogę, a przecież nawet nie odpalili silników.
Jakby na te słowa z mojej strony czekali właśnie powietrze przeszył groźny ryk, a zaraz potem dołączył do niego drugi, wzmacniając go. Rozluźniłem dłonie dopiero zdając sobie sprawę, że cały czas miałem je kurczowo zaciśnięte co poskutkowało bólem i śladami wbijanych paznokci na ich wewnętrznych częściach. Wypuściłem powoli powietrze ale w żadnym stopniu mnie to nie uspokoiło. Wciąż czułem i słyszałem szybko walące w piersi serce i ciężko było mi uwierzyć, że obaj zawodnicy jeszcze tego nie dosłyszeli.
Wystartowali.
Zbyt skupiony na własnych emocjach nie spostrzegłem kto i w jaki sposób dał im do tego znak. Starając się odrzucić wszelkie inne myśli skupiłem wzrok na zawodnikach. Alex wystartował minimalnie wcześniej co jednak udało się nadrobić Oscar'owi już po kilkunastu sekundach. Jechali niemal ramię w ramię i gdy już wydawało się, że szybciej jechać nie mogą Alex przyspieszył i wyprzedził Włocha zagradząc mu usilnie drogę, by przypadkiem nie przyszło mu do głowy wysunąć się przed niego. Dałbym głowę, że Oscar w tym momencie przeklnął choć nic nie słyszałem a tym bardziej nie widziałem czy poruszył wargami. Ja sam miałem na to wielką ochotę i nie szczędziłem w myślach obelg pod adresem Alexa.
Z czasem taktyka znienawidzonego przeze mnie zawodnika zaczęła zawodzić i Oscar wysunął się na prowadzenie, zostawiając przeciwnika w tyle. Uśmiechnąłem się szeroko zapominając, że do mety został jeszcze spory odcinek toru i wszystko może się wydarzyć.
A wszystko miało oznaczać oczywiście Alexa i jego chore pomysły.
Niesiony buzującą w powietrzu adrenaliną zbliżyłem się do toru o kilka kroków. Chłopacy wciąż na przemian się prześcigali co działało mi na nerwy. Moja twarz musiała wyglądać komicznie dla kogoś obserwującego z boku. W ciągu zaledwie sekundy potrafiłem zmienić szeroki uśmiech na poirytowany grymas bądź pełne skupienia napięcie. Mięśnie twarzy dawały mi się już we znaki ale mimo to nie byłem w stanie zaprzestać pokazu emocji.
Zawodnicy w zawrotnym tempie zbliżali się do tego odcinka toru, przy którym stałem. Odruchowo cofnąłem się o krok nie odrywając przy tym zafascynowanego wzroku od groźnych maszyn. Alex aktualnie wyprzedzał Oscar'a o jakieś 5 metrów. Próbowałem, z niezbyt udanym skutkiem, przekazać mu swoim wzrokiem, że wiem iż da radę go jeszcze wyprzedzić. Że uda mu się wygrać. Gdy jednak przeniosłem spojrzenie na Alexa straciłem tę pewność.
Coś tu nie gra - podpowiadał mi umysł.
Chwilę poźniej już rozumiałem. Ciemnowłosy pomimo zbliżającego się zakrętu nie przechylił kierownicy w lewą stronę. Wciąż jechał prosto. Z zabójczą prędkością. Prosto na mnie. Serce ponownie próbowało wydostać się z mojej piersi, a krew zupełnie odpłynęła z twarzy sprawiając, że przybrała nienaturalnie blady kolor.
Oscar odruchowo zwolnił również nie spuszczając wzroku z Alexa, nie mając pojęcia co chłopak zamierza zrobić. Niesiony intuicją czy może raczej odruchem odziedziczonym po przodkach odsunąłem się gwałtownie na bok. Zawodnik zaraz wyjechały po za tor lecz w ostatniej chwili gwałtownie skręcił. Gdy mijał mnie dałbym głowę uciąć, że słyszałem jego szyderczy śmiech. Zagłuszony przez kask i warkot maszyn ale z pewnością śmiech.
Zawstydzony pojąłem, że był to tylko jego plan. Żeby nastraszyć mnie i Oscar'a. Żeby chłopaka ogarnęła wątpliwość i zapomniał na chwilę o wyścigu.
Poczułem jak twarz płonie mi od wstydu i poczucia winy. Po co ja się pchałem pod ten tor? Alex zdobył dzięki temu dodatkowe metry przewagi, a Oscar niepotrzebnie zwolnił.
Co gorsza już zaraz wjadą na metę. Włoch co prawda szybko odzyskiwał stracone metry ale nadal pozostawał w tyle.

Oscar?

5.10.2017

Od Will'a CD Oscar'a

Z niewiadomego powodu w mojej głowie pojawił się obraz Oscar'a, który pędził maszyną po autostradzie by chwilę później wylądować pod kołami czarnej skody nadjeżdżającej z naprzeciwka. Rytmicznie lejącą się z tętnicy na rozciętym udzie krew mogłem dostrzeć tak wyraźnie, że jedynie cienka nitka świadomości szepcąca, że to nie dzieje się naprawdę powstrzymała mnie od wyciągnięcia ręki i zaciśnięciu jej wokół rany.
- Mam Ci pokazać jak to się zakłada? -usłyszałem głos chłopaka.
Spojrzałem na niego nie bardzo rozumiejąc o czym mówi a on z wymownym uśmiechem podrzucił kask do góry.
- Nie, dzięki. Akurat z tym sobie doskonale radzę -przyjąłem minę zawodowca i odebrałem od Oscar'a przedmiot wokół, którego toczyła się nasza rozmowa.
Bądź co bądź ale założenie kasku to nie wiele większa filozofia niż zakładanie czapki, czego rodzice nauczyli mnie wieki temu. Co innego za to prowadzenie dzikiej, warczącej maszyny przez miejskie drogi i przejęcie nad nią kontroli. Ale wiedziałem, że nawet pobudka o wczesnej godzinie nie zniechęci mnie do tego. Po za tym jeśli spóźnienie Oscar'a to nie był jednorazowy przypadek to mam zapewniony dodatkowy kwadrans snu.
Patrzyłem z nieukrywanym podziwem jak brunet wsiada na motocykl i wkłada kluczyk do stacyjki. Jak widać sztukę władania go tak by niczego nie zarysować miał już doskonale opanowaną. Przy okazji przez głowę przebrnęła mi myśl co do tego czy zwracając mi na ten fakt uwagę, żartował czy nauka poprawnego wkładania kluczyka jak najbardziej jest w planie jego zajęć. Bo to akurat nie zachęcało mnie do skracania drzemek.
Oscar wyjechał z garażu i zatrzymał się dopiero przede mną. Podekscytowany zająłem miejsce tuż za nim, oczywiście z należytą gracją, by w żaden sposób nie narazić się mojemu, mam nadzieję przyszłemu nauczycielowi jazdy. Dłońmi namacałem brzegi siodełka i chwyciłem się ich kurczowo.
- Gotowy? -przez kask głos chłopaka dolatywał do nich uszu stłumiony ale na tyle wyraźny by zrozumieć o co pytał.
- Jeśli po za założeniem na głowę tego hełmu i uczepieniu się czegoś by nie spaść nie ma żadnych innych kruczków to tak. Gotowy -odpowiedziałem jednocześnie urywając i tak moim zdaniem zbyt długą wymianę zdań.
Byłem tak zniecierpliwionych, że z radością przyjąłem do wiadomości to, że właśnie wyjeżdżamy.
Autostrada rzeczywiście świeciła pustkami. Ciemny asfalt odbijał światło latarń przyjmując w ten sposób lekko pomarańczową barwę. W zestawieniu z niemal czarnym, zachmurzonym niebem prezentowało się to bardzo ładnie, przynajmniej jak na moje oko.
Drzewa, budynki oraz wspomniane wcześniej latarnie w mig przemykały obok nas nie pozwalając dostrzec w sobie żadnych szczegółów. Oscar jak do tej pory nie odezwał się skupiając na jeździe i pozwalając mi przyzwyczaić się do tej nowej, ekscytującej sytuacji.
- To jak tam twoja wena? -wychwycenie słów chłopaka utrudniał już nie tylko kask ale i warkot maszyny.
Uśmiechnąłem się gdy tylko dotarło do mnie, że zarówno szkoła jak i zadanie z lekcji zupełnie wypadło mi z głowy. Jak widać taka przejażdżka nie tylko dodaje inspiracji ale i pomaga zapomnieć o wielu niezbyt przyjemnych sprawach, pozwalając na oderwanie się od nich oraz od całego szkolnego życia wypełnionego masą obcych ludzi, nudnymi lekcjami i pracami domowymi.
To twój pierwszy dzień w tej szkole Will. Nie narzekaj. Przeżyłeś zaledwie kilka godzin zajęć. A czeka cię ich jeszcze ponad kilatysięcy w ciągu najbliższych lat spędzonych w tej akademii.
Zganiłem się za to, że te tematy pochłonęły kilka minut z mojej wycieczki, zabierając tym samym czas na cieszenie się z chwili.
- Powiem Ci, że całkiem dobrze. A miała by się jeszcze lepiej gdybym ja siedział za kierownicą -odkrzyknąłem z marną nadzieją, że to o czym mówię wejdzie w życie w ciągu najbliższych kilku minut.
Moje przypuszczenia potwierdziły się gdy usłyszałem z przodu krótki śmiech.
- Może kiedyś -dodał brunet po czym przyspieszył.
Po godzinie jazdy Oscar zjechał na boczną drogę a po kolejnych dziesięciu minutach podczas, których usilnie próbowałem wydobyć z niego informację gdzie nas wiezie zatrzymał się na poboczu. Zasiadłem z motocykla, tak samo uczynił mój towarzysz i równym krokiem podeszliśmy do mostu przecinającego wartką rzekę, znajdującą się pod nami.
- To jest to tajemnicze miejsce? -spytałem nieco zawiedziony.
Widok rzeczywiście był całkiem ładny. Z prawej strony rósł rzadki las, który mijaliśmy po drodze. Kończył się on niewielką polaną, przez której środek przepływała szeroka na 5 metrów rzeka. To właśnie nad nią przechodził most, na którym obecnie staliśmy.
- Nie. Chciałem po prostu zrobić przerwę żeby rozprostować nogi i się czegoś napić -mówiąc to wyciągnął z kieszeni puszkę Fanty.
- Nie mogłeś powiedzieć wcześniej? -burknąłem
W odpowiedzi usłyszałem ten charakterystyczny śmiech Oscar'a. Miał on w sobie coś zaraźliwego, więc mimo prób powstrzymania się, rozciągnąłem usta w uśmiechu.
- Uznałem, że przyda Ci się lekcja cierpliwości -powiedział biorąc kilka łyków napoju.
On robi to specjalnie.
Obdarzyłem puszkę tęsknym spojrzeniem uświadamiając sobie jak bardzo jestem spragniony. Nie chcąc tego po sobie poznać wlepiłem wzrok w strumień ciągnący się przed nami. Nie ułatwiał mi on niczego. Pragnienie było tak silne, że ledwo powstrzymałem się od wypicia wody z rzeki. Na samą myśl o tym moje gardło zeschło jeszcze bardziej. Ścisnąłem powieki chcąc skupić się na czymś innym. Wtem ciszę panującą w okolicy przerwało parsknięcie chłopaka.
- Jak chce Ci się pić to wystarczyło powiedzieć -zaśmiał się na co ja nieco zawstydzony, gdy uświadomiłem sobie, że przyglądał się moim marnym próbom odwrócenia uwagi od napoju, znów ulokowałem spojrzenie w nurcie rzeki. Chwilę potem widok przesłoniła mi ręką Oscar'a.
- No masz. Zostało jeszcze trochę -nim skończył mówić ja już przyłożyłem puszkę do ust przecierając uprzednio jej wierzch rękawem i rozkoszowałem się chłodnym płynem.
- A co tu się wyrabia? -głos o pretensjonalnym tonie zaskoczył mnie tak, że omal nie zakrztusiłem się resztką Fanty, która na szczęście odnalazła drogę do żołądka.
Zresztą nie tylko mnie zaskoczył ten niespodziewany głos. Oscar podskoczył i czym prędzej odwrócił się w stronę nieznajomego.
Oscar? Nie bardzo wiedziałam co by tu napisać 

5.02.2017

Od Will'a cd Oskara

Bip-bip-bip
Głośne pikanie budzika wypełniło pokój nie omijając żadnego zakamarka mieszkania. A już z pewnością nie łóżka. Sąsiadująca z legowiskiem drewniana szafka, na której spoczywał irytujący przedmiot cicho wibrowała pod wpływem dźwięku i ruchu budzika.
Przy tym nie da się spać.
Wysunąłem rękę spod ciepłej kołdry, a na tej odrazu pojawiły się ciarki gdy tylko została otoczona chłodnym powietrzem jakie krążyło po pokoju. Ziewnąłem rozciągając przy tym ramiona po czym sięgnąłem po budzik. Na ślepo szukałem guzika, który zakończyłby to bipczenie raz na zawsze, bo wciąż byłem zbyt zaspany by unieść powieki. Udało się. Zadowolony udałem się w dalszą drzemkę tuląc teraz zegarek do siebie. Chłód metalowego sprzętu przyciśniętego do policzka działał niemal tak samo budząco jak zimna woda.
Bip-bip-bip
Przestraszony nagłym burczeniem tuż koło mojego ucha instynktownie zerwałem się do pozycji siedzącej zaciskając dłonie na pościeli. Parę sekund później zdałem sobie sprawę co to dokładnie było, i że jednak mojemu budzikowi udało się mnie postawić na nogi tak wcześnie. Niechętnie wstałem z łóżka i odłożyłem zegarek z powrotem na szafkę.
- Tym razem wygrałeś -powiedziałem w jego stronę, jednocześnie łapiąc czyste ubrania z szafy.
Chwilę później zniknąłem w łazience.
***
Jak to za 5 minut?!
Cholera, trochę mi się zasiedziało pod tym prysznicem.
Trochę? William, no kurde, siedziałeś tam jakieś pół godziny!
To nie moja wina, że w łazience nie ma zegarka!
Moje myśli znów toczyły ze sobą tą bezsensowną walkę, co zdarzało się niemal zawsze w podobnych sytuacjach. Czasami wręcz zapomniałem, że przecież to ja mam nad nimi kontrolę, nie mówiąc już o tym, że mógłbym je po prostu wyłączyć.
Zarzuciłem na ramię torbę, która na szczęście leżała spakowana przy drzwiach już od wczorajszego wieczoru. Szybko jeszcze wskoczyłem do kuchni i posłodziłem herbatę, która nie zdąrzyła się nawet dobrze zaparzyć.
Wypiję w drodzę.
Pustą szklanką będę się martwić później. Bądź co bądź lepiej by było gdybym nie wpadł do klasy z kubkiem w ręku, już spodziewałem się komentarza od nauczycielki w stylu "A co to ma być? Czy ty jesteś w barze młody człowieku?"
Ruszyłem przez pusty już korytarz szybkim krokiem. Nie mogłem biec, bo szklanka w moim ręku mogłaby nie przeżyć czegoś takiego, nie mówiąc już o gorącym napoju. Zbliżyłem szkło do ust i upiłem łyk patrząc się przy tym w język. Chcąc jak najszybciej oddalić się od źródła ukropu odsunąłem gwałtownie naczynie od twarzy co skończyło się rozlaną herbatą na koszuli.
Głupi ludzki instynkt.
Resztę napoju wylałem do pobliskiej doniczki by móc biegiem wrócić do pokoju. Odstawiłem szklankę na stół i szybko zdjąłem z siebie mokre ubranie. Zamieniłem czarny t-shirt na koszulę w kolorze khaki. Szczęście w nieszczęściu, że była wyprasowana.
***
- Jest i nasza zguba, Will Treaty -oznajmiła nauczyciela gdy tylko przekroczyłem próg sali.
Uśmiechnąłem się do niej szeroko i ruszyłem między ławki szukając wzrokiem pustego miejsca. Szybko je wypatrzyłem i odkładając torbę na podłogę zająłem miejsce na krześle.
- Will -przywitałem się z ławkowym sąsiadem
- Oscar -odpowiedział tamtem
Już otwierałem usta by spytać co robimy gdy zdałem sobie sprawę, że nauczycielka właśnie dobiera nad w pary.
- Oscar, Will -spojrzała w naszą stronę- Obaj jesteście nowi na moich zajęciach, popracujecie trochę razem.
Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Nikogo tu jeszcze nie znałem a fakt, że nie byłem jedyną taką osobą w klasie był niezwykle pocieszający. Spojrzałem na Ocara chcąc sprawdzić jak on przyjął ten pomysł. Chłopak uśmiechnął się do mnie dziwnie. Tak to był uśmiech ale jakby... Speszony? Wzruszyłem ramionami i wyciągnąłem z torby kartkę.
- O czym mamy pisać? -spytałem, bo przez spóźnienie ominęło mnie tłumaczenie zadania.
- Nostalgia -odparł krótko.
Szpony dnia próbowały wyrwać mnie z twego ciepła
Szarpałem się, broniłem ale byłem za słaby
Czy jesteś teraz bezpieczna?
Czy także za mną tęsknisz?
Me serce usycha z każdą godziną*
- Powinienem teraz być z moją pierzyną -zakończyłem swój monolog teatralnym głosem i spojrzałem na Oscara. Oczywiście wiersz był dla żartu ale i tak miałem nadzieję, że chłopak podzieli mój ból wstawania rano.
- Hm -odchrząknął- No... Chyba nie o to tu chodziło.
Przesunął pustą kartkę bliżej siebie i zapisał dwa pierwsze wersy.
***
Gdy w końcu każda para uporała się z zadaniem przyszła pora na odczytywanie naszych dzieł. Widząc, że my będziemy ostatni postanowiłem zająć swoje myśli czymś innym.
To był błąd.
Pierwsze co przyszło mi do głowy to, to że nie zjadłem śniadania. I niestety mój żołądek nie chciał zachować tego faktu dla siebie. Głośne burczenie rozeszło się do najbliższych ławek, a parę głów odwróciło się w moją stronę. Machnąłem na nich ręką by się odwrócili i przycisnąłem ręce do brzucha chcąc stłumić dźwięk.
- Oscar -szepnąłem do nastolatka.
- Hm? -usłyszałem ciche pytanie
- Wiesz gdzie tu jest stołówka?
Ciemnowłosy zerknął na mnie już z nieco śmielszym uśmiechem niż na początku zajęć.
- A nie chcesz może ułożyć kolejnego wiersza? O jedzeniu? -nie odrywał wzroku od kartki z naszym utworem jakby wciąż go studiował.
- Nie ale mogę ci ułożyć piękną żołądkowa symfonię -odparłem- No weź
Chłopak westchnął cicho i spojrzał na mnie.
- Chyba widziałem ją wczoraj jak szedłem do swojego pokoju -zaczął się zastanawiać.
Nagle po całej sali rozległ się wszystkim dobrze znany dzwonek na przerwę. Szybko wstałem z krzesła i jedną dłonią złapałem torbę, a drugą oplotłem wokół nadgarstka Oscara.
- Super! Prowadź! -powiedzialem wyciągając go z biblioteki na tłoczny korytarz.
Oscar?
* #niemampojęciacotojestniepytaj

4.30.2017

Will Treaty

 https://pbs.twimg.com/media/CRVsfyLUAAEYR_A.jpg:large

Imię: Will
Nazwisko: Treaty
Pochodzenie: Norwegia, Bergen
Wiek: 19 lat
Orientacja: bi
Głos: KLIK
Pokój: 4
Aparycja:
Może zacznijmy od tego co w wyglądzie bruneta najbardziej przyciąga uwagę. Rozpoznanie go w tłumie mężczyzn nie jest trudne dzięki długim, sięgającym za ramiona włosom. Brunet zwykle zostawia je rozpuszczone, jednak czasem zdarza mu się zawiązać je w luźny kucyk. Gorzej jeśli chcesz wypatrzeć Will'a w otoczeniu dziewczyn. Włosy oraz szczupła budowa ciała sprawia, że patrząc na niego z tyłu można mieć wątpliwości co do jego płci. Chłopaka zawsze bawi sytuacja gdy ktoś obcy podchodząc do niego bierze go za dziewczynę.
Nastolatek jest wysoki, ma jakieś 1,85m wzrostu. Ma szczupłą sylwetkę pomimo wszelkich prób zdobycia mięśni i kratki na brzuchu. Po za tymi cechami brunet nie wyróżnia się za bardzo. Nie jest specjalnie opalony ale nikt nie nazwałby go też bladym. Ma śliczne, czarne oczy sprawiające wrażenie niezwykle głębokich.
Charakter:
Wieczne dziecko - tak właśnie większość osób opisuje William'a. Pozostali tylko przechodzą obok zastanawiając się czy chłopak jest taki na serio czy robi z siebie błazna na siłę.
Prawda jest taka, że nastolatek nie zmusza się do niczego. Nigdy nie kryje swojej prawdziwej osobowości ani emocji, uważa że jest to nie potrzebne. Jeśli ktoś ma go polubić to za to jaki jest naprawdę.
A niezłe z niego dziecko jak już wspomniałam.
William'a charakteryzuje ogromna ciekawość. Wszędzie go pełno, więc jeśli liczysz na chwilę samotności, wspomnij o sprzątaniu, a chłopak ulotni się w ułamku sekundy. Nigdy nie przepadał za porządkami. Nie oznacza to jednak, że zalicza się do leniów. Jeśli mu na czymś zależy, doprowadzi sprawę do końca, choćby miał nie spać kilka nocy. Gdy się wciągnie w jakieś zajęcie ciężko mu się oderwać. Will zapomina wtedy o podstawowych czynnościach takich jak jedzenie czy sen i dopóki ktoś o tym nie wspomni nie uświadomi sobie, że rzeczywiście jest głodny czy zmęczony.
Nastolatek niemal zawsze jest uśmiechnięty. Kocha się wygłupiać i żartować. Jest odważny jeśli brać pod uwagę sytuacje typu wystąpienie publiczne (nawet bez przygotowania). W innych okolicznościach miano odważnego w żaden sposób nie pasuje do Will'a. Chłopak boi się horrorów, po obejrzeniu czegoś strasznego koszmary męczą go przez kilka dni. Po za tym lęka się ognia i ciemnych, opuszczonych miejsc, a także... Manekinów. Nie żeby wybuchał panicznym krzykiem na ich widok ale zawsze ma nieodparte wrażenie, że pewnego razu któryś złapie go za rękę.
Kolejną cechą chłopaka, której nie da się nie zauważyć jest niecierpliwość. Czekanie to dla niego prawdziwa męka, chciałby aby wszystko było teraz, już, natychmiast. Swojej ogromnej energii często daje upust podróżując. Nie musi to być wycieczka do innego miasta, czy kraju. Chłopak jest w stanie zadowolić się nawet małym podgórkiem o ile znajdują się tam jakieś jaskinie, czy choćby nawet same drzewa i krzaki.
Partner: Aktualnie nie ma
Rodzina:
* Taisa Treaty - utonęła podczas podróży promem 10 lat temu.
* Bjarne Treaty -ojciec. Will ma z nim bardzo dobry kontakt.
* Slivko Treaty - młodszy brat (15 lat)
Zajęcia: aktorstwo, pisarstwo, gra na perkusji.
Zainteresowania:
 Biologia, zwierzęta, podróże, sport, muzyka (głównie rock), filmy i książki fantasy, gra na perkusji. Po za tym chłopak lubi rysować, szczególnie komiksy, w których bohaterowie do złudzenia przypominają osoby z jego otoczenia.
Inne:
* nie znosi smaku i zapachu kawy,
* przy podróżach dłuższych niż 3 godziny odzywa się jego choroba lokomocyjna,
* jest nieprzewidywalny,
* kocha żelki,
* ma tunel w prawym uchu,
* lubi gdy inni bawią się jego włosami.
Kontakt: anka0120