Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiara. Pokaż wszystkie posty

6.23.2017

Od Chiary c.d. Aleca



Po tym, jak wraz z moimi „chętnymi do pracy” partnerami nic nie ustaliliśmy w sprawie filmiku na zajęcia z aktorstwa, zostałam sama w przestronnym pokoju. Nie miałam wyjątkowo, co ze sobą zrobić, więc pogrzebałam w swojej przepastnej szafie i wyciągnęłam nowy model kamery cyfrowej. Wpatrzyłam się w niego i pomyślałam nad tematem pierwszego filmiku o szkole. Nic konkretnego nie wpadło mi do głowy, więc zwinęłam torbę, wrzuciłam do niej sprzęt i wyszłam. Postanowiłam pochodzić po szkole w poszukiwaniu, jakiejś inspiracji. I tak właśnie znalazłam się na boisku, gdzie swój trening miała drużyna lacrosse.
Ch 1: An uneventful day that changed with just one look, Brett Talbot moves to Beacon Hills. Description from apollotalbotte.tumblr.com. I searched for this on bing.com/images
Po zaimprowizowanym wywiadzie z Aleciem i jego niezbyt rozgarniętym kolegą, który co musze docenić wydawał się oczarowany moją osobą, próbowałam zadać jakieś krótkie pytanko na koniec, by ładnie scalić całość.
-Jakbyś zachęcił przyszłych zawodników do grania w lacrosse?- Skierowałam kadr na tło, czyli drużynę, która właśnie wymachiwała do mnie swoimi kijami. Nie było to zbyt mądre, ale nieźle pasowało do aktualnej kwestii. – W końcu nie wszystkich interesuje historia sportu.
-Zachęcić? – Podrapał się z tyłu głowy. – Sam nie jestem zbyt dobrym mówcą. Znając życie poprosiłbym o to naszego  bramkarza. – Klepnął w klatkę piersiową tego niezbyt rozumnego, ale nadto gadatliwego człowieka, jakim był Andrew. Skierowałam obiektyw na kolegę Aleca. Wbiłam również w niego swoje spojrzenie.
-Andrew, nadszedł twój czas na wizji. Powiedz kilka mądrych słów dla młodszych pokoleń. – W moim głosie pobrzmiewała nutka sarkazmu. Jednak bramkarz chyba tego nie wyczuł.
-Ooo! Tak jestem prawą ręką Aleca!- Cały podekscytowany, wysunął się lekko do przodu ku kamerze.
-Nie, nie jesteś moją prawą ręką. Ani żadną inną. – Mój partner z zajęć aktorskich, wypowiedział to tak obojętnie, że równie dobrze mógł mówić o tym, jaka jest właśnie pogoda.
-Potrafię zachęcić do historii lacrosse, dajcie mi cholerne 10 minut, a urządzę w szkolę taką celebrację, że bambusy przestaną wam podpierać dupy. – Ta wypowiedź nie miała dla mnie jakiegokolwiek sensu, ale chwilowo postanowiłam się jeszcze nie wtrącać.
-Andrew, tę historię najpierw wypadałoby poznać. – Za to Alec chyba nie mógł tego wytrzymać. Zabawnie było oglądać tą dwójkę.
-Mniejsza! – Nasz krasomówca machnął ręką.- Teraz kilka mądrych słów. O mnie , bo lubię słyszeć swój głos. Jestem osobą unikatową, wyróżniam się z tłumu, skromną, a ponadto młodsze pokolenia mogą szukać we mnie wzoru do naśladowania! – Miałam wrażenie, że chłopak błyszczy od swojej wyimaginowanej zajebistości.
-Taak. Z pewnością, każdy będzie chciał dołączyć do drużyny lacrosse, aby poznać człowieka o tak bujnej wyobraźni, jak ty. – Podsumowałam jego wypowiedź i ogarnęłam obiektywem jeszcze raz całe boisko. – Dziękuję moim kolegom z drużyny lacrosse za przybliżenie swojego fascynującego sportu i ich niezłomnej woli walki!
Wyłączyłam z kamerę i schowałam do torby. Miałam materiał. Zanim odeszłam, skierowałam się jeszcze w stronę chłopaków.
-Chciałam opublikować ten filmik w internecie. Nie macie nic przeciwko? – Zerknęłam również na resztę drużyny.
-Chcę być gwiazdą internetu i Alec nie ma tu nic do gadania! – Andrew objął mnie swoim ramieniem. Śmierdział potem. W końcu robili coś na tym boisku, oprócz żartowania. Odsunęłam się od niego z wymuszonym uśmiechem.
-Czyli nikt nie ma nic przeciwko? – Spojrzałam po reszcie. Pokręcili głową. Alec lekko uniół kąciki ust w uśmiechu. – To świetnie. Miłego treningu! – Odeszłam. Kiedy z powrotem wróciłam do pokoju, ustawiłam kamerę na statywie, usiadłam na kanapie i powiedziałam kilka słów, które miały być wstępem do mojej serii filmików. Następnie włączyłam laptopa i włożyłam kartę pamięci z kamery do gniazda. Zgrałam wszystko na pulpit i zabrałam się za montaż. Samo sklejenie wszystkiego w jedną sensowną i zadowalającą mnie całość zabrało mi czas do godziny 4. A na 8 miałam matematykę. Ale mimo wszystko byłam zadowolona z efektu. Resztę montażu, czyli wszelkie kosmetyczne sprawy i podłożenie muzyki w odpowiednich momentach, zostawiłam na kolejny wieczór. Padłam zmęczona na łóżko.
(…) Przeraźliwy dźwięk budzika obudził mnie przed 7. Zwlekłam się z ociąganiem, bo mój organizm nadal rozpaczliwie potrzebował snu, a oczy błagały o jeszcze minutkę regeneracji. Poszłam pod prysznic, ubrałam się i zebrałam potrzebne rzeczy. Przed wyjściem na lekcje wypiłam jeszcze podwójne espresso, żeby postawić się na nogi i móc sprostać byciu popularną. Lekcje leciały dość szybko, a ja nawet trzymałam się pionu i jak zwykle dawałam z siebie wszystko. Kiedy skończył się polski, wyszłam natychmiast z klasy i ruszyłam z powrotem do pokoju. Wchodząc do swojej samotni, przypomniało mi się, że muszę jeszcze wyćwiczyć trzy dość skomplikowane utwory na skrzypcach, a miałam na to czas do czwartku. Czyli w sumie dwa dni. Trochę mało. Ale nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Wypiłam kolejne dwa kubki kawy, zjadłam jakąś kanapkę i wzięłam się do roboty. Odrobiłam lekcje, przejrzałam notatki i zabrałam się za granie. Poświęciłam na to sporo czasu i kiedy już wydawało mi się, że doszłam do niemal perfekcji, postanowiłam zabrać się za swój filmik. Spojrzałam na zegarek. Była 19. Wcześnie. Siadałam właśnie do laptopa, kiedy do głowy wpadł mi pomysł, że przydałby mi się jakiś operator. Dobry, który wie co robi się z kamerą w rękach. Stukałam intensywnie długopisem w otwarty notes. Muszę wpaść jutro na zajęcia fotograficzne o 8, tam pewnie są ludzie, którzy ogarniają takie sprzęty. Zapisałam w notatniku tą myśl i postawiłam trzy wykrzykniki. Sprawa wyższej wagi. Westchnęłam i właśnie w tej chwili rozległo się pukanie do moich drzwi. Poirytowana wstałam i otworzyłam drzwi. Okazało się, że była to moja koleżanka z zajęć z gry na instrumencie – Stacy.
-Hej Chiara. – Odparła trochę nieśmiało. Była osobą, która raczej odczuwała przede mną lekki niepokój. – Potrzebuję twojej pomocy.
-Witaj Stacy! – Odparłam pogodnie, a w duchu przeklinałam tego nędznego człowieka. Jednak jej ojciec był najlepszym stroicielem skrzypiec w całej Kalifornii i dzięki dobrym kontaktom z jego córką miałam zawsze najlepszy instrument. Było to wielkie udogodnienie, bo nie przyjmował on byle kogo, jako swojego klienta. Był bardzo wybredny. Wpuściłam dziewczynę do siebie.
-Nie mogę rozgryźć, jak powinnam zagrać jeden fragment w tym utworze na czwartek. – Zagryzła wargę. – Pomogłabyś mi?
-Jasne. – Uśmiechnęłam się i zabrałam od razu do dzieła. Nie była głupia, umiała grać, ale brakowało jej talentu. Musiała być zakałą tak znakomitej rodziny artystów. Eh… Na szczęście miała mnie. Jestem człowiekiem, który potrafi wmówić drugiej osobie, że jest coś warta mimo, że to wierutne kłamstwo, dlatego ludzie tak mnie lubią. Niestety trochę zajęło nam to granie i Stacy opuściła mój pokój o 21. Przetarłam oczy i zrobiłam kolejną kawę. Ponownie zignorowałam potrzebę snu. Zasiadłam przed laptopem i zabrałam się do działania. Wymyślnie korygowałam pewne niedoskonałości graficzne, wstawiłam różne urozmaicenia i dobrałam odpowiednią muzykę. Koniec tej pracy przypadł na godzinę 3.30. Wstawiłam filmik na yt i udostępniłam go na mojej tablicy na fb. Zamknęłam komputer i ponownie opadłam bez sił na łóżko.
(…) Uporczywa melodyjka obudziła mnie momentalnie. Miałam wrażenie, że spałam pięć minut. Spojrzałam na zegarek, na którym widniała 6.40. Dlaczego wstaję tak wcześnie? Powinnam mieć na 9.50… Zerknęłam do notesu. Ah… Zajęcia fotograficzne i operator. Odetchnęłam głęboko. Aby być w miarę tolerancyjną dla tych parszywych ludzi potrzebuję z 2 kawy na start. Kiedy się już wyszykowałam, ruszyłam do sali, gdzie miały się odbyć te zajęcia. Na korytarzu stało sporo osób, każdy trzymał torbę z profesjonalnym sprzętem. Mój umysł wyraził cichy podziw, ale reszta ciała pałała nienawiścią do świata. Przygryzłam wargę.
-Hej ludzie! Szukam operatora do nagrywania filmików na youtube! – Podniosłam głos, tak by mogli mnie usłyszeć. Niektórzy mnie zignorowali, ale większość musiała mnie kojarzyć bo ruszyła w moim kierunku i otoczyła mnie niewielką grupką. Słyszałam zewsząd podniecone głosy.
-Spokojnie. Potrzebuję kogoś z wysokimi umiejętnościami, jeśli potraficie robić tylko zdjęcia i o sztuce filmowania nie macie pojęcia to lepiej odpuście. – Od razu zrobiło się mniej ludzi. Wśród ludzi, którzy mnie zignorowali, dostrzegłam Aleca, który rozmawiał z jakąś blondynką. Wyglądali raczej na bliskich sobie, ale mnie nie obchodzi, kim oni tam dla siebie są. Potrzebuję operatora. Podeszłam do nich.
-Hej, mogę na chwilę z tobą pogadać? – Zwróciłam się do chłopaka, a dziewczyna zjechała mnie mało przychylnym wzrokiem. Tylko, żebym się jej nie wystraszyła.
-O co chodzi? – Alec się nie ruszył na krok od swojej, jak mi się wydaje dziewczyny. Koleżanki się tak nie patrzą na mnie, kiedy gadam z ich znajomymi. Dziewczyny jednak czasami tak. Zanim jednak zdążyłam coś powiedzieć, podszedł do nas pan Seagal, który uczył języków.
-Alec pozwól na chwilę. – Zaprosił gestem chłopaka na bok. Wytężyłam słuch. Blondynka również przysłuchiwała się ze zmartwioną miną rozmowie tej dwójki.
-Masz do zaliczenia dwa ostatnie sprawdziany i kartkówkę, na której nic nawet nie napisałeś. Jak tego nie zaliczysz to możesz się pożegnać z dopuszczającą. Przykro mi, ale za bardzo się opuściłeś.- Słyszałam, jak nauczyciel tłumaczy Alecowi to spokojnym głosem. Nie wiedziałam, że ma takie zaległości w nauce. Hmm… To dobrze się składa, bo może uda mi się to w jakiś sposób wykorzystać, by został moim operatorem. Chłopak wrócił do naszej dwójki.
-Co ode mnie chcesz? – Zwrócił się w moją stronę. Niestety zanim się odezwałam przyszła nauczycielka, z którą odbywały się zajęcia. Alec wskazał salę. – Musimy iść na zajęcia.
-Czekaj chwileczkę. – Podeszłam do pani Jefferson. – Przepraszam, mogę na chwilę zatrzymać Aleca Talbota? Mam do niego pilną sprawę. – Zapytałam nienagannym francuskim.
-Oczywiście. – Odparła i uśmiechnęła się. Była pod wrażeniem moich umiejętności językowych. Wróciłam do pary i odciągnęłam Aleca lekko na bok.
-Co jest? – Blondynka zmarszczyła brwi. Nie była zadowolona z mojej interwencji.
-Oddam go za minutkę, idź na zajęcia. – Uśmiechnęłam się ironicznie. Nie byłam dzisiaj w najlepszym nastroju. Dziewczyna nadal krzywo się na mnie patrzyła.
-Zaraz przyjdę. – Alec uśmiechnął się do niej, a ona odwróciła się do mnie tyłem i weszła do sali.- O co chodzi?
-Potrzebny mi operator i wydajesz się być dobrym materiałem na niego. – Odparłam wprost.
-Dlaczego tak twierdzisz? – Zerknął na mnie lekko zaskoczony.
-Mam takie przeczucie i już. – Prychnęłam. – Decydujesz się, czy nie, bo zaraz się rozmyślę i poszukam kogoś innego…
-Jak zaczniesz być dla mnie miła. Chyba, że ja jestem jakimś szczęśliwym wyjątkiem. – Zlustrował mnie wzrokiem. – Ale czekaj… Za darmo  też bym tego nie zrobił. – Rozłożył ręce i wyszczerzył się jakby wymownie. O niee… Ciężki z niego zawodnik. Głowa mi pękała od braku snu.
-Chwilowo nie mam siły na bycie miłą. – Pomasowałam skronie.
-A masz dla mnie jakąś sensowną ofertę?- Uniósł brew ku górze.
-Hmm… Słyszałam, że masz problemy z nauką. – Zerknęłam na niego. – Mogłabym ci pomóc.
[Alec?]

6.15.2017

Od Chiary

Ahh... Poniedziałek. Uwielbiam początek nowego tygodnia. Nowe wyzwania, nowe sukcesy. Nie rozumiem, jak większość ludzi przychodzi taka zmarnowana do szkoły właśnie w ten piękny dzień tygodnia. Ale w sumie to mnie mało obchodzi. Podążałam właśnie na zajęcia z matematyki, które prowadził pan Stanley. Niby dobrze uczył, ale chyba lepszy z niego aktor niż matematyk. A może to tylko ja byłam zbyt dobra z matmy? Możliwe. Idąc korytarzem pełnym uczniów, co chwila machałam komuś ręką i posyłałam automatyczny uśmiech. Lubiłam to uczucie, kiedy wiedziałam doskonale, że każdy mnie rozpoznaje. Weszłam do klasy i zajęłam swoje miejsce.
-Hej Chiara! - Odezwała się moja koleżanka z ławki obok, Eliza.
-Cześć! - Odparłam lekko obojętnie, gdyż ostatnio jakoś nie bardzo miała coś ciekawego do powiedzenia. Ciągle tylko trajkotała o jej nowym związku z jakimś starszym gościem. Pytam się... Na co mi te informacje? Poza tym przestała chodzić do klubów, gdzie mogła mi załatwiać darmowe wejściówki dla moich znajomych, których musiałam w jakiś sposób przekupić, bądź przekonać do siebie.
-Co tam u ciebie słychać? - Zadała to najbanalniejsze na świecie pytanie, by po chwili podzielić się ze mną jakimś ckliwym wspomnieniem z ostatniej randki. Przewróciłam oczyma, westchnęłam i spojrzałam się na nią z udawanym, słodkim uśmiechem dobrej przyjaciółeczki.
-Oh, wiesz... Mam wrażenie, że ostatnio przelizałam się z twoim chłopakiem na imprezie, ale było ciemno... - Nachyliłam się ku niej. - Więc lepiej się go dopytaj i nie zawracaj mi głowy, dobrze skarbie?
-Co? Ale jak to? - Jej oczy prawie wypełniły się łzami, ale do klasy wszedł nauczyciel.
-Nie mógł się oprzeć mojemu urokowi. - Uśmiechałam się dalej słodko. - A teraz skup się na lekcji, jak nie chcesz dostać kolejnej jedynki.
Zajęcia zleciały szybko i sprawnie. Przynajmniej dla mnie. Eliza łapała co chwila zawias i ciągle patrzyła się na mnie ze zdziwieniem. Po matematyce podeszłam jeszcze do niej i grając "ciocię dobrą radę" pogładziłam po ramieniu.
-Nie warto się zamartwiać dla takiego chłopaka. Rzuć go. - Udałam współczującą i chciałam odejść, gdy ona zatrzymała mnie.
-Masz rację, ale... - Zaczęła się jąkać. - Z tobą też nie mam ochoty się już zadawać.
-Co? Jaka szkoda. - Wyraziłam prawie szczery smutek z tego powodu, a w głębi duszy się cieszyłam, że będę mieć ją z głowy. - Ale rozumiem cię. Pewnie postąpiłabym podobnie. Nasza znajomość zawsze będzie mi się dobrze kojarzyć.
-Zejdź mi już z oczu. - Rozpłakała się na dobre. Jakie to łatwowierne. Mogła najpierw zapytać swojego chłoptasia, czy to prawda... Ale pewnie o tym nie pomyśli. W końcu ja nigdy się nie mylę, więc ludzie mi wierzą. Musiałam się pośpieszyć, bo za chwilę rozpoczynały się zajęcia z aktorstwa, a sala do nich znajdowała się dość daleko. Przemierzając korytarze rozmyślałam nad tym, jakby tu zwiększyć swoją popularność i wpływ na innych. Hmm... Internet jest źródłem, które wiele może zdziałać. Może tak bym zaczęła nagrywać filmiki o szkole? W sumie to nie jest zwykła szkoła, jest tu wiele ludzi, którzy mogą się wydać godni zainteresowania dla innych. Oczywiście ja bym przeprowadzała różne wywiady i inne tego typu sprawy. Tylko jest jeden mały problem. Kto by miał to nagrywać? Zatrudnić profesjonalnego operatora? Strata pieniędzy. Ludzie oglądający yt nie umieją docenić dobrej jakości filmu o nawet najbardziej prowizorycznym temacie, jakim jest życie szkolne. Z takimi myślami wkroczyłam do wielkiej sali, w której zgromadziło się już większość osób. Tak samo, jak na korytarzu, tak i tu miałam sporo znajomych, którym musiałam machnąć łapką, albo powiedzieć krótkie cześć. Aczkolwiek, kiedy przybył pan Stanley stanęłam sama na uboczu, by móc skoncentrować się na zajęciach.
-Dzisiaj będziemy pracować w niewielkich grupach. - Rozpoczął. Na sali zapanował szum. Każdy pewnie ustalał z kim będzie. Ja badałam uważnie tłum, by wyłapać tych najlepszych. Ale kiedy już miałam kogoś na oku, nasz nauczyciel znowu się odezwał. - Cicho. Nie będziecie się sami dobierać w grupy.
-Jak to? - Ktoś głupi musiał oczywiście zadać zbędne pytanie, na które i tak za chwilę otrzymalibyśmy odpowiedź.
-Będzie losowanie. - Wyciągnął plastikową kulę, w której znajdowały się różne, kolorowe papierki. - W tej kuli znajdują się  po 3 listki papieru w tym samym kolorze. Zasady są proste. Każdy, kto wylosuje ten sam kolor jest razem w grupie. Podchodźcie proszę według listy.
Ustawiła się kolejka. Byłam, gdzieś w pierwszej połowie. Kiedy dotarło do mnie, przymknęłam oczy i na chybił trafił wylosowałam błękitny świstek. Rozejrzałam się po osobach, które były już po losowaniu, ale jeszcze nikt nie miał błękitu, więc stanęłam z boku. Po kolejnych dłużących się minutach dostrzegłam, że jakiś wysoki chłopak o włosach w odcieniu ciemnego blondu, trzymał w ręku błękitny świstek. W tym samym momencie on spojrzał na mnie i zaraz się odwrócił, bo niższy o głowę od niego ciemnowłosy chłopak podszedł do niego i coś powiedział. Jak po chwili zauważyłam, także posiadał błękitny papierek. Świetnie. Ani jednego, ani drugiego nie kojarzyłam. Podeszłam do tej dwójki z uśmiechem wymalowanym na ustach. Trzeba wybadać kim są.
-Hejka, jestem Chiara, może mnie kojarzycie? - Popatrzyłam po ich twarzach.
-Ja cię znam. Jesteś dość popularna w szkole. - Odezwał się dość cicho ten niższy. - Jestem Jeff.
-Miło mi cię poznać Jeff! - Posłałam mu uroczy uśmiech. Przeniosłam wzrok na tego drugiego. Miał niewzruszoną minę.- A ty?
-Nie znam cię. - Odparł krótko. - Kojarzę z widzenia ewentualnie.
-Ehem... Dziwne. Ale mniejsza. - Odchrząknęłam.- Jak masz na imię?
-Alec. - Nadal miał minę, która niewiele dawała mi do zrozumienia.Odwróciliśmy się wszyscy w stronę Stanleya, który znowu zabrał głos.
-Dobrze. Widzę, że wszyscy są już dobrani w drużyny. Teraz waszym zadaniem będzie wymyślenie własnego scenariusza i nakręcenie filmiku do niego. - Po sali przebiegła fala szeptów. - Ale uwaga! Musicie napisać tak ten scenariusz, by dla każdego z was rola była całkowicie niezgodna z waszym charakterem.
Zapadła cisza. Zapewne każdy się zastanawiał, jaki jest i kim jednocześnie nigdy nie będzie. Hehe, to będzie świetne wyzwanie. Zmierzyłam wzrokiem Jeffa. Nie należał raczej do najbardziej śmiałych i zdobywających świat. Powinien zagrać osobę, która tryska pewnością siebie i jest wiecznie rozgadana. A co z Aleciem? Przyglądałam się mu dłuższą chwilę. Chłopak to dostrzegł i uniósł pytająco brew.
-Mam coś na twarzy? - Spytał po prostu.
-Hmm... - Odparłam jedynie, intensywnie myśląc. Alec przyglądał mi się, a kąciki jego ust poszybowały ku górze. Chyba go rozbawiłam. Potrząsnęłam głową. - Spotykajmy się o 18 w pokoju 35, to znaczy moim pokoju, żeby wszystko obgadać.
-Ale chyba teraz coś można już zacząć? - Jeff o dziwo coś się odezwał. No w sumie nie mógł być tak do końca nieśmiały, chodząc na zajęcia z aktorstwa.
-No nie wiem, pewnie będziemy teraz coś innego robić. A masz jakąś propozycję? - Zerknęłam na pana Stanley'a,który właśnie przymierzał się, by dalej prowadzić zajęcia.
-Yyy... Nie. - Chłopak odwrócił wzrok.
-Dobra... To pomyślcie, jakimi charakterami będziecie i obgadamy to u mnie.- Machnęłam im ręką na pożegnanie i ruszyłam bliżej nauczyciela.
(...) Po zajęciach, zjadłam szybki obiad, przećwiczyłam krótki utwór na skrzypcach i ogarnęłam pokój, który w sumie i tak był w idealnym porządku. Układałam sobie właśnie plan spotkania w głowie, kiedy rozległ się odgłos pukania do drzwi. Otworzyłam i do mojego pokoju weszli moi dwaj chwilowi partnerzy.
-Nie ma co się obijać. Jakieś konkretne pomysły? - Spojrzałam po nich dwóch.
-Hmm... Myślę, że powinienem zagrać kogoś pełnego energii i entuzjazmu.- Pierwszy odezwał się Alec. Ponownie zlustrowałam go wzrokiem. No nie wyglądał na takiego.
-A ja... - Zaczął niepewnie Jeff.
-Ty kolego, będziesz musiał zagrać kogoś super pewnego siebie i bardzo rozgadanego. - Dokończyłam za niego. - Zgadzasz się ze mną?
Kiwnął głową.
-No to świetnie. - Wyjęłam notatnik.
-A ty kogo chcesz zagrać? - Alec przekrzywił głowę i teraz to on zmierzył mnie wzrokiem.
-Jakąś niedoskonałą istotę o niskich pobudkach. - Oparłam poważnie.
-A po angielsku? - Chłopak zmrużył oczy. Prychnęłam.
-Czy ja muszę takie proste rzeczy tłumaczyć? - Westchnęłam.- Będę osobą, która jest raczej cicha, trochę taka niedorajda albo nawet całkowita porażka i fascynuje się czymś pospolitym.
-A masz jakiś pomysł, żeby dopasować każdemu nasze role do jakiegoś sensownego scenariusza? - Jeff spostrzegł całkiem mądrze, jak na takiego... no takiego kogoś niedoskonałego.
-Po to tutaj jesteśmy, żeby coś wspólnie wymyślić. - Uśmiechnęłam się i postukałam w mój notatnik.
-Może odegrajmy scenkę, gdzie Jeff będzie znanym aktorem, a ja i ty zapalonymi fanami? - Alec wysunął pierwszą propozycję.
-Hmm... Dobry pomysł, podoba mi się. - Pokiwałam głową i szybko zanotowałam wszystko na kartce. - Jeff, zgadzasz się, prawda?
Chłopak tylko kiwnął głową.
-Świetnie. Pytanie kolejne jak to nagramy i jak piszemy scenariusz? - Znowu spojrzałam na nich w oczekiwaniu na jakąś zgrabną odpowiedź.
[Alec?]

6.14.2017

Chiara Morelli

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/6e/d9/43/6ed943b0325a41cc9b3257be01d2f718.jpg


Imię: Chiara
Nazwisko: Morelli
Pochodzenie: Ferrara, Włochy
Wiek: 20 lat
Orientacja: Heteroseksualna
Głos: KLIK
Pokój: Nr 35
Aparycja:
Chiara jest naprawdę urodziwą, młodą kobietą. Swój wygląd wykorzystuje, jak tylko najlepiej potrafi, by otrzymać zaufanie innych oraz to, czego od nich potrzebuje. Ale o tym powiem więcej w dalszej części. Wracając do aparycji tej młodej Włoszki, która posiada gęste, lekko falowane włosy o jasnobrązowym odcieniu, gdzieniegdzie poprzecinanym przez złote pasemka. Pociągła twarz o delikatnych rysach oznacza się głębokim spojrzeniem jasnoniebieskich oczu. Niewielki, zgrabny nos kończy się tuż przed kształtnymi wargami, które często rozchylone są w uroczym uśmiechu. Chiara ma 1,78 wzrostu i smukłą, wysportowaną sylwetkę. Ubiera się przeróżnie w zależności od sytuacji, ale najczęściej można ją spotkać w sweterkach o pastelowych odcieniach, zwiewnych bluzkach i różnego rodzajach spodniach oraz spódniczkach.
Charakter:
Nie owijając w bawełnę. Chiara jest socjopatką, ale nikt by o niej tak nie powiedział. Już ona o to zadba. Wszyscy dookoła myślą, że ta dziewczyna jest dla nich miła i pomocna. A jaka jest prawda? Ona tylko umiejętnie ich wykorzystuje. Nie zna takich pojęć, jak współczucie, empatia. Nie liczy się z uczuciami innych. Manipuluje tylko nimi. Traktuje ludzi, nie jako istoty, które mają swoje problemy i uczucia, tylko jako jej pionki w wielkiej grze, zwanej życiem. Nie rozumie, co to znaczy krzywdzić drugą osobę. Krzywdę odczuwa jedynie wtedy, kiedy jej się coś złego przytrafi. Jest skończoną egoistką w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Myśli o sobie, jako człowieku bez skaz. Wszystkie niepowodzenia, które ją dotkną nigdy nie wynikają z jej winy, a dzieją się przez innych. Jest na tyle wyrafinowaną socjopatką, która bardzo uważnie obserwuje ludzi i potrafi momentalnie dostrzec ich słabości. Przez swój wysoki poziom inteligencji, potrafi obrócić te informacje w możliwość na wykorzystanie drugiej osoby w sposób, jak najkorzystniejszy dla niej. Chiara zwykle wobec innych jest pełną uroku osobą, która wydaje się być przyjaciółką wszystkich. Przez to jest bardzo popularna w szkole i większość uczniów ją zna. Nikt nie podejrzewa, że dla tej czarującej kobiety bardziej liczy się popularność, jaką posiada niż nawet najbliżsi jej „znajomi”, „przyjaciele”. Dla niej takie określenia to tylko puste słowa. Kiedy ktoś z jej „znajomych” przestanie być dla niej użyteczny, po prostu go zostawi bez słowa. Kiedy ktoś stanie się dla niej przeszkodą, bo np. będzie startował w tym samym konkursie, co ona – zniszczy go. Psychicznie. Chiara osiąga swoje liczne sukcesy idąc do celu po trupach. Nie liczy się z nikim. Nie troszczy się o nikogo więcej niż o siebie. Kiedy wydaje ci się, że przejmuje się twoim słabszym samopoczuciem, wiedz, że po prostu jesteś jej do czegoś potrzebny. Pogrywa z ludźmi i nic z tego powodu sobie nie wytyka. Jeśli chodzi o naukę nie ma żadnych problemów, by być jedną z najlepszych, o ile nie najlepszą w szkole. Chłonie wiedzę, jak gąbka i trafnie ją wykorzystuje. Jest piekielnie inteligenta, nieprzeciętnie ładna, bez skrupułów i kiedy potrzeba bywa w bardzo chłodny sposób agresywna. Skąd się to u niej wzięło? Przez rodziców, którzy od najmłodszych lat wymagali od niej najwięcej, zawsze porównywali z innymi dziećmi, nigdy nie chwalili, nawet jeśli wykonała coś naprawdę dobrze. Wytykali jej każdy najmniejszy błąd i nigdy nie okazywali większych uczuć. Sama stała się przez to chorą manipulantką, której największą przyjemność sprawia kontrolowanie innych.
Co ciekawe wśród tych swoich bezdusznych sposobów na wykorzystywanie innych, uwielbia być zboczona. To często przyciąga ludzi, a przy okazji bardzo przypadło jej do gustu komentowanie cielesności innych.
Partner: Nie szuka, chyba, że znajdzie kogoś, kogo będzie chciała jakoś wykorzystać.
Rodzina:
Edvige Morelli – matka Chiary, która jest wiecznie w pracy, praktycznie nie ma kontaktu z córką. Edvige to znana włoska projektantka mody, która często podróżuje po świecie i Chiara zastanawia się, czy jeszcze pamięta o swoich dzieciach.
- Carlo Morelli – ojciec Chiary, prezes jednej z ważniejszych firm korporacyjnych w północnych Włoszech, również wiecznie nieobecny. Ze swoimi dziećmi spotyka się jedynie na święta i czasami gdzieś wyjadą razem na wakacje. Razem to niezbyt dobre określenie, ponieważ każdy wtedy i tak tkwi w swoim świecie.
- Gabriel Morelli – starszy brat Chiary, który ma 24 lata i para się aktorstwem. Jak na razie brał udział tylko w paru niewielkich produkcjach. Mieszka w tym samym hrabstwie, co siostra, więc czasami się widują. Jednak ze wzglądu, że Gabriel jest całkowitym przeciwieństwem Chiary, nie dogadują się zbyt dobrze. Zresztą chłopak doskonale zna swoją siostrę i wie, jaką bezduszną jest osobą, dlatego unika z nią kontaktu. Aczkolwiek w pewien sposób się o nią troszczy.
Zajęcia: Gra na instrumencie – skrzypcach, aktorstwo.
Zainteresowania: Chiarę kręci strategia, planowanie i rozstawianie ludzi po kątach. Uwielbia organizować innym czas i rządzić. Czuje się wtedy, jak ryba w wodzie. Od małego dziecka kocha skrzypce i ich melancholijny głos. Interesuje się także technikami zapamiętywania i dedukcji. Trenuje kick-boxing i bardzo lubuje się w tym zajęciu, gdyż może tam pozbyć się nadmiaru agresji, która się w niej często kumuluje. Dzięki swojemu bratu zaczęła się interesować aktorstwem, gdyż zauważyła, że umiejętne wczucie się w daną rolę pomoże jej w zdobywaniu kolejnych pionków.
Inne:
-Chciałaby zacząć kręcić filmiki o szkole.
-Nie lubi seriali, ogląda jedynie klasykę filmową.
-Jak na rodowitą Włoszkę przystało kocha pizzę.
-Pije bardzo dużo soku pomarańczowego.
-Ma uczulenie na pyłki i trawy.
Kontakt: tymbarkocholiczka
mail: mala.tymbarkocholiczka@gmail.com (radzę pisać na maila, bo na howrse praktycznie nie wchodzę).