Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tavi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tavi. Pokaż wszystkie posty

7.22.2017

Od Taviego CD Isaaca

Spojrzałem na niego, jak na kompletnego idiotę. Chłopak chyba wymaga zbyt wiele, bo jak miałem zaufać maszynie, która dopiero co niemal nie zabiła człowieka. Spoglądałem nie spokojnie to na swojego towarzysza to na motocykl i zastanawiałem się, czy bardziej obawiam się własnej śmierci czy kolejnego upadku chłopaka.
Przecież nie pozwoliłby zrobić co krzywdy.
Tavi, nie znasz go...
Dwa sprzeczne ze sobą głosy w mojej głowie buntowały się przeciw wszystkiemu i atakowały i tak skołatane nerwy, mimo to nie miałem sumienia mu odmówić, zwyczajnie nie umiałem i nieco machinalnie, z głośnym westchnieniem zrobiłem dwa kroki do przodu, a sztuczność mojego uśmiechu widziałem, bez patrzenia w lustro.
- Nie zrobię Ci krzywdy - dodał głosem dosłownie niosącym spokój. Tocząca się w mojej głowie wojna, została nieco przygaszona, a nogi koniec końców powiodły w stronę ciemnowłosego, który z iskrą w oczach podał mi jeden z kasków i gestem zachęcił do zajęcia miejsca tu za nim.
Zacisnąłem nerwowo palce na brzegach kurtki chłopaka, wtulając twarz w miękki materiał.
Mimo, że nie ruszyliśmy, żadna siła nie była w stanie mnie zmusić bym opuścił nogi ponownie na ziemię, czułem się jakby się unosił  i była to bezpieczna przystań, w której mogłem zostać do końca podróży.
- Jak będziesz tak robić to mnie udusisz i faktycznie umrzemy przed końcem podróży - nieco podniesionym głosem Isaac zwrócił na siebie moją uwagę. W tym właśnie momencie zorientowałem się, że mam zamknięte oczy. Uchyliłem więc drżące powieki, by dostrzec jak mocno zaciskam dłonie na chudych bokach chłopaka.
- Przepraszam - mruknąłem, czując jak moje policzki oblewają się niechcianym rumieńcem. Rozluźniłem uścisk, chwytając ponownie kurtkę chłopaka. Samego momentu startu nie widziałem, ale mocniejsze szarpnięcie i silniejszy wiatr we włosach w akompaniamencie ryku silnika był dość oczywisty. Powoli uchyliłem powieki, czując na włosach nieprzyjemny ciężar, jednak obraz, jaki miałem przed sobą umykał mi zbyt szybko. Chciałem spytać gdzie jedziemy, ale świst i głośny ryk zagłuszał moje własne myśli.
Obserwowałem Isaaca z ogromnym podziwem, robił wszystko płynnie, ale stanowczo zdawać by się mogło, że został do tego stworzony, przez co i mi udzielił się przyjemny nastrój podróży.
~*~
Wszystko jednak co dobre, a tym bardziej nowe, kiedyś się kończy. Tak więc po około pół godzinnej jeździe, z drżącymi dłońmi, mogłem spokojnie zdjąć z siebie ciężar podróży, delektując się spokojem jaki niósł grunt pod stopami.
- Przetrwałeś? - ciemnowłosy spojrzał na mnie z iskrą w oczach, na co spróbowałem się uśmiechnąć.
- Chyba mogło być gorzej... - mruknąłem zerkając to na niego, to na miejsce, pod którym właśnie staliśmy. Przed moimi oczyma wyrastał wielki dom, którego nie widziałem nigdy wcześniej, był naprawdę ładny, widać było, że nie brakowało mu kobiecej ręki.
- To znaczy - mruknął, patrząc na mnie tak, jakby nie chciał mnie martwić - Mamy... - kontynuował, po czym odchrząknął, sprawiając, że szarpnąłem za końcówki własnych włosów - Mały problem z motocyklem - przesunąłem czubkiem języka po nagle zeschniętych wargach. - Ale spokojnie, tu mieszka moja siostra - uśmiechnął się, próbując wyzbyć mnie złych emocji i kompletnego nie pokoju.
Nie pomogło.  
Skinąłem jedynie głową, po raz kolejny spoglądając w stronę domu, który z jednej strony przyciągał, doprawdy uroczym wyglądem, a z drugiej, stojąc w obliczu poznania tak prywatnej części życia chłopaka, miałem ochotę zacząć pieszo przemierzać drogę powrotną. Koniec końców, zaparłem się w sobie i używając ostatnich resztek silnej woli, postąpiłem na przód, próbując znaleźć pozytywy całej sytuacji.
Poza obecnością Isaaca, co i tak musiałem odrzucić. Obserwowałem jak jako pierwszy rusza do przodu przez jeszcze chwilę zatracając się w przyjemnych myślach o przyszłości, póki to sam nie odwrócił się do mnie i z wyraźną troską kładąc ciężką na moim, chudym ramieniu. Poczułem jak jego palce nieco zbyt mocno wbijają się między moje kości, choć nie robił tego umyślnie.
Jak każdy.
- Jesteś zły? - jego oczy próbowały ogarnąć mnie całego za jednym razem, nerwowo wyczekując odpowiedzi.
- Co? - spytałem, jakby wtrącony z transu. Do tej pory i ponownie nie zdawałem sobie sprawy, że zdążyliśmy dostać się pod same drzwi budynku, z którego dobywały się mało przyjemne dźwięki kroków. - Oczywiście, że nie, tylko... Bo pies i... - zmarszczyłem brwi, z zatroskanego wyrazu twarzy spokojnie mogłem wyczytać poczucie winy przez co jeszcze bardziej odechciało mi się tej całej podróży.
Najgorsze i tak było przed nami...
Z wnętrza domu, jakby ze smoczej jamy wyłoniła się kobieta. Niebywała sylwetka, długie włosy, ogromne oczy i uderzające podobieństwo do mojego towarzysza, zmierzyła naszą dwójkę chłodnym spojrzeniem i wygięła wargi w charakterystycznym geście, nie racząc swojego, jak się domyśliłem, brata, żadnym ciepłym powitaniem.
- Przyprowadziłeś sobie kolejną ofiarę? - syknęła głosem, nad wyraz kobiecym. Nie wiedzieć czemu przypominała mi ona, jedną z tych kreowanych przez telewizyjną rzeczywistość ideałów, które znane jako te zimne, przemierzały wszelkie Reality Show, ewentualnie wybiegi najznamienitszych projektantów. Zmarszczyłem brwi, nie reagując w żaden sposób na jej wścibską uwagę - Choć nie wygląda aż tak bezużytecznie - mruknęła, mierząc mnie srogim spojrzeniem by wreszcie podobnym, choć łagodniejszym, zaszczycić też brata. - Znowu zepsułeś motocykl? Z tego co widzę nie tylko on uległ uszkodzeniu - mruknęła, przyglądając się twarzy nastolatka, na której wciąż widniały pamiątki ostatnich dni.
- Jak widać, ponownie jesteś moją jedyną nadzieją - zaśmiał się cicho. Isaac był od niej sporo wyższy, ciężko mi było jednak określić do kogo należała faktyczna przewaga.
- Nie pierwszy raz możesz liczyć tylko na mnie, jak widać przyjaciele - jej wzrok, aż zbyt wyraźnie zasugerował, że ów aluzję mam wziąć do siebie - Znaczy Twoi przyjaciele, są bezużyteczni - burknęła, po czym odwróciła się tyłem do naszej dwójki, ruszając w głąb domu.
- Ja przepraszam Tavi... To może nie być najprzyjemniejsze przeżycie - mruknął Isaac, napotykając mój wzrok. Spojrzałem chłopakowi prosto w oczy, zbierając w sobie odwagę na dalsze popołudnie.
- Co Ty gadasz, na pewno będzie świetnie.


Isaac?
No w sumie nic nie zrobiłam, wiem.

6.21.2017

Od Taviego CD. Isaac


Spojrzałem na małą, białą kulkę tarzającą się w dłoniach chłopaka, piesek o czarnych oczkach i nosku, nerwowo badał wszystko dookoła. Dłuższą chwilę zajęło mi przyswojenie słów chłopaka.
Jest cały Twój.
- Cały mój? - powtórzyłem głucho za ciemnowłosym, na którego twarz wkradło się rozbawienie. Poruszył wymownie dłońmi, sugerując bym odebrał od niego małe stworzonko, na co jakbym odbierał właś
nie największy skarb, najpierw opuszkami placów musnąłem jego grubą sierść by następnie zatopić w niej dłoń. - Potrzymasz? - poprosiłem, wyciągając w jego stronę komórkę. Isaac przejął ją wolną dłonią telefon, drugą pozwalając mi zabrać psa. - Ale skąd? Przecież on kosztuje... - wtedy dotarło do mnie jak wiele pieniędzy zmarnował, za zwyczajną pomoc - Nie mogę go wziąć, przecież każdy by Ci pomógł w takiej sytuacji, nie zasłużyłem na niego - tak o to rozpocząłem symfonię przeprosin, pełną poczucia winy i wyrzutów sumienia, które momentalnie pożarły mnie od środka - Nie - mruknąłem, spoglądając na niego wytrzeszczonymi oczyma. Isaac zmierzył mnie czujnym i rozbawionym zarazem spojrzeniem.
- Po prostu go weź, wcale nie było tak źle jak Ci się wydaje - kąciki jego warg uniosły się w górę, kiedy sam zaczął wciskać mi białą kulkę w ręce - Bierz - dobra, szczerze mówiąc, niespecjalnie musiał mnie do tego namawiać. Biały potworek szybko zadomowił się na moich dłoniach, znajdując właśnie tam odpowiednie miejsce do spania, poczułem jak szklą mi się oczy.
Nie, nie teraz... 
Taviś, nie bądź dzieckiem, przycisnąłem jego sierść do swojej twarzy zanurzając w niej nos i zaciągnąłem się zapachem psa.
Tak, powąchałem psa.
- Dziękuję - wymruczałem w malca. Mój towarzysz, wyraźnie zakłopotany, uśmiechnął się jedynie jakby nie wiedząc co powiedzieć, przestąpił o mały krok do tyłu.
- Nie ma za co, ale muszę już iść - uśmiechnął się - Do potem - nie zwróciłem większej uwagi na bardziej rozwinięte pożegnanie, zajęty czarnym nosem szczeniaka, który z zaangażowaniem wodził po moim policzku. Z szerokim uśmiechem zawróciłem prosto do swojego pokoju.
W akademii nie można było trzymać zwierząt, ale nie ma rzeczy niemożliwych, wszystko da się załatwić, tym bardziej, że pokoi nam nie sprawdzają.
Przytuliłem szczeniaka trzymając go w swoich chudych dłoniach, ciche dźwięki dobywające się z jego krtani, sugerowały głód. Mocniej przytuliłem do siebie puchatego misia, czerpiąc z jego ciepła ogromną radość. Ruszyłem korytarzami skrzydła mieszkalnego, prosto do swojego pokoju, do którego wpadłem w zawrotnym tempie. Otworzyłem drzwi biegnąc w stronę łóżka, na którym ułożyłem jeszcze bezimienne stworzenie. Pogladzilem go po pyszczku i nachyliłem by malec polizał mnie za uchem. Po ogólnych oględzinach zorientownałem się, że potworek jest taka naprawdę dziewczynką.
- O Ty skubana bestio - uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, powoli zaczynały boleć mnie policzki. Opósciłem pokój ruszając prosto w stronę stołówki, w której to zacząłem czaić się na coś bardziej przystępnego dla szczeniaka. Wciąż ciężko mi było uwierzyć, że po moim pokoju biega jedno z moich przyziemnych i materialnych marzeń.
Zgarnąłem tacę z jedzeniem i z narastającym podnieceniem przemierzałem szlaki prosto do swojego malutkiego szczęścia, które już zdążyłem pokochać. Padłem na łóżko zgarniając wolną dłonią białą kulkę i ściągnąłem ją na podłogę. Obok szczeniaka położyłem miskę i z radością obserwowałem jak mały bierze się za jedzenie. Nie mogłem przestać się uśmiechać, co jakiś czas dorzucałem do białej miski trochę jedzenia, czerpiąc z tego niebywałą radość.
***
Mniej więcej tak spędziłem cały dzień, karmiąc, bawiąc i wymyślając imię dla szkraba. Wraz z zakończeniem prysznica, skończyłem dziecinne kontemplacje, pewien, że i tak na nic oryginalnego dziś nie wpadnę. Podszedłem do zaparowanego lustra, niebieskim, puchatym ręcznikiem wycierając swoje włosy i na moment powróciłem do Isaaca. Przez myśl przemknęło mi pytanie jak się czuje? Ciekaw byłem czy wszystko u niego dobrze, nie tylko dlatego, że się martwiłem. Chłopak wydawał się naprawdę okej. Miło byłoby mieć tutaj kogoś takiego.
Dobrym pomysłem był Facebook, bo numeru telefonu do ciemnowłosego jeszcze nie miałem. Opadłem na łóżko obok swojego psa, szukając małego urządzenia pod poduszką.
Tam nie.
Niechętnie dźwignąłem ciężkie ciało z miękkiego posłania i podszedłem do biurka, szukając go w tonach rysunków.
Też nie ma.
Lekko zestresowany wparowałem do łazienki przegrzebując każdą szafkę, z której korzystałem podczas dzisiejszej kąpieli, jednak zawiodłem się po raz kolejny. Ostatnim miejscem, w jakim moja zguba miała szansę się odnaleźć była szafka, w której trzymałem podkoszulki do spania.
Też nic.
Moje rozdygotane z nerwów serce nie pozwoliło mi trzeźwo określić sytuacji, ani przywołać wspomnień, które mogłyby naprowadzić mnie na zgubę. Usiadłem więc na skraju łóżka skupiając uwagę tylko i wyłącznie na swoim rozpędzonym umyśle.
Isaac. 
W głowie dokładnie odtworzyłem każdy szczegół naszego ostatniego spotkania by wychwycić moment, w którym starszy mógłby mi oddać telefon. Gdy przyswoiłem fakt, że nic takiego nie miało miejsca, odetchnąłem z ulgą. Natychmiast opuściłem pokój wychodząc na ciemny, szkolny korytarz. Stawiając kolejne kroki przez pogrążone we śnie miejsce nawet przez myśl mi nie przyszło, że może Isaac również odsypia ostatnie wrażenia. Dzięki Bogu, szybko zorientowałem się, że nie było się o co martwić, bo gdy mój wzrok padł na małą, srebrną tabliczkę i wyrytych na niej literach, mosiężne brązowe drzwi otworzyły się, a staną w nich wysoki i ciemnowłosy chłopak. Uniosłem kąciki ust, czując jak odwaga powoli ze mnie ulatuje. 
Jesteś śmieszny, kiedy nie jest pokrzywdzony, nie umiesz się odezwać?
Skrzywiłem się momentalnie, spoglądając na chłopaka, który wyraźnie oczekiwał, aż zacznę mówić.
- Hej - zacząłem, przesuwając dłonią po splątanych lokach - Ja.. Um, to znaczy, masz może mój telefon? - spuściłem wzrok na nasze stopy, które w tym momencie wydawały się nad wyraz interesujące.
- Jasne, wejdź - odgonił mnie od pomysłu poczekania na niego w bezpiecznej ciemności. Kątem oka zauważyłem jak macha ręką i koniec końców zmusza do tego bym ruszył za nim, odetchnąłem cicho i skinąłem głową gdy odwrócił się do mnie tyłem po czym przekroczyłem próg miejsca, które zamieszkiwał chłopak.
Nie wiem, od jak dawna był w tej szkole, ale dało się wyczuć tutaj coś osobistego, należącego tylko do Isaaca. To miłe uczucie przywołało mi na myśl dom, miałem nadzieję, że mój towarzysz właśnie tak się tutaj czuje. 
O samopoczuciu mówiąc...
- Jak tam z nogą? I w ogóle, co z motorem? - zagadnąłem, zaczynając rozmowę na mało zobowiązujący temat. Starałem się nie rozglądać po pokoju, ale chęć poznania nastolatka nieco bliżej, cały czas mnie gryzła. Przestąpiłem z nogi na nogę, próbując w ten sposób dać upust zdenerwowaniu.
- Z motorem - westchnął - Nie wiem, jutro będę musiał po niego iść - zwróciłem uwagę jak zajmuje miejsce na brzegu łóżka, widać było, że ta prosta czynność sprawiła mu ból.
- Nie możesz iść w takim stanie sam! - uniosłem się, marszcząc przy tym brwi. - Znaczy - kontynuowałem, zły, że nie zdążyłem ugryźć się w język - Jeśli chcesz to pójdę z Tobą - spojrzałem na wyższego, doszukując się na jego twarzy chociażby cienia zwątpienia. Ten nie zrobił jednak nic więcej poza wyjęciem spod poduszki mojego telefonu.
- Jasne - skomentował krótko i wyciągnął komórkę w moją stronę. Uśmiechnąłem się do niego, pożegnałem i opuściłem pomieszczenie, niemal biegiem wracając do swojego pokoju.
Wparowałem do niego, zamykając drzwi i rzuciłem się na łóżko, pozwalając, by małe, białe coś, przejęło kontrolę nad moimi włosami.
- Jestem beznadziejny - burknąłem w stronę psa, odblokowując telefon. Przeglądając listę kontaktów zacząłem szukać telefonu do swojego przyjaciela, kompletnie ignorowałem go od początku mojego przyjazdu.
Przesunąłem palcem wzdłuż litery "I", a na mojej twarzy momentalnie zagościł głupkowaty uśmiech. Przesunąłem po numerze zapisanym jako "Isaac" wchodząc w wiadomości.

Do: Isaac^^
"Do jutra, Tavi"

Uśmiechnąłem się do siebie, chowając telefon pod poduszką. Przytuliłem usypiającego szczeniaka do klatki piersiowej i również pozwoliłem sobie na zasłużony odpoczynek.
Isaac?

6.07.2017

Tavi Kidman

 http://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/88/fe/3e/88fe3e203538de89b95d457ce46a80d1.jpg
Imię: Tavi
Nazwisko: Kidman
Pochodzenie: Manchester, Wielka Brytania
Wiek: 19 lat
Orientacja: Biseksualny
 Głos: KLIK
Pokój: 50
Aparycja:
Jedynym czym tak naprawdę poszczycić się może nasz uroczy nastolatek są jego oczy. O wspaniałym, niespotykanym kolorze najczystszej wody, ich błękit niemal powala na kolana przykuwając uwagę każdego przechodnia. Kiedy oderwiesz wzrok od dużych oczu i skupisz się na reszcie twarzy nie zauważysz nic właściwie szczególnego. Delikatnie odstające uszy, spory, lekko zadarty nosek, wydatne, malinowe usta i rumiane policzki. Nieodłączną częścią jego urody są też wory pod oczami, których jednak chłopak nie zamierza się pozbywać.
"Filigranowy" nie jest może najbardziej męskim określeniem jakie można przystosować do sylwetki Taaviego, jednak bardziej trafnego nie znajdziecie. Niski, bo mierzący zaledwie 168 centymetrów wzrostu, chłopak o drobnej, przygarbionej posturze. Brązowe, żyjące własnym życiem loki, okalają jego buzię, dodając jej krągłości, które uwydatniają zarys szczęki.
 Drobny chłopiec zdaje się znikać w tłumie przechodniów. Świecąc swoimi tęczówkami jest wręcz przeciętny w swoim minimalizmie nawet w ubiorze zachowuje umiar, choć jest to, ta mała część jego ja, w której pozwala sobie na odrobinę szaleństwa.
Charakter: 
 - Synu, tylko się zachowuj, nie pij i nie pal, nie chcesz chyba skończyć jak Twój brat, prawda? - ciemnowłosa przesunęła opuszkami palców po bladym policzku siedemnastolatka, na co ten, jedynie przewrócił oczyma. Oczywiście, że nie miał zamiaru kończyć zaliczając każdy możliwy rów w drodze powrotnej do domu, ale bez przesady, nie był dzieckiem by stojąc pod ścianą obserwować schlanych znajomych i użalać się nad własną nudą.
- Dobrze mamo - mruknął cicho i nie mówiąc nic więcej, skinął do starszej kobiety głową i opuścił pojazd.
Opuścił pojazd i rzucił się w wir łamania wszystkich zasad, jakie wyznaczyła mu rodzicielka przed wyjściem.
Buntownik.
Cichy śmiech przemknął po sali gdy Tavi po raz kolejny przedrzeźnił rozjuszonego do czerwoności nauczyciela. Jego wzrok padł na dziennik z uwagami, jednak młodszy, kompletnie się tym nie przejmując, dalej brnął w żenującą gierkę "doprowadź matematyka do białej gorączki". Pomyśleć, że zaczęło się od głupiego "podejdź do tablicy" teraz śmiech falami, obiegał salę, a wyzwiska padały coraz śmielsze, zdumiewając nauczyciela.
Kłótliwy i pseudo zabawny
- Uciekaj! - krzyknął, chwytając Adama za ramię. Ten wbił palce w jego nadgarstki niemiłosiernie mocno, sprawiając, że odruchowo zwolnił. Na co nie było czasu. Pociągnął go w pierwszy zakręt modląc się, by nie była to kolejna ślepa uliczka. Policyjne krzyki i groźby powoli cichły rozbijając swe echo o ściany kolejnych budynków, a strach pulsował im w żyłach tak mocno, że serca zdawały się walczyć o przetrwanie.
Mimo to, Tavi, chociaż nie musiał, pozostał wierny swojemu przyjacielowi i nie opuścił go w złym obrocie spraw.
- Nie mogę już - wydyszał blond włosy, szarpiąc nastolatka w przeciwną stronę. Oczywistym było, że niższy i o wiele lżejszy Kidman, chociażby ze względu na wagę jest w stanie przebiec więcej, niż Adam.
- Choć, nie zostawię Cię tu, już niewiele, a jak nie dasz rady, najwyżej pójdziemy razem siedzieć - położył dłoń na jego ramieniu, zaśmiał się i ruszył dalej.
Wierny
Spojrzał ze wściekłością na matkę, czując jak wszystkie krzywdy jakie wyrządziła mu przez te wszystkie lata odbijają się echem po jego umyśle i uderzają o język, z którego wypełzły potokiem słów.
- Ty, jesteś pieprzoną alkoholiczką, pracoholiczką i pewnie jeszcze ćpunką! Nigdy nie obchodziłem Cię, ani ja, ani Adam, ani Nathaniel! Szłaś do tej swojej zasranej pracy spędzałaś tam godziny, a jak wracałaś to chlałaś. Upijałaś się i miałaś w dupie mnie czy mojego brata, nigdy Cię nie obchodziliśmy, nie dziwię się, że ojciec od nas odszedł. - rzucił oschle, i odwrócił się na pięcie...
***
- Myślisz, że on się zmieni? Że skoro raz to zrobił, to za drugim się powstrzyma? Nagle wyrosną mu skrzydła anioła i we wspaniałym związku wychowacie dwójkę wspaniałych dzieci? Wpadłaś i za to dostałaś. Jesteś moją przyjaciółką, ale płaszcząc się przed nim jesteś zwyczajnie żałosna i śmieszna
Szczery.
- Zawsze tak jest, czasem ludzie odchodzą, zostawiają nas i zapominają poddając się dalszej rutynie życia. Nie obchodzi ich co z nami, a nam, pokrzywdzonym i odrzuconym, wydaje się, że to koniec świata i nic dobrego nas już nie spotka. Nie wszyscy jednak tacy są, w swoim marnym życiu, zapewniam Cię, spotkasz dwie, góra trzy osoby, które będą z Tobą na dobre i na złe, choćby nie wiem co i uwierz mi, będziesz wiedział, że to Ci. Przysięgam Adam, że choćby nie wiem co, w nawet najprostszych problemach, zawsze będziesz mógł na mnie liczyć.
Prawdziwy przyjaciel.
- Ubieraj się, idziesz do kościoła - kobieta od rana, próbowała wyrwać syna z łóżka, ten jednak w zaparte, resztkami sił, trzymał się pościeli, nie pozwalając do siebie dopuścić myśli, że za chwilę stanie oko w oko z siłą, która nie istniała, a którą obwiniał o całe zło.
- Nigdzie nie idę - powtarzał te słowa jak mantrę, jako odpowiedź na każde pytanie, niemalże warcząc na potencjalnego rozmówcę - Nie będę marnować czasu na coś, czego nie ma. Skoro tak bardzo miłujecie tego swojego Boga, czemu ojciec w niecały rok odrzucił go dla Ciebie? - warknął, mierząc się wzrokiem z oburzoną kobietą.
- Tavirej - warknęła.
- Mam na imię Tavi, a Ty idź, módl się do tej samej pseudo materii, która nie pomogła uratować babci przed śmiercią, która nie pomogła Julii nie wpaść pod samochód, która za młodu zmusiła Cię do prostytucji no idź. Idź do tego, który miał nieść Ci pomoc, a podobno zrobił z życia gówno.
Niewierzący, wyrzeka się jakiejkolwiek wiary, gardzi nią.
Partner: Szuka.
Rodzina:  
Samuel Kidman - 50-letni mężczyzna, praktykujący, który wyrzekł się wiary by żyć w związku z dziesięć lat młodszą żydówką. Prowadzi dobrze prosperującą firmę, niegdyś podobno kochał żonę, odkąd jednak Tavi pamięta, żył tylko pracą.
Alicia Kidman - 40-letnia matka Taviego, kobieta piękna choć źle urodzona. Po śmierci rodziców trudziła się w najstarszym zawodzie świata. Aktualnie pracuje w firmie męża, której poświęca całe życie. Tavi wie, że jego narodziny były kwestią wpadki na jednym ze "spotkań"
Nathaniel Kidman - młodszy o rok brat Taviego. Chłopak ambitny, choć lubujący się w używkach, nie zawraca sobie głowy rodzicami i życie spędzone z opiekunkami nigdy mu nie przeszkadzało, a ze swoim bratem zawsze miał świetny kontakt.
Julia Kidman - siostra Taviego, zmarła w wieku trzynastu lat.
Zajęcia: Zajęcia kulinarne, wokal, sztuka.
Zainteresowania: przede wszystkim książki, książki, książki i jeszcze raz książki. Biblioteka Harvardu nie wystarczyłaby mu by go zniechęcić i niewątpliwie przeczytałby każdy zamieszczony tam tom. Poza tym Tavi lubi naukę, w ogólnym tego słowa znaczeniu, jest dyskutantem, więc na każdy temat musi mieć coś do powiedzenia tak więc siedzi zagłębiając tajniki wiedzy i marnuje życie szukając kogokolwiek do dyskusji na poziomie. Chłopak również nie widzi dnia bez malowania, w jego pokoju nie ma centymetra by nie został on zapełniony twórczością dziewiętnastolatka. Młody Kidman wiąże z tym przyszłość, wierząc, że jego praca zostanie kiedykolwiek doceniona.
Inne:
*Cierpi na okropny lęk przed pająkami,
*Interesuje się historią znanych ludzi,
*Inspiruje go styl Wiktoriański,
*Nade wszystko kocha konie,
*Gra na gitarze i pianinie,
*Uwielbia gotować
Kontakt: Ingenium