Siedziałem z powrotem w swoim pokoju po skończeniu dnia, nie spotykając Huntera ani razu w trakcie lekcji czy na korytarzu, co wzbudziło we mnie lekkie wątpliwości względem jego planów. Byłem wręcz gotowy do położenia się na łóżku i zaczęcia przeglądania swojego telefonu dla zajęcia czasu, dopóki nie usłyszałem pukania w drzwi. Schowałem już i tak nieprzydatną tego wieczora książkę od matematyki i otworzyłem wejście do pokoju, widząc przed nim Huntera, przechylając lekko głowę na bok
- Masz wytłumaczenie na swoje zachowanie, tak podejrzewam - stwierdziłem, ale i tak wpuściłem bruneta do pokoju, aby nie stał na korytarzu - I na pewno tylko przeprosić? - spytałem, przyglądając się nieznacznie wyrazowi twarzy Huntera, a ten kiwnął głową.
- Nic złego nie zrobiłeś, a ja na ciebie nawrzeszczałem. Wręcz przeciwnie, jako jedyny miałeś pozytywne nastawienie do mnie w tej szkole - zaczął, wchodząc wgłąb pomieszczenia, odwracając się moją stronę, a ja machnąłem krótko ręką.
- I tak mam wrażenie, że to nie jest jedyny powód twojego przyjścia - oparłem dłonie na biodrach - Ale jak ciebie to uszczęśliwi, to akceptuje twoje przeprosiny - uśmiechnąłem się, wskazując ręką na łóżko - Nic się nie stanie jak usiądziesz.
- Prawdę mówiąc, jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałem ci powiedzieć - dosiadłem się obok, krzyżując nogi i pokazałem dłonią, aby kontynuował.
W tym momencie zapadła cisza, a ja zacisnąłem usta w cienką linię, czekając na jakieś wyjaśnienie czy ogólnie słowa ze strony bruneta. Bawiłem się krańcem bluzki i zacisnąłem jedną z dłoni na materiale, zaczynając bujanie się w te i z powrotem na materacu
- Powiesz czy nie? - wyrzuciłem w pewnym momencie, widząc jak chłopak się spina - Przepraszam, poniosło mnie. Ale powiesz? - uspokoiłem swój podniesiony ton, utrzymując teraz kontakt wzrokowy z Hunterem, a raczej próbowałem, ponieważ ten patrzył na ścianę przed siebie - Najpierw jednak spójrz na mnie. Wolę widzieć o co chodzi w trakcie rozmowy - złapałem podbródek chłopaka, obracając jego głowę w moją stronę szybkim ruchem, widząc po chwili jak zbiera powietrze do płuc jednym ruchem.
- Wyjeżdżam - powiedział, nie owijając więcej w bawełnę, a ja potrzebowałem chwili, aby to zdanie do mnie dotarło.
- Czekaj. Ale jak to wyjeżdżasz? - spytałem, przerywając ciszę wiszącą w powietrzu - I czemu? - w odpowiedzi na drugie pytanie zyskałem krótki śmiech ze strony bruneta.
- Czemu? Myślisz, że łatwo jest działać pozytywnie kiedy każda spotkana osoba na korytarzu wytyka ciebie palcami? - spytał retorycznie, podnosząc się z łóżka i kierując się w stronę drzwi.
- Domyślam się, że nie - stwierdziłem, prostując się i śledziłem wzrokiem barki Huntera - Ale ucieczka rozwiązaniem nie jest - powiedziałem, opierając dłonie za swoimi plecami.
- Nie zmienię twojego zdania - odezwałem się, ignorując gęstą atmosferę i widząc zawahanie chłopaka gdy kładł dłoń na klamce - A próby zapewne będą nieudane, bo wiem, że nie mam w tobie żadnego przebicia. Po prostu chciałem ciebie o tym uświadomić - skwitowałem, opierając się o ścianę - Miłej podróży w takim razie. Dojrzałe zachowanie, nie powiem - uśmiechnąłem się sam do siebie, w jakimś stopniu kpiąco - Nie pomyślałbym, że osoba jak ty, może tak łatwo się poddać.
- Masz coś jeszcze do powiedzenia? - spytał, odwracając wzrok w moją stronę, a ja widziałem jak palce chłopaka bieleją od zaciskania ich na klamce.
Kiwnąłem przecząco głową i podniosłem własny telefon, zajmując się życiem w Internecie, kątem oka patrząc na czynności Huntera
- Choć i tak jak zmienisz zdanie, odezwać się możesz - rzuciłem nim zamknął drzwi, nie wiedząc czy moje słowa i tak do niego dotarły.
Położyłem się plecami na materacu, wypuszczając powietrze z płuc i przejechałem wolną dłonią po twarzy, chcąc pozbierać własne myśli. Mimo własnych słów, byłem zdeterminowany, aby zatrzymać chłopaka przed wyjazdem, a teraz musiałem pomyśleć jak to skutecznie zrobić. Rzuciłem telefon gdzieś na bok, nie interesując się na ten moment jego stanem i rzuciłem przy pomocy nóg na siebie kołdrę, chcąc przespać się z danymi myślami.
___
Sen tej nocy nie był mi dany, więc od godziny czwartej krążyłem po swoim pokoju, wierząc własnej podświadomości, że Hunter jeszcze nie pojechał.
Będąc już bardziej ogarniętym, choć jeszcze miałem okulary na nosie, krążyłem po korytarzu w poszukiwaniu odpowiedniego pokoju, zatrzymując się w końcu przed odpowiednimi drzwiami i ku mojemu zaskoczeniu były otwarte. Ale nikogo nie było w środku
- Cholera - mruknąłem do siebie, zaciskając dłoń na klamce i zamykając może trochę za mocno drzwi, spotykając po chwili dyrektora.
- Można to zrobić delikatniej - stwierdził, samemu podchodząc do drzwi.
- Przepraszam, ale czy wie pan może czy Hunter już pojechał? - spytałem, nerwowo chodząc w miejscu - I co pan robi? - dodałem z ciekawości.
- Sprawdzam stan pokoju i jest jeszcze przed budynkiem, czeka na przyjazd autobusu - wszedł do środka, a ja podziękowałem krótkim kiwnięciem głowy.
Ruszyłem szybkim tempem w stronę wyjścia ze skrzydła mieszkalnego, szukając wzrokiem wciąż Huntera. Jakoś go zatrzymam. Powodów nie mam, aby to robić, ale za to mam determinację. Tyle mi wystarczy. Przerwałem swoje rozmyślenia na ten temat, zostając uderzonym zimnym powietrzem z dwory i poprawiłem palcem okulary, wyłapując w polu widzenia brązowowłosego, zmuszając się do biegu na ten kawałek, zatrzymując się potem przy zielonookim
- Zostawiłeś coś u mnie wczoraj - powiedziałem, opierając jedna dłoń na biodrze, aby uspokoić trochę oddech.
- Wyglądasz teraz jeszcze bardziej jak laska - stwierdził, uśmiechając się słabo, a ja zaśmiałem się gorzko, wracając do dalszego mówienia.
- Dzięki. Ale wracając, nie mam tego ze sobą. Musisz iść ze mną - złapałem go za przedramię, z zamiarem pociągnięcia za mną.
- Nigdzie nie idę. Autobus zaraz przyjeżdża, a na kolejny muszę czekać pare godzin - wyrwał rękę, a ja skrzyżowałem swoje ręce na torsie, mierząc go wzrokiem - Mogłeś to tutaj przynieść.
- Nie mogłem, kto wie co to może być. Jeszcze umrę jak dotknę i co? - spytałem retorycznie, a chłopak westchnął cicho.
- Nigdzie nie idę. Zostaw to sobie na pamiątkę czy coś. Wsiadam w ten autobus i już, nie zrezygnuje teraz - spojrzałem za chłopaka, widząc nadjeżdżający środek komunikacji miejskiej.
- Co ciebie tutaj zatrzyma? - spytałem szybko, machając ręką, aby myślał szybciej.
- Jakby Josh zniknął, a tego nie zrobisz. Ma pieniądze, więc się nie usunie - obrócił się w stronę wejścia do autobusu.
- Zniknąć nie zniknie. Ale jak przestaniesz odsuwać mnie od siebie to może przynajmniej zmaleje ten problem - stwierdziłem, wyciągając go z pojazdu szarpnięciem za ramie.
- Nic nie zmaleje - parsknął - Jedynie moja wytrzymałość psychiczna.
- Daj chociaż szanse. Jak nie wyjdzie, droga wolna. Jedź sobie - puściłem jego ramię - Nie wiem ile czasu jesteś już w tej szkole, ale skoro wyglądało to tutaj w ten sposób, to może pozwól sobie na jakieś zmiany w codzienności, co? - spytałem.
- Autobus wiecznie czekać nie będzie - odezwała się jakaś kobieta z autobusu, podniesionym tonem.
- Da pani nam moment dobrze? I tak siedzisz na tyłku - machnąłem na nią ręką, nie zwracając zbytnio uwagi. I tak nie wyglądała jakby była w pośpiechu.
Hunter?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz