5.31.2017

Od Oscara CD Willa

Własny ciężki oddech słyszałem przez warkot silnika, który zagłuszał nawet własne myśli. Adrenalina buzowała w moich żyłach z niebywałą intensywnością, która tłumiła moje myśli i zasłaniała widok. Ostatni raz przyspieszyłem i próbując wyminąć chłopaka zjechałem na boczny tor. Dosłownie czułem jak opona płonie przyspieszając swoje obroty. Gorąc bił nie tylko od odczuwalnej ekscytacji ale cała maszyna zdawała się jakby płonąć żywym ogniem.
Płomieniem, który dał mi przewagę.
Myślałem, że wyskoczę z motoru by pierwszemu pokonać, byłem kompletnie zamroczony i nic poza wygraną się dla mnie w tym momencie nie liczyło. Widząc jak pierwszy przekraczam linię mety zmrużyłem powieki, zwalniając.
Błąd.
Alex, wykorzystując chwilę nieuwagi, mimo zakończonego już wyścigu, zajechał mi drogę zbyt późno dając mi do zrozumienia, co planował. Starszy zatrzymał się tuż przede mną, zmuszając mnie do gwałtownego skrętu w lewo. Czerwona lampka zapaliła się w moim umyśle, gasząc euforię, zdecydowanie zbyt późno. W ostatniej chwili spróbowałem wyhamować, siła odrzutu była jednak większa niż się spodziewałam, przez co efektownie opuściłem maszynę, twardo uderzając plecami o gruz. Mój ubiór skutecznie zamortyzował upadek, który zapewne skończy się tylko siniakiem.
- Kurwa - zakląłem, mój głos przesiąkł bólem gdy rzuciłem kaskiem o ziemię, nie przejmując się jego stanem, ruszyłem w stronę winowajcy - Pojebało Cię?! - kolejne przekleństwo skalało moje usta swym paskudnym brzmieniem. Zbliżyłem się do chłopaka, mniej więcej na odległość własnych dłoni i nie oczekując reakcji jego, bądź ciemnowłosego chłopaka, chwyciłem kołnierz jego kurtki i zaciskając dłoń w pięść wymierzyłem mu cios w sam środek nosa.
- Co Ty odpierdalasz?! - wrzasnął, próbując zatamować nagły krwotok z nosa. Spojrzałem na Willa, który ciągle przejęty wreszcie spróbował zbliżyć się do naszej dwójki.
- Mogłeś mu zrobić krzywdę! - podniosłem głos nieco bardziej niż bym chciał. Złość wstrząsnęła moim ciałem, ogromna fala poczucia winy i wzmożonej agresji, przepłynęła przez moje ciało, każdą komórkę roztrzaskując na milion kawałków. - Odejdź stąd zanim Ci ryj obrócę, wystarczająco się upokorzyłeś - warknąłem, zaciskając i rozluźniając na zmianę pięści, które powoli przebijały mi skórę w dłoni. Alex poprawił swoją kurtkę, przesuwając po niej dłońmi i zachowując resztki godności, pod nosem mruknął gratulacje i odwrócił się od nas udając się w znanym tylko sobie kierunku. Zmarszczyłem lekko brwi, rozglądając się dookoła, delikatne zawroty głowy, nie pozwoliły mi z początku zlokalizować Williama, który fakt, faktem stał kilka metrów ode mnie.
- Wszystko gra? - zlustrowałem chłopaka dokładnie, upewniając się, że na jego ciele nie ma żadnych większych zadrapań, przeoczonych przeze mnie podczas wyścigu.
- Jest okej - o ile jego słowa to potwierdzały, to wygląd wręcz przeciwnie, lekko posiniałe nadgarstki z wyraźnymi śladami wbitych paznokci ewidentnie przeczyły słowu "okej". Zaśmiałem się pod nosem, kręcąc przy tym głową, dobrze było jednak wiedzieć, że nastolatek był po mojej stronie. - Krwawisz - mruknął, przesunąłem dłonią po swoim nosie dopiero teraz czując lepką ciecz wolno spływającą spod niego, przez wargi i aż do brody. Odruchowo wytarłem wszystko rękawem i wzruszyłem ramionami, odchrząknąłem znacząco i wróciłem wzrokiem do swojego towarzysza.
- Nieważne - mruknąłem - To co... Wsiadasz? - spojrzałem na maszynę, która wciąż przewrócona leżała kilka metrów od nas - To Twoja jedyna szansa nim oddam ją do lakiernika, bo i tak jest w złym stanie - z troską zbliżyłem się do maszyny, przesuwając palcami po kierownicy.
- Na pewno tego chcesz? Nie chciałbym jej bardziej uszkodzić - zaśmiał się cicho, kręcąc przy tym głową. Przewróciłem oczami, nie odpowiadając na jego pytanie. Ostry, piekący ból przemknął przez moją czaszkę kiedy spróbowałem podnieść motocykl z ziemi. Cofnąłem się o kilka kroków, próbując złapać równowagę, jest dobrze... Will zbliżył się do mnie i we dwójkę unieśliśmy potwora ponownie na koła.
Niesamowite, niby obtarty i stary, a wciąż tak pięknie się prezentuje. 
- Przecież to jest najpiękniejsza rzecz na świecie - rozczuliłem się, zaplatając dłonie na piersi, po czym jedną z nich wsparłem na podbródku. Zachwycałem się nad nią jeszcze chwilę, jednak cichy śmiech wytrącił mnie z euforii w jaką wpadłem. - Nie dasz się nacieszyć chwilą chwały  - burknąłem i przewróciłem oczyma. - No spróbuj - puściłem chłopaka przed siebie pozwalając mu zbliżyć się do miłości mojego życia - Tylko błagam, bądź ostrożny - zmrużyłem powieki. Starałem się, naprawdę się starałem udawać obojętnego na zaistniałą sytuację, ale w głębi duszy krzyczałem, błagając by nikt (w szczególności motocykl) nie ucierpiał podczas tego okrążenia. Obserwowałem chłopaka jak z uwagą i ogromną ostrożnością odpala pojazd, był przy tym, jak oczekiwałem, bardzo rozważny i idąc za moją, co prawda, żartobliwą przestrogą, pilnował by nie zarysować stacyjki.
Uśmiechnąłem się pod nosem obserwując  jak rusza, sam sposób w jaki to zrobił i jak pokonał pierwsze metry upewnił mnie, że albo nie jest to jego pierwszy raz, albo ma wrodzony talent. Rozluźniłem się więc, pewien, że niedojdzie do żadnej niespodzianki...

- Podobno to Twój pierwszy raz - zaśmiałem się, odbierając od chłopaka kask. Lekko rozdygotany i jakby zestresowany dawał po sobie poznać, że w swój wysiłek włożył naprawdę wiele trudu.
I dobrze.
- Jestem do tego stworzony - wzruszył ramionami i przeczesał dłonią bujną grzywę. Mruknąłem ciche "tak" i przerzuciłem jedną nogę przez siodełko, wsiadając na nie.
- Ale pozwól, że do domu jednak odwiozę nas ja - włożyłem kask na głowę, oczekując, aż Will weźmie drugi i zajmie miejsce tuż za mną. Niesamowite ciepło biło zarówno od niego jak i od maszyny, której warkot nadal odbijał się echem po mojej głowie. Ten sam dźwięk powoli rozbrzmiał wokół nas będąc tym razem jak najbardziej autentycznym dźwiękiem. Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy przejeżdżaliśmy przez bramę wjazdową, kierując się prosto do Akademii...

***

- Jeszcze raz dziękuję, wiesz, że ze mną jednak poszedłeś - mruknąłem, dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nawet raz nie okazałem chłopakowi należytej wdzięczności, a jego obecność,co dziwne, naprawdę mi pomogła. - Jestem Ci coś winien - wzruszyłem ramionami, gdy zbliżyliśmy się do pokoju długowłosego, a ten zachęcającym gestem, zaprosił mnie do środka. Przestąpiłem próg pomieszczenia, nieco zdezorientowany. Czegokolwiek bym nie mógł powiedzieć o swoim nowo poznanym przyjacielu, to na pewno nie to, że jego pokój będzie taki... Zwyczajny. Przeważające w nim biel i fiolet, wśród, których tak naprawdę niewiele elementów mogło o oryginalności, osobowości chłopaka, o jaką go posądzałem.
- Paczka żelków wystarczy - odparł wreszcie, dając mi do zrozumienia, że za bardzo się przyglądam. Ja jednak nie poprzestałem na zwyczajnym przyglądaniu się. Zrobiłem kilka kroków  w stronę biurka, zerkając na porozwalane na nim kartki i kilka ołówków. 
- Rysujesz? - dotknąłem białego papieru, przyglądając się mu tak intensywnie, jakbym wierzył, że za moją wolą pustka wypełni się sama.
- Czasem, ale to nic wielkiego... Właściwie to co chciałeś? - pokręciłem głową próbując zarejestrować jego pytanie... Po co? To pytanie uświadomiło mi, że przecież nie przyszedłem do chłopaka, by zwiedzić jego pokój.
- A tak... Właściwie to, poznałem tutaj kilka osób i  ten piątek jedziemy pod namioty na cały weekend, pomyślałem, że może chciałbyś się zabrać... Czy coś....
Oscar, zawieranie znajomości Ci po prostu nie idzie.

Will?


Od Chole Cd Liama

Gdy wychodziłam z pokoju zauważyłam na ziemi moją koszulkę, podniosłam ją prez chwilę przyglądałam się jej...
Liam musiał ją tutaj zostawić pewnie wisiała na klamce.  Zabrałam ją do środka rzucając na łóżko i wyszłam z pomieszczenia zamykając go na klucz.
Włożyłam słuchawki do uszów i poszłam na miasto, chciałam chociaż trochę skupić się na czymś innym. Przyglądałam się wszystkiemu ludzią, budynką aż w końcu weszłam do kawiarni i zamówiłam kawę, rozsiadłam się wygodnie i bawiłam się komórką. Po wypciu jej wyszłam i udałam się dalej, chodziłam tak bez celu po prostu chciałam się oderwać od szkołu tegp ciągłego szumu o  oglądania tych samych twarzy....
Po kilkunastu godzinach chodzenia bez celu w końcu wróciłam do akademi, kiedy miałam wchodzi do pokoju zatrzymał mnie Leon:
- Zrobiłaś to specjalnie. - powiedział
- Nie rozumiem o co Ci chodzi.
- Nie udawaj wiedziałaś,że Liam słyszał prawie całą naszą rozmowę
- Daj mi święty spokój. - powiedziałam i podeszłam do drzwi jednak Leon nie pozwolił mi wejść:
- Okey. Wyjaśnijmy sobie coś ja nie wiedziałam, że Liam stał i słuchał naszej rozmowy.
- Kłamiesz- powiedział ostrzejszym tonem
- Nie to ty kłamiesz. Okłamujesz Liama swojego przyjaciela.
- Odezwała się święta.
Udało mi się go wyminąć i wejść do środka, zamknełam drzwi i odetchnełam z ulgą. Poszłam do łazienki wiząść pryaznic i położyłam się spać.
~~~~~~~NASTĘPNEGO Dnia ~~~~~~~~~
Nie chciałam iść na tą lekcję po prostu nie chciałam widzieć się z Liamem jednak nie mogłam pozwolić sobie na to aby opuszczać lekcję. Gdy dotarłam pod salę Liam już tam był, stał pod ścianą bawił się komórką. Właściwie to była tylko jedna jedyna lekcja na której się widzieliśmy, kiedy zadzwonił dzwonek weszłam do klasy jako druga, ostatnią osbą był Liam usiadł w ostatniej ławce sam z zresztą tak jak ja. Lekcja mineła dość szybko pod koniec nauczyciel pod koniec zadał nam zadanie, które mieliśmy zrobić w parach.
Wszyscy mieli swoje pary prócz mnie i Liama, nauczyciel powiedział:
- Liam i Chole będziecie pracować razem. Pracę przynieście mi na za dwa tygodnie.
Po tych słowach nauczyciel pościł nas minute wcześniej...
Nie chciałam pracować z Liamem przynajmniej nie teraz, naszę relację były napięte.
 Gdy wyszłam z klasy udałam się do siebie do pokoju, w zasadzie nie wiem czy wogóle chce próbować robić to zadanie z nim, z moich zamyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi:
- Otwarte! - krzyknełam
Do środka wszedł Liam, który od razu zaczął:
- Przyjdź do mnie do pokoju o szesnatsej to zabierzemy się za to zadanie. - powiedział i wyszedł
Reszta lekcji zleciała dość szybko dlatego też postanowiłam spędzić resztę dnia w pokoju. Kiedy wbiła szesnasta poszłam pod pokój Liama, od razu zapukałam do drzwi. Otworzył mi Liama, który gestem ręki wpuścił mnie do środka...
(Liam?)



Od Sibil cd Louise

- Nic mi nie jest, wszystko jest tak jak zawsze. Nie wiem o co ci chodzi. - położyłam się na plecach i pływałam. Nie mój typ, a może tak się zabawić. Podpłynęłam do niego i kilka razy niechcący się oparłam tyłeczkiem o jego krocze.
- Wiesz dobrze o co mi chodzi, nie udawaj. - patrzyłam na niego, jak na dzieciaka, któremu odebrali coś drogiego, bo w sumie tak po części się zachowywał. Wzruszyłam tylko ramionami i przepłynęłam parę basenów.
No nie powiem mu, że co moja siostra miała wypadek, pracuje, moja druga siostra jest w ciąży.. A o bratach to już nie wspominając..Zmieniłam się? Nie wiem, ja tam nie widzę zmian... - z rozmyśleń wyrwał mnie on.
- Gadaj co jest, czemu jesteś taka jednym słowem obojętna. - powiedzieć czy nie... Nie jego biznes więc przemilcze to..
- Rany boskie, jestem taka bo każdy się zmienia. A teraz już muszę iść. - wyszłam z basenu i poszłam do szatni. Wzięłam prysznic i ubrałam się inne ubrania. Wyszłam z torba, oddałam kluczyk. I skierowałam się do pabu. Już po 15 minutach byłam na miejscu. Weszłam i odrazu poszłam za bar.
***
Gdy odbebniłam swoją pracę, weszłam i poszłam do salonu piękności gdzie na parterze jest salon na pierwszym piętrze jest fotograf, a na drugim jest projektornia. Weszłam i porobiłam zdjęcia, czy też pomogłam tam.
***
Po tym wszystkim zadzwoniłam po brata i razem z nim pojechałam do siostry. W szpitalu tłumów nie było, lecz jak najszybciej poszłam do niej.
-Hej mała, mam misia. Jak się czujesz Caro? - usiadłam na jej łóżku.
- Hej, jest lepiej. Lekarz mówi, że za dwa trzy dni wyjdę. - powiedziała słabo.
-Odpoczywaj, a na drogi raz uważaj albo sama cie wepchme pod samochód. - udałam groźna
- Tak jest mamo. - razem się zasmiałyśmy.
- Chcesz żebym została na trochę? - Tak, nie chce być tu sama. Zostaniesz ze mną przez dłuższy czas? Jeśli masz szkole to spoko idź. - wzięła moja dłoń.
- Spoko zostanę. - wyjełam telefon i napisałam do mamy żeby mnie ze szkoły na parę dni zwolniła.
Siedziałam Caro jeszcze dobre godziny, aż w końcu położyłam się obok niej i zasnęłam.

Louise

5.30.2017

Od Louisa CD Sibil

Po kilkinastu minutach wróciłem do pokoju by uczyć się na sprawdziany, które mają być. A trochę ich było. Przez tą naukę zarwałem całą noc. Rano wypiłem mocną kawę by się rozbudzić i jakoś przetrwać ten dzień do końca. Wziąłem szybki prysznic by się odświeżyć. Ubrałem się, ułożyłem włosy i wyszedłem i wyszedłem na lekcje. Że też musiało się tyle sprawdzianów złożyć w jednym terminie. Mogliby to jakoś rozłożyć a nie wszystko zwalać na kupę. No cóż...trudno się mówi. Po dzwonku karzdy usiadł w ławce pojedyńczo. Dostaliśmy sprawdziany i zaczęło się pisanie, pierwsze z wielu dzisiaj. Dobrze, że zarwałem tą noc bo bym nic nie wiedział. Po ostatnim sprawdzie byłem mega zmęczony ale też szczęśliwy, że to już koniec. Pomyślałem, że dziś też spróbuję porozmawiać z Sibil. Może tym razem mnie nie spławi. Wieczorem poszedłem do niej licząc, że jeszcze nie śpi.
-Co Cię sprowadza? - Zapytała po otworzeniu drzwi.
-Przyszedłem porozmawiać o tobie. - Oznajmiłem.
-W takim razie porozmawiajmy jutro na basenie ok. godziny 12:00. Teraz idę spać. - Ziewnęła.
-Jutro jest przecież szkoła. - Uniosłem lewą brew.
-Nie. Jutro mamy wolne bo nauczyciele mają zebranie. Papa. - Zamknęła drzwi.
Udałem się do siebie spać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Obudziłem się kilka minut po 10:00. Wziąłem prysznic i wymyłem zęby. Ubrałem się tylko w białe spodenki AC Milan i czarne japonki. Zabrałem jeszcze okulary przeciwsłoneczne i udałem się na basen. Sibil jeszcze nie było. Korzystając z tego popływałem trochę. W końcu dziewczyna przyszła. Siedzieliśmy przy basenie trzymając stopy zanurzone w wodzie.
-To oczym chcesz pogadać? - Spojrzała na mnie.
-O wszystkim. Jak Ci poszły sprawdziany? - Przeczesałem włosy dłonią.
-Chyba dobrze. A tobie? - Wskoczyła do wody i zaczęła płynąć. Poszedłem w jej ślady.
-Dobrze. Uczyłem się do nich całą noc. - Wyruwnałem się znią.
-Tylko o tym chciałeś pogadać?
-Nie, nie tylko o tym. - Zaprzeczyłem. -Powiesz mi co się stało, że tak się zachowujesz?
-Jak? - Udała ździwioną.
-Ty dobrze wiesz jak. - Zanurkowałem pod powierzchnią wody by po kilkunastu minutach znów wypłynąć na powierzchnię.
(Sibil?)

5.28.2017

Od Sibil cd Louise

Podszedł do mnie, przerywając mi tym samym. Gdy ponownie mogłam się skupić pomyślałam, że może on ma rację.. Ale przecież, nie nic mi nie jest. Przyłoże się do nauki i będzie git, tak jak wcześniej. Wiem, że jest parę testów do zaliczenia. Jak je zaliczę to będę mieć na jakiś czas luz.
Tak więc zaskoczyłam z murku, przednio chowajac notes do torby. Weszłam do szkoły i skierowałam się do pokoju. Weszłam zamykając drzwi, wyjełam książki i zaczęłam się uczyć wszystkiego po kolei.
***
Po sześciu godzinach nauki, wzięłam sałatkę wraz z sokiem brzoskwiniowym i zaczęłam jeść przeglądając strony internetowe.
Przebrałam się i wsunęłam się pod ciepła pierzyne. Po dwóch godzinach dołożyłam telefon i zasnęłam.
***
Gdy obudził mnie budzić, wstałam umyłam się, przebrałam się wzięłam torbę z paroma rzeczami i wyszłam z pokoju zamykając go.
Idąc pod klasę zajadałam się lizakiem.
Gdy zadzwonił dzwonek, każdy usiadł w swojej ławce. Gdy wszyscy byli gotowi. Profesorka rozdała testy i zaczęliśmy pisać.
I tak minęły mi wszystkie lekcje na pisanie testów.
Po szkole i wszystkich dodatkowych lekcjach. Wróciłam do pokoju wzięłam torbę, która wczoraj spakowałam, kluczyki. Wraz z siostrą pojechałam do stadiony koni.
***
Późnym wieczorem wróciłam do pokoju. Gdy miałam się kłaść, zapukał ktoś do drzwi, a że byłam tylko w krótkich spodenkach i luźnej krótkiej koszulce to otworzyłam drzwi stał w nich Louise.
- Co cie tu sprowadza. - powiedziałam
- Chce pogadać o tobie - powiedział.
- To spotkajmy się jutro koło dwunastej na basenie. Wtedy pogadamy, teraz idę spać.
- Jutro jest szkoła.
- Nie, bo pisaliśmy testy i nauczycieli nie będzie bo mają jakieś zebranie i zadali nam więcej pracy domowej. Było uważać na lekcji. Papa - zamknęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. W mgnieniu oka zasnęłam.
Następnego dnia wstałam przed jedenasta. Wykompałam się, gdy wyszłam w samym ręczniku z łazienki podeszłam do komody i wyjełam bikini czarne z pasami i wcieciami po bokach. Z szafy wzięłam granatowo fioletową sukienkę z wcieciami odsłoniętymi plecami i botki od armaniego. Ubrałam się w przygotowane ubrania. Spięłam włosy w dwa koczki. Do torby spakowałam bieliznę, shorty, top, ręcznik, płyn, klapki oraz parę innych potrzebnych przedmiotów. Zarzuciłam tylko sweter i wyszłam zamykając za sobą drzwi.
***
Dotarcie na miejsce zajęło mi z 15 minut. Weszłam i Kayli odrazu dała mi kluczyk do szatni. Weszłam zdjęłam sukienkę, wzięłam założyłam klapki. Zamknęłam kluczykiem drzwi i przyczepiłam do bransoletki żeby nie zgubić. Louise był już siedział na murku mocząc nogi.
- Więc o czym chcesz gadać? - spytałam podchodząc i siadając obok po czym wsunęłam się do wody.
- No o wszystkim. Jak poszły ci testy? - czyli teraz będzie kręcić i zmieniać temat no dobra jak sobie chce.
- No chyba dobrze, a tobie. - plynełam trochę, a on niedaleko mnie.

Louise?

Od Sylvaina CD Leandera

Otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się Leander. Uśmiechnąłem się do niego szeroko, a mój wzrok od razu spoczął na oko chłopaka. Opuchlizna nie zeszła, ale nie było tak źle.
- Wejdź, muszę jeszcze wziąć parę rzeczy.
Posłusznie wszedł do środka i usiadł na szarym fotelu. Wziąłem z biurka telefon, kluczyk oraz portfel, wszystko kładąc do kieszeni. Przejrzałem się w lusterku i stwierdziłem, że mogę ukazać się ludziom w tym wydaniu. Czułem na sobie wzrok chłopaka, a gdy się odwróciłem, zobaczyłem, że cały czas się dziwnie uśmiecha.
- No co? - zapytałem zdziwiony, lekko odwzajemniając uśmiech.
- Nie musisz się dla niej tak stroić. I tak się jej podobasz.
Przewróciłem teatralnie oczami.
- Przestań. Nie jestem nią w ten sposób zainteresowany - wytłumaczyłem cierpliwie. - Po prostu lubię ładnie wyglądać wśród ludzi oraz zdobywać nowych znajomych. Te dwie rzeczy się ze sobą idealnie łączą.
- Dusza towarzystwa - mruknął.
- Dokładnie.
Otworzyłam drzwi i wypuściłem Leandera przed sobą. Zamknąłem drzwi, po czym razem wyszliśmy z części mieszkalnej w stronę drzwi wyjściowych. Ognisko organizowane było przy basenie, tam, gdzie umiejscowione są tarasy. Oboje wciąż lekko się gubiliśmy. W końcu to dopiero... trzeci dzień? Przez całą drogę rozmawialiśmy o błahych sprawach. Lubiłem towarzystwo tego wielkoustego chłopaka. Za każdym razem, gdy patrzył się w oczy, robił to bardzo głęboko, aż w końcu musiałem odwrócić wzrok. Dziwiłem się, że ma problemy z kontaktami z innymi. Przecież nie da się go nie lubić. Chciałem go poznać bliżej, a ognisko na pewno mi w tym pomoże. Chciałbym zapytać o rodzinę, ścieżkę kariery, którą podąża i dlaczego wybrał akurat tę Akademię. Cieszyłbym się nawet ze znajomości takich błahostek jak ulubiony kolor. Coś mnie do niego przyciągało, mimo że sam nie chciałem się do tego przyznać.
W końcu dotarliśmy. Przywitał nas tłum ludzi. Niektórych już znałem, więc kiwałem do nich głową lub podawałem rękę. Zaprowadziłem Leandera na jedną z kanap blisko centralnej części zabawy -samego ogniska. Część ludzi tańczyła do muzyki, inni rozmawiali ze znajomymi, następni jedliprzy rozstawionych stołach, a jeszcze inni, tak jak my, usiedli na którejś z kanap.
Odwróciłem się do chłopaka.
- Chcesz coś pić? - zapytałem.
Pokiwał głową.
- Prosiłbym wodę.
Uśmiechnąłem się i poszedłem po dwa kubki wody. Przygotowany był specjalny stół, na których stały różne napoje oraz rzędy kubków. Nalałem do dwóch chłodny płyn.
- Sylvain! - Usłyszałem za sobą odrobinę piszczący, znajomy głos.
O nie...
Odwróciłem się, jak zwykle uśmiechnięty, nie dając po sobie poznać, jak bardzo nie chcę teraz towarzystwa tej nieznośniej blondynki. Może i była przewodniczącą. Może i była na swój sposób inteligentna. Może tak. Ale dawno mnie tak nikt nie denerwował jak ona.
- Cześć... - przez chwilę szukałem odpowiedniego imienia - Emilly.
- Co tam? Przyszedłeś sam? - zaczęła pytać.
Zignorowałem pierwsze.
- Tak się składa, że nie, więc muszę już iść. - Próbowałem się wyrwać, jednak dziewczyna mnie zatrzymała.
Posłałem błagalne spojrzenie Leanderowi.

Lenader?

Od Liama CD Chole

Między lekcjami pisałem, teksty piosenek, które chciałbym umieścić na swoim debiutanckim albumie. W zespole takie teksty by nie przeszły. Przecież mamy być słodkimi chłopcami, których mają kochać nastolatki i małe dziewczynki. Boże...oby to się jak najszybciej skończyło. Z całej piątki to ja najbardziej nie chciałem być w tym zespole. Pop to nie mój styl, to nie jestem ja. Moje klimaty to R&B. Mogłem się nie zgodzić już na samym początku. Teraz bym się przynajmniej nie męczył. Jedyny z tego porzytek jest taki, że dzięki zespołowi zyskamy sławę i nie myślę przez to tyle o Chole. Nie mam na to czasu. W uszach zabrzmiał mi dźwięk dzwonka oznaczającego ostatnią już lekcję. Usiadłem w ostatniej ławce, gdzie lubiałem siedzieć. Lekcja minęła zaskakująco szybko. Idąc do pokoju zauważyłem Chole rozmawiającą z Leonem. Stanąłem tak by mnie nie widzieli ale też żebym coś słyszał. Przysłuchiwałem się ich rozmowie przez chwilę. Niektórych słów nie słyszałem. Ostatnie zdanie jakie usłyszałem było wypowiedziane przez Leona " Z resztą Liam przejrzałby na oczy wcześniej czy poźniej".
-Co przejrzałbym na oczy? - Postanowiłem się wytącić.
-Ty... - Leon zaczął.
-Słyszałem wszystko. - Lekko nagiąłem prawdę.
Chole po chwili poszła.
-Czekam na odpowiedź. - Powiedziałem.
-Chodziło mi o to że w końcu zobaczyłbyś jaka Chole jest naprawdę jeślibym ja Ci o tym nie powiedział. - Wyjaśnił Leon.
-Sam nie wiem. Może bym w końcu bym to dostrzegł ale nie jestem tego taki pewien. - Westchnąłem. -Dzięki tobie dowiedziałem się tego wcześniej. - Uśmiechnąłem się.
Zauważyłem ta twarzy Leona ulgę. Poszliśmy razem na cheesburgera.

~~~~~~~~~KILKA DNI PÓŹNIEJ~~~~~~~~

Byłem na próbie z chłopakami. Nie chciało mi się na nią przychodzić ale musiałem...siła wyższa. Zaśpiewaliśmy kilka piosenek i skończyliśmy. Od tego dnia co Leon rozmawiał z Chole nie widziałem jej ani razu. Wyjąłem telefon i wszedłem w kontakty. Zatrzymałem się przy numerze Chole. Po chwili przyglądania wykasowałem go. Nie będzie mi już potrzebny. Musze się od niej odciąć pod karzdym względem. Czasami miałem wątpliwości czy dobrze robię ale szybko przechodziły. Byłem pewien, że tego właśnie chcę, tego potrzebuję. Chole to już historia, która dobiegła końca.
Porządkując swój pokój znalazłem koszulkę należącą do Chole. Zabrałem ją i poszedłem jej ją oddać. Pukałem ale nikt nie otwierał to zawiesiłem koszulkę na klamce i wróciłem do siebie by kontynuować porządkowanie.
(Chole?)

Od Louisa CD Sibil

Nie rozumiałem jej zachowania. Zachowywała się jak zupełnie inna osoba. Gdzie ta Sibil, którą poznałem? Ta Sibil nie jest zła, nawet bardziej mi się podoba ale już zdążyłem się przyzwyczaić do temtego sposobu bycia. Pusunęła się za daleko i nauczyciel wysłał ją do dyrektora. Przez resztę lekcji już jej nie widzieliśmy. Wszyscy siedzieli cicho i nic nie mówili by nie skończyć tak jak Sibil. Po dzwonku wszyscy z ulgą wyszli z sali. Na następne zajęcia Sib przyszła. Mimo to i tak była jakaś taka nieobecna. Ewidentnie coś musiało się stać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Sibil zerwała się z dwuch ostatnich lekcji. Jak tak dalej będzie to pewnie w końcu ją wywalą. To jest w końcu prestiżowa Akademia a nie jakaś pierwsza lepsza szkoła, w której można robić co się chce. Jak wracałem po lekcjach do pokoju to spotkałem Sibil. Jednak ta szybko mnie wyminęła. Zostawiłem plecak i wyszedłem na świeże powietrze na spacer. Na murku zauważyłem siedzącą Sibil, która coś pisała i słuchała muzyki na słuchawkach.
-Co się z tobą dzieje? - Podszedłem do niej.
Nie żebym się o nią martwił tylko ciekawiła mnie przyczyna jej zachowania.
-Co? - Ściągnęła słuchawki.
-Co się z tobą dzieje? - Powtórzyłem pytanie. -Jesteś jakaś inna. Jakbyś była złą siostrą bliźniaczką samej siebie.
-Nic się ze mną nie dzieje. - Powiedziała. -Nie mam teraz czasu na pogawędki. - Włożyła słuchawki ponownie do uszu i wróciła do pisania.
Nie to nie. Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem przed siebie. Jak nie chce gadać to się nie będę narzucał. Przecież ona nic dla mnie nie znaczy. To tylko dziewczyna, która chodzi ze mną do jednej klasy.
(Sibil? Brak pomysłu niestety.)

Od Chole Cd Liama

Wziełam głęboki oddech, gdy tylko zobaczyłam jak Liam ominął mnie, nie wiedziałam co mam myśleć o nim, Louisie i Leonie. Może gdybym ich nie poznała to wszystko nie miałoby miejsca jednak ciężko mi było zrozumieć to, że on uwierzył w kłamstwa Leona.
Poszłam na lekcje, które dość szybko mi mineły, a co za tym idzie mogła się skupić na pisanie na konkurs do kilku rozdziałów dodałam kilka cytatów mojego autorstwa. Za tytułowałam książke "Królowa piekła", moi bohaterzy  mieli swoje odpowiedniki w normalny życiu ale wiedziałam o tym tylko ja i nikt więcej. Kiedy wreszcie weszłam do pokoju od razu zabrałam się za kontunację po chwili oderwałam się od pisania. Wziełam głęboki oddech i wróciłam do po przedniej czynności, kiedy wreszcie skończyłam od razu położyłam się na łóżku...
Gdy tak leżałam ciagle wracałam do tego co powiedział mi Liama...
~~~~~~~~NASTEPNEGO DNIA~~~~~~~~
Obudziłam się koło szóstej, przeciągnełam się i udałam prosto do łazienki. Przebrana wyszłam z pokoju i udałam się coś zjeść, a po tem wyszłam przed akademię i usiadłam na schodach. Wpatrywałam się przed siebie czułam się trochę samotna, ponieważ barakowało mi Liama...
Wstałam i wróciłam do akademi do siebie po to aby skończyć  na konkurs moją pracę.
Gdy szłam korytarzem spotkałam Leona i tradycyjnie nie szczendził sobie doczepek:
- Ofiara losu idzie. - powiedział
Postanowiłam nie reagować:
- Co? Nic mi nie powiesz? - spytał
- Wiesz co? Nie chce się zniżać do poziomu dupka jakim jesteś.- powiedziałam po czym dodałam - Wygrałeś, odsunełam się Liama. Teraz odczep się od mnie w końcu.
- Wygrałem bo jestem jego przyjacielem i to było wiadome że uwierzy mi niż tobie. Z zresztą tyle razy go okłamywałaś.
- Masz rację.
- Wiem, że mam... -przerwała mu
- Szkoda tylko że ktoś taki jak ty śmie się nazywać jego przyjacielem.
- Chyba nie będziesz mnie pouczać. Wystarczyło tylko zrobić z siebie ofiarę losu taką jak ty żeby mi Liam uwierzył. Z resztą Liam przejrzałby na oczy wcześniej czy poźniej.
- Z czym przejrzałbym na oczy ? - spytał znojmy głos to był Liam.
- Ty... - zaczął Leon
- Słyszałem wszystko.
Ja tylko patrzyłam chwilę na nich po czym udałam się nie do pokoju, ale na dwór.
Nie przypuszczałam, że Liam to wszystko usłyszy jednak wiedziałam że uwierzy Leonowi a ja nie chciałam robić sobie złudnych nadziei. Mimo wszystko postanowiłam że usune się  z życia Liama definitywnie.
~~~~~~~Kilka dni później~~~~~~~~~~
Zostało już parę dni do końca konkursu, a już oddałam swoją pracę.
Nie miałam jakiś zbyt dużych nadziej ale nie chciałam rezygnować. Przez kilka dni skupiałam się na tym, nie widziałam na korytarzu nikogo z całej tròjki czyli Liam, Louisa i Leona.
Robiłam wszystko aby się z nimi nie spotkać, a nawet zmieniłam numer telefonu. Lekcje mineły dość szybko a ja nie mając zabardzo czegoś do roboty wróciłam do siebie i zaczełam grzebać po internecie. Jednak z mojej czyności wyrwało mnie pukanie do drzwi jednak tym razem nie zamierzałam ani otwierać ani się odzywać po myślałam że ten ktoś sobie odpuści i pójdzie.
(Liam?)



5.27.2017

Od Vanessy CD Jeongguk'a

Po głosie poznałam, że poszkodowanym był chłopak. Gdy zabrałam już apteczkę, najlepiej jak potrafiłam, zatamowałam krwawienie. Następnie nałożyłam zimny okład.
- Wstań, idziemy do pielęgniarki.
Zaczął mruczeć coś pod nosem, jednak w końcu się uciszył i wstał. Szybkim tempem skierowaliśmy się przez labirynt korytarzy. Pewnie trochę krwi nakapało a ziemię. Po drodze mijaliśmy zaciekawionych uczniów, którzy zamiast w jakikolwiek sposób pomóc, tylko patrzyli się, jakby nigdy czegoś takiego nie widzieli.
To był jedyny minus tej szkoły. Wszędzie było tak daleko. Jednak w końcu dotarliśmy do pielęgniarki. Bez pukania weszłam do środka i posadziłam chłopaka na jednym z krzeseł. Odchyliłam mu głowę do przodu i poprawiłam okład.
Odwróciłam się w stronę szczupłej, niskiej kobiety o blond włosach spiętych w kucyk.
- Dzień dobry - przywitała nas.
- Dzień dobry - odpowiedziałam i przeszłam do rzeczy. - Najprawdopodobniej złamał nos.
Pokiwała głową i zabrała się do pracy. Usiadłam na przeciwko i odpowiadałam na zadawane pytania.
- W jaki sposób do tego doszło?
- Yyy... Walnął się o drzwi.
- Ach, tak. - Chyba do końca w to nie uwierzyła. - Znasz go?
Dopiero teraz przyjrzałam się chłopakowi. Uświadomiłam sobie, że chodzi ze mną na zajęcia taneczne, ale dzisiaj go nie było.
- Ma na nazwisko Jeon - powiedziałam. - Imienia raczej nie wypowiem.
Spojrzał na mnie jak na idiotkę. Tylko wzruszyłam ramionami. Miałam już tylko ochotę stąd wyjść i nadrobić zajęcia. Spojrzałam na zegarek. 11.10. Jeśli się pospieszą, to ucieknie mi tylko religia. Ostatnio opuszczałam za dużo lekcji, a nie chciałam, by mnie wywalili.
- Na szczęście nie jest to złamanie z przemieszczeniem - stwierdziła pielęgniarka. - Radziłabym ci wyjść bo nastawianie nie jest najprzyjemniejszą rzeczą do oglądania. Poczekaj na zewnątrz.
Posłusznie wyszłam, jednak nie zamierzałam czekać. Skierowałam się w stronę własnego pokoju. Na drzwiach i na podłodze widniały średniej wielkości plamy krwi. Na szczęście nikogo nie było wokół, więc szybko to wytarłam i weszłam do środka mego lokum.
Przebrałam się, spakowałam notes, długopis i zabrałam dyktafon - czyli to, co zwykle - i ruszyłam na następną lekcję, jak gdyby nigdy nic. Modliłam się, by nie spotkać po drodze tego Azjatę. Tylko tego mi brakowało. Pielęgniarka pewnie odholuje go do pokoju, więc wystarczy, że wybiorę okrężną drogę i go nie spotkam.
Nie byłam dobra w pomaganiu ludziom.

Jeongguk? Trochę bez sensu, ale jakoś nie miałam pomysłu

Od Aidana cd Tzuyu

- Sama? -spytała nieco zawidziona, choć i tak czułem, że ma na taniec taką ochotę, że zatańczy nawet i beze mnie.
- Niestety nie mam tyle energi co ty -wyjaśniłem z uśmiechem.
Dziewczyna zasmuciła się pochylając przy tym głowę w dół. Między nami zapanowało milczenie podczas, którego usilnie starałem się nie ziewnąć.
Po paru chwilach Tzuyu szybko podniosła głowę sprawiając, że jej długie włosy podskoczyły jak sprężynki i spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Zaraz...  Czy to była aluzja, że mam się już wynosić? -zaśmiała się.
- Nie no skąd? -przybrałem minę niewiniątka- Jeśli nie przeszkadza ci widok chłopaka w samych bokserkach...
- Do widzenia -nastolatka zerwała się na nogi nie pozwalając mi dokończyć zdania.
Podbiegła do drzwi i już myślałem, że wyjdzie bez żadnego słowa, gdy odwróciła się i posłała mi radosne spojrzenie.
- Spotkamy się jutro na stołówce -powiedziała- Tylko załóż spodnie.
Zaśmiałem się i chciałem coś jeszcze odkrzyknąć ale dziewczyna już dawno zniknęła za drzwiami.

***

Obudziłem się koło 8:00. Nie miałem ochoty spać dalej, szczególnie, że wczoraj położyłem się wcześniej niż zwykle. Wysunąłem się spod kołdry czując jak przyjemne ciepło zostaje zastąpione chłodnym powietrzem wlatującym do pokoju przez otwarte okno. Podszedłem do szafy i zabierając z niej komplet ubrań zniknąłem za drzwiami łazienki.
Wziąłem prysznic co zajęło mi więcej czasu niż zwykle. Nadal nie mogłem przyzwyczaić się do gipsu. Co prawda oswoiłem się już z faktem, że lewa ręka waży teraz więcej ale z całą pewnością utrudniał on wiele rzeczy.
Umyty i odświerzony założyłem czarne dżinsy i sięgnąłem po jasnoszarą, dżinsową koszulę. Niestety okazało się, że rękawy są za ciasne by przecisnąć przez nie gips więc ubrałem zwykły, luźny T-shirt zespołu Black Veil Brides.
Gdy wchodziłem do stołówki zegar pokazywał godzinę 8:50. Rozejrzałem się po pomieszczeniu szukając wzrokiem poznanej wczorajszego dnia dziewczyny. Nie zauważyłem jej ale wcale nie musiało to oznaczać, że jej tu nie ma. Podszedłem do pań wydających posiłek i po krótkim namyśle poprosiłem o gofry oraz koktajl owocowy. Ułożywszy to wszystko na czerwonej tacce rozejrzałem się za wolnym miejscem.

Tzuyu?

Od Will'a cd Oscara

Czarna sylwetka znajomego mi od wczoraj chłopaka pozostawała w nieruchomej pozycji, ze znudzeniem przesuwając wzrokiem po północnej części toru.
Czarny od zawsze był kolorem złych bohaterów w bajkach -przeszło mi przez myśl.
Zaraz jednak przypomniałem sobie iż "ten dobry charakter" czyli stojący obok mnie Oscar również nie przyodział dziś niczego kolorowego. Pomimo, że znałem chłopaka zaledwie od jednego czy dwóch dni to miałem szczerą nadzieję, że pokaże Alex'owi gdzie jego miejsce. Co prawda nie znałem owego mężczyzny ani trochę, a tym bardziej niewiele rozumiałem z tego całego ich konfliktu ale po wczorajszej rozmowie na moście wiedziałem komu będę życzył miażdżącej porażki. W końcu:
Wróg mojego przyjaciela jest moim wrogiem.
Czy jak to tam ludzie gadają.
Czując ukłucie w żebrach spojrzałem w prawo napotykając zniecierpliwiony wzrok Oscara. Nie mówiąc nic ani nie czekając na żadną reakcję z mojej strony ruszył do przodu krokiem mającym zapewniać przeciwnika o swojej pewności siebie. Nie odwracał się za siebie. Wiedział, że pójdę za nim co z resztą uczyniłem niemal od razu.
Czułem, że ciemnowłosy jest zdenerwowany. Spodziewałem się, że nawet najmniejszy gest czy słowo rzucone w nieodpowiednim momencie może go rozjuszyć więc dodawanie mu otuchy pozostawiłem już na sam koniec, gdy będę musiał opuścić trasę wyścigu i przyglądać się całemu zajściu z boku jako bierny widz.
Było to strasznie irytujące. Wszystko zależało od Oscara, jego umiejętności, skupienia i zdolności przewidywania ruchów Alex'a. O ile on mógł pozbyć się tym emocji, zagłoszonych adrenaliną, zaraz po odpaleniu silnika, o tyle ja mogłem jedynie siedzieć i patrzeć. Wkurzało mnie to tym bardziej, że miałem niemal stu procentowe przeczucie, że chłopak nie będzie trzymał się zasad i wyczuwając, że traci przewagę posunie się do jakiegoś manewru.
- Zabrałeś ze sobą opiekunkę? -stwierdzenie Alex'a wyraźnie rozdrażniło i tak spiętego już Oscara, który mimo wszystko zachował pozorny spokój.
- Nie przyszliśmy tutaj na pogaduszki Alex -wycedził ciemnowłosy i poprowadził swoją maszynę na linię, tuż obok sprzętu przeciwnika.
- Widzę, że ci się spieszy -uśmiechnął się
W tonie jego głosu oraz minie jaką przybrał było można bez problemu wyczuć niechęć do Oscara a także zdumiewającą pewność co do swojej wygranej.
Włoch zignorował dalsze zaczepki i po prostu wsiadł na motocykl. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały poruszyłem bezgłośnie wargami życząc mu powodzenia. Chłopak pokiwał głową po czym wlepił zniecierpliwione spojrzenie w Alexa.
Spięty i bardzo do tego niechętny usunąłem się z toru i stanąłem gdzieś z boku w bezpiecznej odległości. Nie mógłbym usiedzieć w miejscu. Już teraz nerwowo przystępowałem z nogi na nogę, a przecież nawet nie odpalili silników.
Jakby na te słowa z mojej strony czekali właśnie powietrze przeszył groźny ryk, a zaraz potem dołączył do niego drugi, wzmacniając go. Rozluźniłem dłonie dopiero zdając sobie sprawę, że cały czas miałem je kurczowo zaciśnięte co poskutkowało bólem i śladami wbijanych paznokci na ich wewnętrznych częściach. Wypuściłem powoli powietrze ale w żadnym stopniu mnie to nie uspokoiło. Wciąż czułem i słyszałem szybko walące w piersi serce i ciężko było mi uwierzyć, że obaj zawodnicy jeszcze tego nie dosłyszeli.
Wystartowali.
Zbyt skupiony na własnych emocjach nie spostrzegłem kto i w jaki sposób dał im do tego znak. Starając się odrzucić wszelkie inne myśli skupiłem wzrok na zawodnikach. Alex wystartował minimalnie wcześniej co jednak udało się nadrobić Oscar'owi już po kilkunastu sekundach. Jechali niemal ramię w ramię i gdy już wydawało się, że szybciej jechać nie mogą Alex przyspieszył i wyprzedził Włocha zagradząc mu usilnie drogę, by przypadkiem nie przyszło mu do głowy wysunąć się przed niego. Dałbym głowę, że Oscar w tym momencie przeklnął choć nic nie słyszałem a tym bardziej nie widziałem czy poruszył wargami. Ja sam miałem na to wielką ochotę i nie szczędziłem w myślach obelg pod adresem Alexa.
Z czasem taktyka znienawidzonego przeze mnie zawodnika zaczęła zawodzić i Oscar wysunął się na prowadzenie, zostawiając przeciwnika w tyle. Uśmiechnąłem się szeroko zapominając, że do mety został jeszcze spory odcinek toru i wszystko może się wydarzyć.
A wszystko miało oznaczać oczywiście Alexa i jego chore pomysły.
Niesiony buzującą w powietrzu adrenaliną zbliżyłem się do toru o kilka kroków. Chłopacy wciąż na przemian się prześcigali co działało mi na nerwy. Moja twarz musiała wyglądać komicznie dla kogoś obserwującego z boku. W ciągu zaledwie sekundy potrafiłem zmienić szeroki uśmiech na poirytowany grymas bądź pełne skupienia napięcie. Mięśnie twarzy dawały mi się już we znaki ale mimo to nie byłem w stanie zaprzestać pokazu emocji.
Zawodnicy w zawrotnym tempie zbliżali się do tego odcinka toru, przy którym stałem. Odruchowo cofnąłem się o krok nie odrywając przy tym zafascynowanego wzroku od groźnych maszyn. Alex aktualnie wyprzedzał Oscar'a o jakieś 5 metrów. Próbowałem, z niezbyt udanym skutkiem, przekazać mu swoim wzrokiem, że wiem iż da radę go jeszcze wyprzedzić. Że uda mu się wygrać. Gdy jednak przeniosłem spojrzenie na Alexa straciłem tę pewność.
Coś tu nie gra - podpowiadał mi umysł.
Chwilę poźniej już rozumiałem. Ciemnowłosy pomimo zbliżającego się zakrętu nie przechylił kierownicy w lewą stronę. Wciąż jechał prosto. Z zabójczą prędkością. Prosto na mnie. Serce ponownie próbowało wydostać się z mojej piersi, a krew zupełnie odpłynęła z twarzy sprawiając, że przybrała nienaturalnie blady kolor.
Oscar odruchowo zwolnił również nie spuszczając wzroku z Alexa, nie mając pojęcia co chłopak zamierza zrobić. Niesiony intuicją czy może raczej odruchem odziedziczonym po przodkach odsunąłem się gwałtownie na bok. Zawodnik zaraz wyjechały po za tor lecz w ostatniej chwili gwałtownie skręcił. Gdy mijał mnie dałbym głowę uciąć, że słyszałem jego szyderczy śmiech. Zagłuszony przez kask i warkot maszyn ale z pewnością śmiech.
Zawstydzony pojąłem, że był to tylko jego plan. Żeby nastraszyć mnie i Oscar'a. Żeby chłopaka ogarnęła wątpliwość i zapomniał na chwilę o wyścigu.
Poczułem jak twarz płonie mi od wstydu i poczucia winy. Po co ja się pchałem pod ten tor? Alex zdobył dzięki temu dodatkowe metry przewagi, a Oscar niepotrzebnie zwolnił.
Co gorsza już zaraz wjadą na metę. Włoch co prawda szybko odzyskiwał stracone metry ale nadal pozostawał w tyle.

Oscar?

5.26.2017

Od Leandera CD Sylvaina

Wychodząc z pokoju chłopaka, poczułem się dziwnie samotny, leżąc na kanapie w kompletnej, błogiej ciszy, zaczęło mi brakować gwarnej rozmowy i wiecznej krzątaniny. Przykleiłem plecy do zimnej, kremowej ściany, rozglądając się po pokoju. Brudną pomarańcz pustych ścian, zastąpiła kremowa biel, na której gościła masa zdjęć, okładek i płyt gramofonowych, które sam tam powiesiłem. Zwykłe, piętrowe łóżko, które jako mały chłopiec dzieliłem z bratem, ustąpiło miejsca zimnemu, drewnianemu posłaniu, które kusiło milionem rozrzuconych na nim poduszek. Zbliżyłem się do biurka, przesuwając po jego blacie opuszkami palców. To śmieszne, że kompletnie wyobcowany czułem się w miejscu, z którym wiązała się moja najbliższa przyszłość. Niechętnie minąłem kilka, wciąż nierozpakowanych pudeł i nie zawracając sobie głowy zaścielonym łóżkiem, czy chociażby niezdjętym ubraniem rzuciłem się na pościel, próbując zasnąć. Na chwilę wróciłem myślami do dzisiejszego dnia, miło było znaleźć tu kogoś, kto jak widać dość obrotny w nowych znajomościach, może pomóc Ci jakoś odnaleźć się w tym całym chaosie.
O ile już czegoś nie spieprzyłem...
Moją porażką życiową, której przez całe swoje życie nie mogłem się pozbyć była tendencja do wpadania w tarapaty i tracenia znajomości, nim takie się w ogóle zaczęły. Przekręciłem się na drugi bok, wprawiając w ruch deski pode mną. Kręciłem się tak z boku na bok, rozmyślając o swojej przyszłości, którą aktualnie widziałem w dość ciemnych barwach. Koniec, końców ze wciąż otwartymi oczyma i kompletnym zmęczeniem powitałem nowy poranek, przetarłem oczy próbując przyzwyczaić je do dziennego światła. Zgarnąłem z szafki nocnej telefon, który właśnie podświetlił się dając mi do zrozumienia, że otrzymałem wiadomość.
Spojrzałem na profilowe osoby, która postanowiła nawiedzić mojego messengera, przez chwilę przyglądałem się przerzuconym na lewą stronę, długim, blond włosom, by rozpoznać w nich blondynkę, która przysiadła się do nas, a właściwie do Sylvaina na lekcjach.
Jej chęć rozmowy była dla mnie, aż zbyt oczywista. Uśmiechnąłem się do siebie, dobrze, że chociaż, niektórym w tej szkole powodziło się od początku. Odłożyłem telefon i podłączyłem go do ładowarki, podnosząc się leniwie z łóżka. Ospałe ciało niemiłosiernie mi ciążyło w drodze do łazienki, więc nieco przedłużałem każdą czynność. Po pół godzinnym prysznicu, naciągnąłem na głowę czarne spodnie i tego samego koloru bluzkę, spojrzałem na siebie w lustrze, wydymając ogromne wargi do lustrzanego odbicia, próbując zaczesać swoje włosy, które postanowiły stworzyć własną, niechlujną harmonię. Opuściłem toaletę, na koniec używając pierwszych, złapanych perfum, wymijając pudła.
Wymijając to jednak złe słowo bo nie byłbym sobą, gdybym nie potknął się o jedno z nich i nie runął twarzą na ziemię. Moje szczęście jednak nie pozwoliło mi opanować gwałtownego ataku zabójczych pudeł i z głośnym jękiem opadłem na karton z książkami, z których jedna, dosłownie wbiła mi się w oko.
- Kurwa! - zakląłem głośno, chwytając obolałe miejsce, które natychmiast jakby natychmiast spuchło, pulsując bólem. Po raz kolejny podszedłem do lustra spoglądając na malutką ranę tuż pod okiem, które zdecydowanie było podbite.
- Świetnie Leander, jakbyś już nie był kompletnym dziwakiem, jeszcze bardziej będziesz przyciągać uwagę - opuściłem pokój, trzaskając drzwiami. Wzburzony, dysząc głośno, próbowałem utrzymać emocje na wodzy, które buzowały silnie w moim organizmie. Wysunąłem nos zza rogu, rozglądając się za uczniami, których nieco bardziej mógłby zainteresować mój stan, nikogo jednak nie było więc z pewnością siebie ruszyłem szkolnym korytarzem...
- Leander? - przyjemny głos rozszedł się po korytarzu, sprowadzając mnie na ziemię. Co więcej, przyzwał on właśnie mnie więc mogła to zrobić tylko i wyłącznie jedna osoba - Co Ci się stało? - owy troskliwy głos zbliżał się do mnie powoli, sprawiając, że miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
- Nic, jestem kompletną niezdarą - burknąłem, spuszczając wzrok tak, by włosy w choć najmniejszym stopniu przysłoniły moje prawe oko - To nic, serio.
- Musisz iść od pielęgniarki - brzmiało to bardziej jak rozkaz niżeli prośba bądź sugestia.
- Nie muszę, nie szedłeś właśnie na śniadanie? - odwróciłem się do niego, zaplatając ręce na piersiach.
- Nie - odparł tylko, kładąc mi dłoń na plecach i pchając lekko w stronę wyjścia z mieszkalnego skrzydła. Oczywiście, poszliśmy prosto do pielęgniarki, która nie zrobiła wiele więcej niż zwykły zimny okład i jakieś przeciwbólowe proszki oraz całodniowe zwolnienie z zajęć.
- Dzięki, przynajmniej mam cały dzień by nadrobić stracone odcinki seriali - uśmiechnąłem się do chłopaka, który postanowił odprowadzić mnie ponownie do pokoju. W mojej głowie jakby znikąd zalśniła myśl, że miałem przecież na stołówce spotkać się z ów blondynką...
Może jednak, jeśli nie pójdę...
Wyrzuciłem z głowy tę myśl, zwalając wszystko na ogromny ból głowy, który był idealną przyczyną mojej nieobecności. - Co robisz dziś wieczorem? - spojrzałem na chłopaka, chwytając w dłoń skrawek bluzki - W sensie, jest to ognisko i w sumie bym poszedł, ale jesteś jedyną osobą jaką tu poznałem, a z tym okiem nowych znajomości raczej nie zdobędę - zaśmiałem się, na co chłopak mi zawtórował. Wyższy wzruszył ramionami, dając mi tym samym nadzieję, że pozytywnie rozpatrzy moją prośbę. Nawet się nie zorientowałem kiedy postawiliśmy ostatnie kroki, a nasza podróż zakończyła się pod pokojem z numerem 43.
- No, mam nadzieję, że przez pokój do łóżka dasz radę dojść sam - zaśmiał się na co wysunąłem do przodu dolną wargę.
- Dzięki za wiarę i do, mam nadzieję, wieczora - uśmiechnąłem się do chłopaka po raz ostatni i żegnając go machnięciem ręki, wpełzłem to swojego zacisznego kącika. Pokój przywitał mnie znacznie gorszym bałaganem niż zdawało mi się go zostawić, co przyjąłem z ogromną niechęcią. Fakt, faktem, nie zrobiłem jednak niczego by jakkolwiek poprawić jakość mojego mieszkania i zwyczajnie rzuciłem się na łóżko, biorąc do ręki laptopa.

***

Przysięgam, gdybym miał wybrać jeden z najmniej owocnych dni mojego życia byłby to właśnie ten dzień. Drugi dzień spędzony w akademii. Nie zrobiłem niczego, co mogłoby mi ułatwić szkolne życie, a zbliżająca się godzina dwudziesta uniemożliwiała mi podjęcie jakichkolwiek działań. 
Boże, czemu jestem tak leniwą kupą cielska. Te i podobne myśli towarzyszyły mi w trzecim tego dnia prysznicu, ten w odróżnieniu od poprzednich miał uratować moje skołtunione włosy i doprowadzić je do porządnego stanu. Przeczesałem je na lewo, próbując podnieść nieco do góry i gdy wreszcie uporałem się z oczekiwanym efektem mogłem nacieszyć się nową, zakładaną przez głowę bluzą, która - co śmieszne - pachniała moim, rodzinnym domem. Wsunąłem na siebie brązowy materiał  zgarniając telefon i klucze opuściłem pokój, gotów do wyjścia. Może i miałem nieco inny pomysł na dzisiejszy wieczór, ale skoro nie można mieć wszystkiego... Stanąłem pod drzwiami pokoju starszego chłopaka imieniem Sylvain, po raz piąty w ekranie telefonu sprawdzając czy moja opuchlizna zniknęła (ani trochę, swoją drogą) i coraz bardziej pchałem się w stronę pomysłu by zostać w akademii. Mimo wszystko zapukałem do drzwi chłopaka.


Omg. 
To 
Jest
Najgorsze
Co
Mogłam 
Napisać.
Sylvain?

Od Farry CD Klary

Oglądając skocznię trzymałam się na samym końcu grupy. Stale miałam na oku by się nie zgubić. Jeszcze tego by brakowało. Spacerowało mi się lepiej dlatego, że nikt nie gadał do mnie. Idąc naprzód spojrzałam za siebie i zobaczyłam Klarę idącą w przeciwnym kierunku. Co ona wyrabia? Ślepa jest czy co? Zastanawiałam się przez chwilę czy ją zawołać czy nie. Jeśli ją zawołam to znów mi będzie nawijać koło ucha ale jak jej nie zawołam to będziemy jej szukać, tracąc czas. Zwyciężyła druga opcja.
-Klara! - Zawołałam zmierzając w jej stronę przechodząc przez drogę.
-Co to? - Spytała podchodząc do mnie. - Dzień dobroci dla zwierząt?
 -O czym ty mówisz? - Zdziwiłam się marszcząc przy tym czoło.
 -Ty rozmawiasz ze mną? - Prychnęła, kręcąc głową. -Może masz gorączkę?
Wiedziałam, że tak będzie. Mogłam się nie odzywać ale już na to za późno.
-Nie, nie mam dla twojej informacji. - Burknęłam. -Na przyszłość patrz gdzie chodzisz bo ja nie będę Cię niańczyć. - Powiedziawszy to odwróciłam się do niej plecami i ruszyłam w stronę naszej grupy. Jeszcze tylko jeden dzień i będę w Akademi. Nie spodziewałam sie że tak będę za nią tęsknić.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Po całym dniu chodzenia zatoczyłam się padnięta do hotelowego pokoju. Ściągnęłam płaszcz oraz buty po czym padłam na łóżko. Klara leżała na swoim łóżku oparta plecami o ścianę czytająca książkę. Po kilkunastu minutach leżenia wzięłam ciepły, odświeżający prysznic. Po nim czułam się jak nowonarodzona. Wysuszyłam suszarką włosy, modelując je przy tym. Na końcu je wyprostowałam. Jak już skończyłam z włosami to zaczęłam powoli się pakować na jutro. Zostawiłam tylko ubiór na jutro. Po pakowaniu udałam się na łóżko. Ułożyłam się w wygodnej pozycji do spania. Zasypiałam powoli gdy usłyszałam głos współlokatorki.
-Czemu jesteś taka oschła i niemiła w stosunku do innych?
Serio? Teraz chce o tym rozmawiać. Nie mogła sobie znaleźć lepszej pory niż noc.
-Taka jestem i kropka. - Powiedziałam nawet się nie ruszając. -Każdy ma swój charakter, ja mam taki.
-Ale dlaczego? Zrobił Ci ktoś coś? - Nie dawała za wygraną.
-Nie. Od dziecka taka jestem. Nie wszyscy są mili. Dla ciebie wredni są dziwni, dla mnie mili są dziwni. - Miałam już dość tej rozmowy. -Koniec tematu.
Naszczęście nie zdecydowała się na drążenie tej rozmowy. Po niedługim czasie udało mi się zasnąć.
(Klara?)

5.25.2017

Od Tzuyu Cd Aidan

Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. Mimo, że nie znałam tej piosenki spodobał mi się rytm i jej tekst. Z przekazem, dający do myślenia, a jednocześnie wpadający w ucho. Zaczęłam tańczyć do tej piosenki dość szybko totalnie zatracając się w muzyce. Widziałam, ze chłopak mi sie przygląda z lekkim uśmiechem. Też byłam szczęśliwa. Zawsze lubiłam tańczyć, ale nie miałam to tego okazji, aż do teraz.
- Dobrze ci idzie! - powiedział chłopak.
- Dzięki - odparłam i zatrzymałam się gdy piosenka się skończyła. Podeszłam do łózka, na którym leżał mój telefon i weszłam w moja muzykę. Zdecydowałam się na piosenkę 'Despacito' - Znasz to?
- Kojarzę, fajna jest ta piosenka - powiedział i tez zaczął tańczyć. Włączyłam piosenkę od nowa i zaczęłam tańczyć. Wkręciłam się w muzykę, która zdawała się płynąć w moich żyłach niczym krew. Docierała do każdego zakamarka mojego ciała, dostarczając mu potrzebnej energii do tańca. Taniec jest jak uzależnienie. Gdy zaczynam tańczyć, mogę robić to cały czas, dopóki nie padnę bez sił. A gdy nie tańczę zbyt długo zaczynam szaleć jak człowiek na głodzie narkotykowym. Może i taniec nie wychodzi mi dobrze, ale dla mnie liczy się zabawa i czysta przyjemność. Kocham uczucie gdy mięśnie pracują i ten przyjemny ból, komunikujący ich pracę.No bo cóż jest piękniejszego dla człowieka niż świadomość, że jego ciało pracuje, tak jak on tego chce. Nic. A ja to kocham. Spojrzałam kontem oka na Aidana, który stał w miejscu i patrzył na mnie z zaciekawieniem. Uśmiechnęłam się do  niego i dałam ruch ręką, żeby do mnie dołączył. Pokiwał lekko głowa i cofnął się kawałek, dając mi większe pole do popisu. Nie musiał mówić dwa razy. Położyłam się na brzuchu i wykonałam tak zwany 'Scorpion dance'. Chłopak pokiwał z uznaniem i dalej mnie obserwował. Zaśmiałam się przez chwile, a potem wróciłam do tańca. Spojrzałam na Aidana i przygryzłam jedną wargę w prowokującym geście, a potem ja oblizałam, zaczynając wykonywać gesty bardziej 'niegrzeczne' i jak wcześniej prowokujące.
- No zatańcz... - powiedziałam do niego i zbliżyłam się nieco bliżej, ale gdy się cofnął ja zbliżyłam się jeszcze bardziej i złapałam go za zdrową rękę. Pociągnęłam na środek pokoju i zaczęłam tańczyć. Po chwili Aidan dołączył do mnie i zaczął się ruszać, a ja wróciłam do wcześniejszych ruchów. Od czasu do czasu, klaskałam, albo wplatałam dłonie we włosy.Zerknęłam na chłopaka i ucieszyłam się widząc go radosnego. Po ostatnich wydarzeniach, dobrze, ze dalej jest pełen energii i szczęścia. A ja obiecałam, że przy nim będę, nawet, jeśli będę musiała być jego błaznem lub jeszcze kimś innym. Na samą uśmiechnęłam się w duchu zastanawiając się jakie to ciekawe rzeczy będą działy się w najbliższej przyszłości. Może będę się dobrze bawić, albo trafie do szpitala? Zaśmiałam się i spojrząłam na tańczącego chłopaka
- Dobrze ci idzie - powiedziałam uśmiechnięta - Bardzo dobrze!
Chłopak mimo złamanej ręki radził sobie bardzo dobrze i widać było, że dobrze się bawi. Podobnie do mnie zresztą. Gdy piosenka się skończyła, przeczesałam ręka włosy i uśmiechnęłam się. Usiadłam na łóżku chłopaka.
- UF! - powiedziałam wypuszczając z siebie powietrze. - Tańczymy jeszcze?
Wstałam z łóżka jakbym usiadłam ja szpilkach.
- Chcesz to tańcz - powiedział chłopak i zaśmiał się





Aidan?

Od Aleca C.D Leny

   Niebieskim spojrzeniem wodziłem teraz za pędzącymi naprzód wydarzeniami. Wyczerpujące myśli bez umiaru kumulowały się wewnątrz mojej głowy, aż w pewnym momencie poczułem się całkowicie oderwany od tego, co się dzieje. Jak obserwator, widz, który nie ma żadnego związku z wydarzeniami rozgrywającymi się na ekranie. A jednak każdy, zawijający się w płomieniach skrawek pierwszej fotografii traktowałem wtedy niczym część siebie i ten obraz wydawał się powtarzać w mojej głowie niczym echo. Próbowałem nie poddać się wrażeniu, że za chwilę ogień strawi mój umysł bez żadnej litości, obracając powoli w garść pyłu piękne wspomnienie, żyjące we mnie dotychczas tak intensywnie. Mógłbym pokusić się o stwierdzenie, że czyniło mój dzień lepszym, nawet gdy ten okazywał się być jednym z najgorszych w moim życiu. Było jak miłe wyobrażenie; budziło tęsknotę i naraz było w stanie odepchnąć czarne, pogłębiające się nad moją głową chmury, zwiastujące coś więcej niż tylko burzę.
   Dopiero w następnym momencie strzał z pistoletu wyrwał z mojej głowy pełny schemat, na którym obecnie opierałem swój byt. Dźwięk, rozbijający się głucho o cztery ściany matowego pomieszczenia, w ułamku jednej sekundy wypełnił mnie niezliczoną dawką przerażenia, wylewającą się aż po krawędzie mojej wytrzymałości. Potem wybiegłem do przodu, natychmiast odepchnięty przez dwie osoby, które zachowywały się tak, jakby najbardziej w świecie chciały dostać się do Leny. Wtedy doszło do mnie, że strzał został oddany właśnie z pistoletu tego mężczyzny, którego już widziałem wcześniej. W parze z siostrą Leny, Mariką, zasłonił mi blondynkę, a ja wtedy ruszyłem dalej naprzód, ignorując wszystko. Postrzelonego Czereśniewskiego. Tłumiony w zaciśniętej pięści gniew, który kazał mi natychmiast wyrównać temu facetowi każdą krzywdę. Dokonać zemsty za wszystkie naznaczenia na Jej ciele. Obawa o moją sympatię okazała się jednak silniejsza i przewyższająca cały zbiór negatywnych emocji. Przed chwilą miała lufę między oczami, czy ona faktycznie potrzebowała w tym momencie akurat zemsty? Mimo że jej słowa, które ciągle wisiały w moim umyśle, wręcz krzyczały potwierdzająco, nie wiem co zdołało mieć taką siłę, by mnie całkowicie odpędzić od wymierzenia chociażby jednego uderzenia w jego twarz. Cieszył mnie ten grymas bólu, który tworzyła każda jego zmarszczka. Tak, cholernie mnie cieszył. 
   Postąpiłem parę kroków naprzód, starając się przebić przez całe towarzystwo. Marika wciąż obejmowała Lenę i mogłem tylko zgadywać, jak wiele silnych emocji pociągnęło obie dziewczyny w stronę podłoża. Dlaczego coś mnie niewygodnie kuje w serce, gdy pozwalam sobie dłużej patrzeć na ten widok? Cezary wraz z ludźmi pilnował funkcjonariuszy i rozmawiał z tym, który strzelał, a ja nie zamierzałem ich słuchać, już nawet pomijając oczywistą przeszkodę, jaką była nieznajomość języka polskiego. Znów czułem się tak, jakbym był tylko duchem. Stałem obok, chowając się w cieniu nie mniej dokładnie niż szczury, które swoją obecność zdradzały jedynie kilkoma pisknięciami, powielonymi przez warstwy echa. A bezsilność z kolei wyżerała we mnie ogromną dziurę od środka. Sprawiała, ze czułem się z nią okropnie źle. Nie potrafiłem nic powiedzieć, nawet, gdy otaczał nas chaos i zamieszanie.
   I wtem ręka spoczęła na mojej klatce piersiowej, zatrzymując mnie akurat w chwili, kiedy zbliżałem się do Leny i jej siostry. Instynkt kazał mi natychmiast spojrzeć w tamtą stronę, a wówczas okazało się, iż to Cezary, o ile faktycznie zapamiętałem jego imię. Stał i spoglądał na mnie tak, jakby za sprawą mojej twarzy chciał odkryć to, co chcę teraz zrobić. Albo co najmniej to, co zamierzam, jest już dla niego pewne i skrajnie nieprzyzwoite jednocześnie.
   – Nie podchodź do nich – mówił spokojnie. – Ty też powinieneś z kimś pogadać.
   – Ale Lena... – Dlaczego oni wszyscy chcą mnie od niej odsunąć? Przerwał mi, gdy otwierałem szerzej usta.
   – Z nią w porządku, zważywszy na okoliczności. Niech się nacieszy siostrą, okay? A ty mógłbyś zainteresować się w końcu tym, co mówię. – Wsadził dłoń do kieszeni i zaczął postępować do przodu, ciągnąc mnie za sobą. Albo to ja po prostu uległem ciekawości, pchany przez jej niewidzialną pięść.
   Mruknąłem w odpowiedzi.
   – Mów mi, interesuję się – dodałem tonem, który był w stanie przemienić wodę w lód.
   – Schowaj ten entuzjazm, jego imię to Nat. Nat Craver. Stoi u stóp gór i od niedawna czeka na sygnał ode mnie. – Nie wiedziałem, na co zwracać większą część swojej uwagi. Na to, że chłopak schylał się w moją stronę i szeptał z taką dokładnością, jakby nikt oprócz mnie nie miał tego usłyszeć, czy na to, że nasz kochany nauczyciel jest, do cholery, w Polsce. Parę sekund zajęło mi pogodzenie się z tym drugim, co w samych początkach spekulacji nie odbiegało zbyt daleko od absurdu. Czyżby to właśnie była ta granica, w której żadna myśl nie zmieści mi się już w głowie?
   – Skąd on się tu wziął?
   – Policja, wykonane telefony i wszystkie zeznania przywiodły go aż tu. Trafił na twój ślad i to cud, że cię odnalazł. Rozmawiałem z nim przed chwilą, kazałem mu czekać. – Wyprowadził mnie z bunkra, obiecując, z sarkazmem czy bez, że zabierze mnie dosłownie na moment, by nie podzielać na jeszcze drobniejsze kawałki mojej i tak już zachwianej bliskości z Leną. Nie kolejny raz. Bliskość to pojęcie niezwykle szerokie, a wbrew temu odczuwałem je teraz na kilka różnych sposobów jednocześnie.
   Bałem się pomyśleć, że nie zniósłbym dłuższej rozłąki. Wręcz błagałem, żeby się nie powtórzyła. Przez ostatnie miesiące zaobserwowałem w sobie tyle zmian, których nie potrafiłem pojąć, a paradoksem okazywało się to, iż życie toczyło się z nimi dalej. A jeśli ktoś kiedykolwiek zadałby mi pytanie, czy zabawa w uczucia wzmocniła mój umysł czy osłabiła, wzruszyłbym ramionami, widząc własną odpowiedź jak przez mgłę; niewyraźną, niepewną, taką, która nawet złożona w rozległą historię ciągle pozostałaby jednym, wielkim znakiem zapytania. Ale w mojej głowie zatrzymywałem tylko jeden wniosek, mając pewność, że jest on prawdziwy. Mianowicie od dawna zdawałem sobie sprawę z tego, że jeśli darzę Lenę większym uczuciem niż kogokolwiek innego, jednocześnie nie jestem w stanie bez niej żyć, a jej obecność potrafi ożywić mnie tak, jak nic poza nią nie byłoby w stanie. Spytacie, jak udało mi się przebyć dziesięć tysięcy kilometrów samotnie... tamtymi czasy egzystowałem oparty o mur swojej własnej wytrzymałości, która za każdym razem, gdy chciałem się poddać, kąsała mnie i zasilała nowymi zapasami energii. A myśli o Lenie nikt ani nic nie potrafiło zniszczyć. Siły, która w nich drzemała, też nie.
   Potrzebowaliśmy paru sekund, by zejść ze wzniesień i spotkać wysoką sylwetkę, pogrążoną całkowicie w mroku. Gdyby nie to, że poruszyła się oraz pognała w naszą stronę, nie domyśliłbym się, że to ktoś, kto chce nas widzieć. Potem rozpoznałem go od stóp do głów, to nie mógł nie być Craver. Zatrzymał się tuż przede mną w taki sposób, jakby czekał na znak, aż pozwolę się... przytulić? Wyglądał na zdziwionego, zaniepokojonego, troskliwego. Z jego oczu dało się wyczytać i więcej, ale nie potrafiłem skupić się na rzeczach mniejszej wagi.
   – Alec, to ty? – Teraz coś się zmieniło. Coś, czego nie potrafiłem zignorować. Przez jego brązowe oczy przepełzł błysk, który sprawił, że momentalnie poczułem się źle w swojej skórze. To było jak nieme pytanie do czego doprowadziłeś. Jakby nagle po kryjomu wypomniał mi trupy, po jakich szedłem, by się tu dostać.
   – Tak, nie widać? – Odpowiedziałem mu nieodgadnionym wzrokiem, który nie zdradzał teraz ani jednej mojej myśli, tak jakbym był z nich całkowicie wyprany. – Nie bądź na mnie zły. – Uniosłem ręce w geście obronnym, po czym opadły one wzdłuż mojego ciała. – Zrobiłem, co musiałem, żeby mieć ją znowu przy sobie. Wywiezienie jej do Polski? Proszę pana... to, co robił jej ojciec... obok tego nie można przejść obojętnie. – Nie musiałem nawet tłumaczyć, kim jest ona. Wystarczyło zajrzeć w moje oczy, by zrozumieć absolutnie wszystko, bo to właśnie w nich tak uparcie ukrywałem najważniejsze szczegóły. A Craver należał do osób, które potrafiły odgadywać je bardzo trafnie, i nawet czasami zdarzało mi się poczuć obnażonym z głębszych informacji na swój temat.
   – Jej ojcem zajmą się odpowiednie służby.
   – Służby? – Wszedłem mu w słowo nieco agresywniej, czując, jakby te słowa zadziałały na mnie niczym mocniejszy energetyk. – W bunkrze jest paru funkcjonariuszy, których ten gość – wskazałem na chłopaka stojącego obok nas, z emfazą na słowa ten gość – unieruchomił. Nie wyglądali na takich, co byliby po naszej stronie, spluw też nie mieli miłych! Zmienią położenie, gdy dowiedzą się o tym, jaki jest Czereśniewski? Zrobią to?
   – Dowiedzieli się o tym, kiedy wycelował do Leny, ale, stary... niech się nim nie zajmują. Nawet nie wiesz, ile problemów od raz zwali się na głowę tej rodziny. Na głowę Leny też. A my już mamy policję na karku – wtrącił się Cezary, który od początku rozmowy trwał w ciszy. Teraz ze zdecydowaniem ciągnął swoją wypowiedź, doprowadzając mnie nią do sporych refleksji. Może miał rację? Co ja mam o tym myśleć... nie mogę pozwolić sobie na to, żeby zrobić jeszcze więcej syfu, niż jest go teraz.
   Westchnieniem starałem się wyrzucić z siebie to wszystko, nad czym rozprawiałem.
   – Po coś tu jestem, tak? Zabieram was, koniec tej popieprzonej sytuacji. Nikt nie opuszcza już akademii. Ani ty, Alec, ani Lena. Nie skończyliście nawet semestru. – Craver mówił to z taką zawziętością, że szybko stwierdziłem, iż balon jego cierpliwości właśnie pękł. Że nikt nie ma nieskończonej siły, by nad wszystkim panować, i to był bardziej niż trafny wniosek. Tak właściwe te jego słowa okazały się pierwszymi, dzięki którym spuściłem z tonu, bo wcześniej miałem ochotę się wręcz wydrzeć. Warto wierzyć w to, że wszystko będzie dobrze? Nagle mam oddać komuś wszystko w swoje ręce? Alec, przecież dotąd radziłeś sobie sam. 
   – A co z... – Ręką wskazałem kierunek, w którym mieścił się bunkier, i to tylko wystarczyło, by dwójka facetów zrozumiała moją wiadomość.
   Cezary omiótł wzrokiem runo leśne, popadając w intensywne zamyślenie, a po niespełna kilku sekundach jako pierwszy mi odpowiedział.
   – Tym się nie martwcie, okay? – Tajemniczy ton, każący mi się obawiać. A szczerze? Ani ja, ani Craver nie mieliśmy siły, aby dopytywać. Niech się dzieje; my swoje skończyliśmy, a rola Cravera w tym wszystkim wcale nie wyglądała tak źle, zważywszy, że wrócimy tam, skąd żeśmy przyszli. Zostawimy te sprawy za sobą tak, jakbyśmy właśnie wyrzucili coś najmniejszej wagi, a tak przecież nie było. Mój umysł dźgało setki lodowych igiełek, gdy próbowałem zmusić się do tego, by coś w końcu zignorować i pozostawić samemu sobie. Nie da się... 

***

   Po Lenę wróciliśmy razem z Craverem, który jako dobry mówca począł rozmawiać z Mariką. Ostudzał emocje, mówił, że będzie dobrze. Że tam, w akademii, jej młodszej siostrze będzie lepiej niż tu. Że jej psychika już dość ucierpiała i ciągle cierpi, gdy w pobliżu jest ten, na którym chciała dokonać okropnej zemsty, napędzanej wszystkimi krzywdami. A patrzenie, jak moja Lena załamuje się jeszcze bardziej było ostatnim, na co miałem ochotę. Jedynym, w miarę pozytywnym aspektem okazało się to, że nie miała już tej siły, którą tryskała chwilę wcześniej w konfrontacji z jej ojcem. Więc teraz przekonanie jej, by pojechała z nami, nie stanowiło żadnej trudności. W porównaniu do tego, co przeszliśmy, było naprawdę błahostką. Przy okazji skazywałem się na kolejne szarpnięcia mojego serca, gdy na to spoglądałem. Na to, jak każda rzecz staje się dla niej obojętna. Jak szybko z tego wyjdzie? 
   W ciągu kilku godzin uwinęliśmy się z formalnościami, Lena zabrała walizki, pożegnała się. Nikt z nas już nie wiedział, co dzieje się z Czereśniewskim, i nawet o niego nie pytał. Mówienie na ten temat zaprzeczało temu, co wcześniej sobie ustaliliśmy. Że chcemy przynajmniej przez parę godzin odpocząć od ciągłych zamętów. A nie chciałem nawet zgadywać, co dzieje się w głowie Leny, gdy ta przyodziewała swoją maskę obojętności, wyczerpania, i patrzyła w przestrzeń. Prawdopodobnie to byłaby większa burza niż ta, która złapała nas w czasie ucieczki. Dlaczego, do cholery, nie umiałem niczego powiedzieć? Słowa przemawiały moimi gestami, jednak teraz były tak skrępowane, jak jeszcze nigdy. Myśl, że gdy tylko się zbliżę, ona da mi jasny znak, że jeśli przysunę się jeszcze centymetr, to oberwę.. ona nie dawała mi spokoju, ale nadal próbowałem przepić tę świadomość kolejnymi łykami czystej wody, która regenerowała moje wyschnięte gardło. 
   Siedzenie w samochodzie wręcz nienaturalnie spychało ze mnie wszystkie wyczerpujące emocje, z jakimi wcześniej było mi się zmierzyć. Jakby z każdym minionym kilometrem opuszczało mnie... to wszystko. To wszystko, bo nie miałem dostatecznie dobrego słowa, by móc to określić. I szczerze powiedziawszy powoli traciłem chęci, by próbować tego dokonać. Koniec myślenia na dzisiaj, Alec. 

***

   Dziesiątki postojów, miliony przesiadek. Nie chciałem liczyć kilometrów oraz godzin, które przeobrażały się w długie, wyczerpujące i pełne milczenia dni. Jedynie Craver jakoś dbał o fakt, by rozluźnić sytuację, a jeśli to mu wychodziło kiepsko, to było naprawdę źle. 
   I wtedy, całkowicie znikąd, napłynęła do mnie cholernie silna myśl. Nie pozwoliła o sobie zapomnieć ani na sekundę, dopóki nie otworzyłem ust i nie zahaczyłem rękoma o oparcie przednich siedzeń. Pochyliłem się do przodu, a mój ton bardziej niż pytanie przypominał rozkaz, nad czym nie potrafiłem zapanować. 
   – Zajedziemy do mojego domu? Pokieruję pana. Proszę, muszę zobaczyć, co z moją matką... – Serio, Alec? Taki z ciebie idealny syn? Prychnąłem do siebie, jakbym chciał tym uciszyć własne myśli i odbiłem się od oparcia, lądując z powrotem na tylnym siedzeniu samochodu, który wiózł nas akurat przez moje rodzinne miasto. 
   Craver spojrzał na mnie zza ramienia, ściągnął brwi, ale nic nie powiedział. W następnej chwili pokiwał głową i znów pojazd opanowała ta sama, głęboka cisza, w której słychać było jedynie szurające przy zakrętach koła auta. Nie zwracałem uwagi na to, jaka była pora dnia, ale wahała się między późnym wieczorem a nocą. I wskazywał na to wachlarz wschodu słońca, który już nie malował nieba pomarańczową barwą, bo ta poczynała być całkiem chłonięta przez nadchodzącą z góry czerń. 
   Po następnej godzinie zmierzch był już mrokiem, rozproszonym przez lampy ustawione szeregowo po obu stronach ulicy. Kiedy samochód zatrzymał się z piskiem opon, gęsia skórka pokryła większy obszar mojego ciała, a ja nie potrafiłem powiedzieć, co tak naprawdę wypełniało mnie obawami. Te uczucie nawiedzało mnie za każdym razem, gdy zbliżałem się do domu. Nieuzasadnione, tak samo niewygodne, a wystarczyło tylko otworzyć drzwi od auta. Co, jeśli moja matka znowu jest sama, siedzi w tej swojej piwnicy, udając, że to azyl, którego potrzebuje? A reszta jej świata osuwa się w nic nieznaczącą przepaść. Co może czuć jej syn? Jej syn nienawidzi swojej własnej bezsilności, która towarzyszy mu przy myśleniu o tym, jak pomóc kobiecie. Czy w ogóle jest w stanie?
   – To zajmie chwilę, okay? – Zanim wysiadłem, skierowałem te pytanie do Leny, czując niewyobrażalną potrzebę, by się do niej odezwać. Każde, obojętnie jakie słowo wydobyte z jej ust sprawiłoby, że z powrotem uzupełniłbym siły. 
   Tymczasem cisza, jaka utknęła między nami, znów przybrała postać niewidzialnego ostrza, które z impetem wbiło się w moje serce. Ten jeden gest wystarczył, by przepełnić czarę goryczy, której nie umiałem już dłużej ukrywać. Zmarszczyłem brwi, moja twarz posmutniała, a oczy straciły swój dawny kolor tylko po to, by go po chwili odzyskać. Miałem wyjść z auta, gdy z nagła zatrzymał mnie słaby, acz bijący mrozem głos. Zachrypnięty, jakby z gardła dziewczyny przez dłuższy czas nie wydobywały się żadne słowa, ale wciąż byłem w stanie rozpoznać, że należał akurat do niej. 
   – Idę z tobą. 
   – Okay, będziesz moim wsparciem. – Nie mogłem powstrzymywać poszerzającego się na mojej twarzy uśmiechu, wbrew temu, jaki obraz odwiedzin przedstawiał mój własny umysł. Źle, źle, źle. Pierwszy raz tak cholernie mocno próbowałem opanować uczucie zbliżającego się nieszczęścia, którego nie umiałem zetrzeć za nic w świecie. Sprawiło to, że moje palce niespodziewanie musnęły dłoń Leny, którą natychmiast odsunęła tak, bym tego nie dostrzegł. A dostrzegłem. To był mój zwyczajny odruch, kiedy uświadomiłem sobie, jak wiele rzeczy może pójść nie tak na przestrzeni krótkiego czasu. A skonfundowanie, wpełzające od raz na moją twarz, skryłem dokładnie pod pocieszającą miną mówiącą rozumiem, że się boisz. Nie. Nie rozumiałem. I czuję, że ciężko będzie mi się z tym pogodzić. Ba! Wręcz teraz rwałem się do tego, by odwrócić ją do siebie i objąć, ale jej reakcja na ten gest była zbyt nieodgadniona, by o niej myśleć.
   Stawiałem kroki, idąc blisko dziewczyny, a każdy metr przybliżał nas do tych enigmatycznych drzwi. Oboje stanęliśmy przy nich, a z racji tego, że to ja znajdowałem się przy dzwonku, mi przypadł zaszczyt, żeby go wcisnąć. O ile drzwi faktycznie są zamknięte. Niechętnie pociągnąłem za klamkę, a wraz z przeszywającym zimnem zrozumiałem, że dzwonek okazał się koniecznością. Zagadką natomiast pozostało to, co podkusiło mnie, by odwrócić się w stronę Leny. Spuściłem wzrok, wpatrując się w jej twarz, gdzieniegdzie poranioną. Plaster przyklejony na czole nie był już taką zagadką; domyślałem się, skąd go ma i to z kolei wymuszało moje ściągnięcie brwi, które mówiło tylko o tym, jak bardzo nienawidzę autora tej skrytej rany. Nie mogłem pozwolić, by złość związana z jej ojcem znów się we mnie pojawiła. On to przeszłość. Nie obchodzi mnie to, co się z nim stanie. 
   Uniosłem ostrożnie dłoń i odgarnąłem niesforne kosmyki jej włosów z twarzy. Potem wyszczerzyłem zęby w zawadiackim uśmiechu, nie starając się nawet ukryć, jak bardzo cieszy mnie jej widok.
   – Jesteś piękna. – Dwa słowa, których prawdziwości nie odważyłem się nigdy podważać. W odpowiedzi zauważyłem tylko ściągnięcie wzroku w dół. Jest taka urocza. 
   Mój uśmiech zmniejszał się stopniowo, aż pozostało z niego jedynie wspomnienie.
   – Przepraszam... – szepnąłem cicho, po czym spojrzenie przesunąłem niżej, na jej usta.
   – Za co? – Nie skontrolowałem wyrazu jej twarzy. Ułożyłem ręce na jej ramionach z taką delikatnością, jaką nie darzyłem jeszcze nikogo, a jednocześnie było to swego rodzaju zdecydowane. Jednym gestem przysunąłem ją mocno do swojej klatki piersiowej, jakbym chciał schować ją przed całym światem. Doprawdy moje serce kołatało wówczas tak, jak za pierwszym razem, gdy ją pocałowałem. Wszystkie te identyczne  uczucia uderzyły we mnie miłym pociskiem, o ile może coś takiego istnieć. Ale słowo daję, że w jednym momencie zapragnąłem zapomnieć o tym wszystkim, co się wydarzyło. O tym, co złe. 
   Jej blond włosy muskały mnie w żuchwę, a potem zaryzykowałem i z pomocą dłoni, pod wpływem czegoś, czego znów nie umiałem nazwać, podniosłem jej podbródek tak, żeby odnaleźć jej usta. Oczy miała niczym tafla cichego jeziora, które odbijały się blaskiem i zdawały się oświetlać dookoła ciemność, mimo iż ta wizja posiadała prawo istnienia jedynie w moim umyśle. Nie liczył się dzwonek do drzwi. Nie liczył się Craver. Nie liczyło się nic.
   – Za to.
   Po prostu przechyliłem głowę, otarłem jej usta swoimi wargami, po to, by kolejno złączyć je ze sobą z nieskrywaną namiętnością. I tę namiętność tłumiłem w sobie aż do tego momentu, gotowy, żeby w każdej chwili móc ją z trudem opanować.
   Jej usta były suche i pozbawione słodkości; czułem posmak metalicznej krwi, gdy pozwalałem sobie na własną rękę pogłębiać pocałunek, nawilżać jej wargi, nie uważając na to, czy dziewczyna odwzajemnia moje poczynania. Nie szkodzi, ja nie potrafiłem dłużej podlegać temu dystansowi. Ilekroć zdawałem sobie o nim sprawę, moje serce, zmysły, błagały o to, żebym jak najszybciej znalazł się obok niej. To było silniejsze uczucie niż jakiekolwiek inne. Nie jestem egoistą. Chciałem, by poczuła to samo, żeby rozbudziła w sobie to, co jeszcze niedawno dawała po sobie rozpoznać. Miłość do mnie. Brakowało mi tej dziewczyny jak tlenu...
   Z objęć fantazji wyrwał mnie nagły skrzyp drzwi. Oderwaliśmy się od siebie, dostrzegając, jak w progu pojawia się nie kto inny, jak mój ojciec. Co on tu robi? Mimo że ukrycie zdziwienia malującego się na mojej twarzy okazało się nie lada wyzwaniem, przełknąłem ślinę i dołożyłem wszelkich starań, by nie było tego po mnie poznać. Wbrew temu, że noc mówiła sama za siebie.
Za to mina ojca była genialna. Rozszerzone usta potrafiłem zauważyć nawet pod osłoną ciemności, jaką zapewniał panujący mrok.
   – Gdzie ona jest? – spytałem, omijając przywitanie, które w chwili obecnej uznałem za niezwykle zbędne. 
   – Jaka ona? – Udał idiotę. Ciekawe, że takimi odzywkami dokładnie wiedział, jak mnie zdenerwować. Najwyraźniej po drodze umknął mu fakt, że stałem się niezbyt podatny na tego typu zachowania.
   – Mama – rzuciłem stanowczo, próbując zajrzeć mu przez ramię, jednak i dom spowijała nieprzebita ciemność.
   – Ona śpi. – Zaczął przesuwać swój wzrok, a gdy spoczął on na Lenie, zmrużył powieki tak, jakby własnie ujrzał ducha. – Co ty tu robisz?
   Ponownie zabrałem głos, a moją twarz przeciął szyderczy uśmiech. Taki, który kazał mu się obawiać.
   – Naprawdę sądziłeś, że kilometry mnie powstrzymają? – Chuchnąłem, uśmiechając się jeszcze szerzej. – Myślałem, że jesteś inteligentniejszy. Przecież za takiego cię uważają, prawda? – Złączyłem obie dłonie, opierając się o framugę drzwi i tym samym zmuszając ojca do zrobienia kroku w tył.
   – Mam cię znowu wysłać do psychiatryka, szalony gówniarzu? – mówił ostrzegawczo, cofając się raz po raz, gdy przejmowałem obszar korytarza. Nie poznawałem tego miejsca, ilekroć patrzyłem na ściany, widziałem w nim tylko budynek. Nic więcej.
   – Nie przyszedłem do ciebie, tylko do mamy. Więc gdzie...
   – Alec. – Przerwała mi Lena, odważając się na to, żeby pociągnąć mnie za ramię i ściągnąć moją uwagę na wychylającą się zza rogu postać. Marna, wyprostowana sylwetka kobiety. Tej kobiety, którą znałem już dokładnie, ale... było w niej coś innego. Ojciec wykorzystał ten moment, by przysunąć się do włącznika i zaświecił światło, które rozbłysło jaskrawo z góry. Spod zmrużonych powiek udało mi się dostrzec najmniejszy szczegół na mamie. I zarówno ja, jak i Lena, nie ukrywaliśmy podziwu. Ubrana była w szlafrok, zdziwienie odmalowywało się na jej twarzy. Wyglądała normalnie. 
   – Wyjdźcie. – To jedno słowo zakuło mnie jak nic innego, może dlatego, że nie się go nie spodziewałem. Ale to wystarczyło, aby w pełni przywrócić mnie do rzeczywistości; moje usta zaczęły drżeć, starając się o wypowiedzenie chociaż kilku słów, które mogłoby zatrzymać mnie teraz w tym domu, wbrew woli kobiety.
   – C-co się stało? – Próba zignorowania nadmiaru rozpaczy spełzła na niczym, głos załamał mi się całkowicie, a ja poczułem, jak na mojej dłoni zaciskają się palce.
   – Alec, chodźmy... – To był głos Leny, ale ja wciąż nie umiałem oderwać pytającego spojrzenia od matki. Patrzyła na mnie ciągle w ten sam sposób. – Proszę. – Moja sympatia pociągnęła mnie raz jeszcze. Zareagowałem, wzrokiem tkwiąc w jej niebieskich oczach, w których próbowałem odnaleźć jedyne wsparcie.
   Nie było już powodu, dla jakiego mogłem tu zostać. Schowałem cały swój bezbrzeżny smutek, spuściłem poszarzałe tęczówki, uprzednio zaglądając nimi głęboko w oczy swojej matki, a mimo że dzieliła nas spora odległość, zdawało mi się, że wręcz się w nie wwiercałem. Z odpowiedzi nici.

***

   W samochodzie milczałem przez trzy kolejne godziny, wpatrzony w przewijające się za oknem obrazy. Podczas gdy Craver rozmawiał z Leną, nie wiedzieć o czym, ja nie zwracałem uwagi absolutnie na nic.
   Wziąłem butelkę wody do rąk i przerzucałem ją z dłoni do dłoni.
   – Lena?
   – Hm?
   – Dlaczego wtedy uderzyłaś tamtą dziewczynę? – Zmarszczyłem czoło, nie wiedząc dokładnie co mnie podkusiło, by zadać te pytanie akurat teraz. Dostrzegłem, jak blondynka skupia się na jeden moment, by później sprawić, że omal nie zakrztusiłem się łykiem wody.
   – Powiedziała, ze z chęcią by się z tobą przelizała. W łóżku. Nago.
   Craver, co ty z nami, chłopie, masz... 

Lena? Nie przyznaję się i obiecuję poprawę .___. koniec dram na razie, bo po długiej przerwie nie umiem ich pisać xDDD Jezus Maria jakie to jest beznadziejne, zabij to ;_;

Od Jeongguk'a Cd Vanessa

Cały dzień musiałem przesiedzieć w jakimś biurowcu, ponieważ miałem do załatwienia kilak ważnych dla mnie spraw. Cały czas ktoś wytykał mi moje pochodzenie, śmiał się ze mnie, wyzywał od ciot i debili. Zazwyczaj w takich sytuacjach rzucam jakaś ripostę i odchodzę z uśmiechem, ale dzisiaj było inaczej. Cały dzień chodziłem nabuzowany, co jeszcze bardziej odbiło się na moich poczynaniach. Gdy jeden koleś nazwał mnie pedałem, po prostu mu przywaliłem. Nie miałem ochoty dłużej przebywać w mieście, ale do szkoły też nie chciałem wracać. Postanowiłem udać się do klubu.
Mimo, że było już grubo po drugiej w nocy klub niemal pękał w szwak. Ludzie tłoczyli się wszędzie. jedni przy barze, drudzy tańczyli, a trzeci leżeli pijani na ziemi. Podszedłem do baru i zamówiłem sobie drinka.Zdałem się na barmana, który nalał mi rumu i coli. Zapłaciłem i spojrzałem na niego. Widać było Azjatyckie korzenie.
- Skąd pochodzisz? - spytałem
- Z Chin. A ty? Też widzę moje strony? - powiedział wycierając szklankę.
- Korea Południowa.
- Aaa... pięknie jest w Seulu - rozmarzył się. - Z jakiego miasta?
- Busan. A jak z tobą? - zadąłem kolejne pytanie upijając łyk drinka.
- Pekin. Jak masz na imię?
- Jeongguk Jeon - powiedziałem.
- Nawet nie wiesz jak miło jest usłyszeć takie imię. Tu tylko Eva, Harry, Kevin, Julia... - zaśmialiśmy się lekko. - Jestem Minghao Xu.
Pogadaliśmy jeszcze trochę, nawet przyjemnie mi się z nim gadało. Zamówiłem sobie piwo i poszedłem do jednego ze stolików. Jednak mówi plan dotarcia tam w jednym kawałku legł w gruzach, gdy jakaś dziewczyna wpadła na mnie wylewając napój na swoją bluzkę, ale tez i trochę na moją.
- Bardzo przepraszam! Przepraszam! - powtarzała bez przerwy. Spojrzałem na nią wściekły, ale po chwili opanowałem się. Przecież nie jestem taki. Nie nakrzyczę na dziewczynę.
- Jejku nie chciałam! Wybacz mi proszę! Odkupię ci to piwo - odparła i przeczesała dłonią włosy.
- Uspokój się - powiedziałem cicho starając się opanować emocje.
- Ale ja nie chciałam, wybacz mi.
- Dobra już - powiedziałem. - Wszystko gra.
Dziewczyna spojrzała na mnie, a potem na niemal pusty kufel z piwem. Zignorowałem to  i wyminąłem ją. Chciała chyba mnie dogonić, czy coś w tym rodzaju, jednak zniknąłem w tłumie.


***


Następnego dnia rano obudziłem się dość późno. Ostro zabalowałem poprzedniej nocy, nie ma co tego ukrywać. Ostatnimi czasy źle ze mną. Cały czas chodzę zdenerwowany i wszystko mi przeszkadza. Ale nauczyłem się, żeby trzymać nerwy na wodzy i do tej pory zawsze mi się to udawało... no prawie. Wziąłem szybki prysznic, żeby pozbyć się kaca chociaż odrobinkę, a potem ubrałem się cały na czarno, chociaż przeważnie ubieram się bardziej... kolorowo? Przeczesałem włosy i spojrzałem na siebie w lustrze. Wydymałem policzki i niechętnie stwierdziłem, że wyglądam okropnie. Wziąłem do ręki telefon i spojrzałem na zegar. Było baaardzo późno. Lekcja tańca dochodziła już do końca. Trzeba się zebrać i iść do nauczyciela, żeby mu to wytłumaczyć. Raczej nie będzie tym uszczęśliwiony, ale...
Wyszedłem z pokoju i skierowałem się w stronę sali tanecznej. Wielu uczniów zmierzało na kolejne lekcje, ale ja zmierzałem do chyba jedynego nauczyciela, którego mogłem nazwać 'kumplem'. Miałem skręcić za kilkanaście metrów, jednak nim zdążyłem zareagować dostałem drzwiami w twarz. Zatoczyłem się do tyłu klnąc pod nosem i łapiąc się za niego. Po chwili podeszła do mnie jakaś piękność z długimi blond włosami.
- Wybacz, ja cie walnęłam - powiedziała
- Dzięki za złamanie nosa - powiedziałem może zbyt szorstko, ale kurde złamała mi nos! Przez ręce sączyła się krew, a ja czułem niewyobrażalny ból na całej twarzy.


Vanessa?

5.24.2017

Od Leona CD Chole

Niedługo przyszedł do mnie Liam, który chciał abym poszedł z nim porozmawiać z Chole. Chciał z nią porozmawiać i chciał bym przy tym był. Jak byliśmy niedaleko to zobaczyliśmy ją wychodzącą z pokoju. Kilka minut później i byśmy jej nie zastali.
-Możesz mi wytłumaczyć dlaczego tak potraktowałaś Leona. - Powiedział Liam ostrym tonem.
-Co mu zrobiłam? - Zrobiła zdziwioną minę.
-Dlaczego to tak traktujesz? Dlaczego go uderzyłaś i dlaczego rozerwałaś sobie szwy? - Spytał.
Uśmiechnąłem się zadowolony ze swojego efektu. Liam uwieżył w to co mu powiedziałem i nie zamierzał jej uwierzyć.
-Nie mam pojęcia co on Ci naopowiadał ale to on przylazł na basen, to on rozpoczął kłótnię i ja nigdy go nie uderzyłam. - Próbowała się bronić.
Kłóciliśmy się jeszcze przez dłuższą chwilę.
- Nie wierzysz mi prawda? Dlatego powiem Ci teraz i przy nim, że najlepiej będzie jak każdy z nas pójdzie w swoją stronę. Tak jabyśmy nigdy się nie poznali. - Zwróciła się do Liama. -Jesteś teraz zadowolony Leon? Przecież o to Ci chodziło. - Tym razem zwróciła się do mnie.
Ja tylko uśmiechnąłem się w myślach. Tak, jestem zadowolony. Jestem bardzo zadowolony. Szczerze, nie spodziewałem się aż takiego dobrego efektu, który przerósł moje oczekiwania. Chole odeszła bez słowa.
-O co jej chodziło, jak mówiła, że o to Ci chodziło? - Zapytał nagle Liam.
-Nie mam pojęcia. Sam się nad tym zastanawiam. - Skłamałem gdyż dobrze wiedziałem o co mi chodziło.
-Dobra, idę. - Pożegnał się i poszedł.
Pobiegłem w stronę wyjścia w celu złapania Chole. Udało mi się ją dogonić.
-Czego chcesz? - Zapytała oschle.
-Chcę się nacieszyć zwycięstwem. - Odpowiedziałem z uśmiechem. -Nie spodziewałem się aż takiego efektu. Nareszcie Liam poznał jaka jesteś naprawdę.
Nie chcąc dłużej przebywać w jej towarzystwie poszedłem do sali aktorskiej poćwiczyć.
(Chole?)

Naomi Keller

 https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/d4/03/8d/d4038d5f09cefe93f1543d18eb731d40.jpg
Imię: Naomi
Nazwisko: Keller
Pochodzenie: Amsterdam, Holandia
Wiek: 20 lat
Orientacja: Hetero chodź zastanawia się czasami nad Bi.
Głos: KLIK
Pokój: 52
Aparycja:
  Naomi ma sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, waży pięćdziesiąt kilo i jest z tego niesamowicie dumna. Bardzo widoczne wcięcie w tali, zgrabny tyłek i dorodne piersi. Czego chcieć więcej? Każdy facet się za nią ogląda, a dziewczyny zazdroszczą. Nigdy się nie maluje, woli być naturalna niż sztuczna. Cera jej nie jest ani jasna, ani ciemna wręcz w sam raz. Dziewczyna ma jasnobrązowe włosy na których robi często jakieś eksperymenty. Są one gęste włosy. Sięgają jej do połowy pleców, lekko pofalowane, Naomi często upina je w wysoki kucyk. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze ciemnobrązowe oczy, dość duże i naprawdę ładne. Ma pięć tatuaży: na plecach (KLIK) na prawym udzie (KLIK) na prawym przedramieniu (KLIK) na lewym udzie(KLIK) i gwiazdkę na lewej dłoni (widoczna na zdjęciu). Ma przekute uszy, po jednym kolczyku w każdym. Jej garderoba ma w sobie przeważnie luźniejsze ubrania lecz nie tupu "workowe", zawsze musi podkreślić coś w swoim ciele. Jest między umięśnioną, a chudą dziewczyną, taki idealny środek.
Charakter:
Naomi jest bardzo energiczna, ma w sobie niespożyte pokłady energii. Nienawidzi siedzieć w miejscu. Samotność ani bycie w centrum uwagi jej nie przeszkadzają. Podchodzi do obu tych sytuacji z dystansem. Na ogół jest bardzo opanowana. Ale nie jest bogiem i nawet jej potrafią puścić nerwy. Wtedy lepiej schodzić jej z drogi bo może zrobić komuś sporą krzywdę. Bardzo lubi poznawać nowych ludzi. Uważa, że każdy zasługuje na szanse. Jednak jak raz ją zmarnujesz to nie dostaniesz drugiej. Nigdy nie ocenia innych po wyglądzie. Sama też nie chce być tak oceniana. Szczerość jest cechą która zdecydowanie u niej dominuje. Chodź stara się dobrać słowa tak aby nikogo umyślnie nie urazić. Dla nowo poznanych jest obojętna. Nie zdradza o sobie za dużo. Zresztą nikt nie wie o niej wszystkiego. Dla osób które ją skrzywdziły będzie życzyła jak najgorzej ale nie będzie odbijało się to na najbliższych tej osoby. Jest dość tajemnicza, nie ujawnia innym jakie ma zdolności na treningach ani podczas pracy. Nigdy nie żałuje swoich decyzji. Ponieważ, życie jest zbyt krótkie. Jeśli się w kimś zakocha to będzie wierna do końca życia. Za najbliższych gotowa oddać życie. Reaguje dość agresywnie na każde próby wtrącania się w jej życie, manipulacji itp. Ma bardzo silny charakter. Zdecydowanie wie czego chce. Od wyznaczonego celu nikt nie jest w stanie jej odpędzić. Nauka i aklimatyzacja przychodzi jej z nieziemską łatwością. Najlepiej czuje się kiedy ciągle się coś dzieje. Bardzo szybko kombinuje i znajduje wyjście z najgorszych sytuacji. Potrafi bardzo dobrze manipulować ludźmi, chodź nie wykorzystuje tego za często.
Partner: Szuka kogoś odpowiedniego, nie poleci na byle kogo.
Rodzina: Matka - Ella, Ojciec- Samuel. Starszy brat- Aaron, siostra bliźniaczka- Sara.
Zajęcia: Zajęcia taneczne, Reżyseria i Aktorstwo
Zainteresowania:
  Motocykle są dla Naomi bardzo ważne, kocha je ponad życie. Poza tym biega na długie dystanse. Lubi pływać, uczyć się języków obcych, ćwiczyć parkur, tańczyć, chodzić na imprezy, czytać i szkolić swoje umiejętności w sztukach walki.
Inne:
- Lubi tatuaże.
- Dostaje szału jak ktoś mówi "motor".
- Zna płynnie siedem języków: angielski, niderlandzki, japoński, rosyjski, grecki, łaciński i francuski. Jak się mocno zdenerwuje zaczyna je wszystkie mieszać.
- W każdej wolnej chwili siedzi i czyta książki lub jeździ motocyklem.
- Jest niewierząca.
- Jeździ konno o piątego roku życia.
- Gra w piłkę nożną tak samo dobrze jak mężczyźni.
- Ma problemy ze wzrokiem. Musi nosić okulary albo soczewki, te drugie nosi częściej.
- Od najmłodszych lat ćwiczy kick-boxing i capoeire.
- Nienawidzi przechwalających się ludzi. Gardzi dziewczynami typu "barbie".
- Lubi imprezy zakrapiane alkoholem. Od czasu do czasu zapali.
- Kocha szybką jazdę. Niestety konie są wolniejsze od motocykli ale to nie zmienia faktu, że zawsze wybierze maszynę.
- Startuje w zawodach ogólnoświatowych w: supermoto, motocross, cross country i enduro, a raz w trialu.
- Codziennie rano biega dość spore dystanse. Wieczorami i nocami często można spotkać ją na spacerze.
- Nienawidzi różowego.
- Kocha żelki <3.
- Do tej pory ćwiczy parkur i taniec nowoczesny.
- Nigdy nie obejrzy filmu romantycznego.
Kontakt: CzarnaZdrada (hw) i astarteapril@gmail.com (gmail)

Od Sibil cd Louise

Siedziałam w sali i pisałam notatki na lekcji. Wyjełam zeszyt z nutami przekręciłam go do tyłu i otworzyłam zapisując nowa piosenkę.
- Sibil, może się podzielisz z resztą co takiego robisz. - spojrzałam na nauczyciela.
- To nie pański ani klasy interes. A teraz niech Pan zajmie się zajęciami zamiast truć mi tylek. - wszyscy się śmiali, Lou po nim też jest było widać, że jest wystraszony i rozbawiony.
- Do dyrektora. - widać było wściekłość po nim
Spakowałam torbę i wyszłam trzaskajac drzwiami. Poszłam do dyrektora. Zapytałam i weszłam.
- Dobry dyrku.
- Sibil, co cie tu sprowadza.
- Facet od angielskiego Withlock, ma problem.
- Co zrobiłaś?
- Pisałam coś, a on się nagle mnie czepia.
- Dobrze rozumiesz, masz resztę dnia idź do pokoju. - wyszłam od dyrektora i wyszłam ze szkoły. Poszłam się przejść.
***
Wróciłam wieczorem do akademika. Poszłam na zajęcia i potem do pokoju. Po kilku godzinach, późnym wieczorem wyszłam. Gdy wróciłam było późno i odrazu poszłam spać. Rano przygotowałam się i poszłam do szkoły. Na ostatnie dwie lekcje nie poszłam, zerwałam się i wyszłam.
Gdy byłam już na miejscu zauważyłam Lou. Lecz jak najszybciej go minęłam.
***
Siedziałam na murku i pisałam dalej piosenki. Słuchając muzyki.

Louise?

Od Klary c.d. Farry

Naszym kolejnym celem było oglądanie skoczni w Lillehammer. Dołączyłam się do jakiejś grupki osób, żeby nie zawracać głowy Farze. Nie chciała ze mną gadać to nie. łaski bez, nie potrzebuję zmuszać kogoś do rozmowy.
 Przy jednej ze skoczni odłączyłam się od znajomych, by móc samej pooglądać widoki wokół. Wyjęłam z torebki telefon, włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam muzykę. Tak, wsłuchując się w rytm jakiejś szybkiej piosenki techno, spacerowałam sobie, coraz bardziej oddalając się od swojej grupy. Nie zwróciłam nawet na to uwagi. Nie wiem ile czasu minęło, gdy zorientowałam się, że wokół mnie jest trochę pusto. Wyjęłam słuchawki i rozejrzałam się za jakąś znajomą osobą.
 - Klara! - Usłyszałam nagle i zobaczyłam... Farrę. Co się stało, że odezwała się do mnie? Dziewczyna zmierzała w moją stronę z drugiego końca drogi.
 - Co to? - Spytałam podchodząc do niej. - Dzień dobroci dla zwierząt?
 - O czym ty mówisz? - Zdziwiła się, marszcząc czoło.
 - Ty rozmawiasz ze mną? - Prychnęłam, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Może masz gorączkę?

Farra?