4.30.2017

Nikita Ruslan Andreyushkin

 https://incandescentart.files.wordpress.com/2013/02/cream.jpg?w=788
Imię: Nikita Ruslan (Никита Руслан)
Nazwisko: Andreyushkin (Андреюшкин)
Pochodzenie: Rosja, Petersburg
Wiek: 18 lat
Orientacja: Homoseksualny
Głos: KLIK
Pokój: Pokój nr. 57
Aparycja:
Chłopak niewielki wzrostem, ale ogromny duszą. Konusek mierzy sobie dobre 163 centymetry, co często przyprawia go o kompleksy. Jest jednym z niewielu stompających po ziemi albinosów, co wyraźnie wskazuje jego bladziusieńka skóra, białe włosy i rzęsy, oraz mocno błękitne oczy. Nikita posiada niezwykle prostą postawę ciała, chodzi jakby kija połknął. Jego twarz, kwadratowa, jednak niezwykle delikatna, rzadko kiedy pokryta innym kolorem niż prawie całkowita biel często nosi na sobie szeroki uśmiech, a w błękitnych tęczówkach skrywa wiele swoich pozytywnych jak i negatywnych emocji. Nie licząc jego odmienności Nikita, to prosty człowiek jak inni. Tylko jego albinoskie geny działają jako jego znak rozpoznawczy.
Charakter:
Każdego dnia budzi się z uśmiechem na twarzy, niezależnie jakiego rodzaju. Czasem figlarny, czasem przyjazny, a jeszcze innym razem sztuczny, który ukrywa wszystkie jego podbuzowane emocje. Ogólnie rzecz biorąc, Nikita jest osobą pogodną, cieszącą się z każdego dnia. Docenia swoje życie, jest za nie wdzięczny. Jego natura wręcz rozkazuje mu pocieszać ludzi, nie przejmować się opinią innych, ale brać ją do serca i naprawiać to, co sam będzie uważał za złe. Właściwie, to z zewnątrz może się wydawać spokojny, ułożony, a przede wszystkim przyjacielski. Nie zaprzeczę, jest to prawdą. To przy bliższym poznaniu, przywiązaniu do kogoś okazuje swoją ukrytą twarz szaleńca. Nie mówię, że jest psychopatą, nie. On po prostu bardziej się otwiera, wie, że ma teraz czas na wygłupy, że bez pretensji może podejść do tej osoby i zacząć jej do śmiechu dogryzać. Po lepszym poznaniu, można również stwierdzić, że Niki jest niezwykle uległą osobą. Łatwo można go czymś wystraszyć, zrazić do siebie. On działa trybem "Nakrzyczę na ciebie, jak kogoś skrzywdzisz, ale jeśli ty krzykniesz na mnie, na pewno się załamię". Wydaje mu się, że jest silny psychicznie, a jednak boi się jeśli ktoś uniesie głos, boi się, gdy widzi jak ktoś jest krzywdzony. Tak samo nie jest kimś o mocnych nerwach. Jeśli a dzieciaka oglądał z tatą horror, w każdej chwili może mu się on przypomnieć, a on nie będzie w stanie funkcjonować normalnie przez tydzień, w przekonaniu, że gdzieś przy nim kręci się jakiś duch czy demon. Brzydzi go widok krwi, narządów wewnętrznych przy badaniach. Na co dzień może udawać, że z łatwością, bez zawahania może kogoś poćwiartować, a tak naprawdę uciekłby, gdyby tylko lekko przejechał ostrzem po czyjejś lub swojej dłoni. Ma dziwne nawyki, wewnętrznie jest jak typowe dziecko. Kolekcjonuje pluszaki, których nigdy w życiu by nie oddał, nawet dla dzieci w domach dziecka. Pod tym względem jest niezwykle stanowczy, zaborczy wręcz. Gdy idzie z kimś do sklepu i zobaczy pluszaka, on po prostu musi dostać go w swoje małe łapki. Kto by pomyślał, że ten infantylny Rosjanin tak naprawdę mógłby okazać się niemałym zboczuchem? Często zdarza mu się, że idąc gdzieś zarzuci perwersyjnym żartem, dogryzie radą o seksie czy zacznie się specjalnie wypinać i nachylać przed chłopakami, którzy jakimś cudem wpadli mu w oko. Czegokolwiek nie powiesz, on weźmie to za dwuznacznie i bez powodu zacznie się śmiać, gdy inni nie mają pojęcia co się dzieje. Widząc w kuchni ogórka, albo w sklepie banana, nie może się powstrzymać od dowalenia jakąś uwagą na temat "Jakby mu przyjemnie było, gdyby się w dupę zmieściło". Właściwie to nie tylko perwersyjne żarciki wypływają z jego ust. On po prostu cały jest małym śmieszkiem, który z łatwością zdobywa sympatie innych osób.
Partner: ---
Rodzina:
Arsjenij Andreyushkin (Ojciec)
Kira Andreyushkin (Matka)
Zajęcia: Fotografia, aktorstwo
Zainteresowania: Niki głównie zajmuje się fotografią. Lubi modeling, dlatego głównie to on staje się modelem na zdjęciach, ale często sam chwyci za aparat i wyruszy w świat w poszukiwaniu ciekawej tematyki do uwiecznienia. Tak samo z rysunkiem. Nie zajmuje się tym jakoś notorycznie. Od czasu do czasu chwyci za ołówek czy węgielek i zacznie bazgrać po południe.
Inne:
~Chłopak jest nieodwracalnie uzależniony od małych, kosmitowatych witamin. Właściwie, Marsjanki można uznać jako produkt przekupny. Jest w stanie zrobić zupełnie wszystko za jedno małe okrągłe opakowanie.
~Jest dosyć słaby, jeśli chodzi o zdrowie. Od dziecka w jego sytuacji było ogromne ryzyko zachorowań, co zostało mu do dnia dzisiejszego.
~Potrafi w kilka krótkich minut ułożyć kostkę Rubika. Poza tym, jest dobry w zapamiętywaniu przeróżnych, w większości wcale mu nie potrzebnych rzeczy.
~Jego ulubionym zwierzątkiem jest panda.
~Inne zdjęcia:
1.
2.
3.
Kontakt: ~Ouija | cri.carrcia.cullen@gamil.com

Oscar Alessio Iganzio

https://68.media.tumblr.com/7a9dc4c1c35f2acacbc0276eacde3e1e/tumblr_nj7c1qqRHg1spd2vxo1_500.gif

Imię: Oscar Alessio
Nazwisko: Iganzio
Pochodzenie: Włochy, Neapol
Wiek: 19 lat
Orientacja: Biseksualny
Głos: KLIK
Pokój: 44
Aparycja:

Videre in animo, non oculis meis. Quod pulcherrimum est invisibilis invisibilem*
 Nad moim wyglądem nie warto się rozlewać. Włoch, bez włoskiej urody. Chyba jestem pokrzywdzony, bo nie odziedziczyłem po swoich "ładnych" rodzicach chyba niczego i błądzę taki ja między włoskimi korzeniami i amerykańskim wyglądem, będąc wyjątkowym tworem Bożej wyobraźni. Przez wiele lat żyłem w przekonaniu, że jest adoptowany i gdyby matka wreszcie nie pokazała mi nagrania z porodu trwałbym w tej świadomości do dnia opuszczenia rodzinnego domu. Ps. Było to naprawdę obrzydliwe.
Oh, przepraszam, przecież jesteśmy przy wyglądzie, nie moich narodzinach. Mam mocno zarysowaną szczękę z delikatnie wysuniętą brodą, która podczas uśmiechu sprawia, że moje zęby zdają się większe. Blade usta, wiecznie popękane ciągłym przygryzaniem, mam te swoje nerwowe tiki, wiążą się z wieloma wadami w wyglądzie, między innymi podrapane knykcie lub zaczerwieniony nos. Nie obgryzam paznokci - co typowe dla osób z nerwicą - uważam to za obrzydliwe, haniebnym jest niszczenie swoich dłoni. W przeciwieństwie do swoich rodzicieli, którzy posiadają idealnie proste włosy, na mojej głowie kołtunią się loki nie do rozczesania, co jakiś czas farbowane, lub delikatnie rozjaśniane. Niejeden fryzjer próbował je ujarzmić, ale cholera z nimi!
No, ale do rzeczy.
Jestem dość wysokim chłopakiem mierzącym około sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu o oczach czystego, brązowego koloru, lubuję się w czarnych ubraniach, od golfów po koszulki, przez prawdziwe rurki do typowych dresów. Nie dobieram sobie garderoby na podstawie mody, jest to kolejna żenująca rzecz, na długiej liście "jak stacza się świat". Mam wiele drobnych tatuaży, ozdabiają moje ciało między innymi na karku, nadgarstku, żebrach  i pod obojczykiem, nie. Nie planuję więcej. 
Charakter:
                               Singula de nobis et providere, ne plerumque**
Pokażę wam teraz, jaki jestem. Nie, nie jest to ciekawe, ale nie musi być. Po prostu wypełniam zakładkę "charakter". Otóż zacznijmy od tego, co motywuje mnie do wstawania codziennie z łóżka, ta mała, pożółkła już od wieku, kartka i 10 punktów, bez których nie umiem przeżyć dnia.
1. Nigdy nie podnoś głosu, zdarte gardło, zmarnowane na drugą osobę, jest oznaką słabości i braku szacunku.
2. "Traktuj innych tak jak oni traktują Ciebie" - zapomnij o tym, każdy człowiek ma równą wartość, tylko mniejsze lub większe rozgarnięcie.
3. Wymagaj od siebie jak najwięcej, każdy wysiłek czyni Cię silniejszym.
4. Nigdy nie przestawaj zawyżać swoich ambicji, jeden upadek nie czyni z Ciebie nieudacznika.
5. Cokolwiek zrobisz, zostanie zapamiętane. Ludzie gadają, uważaj.
6. Nie ufaj. 
7. Poprzedni dzień minął, zapomnij.
8. Przyjmuj krytykę, konstruktywna jest motywacją, nieuzasadniona, oznaką zazdrości.
9. Oscar, nie zapominaj kim jesteś. Nie zapominaj o swojej wartości. Nie zapominaj o drodze jaką przebyłeś by być tu gdzie jesteś. 
10. Żaden człowiek, nie ma prawa Cię zmieniać. Ty, to Ty.
No, właściwie to tyle. Nic oryginalnego, bo chyba każdy człowiek zdaje sobie z tego sprawę, ja jednak potrzebowałem ich spisanych, cóż mniejsza.
Skoro już je znacie, to znacie też mnie, wiele więcej się tutaj nie pojawi.
Hm... Na pewno współczuję osobom, które u mnie nocują, bądź odwrotnie. Nie potrafię usnąć bez muzyki, nie. Nie tej z słuchawek, która jedynie błądzi po mojej głowie, katując uszy. Mam na myśli te dźwięki, które rozchodzą się po całym pokoju, otaczają mnie swoją aurą i spokojem, koją buzujące myśli. Od najmłodszych lat muzyka towarzyszyła mi we śnie. Pamiętam, kiedy to jako dziecko mama siadała na moim łóżku kiedy koszmar po raz kolejny spędził mi sen z powiek i nuciła znane tylko naszej dwójce melodie. Rodzicielski głos zmienił się w małe, towarzyszące mi do tej pory radyjko, z którego piosenki odpędzają złe, nocne demony.
No właśnie, jeśli nadal to czytacie i jeszcze nie usnęliście, pewnie zastanawiacie się jak to z tymi koszmarami jest. Wyjaśnia to też dlaczego moje knykcie przypominają krwiste dziury w dłoniach. Otóż jestem jednym z tych ludzi, którzy boją się spać. Tak, dobrze przeczytaliście, coś co dla innych jest najwspanialszą częścią całej doby, dla mnie bywa najgorszą męczarnią. Nie, nie zacznę wam teraz opowiadać każdego snu po kolei, bo choć podobne, są zarazem kompletnie różne. Muzyka, jest w tym wypadku moją bronią, tym, co oddziela mnie od nocnych zjaw i otula aurą bezpieczeństwa.
No... Może w dzień chodzę troszeczkę zdenerwowany *czytaj: kompletnie znerwicowany* ale przynajmniej mogę się wyspać.
Moi znajomi mówią, że nie umiem się bawić i choć bywam zabawny, potrafię przynudzać. Cóż, na początku było to dla mnie doprawdy, bolesną obelgą, jednak jakby się nad tym zastanowić... Taka jest prawda. Nie gustuję w głośnych imprezach, chociaż nie pogardzę ogniskiem z najbliższym gronem przyjaciół. Innymi słowy imprezy na więcej niż 15 osób? - stanowcze nie.
Nie lubię też świąt. Gwiazdka, Wielkanoc, urodziny... Zakłamanie i obłuda. Tak naprawdę połowie osób, które składają Ci tak serdeczne i szczere życzenia mają gdzieś czy dożyjesz następnego dnia.
Żenujące nie...? Tak, tak... Przesadzam i jestem marudny. Wybacz, to przez niewyspanie.
Żeby nie przynudzać powiem Ci jeszcze to co najważniejsze i uciekam do książek.
Otóż jestem...
Albo nie, dowiesz się w swoim czasie.
Partner: Partner? Co to partner? Czy to jakaś nowa forma pisania książek? Aaaaa, że związek! Jakoś, nie było okazji...
Rodzina: 

Moja mama, nosząca dźwięczne imię Lisavieta, kobieta o złotym sercu i wiecznym uśmiechu. Ukochała mnie i obdarowała wszystkim co najlepsze, kobieta biznesu, cudowna matka i kochająca żona. Uwielbiany przez wszystkich blond ideał.
Ojciec Abercio, wykapana żona, jakkolwiek to brzmi, chociaż nie było w nim krzty surowości, potrafił zaprowadzić w domu porządek. Człowiek światłych poglądów, za które oddał życie.
Na tym kończą się moje perypetie rodzinne, historia mojej babci, czy cioci, wujka, dziadka, stryjka od stryjenki ze strony mamy raczej was nie obchodzą.
Zajęcia: fotografia, pisarstwo, sztuka.
Zainteresowania:  

Uwielbiam fotografować. Zdjęcia... Jest nimi obwieszony cały mój pokój, w którym staram się zachować każdą chwilę swojego życia. Wierzę, że kiedy będę miał pięćdziesiąt lat będę mógł pokazać je swojej drugiej połówce ze słowami "A Ty zmieniłeś to w coś jeszcze piękniejszego". Poza tym, uwielbiam pisać, przelewać na papier swoje emocje w dowolnej formie pod co potem mogę komponować na swoich skrzypcach ~ Tak gram, ale zupełnie nieoficjalnie.
Poza tym książki. Pułki książek, masy, góry, lawiny, tony przeczytanych lub nie przeze mnie dzieł, które są ucieczką od rzeczywistości, tyle, że na nie wszystkie nie wystarczy mi, ugh, krótkiego życia. Na koniec jeszcze sztuka, nie, nie nazwę swoich bohomazów czymś godnym uwagi, co nie zmienia faktu, że to uwielbiam.
Inne:
Zasady już były, rodzina, zainteresowania, a wy dalej swoje... Więc znowu przejdziemy do kilku, prostych punktów.
1. Nienawidzę zdrobnienia "Oskarek"
2. Złamałem lub zwichnąłem chyba każdą możliwą kość, jestem kompletną niezdarą.
3. W przyszłości chcę zostać dziennikarzem, marzę o dalekich podróżach.
4. Jestem dziewiętnastoletnim chłopem i prowadzę pamiętnik.
5. Oh, Boże, wiem, że tego nie czytasz.
6. Mówię płynnie w 4 językach
Kontakt: Ingenium, ingenium03@gmail.com

 *Patrz sercem, nie oczami. To co najpiękniejsze, jest dla nich niewidoczne.
**Stanowią o nas szczegóły, nie ogół.

Fryc Domagacki

Imię: Rodzice jego gustujący w dziwnych imionach, nazwali go Fryc. Skraca je do Frycka.
Nazwisko: Domagacki
Pochodzenie: Polska, Wrocław
Wiek: Lat dwadzieścia dwa.
Orientacja: Jest osobą biseksualną.
Głos: Piotr Zioła - Safari
Pokój: Numer czterdzieści sześć
Aparycja: Liczący sobie metr i osiemdziesiąt cztery centymetry, a do tego chudy jak patyk. Wymiary ma niczym prawdziwy model, podobnie z twarzą, która często jest wykrzywiona w grymasie myśliciela. Wtedy na czole Frycka pojawia się duża zmarszczka. Równie często widać na jego buzi delikatny uśmiech i spokojne, przeszywające, zielone oczy. Ma jasną, wręcz porcelanową cerę, która gdy zaleje się rumieńcem wygląda jak pomalowana. Pełne usta, miękkie włosy koloru ciemnego blondu i kilka pieprzyków dodających mu uroku. Jak wyjęty z okładki jakiegoś magazynu. Gustuje w koszulach i swetrach. Jest zawsze schludnie ubrany.
Charakter: Niezwykle spokojny mężczyzna. Istota o wrażliwych odczuciach i emocjach. Czuły, troskliwy i opiekuńczy. Czasem zdający się żyć we własnym świecie pełnym miłości i uczuć. Delikatny niczym płatek róży romantyk, który żyje chwilą i kieruje się słowami Carpe Diem. Inteligentny i do tego niezwykle pomocny, podaje swoją dłoń każdemu kto jej potrzebuje. Mimo wszystko wydaje się niezwykle melancholijny i nieco osowiały. Jest tak dlatego, ponieważ chłopak jest tak spokojny, że momentami człowiek zastanawia się, czy jeszcze żyje. Nie lubi się spieszyć, woli zastanowić się nad chwilą i powoli ją przeżyć. Utalentowany i mądry, jednak nie lubi się tym chwalić. Jest zapewne jedną z najskromniejszych osób jaką spotkasz na swojej drodze. Lubi zastanowić się po kilka razy zanim coś zrobi, dokładnie rozpatrzyć każde możliwe wyjście z danej sytuacji. Mimo swojego wrodzonego spokoju i opanowania potrafi być impulsywny i działać szybko. Najczęściej zdarza się to gdy jest pod presją czasu albo w stresie. Stres to jego największy wróg. Paraliżuje on Frycka, bądź doprowadza do szału i wytrącenia z równowagi. Nienawidzi sprowadzać na siebie nieszczęścia i wrogów, woli zjednywać sobie osoby i być z nimi w dobrych relacjach. Jest bowiem niezwykle otwartą na znajomości osobą, która chętnie przebywa między ludźmi. Kiedy zaczyna opowiadać wydaje się jakby zamykał się w swoim świecie i mówił do wielkiej widowni. Posługuje się językiem prostym, aczkolwiek jego barwa głosu sprawia, że brzmi jakby wypowiadał wiersze, których słownictwo jest bogate w trudne słowa. Konwersacja i zacieśnianie więzi międzyludzkich to jedne z jego ulubionych rzeczy. Przepada za zapoznawaniem się z różnymi punktami spostrzegania świata. Ciekawi go ludzka psychika i myśli. Pragnie przyswajać wiedzę i dowiadywać się nowych ciekawostek. Lojalny. Z osobami, z którymi dzieli szczególne wspomnienia, czy też po prostu za nimi przepada, potrafi przebywać długo i blisko. Nie odwróci się od człowieka tak prędko, będzie walczył o każdą znajomość, którą uważa za cenną. Takowe osoby stara się bronić za wszelką cenę, odsuwać je od zła i nie dopuszczać do nich niebezpieczeństwa. Jako iż jest niepoprawnym romantykiem takich osób jest dosyć dużo. Mimo tych wszystkich dobrych cech nie braknie też tych złych. Fryc bowiem często wydaje się nieco narcystyczny, egoistyczny. Zawsze stawia na swoim i trudno przekonać go do swoich racji. Jest uparty jak osioł i zawsze doprowadza swoje postanowienia do końca. Nie cierpi gdy coś jest niedokończone, gdy czegoś brakuje. Perfekcjonista do bólu, co wcale nie jest takie dobre. Potrafi wręcz irytować swoją zawziętością i chęcią stworzenia czegoś idealnego, co oczywiście nie jest możliwe.
Partner: Wolny
Rodzina: - Rodzice - Magdalena i Jarosław.
- Rodzeństwo - Starszy brat Marcin i młodsza siostra Kamila.
Zajęcia: Zajęcia taneczne, zajęcia kulinarne, pisarstwo
Zainteresowania: Gra na instrumentach takich jak gitara, pianino, wiolonczela i skrzypce. Jest dosyć wszechstronny pod tym kątem.. Przepada również za pływaniem, uważa to za rzecz uspokajającą i przyjemną, za czasów dziecięcych uczęszczał do klubu pływackiego. Zdarzy mu się również pokucharzyć, lecz tylko wtedy, gdy ma dla kogo gotować potrawy. Gdy był młodszy chodził na zajęcia z tańca towarzyskiego. Aktualnie nie ma z kim go wykonywać, lecz często błąka się po pokoju w rytm muzyki, udając, że prowadzi właśnie jakiegoś partnera.
Inne: 
- Miłośnik herbaty. Najbardziej przepada za zieloną i malinową z kardamonem.
- Nie przepada za fantastyką.
- Mistrz prasowania i krochmalenia, uwielbia to robić na odstresowanie.
- Gotuje też niczego sobie.
- Jeśli chodzi o przyjaźnie, to o wiele lepsze relacje nawiązuje z kobietami.
- Posiada pewnego rodzaju słabość do osób niezwykle drobnych. Uwielbia się z nimi przytulać, a raczej je przytulać. Sam nie przepada za przytulaniem się do niego.
- Duża łyżeczka. Zawsze.
- Dobra komedia albo serial zawsze są u niego mile widziane.
- Czy ktoś powiedział czekolada? Fryc jest absolutnym fanem tego ciemnego przysmaku.
- Uwielbia koty.
Kontakt: Qjonka | rejnbowmarshmallow@gmail.com

Od Liama CD Chole

W Akademii na korytarzu spotkałem Chole, której nie spodziewałem się tutaj zobaczyć. Powinna być w szpitalu a nie tutaj. Jak oni mogli się zgodzić na wypis po próbie samobójczej? To nie jest normalne. Raz już spróbowała odebrać sobie życie i może spróbować jeszcze raz. Tym razem miała szczęście, za drugim razem może już go nie mieć. Mam jednak nadzieję, że zmądrzała i nie będzie chciała tego powtarzać. Chciałem z nią porozmawiać ale mnie zbyła i poszła sobie. Wiedziałem, że teraz będzie chciała mnie unikać ale taka sytuacja nie może trwać wiecznie. Prędzej czy później i tak porozmawiamy. Dręczyło mnie jeszcze jedno pytanie, na które tylko Chole znała pytanie. Dlaczego to zrobiła?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Następnego dnia z samego rana poszedłem do Chole. Po kilku minutach dziewczyna otworzyła drzwi ale jak zobaczyła, że to ja natychmiastowo chciała je zamknąć. Na nieszczęście dla niej zatrzymałem je ręką i wszedłem do środka. Tym razem się nie wywinie od rozmowy.
-Co chciałaś tym osiągnąć? - Nie owijałem w bawełnę.
-Chciałam umrzeć. - Powiedziała obojętnym tonem jakby to co się stało nie było niczym poważnym.
-Zwariowałaś? - Już zdołała mnie rozzłościć.
-Jesteś z Kat, tak? Więc nic Ci do tego czy ja umrę czy nie. Tym razem nie wyszło, dlatego też zamierzam to powtórzyć, ale nikt już wtedy mi nie przeszkodzi.
-Co ty mówisz? Masz całe życie przed sobą...Chole nie możesz tak mówić.
Naszą rozmowę przerwał mój telefon.
-Odbierz to pewnie Kat. Możesz wyjść nie trzymam Cię. - Otworzyła mi drzwi na oścież.
Spojrzałem na nią po raz ostatni i wyszedłem. Wyjąłem telefon i odebrałem wcześniej patrząc kto dzwoni. Chole się myliła. Nie była to Kat tylko mój menadżer - Louis Twist.
-Tak Lou? - Odebrałem telefon.
-Chodzi o twojego pierwszego singla. Muszę mieć pewność czy zostanie nim ten co wybraliśmy go wcześniej. Nie ma żadnych zmian?
-Nie, zostaje ten sam. - Odpowiedziałem.
-Ok, dzięki. To wszystko po co dzwoniłem. - Rozłączył się.
Singiel miałem już wybrany ale data nie była jeszcze ustalona. Tytuł zdradzę dopiero w dzień premiery.
Wciąż jeszcze stałem przed pokojem Chole. Chciałem zapukać i dokończyć naszą przerwaną rozmowę ale postanowiłem, że dam jej spokój. Po co mam się produkować jak i tak mnie nie słucha i robi to co chce. Rozmawiając z nią czuję się jakbym mówił do ściany. Poszedłem do swojego pokoju po plecak i następnie udałem się na lekcje. Jako pierwszą miałem historię, z której był sprawdzian. Kompletnie o nim zapomniałem i nic się nie uczyłem. To nic nie szkodzi bo w internecie jest wszystko czego będę potrzebował.
(Chole?)

Od Chole Cd Liama

Czułam się słabo, szczerze pragnełam umrzeć nie chciałam dłużej żyć ani tym bardziej dłużej cieprieć z moich zamyśleń wyrwał mnie głos lekarza:
- Jak się pani czuję? - spytał
- Dobrze. Jednak nadal mam zawroty głowy. - odpowiedziałam
- Od kiedy ma je pani ma?
-Nie wiem. Kilka raz przez nie zemdlałam.
- Zrobimy kilka dodatkowych badań.
- Nie, Nie nie zgadzam się. Chce wypisać się ze szpitala na własne życzenie.
- Ale w pani stanie to...
- Tak, tak wypisuje się.- powiedziałam wstając z łóżka.
Kiedy ubrałam się w swoje ciuchy i zabrałam z recepcji wypis udałam się do akademi. Gdy już do niej do tarłam i weszłam do środka, czułam na sobie wzrok co nie których uczniów.
Nie chciałam widzieć się z nikimi ani z Izzy a tym bardziej oglądać Liama.
Z moich zamyśleń wyrwał mnie znajomy głos gdy się obróciłam zobaczyłam Liama:
- Chole...- przerwałam mu gestem ręki i udałam się do siebie szybkim krokiem.
Gdy już dotarłam do pokoju odetchnełam z ulgą jednak  wiedziałam, że muszę jakoś go unikać przy najmniej przez pewien czas.
~~~~NASTĘPNEGO DNIA~~~~~~~
Obudziło mnie pukanie do drzwi to było bardzo uporczywe pukanie. Byłam zła bo chciałam trochę jescze po spać, ale podeszłam do drzwi i je otworzyłam to był Liam. Od razu chciałam zamknąć drzwi ale  chłopak zatrzymał je ręką i wszedł do środka, bez żadnego owiania zaczął:
- Co chciałaś tym osiągnąć? - powiedział
- Chciałam umrzeć - odparłam objętnym tonem
- Zwariowałaś?
- Jesteś z Kat tak? Więc nic Ci do tego czy ja umrę czy nie... Tym razem nie wyszło, dlatego też zamierzam to powtórzyć ale nikt już wtedy mi nie przeszkodzi.
- Co ty mówisz? Masz całe życie przed sobą... Chole nie możesz tak mówić.
Naszą rozmowe przerwał telefon Liama:
- Odbierz to pewnie Kat. Możesz wyjść nie trzymam Cię
Chłopak wyszedł a ja poszłam do łazienki...
(Liam?)

Od Farry CD Klary


-Nie mam pojęcia. - Odpowiedziałam dalej grzebiąc w walizce.
W końcu znalazłam mój niebiesi sweter od Gucci'ego na dnie walizki.
Do swetra dobrałam czarne rurki i czarne botki. Nie sądziłam, że tak kiedyś pomyślę ale chciałabym już być w Akademii. Następnym razem jadę na wycieczkę tylko w tedy jak będzie ciepło.
Właśnie przyszło śniadanie, które zamówiłam. Było lekkie i smaczne. Klara wyszła z pokoju kilka minut przede mną. Wychodząc zamknęłam pokój na klucz.
Wchodząc do autokaru zajęłam pierwsze wolne miejsce. Ruszyliśmy, nawet nie wiem dokąd i wisiało mi to.
-Słuchajcie. - Zaczął jeden z naiczycieli. -Teraz pojedziemy do galerii gdzie będziecie mieli w godziny dla siebie. - Dokończył.
Wszyscy wydali okrzyk radości. Też się ucieszyłam z tej informacji. Zakupy zawsze będą mnie cieszyć. Oby było tylko coś fajnego. Po niecałej godzinie dojechaliśmy do galerii. Wszyscy rozeszli się w swoje strony. Ja udałam się w szukaniu markowych sklepów. Znalazłam Versace, do którego wstąpiłam. Następnie poszłam do marketu kupić coś dobrego do jedzenia. Przy pułkach z napojami spotkałam Klare.
-Widzę, że zakupy już masz. - Spojrzała na moje reklamówki z Versace.
-Coś tam mam. - Poprawiłam sobie torebkę.
Wzrokiem przeglądałam wszystkie napoje. W końcu po chwili zastanowienia wybrałam wodę mineralną o smaku jabłkowym. Potem poszłam do kasy a Klara poszła za mną.
-Gdzie teraz idziesz? - Zapytała moja nieproszona towarzyszka.
-Nie wiem. Zobaczy się. - Wzruszyłam ramionami.
-Mogę iść z tobą?
To pytanie mnie nie zachwyciło ale i tak już nic mi bardziej humoru nie zepsuje więc jak chce to niech idzie.
-Jak chcesz to możesz. - Zapłaciłam kasjerce za moje zakupy.
(Klara?)

Od Elayzy

Odepchnęłam się dłonią od biurka, zaczynając kręcić na obrotowym krześle. Odchyliłam głowę w tył, wpatrując się w białe belki od łóżka, na którym zwykłam spać. Nudzi mi się... Obudziłam się jakieś dwie godziny temu, po czym ogarnęłam, jednak...dalej musiałam czekać jeszcze jakieś pół godziny do moich lekcji. Cicho westchnęłam, prostując się na siedzeniu i ruszając myszką od komputera. Zajęłam się wcześniej pisaniem, ale... Nie mam już pomysłu. Co ja się okłamuje, po prostu już nie chce mi się pisać. Nic mi się nie chcę. Zasłoniłam ręką oczy, znowu odchylając się do tyłu.
- Kompletnie nic... - szepnęłam do siebie. Posiedziałam tak chwilkę, w końcu znowu się prostując i patrząc na godzinę na kompie. Zostało jeszcze jakieś piętnaście minut. Chyba jednak to nie była taka chwilka... Zapisałam otwarty plik na pulpicie, wyłączając całe urządzenie, po czym wstałam z krzesła. Zrobiłam dwa pierwsze kroki, znajdując się na miękkim czarnym dywanie w białe grochy. Podeszłam do szafy naprzeciwko, schylając się po plecak z postacią yorka w okularach i z krawatem, do którego były przyczepione dwa wiszące jednorożce. Jeden był biały z szarym ogonkiem i złotymi uszkami, oczami i różkiem, natomiast drugi miał różowy ogon, również złoty róg, oczy i uszy, ale jego "sierść" była różowo-fioletowo-żółta. Nazwałam je Daiki i Judy, na cześć moich postaci z opowiadania, które mi przypominają. Zaśmiałam się, przypominając sobie, jak je dostałam od taty. Łapiąc plecak za rączkę, przeszłam obok do drzwi, przy których nałożyłam czarne trampki za kostkę z białymi czubkami, podeszwą i sznurówkami, gdzie po bokach od zewnętrznej strony stopy były jeszcze wizerunki kota z jakiejś kreskówki. Zabrałam jeszcze szarą bluzę z wieszaka nade mną, zakładając na siebie. Zasunęłam ją, uwalniając dłonie zza długich rękawów i poprawiłam kaptur. Szczerze mówiąc, to ta bluza należała do mojego taty, jednak on postanowił mi ją oddać, gdy raz po jej założeniu stwierdziłam, że jest strasznie wygodna. Zarzuciłam plecak na plecy, łapiąc za klamkę od drzwi. Już miałam ją wziąć w dół, jednak spojrzałam na lustro obok. Wyglądam dosyć znośnie...jak zwykle. Lekko się uśmiechnęłam, szarpiąc za klamkę. Znajdując się na korytarzu, odwróciłam się do drzwi, wyjmując ze środka kluczyk i zamykając je. Gdy znowu chciałam się obrócić, nagle w kogoś uderzyłam. Uderzenie z mojej strony było na tyle silne, że aż upadłam na ziemię.

Ktoś?

Od Klary c.d. Farry

 Farra włączyła jakiś film. Zaczęłam go oglądać, ale niezbyt mnie interesował, dlatego szybko zasnęłam. Obudziłam się dopiero rano. Było mi trochę zimno, dlatego owinęłam się mocniej kołdrą. Wyciągnęłam rękę i dotknęłam kaloryfera, chcąc sprawdzić, czy grzeje. Był ciepły. Chyba za mało, jak na warunki panujące na zewnątrz.
 Przez to, że wczoraj przemokłam, czułam się trochę przeziębiona. Nie miałam nawet siły, by wstać. Wiedziałam jednak, że muszę. Nie chciałam, by opiekunowie zbytnio się mną przejmowali. Nie lubiłam fałszywej troski.
 Popatrzyłam na Farrę, która jeszcze chyba spała. Nie chciałam jej obudzić, dlatego cicho wysunęłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic, który trochę mnie rozgrzał, po czym ubrałam się, a następnie wzięłam się za makijaż. Włosy związałam w warkocz.
 Gdy byłam już gotowa, wyszłam z łazienki. Farra również już wstała i szukała czegoś w swojej walizce.
 - Cześć - zawołałam do niej, biorąc do ręki mały czajnik, który był jednym z elementów wyposażenia pokoju hotelowego - na szczęście. Miałam przynajmniej jak zrobić sobie herbatę.
 - Cześć - odpowiedziała moja współlokatorka, nie podnosząc nawet wzroku. - Nie widziałaś może mojego niebieskiego swetra?
 - Nie - pokręciłam przecząco głową. - Wiesz, co jest zaplanowane na dzisiaj w ramach wycieczki?

 Farra?

Elayza Atrium

 Darmowy hosting zdjęć i obrazków
Imię: Elayza, jednak uważa, że to do niej nie pasuje, więc każdemu przedstawia się jako „Miki”. Oczywiście jej prawdziwe imię można skracać do El, Ela, Eli, a jej mama wyjątkowo mówi do niej Elay.
Nazwisko: Atrium
Pochodzenie: Londyn, Anglia
Wiek: 16 lat
Orientacja: Hetero
Głos: KLIK
Pokój: 39
Aparycja: 
Gdy ktoś zobaczy Elayze, pierwsze co rzuci się w oczy, jest jej niski wzrost. 150 cm to nie żarty, ostatnio Miki miała przez to kompleksy, jednak jakiś czas temu w końcu się podniosła i nie ma zamiaru znowu być w dołku. Utrzymując przy tym odpowiednią wagę, posiada jeszcze drobne dłonie i stopy, płaski brzuszek i średniej wielkości biust. Jej cera jest nieskazitelna, troszku bladawa i gładka, niczym pupcia niemowlęcia. Następną rzeczą ją wyróżniającą to długie, „grube” i jedwabne w dotyku włosy, ciągle związane w wysokiego kucyka w kolorze gorzkiej czekolady oraz w tej samej barwie skośne oczy. Dodatkowo pod nimi są naturalne takie „woreczki”, które na co dzień są u niej widoczne, a jeszcze bardziej wtedy, gdy szczerze się uśmiecha. Na co dzień ma na sobie luźne, za duże o rozmiar bądź dwa bluzki lub bluzy. Uwielbia je, są dla niej całym życiem i uważa za najwygodniejsze na świecie, zwłaszcza gdy chce zakryć swój tyłek. Nie lubi go pokazywać, mimo tego, że taki płaski nie jest. Najczęściej nasuwa na niego zwykłe czarne legginsy, rzadziej dżinsy, w których nie jest jej zbyt wygodnie. Na nogach lubi mieć sportowe buty, często są to jakieś niecodziennie wyglądające trampki. Skarpetki też zawsze ma na stopach i one są najróżniejsze. Czasem zwykłe czarne albo różowe z wizerunkiem flaminga, mogą być też z buźkami lub z pieskami i kotkami.
Charakter: 
El to wstydzioch, jakich mało. Zawsze trudno ją przekonać, by przeczytała coś, lub ogólnie powiedziała na forum klasy. Z reguły zawsze wtedy robi się czerwona, jej głos lekko drży i ogólnie czuję się jak zwierzątko w pułapce. Nigdy nie powie, o czym dokładnie myśli, jak także nie wyjawi w całości swojego zdania na dany temat, nie pokaże od tak swojego opowiadania lub nie ugotuje czegoś dla kogoś. Po prostu nie jest w stanie i również strasznie się wstydzi, głównie tego, że ktoś ją po prostu wyśmieje. Mimo tego stara się jak za dwóch i zawsze jest chętna do pomocy. Niezwykle pracowita, jak to ją określają. Dla starszych kobiet i zwierząt jest niezwykle miła i przy nich nie stresuje się tak bardzo, jak przy swoich rówieśnikach, a nawet i przy małych dzieciach. Może to dlatego, że starsi ludzie dużo w życiu widzieli i tak po prostu nie śmieją się z innych? Na pewno jednak nie zemdleje ze strachu. A skoro mowa o mdleniu… „Pająki”. Z czym kojarzy się dziewczynie to słowo? „Śmierć”, „Koszmar”, ta… Eli od dziesiątego roku życia wykazuję silną niechęć to pajęczaków, w szczególności właśnie do pająków. Sama twierdzi, że ma arachnofobię, jednak według mnie, to raczej coś silniejszego… Otóż, gdy tylko Ela zobaczy to stworzenie, zacznie się płacz, pisk, krzyk, a po dłuższym czasie patrzenia i przebywania w jego towarzystwie, może nawet zemdleć. Kiedyś tak jej się stało, gdy była sama w domu i to nie było przyjemne doświadczenie, przynajmniej z jej strony. Także no, ogólnie strasznie się ich boi. A mówiąc o lękach… Mężczyźni, zwłaszcza ci wyżsi i umięśnieni. Elay obawia się być w ich towarzystwie, mimo tego, że w szkole pełno jest takich. Tak czy siak, ciężko jest jej się przełamać, by do któregoś cokolwiek powiedzieć. Może to ze względu na to, że każdego ma za takiego zboczonego, myślącego tylko o jednym i ogólnie chcącym poderwać w życiu jak największą liczbę dziewczyn? Nadmiernie również się rumieni w ich towarzystwie, chociaż to może być spowodowane chęcią, by ktoś w końcu się nią zainteresował. Tak, to może być właśnie to. Jest bardzo wrażliwa. Byle głupia rzecz, przezwisko czy cokolwiek, powoduje, że zaraz można ją zobaczyć w łzach. Najbardziej wrażliwa jest na tematy o zwierzętach, ponieważ kocha je (nawet pająki w jakimś stopniu) i nie wyobrażałaby siebie, robiącej jakiemukolwiek krzywdę, nawet tym „okropnym” pajęczakom. Jednak pomijając te rzeczy, których się wstydzi, obawia czy boi, oraz wyczuloną wrażliwość, to Elayza jest ciągle uśmiechniętą dziewczyną. Stara się uśmiechać w każdej sytuacji, nawet takiej, w której nie ma ochoty. Trzyma się zdania: „Uśmiechaj się do świata, a świat uśmiechnie się do ciebie”. Zaczęła się go kurczliwie trzymać, gdy usłyszała je od jednej z pań pracujących w domu dziecka. Niby nic wielkiego, jedno głupie zdanie, jednak przez nie się uśmiechała, aż nie poznała swoich dotychczasowych opiekunów. Uwierzyła w moc tego motta i teraz codziennie ma uśmiech na twarzy. Szesnastolatka śmieje się praktycznie z każdej rzeczy, która przytrafiła i przytrafia się w jej życiu. Oprócz tego Miki w towarzystwie ważnych jej osób jest dosyć wygadana. Zawsze znajdzie nowy temat do rozmów, jak i do ekscytacji. Zobaczy nową książkę w księgarni, zacznie skakać ze szczęścia. Cyrk przyjechał do miasta, od razu będzie chciała tam pójść. Taka trochę infantylna, dziecinna, bo ciągle nawet śpi z pluszakiem lub macha nogami w przód i w tył, gdy siedzi. Bo co innego ma z nimi zrobić, skoro nie dosięga do ziemi? Jednak może stać się zaufaną przyjaciółką i jest bardzo wierna. Nigdy nie zdradziłaby czyjejś tajemnicy bez pozwolenia. Ogólnie nigdy też nie zdradziłaby swojego przyjaciela, nawet gdyby jej samej by to uratowało na przykład życie. Po prostu nie widzi w tym sensu. Uwielbia się przytulać. To rzecz, która została u niej zaszczepiona w dzieciństwie i nikt nie przekonałby jej, że ktoś z jej otoczenia nie lubi się przytulać. Po prostu to jest niemożliwe. A nawet, jeśli taka osoba by się zdarzyła, to według niej od razu zmieniłaby zdanie, ponieważ nie ma kogoś, kto nie pokochałby sposobu przytulania El. Najpierw delikatne objęcie w pasie, potem wtulenie się, zaciśnięcie rąk wokół osoby. Może i normalny sposób, jednak dziewczyna to robi z...miłością? Można to tak nazwać. Chociaż, czy podduszenie można nazwać „tuleniem z miłością”? U Eli w sumie tak, a przynajmniej ona tak twierdzi. Jest bardzo pamiętną dziewczyną. Nadal wie, jak wyglądało jej życie w sierocińcu, czy nauka języka angielskiego. Często jej szeroka pamięć przydaje się najczęściej w szkole. Nie musi się uczyć i tracić na to czas, bo z lekcji, na której była, wszystko pamięta. Czasem jest brana za kujona, którym tak naprawdę wcale nie jest. Ona nawet nie lubi się uczyć, tracić i marnować na to czas. Woli poświęcić to na spokojne odrobienie zadania domowe, czegoś napisania, czy poczytania.
Partner: Chciałaby kiedyś kogoś takiego.
Rodzina:
Ojciec Mark Atrium – mężczyzna, powoli zbliżający się do pięćdziesiątki. Zapalony kucharz, nieodmawiający ugotowania czegoś, na co jego żona lub córka mają ochotę. Po wypiciu alkoholu robi się bardziej agresywny oraz nie do zniesienia, jednak nie można go nie kochać. Czasem nadopiekuńczy, jednak zawsze chce dla Elay jak najlepiej, dlatego też zaproponował jej tę szkołę.
Matka Lucy Atrium – kobieta, która niedawno skończyła czterdzieści pięć lat. Dosyć mocno wpływowa kobieta w świecie biznesu, jednak nielubiąca się z tym chwalić. Dobra słuchaczka oraz mówczyni, przez co nie raz pomaga ludziom w trudnych dla nich sytuacjach. Często siedzi po nocach ze swoimi okularami w czarnych oprawkach oraz niedbałym koczkiem na głowie. Odkąd jej córeczka wyjechała, co tydzień regularnie do niej dzwoni, chcąc usłyszeć jej głos.
Jednak mimo wszystko Mark i Lucy nie są jej biologicznymi rodzicami, co widać nie pierwszy rzut oka, gdyż Ela posiada azjatyckie korzenie, a małżeństwo pochodzi z Wielkiej Brytanii. Została przez nich adoptowana już w wieku pięciu lat, co bardzo dokładnie pamięta, mniej już swoich prawdziwych rodziców.
Zajęcia: Pisarstwo i kulinarne
Zainteresowania: 
Od małego dziecka kochała książki. Jako pierwsza też w przedszkolu nauczyła się płynnie czytać, czym w sumie się nie chwali. Do dziś lubi to robić w czasie wolnym, najczęściej sięga po książki przygodowe, czy fantastyczne, które niesamowicie ją wciągają, naprawdę. Gdy już jakąś otworzy na stronie, na której ostatnio skończyła, jedyne rzeczy, które mogą ją od tego odciągnąć, to głód, pragnienie czy potrzeba pójścia do łazienki. Późna godzina, telefon czy inny, charakterystyczny dźwięk też zabierają jej uwagę, jednak wtedy jest trochę poddenerwowana. Jej pierwszym takim „nabytym” zainteresowaniem było gotowanie, którym zaraziła się od ojca. Niemal codziennie przesiadywała w kuchni, uważnie go obserwując, a po kilku latach sama spróbowała coś przyrządzić, czym były zwykłe naleśniki, które wyszły jej niesamowicie dobrze. Dalej było pisanie. Gdy tylko poszła do szkoły i dostała zadanie, by napisać jakieś opowiadanie, dostała szóstkę. Jak? Sama nie wiem. Szesnastolatka niechętnie zabrała się za to zadanie, więc czemu taka ocena? Podobno napisała je perfekcyjnie, trzymając wszystko w kupie i nie robiąc żadnych błędów. Zaraz po tym Elayza zaczęła nałogowo pisać jakieś historie, bo od tamtego czasu każde zdjęcie, piosenka czy opowieść, dawało jej nowy pomysł na własne opowiadanie. Do dziś posiada kilka plików na kompie z zaczętymi, ale niedokończonymi wątkami. Jej ostatnim takim poważniejszym zainteresowaniem był tenis stołowy. Miki nigdy nie lubiła sportu, jednak mimo wszystko robiła co w swojej mocy, by nie wypaść gorzej od reszty (szczerze, to i tak marnie jej to szło). Więc czemu zaintrygowało ją coś, gdzie trzeba się ciągle ruszać? Podstawowym powodem mógł być jej nauczyciel wychowania fizycznego, który potrafił ją w sumie zainteresować nawet najnudniejszym sportem, jaki był golf. Gdy tylko ten nauczył ją, jak powinno się trzymać paletkę oraz jak odbijać piłeczkę, zakochała się w tym sporcie i namówiła rodziców, by kupili jej własną paletkę. I w ten sposób dostała Pipi (czyli paletkę), z której cieszy się aż do dziś. Dodatkowo już sama dokupiła do niej dwie piłeczki.
Inne:
- robi przepyszne naleśniki, jednak nie takie zwyczajne, ponieważ często dodaje do ciasta różne rzeczy,
- uwielbia psy, jej ulubione są rasy shar pei, sama posiada jednego o brązowym futrze i imieniu Choco,
- uzależniona od czekolady i przysmaków z jej dodatkiem oraz od herbaty o smaku pierniczków (czyt. śliwki z cynamonem),
- nigdy jakoś specjalnie nie patrzyła na to, co je, ponieważ jest to jej niepotrzebne,
- nienawidzi zapachu, jak i smaku nikotyny, alkoholu, kawy oraz ryb,
- dużo osób w jej życiu mówiło, że jest słodka, jednak sama dziewczyna tak tego nie odbiera,
- gdy czuje, że jej dzień może być jednym z gorszych, zakłada dwie różne skarpetki na stopy, gdyż uważa, że to przynosi szczęście,
- skrywa fakt, że pociągają ją mężczyźni z kolczykami,
- ma obsesję na punkcie skarpetek i częściowo pluszaków, do dziś jej ulubieńcem jest pluszowa panda o imieniu Domino,
- w jakiś dziwny sposób jakoś nigdy nie rozstaje się z Pipi,
- nie przepada za gatunkiem romantycznym w książkach i filmach, chociaż filmów prawie nie ogląda,
- od dziecka kocha Power Rangers i Spider-Mana,
- dla osób, które w jakiś sposób są dla niej ważne, wymyśla ksywką, którą tylko ona może stosować,
- jest wrażliwa na łaskotki, dla niej samej przejechanie po skórze wywołuje cichy śmiech,
- ma również wrażliwe uszy,
- ma uczulenie na imbir, niegroźne, po którym tylko „drapie” ja gardło i ciężej jej się oddycha, jednak nienawidzi tej przyprawy.
Kontakt: Zlota123@onet.pl lub ZlotyPies (howrse)

Will Treaty

 https://pbs.twimg.com/media/CRVsfyLUAAEYR_A.jpg:large

Imię: Will
Nazwisko: Treaty
Pochodzenie: Norwegia, Bergen
Wiek: 19 lat
Orientacja: bi
Głos: KLIK
Pokój: 4
Aparycja:
Może zacznijmy od tego co w wyglądzie bruneta najbardziej przyciąga uwagę. Rozpoznanie go w tłumie mężczyzn nie jest trudne dzięki długim, sięgającym za ramiona włosom. Brunet zwykle zostawia je rozpuszczone, jednak czasem zdarza mu się zawiązać je w luźny kucyk. Gorzej jeśli chcesz wypatrzeć Will'a w otoczeniu dziewczyn. Włosy oraz szczupła budowa ciała sprawia, że patrząc na niego z tyłu można mieć wątpliwości co do jego płci. Chłopaka zawsze bawi sytuacja gdy ktoś obcy podchodząc do niego bierze go za dziewczynę.
Nastolatek jest wysoki, ma jakieś 1,85m wzrostu. Ma szczupłą sylwetkę pomimo wszelkich prób zdobycia mięśni i kratki na brzuchu. Po za tymi cechami brunet nie wyróżnia się za bardzo. Nie jest specjalnie opalony ale nikt nie nazwałby go też bladym. Ma śliczne, czarne oczy sprawiające wrażenie niezwykle głębokich.
Charakter:
Wieczne dziecko - tak właśnie większość osób opisuje William'a. Pozostali tylko przechodzą obok zastanawiając się czy chłopak jest taki na serio czy robi z siebie błazna na siłę.
Prawda jest taka, że nastolatek nie zmusza się do niczego. Nigdy nie kryje swojej prawdziwej osobowości ani emocji, uważa że jest to nie potrzebne. Jeśli ktoś ma go polubić to za to jaki jest naprawdę.
A niezłe z niego dziecko jak już wspomniałam.
William'a charakteryzuje ogromna ciekawość. Wszędzie go pełno, więc jeśli liczysz na chwilę samotności, wspomnij o sprzątaniu, a chłopak ulotni się w ułamku sekundy. Nigdy nie przepadał za porządkami. Nie oznacza to jednak, że zalicza się do leniów. Jeśli mu na czymś zależy, doprowadzi sprawę do końca, choćby miał nie spać kilka nocy. Gdy się wciągnie w jakieś zajęcie ciężko mu się oderwać. Will zapomina wtedy o podstawowych czynnościach takich jak jedzenie czy sen i dopóki ktoś o tym nie wspomni nie uświadomi sobie, że rzeczywiście jest głodny czy zmęczony.
Nastolatek niemal zawsze jest uśmiechnięty. Kocha się wygłupiać i żartować. Jest odważny jeśli brać pod uwagę sytuacje typu wystąpienie publiczne (nawet bez przygotowania). W innych okolicznościach miano odważnego w żaden sposób nie pasuje do Will'a. Chłopak boi się horrorów, po obejrzeniu czegoś strasznego koszmary męczą go przez kilka dni. Po za tym lęka się ognia i ciemnych, opuszczonych miejsc, a także... Manekinów. Nie żeby wybuchał panicznym krzykiem na ich widok ale zawsze ma nieodparte wrażenie, że pewnego razu któryś złapie go za rękę.
Kolejną cechą chłopaka, której nie da się nie zauważyć jest niecierpliwość. Czekanie to dla niego prawdziwa męka, chciałby aby wszystko było teraz, już, natychmiast. Swojej ogromnej energii często daje upust podróżując. Nie musi to być wycieczka do innego miasta, czy kraju. Chłopak jest w stanie zadowolić się nawet małym podgórkiem o ile znajdują się tam jakieś jaskinie, czy choćby nawet same drzewa i krzaki.
Partner: Aktualnie nie ma
Rodzina:
* Taisa Treaty - utonęła podczas podróży promem 10 lat temu.
* Bjarne Treaty -ojciec. Will ma z nim bardzo dobry kontakt.
* Slivko Treaty - młodszy brat (15 lat)
Zajęcia: aktorstwo, pisarstwo, gra na perkusji.
Zainteresowania:
 Biologia, zwierzęta, podróże, sport, muzyka (głównie rock), filmy i książki fantasy, gra na perkusji. Po za tym chłopak lubi rysować, szczególnie komiksy, w których bohaterowie do złudzenia przypominają osoby z jego otoczenia.
Inne:
* nie znosi smaku i zapachu kawy,
* przy podróżach dłuższych niż 3 godziny odzywa się jego choroba lokomocyjna,
* jest nieprzewidywalny,
* kocha żelki,
* ma tunel w prawym uchu,
* lubi gdy inni bawią się jego włosami.
Kontakt: anka0120


Od Leona CD Chole


Myślałem, że zaraz eksploduje. Byłem na nią tak wściekły. Jak ona śmie wchodzić do mojego pokoju bez pukania i tak się zachowywać? To że dodstała kosza nie daje jej prawa do naruszania mojej prywatności. Z resztą co ona sobie wyobrażała? To Liam jest moim przyjacielem a nie ona to wiadomo, że zawsze będę po jego stronie. I do tego wszystkiego jeszcze mi grozi, a niech się wypcha. Teraz jak już zna prawdę to będę miał przynajmniej spokój od tych jej zwierzeń i ciągłych pytań. Nareszcie ten melodramat się skończył.

~~~~~~~KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ~~~~~~

Liam wydał swoją pierwszą piosenkę razem z Taylor. Chole też poszła w stronę muzyki. Co do Chole to od naszej ostatniej rozmowy rozmawialiśmy tylko dwa razy. Postanowiliśmy oboje nie wchodzić sobie w drogę. Ja postanowiłem pójść w stronę aktorstwa i w mniejszym stopniu tańca. Udałem się na casting do filmu pt. "LOL". Starałem się o rolę Kyle'a. Konkurentów miałem dużo ale byłem pewien, że wygram. Inaczej po prostu być nie może.
-Teraz Leon Smith. - Usłyszałem swoje nazwisko i poszedłem do sali gdzie odbywały się przesłuchania.
Stanąłem na scenie i odegrałem fragmęt scenariusza, który karzdy kandydat musiał się nauczyć.
-Dziękujemy. Odezwiemy się do pana w ciągu tygodnia.
-Dziękuję. - Powiedziałem i wyszedłem.

~~~~~~~~~~2 DNI PÓŹNIEJ~~~~~~~~~~

W południe otrzymałem telefon, że dostałem rolę. Wiedziałem, że tak będzie. Poszedłem teraz do sali tańca trochę poćwiczyć. Włączyłem muzykę, do której zacząłem tańczyć.



Po skończeniu zauważyłem, że Chole tu jest.
-Czego chcesz? - Zapytałem.
-Chciałam Cię jeszcze raz przeprosić za to jak na Ciebie naskoczyłam. Byłam wtedy nie do końca sobą i chciałam Ci powiedzieć, że już nigdy nie będę Ci się naprzykrzać i Kira też już Ci nic nie zrobi, obiecała mi to. - Po tych słowach poszła.
O co jej znów chodziło. To brzmiało jak mowa pożegnalna. Może zamieżała odejść. Jeśli tak to byłbym chyba w siódmym niebie.
(Chole?)

Od Baekhyuna CD Huntera

 Nie wiem, co mnie opętało, abym za nim iść. Równie dobrze mógłbym teraz siedzieć w pokoju i nie przejmować się tym, co Hunter wyprawia. Ale nie, postanowiłem powlec się za nim, aby sprawdzić sytuację i skończyło się to źle dla nas obydwóch. Najpierw wywróciłem coś co znalazło się pod moimi nogami i zapewne narobiłem tam bajzlu, choć i tak mam wrażenie, że jakiś syf tam panował, a potem musiałem wspólnie z Claringtonem uciekać z budynku przed trójką osób, które nie znały mnie a ja ich, ale najwidoczniej Huntera już tak.
 Wystraszonymi oczyma rozglądałem się, mając jeszcze zakryte usta dłonią chłopaka, aby po chwili zostać odepchniętym i okrzyczanym. Nie dziwiłem się mu, sam pewnie bym się zdenerwował, ale kiedy już byłem w połowie drogi to nie mogłem po prostu zawrócić. I tak już się porządnie wtedy zgubiłem, więc bez pomocy Huntera czy kogoś z okolicy do akademii bym nie wrócił
 - Z własnej winy nie masz możliwości teraz powrotu do szkoły, ja też nie mogę - zaczął krążyć w miejscu, widocznie zdenerwowany, a ja chwyciłem siebie samego za ramiona, głównie z zamiarem ogrzania się.
 - Czemu? - spytałem, po raz kolejny gubiąc się w tej całej sytuacji.
 - Bo od razu nas znajdą debilu - wyrzucił jakby to było coś oczywistego a z mojej strony wydostało się tylko ciche "Oh".
 - To... to w takim układzie gdzie pójdziesz? - rozejrzałem się wokół siebie, aby w razie czego jakieś zagrożenie zauważyć.
 - Do hotelu - stwierdził, przeglądając plecak w celu sprawdzenia czy wszystko się w nim wciąż znajduję - A ty idziesz ze mną, bo samego na ulicy ciebie nie zostawię - skwitował, rozpoczynając kierować się w stronę wcześniej wspomnianego budynku.
 Poszedłem za brunetem jak posłuszne zwierzę, co jakiś czas ścierając z oczu cieknące krople deszczu, aby po chwili po raz kolejnym brutalnie zostać pociągniętym w kierunku pobliskiej alejki, gdzie chłopak zarzucił mi na głowę kaptur od głowy
 - Nie było innego koloru do wyboru, tylko czerwony? - westchnął cicho, widząc jak ta sama grupa ludzi nas minęła.
 - Chciałem coś zmienić w sobie, okej? - odparłem, ściągając nieznacznie sznurki od bluzy, aby kaptur się nie zsunął.
 Większość drogi minęła nam w ciszy, jedyne słowa jakie były wymieniane to głównie moje narzekanie na to, że jest mi zimno i informacje Huntera, że zaraz będziemy w hotelu, i że wtedy przestanę marudzić. Z czym zapewne miał rację, ale nie powstrzymało mnie to przed zatruwaniem co jakiś czas jego myśli w kółko tymi samymi słowami
 - Jesteśmy na miejscu. Teraz poczekaj moment aż pokój jakiś załatwię i w końcu księżniczce będzie ciepło - parsknął, idąc w kierunku recepcji.
 - Przepraszam bardzo? Księżniczce? Jestem chłopakiem - rzuciłem, naburmuszony siadając na kanapie.
 W trakcie oczekiwania na bruneta próbowałem rozgryźć wszystko co się wydarzyło. Jedyne czego się domyśliłem, to to, że zapewne Josh był też w to wszystko wmieszany. Ale co więcej? Nie mam pojęcia. Teraz za to miałem ochotę na wejście do ciepłej wanny lud pod prysznic. Głównym problemem za to był fakt, że nie miałem przy sobie nic. Telefonu, ubrań czy szczoteczki do zębów i jakichkolwiek, najbardziej zbędnych, kosmetyków. Bez tej ostatniej rzeczy dam radę, ale reszta jest dość potrzebna. Przemyślenia jednak przerwałem, kiedy ciemnowłosy zawołał mnie, aby wtedy skierować się do odpowiedniego pokoju
 - Hunter.
 - Co?
 - W czym ja mam niby chodzić przez te najbliższe dni? I tak już wyglądam jak jedno wielkie nieszczęście - powróciłem do swojego marudzenia, w odpowiedzi zyskując niezadowolone jęknięcie z jego strony.
 - Coś się wykombinuje. Mamy teraz większe problemy niż twoja uroda, Baek - stwierdził, otwierając drzwi od pokoju.
 Po tym jak Hunter znalazł się w środku, zrobiłem to samo i zamknąłem przy okazji za sobą drzwi, widząc na szczęście dwa, pojedyncze łóżka, które i tak były sporej wielkości. Zajęty jednak byłem kierowaniem się do łazienki, gdzie od razu uchyliłem od niej drzwi, obejmując wzrokiem wnętrze. Zatrzymując wzrok na skromnej, ale jednak, wannie z kabiną, uśmiechnąłem się szerzej i pozwoliłem sobie na natychmiastowe wejście do środka, zamknięcie drzwi i puszczenie do środka wody
 - A ty co robisz? - usłyszałem zza drzwi Huntera.
 - Usuwam swój problem z chłodem - odparłem, obserwując jak wanna powoli wypełnia się ciepłą wodą i zignorowałem dalsze słowa młodszego.
 Jak się okazała, najcieplejsza to ta woda nie była, ale wystarczyło, abym czerpał z tej kąpieli jakąś przyjemność.

Hunter?

4.29.2017

Od Huntera CD Baekhyuna

Spojrzałem na chłopaka, przybity bardziej niż wcześniej. Jaki sens miała ta rozmowa? Co za różnica kto, komu wybacza, skoro niczyje przeprosiny nie wskrzeszą Josha. Im dłużej wpatrywałem się w pełną współczucia twarz Azjaty, tym głębszą odczuwałem pustkę.

Jak człowiek ma poradzić sobie z utratą najbliższej osoby? Kiedy nie masz niczego poza nią... Czy da się zwalczyć ból po jej stracie? Jesteśmy w stanie powiedzieć "jest dobrze" i ruszyć naprzód?
Wraz z nią, umiera część nas - kłamstwo. Umieramy cali, nasza dusza odchodzi razem z ciałem ukochanej osoby, by już nigdy nie wrócić na swoje miejsce. Zastępuje ją tajemniczy twór, zjawa, otaczająca nas osłoną nadziei i miłości, którą i tak zniszczy pierwsza burza.
Czas leczy rany - kolejne kłamstwo. Coś takiego jak czas, nie istnieje. To ludzki wymysł, który pomaga nam sprawdzić jak blisko śmierci jesteśmy, pomaga nam przygotować się na najgorszy dzień życia i chociaż wiemy, że nadchodzi, jesteśmy wobec niego obojętni. Czas, to nieprzejednana przestrzeń, która pcha nas wciąż na przód, nie goi ran, a jedynie sprawia, że o nich zapominamy. Jest jak plaster ~ to co pod nim, staje się niewidoczne. 
Jak więc stłumić te rany, które nie zniknął? Czy drugi raz możemy kochać tak samo? Może miłość jest tym plastrem, którego szukamy. Jeśli tak... To ta pierwsza, była tą jedyną, bo w końcu nic jej nie uleczy, jedynie zakryje.
Ludzie mówią "pierz to" bo nie rozumieją, bo mają dość.
A Ty?
Ty błądzisz gdzieś między snem, a jawą, tęsknotą, a depresją, miłością, a obsesją. Pewien jak nigdy, że już nie będzie tak samo.

Image result for grant gustin cry gif- To moja wina... - pociągnąłem nosem, czując jak piekąca łza okala mój policzek, spływając, aż do brody. - To ja namówiłem go, by poszedł Cię wtedy przeprosić, a nawet jeśli nie o to chodzi, to również ja powinienem być tym, który zatrzymałby tę całą zabawę nim doprowadziła ona do tragedii. - spuściłem wzrok, nie mając odwagi spojrzeć na rozmówcę - Przepraszam - wycedziłem, przez zaciśnięte zęby. Baek nic nie powiedział, ułożył dłoń na moim ramieniu, jakby czekając aż sam skończę swój monolog. Ściągnąłem brwi rzucając mu pełne żalu spojrzenie - Nie chciałem, żeby tak to się skończyło. Nie chciałem, żeby ktoś ucierpiał. Nie chciałem.. Ja... - mój głos zaniósł się niepohamowanym szlochem, więc zamilkłem by nie wybuchnąć przy nim płaczem. Siedzieliśmy w kompletnym milczeniu, pogrążeni we własnych myślach, zbyt przerażeni by wyrazić je na głos.
Ta historia jeszcze się nie skończyła.
- Jestem pewien, że to nie był wypadek - szepnąłem przykładając kciuk do górnej wargi. Zbity z tropu skośnooki spojrzał na mnie, oczekując wyjaśnień - Josh... Był zamieszany w lewe interesy, to było wiele lat temu, ale narobił niezłego bałaganu... Myślisz... Myślisz, że to możliwe, że przypuścili oni na niego atak? - moje wargi drgnęły przy ostatnim słowie. Powstrzymałem się od dalszych wyjaśnień, niepewny w jak wiele sekretów dziewiętnastolatka mogę wtajemniczyć Baekhyuna, który wyglądał teraz na przerażonego.
Wielkie źrenice wpatrywały się we mnie wzrokiem tak oczywistym, że udzieliły mi odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Nie mogłem prosić go o pomoc, zgodziłby się z poczucia winy, a jego strach jedynie by wszystko zepsuł.  Na twarzy chłopaka żal i współczucie mieszało się z obawą, że wpakuję go w ogromne niebezpieczeństwo, które zrani jego, lub jego bliskich.
Przełknąłem nerwowo ślinę, obserwując jak jabłko Adama chłopaka unosi się i opada w podobnym geście.
- Ja... - wyrzuty sumienia ogarnęły moje ciało tak nagle, że zrobiło mi się niedobrze - Zapomnij o tym - chwyciłem chłodny nadgarstek by wyciągnąć go wraz z resztą chudego ciała z pokoju. Mrok, który nas ogarnął na korytarzu uniemożliwił mi widok. Na ślepo doszukałem się jego ramion, na których zacisnąłem kościste palce - Ja wiem kto to był - powtórzyłem, w amoku - Ale Ty nie możesz wiedzieć. Więc nieważne jak bardzo możesz tego chcieć - wypuściłem powietrze z płuc, otaczająca nas mgła tajemnicy była tak gęsta, że dałoby się ją przeciąć nożem - Nie mieszaj się w to - wysyczałem tak cicho, jakbym zdradzał mu właśnie największy sekret, po czym zwyczajnie zawróciłem do swojego pokoju, zatrzaskując chłopakowi drzwi przed nosem.

Przykleiłem plecy do białego drewna, łapiąc gwałtowne hausty powietrza.
 Dopiero teraz mogłem na spokojnie przetworzyć informację, że wiem, kto był zabójcą Josha. Wiem, kto się do tego przyczynił. Wiem, że przyjdzie kolej i na mnie. 
Przycisnąłem czubki palców do grzbietu nosa.
- Wariujesz Hunter, kompletnie ocipiałeś. - mentalnie zdzieliłem siebie po twarzy. W głowie moje myśli wirowały dookoła wszystkiego rozsypując dookoła porządek, jaki budowałem wokół siebie od dnia pogrzebu Josha. - No i gdzie jesteś jak Cię potrzebuję - osunąłem się na ziemię, przytłoczony bezradnością jaka padła na moje ramiona. Erich i jego jak widać nigdy nie dawali za wygraną i nie poprzestaną na tej jakże połowicznej zemście na mnie i na Joshu. Odkleiłem plecy od zimnej farby, podsuwając sobie kolana pod brodę.
Muszę powstrzymać tą falę agresji, jeśli nie chcę by zachowanie ów gangu motocyklowego doprowadziło do jeszcze większej tragedii, niż ta szerząca się w Kalifornii cicha wojna między "orłami", a "wilkami" każdy przeciwnik wybijał powoli siebie nawzajem.
Więc czy ja chciałem być tym, który to zakończy? Uwieńczając to co przez tak wiele lat próbował osiągnąć chłopak mogłem zdobyć wszystko na czym nam zależało, lub też siebie i wiele niewinnych istnień pociągnąć do bolesnej odpowiedzialności, tej, która niczym śmierć wędrowała po świecie, zbierając ofiary. Zacisnąłem ręce wokół kostek czując tą cholerną niemożność. Każdy najmniejszy ruch pchający mnie w stronę Ericha był jak jeden paragraf w umowie z cierpieniem.
Cierpieniem, które pociągnie mnie prosto do zemsty, nieuniknionego końca wszystkiego i zbrodni tak tragicznej w skutkach, że do końca życia będę z nimi walczył.
Bo niby w imię miłości...
Dźwignąłem się, a podłoga zaskrzypiała pod moim ciężarem. Odrętwiałe ciało  z ogromnym trudem przyjęło nagły ruch, zgrzytając i kurcząc mięśnie w niemiłosiernym bólu. Podszedłem do biurka, na którym stał mój szkolny plecak, wywalając z niej całą zawartość, książki, zeszyty, masa śmieci z hukiem uderzyły o ziemię, rozpływając się po całej podłodze. Rzuciłem im ostatnie spojrzenie i odsunąłem jedną z szafek.
To śmieszne, kiedy jesteś żyjącym w ciągłym strachu człowiekiem robisz wszystko by sobie i swoim bliskim załatwić ochronę, wprowadzasz trochę normy w ich życie by na końcu.
... No tak, na końcu chuj wszystko strzela.
Odkleiłem przyczepiony taśmą do góry półki scyzoryk wrzucając go do plecaka, wraz z grubą bluzą i naszytym na nią symbolem.
Nierówne przejścia igłą i nicią sugerowały, że symbol był szyty ręcznie, na szybko i amatorsko. Uśmiechnąłem się na widok małej dziurki na ramieniu, niesamowite, że wiążą się z tym szczegółem jakiekolwiek wspomnienia, wepchnąłem telefon do kieszeni, a czarny przedmiot zarzuciłem na plecy i nabierając do płuc ostatnie podmuchy spokojnego powietrza, opuściłem pokój. Przemierzając korytarz przemieszczałem się w kompletnej ciszy, oddany tylko własnym myślom podążałem po kolorowych dywanach, nie oczekując spotkania żadnej znajomej sylwetki gdy zbyt pogrążony w planowaniu zderzyłem się z czymś znacznie większym niż stojące obok ścian doniczki. Z przerażeniem uniosłem wzrok ku górze oczekując spotkania z nauczycielem, który z impetem wywali mnie raz na zawsze z murów tej szkoły.
No dobra, przesadzam.
Wkopie mnie do pokoju.
Jednak przeciw wszystkim przypuszczeniom i wszystkim przeciwnościom losu, przede mną stał nie kto inny, a sam Baekhyun. Wydałem ze swojego gardła głuchy pomruk, patrząc ze złością na wyższego.
- Co Ty tu robisz? - mruknąłem, Azjata zmierzył mnie czujnym spojrzeniem.
- A Ty? - sprytna zagrywka. Na końcu języka miałem wyjaśnienie swojej ucieczki, ugryzłem się jednak w niego w ostatniej chwili i rzucając chłopakowi poirytowane spojrzenie minąłem na korytarzu, który zrobił się jakby węższy. Dusząca bliskość drugiej osoby ponownie mnie przytłoczyła, czułem się jak osamotniony w walce, każda rozmowa stanowiła ryzyko. Ostatni raz obejrzałem się za siebie, jednak wysoka sylwetka dawno zatonęła w ciemnej, nocnej otchłani.
Nie mieszaj się w to Baekhyun, to nie Twoja sprawa.
Opuściłem szkołę bez żadnych innych przeszkód tracąc pojmowany sens własnych przekonań.
Image result for rain gifDlaczego to robię? Czy to nadal potrzeba zemsty? Czy teraz poszukiwanie wrażeń? Przekonanie o własnej odwadze? Co chciałem tym udowodnić? Że umiem pomścić śmierć ukochanej osoby?
Chciałem zakończyć to co rozpętał Erich? Jak? Chciałem go zabić?
Uniosłem brodę nieco wyżej pozwalając kroplom szalejącego deszczu spaść na moją twarz, zostawiały one mokre ślady na rozpalonej twarzy.
- Idę z Tobą na wojnę Erich. Jeden z nas z niej nie wróci. - odgarnąłem do tyłu mokrą grzywkę i rzucając bramie przede mną mordercze spojrzenie, ruszyłem, gotów przemierzyć jej wrota.

~*~

Jaki był plan?
Plan był taki, że go nie było. Erich był "szychą" w tym jego posranym świecie, więc samo znalezienie go, będzie mnie wiele kosztowało. Pierwszym miejscem w jakie zamierzałem się udać była opuszczona przychodnia. Ja i Josh, często spotykaliśmy się tam z grupą, chociaż kiedy orły wypowiedziały im wojnę... Wątpiłem by ktokolwiek zaczął tam jeszcze chodzić.
Jak za starych, dobrych czasów wyciągnąłem z kieszeni mapę miasta, zatrzymując się pod dachem pierwszego, napotkanego sklepu. Wszystko było pozamykane, więc za jedyne źródło światła służyła mi latarka, przesuwałem po przytrzymywanej przez mój łokieć mapie, palcem, próbując zapamiętać krętą drogę na miejsce.
Niesamowite, że tak szybko o wszystkim zapomniałem.
Dojście na miejsce zajęło mi blisko dwadzieścia minut i ku mojemu zaskoczeniu w kilku pokojach nadal paliło się światło. Więc jeszcze nie odeszli? Siedzieli tutaj przez dwa lata, czy może przejęli już po nich to miejsce.
Wątpię, co jak co, ale ta przychodnia miała znaczenie, wiele się w niej wydarzyło.
Wiele złego.
Zaintrygowany, na palcach podszedłem bliżej, bacznie przyglądając się poruszającym cieniom postaci, które krzątały się między podświetlonymi oknami. 
Zakurzone drzwi, nic się nie zmieniły, jakbym jeszcze wczoraj zamykał je po raz ostatni. Nieprzyjemne w dotyku zaskrzypiały głośno, dając obecnym znak, że ktoś naruszył ich teren. Musieli być jednak wyjątkowo zaćpani, bo licząc sekundy oczekiwałem, aż wyskoczą ze swojej kryjówki gotowi dokonać najgorszego, nic jednak nie nadeszło. Zyskując nieco pewności siebie, postawiłem do przodu pierwsze kroki.
Im wyżej się wspinałem, tym głośniej słyszałem znajome głosy.
Nie było wśród nich Ericha. 
Lucy, Amanda, Damian... W głowie rozpoznawałem mowę byłych przyjaciół zbliżając się do pokoju, przez którego ściany dobywały się dźwięki. 
Sala 61
To zabawne, ale właśnie w niej poznałem Josha... Więc, to nie przypadek, że w niej byli.
- Ten skurwysyn ma to na co zasłużył. Wydał nas i... - niestety nic więcej nie dane mi było usłyszeć, bo głośny huk przewracanych rzeczy przemknął przez korytarz ogarniając nim wszystkie sale.
Kurwa.
Odwróciłem się za siebie, uprzedzając przekleństwa i zryw moich towarzyszy by ujrzeć burzę czerwonych włosów.
Kurwa, kurwa, kurwa, co on tu robił?!
- Cholera jasna Baek, uciekaj! - zdążyłem krzyknąć nim drzwi od sali się otworzyły, a z ust całej trójki padło zszokowane "Hunter". Puściłem się sprintem przed siebie, w pełnym biegu łapiąc łokieć Baekhyuna, który ledwo utrzymał równowagę, również się rozpędzając. Wypuściłem go z zapewne bolesnego uścisku dopiero po schodach, gdy goniący nas zwolnili tempo.
Adrenalina w moim ciele buzowała, przez co zrobiło mi się blado przed oczami, a odruch wymiotny był trudny do powstrzymania. Stukot butów trójki oprawców odbijał się echem w mojej głowie, nie pozwalając racjonalnie myśleć. Od wyjścia dzieliła nas ostatnia prosta, a oddech był coraz trudniejszy do złapania. Obaj wybiegliśmy z pomieszczenia, skręcając w lewą stronę za budynkiem. Chwyciłem chłopaka mocno za ubrania, jedną ręką do siebie przyciągając, drugą zakrywając mu usta, gwałtowne hausty przez nos dmuchały mi w dłoń, łaskocząc ją.
- Uspokój się - szepnąłem we włosy chłopaka, napinając wszystkie mięśnie. Rozejrzałem się dookoła nasłuchując choćby szmeru.
Nic.
Pobiegli w drugą stronę.
Gwałtownie odepchnąłem od siebie starszego Azjatę.
- Ty pojebany idioto!

Baekhyun?

Od Michaela Cd Nathalia

Gdy dojechaliśmy do kawiarni mojej cioci,skierowaliśmy się do środka, od razu, gdy tylko wyłączyłem silnik. Niemalże widziałem jak mózg dziewczyny szaleje, widząc już w oknie przeróżne słodkości. Otwarłem drzwi wpuszczając dziewczynę. Usłyszałem charakterystyczny dźwięk dzwoneczków, oznajmiających przybycie gości. Od razu po wejściu można czuć zapach świeżych bułeczek z cynamonem i pierniczków. W powietrzu unosił się również aromat zielonej herbaty.
- Zastanów się co chciałabyś zjeść i czego się napić, ja pójdę po ciocię - powiedziałem z uśmiechem dotykając jej ramienia i odszedłem.
Spytałem kobiety za ladą, gdzie znajdę Alice Hutson i następnie skierowałem się na górę do jej biura. Wszedłem po wysokich, drewnianych stopniach,mijając zawieszone na ścianach obrazy rysowane przez wuja i certyfikaty zdobyte przez ciocię.  Przeszedłem kilka kroków i zapukałem do biura cioci. Gdy usłyszałem ciche "Proszę", otwarłem drzwi i wszedłem do środka.
- Hej ciociu - powiedziałem z uśmiechem.
- Michael! - powiedziała radosna podnosząc głowę znad papierów. Uśmiechnęła się serdecznie i podeszła, żeby mnie uściskać. - Mój Mike... Może jak ty urosłeś - dodała patrząc na mnie od góry do dołu. - Nie widzieliśmy się tylko pół roku.
- Tylko? - zaśmiałem się i przyjrzałem się jej uważnie. Ciocia Alice jest kobietą mierzącą jakieś sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu. Ma brązowe włosy z czerwonym ombre. Jest bardzo młoda,ma 30 lat.
- Dla mnie to prawie nic. Chodź na dół - powiedziała dotykając moich pleców i wypychając z pomieszczenia. - Musze zająć się tobą i twoją przyjaciółką.
Zeszliśmy po schodach i skierowaliśmy się do kawiarni. Zobaczyłem Nathalie stojąca przy ladzie i patrząca z wielkimi oczami za różnego rodzaju słodkości. Ciocia weszła za ladę i podeszła do niej, ja natomiast oparłem się o blat.
- Co mogę ci podać kochana? - spytała ciocia, a Nathalia spojrzała na nią lekko wystraszona.
- Ja... - powiedziała, ale nie dokończyła, bo znalazłem się obok niej.
- TO moja ciocia - powiedziałem. - Ciociu to jest Nathalia, Nathalia to jest moja ciocia.
- Mów do mnie Alice - powiedziała. Podały sobie ręce. - To co chciałabyś zjeść?
- Nie wiem. Tutaj jest tyle pysznych rzeczy...
- A ty Mike? - zwróciła się do mnie
- Jak to co? - spytałem. - Dobrze wiesz.
- Och jak zwykle to samo! Wziąłbyś raz coś innego! - powiedziała śmiejąc się do mnie. - Myślisz, ze tylko to dobrze mi wychodzi!
- To nie prawda! - zaprzeczyłem. - Po prostu to lubię.
- Dobra już, zrobię ci to - powiedziała z uśmiechem. - A ty kochanieńka masz tutaj menu. Wybierz coś sobie. Zaraz do was podejdę. Michael chcesz coś do picia?
- Lemoniadę z truskawek, ogórka i limonki.
- Dobra - powiedziała,posłała nam uśmiech i z niknęła w kuchni.
Zaprowadziłem moja towarzyszkę do jednego ze stolików, znajdujących się w rogu pomieszczenia.  Usiadłem na krześle a dziewczyna natomiast na białej pufie. Otwarła menu i zaczęła je studiować.
- Tak właściwie to co zamówiłeś? - spytała zerkając na mnie.
- Tartaletki. Jedna z nadzieniem cytrynowym, druga z truskawkowym. - uśmiechnąłem się do niej. - A dlaczego pytasz?
- A tak jakoś.... Słuchaj... dlaczego twoja ciocia mówi do mnie 'kochana", "kochanieńka"?
- Wiesz to... delikatny temat. Powiem ci tylko tyle, ze ciocia nie ma dzieci.
- Och... przepraszam jeśli...
- Nic nie szkodzi.
Aż łezka się w oku zakręciła na wspomnienie Davida i Rose. Bardzo ich kochałem.... Wytarłem szybko łzę spływająca po policzku. Spojrzałem na dziewczynę i widząc jej zatroskany wyraz twarzy uśmiechnąłem się blado. Nie miałem zamiaru pokazywać słabości.Po chwili podeszła moja ciocia z lemoniadą. Położyła ja na stole.
- Wybrałaś już coś? - spytała z promiennym uśmiechem. Ja natomiast odwróciłem wzrok i udawałem, że wiążę dobie but, żeby nie patrzeć cioci w oczy, bo wiedziałem, że jeśli zobaczy łzy, sama zacznie płakać, wiedząc co jest ich powodem.



Nathalia?
Wybacz, ze tak długo. W następnym opowiadaniu wyjaśnię o co chodzi. Tylko niech jeszcze nie wracają do akademii! XD

Od Katfrin CD Nathaniel'a

Spojrzałam na chłopaka wściekła. Nie lubiłam jak ktoś robi mi zdjęcia, a co dopiero bez mojej zgody! Nosz kurwa... jak tak można?!
- Usuń je - uparłam się i poprawiłam fryzurę drżącymi dłońmi, które już chciały przywalić temu chłopakowi. Nie dość, że wybudził mnie z mojej jedynego snu na ostatni tydzień to do tego robi mi zdjęcia. Co z tym gościem jest nie tak?
- Nie - powiedział, wzruszył ramionami i przyglądał się dalej zrobionemu zdjęciu.
- Skurwysyn - rzekłam jedynie, nie zamierzałam odpuszczać ale teraz byłam jeszcze śpiąca... i wolałam iść spać niż zajmować się tym... tym łachmytą. Zamknęłam oczy i wtuliłam się bardziej w poduszki, które dawały mi miłe ciepło, słyszałam jak ptaki wesoło ćwierkają i jak ten debil robi mi kolejne zdjęcie. No kurwa nie wytrzymam! Otworzyłam oczy, wstałam i ruszyłam w kierunku chłopaka. Walnęłam go z barka tak, że prawie wypadł mu aparat jednak miał go przewieszonego przez szyje więc nie spadł, jaka szkoda... Weszłam do budynku i od razu ruszyłam w stronę swojego pokoju by tam móc normalnie iść spać. Bez pierdolonych ptaków, bez wiatru, z większą ilością poduszek, z kołdrą, bez tego chłopaka. Rozmyślałam jak to byłby fantastycznie zapadać w hibernacje gdy nagle wpadła na mnie jakaś dziewczyna i rozlała na mnie wodę. Pstryk. Zdjęcie. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam chłopaka, nie tego z tarasu. Czarnowłosy chłopak z niebieskimi jak niebo oczami uśmiechał się do nas, a ja miałam ochotę zabić kolejnego.
- Co wy macie z tymi zdjęciami?! - zapytałam zła, a ten zmarszczył czoło zdziwiony i zdezorientowany.
- O co Ci chodzi? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- O nic. Nie ważne po prostu mam dość dzisiejszego dnia - odrzekłam i serio była to prawda... nie kłamałam... aż dziwne.

~~~~ ** ~~~~

- Katfrin, wstawaj - usłyszałam głos brata.
- Nie ma takiej opcji i wypierdalaj z mojego pokoju i to zaraz - rzekłam i nałożyłam poduszkę na swoją głowę.
- Wstań - powiedział.
- Nosz kurwa... jeszcze tutaj jesteś? Wypierdalaj kutasku w podskokach mam widzieć - przerwałam by ziewnąć - jak wychodzisz stąd w podskokach. 
- Katfrin przyszli po ciebie, kolejne badanie - powiedział mój brat spokojnie nie reagując na moje wyzwiska i wcześniejsze słowa.
- Ich też możesz wypierdolić - rzekłam, usłyszałam jak wzdycha.
- Wstań proszę Cię - powiedział, a teraz ja westchnęłam i odsunęłam od siebie poduszkę. No dobra... te durne badania trzeba zrobić prawda?
- Dobra macie mnie - rzekłam i wstałam z łóżka przeciągając się.


Nathaniel? Wybacz, że tak długo... na prawdę przepraszam 

Odchodzą:

Rosaline Beauclerk


Beatrice Evans
 http://24.media.tumblr.com/622a1667e46cf60a5d40d9dad9d624f0/tumblr_mwknfbqwtU1r72vcco1_500.jpg





Astaroth Reyes


beautiful, black, eye, eyes, girl 



4.27.2017

Od Liama CD Chole

Po lekcjach pojechałem prosto do studia nagraniowego w celu nagrywania piosenek na album. Byłem w środku nagrywania piosenki gdy poczułem wibrowanie telefonu, który miałem w kieszeni. Gestem pokazałem, że przerywamy. Wyjąłem telefon z kieszeni i zanim odebrałem sprawdziłem kto dzwoni. Była to Chole.
-Chole nie mam  czasu. Wybacz. - Powiedziałem zaraz po odebraniu bez żadnego wstępu.
-Przepraszam. Przepraszam już więcej nie będę przeszkadzać. - Jej głos brzmiał jakoś dziwnie, tak niecodziennie.
-Chole? O czym ty mówisz? - Nie za bardzo rozumiałem o co jej chodzi.
-Ja, już więcej nie będę nikomu przeszkadzać. Ja więcej nie wytrzymam, nie potrafię...
-Chole? Co ty gadasz? Gdzie jesteś?
-Nie martw się. - Po tych słowach rozłączyła się.
Rozmyślałem o tej nietuzinkowej rozmowie. Co ona miała na myśli mówiąc, że już nikomu nie będzie przeszkadzać? Może chce się wypisać z Akademii? To by było nakbardziej odpowiednie rozwiązanie do tego co powiedziała. Wsunąłem telefon do kieszeni i zacząłem ponownie nagrywać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Po kilku godzinach nadal byłem w studio. Telefon znów zaczął mi wibrować. Tym razem był to Leon.
-Co jest? - Odebrałem.
-Stało się coś o czym powinieneś wiedzieć. - Zaczął.
-Co takiego?
-Przyjechał dziś psycholog Chole bo nie przyszła na umówioną wizytę i znalazł ją zakrwawioną w łazience. Jest teraz w szpitalu. - To co mówił wypowiadał bez żadnych uczuć.
Chwilę zajęło mi przetrawienie tego co właśnie usłyszałem.
-Co się jej stało? - Spytałem spokojnym głosem.
-Rozbiła dłonią lustro i straciła krew po czym zemdlała. - Wyjaśnił.
-Ona to zrobiła specjalnie.
-Co masz na myśli? - Zainteresował się.
-Dzwoniła do mnie i powiedziała, że już nie będzie nikomu przeszkadzać, i że już nie wytrzyma. Myślałem, że chce się wypisać z Akademii ale się pomyliłem. Ona chciała się zabić. - Powiedziałem mu na głos to co miałem w głowie.
-No to grubo. Ale co ona chciała tym osiągnąć?
-Nie wiem ale ja nie ponoszę za to odpowiedzialności. Tego jestem pewien. - Przeczesałem włosy dłonią. -Muszę kończyć. Pogadamy jak wrócę do Akademii. - Rozłączyłem się.
Ja już naprawdę jej nie rozumiałem. Raz mówi, że jest dobrze a kilka dni po tym chce się zabić. Teraz to napewno będzie pod kontrolą psychologa do końca życia. Było mi jej żal, że tak sobie spieprzyła życie.
Wziąłem swoje rzeczy i wróciłem do Akademii. Na miejscu spotkałem Kat, której się tu nie spodziewałem ale ucieszyłem się na jej widok.
-Hej. - Pocałowałem ją. -Skąd się tu wzięłaś?
-Pomyślałam, że Cię odwiedzę. - Uśmiechnęła się.
-Chodźmy do mojego pokoju. - Powiedziałem.
Poszliśmy do pokoju a ja od razu wziąłem prysznic. Po nim od razu czułem się lepiej. Przy Kat czułem się tak jakby ona była całym światem. Przy niej nic dla mnie nie istniało.
(Chole?)

Od Chole Cd Liama

Czułam się rozbita mimo wszystko musiałam się skupić na lekcjach. Na moje szczeście zleciało mi bardzo szybko, nie chciałam nigdzie wychodzi ani tym bardziej z kim kolwiek rozmawiać z moich zamyśleń wyrwał mnie czyjś głos to była Kira:
- Cześć. W porządku? - powiedziała
- Cześć. Jasne - odpowiedziałam uśmiechając się lekko
- Eee... Nie mam klapek na oczach widze .
- Naprawdę.
- Jasne a ja jestem królową Angli.
Co jest?
- Nie znasz mnie co najwyżej z kilku rozmów nic po za tym.
- Mylisz się... Znam Cię, jesteś Chole ten   gościu co Ci ciągle dobija to Liam. Masz objawi dopresji a to prowadzi do samo okaleczania się, a po tem do prób samobójczych.
- Skąd wiesz...
- Wiem z stąd, że lubię obserować ludzi a zwłaszcza ich zachowania.
- I stąd tyle wiesz?
- Nie, ale też znam Cię trochę z wizyt u psychologa.
- Ale ja się nie okleczam.
- Okey to ja lepiej pójde.
Zaskoczyły mnie jej słowa nigdy bym się nie spodziewała, że usłysze od tego czubka takie słowa. Wychodzi na to, że nawet wariaci mają jakieś uczucia....
~~~~~~~~Następnego dnia~~~~~~~
Zobaczyłam w internecie zdjecia Liama z Kat to jescze bardziej z potęgowało mój smutek jednak musiałam dalej jakoś funkcjonować.
Poszłam na ławkę tam gdzie zawsze nadal przeglądałam zdjecia w internecie Liama. Nagle usłyszałam głos Liama, który powiedział:
- Cześć. Co tam?
- Cześć. W porządku a u Ciebie.
Przez chwilę panowała między nami cisza jednak ja postanowiłam ją przerwać:
- Cieszę.
- Co?
- Cieszę się że tak szybko o mnie zapomniałeś. Ciesze się, że przynajmniej nie jestem już przeszkodą.
- Chole o czym ty mówisz?
- Ja o tobie jakoś nie potrafię zapomnieć, bo to boli.
Wstałam z ławki i poszłam przed siebie i zostawijąc go samego, kiedy szłam poczułam że ktoś łapie mnie za rekę i przyciska do drzewa to był Nick:
- Puść mnie! - krzyknełam
- Myślałaś, że twoja przyjaciółka się mnie pozbędzie.
Puścił i dostałam od niego w twarz upadłam na kolana a on tylko splunął i powiedział:
- Jesteś zerem, nawet twój chłopczyk Cię nie chce. Szkoda na Ciebie czasu szmato.
Poszedł, a ja zosatłam sama czułam, że to wszystko mnie przerastało...
Pobiegłam do Akademi do swojego pokoju poszłam do łazienki rozbiłam lustro po czym spojrzałam na rekę i zaczełam wycinąć na obydwu rękach kreskich patrzyłam jak krew się leje po czym zadzoniłam do Liama:
- Chole nie mam  czasu. Wybacz.
- Przepraszam. Przepraszam już więcej nie będę przeszkadzać. - powiedziałam przestraszona
- Chole? O czym ty mówisz?
- Ja, już więcej nie będę nikomu przeszkadzać. Ja więcej nie wytrzymam nie potrafię...
- Chole ? Co ty gadasz? Gdzie jesteś?
- Nie martw się.
Rozłaczyłam się, czułam jak robi mi się słabo.
Straciłam przytymność.
(Liam? Wiem słabe)

4.26.2017

Od Nathalii CD Baekhyuna

Chłopak zaniósł moją walizkę pod same drzwi nowego pokoju. Wymieniliśmy kilka zdawkowych słówek, obrócił na pięcie i odszedł. Przez chwilę obserwowałam jego oddalające się plecy. Był charakterystyczny. Azjaci zawsze byli. Może mogłam zapytać go o imię? Wzruszyłam ramionami. Będzie jeszcze wiele okazji.
~Dzień później~
Poniedziałek przyszedł niespodziewanie. To wcale nie jest tak, że on pojawia się po każdej niedzieli. Nie, żaden normalny człowiek psychicznie nie jest gotów na przybycie tego najbardziej znienawidzonego przez ludzkość dnia.
Wstałam z łóżka o siódmej. Miałam nadzieję odespać wczorajsze trudy podróżny, jednak nie było mi dane. Ubrałam się nieśpiesznie, sprawdziłam plan lekcji. Przed ósmą wyszłam z pokoju. W recepcji dowiedziałam się, że na dziś zaplanowane jest odwiedzenie pobliskiego przedszkola. Kobieta niechętnie udzielała dalszych informacji. Kazała czekać na opiekuna.
~
O ósmej trzydzieści zebraliśmy się przed szkołą. Grupka dwunastu, maksymalnie piętnastu uczniów.
- Witam państwa bardzo serdecznie! - zawołał nauczyciel, energicznie przechadzając się między studentami. - Jak dobrze wiecie, dzisiaj idziemy odwiedzić przedszkole.
- Nora piekielnych pomiotów - mruknął ktoś.
- Widzę, że tryskacie optymizmem! To bardzo dobrze, dzieci wyczuwają wasze nastawienie.
- Jak zwierzęta?
Opiekun puścił to mimo uszu. - Każdemu z was zostanie przydzielona grupka dzieci. Oczywiście znając was, moje robaczki, nie dacie samodzielnie rady. Z góry zaznaczam, że dopuszczalne jest łączenie sił na froncie i wspólne stawienie czoła nieprzyjacielowi. Jakieś pytania?!
- Ile będziemy tam siedzieć?
- Do piętnastej. Zjecie z dziećmi śniadanie i obiad.
- Będziemy musieli siedzieć na tych małych krzesełeczkach?
- Jak najbardziej.
- I... co my właściwie mamy z nimi robić?
- Zajmować się! Bawić, czytać, biegać. Dzisiaj docenicie pracę, jaką musieli wykonywać wasi rodzice dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu. Jeszcze jakieś pytania? Nie? W takim razie raz dwa, ustawiamy się. Gęsiego, gęsiego! Za dziesięć minut będziemy na miejscu.

Baekhyun? ._.

Od Liama CD Chole

Rozmawiałem przez chwilę rozmawiałem z Chloe. Do chwili gdy do nas podeszła jakaś dziewczyna, która zaczęła ochrzaniać Chole za to że nie leży w łóżku jak jej zalecił lekarz. Z ich rozmowy wywnioskowałem, że dziewczyna ma na imię Izzy. Chole wstała a ja i ta cała Izzy kłóciliśmy się do chwili gdy Chole upadła. Pomogłem jej dość do pokoju i poszedłem po pielęgniarkę. Jak weszedłem razem z kobietą do pokoju to Chole kazała mi i Izzy wyjść. Jak tylko wyszliśmy to natychmiast wznowiliśmy swoją kłótnię. Po chwili jednak kobieta wyszła.
-Chole chce z wami porozmawiać. - Oznajmiła nam.
Weszliśmy do środka zamykając za sobą drzwi.
-O czym chcesz z nami pogadać? - Zapytałem siadając na krześle.
-Chciałam was poprosić żebyście się nie kłócili. - Popatrzyła na naszą dwójkę.
-My się nie kłucimy. My tylko głośno rozmawiamy. - Powiedziała dziewczyna.
-Nie jestem głupia Izzy. - Popatrzyła na nią dziwnym wzrokiem.
-No dobra, postaram się. - Machnęła ręką.
-Powiesz mi co Ci jest? - Zapytałem Chole.
-To nic poważnego. Naprawdę. - Uśmiechnęła się lekko.
-Ja już będę leciał. Jestem umówiony. - Spojrzałem na zegarek wstając z krzesła.
-Z Kat? - Odezwała się Izzy.
-To nie twoja sprawa ale nie. Dziś wybieram band i całą ekipę. - Powiedziałem wychodząc.
Pojechałem do studia nagraniowego gdzie miały odbyć się przesłuchania osób do bandu. Na casting przyjechało wiele osób. W końcu wybrałem swój band. W końcu wybrałem band składający się łoncznie z 7 osób (4 dziewczyny i 3 chłopaków). Następnie podpisałem kontrakt z RCA Records. Potem zatródniłem menadżera, rzecznika prasowego, stylistkę, fryzjerkę itp. idt. Do późnego wieczora miałem już wszystko załatwione. Teraz rozpoczynam kariere pełną parą. Byłem padnięty po całym dniu. Od razu poszedłem spać. Przez ostatnich kilka lat napisałem pare piosenek, które mogą znaleźć się na moim albumie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Obudziłem się następnego dnia pełen nowej energii. Po lekcjach byłem umówiony z Kat czego nie mogłem się doczekać. Na przerwie spotkałem Chole.
-Lepiej się już czujesz? - Podszedłem do niej.
-Tak. - Uśmiechnęła się.
Nie wiem dlaczego ale czułem, że coś jest nie tak.
-Masz dziś jakieś plany? - Zapytała.
-Mam, jestem umówiony z Kat. - Odpowiedziałem. -A co?
-Nic, tak z ciekawości pytam. - Widać bylo, że kręci.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Siedziałem wraz z Kat na kanapie przed telewizorem oglądając film. Dziś zostawałem u niej na noc. Około 21:00 udaliśmy się do sypialnii. Zanim jeszcze poszliśmy do łóżka zacząłem ją całować i nie przerywając tego poszliśmy do łóżka. Po kilku godzinach usnęliśmy.
(Chole? Wybacz, że takie nie za bardzo ale nie miałam zbytnio pomysłu.)

Od Chole Cd Liama

Miałam już na koncie kilka występów, ale też wizyty u lekarza. Pod czas jednego z koncertów zemdalałam jednak nikt o tym nie wiedział pod czas wizyty zrobiłam badania miałam lekką anemie i mało jakiś płynów. Lekarz powiedział, że powinnam przez kilka dni leżeć w łóżku jednak ja nie mogłam, czułam się sama mimo iż była Izzy to jednak brakowało mi Liama.
Prawda była taka, że ja nie umiałam sobie z tym radzić i po padłam w lekką depresję co wiązało się z cieciem się jednak nikt o tym nie wiedział.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Samego ranna zrobiłam sobie w łazience nowe kreskie to stało się takim moim rytułałem bez którego nie mogłam się od zwyczaić

Kiedy skończyłam spojrzałam na swoją rekę z której leciała krew. Nie chciałam tego ale nie umiałam sobie radzić z emocjami. Ból pomagał mi zapomnieć o tym wszystkim.
Przeprałam się i zatamowałam krwawieinie po czym udałam się na ławkę zobaczyłam Liama postanowiłam, że się przywitam:
-Cześć. Co robisz? - Usiadłam obok niego.
-Nic takiego, bawię się telefonem. - Odpowiedział. -Jak tam twoja kariera muzyczna?
- Świetnie. Słyszałam twoją piosenkę, którą nagrałeś z Taylor. Gratuluje twojego sukcesu.
Nie chciałam mu mówić, że mi go brakuje po prostu nie chciałam aby Liam się mną przejmował. Kiedy o tym myślałam od ruchowo patrzyłam na swoje nadgarstki, które przykrywał sweter z moich zamyślen wyrwał mnie znajomy głos to była Izzy:
- Chole dalczego nie jesteś w łóżku?- spytała wyraznie zdzwiona
- Izzy nic mi nie jesteś.
- Lekarz powiedział, że twój stan wymaga abyś odpoczeła kilka dni w łóżku.
- Izzy nie musisz tego mówić przy Liamie to nie jest jego sprawa.
- Chole przyjaźnimy się mam prawo wiedzieć co się z tobą dzieje- odparł
Wstałam i słuchałam jak Izzy i Liam się kłócą a mi zakręciło się w głowie przez to upadłam na ziemie, Liam pomógł mi wstać i zaprowadził mnie do pokoju. Izzy siedziała przy mnie gdy Liam wyszedł na  chwilę. Wrócił z pielegniarką, a ja odezwałam się do niej:
- Nie chce, żeby tu był.
- Dobra zajme się nim.
Pielegniarka mnie badała, ale mimo wszystko słyszałam ich sprzeczke:
- Wpuść mnie do Chole!
- Nie masz żadnych praw.!
- Nie obchodzisz mnie ty, chce z nią porozmawiać!
- Nie było Cię przy niej  kiedy Cię potrzebowała. Daj jej spokój.!
Tyle słyszałam resztą nie byłam wstanie słuchać tych wrzasków. Dlatego po prosiłam kobietę aby ich zawołała i na chwilę zostawiła nas samych.
(Liam?)

4.25.2017

Od Baekhyuna CD Nathalii

  Od początku dnia zajęty byłem głównie samym sobą. Niedziela, dzień wolny od nauki i zaczęty był przeze mnie myśleniem czy podnieść się z łóżka o godzinie ósmej czy iść spaść na jeszcze dodatkowe dwie godziny. Skończyło się w końcu na dłuższym śnie, czyli mniejszej ilości czasu na przywróceniu siebie do akceptowalnego wyglądu. Choć jest weekend, nie ma wielkiej potrzeby, aby stroić się w jakiś sposób czy nakładać jakikolwiek makijaż.
 Siedząc przy książkach od niemieckiego niewiele mi brakowało do poddania się i wrzucenia podręczników w najciemniejszy kąt pokoju. Wystarczyło jednak parę oddechów i na spokojnie zamknąłem książki, odsuwając z biurka i oparłem się wygodniej na krześle
 - Wystarczy mi na dzisiaj tych wszystkich słówek - stwierdziłem sam do siebie, rozprostowując kości i wstałem ze swojego miejsca, zabierając przy okazji ze sobą telefon.
 Brakowało mi w pokoju zupek błyskawicznych i innych, mało zdrowych przekąsek, które dla organizmu dobre nie były, więc sięgnąłem jeszcze po okulary i portfel, sprawdzając przy okazji zawartość, aby nie było, że wyjdę z pustym. Mając pewność, że wszystko co potrzebne posiadam, wsunąłem na stopy jakieś losowe, wygodne buty i wyszedłem ze swojego pokoju z zamiarem odwiedzenia pobliskiego sklepu.
 Będąc w połowie korytarza, uwagę moją przykuł dźwięk kółek ciągnących po powierzchni podłogi. Podniosłem wzrok z ekranu telefonu, widząc po chwili zdyszaną dziewczynę, więc gdy ta przeszła obok, zatrzymałem i siebie, i ją
 - Nie męczy ciebie tachanie tej walizki i to jeszcze po schodach wcześniej? - spytałem bez owijania w bawełnę.
 - A jak myślisz? - odpowiedziała z lekkością słyszalną w tonie, ale i wspólnie ze zmęczeniem.
 - Że tak. Dobra, daj to na moment - powiedziałem, zabierając od dziewczyny walizkę - Gdzie masz pokój? - spytałem, nie zamierzając zwracać uwagi na jakieś zaprzeczenia.
 Nie znam jej, ale drobna pomoc nikogo nie zaboli. A nie licząc do sklepu, nigdzie mi się nie spieszy
 - Uh... Numer 24 - odparła po chwili ciszy a ja kiwnąłem nieznacznie głową - Wiesz, że nie musisz mi pomagać, prawda?
 - A ktoś mi zabroni? - spytałem retorycznie - To i tak w miarę po drodze, to co mi szkodzi, nie? - dodałem z cieniem uśmiechu.

Nathalia?
Trochę mdło i nijak, no ale no, jakiś początek .__.

4.24.2017

Od Liama CD Chole

Co ją do cholery jasnej ugryzło? Przez tą całą szarpaninę wylała mojego Red Bulla, ten cudowny napój. Tak, jestem z Kat ale co jej do tego? Jest tylko przyjaciółką więc nie powinno jej to obchodzić. Sam niespodziewałem się tego, że będę z Kat. Na początku potraktowałem ją jak odskocznię, żeby zapomnieć o Chole a tu proszę, nagle się zakochałem i jesteśmy parą. Ona przynajmniej mnie nie okłamuje tak jak to miało miejsce w przypadku Chole i ma do mnie zaufanie, a ja do niej. Czyli mam od Kat to czego nie potrafiła mk dać Chole, zaufanie. Sama doprowadziła do takiej sytuacji i jeszcze do mnie na pretensje. Siedziałem na ławce rozmyślając do czasu gdy ktoś zasłonił mi oczy dłońmi od tyłu.
-Zgadnij kto to? - Usłyszałem szept do mojego ucha.
Od razu rozpoznałem głos Kat.
-Hmmm...Kat? - Udawałem, że się zastanawiam, i że nie jestem pewien swojej odpowiedzi.
-Zgadłeś. - Zaśmiała się siadając obok mnie.
-Nie spodziewałem, się że przyjdziesz do Akademii. - Pocałowałem ją na powitanie.
-Chciałam zrobić Ci niespodziankę. - Odwzajemniła pocałunek.
-Skoro jesteśmy parą to musimy się lepiej poznać. - Usmiechnąłem się. -Dlatego chcę Ci coś powiedzieć. Pamiętasz tą dziewczynę z parku? - Spojrzałem na nią.
-Tak, pamiętam. - Odpowiedziała.
-To my dwa razy wylądowaliśmy w łóżku. Pierwszy raz dlatego, że byliśmy pijani w klubie. Zakochałem się w niej ale ona nie obdarzyła mnie zaufaniem i dlatego nie jesteśmy razem. Ale miłość do niej mi przeszła ustępując miejsce miłości do Ciebie. Teraz jest to tylko przyjaciółka...znaczy tak mi się wydaje bo po jej dzisiejszym zachowaniu można nad tym polemizować. - Opowiedziałem jej o Chole.
-Cieszę się że mi o tym powiedziałeż. Dzięki temu wiem, że tobie zawsze mogę zaufać i na Ciebie liczyć. - Pocałowała mnie w policzek. -Ze mną też niedawno zerwał chłopak i nie sądziłam, że się zakocham.
-To naszych byłych mamy już z głowy. - Zaśmiałem się. -Czym się zajmujesz?
-Jestem modelką. Mam już na koncie wiele pokazów mody, sesji dla prestiżowych magazynów. W 2016 roku zostałam ogłoszona modelką roku podczas Fashion Awards. Jestem też modelką Victoria's Secret. - Odpowiedziała. -A ty?
-Zajmuję się śpiewaniem, graniem na instrumentach i aktorstwem. Jak skończę Akademię to chcę zostać piosenkarzem.
-Dziś wieczorem spotykam się z moją przyjaciółką Taylor Swift. Morze przyłączył byś się do nas?
-Chętnie. - Uśmiechnąłem się.
-To bądź przed 20:00 u mnie.
-Ok.
-Muszę już niestety iść ale i tak widzimy się niedługo. - Pocałowała mnie i poszła.
Poszedłem do siebie przebrać się w dres i poszedłem biegać a następnie poćwiczyć na siłowni. Po tym wszystkim byłem lekko spocony więc poszedłem pod prysznic a dres dałem do prania. Akurat była już dość późna godzina więc od razu ubrałem się do wyjścia. Tym razem ubrałem się w białe Converse, granatowe spodnie, białą koszulkę i katane.
Do Kat pojechałem swoim samochodem. Okazało się że Tay już tam była.
-Liam, to jest Taylor moja przyjaciółka. Taylor to jest Liam mój chłopak. - Przedstawiła nas sobie.
-Miło Cię poznać. Możesz mi mówić Li. - Uścisnąłem jej dłoń.
-Mi Ciebie też i też moszesz do mnie mówić Tay. - Uśmiechnęła się.
Usiedliśmy wszyscy w salonie rozmawiając, jedząc różne przekąski i pijąc ale nie alkohol. Oglądaliśmy też film. Nasza rozmowa zeszła na temat muzyczny i Tay zaproponowała, że chętnie nagrałaby ze mną piosenkę. Oczywiście się zgodziłem. Po kilku godzinach Tay już poszła i zostałem z Kat sam.
-To co teraz robimy? - Zapytałem przejeżdżając palcem po jej policzku.
-Może obejrzymy jakiś film? - Wtuliła się we mnie.
-Na jaki masz ochote? - Zapytałem.
-Ty coś wybierz.
Wybrałem film pt. "Kong: Skull Island". W połowie filmu zauważyłem, że Kat zasnęła. Ostrożnie wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do sypialni delikatnie kładąc ją na łóżku i przykrywając. Wyłączyłem telewizor, posprzątałem trochę i pojechałem do Akademii.

~~~~~~~~2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ~~~~~~~~

Moja piosenka z Tay była już skończona. Teledysk też już do niej nagraliśmy w londyńskim hotelu. Piosenkę nazwaliśmy "I Don't Wanna Live Forever". Nasze dzieło trafiło na soundtrack "Ciemniejszej Strony Grey'a". Nasza piosenka oraz teledysk prezentowały się następująco.


Byłem dumny zarówno z piosenki jak i teledysku. Miałem się zająć na powarznie śpiewaniem jak skończę Akademię ale patrząc jakie sukcesy odnosi mój kawałek z Taylor to pomyślałem, że nie ma na co czekać. Trzeba kuć żelazo puki jest gorące. W wolnym czasie będę pisał teksty i komponował piosenki na mój debiutencki album. Jeszcze muszę znaleźć band i menadżera oraz inne osoby niezbędne do tego biznesu ale to nie będzie trudne. Razem z Kat i Tay świętowaliśmy premierę I Don't Wanna Live Forever. To było niesamowite uczucie wydać pierwszą piosenkę i spotkać się z takim sukcesem. Czułem się szczęśliwy, że świat tak mnie przyjął.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Siedziałem przed Akademią na ławce i bawiłem się telefonem. Moje stosinki z Chole były dobre. Myślę, że już na dobre o mnie zapomniała o mnie z czego się cieszyłem bo nie chciałem żeby z mojego powodu stała w miejscu. Zasługuje na prawdziwą mołość i mam nadzieję, że taką znajdzie. Życzę jej wszystkiego najlepszego. To co było między nami to już przeszłość. Teraz mieliśmy swoje własne, osobne życia. Z moich zamyśleń wyrwał mnie głos Chole.
-Cześć. Co robisz? - Usiadła obok mnie.
-Nic takiego, bawię się telefonem. - Odpowiedziałem. -Jak tam twoja kariera muzyczna? - Zapytałem.
Cieszę się że w końcu możemy normalnie rozmawiać nie wspominając co było kilka miesięcy temu. Mimo wszystko jednak musiałem być ostrożny gdyż z jej strony mogę spodziewać się wszystkiego.
(Chole?)