4.13.2017

Od Aleca C.D Leny

   Za każdym razem, gdy odlatywałem, zagarniany przez sen, otwierałem oczy i widziałem jak cały widok przysłania mi blednąca, krwistoczerwona poświata. A najgorsze jest to, że nie zdawałem sobie sprawy z tego, kiedy śpię, a kiedy nie. Czy otworzyłem oczy w rzeczywistości, czy to tylko... sen, koszmar. Czułem się, jakby dwa światy – realny oraz snów – w tej chwili stanowiły jedność i przepychały się w drodze o władze nad moim umysłem.
   Rozchyliłem leniwie powieki, uświadamiając sobie, ze stoję na środku korytarza. Całkiem pustego, pozbawionego ludzi, dźwięków. Nie słyszałem ani swojego oddechu, ani przeciągu, który zewsząd przeszywał moją skórę, mimo że każde okno, przez które wiatr mógłby się przedostać, było dokładnie zamknięte. Odnosiłem wrażenie, że jestem jak ta zagubiona dusza, bez możliwości odejścia ze świata, z którym nadał łączyła mnie jakaś silna więź. Pomyślałem o Lenie, zapatrzony w odległy punkt przed sobą. Proste, drewniane biurko. Światłość, nie posiadająca własnego źródła, wskazywała mi na przedmiot leżący dokładnie po środku blatu. Z takiej odległości mógłbym przysiąc, że była to książka obszyta różnymi fotografiami. Tak oryginalna, że stwierdziłem po namyśle, że to jednak dziennik, może pamiętnik. Każdy krok powoli przybliżał mnie do biurka, sprawiając, że wokoło gęstniała atmosfera, z której nie dało się zaczerpnąć ani haustu powietrza, a jednak zadziwiał mnie fakt, że go nie potrzebowałem. Palcem przesunąłem po okładce, zwiedzając nierówną powierzchnię, jaką tworzyły przyklejone zdjęcia. Ale te zdjęcia... z nimi było coś nie tak. Obok blondynki, którą tak dobrze znałem, stała osoba z porysowaną, jakby zamaskowaną twarzą, w takim stopniu, że mógłbym przyrzec, iż zanim ktoś żywy podłożył mi ten pamiętnik, zaostrzył paznokcie i sunąc nimi dziko po powierzchni postanowił zrobić to samo z każdym zdjęciem. Bez wyjątku. Postanowił usunąć mnie stamtąd. Patrzyłem na to z rosnącym w oczach przerażeniem i przekręcałem kolejne strony, aż niespodziewanie przeciąg zgarnął pamiętnik z moich rąk. Obserwowałem, jak jego kartki niszczą się i uginają we wszystkie możliwe strony, z pomocą wiatru ocierając się o podłoże i zdawało mi się, że siła w tej chwili działająca na przedmiot próbuje zawiać go w określone miejsce. Niemo wodziłem za nim wzrokiem, nadal starając się zatrzymać wokół siebie poczucie bezpieczeństwa, które gasło z każdą kolejną sekundą.
   Szeleszczące, papierowe strony latały dookoła, odrywając się od kapitałki pamiętnika. Bez względu na to, jaka to była kartka, widniały na niej tak samo ozdobione fotografie, które wypełniały mnie strachem i niepokojem w równych proporcjach. Przedmiot zatrzymał się dopiero w progu, przyciśnięty bladą, pomarszczoną dłonią. Druga dłoń, przybliżona do podłogi, skrobała ją i pośród wielu innych rozważań odważyłem się pomyśleć, że te wszystkie wycięcia przeobrażają się w słowa, których znaczenia znać nie chciałem. Postać odwróciła się w moją stronę, a jej twarz skryta pod długimi, czarnymi włosami nie pozwalała mi ruszyć żadną kończyną. Walczyłem o możliwość zapanowania nad paraliżem, gdy jej twarz podnosiła się tak, jakby lustrowała mnie od stóp do głów. Potem postać starała się dźwignąć ze sobą ciało, bez względu na to, że jego lewa strona ciągle przechylała się w bok. Skrzywiona sylwetka, blada, poharatana cera. Horror w czystej postaci. To się dzieję w mojej głowie – powtarzałem z przekonaniem, z każdym kolejnym razem coraz głośniej i głośniej, aż z mojego gardła nie wydostał się krzyk.
   Oni wiedzą. Oni wszyscy wiedzą, że jesteś taki, jak... – wołała czarnowłosa, zmarnowana kobieta z ochrypłym ze starości głosem. Mógłbym przysiąc, że poznaję tę barwę, ale zastanawiałem się, w co tak naprawdę byłem w stanie uwierzyć. Czy mój umysł kłamie, czy mam przed sobą prawdziwą zjawę wyrwaną z horrorów.
   – Nie jestem taki. To po prostu sen.
   – Koszmar, Alec. – Te słowa błyskawicznie kazały mi się odwrócić w stronę właściciela męskiego, głębokiego głosu, który okazał się stać za mną i uśmiechać się bez końca. Niebieskie, głębokie tęczówki, przedtem wypełnione strachem, teraz zebrały w sobie gniew. Ledwo powstrzymywany gniew, którego nie byłem w stanie długo trzymać w uścisku. I nagle, w okamgnieniu, w moim ręku pojawił się nóż odbijający refleksje światła. Nie pozwoliłem, by Noah nadążył za natłokiem nowych wydarzeń, i pchany przez nieokiełznaną siłę, która była nie do powstrzymania, wbiłem ostrze w brzuch mężczyzny. Czułem niesamowitą energię, słysząc ten dźwięk towarzyszący przeszywaniu każdej warstwy jego skóry; przedśmiertny krzyk, który z siebie wydał, sprawił, że cieszyłem się tym, że cierpi. I to było chore. Chore i tyle. Patrzyłem chłodno na to, co się dzieję, a mój umysł zmroził lód, nie wykazywał żadnej oznaki człowieczeństwa. Nie jestem w stanie nikogo zabić... nie jestem! Wyjąłem nóż, obserwując, jak krew naznacza moje ręce, przypominając mi o tym, co zrobiłem. Ściekała między moimi palcami, pięknie mieniąc się we własnym blasku. Krwistoczerwona posoka wydostawała się z ust Noah'a, skapując na jego brodę i podłogę. To był obłęd. 
   Alec, obudź się! – słyszałem, jak kobiecy głos rozbrzmiewa echem w mojej głowie. Tak nieznośny, że ekran zaczął się rozmazywać, przeszedł w czerń, a potem powoli znów odzyskiwałem świadomość. Barwy mieszały się, tworząc bliżej niezidentyfikowaną paletę kolorów, gdy patrzyłem na świat spod przymrużonych powiek. Pierwszym, co udało mi się wystarczająco odróżnić to kojący widok twarzy Leny. Mocno zmartwionej Leny. 
   – Alec, szybko, obudź się – mówiła błagalnym głosem, ale jednocześnie takim, który sugerował, że mimo wszystko nie chce mi przerywać tego snu.
   – Co się... – Poderwałem głowę z poduszki, natychmiast przyciśnięty do niej z powrotem przez okropny, tępy ból pulsujący w skroni. – ...dzieje?
   – Nic nie rób. – Jej dłoń, w której zaciskała ścierkę, przybliżyła się do mojego czoła i wtedy poczułem niezwykłą wilgoć i chłód, momentalnie roznoszący się niczym fala po całym moim organizmie. Nie wiedziałem, co się dzieje. – Krwawiłeś. Przepraszam, moja wina... nie sądziłam, że tak podziałają na ciebie te leki. – Jej smutny i przejęty ton ukłuł mnie mocno w serce. Złapałem za jej dłoń, uprzednio szukając jej gdzieś po zgniecionej powierzchni materaca.
   – Nie mogę spać. Dam radę wytrzymać jeszcze trochę. – Przytrzymałem wolną dłonią ścierkę na swoim czole i dźwignąłem się ostrożnie do siadu, czując, jak ręka Leny przez cały czas ochrania mnie przed upadkiem.
   – Jesteś cały spocony... – Nim zdążyła coś dopowiedzieć, zmrużeniem oczu ją uciszyłem.
   – Masz plaster na policzku, jak wtedy... – zacząłem spokojnym głosem – dlaczego?
   – Potknęłam się i zahaczyłam gdzieś, nic takiego. – Wypuściła powietrze z płuc, a ja doszedłem do wniosku, że jej oddech minimalnie przyspieszył. – Ale jest coś znacznie ważniejszego, co muszę ci powiedzieć – mówiła, sprawiając, że wszystkie moje wcześniejsze myśli po prostu same schowały się gdzieś na dnie umysłu. Tęczówkami automatycznie przeniosłem się na jej twarz, zaciekawionymi i przepełnionymi obawami. Uzasadnionymi zresztą.
   Nie wierzę. Ojciec w szkole. Za każdym razem, gdy był blisko Leny, martwiłem się jak nigdy. Pragnąłem po prostu rzucić wszystko i do niego pójść, powiedzieć mu, żeby odszedł i nie wracał. Żeby nie niszczył następnej osobie życia. I byłem absolutnie pewien swojego zdania.
Znalezione obrazy dla zapytania ashley benson gif   – Nie był zadowolony. – Zacisnęła usta w cienką kreseczkę, przełknęła ślinę, a w jej pięknych oczach, które potem zwróciła w odległą stronę, widziałem cały ból, prawdopodobnie związany z tą całą sprawą. Nie powinna się nigdy wydarzyć. Dlaczego nasi ojcowie postanowili się w to wszystko wplątać... no i jaki był naprawdę ojciec Leny? W mojej głowie co chwila kumulowało się miliony pytań, na które brakło odpowiedzi.
   Czekanie, aż nazajutrz dyrektor poinformuje mnie o przyjściu do siebie było formalnością. Wyglądałem o wiele lepiej, mogąc spać te parę ładnych godzin, które były na wagę najszczerszego złota. Zanim jednak pomaszerowałem w stronę gabinetu, błagałem Lenę, by trzymała się z dala od Noah'a. Nie mogłem uwierzyć, że oprócz naszych ojców on też wrócił i od sytuacji na boisku próbuje uprzykrzać mi życie, co zrobił samym tekstem, sugerującym, że naprawdę widział mnie wtedy nad jeziorem. Że mnie śledził. Czasami zdawało mi się, że próbował robić wszystko, żeby tylko mnie pogrążyć i zbliżyć się do Leny, nie zwracając nawet uwagi na to, jak ona go pięknie zbywa.
   – Czerwone, podkrążone oczy, bijące zmęczeniem. Przypominasz mi kogoś. I się staczasz – Ojciec nie ograniczał się nawet przy dyrektorze. Chodził po całym pomieszczeniu z założonymi rękami, a ja z Trumanem wodziliśmy za nim wzrokiem. Mój był o wiele groźniejszy niż nieodczytane spojrzenie starego mężczyzny, któremu wystarczyła chwila, by mógł odpowiedzieć.
   – Alec wiele robi dla szkoły. Może...
   – Wydaję mi się, że pan powinien na tym stanowisku wiedzieć o mojej rodzinie. – Przerwał mu, a ja momentalnie poczułem za niego wstyd. Jak można być tak dumnym... 
   – Proszę mi nie przerywać, panie Talbot. – Truman zdobył się na zmęczone westchnięcie. – Wiem wszystko. – Przewrócił na mnie swoje wymowne spojrzenie, ale jednak pełne współczucia, dzięki któremu zadrżałem.
   – Nie pasuje mi wiele rzeczy, dlatego podjąłem decyzję, że chcę albo coś z tym zrobić, albo wypisać mojego syna – powiedział to tak, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Atmosfera zgęstniała do reszty, kiedy wstałem gwałtownie z krzesła, przeszywając go nienawistnym spojrzeniem. Nie mógł tego zrobić, to przesada. W tej chwili starałem się utrzymać przy sobie wszystkie wspomnienia, które otulały mnie z każdym kolejnym krokiem wykonanym na korytarzach tej akademii.
   – Mówił mi już pan to, ale bez powodu, na życzenie, nie można po prostu wypisać ucznia. To długie wypełnianie dokumentów i wypisanie chłopaka, który uczy się tu bardzo dobrze. Pan Czereśnełski powinien tu niedługo być, więc to z nim pan porozmawia, dlaczego tak bardzo chce pan uwolnić syna od Leny, która, prawdę mówiąc, jest naprawdę dobrą, mądrą uczennicą, i nie ukrywam, że dziwi mnie pańska decyzja. Decyzja, którą podjął pan z ojcem dziewczyny – mówił Truman, sprawiając, że poczułem, iż jest po mojej stronie. Po stronie mojej i Leny.
   – Nie bez powodu ustaliliśmy z jej ojcem, że nie jest warta mojego syna. Nawet on to przyznał... że jest po prostu zbyt głupia. To nie ma sensu, a ja nie zamierzam marnować jego przyszłości. Chcę, żeby wyszedł na ludzi, nie skończył jak jego matka. – Te słowa były niczym ostrze, które ugodziło mnie w brzuch, sprawiając, że osunąłem się z powrotem na krzesło.
   – Mylisz się. Mylisz się, słyszysz? – Złapałem się kurczowo podparcia pod rękę, a po chwili zostałem uciszony przez Trumana, który od początku dbał o przebieg tego spotkania.
    Byłem rozdrażniony, każde najmniejsze drgnięcie ojca i zapadnięcie się zmarszczki na jego twarzy skutkowało tym, że miałem ochotę krzyknąć i powiedzieć mu, jak bardzo go nienawidzę. Jak bardzo niszczy mi życie, które po tak długim czasie zaczęło się dzięki Lenie układać. Teraz to wszystko próbowało obrócić się w popiół. Ojciec chciał być w tej chwili architektem mojego życia, które nadal pozostawało bez podstawowego fundamentu.
   – Widziałem się wczoraj z miłym, czarnowłosym chłopakiem. Powiedział mi, że widział Aleca, zachowującego się dosyć niecodziennie. A utwierdziłem się w tym przekonaniu, słysząc twój głos, gdy powiedziałeś, że się mylę. Wariujesz, Alec. Jestem twoim ojcem i nie chcę, żebyś tak skończył.
   – Niszczysz własnemu synowi życie. Nie masz skrupułów i jeszcze śmiesz określać siebie ojcem. To dzięki Lenie jeszcze nie zwariowałem! – Stłumiłem przyspieszony oddech we własnym gardle. Moja posmutniała mina natychmiast przykuła spojrzenie Trumana, który milczał od dłuższego czasu, jedynie przysłuchując się.
   – Niech pan to dobrze przemyśli. – Po chwili dyrektor dołączył się do rozmowy.
   – Mój syn nie jest tu bezpieczny. I ludzie wokoło też nie. Jeśli go stąd nie wypiszę, zostanie wysłany na oddział.
   – Oddział jaki? – Przymrużyłem oczy, nie wiedząc tak właściwie czy chcę o tym pomyśleć. Byłem pod wrażeniem tego, co ten facet może zrobić, żeby oddalić mnie od Leny.
   – Psychiatryczny.

***

   Wyszedłem stamtąd pomimo wszystkim krzykom skierowanym w moją stronę. Ostatnie, co chciałem, to słuchać słów ojca. Nie miał na mnie żadnego wpływu od kiedy przestał się mną przejmować. To o czym mówił przechodziło ludzkie pojęcie, sprawiało, że moja nienawiść względem jego wzrosła o kilka poziomów. Dopiero później doszedłem do wniosku, że tak naprawdę nie idę donikąd, tylko szukam Leny, dramatycznie domagając się jej obecności. Tonący w morzu myśli, wbiłem rozdygotane tamtymi wydarzeniami spojrzenie w podłogę i pozwoliłem, by nogi gwałtownie poniosły mnie tam, gdzie chcę. I z nagła poczułem, jak z impetem uderzam w przeszkodę; minęliśmy się z, jak się okazało, mężczyzną, zahaczając o siebie ramionami i starając się złapać równowagę.
   – Przepraszam za nieuwagę, po prostu... – W ułamku sekundy zwiedziłem całą jego sylwetkę; wysoki pan, mniej więcej w wieku mojego ojca. Lekki zarost, krępa budowa, o czarnych, krótkich włosach i niebieskich oczach, które prezentowały się w jakiś dziwny, pozytywny sposób. Podsumowałbym go słowami dobrze radzący sobie biznesmen. Przez chwilę patrzyłem na niego tak, jakbym go skądś kojarzył. Z opowieści, krótkich wzmianek. To było takie niewygodne uczucie być niepewnym.
   – Nic się nie stało, chłopcze. – Uśmiechnął się życzliwie, a ja czułem, jak obserwuje moją niezrozumiałą, skupioną twarz, wraz z tajemniczo ściągniętymi brwiami. Przez chwilę miałem nawet wrażenie, że zdoła się zorientować, że go o coś podejrzewam.
   – Mateusz Czereśniewski. Ta szkoła wygląda mi na bardzo dobrą. Dyrektor też sprawia wrażenie niezwykle elokwentnego inteligenta, gdy rozmawiałem z nim przez telefon. Wiesz może, gdzie jest jego gabinet? – Te nazwisko. Ten polski akcent, który przypominał mi o projekcie. To wystarczyło, by dowiedzieć się, że to nie kto inny, jak właśnie ojciec Leny. Wysunął dłoń w moją stronę w czasie, gdy ja starałem się poukładać wszystkie myśli w odpowiednim szeregu. Pamiętałem, jak scharakteryzowała go blondynka, a ja nie potrafiłem w to uwierzyć, stąd narodziły się wtedy moje pytania. I teraz, wpatrując się w niego tajemniczo, starałem się samego siebie przekonać czy Lena miała rację, czy może ja. Przyłapałem się nawet na myśli, że nie mogłem pogodzić się z tym, że on wygląda tak, jak wygląda. Na miłego i uporządkowanego człowieka.  
   – Właśnie z niego wychodziłem. – W ostatniej chwili odwzajemniłem uścisk, starając się nie stwarzać powodów do niepokoju. Wskazałem krótko mężczyźnie pomieszczenie, w którym ciągle znajdował się mój ojciec i zmusiłem się, by nie zawracać. Żeby nie podsłuchiwać tego, co chcieli powiedzieć, wbrew niewygodnemu uczuciu, że powinienem. Za priorytet uznałem najszybsze znalezienie dziewczyny. I tak naprawdę w ciągu paru minut przebiegłem całe dwa piętra, w końcu trafiając na jej pokój. Sklejała coś na laptopie, a ja, mimo że wiedziałem, iż pracuje, nie potrafiłem zachować milczenia.
   – Lena.
   Odwróciła się do mnie z niezrozumieniem.
   – Twój ojciec tu jest.

Lena?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz