4.15.2017

Od Spencera CD Charlotty


Język norweski jest zaliczany do grupy języków germańskich, oparty na łacinie i dalej nie ma co się wgłębiać w jego historię. Jeden z najłatwiejszych języków skandynawskich, a dla Hyuka był on czarną magią. Tak samo inni studenci określali języki wschodnioazjatyckie. W skali od jednego do dziesięciu, jak bardzo nie chciało mu się uczyć, punkt zatrzymał się gdzieś na liczbie siedemdziesiąt siedem. Nie miał motywacji, chęci, ale oceny same się nie poprawią.
Na łóżku przyjmował najróżniejsze pozycje, jednocześnie słuchając dziewczyny, która ciągle miała go na oku, jakby zaraz miał wyemigrować przez okno. Po męczących dwóch godzinach nauki słówek, gramatyki oraz innych składni, rzucił podręcznik na podłogę i schował głowę pod poduszkę. Do nosa chłopaka wślizgnął się aromat jabłka pieczonego w karmelu, aczkolwiek nie było to wynikiem chomikowania jedzenia, tylko umycie włosów szamponem o takowym zapachu. Zaciągnął się nim niczym narkotykiem, kiedy to niespodziewanie Lotta usiadła mu na plecach, następnie intensywnie przyciskając poduszkę do jego głowy.
Zamach.
Mimo jej ciężaru na swoim kręgosłupie zdołał się nieco unieść na ramionach, po czym przekręcił na bok, pozbywając się zła wcielonego potrzebującego egzorcysty. Strącił poduszkę z głowy i złapał dziewczę w ramiona. Ich twarze dzieliła odległość mierząca parę centymetrów. Uśmiechnął się lekko, ukazując rząd górnych zębów. Przez chwilę ich oczy patrzyły na siebie wzajemnie bez najmniejszego mrugnięcia.
- Znowu chciałaś mnie zabić, córo szatana.
- Nieprawda! – Odburknęła i uciekła spomiędzy jego ramion, po czym złapała poduszkę, którą to zaczęła intensywnie napieprzać Spencera w każdą część ciała. – Koniec nauki, idź stąd, bo nazwę cię zboczeńcem!
Przegoniła go pod same drzwi, zaś po ich otwarciu, spod łóżka wystrzelił niczym z armaty czarny pocisk w postaci kota. Śmignął między ich nogami, aby dzikim biegiem rzucić się akademickimi korytarzami. Spojrzeli po sobie nadzwyczaj zdziwieni.
- Więc, dobranoc. – Pomachał jej i już zaczął stawiać kroki w kierunku swojego zacisznego pokoju, kiedy Lotta złapała go za ramię, od razu ciągnąc w przeciwnym kierunku.
- Przez ciebie uciekł, boś tak powoli wyłaził, gorzej, niż flegmatyk.
- Nie jestem flegmatykiem… - Odparł cicho z nadąsaniem, dając się prowadzić śladami wędrówki kota.
Zamiast kolacji oraz ciepłego łóżka, musiał szwendać się za sierściuchem. Lepszego wieczoru nie mógł sobie wymarzyć.

Następnego dnia.

Cudem, czy też nie, udało mu się ani razu nie spóźnić. Na każdą lekcję zjawiał się punktualnie, oczywiście z jedzeniem. Źle wspominał wczorajsze uganianie się za futrzakiem, który nosił imię Maurycy. Już nawet nie wnikał w historię pochodzenia tego imienia, bo po prostu chciał go wtedy złapać i pójść spać. Wiadomym było, że kot tego nie rozumie, a jako nocne stworzenie wszystko miał w dupie i wlazł zza jedną z gablot. Co za idiota nie dosunął jej do ściany, tego nie wiedział nikt. W końcu udało się przemycić kota z powrotem do pokoju bez zbędnych spotkań nauczycieli.
Teraz siedział na krześle z założonymi rękoma na torsie, wpatrzony w nerwowe ruchy Charlotty, która tańczyła tak, jakby zapomniała układu. Po raz kolejny wyłączył muzykę, przetarł palcami  oczy i podniósł się leniwie. Dziewczyna machnęła bezradnie rękoma z ciężkim westchnięciem. Przełożyła włosy na jedno z ramion, po czym oparła dłonie na biodrach, odwracając się w stronę Spencera, który właśnie przed nią stanął.
- Przepraszam… - Powiedziała po raz kolejny w ciągu pół godziny.
W jej oczach tkwiła bezsilność, zaś ciało było ewidentnie zestresowane, nie mówiąc już o psychice.
- Co się dzieje? Przedwczoraj było wszystko okej, a dzisiaj wygląda to tak, jakbyś każdy kolejny krok wymyślała na poczekaniu. – Podał jej schłodzoną wodę w butelce, wracając na krzesło.
- Nie wiem, co się ze mną dzieje. Czemu mnie to tak stresuje. Nie rozumiem, bo wcześniej nie miałam z tym problemu, a zaliczenie już jutro.
- Może to przeze mnie? – Zapytał cicho, splatając ze sobą palce swoich dłoni, zaś wzrok wbił w czubki butów dziewczyny.
Trwali w tym milczeniu przez długie kilka sekund, w ciągu których mogli się namyślić. Czy taka była prawda, że spojrzenie Hyuka łapało Charlottę w nieznane dotąd uczucia? Odpowiedź błąkała się pomiędzy ich sercami, niedojrzała jeszcze do opuszczenia ust kogokolwiek. Musiała zostać dokładnie sprawdzona, w każdym aspekcie, jaki znał człowiek, a to zajmowało trochę czasu. Właśnie czas był w tym wszystkim najważniejszy.
- Musisz się odstresować. – Przerwał ciszę, od razu podnosząc się z miejsca. – Porwę cię po raz kolejny.
I w ten oto sposób ponownie znalazła się na miejscu pasażera w aucie Spencera. Przez całą drogę do Jackson nie zamienili ze sobą słowa, słuchając w tym czasie tylko muzyki płynącej z radia. Ta cisza była bardziej przyjemna, niż tamta. Brak kontaktu wzrokowego ewidentnie wszystko ułatwiał. W pewnej chwili, pomimo włączonej klimatyzacji, Charlotta otworzyła okno i wychyliła głowę, dosłownie łapiąc wiatr w rozpuszczone, falowane włosy. Na szczęście pogoda sprzyjała. Słońce oraz błękitne niebo sprawiały, że człowiek chciał zrobić coś szalonego. Coś zakazanego.
Po niespełna godzinie jazdy znaleźli się kompletnie po drugiej stronie Jackson, przed dwupiętrowym budynkiem w kolorze wojskowej zieleni. Na pierwszy rzut oka nic nie zachęcało do wejścia, ale po przestąpieniu progu odnosiło się inne wrażenie. Jasne wnętrze, przyjemne tło muzyczne oraz normalne, trzeźwe twarze nie stwarzały pretekstu do bójek i strachu. Trzeźwe i normalne tylko dlatego, że było to miejsce przesiadywania żołnierzy w zassie wolnym. Dobre jedzenie, napitek, towarzystwo i nic więcej nie było potrzeba.
Ledwo postąpili parę kroków, gdy od jednego ze stolików odszedł mężczyzna, Azjata, wyższy i widocznie starszy, od Hyuka, ubrany w strój codzienny. Białą koszulkę polo oraz jeansowe spodnie w kolorze khaki. Uścisnęli sobie dłonie ze szczerymi uśmiechami.
- Co cię tutaj sprowadza w towarzystwie tej młodej damy, Hyuk jae? – Zapytał, obejmując chłopaka ramieniem na znak bliskiej znajomości.
- Przyjechaliśmy się odstresować, ka… - Tutaj uciął przypominając sobie, iż nie jest już żołnierzem. – Na strzelnicy.
- Co?! – Charlotta odskoczyła jak poparzona, po czym wróciła do boku Spencera. – Czyś ty zwariował? Kobietę zabierać w takie miejsce?
- Cicho. – Złapał ją za ramiona i poprowadził tuż za starszym mężczyzną.
Ta dziewczyna naprawdę nie potrafiła się opanować. Przeszli salę wzdłuż, aż dotarli do wygłuszających, ciężkich drzwi, które otworzył przed nimi starszy mężczyzna. Strzelnica była pusta, ale wywarła na dziewczynie wrażenie, ze względu na swoją długość mierzącą ponad pięćdziesiąt metrów.
- Masz gumkę? – Zapytał, dopiero po wymownym spojrzeniu dziewczyny zdał sobie sprawę, jak to zabrzmiało. – Do włosów oczywiście.
Zaprzeczyła. Zaczął szukać jakiejś alternatywy, bo włosy mogły jej przeszkadzać. Ratunkiem okazała się skórzana bransoletka z rzemykiem na nadgarstku Hyuka. Stanął za nią i ściągnął wszystkie włosy do tyłu, po czym zaplótł w luźny warkocz, kończąc za pomocą owej bransoletki.
- Skąd umiesz takie rzeczy? – Zapytała z nieukrywanym uśmiechem, który został odwzajemniony.
- Magia. – Zaśmiał się, machając palcami tuż przed jej twarzą, dopóki nie zjawił się były przełożony chłopaka.
Podał obojgu słuchawki na uszy, zaś Spencerowi wsunął w dłoń czarny pistolet. Słuchawki najpierw założył na szyję, co tak samo uczyniła Lotta, która jednocześnie wzrokiem odprowadziła mężczyznę, niestety, tylko pod ścianę. Nie zamierzał wyjść.
- Umiesz to obsługiwać?
- Masz przerażoną minę. Myślałem, że nie będziesz aż tak zdziwiona widokiem broni. W końcu tyle jej jest w filmach, czy książkach. – Uśmiechnął się i wysunął magazynek, zaraz chowając go z powrotem. – To jest Glock, kaliber 9mm. Najbardziej pospolity. Używany przez policjantów, żołnierzy, a nawet zwyczajnych obywateli. Nie masz się czego bać. Nie wybuchnie, nikogo nie da się tym zabić.
Podprowadził ją do stanowisko, gdzie stanął nieco z boku. Wsunął w zgrabne dłonie pistolet, odpowiednio umieszczając palce.
- Zaczniemy od dziesięciu metrów. – Nacisnął przycisk, dzięki któremu papierowa postać podjechała bliżej.
Po tym ustawił się za Lottą, lekko się nachylając na wysokości ucha dziewczyny, dzięki czemu było mu łatwiej wszystko korygować. Jej plecy stykały się z jego torsem, zaś dłonie w tym czasie odpowiednio uniosły ramiona.
- Bez strachu. Pierwszy wystrzelimy razem. – Zapewnił ją, zakładając słuchawki i ujmując te drobne dłonie w swoje.
Sam wycelował i umieścił palec wskazujący na palcu Charlotty, który skrywał spust. Nieco mocniejszy nacisk sprawił, że broń wystrzeliła, a luźne ramiona zamortyzowały odrzut. Oczy Lotty był nadzwyczaj wielkie, zaś tak szeroki, że ukazywał niemalże wszystkie zęby. Zawołała z entuzjazmem. Spencer pokiwał z uznaniem głową, palcem wskazując na tarczę. Trafili w sam środek klatki piersiowej.
Kolejne strzały tylko nadzorował, od czasu do czasu poprawiając jej postawę oraz coraz dalej odsuwając tarczę. W pewnym momencie poczuł pukanie w prawe ramię. Było wiadome, kto zechciał z nim porozmawiać. Na wymyślne migi pokazał Lotccie, by strzelała dalej, gdy on będzie stał z tyłu.
Stanął pod ścianą wraz ze swoim byłym kapitanem, mogąc ze spokojem rozmawiać w ojczystym języku.
- Widzę, że w tej szkole, to nie tylko taniec cię interesuje. – Jakże słusznie zauważył starszy, opierając się plecami o zimny beton.
- Aż tak widać? – Parsknął Hyuk, po czym spoważniał, wsuwając dłonie do kieszeni spodni. – To była trudna decyzja. Mówię o wyborze. Z jednej strony dalej chciałem być żołnierzem, ale z drugiej… Taniec ciągle mnie prześladował. Wiem, że zawsze mogę wrócić, jednak nie chcę się dopuścić porażki ze swoją pasją. Sam jestem ciekaw, jak potoczy się moje życie i kiedy mi pokaże, czy dobrze wybrałem.
- Miałeś zadatki na dobrego żołnierza, który bez problemu wspinałby się po kolejnych rangach.
Pomimo innego języka zamilkli, kiedy Lotta do nich podeszła ze słuchawkami na szyi oraz, prawdopodobnie pustym, pistoletem.
- Podoba ci się? – Zapytał starszy Spencera, jednak zaciekawiony wzrok dziewczyny nie uszedł jego uwadze.
Hyuk uśmiechnął się lekko, prawie niewidocznie kiwając głową.
- Oczywiście.
Charlotta zacisnęła usta, po czym wcisnęła lufę nienabitego rewolweru w brzuch chłopaka.

- Mów po angielsku gnido, bo wywiercę ci tak wielką dziurę, ze organy same wypadną. – Zmrużyła swoje duże, niebieskie oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz