6.21.2017

Od Taviego CD. Isaac


Spojrzałem na małą, białą kulkę tarzającą się w dłoniach chłopaka, piesek o czarnych oczkach i nosku, nerwowo badał wszystko dookoła. Dłuższą chwilę zajęło mi przyswojenie słów chłopaka.
Jest cały Twój.
- Cały mój? - powtórzyłem głucho za ciemnowłosym, na którego twarz wkradło się rozbawienie. Poruszył wymownie dłońmi, sugerując bym odebrał od niego małe stworzonko, na co jakbym odbierał właś
nie największy skarb, najpierw opuszkami placów musnąłem jego grubą sierść by następnie zatopić w niej dłoń. - Potrzymasz? - poprosiłem, wyciągając w jego stronę komórkę. Isaac przejął ją wolną dłonią telefon, drugą pozwalając mi zabrać psa. - Ale skąd? Przecież on kosztuje... - wtedy dotarło do mnie jak wiele pieniędzy zmarnował, za zwyczajną pomoc - Nie mogę go wziąć, przecież każdy by Ci pomógł w takiej sytuacji, nie zasłużyłem na niego - tak o to rozpocząłem symfonię przeprosin, pełną poczucia winy i wyrzutów sumienia, które momentalnie pożarły mnie od środka - Nie - mruknąłem, spoglądając na niego wytrzeszczonymi oczyma. Isaac zmierzył mnie czujnym i rozbawionym zarazem spojrzeniem.
- Po prostu go weź, wcale nie było tak źle jak Ci się wydaje - kąciki jego warg uniosły się w górę, kiedy sam zaczął wciskać mi białą kulkę w ręce - Bierz - dobra, szczerze mówiąc, niespecjalnie musiał mnie do tego namawiać. Biały potworek szybko zadomowił się na moich dłoniach, znajdując właśnie tam odpowiednie miejsce do spania, poczułem jak szklą mi się oczy.
Nie, nie teraz... 
Taviś, nie bądź dzieckiem, przycisnąłem jego sierść do swojej twarzy zanurzając w niej nos i zaciągnąłem się zapachem psa.
Tak, powąchałem psa.
- Dziękuję - wymruczałem w malca. Mój towarzysz, wyraźnie zakłopotany, uśmiechnął się jedynie jakby nie wiedząc co powiedzieć, przestąpił o mały krok do tyłu.
- Nie ma za co, ale muszę już iść - uśmiechnął się - Do potem - nie zwróciłem większej uwagi na bardziej rozwinięte pożegnanie, zajęty czarnym nosem szczeniaka, który z zaangażowaniem wodził po moim policzku. Z szerokim uśmiechem zawróciłem prosto do swojego pokoju.
W akademii nie można było trzymać zwierząt, ale nie ma rzeczy niemożliwych, wszystko da się załatwić, tym bardziej, że pokoi nam nie sprawdzają.
Przytuliłem szczeniaka trzymając go w swoich chudych dłoniach, ciche dźwięki dobywające się z jego krtani, sugerowały głód. Mocniej przytuliłem do siebie puchatego misia, czerpiąc z jego ciepła ogromną radość. Ruszyłem korytarzami skrzydła mieszkalnego, prosto do swojego pokoju, do którego wpadłem w zawrotnym tempie. Otworzyłem drzwi biegnąc w stronę łóżka, na którym ułożyłem jeszcze bezimienne stworzenie. Pogladzilem go po pyszczku i nachyliłem by malec polizał mnie za uchem. Po ogólnych oględzinach zorientownałem się, że potworek jest taka naprawdę dziewczynką.
- O Ty skubana bestio - uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, powoli zaczynały boleć mnie policzki. Opósciłem pokój ruszając prosto w stronę stołówki, w której to zacząłem czaić się na coś bardziej przystępnego dla szczeniaka. Wciąż ciężko mi było uwierzyć, że po moim pokoju biega jedno z moich przyziemnych i materialnych marzeń.
Zgarnąłem tacę z jedzeniem i z narastającym podnieceniem przemierzałem szlaki prosto do swojego malutkiego szczęścia, które już zdążyłem pokochać. Padłem na łóżko zgarniając wolną dłonią białą kulkę i ściągnąłem ją na podłogę. Obok szczeniaka położyłem miskę i z radością obserwowałem jak mały bierze się za jedzenie. Nie mogłem przestać się uśmiechać, co jakiś czas dorzucałem do białej miski trochę jedzenia, czerpiąc z tego niebywałą radość.
***
Mniej więcej tak spędziłem cały dzień, karmiąc, bawiąc i wymyślając imię dla szkraba. Wraz z zakończeniem prysznica, skończyłem dziecinne kontemplacje, pewien, że i tak na nic oryginalnego dziś nie wpadnę. Podszedłem do zaparowanego lustra, niebieskim, puchatym ręcznikiem wycierając swoje włosy i na moment powróciłem do Isaaca. Przez myśl przemknęło mi pytanie jak się czuje? Ciekaw byłem czy wszystko u niego dobrze, nie tylko dlatego, że się martwiłem. Chłopak wydawał się naprawdę okej. Miło byłoby mieć tutaj kogoś takiego.
Dobrym pomysłem był Facebook, bo numeru telefonu do ciemnowłosego jeszcze nie miałem. Opadłem na łóżko obok swojego psa, szukając małego urządzenia pod poduszką.
Tam nie.
Niechętnie dźwignąłem ciężkie ciało z miękkiego posłania i podszedłem do biurka, szukając go w tonach rysunków.
Też nie ma.
Lekko zestresowany wparowałem do łazienki przegrzebując każdą szafkę, z której korzystałem podczas dzisiejszej kąpieli, jednak zawiodłem się po raz kolejny. Ostatnim miejscem, w jakim moja zguba miała szansę się odnaleźć była szafka, w której trzymałem podkoszulki do spania.
Też nic.
Moje rozdygotane z nerwów serce nie pozwoliło mi trzeźwo określić sytuacji, ani przywołać wspomnień, które mogłyby naprowadzić mnie na zgubę. Usiadłem więc na skraju łóżka skupiając uwagę tylko i wyłącznie na swoim rozpędzonym umyśle.
Isaac. 
W głowie dokładnie odtworzyłem każdy szczegół naszego ostatniego spotkania by wychwycić moment, w którym starszy mógłby mi oddać telefon. Gdy przyswoiłem fakt, że nic takiego nie miało miejsca, odetchnąłem z ulgą. Natychmiast opuściłem pokój wychodząc na ciemny, szkolny korytarz. Stawiając kolejne kroki przez pogrążone we śnie miejsce nawet przez myśl mi nie przyszło, że może Isaac również odsypia ostatnie wrażenia. Dzięki Bogu, szybko zorientowałem się, że nie było się o co martwić, bo gdy mój wzrok padł na małą, srebrną tabliczkę i wyrytych na niej literach, mosiężne brązowe drzwi otworzyły się, a staną w nich wysoki i ciemnowłosy chłopak. Uniosłem kąciki ust, czując jak odwaga powoli ze mnie ulatuje. 
Jesteś śmieszny, kiedy nie jest pokrzywdzony, nie umiesz się odezwać?
Skrzywiłem się momentalnie, spoglądając na chłopaka, który wyraźnie oczekiwał, aż zacznę mówić.
- Hej - zacząłem, przesuwając dłonią po splątanych lokach - Ja.. Um, to znaczy, masz może mój telefon? - spuściłem wzrok na nasze stopy, które w tym momencie wydawały się nad wyraz interesujące.
- Jasne, wejdź - odgonił mnie od pomysłu poczekania na niego w bezpiecznej ciemności. Kątem oka zauważyłem jak macha ręką i koniec końców zmusza do tego bym ruszył za nim, odetchnąłem cicho i skinąłem głową gdy odwrócił się do mnie tyłem po czym przekroczyłem próg miejsca, które zamieszkiwał chłopak.
Nie wiem, od jak dawna był w tej szkole, ale dało się wyczuć tutaj coś osobistego, należącego tylko do Isaaca. To miłe uczucie przywołało mi na myśl dom, miałem nadzieję, że mój towarzysz właśnie tak się tutaj czuje. 
O samopoczuciu mówiąc...
- Jak tam z nogą? I w ogóle, co z motorem? - zagadnąłem, zaczynając rozmowę na mało zobowiązujący temat. Starałem się nie rozglądać po pokoju, ale chęć poznania nastolatka nieco bliżej, cały czas mnie gryzła. Przestąpiłem z nogi na nogę, próbując w ten sposób dać upust zdenerwowaniu.
- Z motorem - westchnął - Nie wiem, jutro będę musiał po niego iść - zwróciłem uwagę jak zajmuje miejsce na brzegu łóżka, widać było, że ta prosta czynność sprawiła mu ból.
- Nie możesz iść w takim stanie sam! - uniosłem się, marszcząc przy tym brwi. - Znaczy - kontynuowałem, zły, że nie zdążyłem ugryźć się w język - Jeśli chcesz to pójdę z Tobą - spojrzałem na wyższego, doszukując się na jego twarzy chociażby cienia zwątpienia. Ten nie zrobił jednak nic więcej poza wyjęciem spod poduszki mojego telefonu.
- Jasne - skomentował krótko i wyciągnął komórkę w moją stronę. Uśmiechnąłem się do niego, pożegnałem i opuściłem pomieszczenie, niemal biegiem wracając do swojego pokoju.
Wparowałem do niego, zamykając drzwi i rzuciłem się na łóżko, pozwalając, by małe, białe coś, przejęło kontrolę nad moimi włosami.
- Jestem beznadziejny - burknąłem w stronę psa, odblokowując telefon. Przeglądając listę kontaktów zacząłem szukać telefonu do swojego przyjaciela, kompletnie ignorowałem go od początku mojego przyjazdu.
Przesunąłem palcem wzdłuż litery "I", a na mojej twarzy momentalnie zagościł głupkowaty uśmiech. Przesunąłem po numerze zapisanym jako "Isaac" wchodząc w wiadomości.

Do: Isaac^^
"Do jutra, Tavi"

Uśmiechnąłem się do siebie, chowając telefon pod poduszką. Przytuliłem usypiającego szczeniaka do klatki piersiowej i również pozwoliłem sobie na zasłużony odpoczynek.
Isaac?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz