6.18.2017

Od Spencera CD Charlotty

- Czy ty znowu jesz? – Castiel przystanął obok Spencera, który z widocznie pełnymi ustami chował otrzymane od organizatorów przedmioty do nerki zapiętej wokół pasa.
Trasa biegu zaznaczona na mapie w wymiarze kartki A4, kompas, plus osobiste rzeczy Hyuka, czyli telefon oraz klucze do pokoju. To nie tak, że wkładał wszystko na siłę, po prostu zmuszał owe rzeczy do zmieszczenia się.
- Nie jadłem od dwóch godzin, okej? – Nie patrząc na Castiela siłą wcisnął butelkę wody na tyle, ile mógł, ale ta wystawała prawie ponad połowę.
- Piętnastu minut. – Poprawił go najlepszy przyjaciel, kręcąc przy tym głową z nieukrywanym niedowierzaniem. – Nie żryj tyle, bo nigdzie nie dobiegniesz.
Dla sprawdzenia, czy woda przeżyje bieg zaczął podskakiwać. Po paru dzikich skokach spadła na ziemię, tym samym irytując swojego właściciela. Zacisnął usta i podniósł ją.
- Nie martw się, dam radę i przegonię wszystkich, w tym ciebie. – Wymienili się przyjacielskimi uśmiechami, kiedy to między nimi prześliznęła się Charlotta, wprawiając ich w lekkie otępienie.
Dziewczyna stanęła paręnaście kroków dalej, wśród tłumu, nawet na chwilę nie zerkając w stronę drugiej części swojej pary. Bolesne ukłucie w sercu, ała. Na cóż innego liczył? Że wskoczy mu w ramiona po okazanym zainteresowaniu, gdy jej nie było, bez zgody zapisał na bieg, jeszcze wcześniej miotnął o szafkę. Idąc dalej, do starszych wspomnień, to robiło mu się milej i cieplej na sercu, kiedy przywoływał przed swe oczy obraz uśmiechniętej Charlotty na sali tanecznej. Wtedy wydawało mu się, że nie są wrogami, znajomymi, tylko nieco bliższymi osobami. Szczególnym znakiem dla Spencera było podziękowanie w formie przytulenia.
Po prostu zrobił sobie zbyt wielką nadzieję.
Klepnięty pożegnalnie przez przyjaciela w ramię ocknął się z zamyśleni podążył w stronę, gdzie ostatnio widział dziewczę. W ciągu tych parunastu sekund zdążyło zgromadzić się tyle osób, że stracił ją z oczu. Przebrnął przez głośny tłum, odnajdując zgubę, która, prawdopodobnie, nie ruszyła się z miejsca.
Im bliżej był, tym bardziej miał wrażenie, że ubrała się zbyt skąpo. Nie mylił się, ale jak miał powiedzieć dziewczynie o czymś takim? Liść zarobiony na pewno. Musiał coś wykombinować, inaczej inni będą widzieć to, co chciał widzieć sam.
- Obwiąż sobie bluzę, to nie będzie ci przeszkadzać. – Podszedł do niej z dłońmi splecionymi z tyłu, niczym chcący czegoś dzieciak.
Dziewczę nawet nie uraczyło go spojrzeniem, ale poszła za „radą” z ukrytym drugim dnem. Sam ze swoim polarem już dawno postąpił podobnie, lecz w przeciwieństwie do Lotty, miał na sobie przede wszystkim długie, dresowe spodnie ze ściągaczami. Nie mając kompletnego pomysłu na rozpoczęcie rozmowy, wygrzebał ze swojego małego przybytku otrzymaną mapę, po czym podał ją dziewczynie. Punkty kontrolne były zaznaczone na czerwono. Niektóre specjalnie odbiegały od zielonej linii trasy biegu. W razie zagubienia się, zaznaczono główną drogę przelatującą przez hrabstwo. Zawsze coś.
Po przestudiowaniu świstka wzrokiem oddała go z powrotem, gdy Hyuk zaczął myśleć nad zakupem jakiegokolwiek poradnika obchodzenia się z kobietami, randkowaniem i tym podobnych rzeczy, bo za bardzo mierzył swoje siły na zamiary. Ostatnie wskazówki dotarły do ich uszu, szczególnie jedna najważniejsza, która była bardziej informacją, że to jest zabawa z celem charytatywnym na rzecz wakacji dla dzieci biednych, oczywiście wszystko było zorganizowane pod okiem odpowiednio wybranych sponsorów, burmistrza miasta oraz innych szkół. Zajęty wciskaniem mapy na swoje miejsce, która w magiczny sposób chyba zwiększyła swoje wymiary, nie zauważył kiedy Charlotta zaczęła biec, nie wspominając o przegapieniu początku biegu.
Truchtem ruszył za nią, zaś butelka wody pozostała w jego dłoni. W momencie zrównania się z koleżanką w jego głowie zagościła nieco zboczona myśl, gdyż w piersiach, znaczy staniku, mogła mieć wystarczająco dużo miejsca na tę małą butelkę…
Przestań, póki jeszcze nie wie.
Wiele osób wymijało ich, co, według Spencera, było dużym błędem. Bieg nie był krótki ani droga ciągle prosta, co by pozwolić sobie na szybkość. W takim tempie paręnaście par odpadnie, jeśli następnego dnia popełnią ten sam błąd. Poranne słońce nawet potrafiło nieźle przygrzać oraz oślepić. Po paru minutach truchtu na otwartej przestrzeni wbiegli w las, gdzie ścieżka nie była już zaznaczona, a wręcz niewidoczna.
Cisza panująca miedzy nimi mogłaby wydawać się niezręczna, ale oni tak tego nie odczuwali. Ostatnie wydarzenia znacznie wpłynęły na ich relacje, ochładzając je do maksimum, czyli rozmowa obecna, jeśli jest wymagana. Dla Jae były to okropne chwile. Niemoc zamienienia żadnego słowa z obiektem swoich pragnień i marzeń, to naprawdę katorga. Szczęście w tym nieszczęściu nie odsuwała się, ani nie uciekała, chociaż tego się spodziewał.
Spójrz na mnie. Powiedz coś. Kichnij, cokolwiek.
Tak zamyślony nie zauważył grupy ludzi stojącej mu na drodze, w którą wpadł, taranując przy tym trzy kobiety, a zatrzymując się na wyższym chłopaku. Z niewinnym uśmiechem przeprosił i wrócił do swej dziewoi, nie ukrywającej zażenowania z powodu nieuwagi Hyuka. Przystanął obok niej grzecznie, dopiero teraz zauważając, że znaleźli się w odsłoniętym wąwozie, a jedyne wyjście z niego znajdowało się na ścianie naprzeciw uczestników i było drabiną utworzoną z korzeni rosnącego nieopodal drzewa. Natura potrafiła zaskakiwać swoją przypadkowością.
Wpatrywał się w każdą kolejną osobę wchodzącą po suchych gałęziach trzy metry wzwyż. Po analizie trwającej niespełna dziesięć minut, nadeszła ich kolej.
- Pójdę pierwszy. – Oznajmił i, nie czekając na odpowiedź swojej pary, ruszył ku wejściu.
Korzenie były od siebie znacznie oddalone, co wyglądało zupełnie inaczej, gdy stało się dalej. By sięgnąć kolejnej „belki” trzeba było wybić się za pomocą nóg. Tak też uczynił, lecz użył do tego zbyt wielkiej siły i przedostatnia gałąź wyrwała się z ziemi. W akcie ratunku złapał się kolejnej, aczkolwiek fizyka zaczęła działać i ta postąpiła tak samo. Dziewczęcy krzyk doszedł do uszu Spencera z dołu w momencie, kiedy udało mu się zatrzymać, jedną z dłoni mocno zaciskając na jednostronnie urwanym korzeniu.
Przechodziłeś gorsze rzeczy, ogarnij się.
Zerknął za siebie, zaś Lotta odsunęła dłonie od ust z nadzieją, że nie zauważył. Chciała przed nim udawać niewzruszoną, chociaż doskonale wiedział, iż to był jej głos?
Uśmiechnął się pod nosem i wspiął na sama górę, z przymusu używając większej siły nóg. Na szczycie w oddali ujrzał punkt kontrolny, ale nie zapomniał o dziewczynie. Machnięciem ręki przywołał ją pod ścianę, a szerokim uśmiechem zachęcał do wspinaczki. Gdy znalazła się przy zerwanych korzeniach, wyciągnął w jej stronę rękę.
- Podskocz i chwyć się. – Spojrzał wprost w jej wielkie, niebieskie oczy, które przekazały mu niemałe obawy. – Spokojnie.
Dłuższą chwilę przygotowywała się do podskoku. Nie dziwił się. W końcu strach przed upadkiem z takiej wysokości był zrozumiały. Z determinacją na twarzy w momencie skoku chwyciła się przedramienia Hyuka, który jedną rękę także umiejscowił w podobnym miejscu, zaś drugą trzymał pod ramieniem, bez większych problemów wciągając ją na górę. Nim ruszyli w dalszą drogę, otrzepali swoje ubrania z pyłu, nie zważając na mijające ich pary. Niespiesznie, lecz w ciszy, ruszyli pod górkę, wprost do punktu, przy którym siedziało dwoje nauczycieli, z czego jeden był z Akademii, Withlock, nauczyciel angielskiego. Był pedagogiem z powołania. Skoro dzięki niemu Hyuk zrozumiał język, to musiał mieć już doświadczenie w nauce tych najoporniejszych.
Podpisali dotarcie do punktu, dostali małą kartkę informującą, iż postój został zaliczony, a na dalszą drogę dostali batoniki energetyczne. Oczywistym było, że Spencer swoją słodkość pożarł niemal natychmiast, a przy chowaniu papierka do kieszeni, poczuł szczypanie w okolicy łokcia. Dość głębokie otarcie dawało o sobie znać.
- Zobacz, krzywdę sobie zrobiłem. – Przystanął, zaczynając skubać resztki skóry.
- Zostaw to. – Uderzyła go w dłoń, aby zaniechał swoich poczynań.
Miną zbitego psa niczym nie wskórał. Lotta zmierzyła go wzrokiem z kamiennym wyrazem twarzy, wręcz zbliżonym do pogardy.
Hyuk, idąc tropem sygnałów, które dawał mu organizm, podwinął lewą nogawkę spodni, odkrywając o wiele gorszą, krwawiącą ranę. Może nie był to krwotok, ale co nieco spływało, gdy materiał spodni do niej nie przylegał.
- I tutaj też. – Zwrócił jej uwagę, zaś dziewczę założyło ręce na klatkę piersiową i pokręciło z niedowierzaniem głową.
- Biedne dziecko – rzuciła z przekąsem i ruszyła w dalszą drogę.
Kubeł zimnej wody może to i nie był, ale dało się wyczuć niechęć. Prychnął, nadzwyczaj głośno i wyraźnie. Czemu adorowane kobiety stawały się takie niedostępne? I okropne, wredne, zlodowaciałe i… Właśnie. Lodowate. Niemiłe.
Wyciągnął telefon ze swojej przepełnionej saszetki, po czym chlasnął sobie w czoło otwartą dłonią, krocząc za dziewczyną. Dlaczego był on jednym z tych indywiduów, które nie naładowały telefonu przed wyjściem? Trudno. Niespełna dziesięć procent powinno wystarczyć. Włączył melodię i po cichu podbiegł do Charlotty. Szybkim ruchem zsunął gumkę z jej włosów, po czym w momencie, kiedy ona się odwróciła, przeskoczył na przód. Z uśmiechem zaczął śpiewać słowa piosenki, której wersję bez słów właśnie włączył.

To, co zaraz powiem, może dziwnie zabrzmi
Nie wiem dlaczego, ale coś trudno mi cię rozgryźć
Ciągle walczę.
Tak bardzo cię pragnę!
Oh kochanie, skarbie, proszę nie odchodź!

- Oddaj! – Wyciągnęła w jego stronę otwartą dłoń, zaś Hyuk z uśmiechem zaczął się cofać, jednocześnie podrygując w rytm muzyki. Przy zmianie tempa doskoczył do lewego boku dziewczyny, objął ją prawym ramieniem w talii i razem się obrócili.

Wciąż cię błagam, bez ustanku
Cholera, nie mogę nawet zasnąć
Nie mogę pojąć, czym jest to uczucie

Po puszczeniu, Lotta obróciła się jeszcze raz, zaraz do niego podbiegając, w celu odebrania gumki. Spencer schował ją za swoimi plecami i nachylił się do niej, swoim nosem dotykając jej policzka.

Jesteś zimna i gorąca zarazem, diablico

Uniknął wymierzonego policzka, krocząc dalej wydeptaną ścieżką, zaś na palcu kręcił własnością dziewczyny, zaś w drugiej dłoni trzymał jej bluzę, która znalazła się tam w magiczny dla niej sposób.

Niczym nagły deszcz w środku lata
Po orzeźwieniu mojego rozgrzanego ciała,
Znowu sprawiasz, że zasycha mi w gardle.

Charlotta rozpędziła się i wskoczyła mu na plecy, domagając się zwrotu gumki. Założył ją na jej chudy nadgarstek, po czym ramiona dziewczyny owinął sobie wokół szyi. By nie wyjść na nieokrzesanego zboczeńca, bo nieokrzesany na pewno był, złapał ją pod kolanami, aby nie spadła.
- To ja jestem tutaj ranny. – Cmoknął z niezadowoleniem, kiedy to postanowiła go poddusić.
- Nieś mnie i nie marudź. – Szepnęła mu do ucha, przepełnionym groźbą głosem.
Uśmiechnął się pod nosem i specjalnie ją podrzucił, po czym ruszył truchtem. Po parunastu metrach telefon zamilkł. Bateria uległa rozładowaniu.
- Nie jestem za ciężka? – Zapytała nagle, zaczynając sprawiać wrażenie, że też ma dość panującej między nimi ciszy.
- Nie martw się, jak się zmęczę, to cię upuszczę. – Zażartował, spokojnie kontrolując swój oddech, bo to on odgrywał tutaj największą rolę. – Kiedy byłem w oddziale, to troszkę nabroiłem i przez pół dnia nosiłem kapitana na swoich barkach. Wtedy zrozumiałem, że najlepszą karą, z której karany ma coś wyciągnąć, jest zmęczenie takiego osobnika. W przyszłości zastosuję to na swoich dzieciach, a może i na tobie.
Lekkie klepnięcie w głowę było ostrzeżeniem. Na pewno i jeszcze ostrzeżeniem. W ten sposób przeszli niespełna kilometr, po czym Lotta znowu musiała użyć swoich nóg. Kolejny punkt znajdował się tuż przed kolejnym wejściem do ciemnego lasu, ale uprzednio trzeba było przejść po grubej kłodzie nad doliną, wydrążoną niegdyś rzeczkę, z której pozostał ledwo widoczny strumyk. Bez problemu przeszli dalej, z dodatkiem pełnej butelki wody i kolejnych batoników. Przy trzecim i ostatnim punkcie miał czekać na nich autokar, z wi-fi, klimatyzacją oraz rozkładanymi fotelami, jednakże był on tylko dla pierwszych dwudziestu par. Resztę czekała jazda zwyczajnym, ciasnym autobusem, bez żadnych ulepszeń.
Teraz to nie był bieg, tylko wyścig. Organizatorzy specjalnie poustawiali przeszkody w postaci powalonych drzew, dołów z wodą i kałuż błota, aby nie było tak łatwo. Pomimo trudności, ciągnięty przez Lottę i ze wzajemnością, udało im się załapać na cudowny pojazd, będąc mniej więcej w połowie puli. Kiedy autokar ruszył w kierunku jeziora, a dokładniej pola namiotowego. Właśnie od tamtego miejsca, dnia następnego, miał rozpocząć się kolejny etap biegu, w kierunku starego młyna, gdzie kończyła się cała impreza festynem ze współpracą okolicznych mieszkańców.
Większość zasnęła, w tym Spencer, przykryty swoją bluzą. Spokojny, gdyż Charlotta siedziała przy oknie, więc był pewny, że bez jego wiedzy nie ucieknie. Nawet nie prosił, nawet się nie spodziewał, ale obudziła go, kiedy już byli blisko celu. Słońce powoli chyliło się ku horyzontowi , wprawiając ludzi w otępienie. Dzień przeleciał tak szybko, a wydawało się, że dopiero się zaczął.
Po wyjściu z pojazdu, cudowna woń lasu wymieszana z chłodną wilgocią pobliskiej wody, orzeźwiała niesamowicie, zaś widoki wprawiały w zachwyt. Las łagodnie otaczał brzegi jeziora, pozostawiając wystarczająco dużo wolnej przestrzeni na plażę. Odpowiednio zabezpieczone, stożkowate ognisko zaczynało się już palić. Wokół rozstawiono parę ławek, krzeseł i bel, a nieopodal także stół z kiełbaskami, piankami, ziemniakami i innymi dobrze smakującymi smakołykami, jeśli opali się je nad ogniskiem.
To był właśnie Bear River Lake Resort
Słońce ostatecznie zaszło, aczkolwiek ostatnie promienie wychylały się znad wzgórz, po drugiej stronie jeziora. Nauczyciele umilali czas poprzez różne, wymyślne gry, a i śpiew przy gitarze musiał być. Po pierwszej, smakowitej kiełbasce, Lotta wstała z kłody, lecz Hyuk zdążył ją złapać za rękę, przesyłając pytające spojrzenie. Nie wyrwała się, nie odtrąciła słownie, tylko ujęła jego dłoń i pociągnęła. Kiedy odeszli wystarczająco daleko, puściła.
- Idę się przemyć. – Oznajmiła, odsuwając się.
- Są tu jakieś prysznice? – Zaczął się rozglądać, z nieukrywanym zdziwieniem na twarzy, zaś dziewczyna parsknęła krótkim śmiechem.
- W jeziorze, tam dalej, dalej. – Wskazała kciukiem, po czym pomachała mu drugą dłonią i oddaliła się.
Niepewny, co ma ze sobą zrobić, wpierw spojrzał na zbitą grupę przy ognisku, po czym obiegł wzrokiem resztę rozsypanych uczniów, a następnie wolnym krokiem zmierzył w stronę, w którą udała się Lotta.
Nie. Nie chciał jej podejrzeć. Wręcz przeciwnie, przypilnować, aby nikt tego nie zrobił. Po dłuższej wędrówce oraz nasłuchiwaniu odnalazł owe miejsce, gdzie zażywała kąpieli. Upewnił się z ukrycia, że nic jej nie grozi, rozejrzał dookoła, aż ostatecznie przysiadł pod drzewem, które było osłonięte krzakami. Nieco oddalone od miejsca kąpieli i dlatego je wybrał. Mógł wtedy wcześniej zareagować. Nie mógł też tego powiedzieć Charlotcie, bo za kogo by go wzięła? Nawet wolał się nad tym nie zastanawiać.
Ile czasu potrzebowała kobieta, aby się umyć? Ciężko było to teraz odmierzyć, ale trwało to wystarczająco długo, aby zdążył wyrwać całą trawę wokół. Dźwięk kroków i podniesionych męskich głosów postawił go do pionu. Wyszedł na ścieżkę, tym samym zatrzymując czwórkę chłopaków, może młodszych, może starszych, to nie było ważne. Każdy z nich trzymał coś w dłoni, piwo, bądź papierosa, a jeden przypadek nawet obie miał zajęte.
- O, właśnie ciebie szukaliśmy. – Mruknął jeden z nich, stając tuż przed Spencerem. Wyższy o głowę, lecz Hyuk nie zamierzał odstąpić, pomimi dodatkowego zionięcia ohydnym piwem. – Widzieliśmy, jak miotałeś piękną panną o szafki w szkole. Nie wiem, jak to się robi w twoim zacofanym kraju, ale u nas podniesienie nawet tylko głosu na kobietę jest odpowiednio karalne.
Nim Jae zdążył otworzyć usta, aby odpowiedzieć, szybki, wycelowany, niewidoczny w mroku cios w brzuch sprawił, że zachłysnął się powietrzem i zgiął w pół. Po chwili prześmiardnięte tytoniem palce złapały go za blond włosy, ciągnąc ostro w górę.
- Jeśli jeszcze raz zobaczymy cię przy niej, nie będzie tak miło. – Opluł mu twarz, umyślnie lub nie, a rozbiegane oczy pokazywały inne używki. – Już teraz radzę ci wrócić do siebie, do tego syfu, który nazywacie krajem.
Mógł się obronić. Mógł mu przyłożyć, powalić całą czwórkę, ale powstrzymał się. Słowo czterech przeciw jednemu, chociaż ich stan mógł się opowiadać za Spencerem, ale wolał nie sprawdzać. Gróźb też się nie bał. Specjalnie opadł na kolana, zaś oni odpuścili i odeszli, ostatni raz spluwając mu pod nogi. Głęboko odetchnąwszy wstał z kolan, otrzepał swój ubiór, poprawił włosy i wrócił na pole namiotowe. Po paru minutach z lasu wyłoniła się postać Lotty, która od razu poprawiła mu humor, nie mając o tym pojęcia.
- Wiesz, że śpimy w jednym namiocie i jednym śpiworze? – Poruszył wymownie brwiami, na co Lotta tylko wzruszyła ramionami, by po sekundzie zorientować się, co powiedział.
Zszokowana wparowała do namiotu. Sam wsunął głowę do środka i wtedy właśnie idealnie wymierzony cios otwartą dłonią opadł na czubek jego głowy.
- Głupie żarty. – Prychnęła, odwracając się tyłem. – Jeden namiot akceptuję, ale jeden śpiwór to za mało. Spałbyś bez.
- Nie podzieliłabyś się? – Zapytał z udawanym smutkiem, siadając na swoim miejscu. – Ja bym się z tobą podzielił.
Kolejne prychnięcie. Zdjęła buty i weszła w śpiwór, nakrywając się aż po samą szyję, a następnie odwracając plecami w stronę Spencera. Ten uczynił podobnie, lecz przed położeniem się, zgasił małą latarkę wiszącą pod szczytem namiotu.
- Dobranoc. – Szepnął, kładąc się na wznak.
Na chwilę wstrzymał oddech, aby nie pominąć odpowiedzi. Jakże przyjemne ciepło oblało jego serce, kiedy usłyszał z jej ust te słowo. Od razu lepiej się zasypiało.

Ćwierkanie ptaków wtargnęło do pokoju przez uchylone okno, oznajmiając śpiącej parze w dwuosobowym łóżku, iż nastał poranek. Słoneczny, chłodny i orzeźwiający zarazem. Hyuk Jae wyciągnął ręce ku górze, rozbudzając się całkowicie. Przesunął się pod białą kołdrą ku dziewczynie śpiącej doń tyłem. Wtulił się w jej plecy i ucałował w szyję, cicho prosząc o otworzenie powiek. Schował nos w jej charakterystycznie pachnących włosach, gdzie jeden z kosmyków wszedł mu w oko, przyprawiając o niemiłosierny ból.

Rzeczywistość była inna. Co prawda, przytulił się do Lotty, lecz nie była ona z tego powodu zadowolona.
- Czy ty wiesz, co to jest przestrzeń osobista?! – Podniosła się do siadu, bez wzruszenia patrząc na swoją ofiarę, której przed chwilą przywaliła z łokcia prosto w oko, no, może trochę niżej, ale ból nadal ten sam.
- Czy ty wiesz, jakie są kary za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu?! – Odgryzł się, palcami zakrywając obite, zaczynające już łzawić, oko.
- Wynoś się. – Wskazała palcem na wyjście z namiotu i przybrała nadzwyczaj groźny wyraz twarzy, nieznoszący sprzeciwu.
Otworzył jeszcze usta, aby coś jej odpowiedzieć, ale zabrakło mu pomysłu, więc posłusznie opuścił na czworakach namiot, aby po momencie do niego wrócić. Dziewczę zdążyło w tym czasie z powrotem zawinąć się w śpiwór.
Odchrząknął wyraźnie, aby zwrócić jej uwagę. Gdy tak się stało, zakomunikował:

- Zaspaliśmy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz