6.26.2017

Od Sylvaina CD Leandera

Cały w nerwach pojechałem za chłopakiem do szpitala. Nie pozwolili mi jechać w karetce, więc zamówiłem taksówkę. Siedziałem obok kierowcy, z całych sił pubnoróbując go nie poganiać. Martwiłem się tak bardzo, że nie byłem w stanie tego opisać. Nie spodziewałem się, że z Leanderem może być aż tak źle.
Przez moją samolubność, Leoś...
Mógł nawet umrzeć.
Mój Leoś...
Nigdy nie będzie mój, bo na niego nie zasługuję. Znam go zaledwie miesiąc, a już tyle razy go zraniłem.
Taksówka zatrzymała się. Rzuciłem stu dolarowy banknot i jak najszybciej wysiadłem. Przepychając po drodze ludzi, wbiegłem do środka, wprost do Informacji. Miałem szczęście - w kolejce była tylko jedna osoba.
O jedną za dużo.
Przegoniłem tę myśl i w napięciu czekałem na swoją kolej. Krople potu spływały po moim ciele od stresu. Tak bardzo się martwiłem. To przeze mnie. Gdybym go nie zostawił...
W końcu przyszła kolej na mnie.
- Dzień dobry, gdzie trafił Leander Leitter? - zapytałem na jednym wydechu.
- Ktoś z rodziny?
- Tak, cioteczny brat - skłamałem.
Westchnęła. Pewnie doskonale wiedziała, że kłamię. Przecież jestem w tym słaby.
- Niech ci będzie... OIOM. Drugie piętro.
Podziękowałem i szybkim krokiem kierowałem się w stronę schodów. Mijałem lekarzy, pielęgniarki, zwykłych ludzi. Patrzyłem na nich wszystkich, mając nadzieję, że jednym z nich będzie cały i zdrowy Lenader, któremu rzucę się w ramiona.
Kocham go. Teraz to wiem.
Biegłem po dwa schodki naraz, byle jak najszybciej dostać się na miejsce. Jeśli nie będą chcieli mnie wpuścić, wepchnę się sam.
Dotarłem pod drzwi. Przywitał mnie rudy lekarz o oczach bardzo podobnych do Leosia.
To już obsesja.
- Szukam Leandera. Leandera Leittera - powiedziałem.
- Sylvain? - zapytał.
- Tak... Skąd pan wie?
- To było pierwsze, co powiedział po obudzeniu. Szuka pana.
Puścił mnie przodem, przez wielkie podwójne drzwi. Pospiesznie wszedłem do środka, szukając ciemnobrązowych włosów Leandera. Leżał na końcu sali, słaby. Podszedłem do niego i złapałem za dłoń chłopaka. Spojrzałem mu w oczy, które słabo spoglądały w moją stronę. Uśmiechnął się słabo. Przyniosłem sobie krzesło i usiadłem.
- Hej, Leoś - przywitałem się.
- Cześć - powiedział słabo. - Dziękuję, że jesteś.
- Nie mógłbym nie przyjechać.
Wziąłem ze stolika chustkę i przetarłem czoło Leandera. Był cały rozpalony. Westchnął cicho z wdzięczności. Chciałem mu tak wiele wytłumaczyć, przeprosić. Jednak wiedziałem, że teraz to i tak nie ma sensu.
- Co ci jest? - zapytałem.
- Lekarze stwierdzili zapalenie płuc.
Spojrzałem szeroko otwartymi oczami ze zdziwienia.
- To przez ten basen, prawda? - I tak znałem odpowiedź. Och, Leander. Przepraszam.
Poczułem, jak coś łapie mnie za ramię. Odwróciłem się i zobaczyłem lekarza.
- Przykro mi, Sylvain, ale musisz wyjść. Możesz poczekać na zewnątrz - powiedział.
Spojrzałem jeszcze raz na chłopaka. Pomimo tego wszystkiego był piękny.
- Zaraz wyjdę - powiedziałem do lekarza. - Proszę o chwilę.
Kiwnął głową i odszedł.
- Kocham cię. - Po tych słowach od razu wyszedłem. Nie chciałem usłyszeć odpowiedzi. Nie zasługiwałem na jego miłość, ale chciałem, aby wiedział.
Wyszedłem z OIOMu i usiadłem na ławce. Nie miałem po co wracać do szkoły. I tak nic bym nie zapamiętał. Mogę tu nawet spać, chociaż i tak nie wiedziałem, czy zasnę.
Zrobię wszystko, by mi wybaczył.

Leander? Dzięki za użyczenie konta, hehe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz