3.03.2017

Katfrin Salvadore

Imię: Katfrin, Victoria nazywana jest też Setną
Nazwisko: Salvadore
Pochodzenie: Wenecja – Włochy
Wiek: 18 lat
Orientacja: heteroseksualna
Głos: Wierna Suka -WDoWA
Pokój: numer 29
Aparycja: Jej długie brązowe włosy spływają lekkim falami na jej chude ale umięśnione ramiona. Jej pełne wargi są zawsze umalowane dopasowane do czarnych jak smoła oczu, które zawsze wyrażają obojętność. Jej paznokcie są często umalowane na czarny kolor z jakimiś dodatkami. Jest średniego wzrostu kobietą (166cm).
Charakter: Miła, kochana osoba nie mogąca skrzywdzić muchy… no tak muchy nie skrzywdzi bo nawet jej nie dotknie. Za bardzo się brzydzi… ble! Ale czy na pewno jest miła i kochana? Tsa… wręcz przeciwnie, nie wyobraża sobie życia bez sarkazmu i krzywdzenia innych. Kocha wnerwiać, a wręcz wk*rwiać innych i śmiać się z nich. Nie lubi być poważna choć nie chodzi tu o śmianie się… w ogóle po co marnować urodę? Zmarszczki…? To nie dla niej, woli być bezlitosną suką z piękną mordą niż wesołą księżniczką z brokatem na mordzie zasłaniającą zmarszczki! Zawsze przerywa czyjeś wypowiedzi łapiąc za błędy, przyczepi się do wszystkiego i każdego, choć sama uważa, że ona jest idealna… uważa? Ona to wie, jest idealną bezlitosną suką, nazwij ją tak a ona będzie szczęśliwa choć nie da po sobie o tym poznać… zmarszczki?!

No cóż Katfrin nie należy też do kłamców… chyba, że wyjdzie jej to na dobre. Zwykle jest szczera, ale jeśli po przez kłamstwo można coś osiągnąć… to czemu nie wykorzystać swojej wspaniałej gry aktorskiej? Nie interesuje ją czy ktoś przez to będzie cierpieć, przecież ważne by jej było dobrze! Nie interesuje ją życie innych, ich szczęście to ich uczucie, nie jej! Nie ma zamiaru cieszyć się tylko dlatego bo komuś zdarzyła się miła rzecz… to bezsensu!

Katfrin to mroczna osoba, wyobraża sobie świat inaczej niż każdy inny… nie jest taki piękny jak teraz… jeśli uważasz, że dzisiejszy świat jest do d*py czy brutalny to nie chcesz poznać marzeń tej dziewczyny… nie… w ogóle nie poznawaj tej osoby. Zniszczy cię, Victoria uwielbia łamać psychikę ludzi i mówić co mają robić. Żyje swoimi zasadami i nieważne czy zagraża to jej życiu. Zrobi to co musi. Za swoją rodzinę (a raczej jej część bo tylko brata, Demona i Mortena) mogła by zginąć, oddać wszystko, być poniżana i karana z to, że nie chce mówić. Przed nikim się nie pokłoni, nigdy. Nie ma szacunku dla innych, nie będzie im podlegać, nie ukłoni się, nie będzie sługą. To ona łamię ludzi, to ona nimi potem rządzi. Ona nie pokłoni się nawet jeśli wpływać będzie to na jej życie, jeśli będziesz chciał ją zabić za to, że tego nie zrobiła, ona splunie ci na twarz i powie, że się nudzi. Będzie miała odwagę spojrzeć w twoje uczy i zaśmiać się, rzec, że nigdy się tak nie uśmiała, że już nigdy się nie uśmiechnie i ostatnie co zobaczy to twoją mordę. Więc każąc Katfrin się pokłonić nie licz na wiele, jedynie na wyśmianie, poniżanie, plucie na ciebie oraz sarkazm.

Dziewczyna jest bardzo uparta co do swoich planów, więc nie ważne czy będą one prawie nie do zrobienia trzeba wykonać to do końca. Nie lubi gdy ktoś jej pomaga i mówi co ma robić, twoja pomoc będzie bezskuteczna… czemu? Chcesz pomóc tej wrednej zimnej osobie? Nie wtrącaj się do tego co robi… tylko tyle wymagaj jeśli chcesz jednak zrobić coś innego Katfrin tego po prostu nie zauważy, będzie ignorowała twoją pomoc i ciebie. Więc nie licz na podziękowania czy przytulanie… Victoria nie lubi się przytulać, nie lubi gdy ktoś ją dotyka, przypomina jej to dzieciństwo, jak jej rodzina ją biła i molestowała. Kat prawie się wtedy złamała, prawię się pokłoniła i powiedziała by robili co chcą. Jednak w tym czasie pojawił się Christian który uratował ją przed błędem życia.

Jest to cierpliwa osoba… nie wierzę pierwsza dobra cecha! Ale czy w dobrych zamiarach…? No właśnie nie. Katfrin może czekać miesiącami na dobry moment wyciągania informacji. Uwielbia łamać ludzi, do nich trzeba mieć cierpliwość, odwagę, narzędzia i silną wolę, dziewczyna ma wszystko co potrzebne więc czemu się nie zabawić? Niestety w tej zabawię szczęśliwa jest tylko dziewczyna. Możesz uznać ją za psychicznie chorą i prawdopodobnie masz rację.

Choć pod warstwami żądzykrzywdzenia, wredoty, bezlitości oraz zła jest to dziewczynka która miała złe dzieciństwo, złe życie, to rodzina zrobiła ją taką jaką jest. W towarzystwie ludzi, których kocha jest miła i szalona. To rodzinę powinni obwiniać, i choć Katfrin w to nie wierzy i chce zapomnieć wiedziała, że wtedy, gdy ją dotykalni i bili złamała się, wtedy była małą dziewczynką chcącą być kochaną i szanowaną. Ale zmienili ją, zmienili na potwora. Maszynę do krzywdzenia psychicznie jak i fizycznie i żądną zemsty dziewczynę . Każdy myśli, że dla niej nie ma już ratunku… może to prawda. Może już nigdy nie zrobi czegoś dobrego, ale chce zaznać prawdziwego szczęścia, nie chodzi jej tylko o miłość. Pragnie być spokojną osobą nie martwiącą się o to kto i jak może chcieć ją zabić. Chce być normalną osobą… jednak czy potrafiłaby się zmienić? Raczej nie… dlatego nie wierzy w to co wierzą inni. Kiedyś obiecała sobie, że stanie się jak diabeł, już dziś może przyznać, że dokonała tego zadania. Już dziś może umrzeć…
Choć zawsze pragnęła spełniać swoje marzenia, realizuje je do dziś, do dziś chce być szczęśliwa jednak nie widać tego po niej na pierwszy rzut oka… może nawet nie i po setnym ale jednak, ma marzenia, ma cele. Nie ma jednego… szczęścia.
Partner: Śmiech na Sali (nie)
Rodzina: Christian Salvadore (brat) teraz mieszka z bratem gdyż rodziców opuściła od razu kiedy Christian skończył pełnoletność
Zajęcia: Aktorstwo, pisarstwo, sztuka
Zainteresowania: Katfrin ma wiele zainteresowań od ćwiczeń po aktorstwo aż do szkicowania i śpiewania (nie lubi mimo to śpiewać przed kimś). Ale zacznijmy od samego początku jaki sport uprawia Victoria? Katfrin wiele czasu spędziła nad boksem, MMA oraz krav maga, jednak to jedynie walki, Kat interesuje się także piłką ręczną, pływaniem oraz kalistoteką, do tego regularnie ćwiczy w domu oraz chodzi na siłownie. Setna bardzo często zakłada słuchawki bierze swój szkicownik i zaczyna rysować, najczęściej są to zwierzęta, krajobrazu, a nieraz wymyślone przez nią postacie fantastyczne czy nawet rzeczywiste. Można więc powiedzieć, że rysuje w każdej kategorii. Victoria udziela się w wielu przedstawieniach teatralnych jak i do wystąpienia w kilku scenach w serialu czy filmu, zawsze uwielbiała wczuć się w swą rolę i grać przed sceną, która uwielbia graną przez nią postać lub nienawidzi. Katfrin uwielbia też śpiewać, jednak prócz brata nikt nie odkrył jej małego talentu, a ona sama nie ma zamiaru się nim dzielić. Uwielbia śpiewać piosenki z bajek, sprawia to iż jest spokojniejsza, jednak gdy ma zły humor woli metal oraz rap. Jednym z największych zainteresowań Katfrin są konie, kocha te zwierzęta ponad życie, często wymyka się w nocy i idzie do pobliskiej stadniny gdzie zaprzyjaźniła się z jego właścicielem, bierze swojego ulubionego konia i wyjeżdża z nim, wraca przed świtem zawsze szczęśliwa.
Inne: Katfrin ma wiele tatuaży i kilka kolczyków: w wędzidełku, w pępku oraz kilka w uszach. X X
Choruje na bezsenność
Odkłada pieniądze na wykupienie ulubionego konia ze Stadniny – Demona
Kiedyś była uzależniona od palenia – teraz pali okazyjnie
Miała trudne dzieciństwo, którym się nie chwali
Gdy się stresuje najczęściej bawi się swoim naszyjnikiem, który dostała od brata
Kolekcjonuje broń białą (cała jej kolekcja jest w jej domu (a raczej brata))
Jest uczulona na marchew oraz na czekoladę (mimo to ją je, przez co nieraz ma lekką wysypkę na dłoniach)
Często czyta
Jest anorektyczką
Jest chora jednak nikt prócz brata nie wie na co konkretnie
Kontakt: Katfrin.

Od Charlotty

  Środa. Środek tygodnia. Którego większość z uczniów tak wyczekuje, głównie dlatego, że po środzie wszystko jakoś szybciej mija. A wolny weekend to coś, czego wyczekują wszyscy. Przynajmniej dyrekcja nie wpadła jeszcze na pomysł, by zająć nam czymś te dwa dni, ale przecież zawsze mogło się to zmienić. Chociaż z drugiej strony, co tu jest takiego do robienia? Powiedzmy sobie szczerze, nie za wiele.
 Przyjrzałam się swojemu rysunkowi szkieletu psa z mechaniczną nogą. Nie wyszła mi czaszka, psy raczej mają trochę bardziej spłaszczoną... No nic, poprawię to na lekcjach. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do biurka, na blacie którego miałam przyklejony plan lekcji.
 Pierwsze dzisiaj są zajęcia taneczne. Ucieszyłam się nawet na tą wieść. Lubiłam te zajęcia, a pan Craver był naprawdę dobrym nauczycielem. No i fajnie się na niego patrzyło. Czynnikiem, którym zjednywał sobie prawie wszystkich uczniów, był fakt, że był naprawdę równym facetem. Dało się z nim pogadać jak z normalnym człowiekiem, nie oczekiwał od nikogo ukłonów i niewiadomo jakiego szacunku. Ale jego braku też nie tolerował, więc trzeba było wiedzieć do jakiego stopnia można się z nim spoufalać.
 Spakowałam wszystkie potrzebne książki do torby i wyszłam z pokoju, zamykając drzwi na klucz. Droga z części, w której były pokoje, do tej części akademii, gdzie była sala taneczna, pracownia fotograficzna i inne tego typu wyspecjalizowane pomieszczenia, nie była zbyt skomplikowana. Przejście jej zajmowało mi zazwyczaj około trzech minut, jednak dzisiejszego dnia w drodze zatrzymał mnie dyrektor, co przedłużyło moją drogę na salę taneczną.
- Witaj, Charlotta. - Mężczyzna uśmiechnął się do mnie, zatrzymując gestem ręki. Popatrzyłam na niego uważniej, pytającym spojrzeniem. Tego dnia nie za bardzo miałam ochotę na luźne pogawędki z dyrektorem. Lubiłam go, znaliśmy się prawie całe moje życie, w końcu małżeństwo, które prowadziło akademię, było także dobrymi znajomymi moich dziadków, którzy zajęli się moim wychowaniem, gdy matka nie była już do tego zdolna. I mimo, że mocno ich kochałam i robili dla mnie wszystko co najlepsze, nie byłam nigdy z nimi do końca szczera. Głównie chodziło o moje zdrowie i to ustrojstwo, które nosiłam w sobie. Ojciec i matka dobrze wiedzieli, jakie zagrożenia wiążą się z tym urządzeniem, jednak stwierdzili, że nie ma sensu martwić tym dziadków, a prawdopodobieństwo takiego zagrożenia jest zbyt małe, by nie móc spróbować. Jednak ja dzisiaj wiedziałam, czułam, że mimo wszystko to był błąd. Ale było za późno.
- Dzień dobry panu. - Uśmiechnęłam się lekko do dyrektora, starając się panować nad głosem, co z rana nie było takie proste.
- Dziadek prosił, żebyś zadzwoniła do niego dzisiaj wieczorem.
- Dobrze, zrobię to. Dziękuję. - Skinęłam głową na pożegnanie dyrektorowi i oddaliłam się szybko, nie chcąc, by mężczyzna zaczynał następny temat. Nie to, że nie lubiłam pana Trumana. Ja po prostu...
 Resztę drogi do sali tanecznej pokonałam bez większych przeszkód. No może poza wpadnięciem na kilku uczniów na zakrętach. Ciężko przewidzieć, że ktoś zaraz wyjdzie na ciebie zza rogu. A z moim wzrostem nie byłam zbyt widzialna dla chłopaków mających prawie dwa metry. Coś za coś.
 Po krótkiej rozgrzewce i rozciąganiu się pan Craver przedstawił nam nowego ucznia. Chłopak... Hah, z wyglądu raczej nie dało się go nie zapamiętać, jednak jego imię... Było tak dziwaczne, że nie byłam w stanie powtórzyć go nawet trzy sekundy po tym, jak się przedstawił, a co dopiero na koniec lekcji. Podczas której ćwiczyliśmy już cały układ, którego uczyliśmy się na poprzednich lekcjach.
 Na koniec zajęć mężczyzna kazał ustawić się nam w linii i z zamkniętymi oczami wskazał jedną osobę. Palec pana Cravera padł centralnie na mnie.
- O. Emi, świetnie. Chodź tutaj - gestem ręki przywołał mnie do siebie i czarnowłosego, który stał obok niego, przyglądając się wszystkim. Swoją drogą, to był chyba jedyny nauczyciel, który mówił do mnie Emi. - Pomożesz nowemu koledze z naszym układem, prawda? Nie będzie to dla ciebie problem? - Uderzył mnie pięścią w ramię, na co zaśmiałam się, robiąc naburmuszoną minę.
- Oczywiście, że nie.
- Super. Im trochę czasu zajęło nauczenie się tej choreografii, jednak jesteś bystry i myślę, że w pojedynkę pójdzie ci szybciej. - Poklepał naszą dwójkę po plecach, po czym odszedł do pozostałej części grupy. Zerknęłam na czarnowłosego z zadziornym uśmiechem.
- Pierwsze zajęcia dzisiaj o szesnastej. Nie spóźnij się - mrugnęłam do niego i wyszłam z sali, zabierając swoje rzeczy spod ściany.


EDIT: Jeongguk? Zmienione xD pasuje? ^-^

Od Farry



Dziś był mój pierwszy dzień w szkole. Wstałam wcześnie by poćwiczyć. Następnie szybki prysznic i mycie zębów. Przez prawię godzinę szukałam stroju. Wybrałam białą sukienkę od Gucci i białe buty na obcasie.
Spięłam włosy w kucyk, zrobiłam make-up i gotowe. Spojrzałam na plan lekcji, pierwszy niemiecki. Lubię ten język ale jeszcze go dobrze nie opanowałam by posługiwać się nim biegle. Usłyszałam wibrowanie telefonu w torebce. Wyjęłam go i odebrałam.
-Tak tato? - Powiedziałam po rosyjsku.
-Jak pierwszy dzień w szkole?
-Dzień dopiero się zaczął, nawet jeszcze nie wyszłam z pokoju. - Zaśmiałam się.
-O przepraszam...wiesz inne strefy czasowe.
Porozmawialiśmy jeszcze kilka minut.
Dumnym krokiem wyszłam z pokoju i weszłam do szkoły. Była ogromna. Nie zdołam znaleźć sali na czas. Podeszłam do pierwszej, lepszej osoby, okazał się nią chłopak z włosami postawionymi do góry.
-Wiesz, może gdzie jest sala w której odbywa się język niemiecki? - Zapytałam po angielsku z bardzo wyraźnym rosyjskim akcentem.
(Hayden?)

Farra Lemkova

Imię: Farra
Nazwisko: Lemkova
Pochodzenie: Moskwa, Rosja
Wiek: 20 lat
Orientacja: hetero
Głos: KLIK
Pokój: nr 3
Aparycja: Farra jest piękną wysoką, młodą kobietą o brązowych oczach. Mierzy 1,69 m wzrostu. Ma ciemnobrązowe, proste, długie włosy najczęściej uczesane w kucyk. Jest bardzo szczupła. Nosi tylko markowe ubrania, są to najczęściej obcisłe, przylegające do ciała sukienki.
Charakter: Farra jest chłodną osobą. Od zawsze była rozpieszczana przez rodziców. Zawsze dostaje to co chce, za wszelką cenę. Kontroluje wszystko i wszystkich. Jest dumną, zapatrzoną w siebie kobietą. Zawsze dba tylko o siebie i o swoje sprawy, inni ją nie obchodzą. Świetnie kłamie, jest po prostu urodzoną aktorką. Kocha manipulować innymi i im rozkazywać. Nie przyjmuje do świadomości odmowy czy porażki. Uwielbia być w centrum uwagi. Jeśli jest wściekła to lepiej się do niej nie zbliżać. Nie cierpi dzieci. Zadaje się tylko z bogatymi ludźmi.
Partner: nie szuka
Rodzina: Jest córką rosyjskiego oligarcha (bilionera), jednego z najbogatszych ludzi na świecie o imieniu Vladimir. Jej matka jest rosyjską modelką. Nie ma rodzeństwa.
Zajęcia: aktorstwo, gra na instrumencie (gitara), pisarstwo
Zainteresowania: moda, jest fanką boksu
Inne:
-posługuje się biegle: rosyjskim, angielskim, hiszpańskim i koreańskim
-ma szybki metabolizm
-posiada prawo jazdy
-ma sporą kolekcję drogich samochodów
-posiada prywatny odrzutowiec Bombardier Global 5000  oraz jacht 
-codziennie ćwiczy
-posiadłość Farry w Los Angeles http://homesoftherich.net/wp-content/uploads/2012/12/Screen-shot-2012-12-12-at-4.54.15-PM.png
-inne zdjęcia: x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x, x
Kontakt: mustang177

3.02.2017

INFO TIME!

Co prawda o tym co piszę teraz było wcześniej wspominane na chacie, jednak shout'y znikają więc chyba warto o tym wspomnieć.

Znacie ten problem kiedy piszecie opowiadania do tzw. "ktosia" i czekacie... Czekacie i kiedy już dochodzicie do wniosku, że nikt nie zainteresuje się waszymi wypocinami dostajecie ich aż zbyt wiele?
Co wy na to, żeby wprowadzić pewną zasadę, zabawa polega na tym, że osoba, która ma zamiar odpisać na opowiadanie *proszę być tutaj 100% pewnym, żadne "może" nie jest brane pod uwagę po prostu dołącza do posta z opowiadaniem komentarz. Ułatwi to wszystkim sprawę.
Co do osób, które nie posiadają autora na blogu mogą się zwyczajnie dogadać przez koniki, sądzę, że ułatwi to wszystkim pracę.
POZDRAWIAM XD

~ Załoga Bloga.

Od Haydena

Ludzie drwią, to normalny odruch.
Szydzą bo się boją.
Szydzą bo nie rozumieją. 
Nie jest łatwo być mną, mną Haydenem Lavell'em, tym, który codziennie o czwartej rano z drżącą dłonią połyka garść tabletek, które nie pomagają. Tym Haydenem, który z przerażeniem stawia każdy krok bo nie wie czy do jego pustego łba nie wpadnie pomysł tak irracjonalny, że potrzeba jego wykonania w końcu zrobi mu krzywdę, który pragnie wszystkiego nie rozumiejąc niczego.
Tym Haydenem, który nie umie pokazać tego przed innymi.
Samotność.

Jeszcze raz rozejrzałem się po obszernej stołówce przyglądając twarzom wygadanych uczniów, zawsze zastanawiało mnie, jak to możliwe, że wszyscy się od siebie tak bardzo różnimy, a przecież reprezentujemy jedną beznadziejną ludzką rasę.
Zwróciłem uwagę na grupę dziewczyn po mojej lewej, pięć wysokich kobiet o ładnych kształtach, które podkreślały zbyt krótkimi ubraniami, swoją drogą to dziwne, że szkoła na to pozwala... Lustrowały one wzrokiem dosłownie każdego chłopaka, który pojawiał się w drzwiach by następnie każda zaczęła podszeptywać do siebie nawzajem wcale nie ciche komentarze.
Niesamowite jak pustym człowiekiem można się stać.
Na prawo?
Kompletne przeciwieństwo, przy jedynym stoliku skupisko tych osób, dla których nauka - to świętość. Obrzuceni stosem książek i dokumentów nie zajmują się tak przyziemnymi sprawami jak jedzenie, czy jakiekolwiek znajomości. Jednak oni to kochają, chcą być tymi odkrywcami, których nazwisko na wieki zostanie zapamiętane w przyszłości...
Są też popularni i Ci, których nikt nie lubi, klasowe śmieszki i Ci wiecznie smutni, słuchający Rocka i Justina Biebera... 
To dziwne, że mimo tych wszystkich przeszkód łączy nas tak silna więź i potrzeba wzajemnego kontaktu.
Obserwacja.

Zniechęcony wałkowaniem tak banalnego tematu jak inni ludzie wróciłem do lektury, Holmes był pierwszą pozycją na liście moich ulubionych książek, i mimo, że na pamięć znam wszystkie jego sprawy wciąż chętnie wracałem do zapisanych stronic. 
- Wszystko co dobre kiedyś się kończy - cichy głos dobiegł do moich uszu i uświadomił, że właśnie po całej szkole rozbrzmiewał dzwonek, dziesięć minut przerwy to za mało. 
Zdecydowanie za mało. 
Zamknąłem książkę, gładząc jej wierzch i upewniając się, że żadna ze stron nie wysuwa się nawet na milimetr spod pozostałych, gotów na zajęcia z wokalu.
Obsesja.

Byłem nimi cholernie podekscytowany, zwłaszcza, że jakby nie patrzeć to właśnie wokal, coś co robiłem od najmłodszych lat.
Z początku tylko pod prysznicem, ale skargi sąsiadów same wyniosły mnie na minimalnie wyższy poziom, szczerze mówiąc teraz ciężko mi powiedzieć, czy robili to z powodu późnej godziny, czy zwyczajnie zmęczyło ich słuchanie mojego wycia - byłem wdzięczny. Gdyby nie oni, gdyby nie moi ojcowie, którzy co noc śpiewali mi do poduszki kiedy jeszcze żyli, nigdy nie dostałbym się do tej szkoły, nigdy nie spełniałbym własnych marzeń. 
Pasja.

***

Ostatni dzwonek wdzięcznie otoczył szkołę, uświadamiając wszystkim, że to koniec katorgi, że właśnie nadszedł moment wolności, w którym nawet słońce świeci jaśniej. Podobno to właśnie wtedy wpadamy na najgłupsze pomysły, w tedy jesteśmy najbardziej pomysłowi i pełni szalonego, młodzieńczego zapału.
Szkoda, że nie zawsze płynie on w dobrą stronę...
Fakt 1.
Byłem nowy.
Fakt 2.
Ta szkoła to jak widać idealne miejsce, dla rozwydrzonych dzieci, których nawet rodzice nie chcą.
Fakt 3.
Tam gdzie kłopoty, tam jest i Hayden.
Wychodząc na szkolny taras nie dało się nie usłyszeć ambitnej sprzeczki, w której głosy samych zainteresowanych mieszały się z pokrzykiwaniem podzielonego na strony tłumu. Pewnie każdy normalny człowiek na moim miejscu odwróciłby się do zdarzenia plecami zajmując własnymi sprawami.
Ja jednak nie byłem "normalny"
Zdenerwowany faktem, że źródłem konfliktu jest dziewczyna, nie myślałem zbyt wiele *w ogóle nie myślałem* i niczym rycerz na białym koniu wkroczyłem do akcji. Kłótnia była tym głośniejsza im bliżej jej epicentrum się zbliżałem, nie zastanawiając się nad konsekwencjami swojego zachowania i jakby kompletnie odcięty od rzeczywistości złapałem chłopaka za ubrania i odciągając od dziewczyny zmusiłem by stanął naprzeciw mnie. Nie był zbyt wysoki, w sumie niewiele wyższy ode mnie, co za różnica.
W momencie, który zapamiętam prawdopodobnie do końca szkoły nie liczyło się nic.
Choroba.
 Szarpanina trwała w najlepsze, w którymś momencie polała się pierwsza krew, sam jednak nie byłem w stanie poznać z czyjego nosa, bo otoczyła całe moje ręce i twarz, przeciwnik rzucał się na mnie pięściami i tak trwaliśmy w szamotaninie, w którą wreszcie wkroczyła osoba trzecia, czyjaś silna dłoń objęła moje ramię ciągnąc do tyłu tak, że kompletnie straciłem równowagę, stan, jaki ogarną mój umysł nie pozwolił mi zidentyfikować postaci, jaka przerwała pojedynek, nie docierał do mnie nawet jej głos tłumiony przez szum, który z wolna rozsadzał mi czaszkę.
Ten nieprzyjemny, bolesny dźwięk, który sugerował mi, że z wolna dochodzę do siebie, w towarzyszącym mi osobniku dostrzegłem mężczyznę, który po zaciągnięciu mnie w jeden z akademickich korytarzy jak widać znalazł sposób by skutecznie mnie otrzeźwić...

Zostawiam ten sposób waszej wyobraźni *polecam niech mu przyłoży to się ogarnie czy coś xd
Ps. nie umiem opisywać człowieka w chorobie, halp.
ktoś?
Coś?

Od Klary

Dryyyyyyń!
 Och, Jezu, jak ja nienawidzę budzika... Gdy rano słyszę ten dźwięk to mam szczerą ochotę popełnić samobójstwo. Wiele oddałabym za to, żeby móc zostać w łóżku, poleżeć sobie, wreszcie porządnie się wyspać, poczytać książkę, potem wstać, wziąć gorącą kąpiel... Niestety. W mojej szkole - nic z tego.
 Szybko wyskoczyłam spod kołdry, żeby nie ociągać się zbyt długo. Nie miałam dużo czasu na przygotowanie się, a jak zwykle musiałam wyglądać perfekcyjnie. Jeszcze w piżamie zrobiłam dziesięć przysiadów, po czym odłączyłam telefon od ładowarki, podłączyłam słuchawki i włączyłam energiczną muzykę, by się rozbudzić. Pobiegłam do łazienki, przemyłam twarz zimną wodą, wyszczotkowałam zęby, następnie oczyściłam skórę tonikiem, po czym wróciłam do pokoju, by się ubrać. Otworzyłam swoją dużą szafę, w której i tak nie mieściły się wszystkie ubrania, dlatego były stłoczone jak sardynki w puszce. Zastanawiałam się przez chwilę (nie za długo - nie mam dużo czasu), co założyć. Wybrałam w końcu różowy T-shirt, dżinsy z wysokim stanem i czarny, krótki sweterek. Na nogi założyłam czarne buty na obcasie. Teraz wzięłam się za szybki dzienny makijaż - to znaczy lekkie podkreślenie oka i szminka w kolorze nude. Jest okay. Wyglądam jak zwykle pięknie (czy zachowuję się jak Narcyz?).
 Wyszłam z pokoju, w jednej ręce trzymając torbę z książkami - oczywiście firmową i idealnie pasującą do mojego look'u, a w drugiej małą kanapkę z pomidorem i sałatą (jestem wegetarianką). Gdy już się pożywiłam, wyjęłam z kieszeni telefon i zaczęłam przeglądać na nim najświeższe snapy, które dostałam od przyjaciół (i wielbicieli). Weszłam właśnie do budynku szkoły, zmierzając w stronę klasy, gdzie miałam mieć zajęcia z pisarstwa. Widziałam dobrze, jak wszyscy (a w szczególności chłopacy), których mijam oglądają się za mną. No tak, norma, gdy się wygląda tak, jak ja.
 Stanęłam na szczycie schodów i miałam właśnie zbiec na dół, gdy mój najnowszy smartfon postanowił zrobić mi psikusa - to znaczy wypadł z mojej dłoni, po czym, schodek po schodzie, przekoziołkował na sam dół.
 - Szlag... - mruknęłam sama do siebie, po czym szybko zbiegłam na dół, by podnieść telefon. Jednak zrobiła to już za mnie jakaś dziewczyna...

Lena?