3.26.2017

Od Haydena CD Briana

21.03.2017

Dzisiaj było śmiesznie, ludzie pili i bawili się na dworze. Po ulicach rozchodziła się głośna muzyka i stłumione rozmowy. Każdy się cieszył, że zaczęła się wiosna, ja nie. Ja siedziałem i słuchałem, siedziałem z Tobą na kolanach przysłuchując się dźwiękom ulicy, Ci ludzie. Oni byli tacy szczęśliwi, mieli gdzieś jutro, nie przejmowali się tym co ich czeka, razem z przyjaciółmi przemierzali świat, wierząc w dobre czasy. Ja siedzę nadal z Tobą na kolanach i długopisem w dłoni myśląc o tym, że jedynym żartem w moim życiu jest to iż w ogóle przyszedłem na świat. Mam wolną tylko jedną rękę więc ciężko mi pisać, pielęgniarka co chwila przewraca mi kartki. To krępujące, ale ona nie czyta, nawet nie zerka, a jedynie się do mnie uśmiecha. Cieszę się, że Cię, tu mam, ale nie pomagasz mi wyładować emocji.
Dziś mija trzeci tydzień od wyjazdu Briana, ale nadal sobie nie radzę. Nie umiem. Czuję się przez to martwy tak samo w środku jak i na zewnątrz. Czuję się też zmęczony, nie mam siły nawet siedzieć, ale po co mam siedzieć, po co mam robić cokolwiek, bo przecież do niczego się nie nadaję. Krangwell miał rację, jestem nieudacznikiem na jego łasce.
On zapomniał?
Tęsknię za nim, ale to koniec wiem, że nigdy mi nie wybaczy. Moczę kartkę swoimi łzami, płaczę od tylu dni bez przerwy, że już nie mam czym. Wszystko mnie boli więc nic już dzisiaj nie napiszę, zaraz podadzą mi kroplówkę, to śmieszne, że muszą mnie karmić pozajelitowo. To dlatego, że nie chcę jeść? Czy dlatego, że z moim zdrowiem jest źle? Albo dlatego, że złamałem nos lekarzowi, który spróbował mnie dotknąć. Nie chcę o tym myśleć, wyrządziłem zbyt wiele szkód. Tak jak mówiłem kończę, dobranoc.


22.03.2017

Dochodzi dwunasta, a ja nadal leżę w łóżku, kompletnie nie chce mi się wstawać bo i nie mam po co. Po południu przychodzi do mnie lekarz na rehabilitację, nie wiem od kiedy się ze mną w to bawi, ale to męczące. Nie mam już opatrunków, bo wszystko dobrze się zrosło. Nie chcę się ruszać, nie potrzebuję tego więc po co mnie do tego zmuszają?
Po co ta cała zabawa? Przecież dobrze wiem, że im na mnie nie zależy. Teraz idę bo znowu robi mi się smutno. Jestem ciekaw czy Brian zdążył ułożyć sobie życie.
Potem napiszę, nie chcę o tym myśleć.

~~~

To był jeden z gorszych dni jakie pamiętam, jest mi smutno i wszystko mnie boli. Pielęgniarka powiedziała, że przyszła do mnie ostatni raz, a ja nie chcę żeby mnie zostawiała. Ma na imię Pamela i bardzo ją lubię. Opowiedziałem o wszystkim, o Brianie, codziennie słuchała, kiedy płakałem trzymając się jej białego fartucha, wyjąc o tym, jak bardzo go kocham. Ona nigdy nic nie mówiła, nie pouczała mnie, jedynie słuchała, by za chwilę zmienić temat na jakiś beznadziejny jak pogoda, próbowała mnie uspokoić i wychodziło jej.
Jednak byłem tylko pacjentem, jednym z wielu, a pojutrze pójdzie do innego zapominając o tym, który próbował się troszczyć.
Jak mogę go kochać, skoro go zostawiłem?  Nie zrobiłem tego dla JEGO dobra, tylko dla SWOJEGO, jestem egoistą.
Za swoją narcystyczną stronę ponoszę karę na tych rehabilitacjach, nie wiem czemu nadal mnie do nich zmuszają. Opanowałem wszystkie czynności życiowe na nowo i nie potrzebuję ich pomocy by się wykończyć. Poza tym... Ten nowy psychiatra, nie lubię go. Zmusza mnie, żebym mówił, ale ja mówić nie chcę, dzięki Bogu on też odejdzie. Jest straszny i nie chcę o nim pisać. Poza tym nic więcej się nie działo, nie chcę jeść i udaję, że to robię, żeby się nie czepiali bo przez te igły wyglądam jak narkoman i mam spuchnięte ręce.
Nadal czekam na telefon od Krangwella.
Teraz już kończę, chcę iść spać.

23.03.2017

Jest środek nocy, a ja piszę i płaczę. Błądzę po dziwnych ścieżkach, próbując pozbierać chociażby kawałki mojego rozerwanego serca. Myślałem dzisiaj o śmierci, czemu ludzie odbierają sobie życie. Czytałem dzisiaj jedną z książek Nory "Inny Świat" Gustawa Grudzińskiego i zawarty tam cytat chyba mi to wytłumaczył "Dobrze jest mówić o nadziei tym, którzy oczekują czegoś od przyszłości; ale jak natchnąć nią człowieka zbyt słabego, aby położyć kres swoim cierpieniom własną ręką?" Nie wiem czemu, ale dał mi do myślenia i zacząłem bać się śmierci, nie, nie śmierci. Nie boję się bólu jaki przyniesie, po prostu boję się samotności.
Samotności? Śmieszne, bo teraz przecież jestem otoczony wianuszkiem prawdziwych przyjaciół i kochającej mnie rodziny. Nawet mój drugi  ja  mnie zostawił, nie ma go, odszedł. Szkoda, bo z nim byłem trochę mniej sam.
Kompletnie bym zapomniał, dzisiaj pożegnałem się  z Pamelą, rehabilitantem i tym wstrętnym psychiatrą. Będzie mi ich brakować, bo zostawili w moim domu dziwną pustkę. Dużo płakałem kiedy odchodzili, muszę przestać ryczeć, to mało męskie. Pielęgniarka, gdy wychodziła powiedziała mi, że jeśli naprawdę kocham Briana, to muszę o niego walczyć.
Tylko nie powiedziała mi jak...  Nie chcę walczyć, jeśli teraz wrócę do jego życia, mogę je znowu zepsuć, a tego bardzo się boję.
Na pewno świetnie sobie radzi...
Powoli robi się jasno, zbliża się szósta, ostatnio źle śpię. Wstaję bo muszę wziąć leki i zjeść.
Nie chcę jeść.
Nie chcę niczego

~~~

Mój notatniku, to śmieszne, że Cię prowadzę. Na siłę wypełniam samotność próbując się z Tobą porozumieć. Chcę żebyś na mnie nawrzeszczał, uderzył w twarz i kazał zrobić cokolwiek żeby zatrzymać te żałosne pasmo udręki. Pamela miała rację, muszę zacząć walczyć, ale mam dość walk. Tak wiele razy musiałem podnosić się z ziemi. Mam ochotę na niej poleżeć. 

~~~

 Nie mogę już dłużej leżeć. Nie wiem czy to przypadek, ale śnił mi się Luhan w towarzystwie moich ojców i Nory. Prosił, niemal błagał bym się nie poddawał. Naprawdę chciałem z nim porozmawiać, chciałem, żeby mnie przytulił. Jednak on zniknął, rozpłynął się gdy tylko się obudziłem. To niesprawiedliwe, że wspaniali ludzie odchodzą, tak szybko umierają, zostawiają nas, tych... innych.
Złych?
Nie uważam siebie za złego. Tego drugiego ja uważam za złego, ale on odszedł, nie odzywa się do mnie.
Powinienem się cieszyć, tylko, że teraz nie mam ani Briana ani drugiego mnie.
Krangwell się nie odezwał.
Zostaliśmy sami.

25.03.2017

Nie wierzę, że tak łatwo dałem się nabrać na kłamstwa psychiatry. Dlaczego on tak bardzo znienawidził Briana? Od pierwszej chwili próbował wmówić mi, że jest zły.
Bo co?
Bo w przeciwieństwie do niego robił to ze zwyczajnej troski? Bo mu na mnie zależało?
Wiesz co? Mam poczucie winy, dałem się omotać na piękną wizję słodkiego życia w Wielkiej Brytanii, a tak naprawdę? Moja druga osobowość nadal milczy, może też ma wyrzuty sumienia, że niemal doprowadził mnie do samobójstwa. Albo zbiera energię żeby zrobić coś dużo gorszego? Może kumuluje się gdzieś we mnie wyczekując momentu by zaatakować?
A może cały czas coś robiła tylko nie ma przy mnie nikogo kto by mi o tym powiedział.
W każdym razie wszystko wygląda normalnie.
 Wiedziałem jaki cel ma w tym wszystkim, czasem chciałem by już to zrobił. Cały czas biorę bardzo silne leki i staram się je brać bo obiecałem to Brianowi. Obiecałem, że dam radę.
Chciałbym żeby wrócił, wiem, że cały czas o tym piszę, ale cały czas też o tym myślę, jestem ciekaw co robi jak sobie radzi, czy kompletnie o mnie zapomniał. 
Jeśli on to zrobił to czemu ja nie mogę?

~~~

Opowiem Ci coś śmiesznego. Postanowiłem, że muszę działać, nie wiem czy wyrzucili mnie z Akademii, ale to nie ma teraz znaczenia, chcę odebrać swoje rzeczy.
Żeby to zrobić muszę zarobić na bilet, a nie chcę dotykać majątku Nory, wszystko przepisała mnie, ale to nie znaczy, że mam przepuścić jej pieniądze. Postanowiłem wyjść do ludzi, ale żeby to zrobić potrzebowałem porządnej kąpieli, przed którą buntowałem się wiele dni, aż ciężko uwierzyć, że nie zalęgły się tam żadne robaki.
Ubolewałem tylko nad włosami, były straszne, a na ich smalcu można było robić frytki. Szorowałem i obcinałem je dwie godziny teraz nie są już takie długie, przycięte po bokach, zdecydowanie mi w nich lepiej. Muszę tylko zrobić coś z podpuchniętymi oczyma, ale może wystarczy, że się wyśpię? Cała kąpiel zajęła mi ponad cztery godziny i chyba właśnie to mnie śmieszy
Muszę zacząć działać.


27.03.2017

Cześć, wczoraj nie pisałem bo nie miałem czasu. Zarabiałem pieniądze i grałem na gitarze, potem jadłem. Zmuszam się do jedzenia, żeby dobrze wypaść przy normalnych ludziach.
Jestem chory, nie normalny, nieważne co mówił Kanadyjczyk.
 Kolega z klasy mówił, że Brian wygląda normalnie i chodzi do szkoły.
 Normalnie? Co rozumiał przez "normalnie" skoro sam był ćpunem i alkoholikiem na zmianę. Nie. Brian Kang to najsilniejsza osoba jaką znam, na pewno ma się dobrze. Nie wiem tylko czy kogoś ma, Jake mówił, że nie widywał go z nikim, że mało pokazuje się w szkole
Jestem zazdrosny. Co więcej nie mogę się doczekać by chociażby dowiedzieć się czy wszystko z nim dobrze, strasznie się o niego martwię, ale to dobrze.
W ten sposób mniej myślę o sobie i nie jestem takim egoistą. Poza tym podobało mi się na ulicy, ludzie mnie słuchali i to było...
Nie wiem, poczułem się jakby nieco mniej samotny.
Poza tym wiesz, nie sądziłem, że tyle mogę uzbierać w dwa dni, stać mnie na bilet, zresztą już go kupiłem i jutro wylatuję. Nie wiem czemu się tak cieszyłem, ale fakt iż wracałem do żywych był pocieszający. On nadal się nie odzywał, trwał w tej ciszy, która zaczęła mnie dobijać. Krangwell nie wrócił, nie dzwonił.
Zniknął. 
Więc ja mogłem znowu zacząć się uczyć, znowu mogłem uwierzyć w to, że wszystko wróci do normy. Nie chcę teraz myśleć o blondynie, o tym jak bardzo mnie nienawidzi, chcę wrócić do szkoły ze świadomością, że próbuję zacząć wszystko od nowa, tym razem nie może być tak tragicznie.
Postaram mieć dobre wyniki, znajdę nowych znajomych, w ogóle wyprowadzę wszystko na prostą.
Dam radę, wiem to.
Teraz stoję nad walizką i zbieram zdjęcia, wszystkie. Chcę mieć je przy sobie, zabieram ubrania, pamiątki, znalazłem łańcuszek, nosiłem go całe życie do dnia śmierci Luhana, teraz też zacznę. Poza tym idę spać, jutro muszę wyglądać jak najlepiej.


28.03.2017

To mój ostatni wpis, potem Cię wyrzucę i zapomnę.
Poza tym wcale nie wyglądam najlepiej, nie wyglądam nawet dobrze.
Mam sine oczy i zapadnięte policzki. Skóra przybrała szarawy kolor, ale nie przejmuję się tym, to od leków.
Jestem taki szczęśliwy. Zapomnę o tym miesiącu, nie wiem jak, ale wyrwę go ze swojej głowy i odpocznę w akompaniamencie szkolnych wariactw. Wrócę do codziennych obowiązków, będzie dobrze.
Poza tym nadal nie zrobiłem żadnej głupoty i biorę leki, to możliwe, żeby on odszedł na zawsze? Pamela mówiła, że kiedyś to nastąpi ale mam dziwne przeczucie, że to nie koniec. W ogóle, obok mnie siedzi jakiś Azjata, to dziwne ale nie kojarzą oni mi się z Brianem kompletnie.
On był jedyny w swoim rodzaju.
Dopiero teraz zaczynam myśleć o naszej konfrontacji, swoją drogą nieuniknionej. W końcu będziemy musieli stanąć ze sobą twarzą w twarz i co wtedy? Czy którekolwiek z nas będzie w stanie wydusić słowo? Czy Brian w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać?
Nie będzie miał wyjścia, nieważne gdzie i kiedy go spotkam zmuszę go by ze mną porozmawiał. Zmuszę go do tego przed czym sam uciekałem.
Teraz kończę i więcej nie napiszę, przydałeś się i dziękuję Ci za te 3 tygodnie, nie wiem czy Cię wyrzucę, ale na pewno schowam tak by nikt nie znalazł. 
Lepiej by to co zrobiłem zostało tajemnicą.

***

Stałem pod jego drzwiami, gotów jak jeszcze nigdy dotąd by po prostu przez nie przejść. Niezależnie od reakcji powiem, co powiedzieć mam i jeśli nie będzie chciał, to wyjdę. W pokoju paliło się światło, był tam.
3...
2...
1...
Po prostu wparowałem do środka, nie pytałem, nie pukałem, nie zrobiłem niczego na co powinien zebrać się normalny człowiek. Kang poderwał się z łóżka, na którym leżał do tej pory jakby nie spodziewając się mojej wizyty spojrzał na mnie tak jakby widział najgorszego potwora.
Bo to prawda...
- Co Ty...
- Zamknij się i mi nie przerywaj - musiałem dać upust swoim nerwom, chciałem oczyścić sumienie - Nie chciałem Cię zostawiać, ale ciągle to robiłem i to niszczyło. Nie umiałem walczyć, poddałem się na starcie chociaż we mnie wierzyłeś, Ty prosiłeś mnie żebym się trzymał i Ty jeden dałeś mi nadzieję, ja tak po prostu się odrzuciłem, bo tak. Bo myślałem, że to dla Ciebie lepsze, co ja gadam, myślałem, że to lepsze dla mnie. Ten wypadek, ja nie chciałem, nie wiedziałem, że to robię nie byłem świadom tej cholernej jezdni, nie widziałem samochodu. Wtedy on odszedł, druga osobowość zniknęła, a ja zrozumiałem co Ci zrobiłem. Nie proszę żebyś mi wybaczył, powinieneś się mnie brzydzić, powinieneś mnie w tym momencie wyrzucić z tego pokoju. Ja musiałem to wyjaśnić, musiałem Ci to powiedzieć bo kocham Cię, jak nikogo innego, najmocniej, najbardziej i jak ten ostatni idiota myślałem, że po prostu tak będzie lepiej, ani razu nie biorąc poprawki na Twoje uczucia. Ten czas kiedy Cię nie było, kiedy wróciłem do tej rzeczywistości jaką czułem przed wyjazdem do szkoły dały mi do zrozumienia, że na żadne z Twoich uczuć nie zasłużyłem, nie na te dobre. Wiem jednak, że muszę Cię przeprosić bo nie mogę żyć z myślą, że tak bardzo mnie nienawidzisz, do końca życia nie wybaczę sobie tego jak bardzo Cię zawiodłem i oddałbym wszystko i wszystkich żeby to się nie stało, żebyś nadal mnie kochał bo naprawdę wierzę, że właśnie to czułeś zanim okazałem się tym egoistą - urwałem, próbowałem nie zanieść się płaczem, ale łzy z spływały z moich oczu strumieniem tak zwartym, że ledwo co składałem całe zdania nim nie zacząłem dławić się słoną wodą - To okropne, że teraz wracam i proszę o wybaczenie, że po takim czasie mam czelność na Ciebie patrzeć, ale nie mogłem wytrzymać, nie dałem rady. Nie mogę nic więcej powiedzieć, nic więcej zrobić jak tylko Cię przeprosić, więc przepraszam, przepraszam - dukałem to słowo tak szybko, że traciło sens, tysiąckroć powtarzałem je wlepiając spojrzenie w chłopaka naprzeciw. 
Musiał mi wybaczyć.
Chciałem tylko tego. 
Żeby zrozumiał.
Żeby zrozumiał po raz kolejny.

Brian?
...

Od Hangagoga CD Ellen

Spojrzałem na dziewczynę z lekkim uśmiechem.
- Hachimitsu wa... Asobu watashi ni mimiwokatamukeru, watashi no tonari ni seki o torimasu (Słonko... zajmij miejsce obok mnie, posłuchaj jak gram) - powiedziałem powoli i sięgnąłem po gitarę stojącą obok łóżka. Wziąłem kostkę do gry i nastroiłem instrument. Powoli zacząłem grać śpiewając do tego jedną ze swoich pierwszych piosenek. Kiedy skończyłem piosenkę dziewczyna siedziała obok mnie, uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem jej policzek. Czarnowłosa zarumieniła się i położyła się na łóżku. Odłożyłem gitarę na miejsce, a kostkę na biurko, wróciłem do dziewczyny i zawisłem nad nią. Ujrzałem w jej oczach strasz.
- Watashi no osorete wa ikemasen. Watashi wa kizutsukeru koto wa arimasen (Nie bój się mnie. Nic ci nie zrobię) - powiedziałem do niej i zacząłem całować jej szyje odgarniając jej włosy.
- Nokoshimasu (zostaw) - rzekła niepewnie cicho jęcząc, a ja spojrzałem na chwilę w jej oczy.
- Junsuina tanoshimi (sama przyjemność) - szepnąłem jej do ucha. Znów zacząłem całować, zdjąłem jej bluzkę, by znów wrócić do jej ciała. Następne były spodnie, zdjąłem je by zobaczyć jej czarne figi. Zacząłem całować jej brzuch masując przez materiał majtek jej miejsce intymne. Wróciłem ustami wyżej, zdjąłem jedną dłonią jej stanik, bawiłem się jej jędrnymi piersiami. Całowałem i ssałem sutki. Bawiłem się niby, robiłem wokół nich kółka palcami.
- Hottoite kure! (Zostaw mnie!) - krzyknęła dziewczyna chcąc się wyswobodzić z mojego uścisku. Odsunąłem się od niej i pocałowałem jej czoło.
- Loipón, to méli, allá na thymáste. Kai étsi eíste orycheío, tha epaiteía sta gónatá tou, enó kánei ton poútso mou tha érthei píso se sas. Xéreis giatí? Epeidí den tha vreíte állo, o opoíos tha kánate ikanopoiiménoi (Dobrze skarbie, ale pamiętaj. I tak będziesz moja, będziesz błagała na kolanach robiąc mi loda bym do ciebie wrócił. Wiesz czemu? Bo nie znajdziesz innego, który by cię zaspokoił) - powiedziałem w swoim języku - Greckim.
- Dōomoimasuka? (co mówisz?) - zapytała niepewnie, była przestraszona. Westchnąłem i usiadłem obok niej, chciała uciec jednak złapałem ją i przytuliłem do siebie.
- Gomen'nasai, hachimitsu, watashi wa shimasen. Ichido mo watashi wa sono yōna josei o miru toki, watashi... Watashi wa chōdo teishi suru koto wa dekimasen (Przepraszam skarbie, już nie będę. Nie raz tak mam... nie mogę sie powstrzymać gdy widzę takie kobiety) - powiedziałem szybko gładząc jej włosy. Dziewczyna płakała jednak wtuliła się we mnie. Wziąłem ją na ręce i podszedłem do swojej szafki. Wyjąłem swoją białą bluzkę i wróciłem na łóżko gdzie założyłem ją na dziewczynę i znów przytuliłem.

Ellen? xD daj mu szanse ^^

Od Aleca C.D Leny

   Trzy dni przeleciały mi jak przez palce. A jednak przez cały czas, gdy podejmowałem wyzwanie nauczenia Isabelle matematyki, odnosiłem wrażenie, że w tych dniach czegoś mi brakuje. Kogoś. Ta codzienność różniła się od tej sprzed kilku dni, i niespecjalnie odpowiadała mi ta nagła zmiana. Ale... Isabelle była całkiem miła, nieśmiała i łagodna. Poza faktem, że całkiem odrywała mnie od utrzymywania innych znajomości, z czasem edukowanie jej traktowałem jak prawdziwy obowiązek, tracący na jakichkolwiek chęciach. Czasami przyłapywałem się na rozmyśleniach, że ona dawno już wszystko zrozumiała, tylko udaje, że nic nie wchodzi jej do głowy. To dziwne. Ciągle miałem nadzieję, że Lena zrozumie to, że chcę pomagać, chociaż... przez te krótkie trzy dni nawet nie zdążyłem zamienić z nią najmniejszego zdania; bałem się, że całe moje budowanie naszej relacji w tej chwili burzy się jak mur, a ja nie zdaję sobie z tego sprawy.
   Alec, dzisiaj z nią porozmawiasz. 
   – Alec? Zawiesiłeś się? – Czułem, jak czarnowłosa szturcha mnie w ramię. Rozejrzałem się dookoła, jakby dopiero teraz wracając umysłem do rzeczywistości. Byliśmy na tarasie, już jako jedyni po lekcjach.
   – Nie, co jest? – Mój lekko zmęczony, może znudzony wzrok skierował się na książkę, którą Isabelle trzymała na swoich kolanach. Jednocześnie zlustrowała mnie wzrokiem, utwierdzając mnie w przekonaniu, że najwyraźniej trafnie odczytuje moją twarz.
   – Nie chcę cię znowu męczyć, bo widzę, że jesteś wyczerpany, ale... – zawiesiła głos – znowu nie rozumiem tego tematu. – Zacisnęła usta z cienką kreseczkę, sprawiając wrażenie przestraszonej tym, że właśnie to powiedziała.
   Zaczerpnąłem większy haust powietrza, ocierając wierzchem dłoni oczy. Odebrałem jej książkę, patrząc w jej treść i niestety w obecnym stanie umysłowym mogłem jedynie udawać, że czytam. Miałem dość na dzisiaj. 
   – Przepraszam, Isabelle. Jestem już mocno zmęczony, tłumaczę ci to dziesiąty raz. Nie obrazisz się, jeśli... zaczniemy od jutra? – Wypuściłem powietrze z płuc. W odpowiedzi uniosła niespodziewanie głos, mówiąc nie szkodzi, uśmiechnęła się i... położyła rękę na moim ramieniu, od razu zabierając ją, gdy mój wzrok dotarł w tamto miejsce.
   – Przepraszam... jasne, że możemy jutro. A mogę o coś zapytać?
   Podniosłem na nią pozbawiony wyrazu wzrok, czekając na to, aż otworzy usta. Cholera, naprawdę każde sekundy przewijały mi się tak wolno, jakbym siedział w jednej pozycji przez co najmniej dwie godziny. Była już osiemnasta i pierwsze, co chciałem zrobić przed długo wyczekiwanym snem to odwiedzić Lenę. Fakt, że dawno z nią nie rozmawiałem, dźgał moje wnętrze prawdziwym ostrzem oplutym groźnym jadem, który roznosił się w moich żyłach. Naprawdę potrzebowałem obecności Leny. 
   – Widziałam tę dziewczynę... – Zrobiła przerwę, jakby chcąc przypomnieć sobie jej imię i wszystkie wspomnienia z nią związane. – Lenę. – To, co powiedziała, sprawiło, ze w moim sercu na nowo obudził się uszczypliwy ból. – To... twoja dziewczyna? Przepraszam, że pytam, ale wyglądacie naprawdę ładnie razem. Więc...?
   Zastanowiłem się chwilę, choć wcale tego zastanowienia nie potrzebowałem. Lena była mi naprawdę bliska i czułem to jeszcze wyraźniej, gdy stałem obok niej i na nią patrzyłem. Skąd ta wścibskość, Isabelle?
   Zmuszony pod wpływem przesuwającego się czasu, odparłem:
   – Jest mi bliska. Ale to nie moja dziewczyna. – Widziałem, jak moja uczennica spuszcza głowę i pod kosmykami włosów skrywa niewyraźny uśmiech. Zignorowałem to, starając sobie uświadomić, co naprawdę czuję, lecz za każdym razem, gdy chciałem ułożyć sobie wszystko w głowie, coś mi przeszkadzało i cofało taśmę od nowa. To było cholernie męczące. 
   – Muszę iść – powiedziałem mimowolnie, zbierając każdą książkę należącą do mnie. Zgarnąłem je w plecak, i w chodzie krzyknąłem do jutra, jak najszybciej oddalając się w stronę wyjścia z tarasu. Isabelle rozdrapała drażliwy dla mnie temat, którego całkiem nie rozumiałem; bezustannie miałem wrażenie, że jak nad nim myślę to umyka mi dziwny fakt, przez który nie mogę sklecić wszystkiego w całość.

***

   Stykałem pięść z powierzchnią drzwi, pukając kilkukrotnie do pokoju Leny. Słyszałem... dwa kobiece głosy? Natychmiast ucichły, gdy tylko dałem o sobie znać. Delikatne kroki zbliżały się w moją stronę, a potem zrozumiałem, że drzwi otwierają się, a w nich stanęła Lena. Spojrzałem bez żadnego słowa na jej twarz, chcąc odczytać jakiekolwiek wiadomości, ale całkiem na próżno. A moja wyrażała najszczersze troski, które pragnąłem jej w tym momencie przekazać. Przeprosić za to, że tak długo się nie odzywałem...
   – Lena... – urwałem, gdy złapała za klamkę, posyłając mi pytające spojrzenie.
   – Przepraszam, mam teraz gościa. – Zbyła mnie i poczułem niemiłe ukłucie w sercu, zdając sobie szybko sprawę z tego, że Lena miała przez ostatnie trzy dni dokładnie tak samo. Dlaczego, do cholery, jestem takim idiotą? 
   – Lena, nie rozma...
   – Wiem, nie rozmawialiśmy. Od dawna. – Wypuściła powietrze z płuc, jakby zmęczona tą krótką rozmową. Pierwszy raz czułem tak skomplikowane uczucie, jakbym chciał ją zatrzymać przy sobie i nie pozwolić, żeby mnie opuściła, mimo że sprowadziłem na nią dokładnie to samo. Miałem ogromny żal do siebie, a nawet nie wiedziałem jak to naprawić. Moje oczy wręcz przewiercały jej niebieskie tęczówki w poszukiwaniu najmniejszego śladu smutku, rozpaczy, tęsknoty, ale one były jak wyprane z uczuć.
   Między nami narodziła się dołująca cisza, przez którą dziewczyna delikatnym ruchem zamknęła drzwi, a ja stałem dalej jak słup i patrzyłem jak to robiła, czując, jak w moich oczach zakorzenia się jeszcze większa rozpacz. Wówczas uświadomiłem sobie, jak narasta we mnie falująca pustka. Proszę, Lena, proszę... – te słowa rozbrzmiały głęboko w moim umyśle, ale to, co się w nich zmieniło to to, że były przepełnione prośbą i troską, której nie potrafiłem uzasadnić. Po prostu chciałem ją zatrzymać... ale czego ja oczekuję, gdy przez te trzy dni praktycznie nie miałem warunków, by się z nią zgrać. Wtedy w moje myśli wplątała się Isabelle, i to pomogło mi dojść do wniosku, że tak naprawdę przez nią zbywałem Lenę. Jak długo można było kogoś uczyć? 
   Poczułem, jak przez moje żyły momentalnie przepływa iskra podekscytowania. Alec, cholera, jesteś genialny. Odbiegłem od drzwi jak poparzony, kierując się w stronę tarasu, czyli miejsca, w którym ostatnio przesiadywała Isabelle. Zauważyłem ją dokładnie na tej samej kanapie, otaczała ją samotność, i pisała coś w swoich notatkach. W jednej chwili napłynął do mnie pomysł, jak spróbować zrekompensować wszystko mojej przyjaciółce. Tylko była mi potrzebna pomocna dłoń, która nie wyda mnie przy najbliższej okazji.
   – Alec? – Dziewczyna dostrzegła mnie już w połowie drogi, a na jej twarzy odmalował się niewidoczny ślad uśmiechu.
   – Potrzebuję cię, chodź ze mną. – Złapałem ją z nadgarstek, pozbawiony wszelkich skrupułów ciągnąc ją w stronę zaplecza, gdzie będę miał pewność, że nikt nas nie podsłucha. Czułem się jakbym popełnił najmroczniejszą zbrodnię i ukrywał się przed siłami specjalnymi, a w rzeczywistości byłem po prostu przerażony, że ta myśl za chwilę rozpłynie się w powietrzu.
   – Alec, proszę, wytłumacz mi to szybciej – powiedziała, kiedy byliśmy już w odosobnionym miejscu.
   Wziąłem głęboki oddech.
   – Za parę dni Lena ma urodziny. Ciągle mnie unika, a ja chyba wiem dlaczego – urwałem. – Ale nieważne. Chcę jej to zrekompensować. I chcę też, żebyś zajęła ją jutro na... nie więcej niż dziesięć minut. Potrzebuję znaleźć coś w jej pokoju, to pilne.
   – Co...? – Isabelle spojrzała na mnie w taki sposób, jakbym powiedział coś skrajnie nieprzyzwoitego. – Bo wiesz, Alec... podob... hm. Dobrze, zrobię to dla ciebie. – Pokiwała nerwowo głową, a ja czułem, jakby wszystkie obawy i wątpliwości mnie opuszczały jak po przebiciu balonu. Uśmiechnąłem się do niej, a w tym uśmiechu zawarłem całą swoją ulgę.
   I to też była forma moich podziękowań.

***

   Następnego dnia stałem nabuzowany przy ścianie, czekając na Isabelle, która miała pojawić się w tym miejscu znacznie wcześniej. Było wczesne popołudnie, co znalazło swoje odzwierciedlenie w obrazie kilkudziesięciu uczniów przenoszących się od korytarza do drugiego korytarza. Ciągle bałem się, że Lena znienawidzi mnie jeszcze bardziej, ale jednocześnie wiedziałem, co muszę robić i co mam w planach. Żal ściskał moje serce za każdym razem, gdy widziałem ją gdzieś niedaleko mnie, ale nasz kontakt ograniczał się do tego wzrokowego. To bolało jak cholera. Jeśli to, co zrobię nie zadziała... nie mam pojęcia, co wtedy zrobię.
   – Alec! – Z tymi słowami poczułem, jak Lena przestaje patrzeć w moją stronę i odwraca się. Uświadomiłem sobie, że Isabelle stoi obok mnie. Z kolejnym niemiłym uściskiem skupiłem się na tym, co było w tej chwili ważne.
   – Zajmij Lenę. Idź, nie może wejść do pokoju – mówiłem półszeptem, który mimo wszystko dziewczyna powinna dobrze zrozumieć. – Już, tam jest. Proszę, postaraj się.
   Jaki więc był mój plan? Czas najwyższy, by opisać go jeszcze raz w swoim umyśle. Gdybym zapomniał o choć jednym szczególe, cały pójdzie na marne. Nie sądziłem, że to kiedyś zrobię, ale miałem w planach zakraść się do pokoju Leny i zebrać wszystkie nasze zdjęcia razem, które znając życie były już wywołane i schowane na półkach, ewentualnie biurku, albo na ścianie. Po prostu wybrać te zdjęcia, które przywodzą za sobą dużo dobrych wspomnień. Jak bolesne patrzenie na to by nie było... Uda mi się. 
 

Lena? Beznadzieja .---. Mówiłam, że nie będzie jakieś ciekawe, ale powoli wcielam coś w życie i nie, to nie tylko to miałam na myśli mówiąc plany na urodziny :v ogólnie możesz tu opisać to, czym zajęła ją Isabelle, możesz napisać jak przyjechał po dniu, dwóch ten ojciec tego dziecka xDD ja się podporządkuje, wazne, żeby było już urodziny albo przeddzień :3 na pewno się poprawię i opowiadanie bedzie lepsze niż to coś co nazwałam opowiadaniem 

Falisława Kasprzyk

Imię: Falisława. Ze względu na długie i kłopotliwe w wymowie imię mówią jej po prostu "Falka".
Nazwisko: Kasprzyk
Pochodzenie: Santa Monica, Kalifornia
Wiek: 19
Orientacja: Biseksualizm
Głos:  BORING | MEP
Pokój: nr 33
Aparycja: Cóż, dzięki swojej nietypowej aparycji Falka zdecydowanie wyróżnia się z tłumu. Całe 17 lat swojego życia wyglądała jak przeciętna, ładna nastolatka. Jej czarne włosy sięgały za pośladki, nosiła sukienki i eleganckie stroje, jak przystało na córkę arystokratki. Owego dnia, gdy postanowiła opuścić dom rodzinny i stać się kimś innym, to właśnie zmiana wyglądu była jej pierwszą poważną decyzją. Zaczęła od ścięcia włosów. I to nie kilku centymetrów... Zdecydowała się na kontrowersyjną i nietypową fryzurę. Teraz jej czarne kłaki są wygolone z prawej strony, a grzywka układa się na bok. Najdłuższe kosmyki sięgają nieco za łopatki. Ogólnie całe uczesanie jest bardzo mocno wycieniowane. Ciekawym elementem aparycji Falki są oczy. Naturalny ich kolor to dziwny odcień brązu, podchodzący pod czerwień. Dziewczyna ma smukłą sylwetkę i długie, kształtne nogi. Jej wzrost to około 178 centymetrów. Cierpi na lekką niedowagę, co widać patrząc na jej wystające kości obojczykowe i miedniczne. Jest zaokrąglona tam, gdzie zaokrąglona być powinna. Dobrze wie, jak wykorzystywać swoje wdzięki... Jedyny makijaż jaki można dostrzec na jej twarzy, to szminka, zawsze czerwona. Skóra Falki jest blada i niezwykle delikatna, w sumie to chyba tylko dlatego na swoim ciele posiada tylko jeden tatuaż. Jej dłonie są bardzo smukłe, zwieńczone długimi, kobiecymi palcami z zadbanymi paznokciami. Falka ubiera się nietypowo, w stylu pochodzącym pod goth. Pikowane, krótkie skórzane kurtki z ćwiekami, ciemne jeansy, obdarte i poszarpane koszulki... Wszystko zależy przede wszystkim od humoru i okazji. Czarnowłosa zawsze nosi rękawiczki bez palców, najczęściej w głębokim odcieniu czerwieni. Warto zaznaczyć, że właśnie czerwony i czarny to jej dwa ulubione kolory. Na swoim ciele ma jeden tatuaż - to prosty i subtelny jing-jang. Zrobiła go w dzień po obcięciu włosów, na ostatnim odcinku kręgosłupa, tuż nad pośladkami. Wokół znaku harmonii ciągnie się kilka delikatnych "zawijasków", nadających mu ciekawszy wygląd. Falka posiada kolczyk typu labret na środku dolnej wargi, Bridge na nosie (jakby między oczami), eyebrow (przy prawej brwi), a oprócz tego liczne przebicia w płatkach uszu.
Charakter: Zacznijmy od tego, że Falisława jest osobą dosyć... Specyficzną. Kilka zdarzeń z przeszłości bardzo mocno wpłynęło na jej teraźniejszy charakter. W ciągu zaledwie roku uległ on bardzo widocznej i diametralnej zmianie. Niegdyś dziewczyna była niezwykle skryta, cicha i małomówna, a przede wszystkim uległa. Nigdy nie miała swojego zdania, wiecznie podporządkowywała się rodzinie. Jednak po pewnym czasie zrozumiała, że nie chce tak żyć. Opuściła dom, porzuciła szarą przeszłość. Do osiemnastego roku życia udało jej się wykształcić nową, całkowicie inną osobowość. Teraz Falka jest istotką zupełnie odmienioną, pewną siebie, znającą własną wartość. Można wręcz rzec, że stała się egoistką, osobą myślącą tylko o sobie, mającą wszystkich i wszystko głęboko w poważaniu. Tak, Falka to arogancka i samowystarczalna dziewczyna. Twierdzi, że nie potrzebuje innych, że wszystko najlepiej zrobi sama. Cóż, cechuje się ciętym językiem. Jej docinki potrafią mocno zranić, pewnie dlatego, że czarnowłosa po prostu mówi prawdę i nie myśli o konsekwencjach. Falka to doprawdy skomplikowana istotka... Trzyma się na uboczu, obserwując i wyciągając wnioski. Dziewczyna ta nie lubi słuchać czyichkolwiek rozkazów, tym bardziej kazań, pouczeń i rad. W obecności większości istot żywych jest nieczuła, wręcz arogancka i opryskliwa. Życie nauczyło ją, że tylko dbając o swój własny tyłek cokolwiek osiągnie. Do celu dąży po trupach. Nie ważne, ile będzie musiała poświęcić... Zdobędzie go za wszelką cenę. Falka wydaje się obojętna na wszystko, ale to nieprawda. Chociaż tego nie widać, jest bardzo ciekawa otaczającego ją świata. Lubi podejmować trudne i wymagające poświęcenia zadania, dzięki którym staje się coraz lepsza. Ona wciąż stara się doskonalić, pracować nad swoimi słabościami. Niektórzy mogą nazwać ją egocentryczką, co nie do końca jest prawdą. Owszem, zazwyczaj na pierwszym miejscu stawia swoje potrzeby, ale w pewnych wyjątkowych sytuacjach potrafi przestać zgrywać zimnego skurwiela i okazać trochę człowieczeństwa. Nie ma co tego ukrywać, dziewczyna lubi się zabawić... Alkohol, czasem coś mocniejszego... Bary nie są jej obce. Na szczęście dzięki silnej osobowości nie popadła w żadne nałogi. Czasem po prostu chce się rozerwać, ot co. No, nie licząc nikotyny.. Może z tobą pogadać, ale ta rozmowa raczej nie będzie przyjemna... Słuchacze dość szybko "dają nogę". Nie zmienia to faktu, że nawet jeśli czarnowłosa bardzo się stara, gdzieś w głębi swojego serca wciąż jest małą, bezradną dziewczynką... Jej charakter jest niezwykle trudny i niewiele osób może wytrzymać z nią dłużej niż dziesięć minut. Dziewczyna ta zdecydowanie nie żyje w cieniu innych, co zresztą wcale jej nie przeszkadza. Lubi zwracać na siebie uwagę, to sprawia jej radochę. Trudno jej zaimponować, przez co wydaje się być wiecznie znudzona, obojętna na wszystko. Nie jest to prawdą, Falka po prostu wciąż nie potrafi zapomnieć, porzucić przeszłości. W rzeczywistości czarnowłosa przejmuje się każdą drobną rzeczą. Jej wyglądające na przypadkowe, wręcz spontaniczne działania, są bardzo dobrze przemyślane. Wszystko dokładnie planuje, nic nie może jej zaskoczyć. Boi się jedynie tego, na co nie ma wpływu. Jest samowystarczalna i w pełni samodzielna. Nie lubi przyjmować czyjejkolwiek pomocy, nigdy nie chce być nikomu nic dłużna. Na propozycje wsparcia reaguje wręcz agresywnie i opryskliwie. Podasz jej dłoń, gdy się przewróci... Odtrąci ją, wstanie sama, dodatkowo posyłając w Twoją stronę jakieś piekące słówka. Falka nie wierzy w bezinteresowność, sądzi, że nic w życiu nie ma za darmo, za wszystko prędzej czy później trzeba zapłacić. Jest na tyle zarozumiała, że gardzi radami innych. Jeśli pojawi się przed nią jakiś problem, rozwiąże go sama lub zwyczajnie go oleje. Nie ma znaczenia, czy przy okazji kogoś zrani. Najważniejsze, że ona sama nie musi się już nim przejmować. Falisława dąży do wyznaczonych przez siebie celów bardzo uparcie i jeśli na czymś naprawdę jej zależy, nie odpuści, dopóki nie dostanie tego, czego pragnie. Pod skorupką niezałeżnej, niegrzecznej dziewczynki, kryje się osoba, która bardzo łatwo się wzrusza, jest niezwykle delikatna i czuła, ma wiele niespełnionych marzeń i pragnień... Dla obcych to po prostu pyskata, paląca ogromne ilości papierosów, niekompetentna dziewczyna z tatuażami. Trudno poznać tę lepszą jej stronę. Pewnie dlatego, że Falka wbrew pozorom jest niezwykle skryta i tajemnicza. Ludzie uznają ją za typ buntowniczki i nieuka. Wiecie, kogoś takiego, co ma za sobą kilka wyroków i pobyt w poprawczaku. Kolejny przykład tego, jak bardzo wygląd może być mylący. Dziewczyna ta na przekór publicznej opinii jest bardzo inteligentna. Oceny zawsze maiała wysokie, kończyła szkoły z bardzo dobrymi wynikami. Rodzice dbali o jej wyksztalcenie i rozwijanie zainteresowań już odkąd była dzieciakiem. Doskonale opanowała sztukę gry na pianinie i skrzypcach, a jej wiedza na temat historii, kultur i dzieł artystów znacznie przerasta tę przeciętnego człowieka. Zamiłowanie do sztuk pięknych odziedziczyła po matce. Bladolica jest mistrzynią krętactwa, co czyni ją bardzo niebezpieczną towarzyszką rozmów. Nie sposób rozpoznać, kiedy jest nieszczera. Stwarza siebie taką, jaką chce być. Lubi słuchać. Z konwersacji potrafi wyłapywać informacje, które potem wykorzystuje przeciwko samemu mówcy. Uważaj więc, o czym przy niej mówisz. W obronie czegoś dla niej niezwykle ważnego może poświęcić wszystko. Nie chce stracić niczego więcej, nie chce wciąż chować głowy w piasek. Dziewczyna długo pracowała nad tym, aby stać się bardziej pewna siebie, bardziej odważna i nie bać mówić na głos tego, co myśli. Zdecydowanie się jej udało.
Partner: Aktualnie bycie singlem jest jej bardzo na rękę.
Rodzina: Matka Monica, ojciec Ethan, dodatkowo cała masa ciotek i wujów.
Zajęcia: Gra na instrumencie - pianino i skrzypce, aktorstwo, wokal
Zainteresowania: Sztuka, gimnastyka, oczywiście aktorstwo... Hehehe, picie i balowanie się liczą?
Inne: 
♦ Chora na narkolepsję-jest to spontaniczna, patologiczna senność, pojawiająca się w nieoczekiwanym momencie. Polega na tym, że kogoś ogarnia nadmierna senność w momentach nieadekwatnych do sytuacji. A tak po ludzku: Falka jest w stanie tańczyć w klubie, świetnie się bawić i nagle, ni z tego ni z owego, po prostu zasnąć na parkiecie. Dosyć kłopotliwe, co?
♦Ma lekką klaustrofobię;
♦Uczulona na agrest, psią sierść i truskawki;
♦Kocha koty;
♦Pali masę papierosów, to jedyne uzależnienie, którego nie potrafi pokonać;
♦Wszędzie nosi ze sobą swój karambit, nadal zbyt dobrze nie odnajduje się w nowym miejscu;
♦Gdy się złości lub coś ją denerwuje, marszy nos w charakterystyczny sposób.
♦Często bawi się kolczykiem w wardze, stuka o niego zębami, przygryza, miętosi...
♦Dziewczyna jest niezwykle giętka i zwinna.
♦Dzięki chwilowej pracy w mafii nie ma problemów z posługiwaniem się wszelkimi rodzajami broni. Jak twierdzi, dla własnego bezpieczeństwa nie rozstaje się z Socjopath - niebieskim karambitem, ozdobionym wizerunkiem motylich skrzydeł. Karambit to niewielki nóż z zakrzywionym ostrzem i rękojeścią, zakończoną kółkiem w które wsuwa się palec. Falka często się nim bawi, kręcąc na palcu. Kształt tego noża inspirowany jest pazurami wielkich kotów. Tnie się nim od dołu do góry, rozcinając głęboko skórę. Zakrzywiona strona ostrza (to zakończenie pazura) skierowana jest do góry. Broń bardzo skuteczna i sprawiająca ogromny ból.
Kontakt: Falka~

Od Katfrin CD Petera

- Okey... jednak nie obiecuje jak będziesz wyglądać - powiedziałam z lekkim uśmiechem, a ten spiorunował mnie spojrzeniem.
- Że co? - zapytał, a ja zaśmiałam się i podeszłam do chłopaka.
- Spokojnie twoja buźka nie ucierpi - rzekłam i odeszłam od niego. Podeszłam do swojej torby i wyjęłam zapasowe rękawicę, swoje oraz bandaż.
- Nie mam zapasowych bandaży, jestem bardziej przyzwyczajona do tego sportu więc weźmiesz moje - powiedziałam i rzuciłam mu cały sprzęt zostawiając sobie tylko czarne rękawice, które po chwili założyłam. Zrobiłam w nich kilka skłonów by się rozgrzać i kilka wymachów. Spojrzałam na chłopaka, który robił to samo.
- Gotowy? - zapytałam, a ten skinął po chwili. Pierwszy wszedł na ring, a ja zaraz za nim.
- Wiesz jaka jest pozycja? - zapytałam, a ten zastanowił się chwilę i ustał w podobnej pozycji.
- Jesteś praworęczny czy lewo? - zadałam kolejne pytanie.
- Prawo - odpowiedział.
- Wysuń bardziej prawą nogę do przodu, lewą do tyłu. Garda - powiedziałam, a ten skinął.
- Rękawicę są ciężkie? - zapytałam.
- Tak - odpowiedział i spojrzał na mnie opuszczając dłonie po kilku sekundach.
- Wiem. Musisz jednak na ringu wytrzymać długo z uniesionymi, garda - rzekłam, a ten uniósł dłonie. Ustałam naprzeciwko jego i zajęłam pozycje.
- Uderz mnie w lewy bok z sierpowego - powiedziałam, a on uderzył. Obroniłam jego uderzenie odsuwając się lekko.
- Dobrze, jednak pamiętaj nie nachylaj się tak bo upadniesz - rzekłam.
- Okey - powiedział i skupił się jeszcze bardziej.
- Teraz ja zadaje ciosy - uśmiechnęłam się lekko.

~~~~***~~~~

Do piątej rano ćwiczyliśmy, byliśmy bardzo zmęczeni, cali w pocie. Uśmiechnęłam się lekko na znak, że to był dobry trening. Spakowałam rękawicę oraz bandaże do torby. Wyjęłam wodę i napiłam się jej. Rzuciłam chłopakowi jabłko i wzięłam sobie jedno.
- Dzięki - powiedział, a ja skinęłam głowa.
- Nie ma za co. Małe śniadanie - rzekłam i wgryzłam się w owoc. Kwaśny smak rozniósł się po mojej jamie ustnej przez co chciało mi się wymiotować. Dawno nie jadłam, mój żołądek powoli przyzwyczajał się do przyjmowanego pokarmu. Powoli... jednak zawsze było to coś.
- Coś się dzieje? - zapytał Peter.
- Nie, po prostu źle się czuje, nic poważnego - uśmiechnęłam się lekko czując ból przez to iż jem. Mogłam nic nie ruszać, jednak powoli traciłam siły. Musiałam coś zjeść. Ech...

Peter? xD

Od Charlotty CD Spencera

  Siedziałam po turecku na środku sali, w spokoju czekając na przyjście chłopaka, z którym byłam tu umówiona równe trzynaście minut temu. Wzięłam głęboki wdech i przymknęłam powieki, zachowując zupełny spokój, mimo iż irytowało mnie takie spóźnianie się. I dobrze wiedziałam, że jeśli tylko chłopak się zjawi, to zginie. I Spencer też chyba o tym wiedział, skoro jeszcze się nie pojawił.
  Drzwi nagle otworzyły się, a moich uszu doszło ciężkie dyszenie, jak gdyby jego właściciel właśnie przebiegł pół szkoły. Nieznacznie uniosłam podbródek w górę, nasłuchując zamykania drzwi, które krótką chwilę potem nastąpiło. Wnet otworzyłam oczy, a mój wzrok momentalnie skupił się na wysokiej postaci, z wciąż wilgotnymi włosami. Podniosłam się zgrabnie, robiąc przewrót z przód i dopiero z niego wyszłam do pozycji prostej, cały czas kontrolując pozycję Koreańczyka.
- Wiesz co to jest czas? - Spytałam, idąc w jego stronę bardzo powolnym krokiem. Początkowo blondyn wydawał się zaskoczony moim pytaniem, więc nim udzielił na nie odpowiedzi, byłam już za połową drogi, jaką miałam do przebycia.
- Wiem.
- A wiesz co to jest szacunek? - Delikatnie przechyliłam głowę w bok, a na moich ustach pojawił się uśmiech, który nie zwiastował niczego dobrego. Spencer zrobił krok do tyłu i wpadł plecami na ścianę tuż obok drzwi. Na jego nieszczęście stał po stronie z nawiasami, więc nie miał co liczyć na ucieczkę, bo nawet nie zdążyłby złapać za klamkę. 
- Wiem. - Kolejna krótka odpowiedz, która nie usatysfakcjonowała mnie wystarczająco. Mruknęłam  niezadowolona i w jednej chwili pojawiłam się obok chłopaka, wciskając się pomiędzy jego plecy a ścianę, było tam akurat tyle miejsca, żebym mogła spokojnie się zmieścić, ocierając nieznacznie biustem o plecy Hyuka. Uniosłam ręce w górę i przyłożyłam opuszki palców do zarysowanych tricepsów. 
- To ciekawe, bo nie masz szacunku do czasu ani do mnie... - Mruknęłam smutnym głosem, zsuwając delikatnie palce po jego rękach. - A nie wiem czy wiesz, że niektórzy mają tego czasu mniej. Zresztą bardzo nieładnie jest się spóźniać, można sobie wtedy nagrabić u kogoś lub go zdenerwować. Bo niektórzy nie lubią, kiedy się ich nie szanuje. - Z tymi słowami wbiłam paznokcie w nadgarstki chłopaka, który ledwo drgnął. Po chwili namysłu, puściłam go, wychodząc przed Lee i stając do niego plecami. - Ale zanim cię zabiję za twoje jakże efektowne spóźnienie, najpierw wykorzystam do swoich celów. 
- Chyba nawet wiem jakich. 
  Zerknęłam na niego zaskoczona, ale kiedy dostrzegłam na jego ustach ten uśmiech, którym obdarzył mnie na basenie, gdy wychodził z jacuzzi, przewróciłam oczami, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. W tym uśmiechu Specnera zasadzało się całe jego samouwielbienie, bądź jego parodia, co mimo śladu irytacji, który we mnie budziła, sprawiała także, że patrzyłam na chłopaka przyjaźniej niż miałam w zwyczaju. 
  Przez kolejne półtorej godziny chłopak próbował wykrzesać ze mnie jakiekolwiek chęci do stworzenia nowego układu, ale jak powiedział na basenie, podstawą było znalezienie odpowiedniego podkładu. A żaden z listy na pendrivie mi nie odpowiadał na tyle, bym była w stanie wymyślić cokolwiek. W końcu Hyuk ulitował się nade mną i włączył coś swojego. Satysfakcja, która po piętnastu sekundach odmalowała się na jego twarzy, była wystarczającym dowodem na to, że ta melodia była czymś czego potrzebowałam. Opracowanie podstawowych kroków nie było szczególnie trudne, w przeciwieństwie do elementów, które miały "udekorować" całość, dlatego też postanowiliśmy zrobić sobie przerwę pomiędzy tymi dwoma czynnościami. 
  Całą moją uwagę pochłonął taniec, więc nawet nie zorientowałam się, że jesteśmy obserwowani przez małą szybę w drzwiach wejściowych. A wyszło to na jaw dopiero, gdy Lee postanowił ściągnąć z siebie koszulkę, co wywołało poruszenie za drzwiami. Uniosłam jedną brew, spoglądając najpierw na zdziwionego Koreańczyka, a następnie na drzwi, za którymi ewidentnie ktoś się tłukł. Prawdopodobnie dwie osoby, w dodatku dziewczyny, co poznałam po piskach. Nagle drzwi otworzyły się z impetem uderzając w ścianę, a na salę wpadła blondyneczka mojego wzrostu i skoczyła w stronę Spencera, który nie zdążył się nawet cofnąć o krok, gdy mała piszcząca dziewczyna dopadła do jego nóg, gadając piskliwym głosem coś do siebie o zachwycie i o tym jak to jest cudownie. Patrzyłam na tą całą scenę nie wiedząc nawet co myśleć, z miną, która wykładnie wyrażała, że nie mam pojęcia co się tu właśnie odkurwia. 
- Przepraszam, Lotta! - Pisnęła Mary spod drzwi, niepewnym krokiem wchodząc na salę. Przeniosłam wzrok na dziewczynę, mrużąc oczy. I ty Brutusie? - Starałam się ją utrzymać, ale kiedy on zdjął koszulkę, wyrwała mi się i...
  Pokręciłam głową, unosząc dłoń, czym dałam jej do zrozumienia, że nie chcę więcej tłumaczeń. Popatrzyłam na Lizę, która policzkiem przytulała się do uda zmieszanego Hyuka. Warknęłam pod nosem i uniosłam wysoko nogę, jak do zrobienia szpagatu na stojąco, po czym opuściłam ją na plecy dziewczyny. Moja pięta uderzyła ją dokładnie między łopatki, co dosłownie ścięło ją z klęczek. Drobne ciało runęło bezwładnie na drewnianą posadzkę, pojękując cicho. 
- Lotta! - Mary była przerażona, jednak ja wiedziałam, gdzie uderzyć, by nie wyrządzić dziewczynie szkody, a jedynie ją ogłuszyć na jakiś czas. 
- No co? Nic jej nie będzie. - Wzruszyłam ramionami i po chwilowej ciszy wyrzuciłam obie dziewczyny za drzwi. Oparłam się plecami o drzwi dla pewności, że już tutaj nie wejdą i kiedy głosy za nimi ucichły odetchnęłam w końcu spokojnie. Niewiarygodne, jak ten chłopak przyciągał dziewczyny. Uniosłam głowę i ze złośliwym uśmiechem na ustach, rzuciłam do chłopaka. 
- Nie powinieneś się rozbierać. Mnie to nie podnieca, a ściąga tylko jakieś nienormalne dziewczyny. 
- Zauważyłem. 
- Znowu uratowałam cię przed nienormalną fanką twojego boskiego ciała. - Szepnęłam, przechodząc obok niego. Cała ta sytuacja zaczynała mnie coraz bardziej śmieszyć. 

~~~~~~~~~~~~~~

  Po kolejnych dwóch godzinach pracowania nad całością układu, kolejnością, w której miały występować po sobie kroki i dopracowywaniu innych szczegółów, byłam zupełnie padnięta. Leżałam na środku sali, oddychając ciężko i spoglądając na sufit. Czułam nieprzyjemne drapanie w gardle z powodu, zbyt dużej ilości powietrza, która przez nie przepływała, ale starałam to ignorować i wmówić sobie, że wszystko jest tak jak należy. Uniosłam głowę, szukając wzrokiem blondyna, który siedział kawałek dalej, oparty i podłogę jedną ręką, w drugiej trzymał natomiast prawie pustą butelkę wody.
- Co? Szukasz mnie? - Rzucił z uśmiechem, podrzucając butelką. Odwzajemniłam gest, podnosząc się i podchodząc spokojnie do niego. Kiedy byłam już wystarczająco blisko, zrobiłam obrót, unosząc przy tym nogę i uderzając w butelkę, która była akurat w powietrzu. Uderzenie w ścianę było na tyle silne, że w plastikowym opakowaniu zrobiło się wgłębienie. 
- Jesteś dobrym nauczycielem tańca. Szkoda, że musisz zginąć... - Mruknęłam, pochylając się do niego i łapiąc go za ramiona. Odbiłam się od podłogi, przeskakując nad Lee i ciągnąc go za sobą. Zrobiliśmy tak wspólnie dwa przewroty, po drugim wylądowałam na jego klatce piersiowej. Zsunęłam kolana ze sobą i przycisnęłam je do gardła Spencera, unosząc przy tym nieco głowę. 
- Rozumiem, że cię pociągam, ale żeby tak od razu... - Mruknął nieco zduszonym głosem. Popatrzyłam na niego zaskoczona, jednak szybko zrobiłam naburmuszoną minę, odwracając wzrok. Odchyliłam się nieco do tyłu i podparłam rękami o biodra Hyuka, przyciskając kolana nieznacznie do jego krtani. 
- Zdychaj. - Warknęłam, patrząc uparcie w stronę drzwi. 

Od Maddoxa CD Katfrin

Czekałem na ciemnowłosą od dłuższego czasu. Przestępując nerwowo z nogi na nogę podpierałem jedną z jasnych ścian. Słońce oświetlało twarz odważnych, którzy postanowili wyjść mu naprzeciw nagradzając ich deszczem witaminy D3. Skryłem się głębiej w przyjemnym cieniu czerpiąc z otaczającego chłodu ogromną przyjemność. Musiałem przyznać sam przed sobą, że dziewczyna zaintrygowała mnie swoją osobowością.
Nie. Po prostu jej choroba przyciągnęła moją uwagę, nic więcej.
Po raz ostatnin ogarnąłem wzrokiem szkolny plac, kiedy to przy jednej z bramek na otwartym boisku do piłki nożnej spostrzegłem tak długo wyczekiwaną brunetkę. Szła z tą samą pewnością siebie, ale na jej twarzy nie gościł już ten sam złowieszczy wyraz twarzy, nie gromiła wzrokiem swoich potencjalnych ofiar. Była jakby... przestraszona?
Podeszła do mnie chwytając się za nadgarstek, słońce oświetlało jej bladą cerę tak, że wystające kości policzkowe i spuchnięte oczy były zdecydowanie bardziej widoczne.
- Hej - przywitałem ją, odklejając plecy od chłodnej ściany - Wszystko gra?
- Jasne - jej sarkastyczny głos odbił się echem od moich uszu. Wzruszyłem ramionami, zostając obojętnym na targające nią uczucia.
Wyliże się.
Ruszyliśmy, nie pytała gdzie, ja sam tego nie wiedziałem. Dobrym wyjściem był las, w którym wykonywaliśmy wszelkiej maści gry plenerowe. Przerażał on swoją ciemnością, równocześnie przyciągając tajemnicą. Uczniowie lubili tam chodzić na nocne, jakże romantyczne spotkania bo akurat to miejsce było omijane przez czujne, nauczycielskie oko. Kto wie... może krąży wokół niego mrożąca krew w żyłach legenda, po której wysłuchaniu świat już nie jest taki sam...?
Prychnąłem sam na swoje myśli, odpędzając je od siebie, puściłem wodze wyobraźni, to tyle.
- Nienawidzę słońca - burknąłem kładąc blade dłonie na swoim karku, po tym jakże upalnym dniu chyba potraktuję się wybielaczem, bo tą obrzydliwą żółcią zajdą nawet moje włosy.
Obrzydlistwo.
- Ja też nie - odparła ale rozmowy nie pociągnęła, więc szliśmy w milczeniu. Nie chciałem wiedzieć, problemy ludzkich ludzi nie są Twoimi problemami póki nie spytasz, potem to Cię wciąga, odbiera wszystkie siły i coraz bardziej niszczy, każdy kłopot, sprawa innych ludzi kawałek po kawałeczku odbiera Ci Twoje ja, zamykając w tak szczelnej skrzyni, że nigdy go nie odzyskasz.
Szliśmy więc tak depcząc wyznaczoną wiele lat temu piaszczystą ścieżkę, a każdy nasz krok zostawiał ślad, by następnie został on starty przez jeden, delikatny powiew wiatru.
Podobnie jak nędzne, ludzkie życie. Tak niewiele trzeba by je zatrzeć.
***
- Jesteśmy - uśmiechnąłem się do swojej towarzyszki, która moje słowa puściła mimo uszu. Mała, czarna brama była wykończeniem pięknego i bogatego ogrodzenia. Zupełnie inna od reszty wystroju, jakby ktoś o niej zapomniał. Puściłem ciemnowłosą przodem, jej włosy delikatnie kołysały się w rytm kroków, w akompaniamencie wiejącego wiatru brnęła przez drogę z tak ogromnym zapałem jakby na końcu coś na nią czekało. Zaniepokojony dziwnym zachowaniem miałem ochotę zawrócić, ta jednak ani myślała się zatrzymać. Momentami jej chód zamieniał się w bieg, a dłonie co chwila nerwowo zaciskały się w pięści.
- Kat...? - pozwoliłem sobie na ciche słowo, pełen obaw, że za chwilę zostanę zaatakowany, albo coś gorszego. Ta obróciła swoje spojrzenie w moją stronę, ale nie było w nim tej iskry radości jakiej się spodziewałem. Widziałem tylko strach, paniczny strach.
- Uciekaj! Oni za Tobą idą! - wykrzyczała. Zdezorientowany odwróciłem się za siebie doszukując się jakichkolwiek postaci w tym sielankowym, szkolnym krajobrazie. 
- Katfrin, tu nikogo nie ma - zmrużyłem powieki patrząc to na nią to znowu za siebie.
- Są tuż za Tobą - nagle jakby kompletnie oderwana od rzeczywistości ustała w miejscu, a z jej oczu popłynęły łzy. Tego było za wiele, strach, który mną wstrząsnął motywował do działania i niewiele myśląc zawróciłem i pobiegłem w stronę szkoły, a tam prosto do gabinetu pielęgniarki.


***

- Wpuścił pan do szkoły uczennicę poważnie chorą na schizofrenię? Czy pan jest poważnym, szanującym się dyrektorem? Przecież to zagrożenie dla ludzkiego życia - zachowując nienaganne maniery i stoicki spokój wylewałem na zewnątrz to co myśleli wszyscy.
- To szkoła dla wszystkich Madoxie. Nie możemy być ograniczeni - wytknął mi, przejeżdżając dłonią po dyrektorskiej brodzie. Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę, do szkoły DLA WSZYSTKICH przyjmowali osoby, które stanowiły zagrożenia? Zaraz zacznie mi wmawiać, że się taka nie wydawała. Prychnąłem cicho, kręcąc głową, plotka o tym, że jakaś dziewczyna została zgłoszona na pobliski oddział psychiatryczny rozeszła się po szkole szybciej niż wieść o zmianie nauczyciela. Wszyscy trąbili tylko o tym tak głośno, że człowiek nie mógł nawet skupić się na porządnym śniadaniu brnąć w maskaradę wypowiadanych głupot.
- Hej Ty - ktoś postanowił przerwać moją rozmowę z chłopakiem z klasy mierząc we mnie oskarżycielskim palcem. Rozpoznałem w nim brata Kat, o którym mi mówiła, jednak tylko tyle zdążyłem się o nim dowiedzieć bo ten postanowił wymierzyć mi pięść.
Prosto w twarz...
Cóż, owe plotki mówiły też, że to JA zrobiłem jej krzywdę.




Kat?