Ledwo zdążyłam usiąść na łóżku z laptopem w dłoni, a ponownie ktoś zapukał do drzwi. Westchnęłam ciężko i wywróciłam oczami. Odłożyłam sprzęt na bok, wstałam i podeszłam do drzwi. Była to ponownie Pani Kristen.
- Już go oprowadziłam... - powiedziałam od razu, nie wiedząc w jakim celu tu przyszła.
- Tak, wiem... widziałam was. - uśmiechnęła się lekko. Dopiero teraz zauważyłam, że trzyma w dłoniach stos ulotek. Tylko nie to... - jęknęłam w duchu. - Mogłabyś to poroznosić po każdym pokoju? Jest to ulotka o potańcówce, która ma odbyć się za dwa tygodnie. - patrzała na mnie błagalnie.
Westchnęłam ciężko. Jest tutaj tyle osób... czemu akurat ja?
- Oczywiście, nie ma problemu. - uśmiechnęłam się delikatnie i wzięłam od niej stos ulotek.
Kobieta podziękowała i odeszła, a ja wyszłam z pokoju i zaczęłam je roznosić. Jeśli kogoś nie było, po prostu wsuwałam karteczki pod drzwiami i szłam dalej. [...] Byłam już przy 49 pokoju, uff, już niedługo koniec. Zapukałam do drzwi, czekałam chwilę, otworzył znany mi już chłopak, Jorge, którego wcześniej oprowadzałam. Podałam mu kartkę z wszelkimi informacjami z delikatnym uśmiechem.
Jorge?
6.23.2017
Wszystkiego najlepszego!
Emiś, dzisiaj Twoja osiemnastka ♡ więc, z tej okazji chcemy Ci życzyć:
-Wszystkiego najlepszego ♡
- Wielu lat szczęśliaego życia ♡
- Powodzenia w "dorosłości" ♡
- Dużo miłości ♡
- Dużo pieniędzy ♡
- Jeszcze więcej Aleny ♡
- Takich niesamowitych opowiadań jak do tej pory ♡
- Jeszcze więcej weny ♡
- Świetnych ocen ♡
- Masy cierpliwości (szczególnie do nas) ♡
- Spełnienia wszystkich marzeń ♡
- Zdania matury (ale to oczywiste) ♡
- Więcej czasu spędzonych tu, z nami na blogu ♡
Życzymy Ci, żebyś się nigdy nie zmieniała, zawsze pozostała tą silną dziewczyną, która umie wiele wytrzymać i uparcie dąży do celu.
Raz jeszcze dziękujemy Ci za te wspólne miesiące i po raz kolejny wszystkiego najlepszego.
~ Adminstracja bloga wraz z załogą.
6.22.2017
Od Klary c.d. Farry
Wycieczka w końcu dobiegła końca. Wróciłam znowu do Akademii. Trzeba kolejny raz przyzwyczaić się do normalnego, zwykłego życia, codziennych obowiązków, No cóż, życie nie składa się z samych przyjemności.
Właśnie rozpakowywałam swoje rzeczy, gdy nagle w jednej walizce znalazłam bluzkę Farry. No tak, musiałam zabrać ją przez przypadek. Trzeba by ją oddać... Jednak żeby ją oddać, muszę iść do jej pokoju, co raczej ją nie ucieszy. Trudno, będzie musiała to przeżyć. Może radość z odnalezionej zguby złagodzi trochę jej irytację.
Wzięłam bluzkę do ręki i już po chwili stałam przed drzwiami dziewczyny. Zapukałam. Po chwili mi otworzyła. Zdążyłam zauważyć, że na mój widok po jej twarzy przebiegł cień złości.
- Czego chcesz? - Zapytała zrezygnowanym głosem. Spodziewałam się takiej reakcji, więc nawet mnie to nie ruszyło. Niektórzy już tak chyba mają. Trzeba się przyzwyczaić, że cały świat nie może cię kochać. - Nawet w Akademii nie dasz mi spokoju?
- To chyba twoje - odparłam, po czym rzuciłam w nią bluzką.
Farra?
Właśnie rozpakowywałam swoje rzeczy, gdy nagle w jednej walizce znalazłam bluzkę Farry. No tak, musiałam zabrać ją przez przypadek. Trzeba by ją oddać... Jednak żeby ją oddać, muszę iść do jej pokoju, co raczej ją nie ucieszy. Trudno, będzie musiała to przeżyć. Może radość z odnalezionej zguby złagodzi trochę jej irytację.
Wzięłam bluzkę do ręki i już po chwili stałam przed drzwiami dziewczyny. Zapukałam. Po chwili mi otworzyła. Zdążyłam zauważyć, że na mój widok po jej twarzy przebiegł cień złości.
- Czego chcesz? - Zapytała zrezygnowanym głosem. Spodziewałam się takiej reakcji, więc nawet mnie to nie ruszyło. Niektórzy już tak chyba mają. Trzeba się przyzwyczaić, że cały świat nie może cię kochać. - Nawet w Akademii nie dasz mi spokoju?
- To chyba twoje - odparłam, po czym rzuciłam w nią bluzką.
Farra?
Od Leandera CD Sylvaina
Wtuliłem się w poduszkę próbując pohamować w chociaż minimalnym stopniu targające mną myśli. W głowie buzowało mi od dziwnego bólu, który miarowo rozchodził się po całym moim ciele. Czułem się... Nie wiem jak się czułem, byłem zawiedziony? Czemu pozwoliłem sobie zaufać mu po raz kolejny.
Pchałem się w dziwnie jednostronną znajomość, na której jak widać zależało tylko mi. Skoro Sylvain był tak mocno ograniczony przez kogoś kto go zranił, po co dawał mi nadzieję?
Zależało mi na nim, znacznie bardziej niż bym chciał i umiałem to zrozumieć. Wiedziałem, że nie mogę się zamknąć na uczucie wobec chłopaka bo go chcę, wiedziałem, że życie toczy się dalej, wiedziałem, że jeśli o tym zapomnę, nigdy nie będę szczęśliwy.
Przecież też kiedyś kochałem.
Też wiem jak to jest być zranionym.
Wcisnąłem twarz między dwa, białe, puszyste kwadraty, doszukując się telefonu pod jednym z nich. Uchyliłem jedno oko, szperając w komórce w poszukiwaniu numeru do swojego brata.
Leander, coś jest nie tak.
Silny zawrót głowy wstrząsnął moim ciałem, zmuszając mnie bym zamknął oczy. Zbagatelizowałem go jednak, skupiając się na sygnałach, dobywających się z głośniczka komórki.
- Syn marnotrawny powraca? Co tam pedałku? - głos mojego brata był zachrypnięty i zdecydowanie zmęczony. Nic dziwnego, lubił ucinać sobie całodzienne drzemki, po całonocnej grze.
Miło było wiedzieć, że brat zawsze miał dla mnie czas.
- Możesz rozmawiać? - spytałem, nerwowo miętoląc w palcach kołdrę. Zrobiło mi się wyjątkowo niedobrze, a ból równomiernie co kilka sekund rozchodził się po całym moim ciele, kierowany przez gwałtownie rosnącą gorączkę.
Co się dzieje..
- Zawsze, mów, którego bijemy i jestem - zaśmiał się. Chwilę później usłyszałem chrzęst i charakterystyczne westchnięcie, czyli właśnie wstał...
- Chyba żadnego, w sumie to nie wiem. Pamiętasz Olivię? Co zrobiłeś, kiedy ona bała się z Tobą być bo kochała swojego byłego? - liczyłem, że starszy brat będzie teraz dla mnie jakimkolwiek oparciem, musiałem się jednak mocno zawieść.
- Nic, zupełnie nic, z czasem się zapomina. Jesteś chory? Źle brzmisz? - pytał, bagatelizując mu problem. Nie odpowiedziałem jednak i zwyczajnie rozłączyłem rozmowę. Wyciszyłem telefon i jęknąłęm przeciągle, nie mogłem poradzić sobie z targającym mną bólem, przez co nerwowo wdychałem powietrze, które dziwnie ulatniało się z moich płuc
Nie chciałem tak.
Po raz kolejny zignorowałem stan w jaki wpadałem i atak, jaki zaczynał mną władać i powróciłem myślami do Sylvaina. Osoby, która w tak krótkim czasie zagarnęła dla siebie cały mój umysł i serce.
Zabrał go, chociaż go nie chciał.
Nie chciałem się zakochiwać.
Nie w osobie, dla której zawsze będę drugą opcją.
Nie mogąc znieść bólu i duszności oraz kołatania w sercu, spróbowałem podnieść się z łóżka, gdy gorączka dołączyła do całego akompaniamentu i sprawiła, że zachciało mi się wymiotować. Nie zdążyłem nawet dobiec do łazienki, zwracając wszystko co zjadłem, w ciągu ostatnich kilku dni. Czułem się strasznie. Płuca i gardło paliły mnie, jakby jarzył się w nich prawdziwy ogień, a ból rwał każdą komórkę mojego ciała, sam chłód przestał być możliwy do zniesienia. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy, a z nosa krew.
Chciałem... Potrzebowałem pomocy, która znalazła się przy mnie w porę. Młoda dziewczyna, która bez pukania przestąpiła próg mojego pokoju, rzuciła się w moją stronę upuszczając wszystkie książki i przyniesione zeszyty. Dopiero gdy jej twarz była zdecydowanie zbyt blisko mojej, rozpoznałem w niej znajomą z klasy.
- Leander?! - jej pisk rozległ się echem po mojej głowie, przecinając ją niczym ostrze. Dzięki Bogu zrozumiała, że mój stan raczej nie jest efektem rozrywki, wyjęła telefon i zadzwoniła po pogotowie.
- Zaraz po Ciebie wrócimy, nie ruszaj się - jakbym w ogóle mógł. Obserwując jak wybiega, mocniej przytuliłem się do szafy za moimi plecami, przykładając dłoń do nosa, z którego nadal sączyła się lepka substancja. Nie rozumiałem co się dzieje, wszystko we mnie starało się pękać, straciłem nawet ostrość widzenia, a obrazy powoli zaczęły zlewać się w różnokolorowe plamy, zdążyłem w nich jednak rozpoznać jeszcze jedną sylwetkę.
- Leoś? - męski głos dotarł do mnie, wraz z silnymi rękoma, które troskliwie objęły moje ciało, mocno do siebie przyciągając. Jęknąłem cicho, nie opierając się.
Sylvain...
Chciałem wypowiedzieć choćby imię chłopaka, ale amok w jaki wpadłem nie pozwolił mi nawet na wzięcie oddechu. Skupiałem w sobie wszystko, chociażby cząstkę siły na wypowiedzenie trzech wyrazów. Pochyliłem się nieco do przodu, mocniej opierając o ciało przede mną, które pochwyciłem zakrwawionymi dłońmi. Zadrżałem, gdy w naszą stronę zaczęła biec burza nerwowych kroków.
Sylvain...
Nie zostawiaj mnie.
- Nie idź - wydusiłem ostatnie słowa, na jakie było mnie stać. Po nich? Jakby odpłynąłem. Obrazy i dźwięki niby przelatywały przez moją głowę, jednak na niczym nie mogłem się skupić, niczego nie mogłem zarejestrować.
Nie wiem nawet kiedy zasnąłem.
Pchałem się w dziwnie jednostronną znajomość, na której jak widać zależało tylko mi. Skoro Sylvain był tak mocno ograniczony przez kogoś kto go zranił, po co dawał mi nadzieję?
Zależało mi na nim, znacznie bardziej niż bym chciał i umiałem to zrozumieć. Wiedziałem, że nie mogę się zamknąć na uczucie wobec chłopaka bo go chcę, wiedziałem, że życie toczy się dalej, wiedziałem, że jeśli o tym zapomnę, nigdy nie będę szczęśliwy.
Przecież też kiedyś kochałem.
Też wiem jak to jest być zranionym.
Wcisnąłem twarz między dwa, białe, puszyste kwadraty, doszukując się telefonu pod jednym z nich. Uchyliłem jedno oko, szperając w komórce w poszukiwaniu numeru do swojego brata.
Leander, coś jest nie tak.
Silny zawrót głowy wstrząsnął moim ciałem, zmuszając mnie bym zamknął oczy. Zbagatelizowałem go jednak, skupiając się na sygnałach, dobywających się z głośniczka komórki.
- Syn marnotrawny powraca? Co tam pedałku? - głos mojego brata był zachrypnięty i zdecydowanie zmęczony. Nic dziwnego, lubił ucinać sobie całodzienne drzemki, po całonocnej grze.
Miło było wiedzieć, że brat zawsze miał dla mnie czas.
- Możesz rozmawiać? - spytałem, nerwowo miętoląc w palcach kołdrę. Zrobiło mi się wyjątkowo niedobrze, a ból równomiernie co kilka sekund rozchodził się po całym moim ciele, kierowany przez gwałtownie rosnącą gorączkę.
Co się dzieje..
- Zawsze, mów, którego bijemy i jestem - zaśmiał się. Chwilę później usłyszałem chrzęst i charakterystyczne westchnięcie, czyli właśnie wstał...
- Chyba żadnego, w sumie to nie wiem. Pamiętasz Olivię? Co zrobiłeś, kiedy ona bała się z Tobą być bo kochała swojego byłego? - liczyłem, że starszy brat będzie teraz dla mnie jakimkolwiek oparciem, musiałem się jednak mocno zawieść.
- Nic, zupełnie nic, z czasem się zapomina. Jesteś chory? Źle brzmisz? - pytał, bagatelizując mu problem. Nie odpowiedziałem jednak i zwyczajnie rozłączyłem rozmowę. Wyciszyłem telefon i jęknąłęm przeciągle, nie mogłem poradzić sobie z targającym mną bólem, przez co nerwowo wdychałem powietrze, które dziwnie ulatniało się z moich płuc
Nie chciałem tak.
Po raz kolejny zignorowałem stan w jaki wpadałem i atak, jaki zaczynał mną władać i powróciłem myślami do Sylvaina. Osoby, która w tak krótkim czasie zagarnęła dla siebie cały mój umysł i serce.
Zabrał go, chociaż go nie chciał.
Nie chciałem się zakochiwać.
Nie w osobie, dla której zawsze będę drugą opcją.
Nie mogąc znieść bólu i duszności oraz kołatania w sercu, spróbowałem podnieść się z łóżka, gdy gorączka dołączyła do całego akompaniamentu i sprawiła, że zachciało mi się wymiotować. Nie zdążyłem nawet dobiec do łazienki, zwracając wszystko co zjadłem, w ciągu ostatnich kilku dni. Czułem się strasznie. Płuca i gardło paliły mnie, jakby jarzył się w nich prawdziwy ogień, a ból rwał każdą komórkę mojego ciała, sam chłód przestał być możliwy do zniesienia. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy, a z nosa krew.
Chciałem... Potrzebowałem pomocy, która znalazła się przy mnie w porę. Młoda dziewczyna, która bez pukania przestąpiła próg mojego pokoju, rzuciła się w moją stronę upuszczając wszystkie książki i przyniesione zeszyty. Dopiero gdy jej twarz była zdecydowanie zbyt blisko mojej, rozpoznałem w niej znajomą z klasy.
- Leander?! - jej pisk rozległ się echem po mojej głowie, przecinając ją niczym ostrze. Dzięki Bogu zrozumiała, że mój stan raczej nie jest efektem rozrywki, wyjęła telefon i zadzwoniła po pogotowie.
- Zaraz po Ciebie wrócimy, nie ruszaj się - jakbym w ogóle mógł. Obserwując jak wybiega, mocniej przytuliłem się do szafy za moimi plecami, przykładając dłoń do nosa, z którego nadal sączyła się lepka substancja. Nie rozumiałem co się dzieje, wszystko we mnie starało się pękać, straciłem nawet ostrość widzenia, a obrazy powoli zaczęły zlewać się w różnokolorowe plamy, zdążyłem w nich jednak rozpoznać jeszcze jedną sylwetkę.
- Leoś? - męski głos dotarł do mnie, wraz z silnymi rękoma, które troskliwie objęły moje ciało, mocno do siebie przyciągając. Jęknąłem cicho, nie opierając się.
Sylvain...
Chciałem wypowiedzieć choćby imię chłopaka, ale amok w jaki wpadłem nie pozwolił mi nawet na wzięcie oddechu. Skupiałem w sobie wszystko, chociażby cząstkę siły na wypowiedzenie trzech wyrazów. Pochyliłem się nieco do przodu, mocniej opierając o ciało przede mną, które pochwyciłem zakrwawionymi dłońmi. Zadrżałem, gdy w naszą stronę zaczęła biec burza nerwowych kroków.
Sylvain...
Nie zostawiaj mnie.
- Nie idź - wydusiłem ostatnie słowa, na jakie było mnie stać. Po nich? Jakby odpłynąłem. Obrazy i dźwięki niby przelatywały przez moją głowę, jednak na niczym nie mogłem się skupić, niczego nie mogłem zarejestrować.
Nie wiem nawet kiedy zasnąłem.
***
Zapach farby, leków, choroby.
Dźwięki urządzeń, rozmów, kroki.
Spróbowałem otworzyć sklejone powieki, które jak się okazało były zbyt sklejone i ciężkie. Każda moja kość strzelała niemiłosiernie głośno, gdy poruszałem kośćmi by uratować odrętwiałe ciało. Suche usta powoli zaczynały skrzypieć pocierane o siebie, a nos piekł, jakby po latach dostał powietrza.
Byłem przytomny?
Dryfowałem gdzieś między snem, a rzeczywistością, szukając punktu wyjścia.
Umarłem?
Chciałem otworzyć oczy i upewnić się, że obok mojego szpitalnego łóżka jest chłopak.
Ten chłopak, którego kocham.
Sylvain?
Takie trochę krótsze ale chciałam w tym miejscu.
6.21.2017
Od Taviego CD. Isaac
Spojrzałem na małą, białą kulkę tarzającą się w dłoniach chłopaka, piesek o czarnych oczkach i nosku, nerwowo badał wszystko dookoła. Dłuższą chwilę zajęło mi przyswojenie słów chłopaka.
Jest cały Twój.
- Cały mój? - powtórzyłem głucho za ciemnowłosym, na którego twarz wkradło się rozbawienie. Poruszył wymownie dłońmi, sugerując bym odebrał od niego małe stworzonko, na co jakbym odbierał właś
nie największy skarb, najpierw opuszkami placów musnąłem jego grubą sierść by następnie zatopić w niej dłoń. - Potrzymasz? - poprosiłem, wyciągając w jego stronę komórkę. Isaac przejął ją wolną dłonią telefon, drugą pozwalając mi zabrać psa. - Ale skąd? Przecież on kosztuje... - wtedy dotarło do mnie jak wiele pieniędzy zmarnował, za zwyczajną pomoc - Nie mogę go wziąć, przecież każdy by Ci pomógł w takiej sytuacji, nie zasłużyłem na niego - tak o to rozpocząłem symfonię przeprosin, pełną poczucia winy i wyrzutów sumienia, które momentalnie pożarły mnie od środka - Nie - mruknąłem, spoglądając na niego wytrzeszczonymi oczyma. Isaac zmierzył mnie czujnym i rozbawionym zarazem spojrzeniem.
- Po prostu go weź, wcale nie było tak źle jak Ci się wydaje - kąciki jego warg uniosły się w górę, kiedy sam zaczął wciskać mi białą kulkę w ręce - Bierz - dobra, szczerze mówiąc, niespecjalnie musiał mnie do tego namawiać. Biały potworek szybko zadomowił się na moich dłoniach, znajdując właśnie tam odpowiednie miejsce do spania, poczułem jak szklą mi się oczy.
Nie, nie teraz...
Taviś, nie bądź dzieckiem, przycisnąłem jego sierść do swojej twarzy zanurzając w niej nos i zaciągnąłem się zapachem psa.
Tak, powąchałem psa.
- Dziękuję - wymruczałem w malca. Mój towarzysz, wyraźnie zakłopotany, uśmiechnął się jedynie jakby nie wiedząc co powiedzieć, przestąpił o mały krok do tyłu.
- Nie ma za co, ale muszę już iść - uśmiechnął się - Do potem - nie zwróciłem większej uwagi na bardziej rozwinięte pożegnanie, zajęty czarnym nosem szczeniaka, który z zaangażowaniem wodził po moim policzku. Z szerokim uśmiechem zawróciłem prosto do swojego pokoju.
W akademii nie można było trzymać zwierząt, ale nie ma rzeczy niemożliwych, wszystko da się załatwić, tym bardziej, że pokoi nam nie sprawdzają.
Przytuliłem szczeniaka trzymając go w swoich chudych dłoniach, ciche dźwięki dobywające się z jego krtani, sugerowały głód. Mocniej przytuliłem do siebie puchatego misia, czerpiąc z jego ciepła ogromną radość. Ruszyłem korytarzami skrzydła mieszkalnego, prosto do swojego pokoju, do którego wpadłem w zawrotnym tempie. Otworzyłem drzwi biegnąc w stronę łóżka, na którym ułożyłem jeszcze bezimienne stworzenie. Pogladzilem go po pyszczku i nachyliłem by malec polizał mnie za uchem. Po ogólnych oględzinach zorientownałem się, że potworek jest taka naprawdę dziewczynką.
- O Ty skubana bestio - uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, powoli zaczynały boleć mnie policzki. Opósciłem pokój ruszając prosto w stronę stołówki, w której to zacząłem czaić się na coś bardziej przystępnego dla szczeniaka. Wciąż ciężko mi było uwierzyć, że po moim pokoju biega jedno z moich przyziemnych i materialnych marzeń.
Zgarnąłem tacę z jedzeniem i z narastającym podnieceniem przemierzałem szlaki prosto do swojego malutkiego szczęścia, które już zdążyłem pokochać. Padłem na łóżko zgarniając wolną dłonią białą kulkę i ściągnąłem ją na podłogę. Obok szczeniaka położyłem miskę i z radością obserwowałem jak mały bierze się za jedzenie. Nie mogłem przestać się uśmiechać, co jakiś czas dorzucałem do białej miski trochę jedzenia, czerpiąc z tego niebywałą radość.
***
Mniej więcej tak spędziłem cały dzień, karmiąc, bawiąc i wymyślając imię dla szkraba. Wraz z zakończeniem prysznica, skończyłem dziecinne kontemplacje, pewien, że i tak na nic oryginalnego dziś nie wpadnę. Podszedłem do zaparowanego lustra, niebieskim, puchatym ręcznikiem wycierając swoje włosy i na moment powróciłem do Isaaca. Przez myśl przemknęło mi pytanie jak się czuje? Ciekaw byłem czy wszystko u niego dobrze, nie tylko dlatego, że się martwiłem. Chłopak wydawał się naprawdę okej. Miło byłoby mieć tutaj kogoś takiego.
Dobrym pomysłem był Facebook, bo numeru telefonu do ciemnowłosego jeszcze nie miałem. Opadłem na łóżko obok swojego psa, szukając małego urządzenia pod poduszką.
Tam nie.
Niechętnie dźwignąłem ciężkie ciało z miękkiego posłania i podszedłem do biurka, szukając go w tonach rysunków.
Też nie ma.
Lekko zestresowany wparowałem do łazienki przegrzebując każdą szafkę, z której korzystałem podczas dzisiejszej kąpieli, jednak zawiodłem się po raz kolejny. Ostatnim miejscem, w jakim moja zguba miała szansę się odnaleźć była szafka, w której trzymałem podkoszulki do spania.
Też nic.
Moje rozdygotane z nerwów serce nie pozwoliło mi trzeźwo określić sytuacji, ani przywołać wspomnień, które mogłyby naprowadzić mnie na zgubę. Usiadłem więc na skraju łóżka skupiając uwagę tylko i wyłącznie na swoim rozpędzonym umyśle.
Isaac.
W głowie dokładnie odtworzyłem każdy szczegół naszego ostatniego spotkania by wychwycić moment, w którym starszy mógłby mi oddać telefon. Gdy przyswoiłem fakt, że nic takiego nie miało miejsca, odetchnąłem z ulgą. Natychmiast opuściłem pokój wychodząc na ciemny, szkolny korytarz. Stawiając kolejne kroki przez pogrążone we śnie miejsce nawet przez myśl mi nie przyszło, że może Isaac również odsypia ostatnie wrażenia. Dzięki Bogu, szybko zorientowałem się, że nie było się o co martwić, bo gdy mój wzrok padł na małą, srebrną tabliczkę i wyrytych na niej literach, mosiężne brązowe drzwi otworzyły się, a staną w nich wysoki i ciemnowłosy chłopak. Uniosłem kąciki ust, czując jak odwaga powoli ze mnie ulatuje.
Jesteś śmieszny, kiedy nie jest pokrzywdzony, nie umiesz się odezwać?
Skrzywiłem się momentalnie, spoglądając na chłopaka, który wyraźnie oczekiwał, aż zacznę mówić.
- Hej - zacząłem, przesuwając dłonią po splątanych lokach - Ja.. Um, to znaczy, masz może mój telefon? - spuściłem wzrok na nasze stopy, które w tym momencie wydawały się nad wyraz interesujące.
- Jasne, wejdź - odgonił mnie od pomysłu poczekania na niego w bezpiecznej ciemności. Kątem oka zauważyłem jak macha ręką i koniec końców zmusza do tego bym ruszył za nim, odetchnąłem cicho i skinąłem głową gdy odwrócił się do mnie tyłem po czym przekroczyłem próg miejsca, które zamieszkiwał chłopak.
Nie wiem, od jak dawna był w tej szkole, ale dało się wyczuć tutaj coś osobistego, należącego tylko do Isaaca. To miłe uczucie przywołało mi na myśl dom, miałem nadzieję, że mój towarzysz właśnie tak się tutaj czuje.
O samopoczuciu mówiąc...
- Jak tam z nogą? I w ogóle, co z motorem? - zagadnąłem, zaczynając rozmowę na mało zobowiązujący temat. Starałem się nie rozglądać po pokoju, ale chęć poznania nastolatka nieco bliżej, cały czas mnie gryzła. Przestąpiłem z nogi na nogę, próbując w ten sposób dać upust zdenerwowaniu.
- Z motorem - westchnął - Nie wiem, jutro będę musiał po niego iść - zwróciłem uwagę jak zajmuje miejsce na brzegu łóżka, widać było, że ta prosta czynność sprawiła mu ból.
- Nie możesz iść w takim stanie sam! - uniosłem się, marszcząc przy tym brwi. - Znaczy - kontynuowałem, zły, że nie zdążyłem ugryźć się w język - Jeśli chcesz to pójdę z Tobą - spojrzałem na wyższego, doszukując się na jego twarzy chociażby cienia zwątpienia. Ten nie zrobił jednak nic więcej poza wyjęciem spod poduszki mojego telefonu.
- Jasne - skomentował krótko i wyciągnął komórkę w moją stronę. Uśmiechnąłem się do niego, pożegnałem i opuściłem pomieszczenie, niemal biegiem wracając do swojego pokoju.
Wparowałem do niego, zamykając drzwi i rzuciłem się na łóżko, pozwalając, by małe, białe coś, przejęło kontrolę nad moimi włosami.
- Jestem beznadziejny - burknąłem w stronę psa, odblokowując telefon. Przeglądając listę kontaktów zacząłem szukać telefonu do swojego przyjaciela, kompletnie ignorowałem go od początku mojego przyjazdu.
Przesunąłem palcem wzdłuż litery "I", a na mojej twarzy momentalnie zagościł głupkowaty uśmiech. Przesunąłem po numerze zapisanym jako "Isaac" wchodząc w wiadomości.
Do: Isaac^^
"Do jutra, Tavi"
Uśmiechnąłem się do siebie, chowając telefon pod poduszką. Przytuliłem usypiającego szczeniaka do klatki piersiowej i również pozwoliłem sobie na zasłużony odpoczynek.
Isaac?
Od Sibil cd Louise
Obudziłam mnie mama, powiedziała, że jedziemy do cioci i mam się spakować. Myślałam, że mam jechać bez dziewczyn ale one też jadą. Tak jakby mieszkają u mnie. Gdy zaczęłam się w piżame pakować. Poszłam ubrać się w krótka spódniczkę w paski, na to luźna koszulkę na ramiączka z wcieciami. Oraz parę bransoletek, rękawiczki, koturny letnie. Do torby spakowałam wszystkie kostiumy kąpielowe jakie miałam. Koszulki, bluzki, shorty, klapki, koturny, sukienki, sweterki. Mnóstwo tego było. Gdy spakowałam się w dwie walizki i jeszcze swoją torebkę. W niej miałam telefon, słuchawki i parę innych dodatków.
Służba pomogła mi znieść moje rzeczy. I wszystko włożyć do samochodu.
***
Na prywatne lotnisko, dojechaliśmy po godzinie. Rodzice nie mówili do której z cioci mamy lecieć. Mam ich trochę ale niezbyt je znam. Weszłam z dziewczynami do LA VERSE. Tak nazywa się samolot czy też odrzutowiec rodziców. Erica patrzyła przez okno i słuchała muzyki. Lilit zasnęłam w swojej kajucie. Ja siedziałam i robiłam zdjęcia.
Po 10 godzinach wylądowaliśmy w Rio de Janeiro. Nasze bagaże zostały przeniesione na Jacht, tak samo ja i dziewczyny też za moimi rodzicami poszłyśmy. Przebrałam się na Jachcie w kostium kąpielowy i usiadłam na leżaku przy jakuzzi.
***
Nim się obejrzałam byliśmy na terenie posiadłości cioci, rzecz jasna maja także port. Służba zabrała bagaże. Z dziewczynami odrazu pognałam do basenu.
Do wieczora byłam w basenie czy też przy. Gdy zrobiło mi się trochę chłodniej poszłam do pokoju.
- Zaraz przyjdą goście, więc się ubierz stosownie.-powiedziała ciocia.
Poszłam na górę do pokoju, wzięłam prysznic i ubrałam się w ciemnofioletowa sukienkę do połowy ud na ramiączka + czarne szpilki. Gdy zeszłam na dół dziewczyny rozmawiały z moją ciocia. Usiadłam przy stole i piłam wino.
Przyszło sporo osób, jakcyś znajomi rodziców, dziewczyny od razu zaczęły podrywać jakiś chłopaków. Nie miałam ochoty na to. Dolewa łam sobie na jakiś czas wina.
***
Gdy było już po obiedzie. Poszłam do swojego pokoju, wymknełam się. Przebrałam w krótkie spodenki, i koszulkę. Położyłam się na łóżku, i włączyłam na laptopie film. Akurat ktoś mi sms wysłał, sprawdziłam były to sms od Cleo, lecz ja zignorowałam. Do reszty odpisałam, że nic nie powiem gdzie jestem ani nic.
Louise?
Służba pomogła mi znieść moje rzeczy. I wszystko włożyć do samochodu.
***
Na prywatne lotnisko, dojechaliśmy po godzinie. Rodzice nie mówili do której z cioci mamy lecieć. Mam ich trochę ale niezbyt je znam. Weszłam z dziewczynami do LA VERSE. Tak nazywa się samolot czy też odrzutowiec rodziców. Erica patrzyła przez okno i słuchała muzyki. Lilit zasnęłam w swojej kajucie. Ja siedziałam i robiłam zdjęcia.
Po 10 godzinach wylądowaliśmy w Rio de Janeiro. Nasze bagaże zostały przeniesione na Jacht, tak samo ja i dziewczyny też za moimi rodzicami poszłyśmy. Przebrałam się na Jachcie w kostium kąpielowy i usiadłam na leżaku przy jakuzzi.
***
Nim się obejrzałam byliśmy na terenie posiadłości cioci, rzecz jasna maja także port. Służba zabrała bagaże. Z dziewczynami odrazu pognałam do basenu.
Do wieczora byłam w basenie czy też przy. Gdy zrobiło mi się trochę chłodniej poszłam do pokoju.
- Zaraz przyjdą goście, więc się ubierz stosownie.-powiedziała ciocia.
Poszłam na górę do pokoju, wzięłam prysznic i ubrałam się w ciemnofioletowa sukienkę do połowy ud na ramiączka + czarne szpilki. Gdy zeszłam na dół dziewczyny rozmawiały z moją ciocia. Usiadłam przy stole i piłam wino.
Przyszło sporo osób, jakcyś znajomi rodziców, dziewczyny od razu zaczęły podrywać jakiś chłopaków. Nie miałam ochoty na to. Dolewa łam sobie na jakiś czas wina.
***
Gdy było już po obiedzie. Poszłam do swojego pokoju, wymknełam się. Przebrałam w krótkie spodenki, i koszulkę. Położyłam się na łóżku, i włączyłam na laptopie film. Akurat ktoś mi sms wysłał, sprawdziłam były to sms od Cleo, lecz ja zignorowałam. Do reszty odpisałam, że nic nie powiem gdzie jestem ani nic.
Louise?
Od Liama CD Chole
Po przerwie wszedłem do sali jako pierwszy zajmójąc ulubione ostatnie miejsce przy oknie. Siedziałem na lekcji dalej myśląc o tym wszystkim. Mimo to skupiałem się też na lekcji dzięki temu, że mam podzielną uwagę.
Po lekcjach robiłem to co kocham, czyli zająłem się śpiewaniem, pisaniem tekstów i graniem. Wszystko po trochu. Do pokoju poszedłem dopiero jak zrobiło się późno.
~~~~~~~~~KILKA DNI PÓŹNIEJ~~~~~~~~
Będąc w trakcie pisania piosenki z chłopakami zadzwonił do mnie tata.
-O co chodzi? - Zapytałem.
-Jesteśmy dziś umówieni z Martym i Chole na kolację. - Powiedział tata.
-Po co? - Nie ukrywałem rozgoryczenia. -Przecież zakończyłeś z nim współpracę.
-Prawda ale nie do końca. Dziś właśnie będziemy podpisywać ostatnie papiery i już definitywny koniec. To co przyjdziesz?
-Przyjdę. - To może w sumie być dobra okazja by pogadać z Chole.
Ojciec wysłał mi adres i godzinę SMS-em. Okazało się że mam być na 18:00 czyli nie mam za dużo czasu.
-Słuchajcie chłopaki, musimy dokończyć pisanie w inny dzień. - Zwrociłem się w ich stronę.
-Coś się stało? - Zapytał Lou?
-Nic strasznego, tatuś zadzwonił i muszę iść z nim kolację o 18:00 i z jego już od dziś na dobre byłym współpracownikiem. - Wyjaśniłem.
-Ok, nie ma problemu. - Wtrącił się Daniel.
-To narka. - Wyszedłem z sali.
Pierwsze co zrobiłem do zadzwoniłem do szofera. Następnie wziąłem prysznic i ubrałem się. Włosy związałem w ogonek. Wyrobiłem się dosłownie w ostatniej chwili. Jak dojechałem na miejsce to tata już był ale Chole i Marty'ego jeszcze nie. Po kilku minutach oboje się pojawili. Wszyscy się przywitaliśmy i poszliśmy do zarezerwowanego stolika. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Z całego towarzystwa ja mówiłem najmniej. Nie miałem jakoś nastroju na pogaduszki. Przez cały czas obserwowałem Chole nie spuszczając jej nawet na sekundę.
-Przepraszam ale muszę wyjść na świeże powietrze. - Powiedziała.
-Coś się stało? - Zapytał zatroskany Marty.
-Nie, wszystko w porządku. - Wstała od stolika.
-Pójdę zobaczyć czy z nią dobrze. - Również wyszedłem po kilku minutach od wyjścia Chole.
Stanąłem przed restauracją rozglądając się w poszukiwaniu Chole. Jak już ją zauważyłem Chole to podszedłem do niej od tyłu.
-Musimy pogadać. - Powiedziałem obojętnie.
-Myślałam, że już sobie wszystko wyjaśniliśmy. - Obróciła się w moją stronę.
-Nie wszystko. - Zaprzeczyłem.
-O czym chcesz jeszcze gadać? - Oparła dłoń na bieodrze.
-Jest kilka spraw. Zacznijmy od tego, że chcesz odejść tylko z Akademi dlatego, żeby uciec ode mnie.
-Nie uciekam przed tobą.
-Mów co chcesz ale ja swoje wiem. - Zwinąłem ręce na piersi.
-Nie mam ochoty z tobą o tym gadać. To moja sprawa. - Burknęła.
-Ok ale wiedz, że zachowujesz się jak tchórz. - Powiedziałem. -Następna sprawa to to dlaczego tak traktujesz Leona i Louisa?
-Jak ich traktuję? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Wyżywasz się na nich dlatego, że nam nie wyszło. Opowiadasz Louisowi kłamstwa o tym co się między nami wydażyło. Zabawiłaś się z nim i go zostawiłaś. Zupełnie tak jak mnie.
-To wszystko kłamstwa! - Krzyknęła. -Oboje kłamią.
-Nie myśl sobie, że Ci uwieżę. Nie ważne co powiesz to i tak Ci nie uwieżę. A nawet jeśli kłamią to tylko dla mojego dobra. - Powiedziałem.
-Jaki ty jesteś naiwny.
-Licz się ze słowami. - Warknąłem. -Wracając do naszej ostatniej rozmowy o religii to na pewno jak się dowiedziałaś o tym że jestem muzułmaninem to poczułaś do mnie obrzydzenie tak jak większość. Chcę Ci powiedzieć, że nie obchodzi mnie to i że jestem dummy ze swojej religii. - Po tych słowach wróciłem do stolika.
Powiedziałem Marty'emu, że z Chole wszystko jest ok. Posiedziałem jeszcze chwilę i wróciłem do Akademi. Nie chciałem zostać w towarzystwie Chole ani chwili dłużej. Mam jej serdecznie dość na ten wieczór. Ona to potrafi wyprowadzić z równowagi jak nikt inny. Cieszę się że tata zakończył z Martym definitywnie współpracę. Już nie będziemy musieli się spotykać na żadnych kolacjach. Nie rozumiem slaczego ja i Chole też musieliśmy na niej być. Przecież my nie mamy nic wspólnego z tymi interesami. Dobrze, że to koniec. Mimo, że trochę sobie pogadaliśmy to wiem, że to jeszcze nie koniec, to dopiero początek. Nie mogę pozostawić tego, że naopowiadała takich kłamstw Louisowi bez reakcji. Musi zapłacić za to co mi zrobiła. Myśli, że będzie opowiadała na mój temat co jej się żywnie podoba a ja zostawię to bez reakcji. O nie, tak nie będzie.
Wziąłem prysznic, ubrałem piżamę i poszedłem spać. O dziwo zasnąłem szybko.
(Chole?)
Po lekcjach robiłem to co kocham, czyli zająłem się śpiewaniem, pisaniem tekstów i graniem. Wszystko po trochu. Do pokoju poszedłem dopiero jak zrobiło się późno.
~~~~~~~~~KILKA DNI PÓŹNIEJ~~~~~~~~
Będąc w trakcie pisania piosenki z chłopakami zadzwonił do mnie tata.
-O co chodzi? - Zapytałem.
-Jesteśmy dziś umówieni z Martym i Chole na kolację. - Powiedział tata.
-Po co? - Nie ukrywałem rozgoryczenia. -Przecież zakończyłeś z nim współpracę.
-Prawda ale nie do końca. Dziś właśnie będziemy podpisywać ostatnie papiery i już definitywny koniec. To co przyjdziesz?
-Przyjdę. - To może w sumie być dobra okazja by pogadać z Chole.
Ojciec wysłał mi adres i godzinę SMS-em. Okazało się że mam być na 18:00 czyli nie mam za dużo czasu.
-Słuchajcie chłopaki, musimy dokończyć pisanie w inny dzień. - Zwrociłem się w ich stronę.
-Coś się stało? - Zapytał Lou?
-Nic strasznego, tatuś zadzwonił i muszę iść z nim kolację o 18:00 i z jego już od dziś na dobre byłym współpracownikiem. - Wyjaśniłem.
-Ok, nie ma problemu. - Wtrącił się Daniel.
-To narka. - Wyszedłem z sali.
Pierwsze co zrobiłem do zadzwoniłem do szofera. Następnie wziąłem prysznic i ubrałem się. Włosy związałem w ogonek. Wyrobiłem się dosłownie w ostatniej chwili. Jak dojechałem na miejsce to tata już był ale Chole i Marty'ego jeszcze nie. Po kilku minutach oboje się pojawili. Wszyscy się przywitaliśmy i poszliśmy do zarezerwowanego stolika. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Z całego towarzystwa ja mówiłem najmniej. Nie miałem jakoś nastroju na pogaduszki. Przez cały czas obserwowałem Chole nie spuszczając jej nawet na sekundę.
-Przepraszam ale muszę wyjść na świeże powietrze. - Powiedziała.
-Coś się stało? - Zapytał zatroskany Marty.
-Nie, wszystko w porządku. - Wstała od stolika.
-Pójdę zobaczyć czy z nią dobrze. - Również wyszedłem po kilku minutach od wyjścia Chole.
Stanąłem przed restauracją rozglądając się w poszukiwaniu Chole. Jak już ją zauważyłem Chole to podszedłem do niej od tyłu.
-Musimy pogadać. - Powiedziałem obojętnie.
-Myślałam, że już sobie wszystko wyjaśniliśmy. - Obróciła się w moją stronę.
-Nie wszystko. - Zaprzeczyłem.
-O czym chcesz jeszcze gadać? - Oparła dłoń na bieodrze.
-Jest kilka spraw. Zacznijmy od tego, że chcesz odejść tylko z Akademi dlatego, żeby uciec ode mnie.
-Nie uciekam przed tobą.
-Mów co chcesz ale ja swoje wiem. - Zwinąłem ręce na piersi.
-Nie mam ochoty z tobą o tym gadać. To moja sprawa. - Burknęła.
-Ok ale wiedz, że zachowujesz się jak tchórz. - Powiedziałem. -Następna sprawa to to dlaczego tak traktujesz Leona i Louisa?
-Jak ich traktuję? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Wyżywasz się na nich dlatego, że nam nie wyszło. Opowiadasz Louisowi kłamstwa o tym co się między nami wydażyło. Zabawiłaś się z nim i go zostawiłaś. Zupełnie tak jak mnie.
-To wszystko kłamstwa! - Krzyknęła. -Oboje kłamią.
-Nie myśl sobie, że Ci uwieżę. Nie ważne co powiesz to i tak Ci nie uwieżę. A nawet jeśli kłamią to tylko dla mojego dobra. - Powiedziałem.
-Jaki ty jesteś naiwny.
-Licz się ze słowami. - Warknąłem. -Wracając do naszej ostatniej rozmowy o religii to na pewno jak się dowiedziałaś o tym że jestem muzułmaninem to poczułaś do mnie obrzydzenie tak jak większość. Chcę Ci powiedzieć, że nie obchodzi mnie to i że jestem dummy ze swojej religii. - Po tych słowach wróciłem do stolika.
Powiedziałem Marty'emu, że z Chole wszystko jest ok. Posiedziałem jeszcze chwilę i wróciłem do Akademi. Nie chciałem zostać w towarzystwie Chole ani chwili dłużej. Mam jej serdecznie dość na ten wieczór. Ona to potrafi wyprowadzić z równowagi jak nikt inny. Cieszę się że tata zakończył z Martym definitywnie współpracę. Już nie będziemy musieli się spotykać na żadnych kolacjach. Nie rozumiem slaczego ja i Chole też musieliśmy na niej być. Przecież my nie mamy nic wspólnego z tymi interesami. Dobrze, że to koniec. Mimo, że trochę sobie pogadaliśmy to wiem, że to jeszcze nie koniec, to dopiero początek. Nie mogę pozostawić tego, że naopowiadała takich kłamstw Louisowi bez reakcji. Musi zapłacić za to co mi zrobiła. Myśli, że będzie opowiadała na mój temat co jej się żywnie podoba a ja zostawię to bez reakcji. O nie, tak nie będzie.
Wziąłem prysznic, ubrałem piżamę i poszedłem spać. O dziwo zasnąłem szybko.
(Chole?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)