3.23.2017

Od Petera C.D Katfrin

Powoli przesuwałem kartki, bacznie obserwując szkice. Wzbudziły we mnie niemały podziw, wszystko było dopracowane. Idealne kształty, cienie. Ciekawe, niespotykane postaci. Były także rysunki przedstawiające konie, choć bardziej przeważały dziwne postacie. A szkoda, zawsze kochałem oglądać rysunki koni. Cicho przewracałem kartki ze szkicownika, analizując każde z dzieł. Po dłuższej chwili podziwiania prac gwałtownie zamknąłem szkicownik i z uśmiechem spojrzałem się na Katfrin, która wbiła we mnie niepewne, pytające spojrzenie.
-Twoje prace są naprawdę świetnie. - uśmiechnąłem się, po czym ostrożnie wyciągnąłem w jej kierunku rękę w celu oddania szkicownika.
-Czy ja wiem.. - mruknęła, szybko chowając prace do torby. - Nic specjalnego. - dodała, opierając się o ścianę.
-Nie, właśnie są bardzo ładne i interesujące. Moje umiejętności rysowania zatrzymały się w 4 klasie podstawówki. - zaśmiałem się, chcąc jakoś rozluźnić atmosferę.
-Nie przesadzaj. - lekko się uśmiechnęła, choć zaraz po tym spoważniała i z zażenowaniem opuściła głowę w dół. Widziałem to, ale nie chciałem specjalnie mówić o jej złym samopoczuciu, moim celem było jakoś przetrwać tę noc i pomóc przetrwać ją chorej dziewczynie.
-Jesteśmy na siłowni. Może jest późno, może jutro będziemy totalnie niewyspani, ale może pójdziemy poćwiczyć? Sport to lek na wszystko. No, może nie na kontuzje, ale na sprawy duchowe jak najbardziej. - dumnie uniosłem głowę powoli wstając i rozciągając się.
-Nie wiem sama...- westchnęła z obojętnością, przekładając swoją torbę na drugą stronę.
-No chodź, będzie fajnie. Możemy troszkę powalczyć na ringu, pod warunkiem, że mnie nie zabijesz ani mocno na tym nie ucierpię. - powiedziałem z uśmiechem, nie wiedziałem, czemu tak się zachowywałem. Wcale nie chciałem się uśmiechać ani okazywać radości, lecz wolę poświęcić się w taki sposób niż patrzeć na dziewczynę, którą choroba niszczy od środka. Oparłem się o ścianę i oczekiwałem na odpowiedź.
Katrfin podejrzliwie uniosła jedną brew, po czym wzruszyła ramionami.
-No to jak? - spytałem nieco zniecierpliwiony.

Katfrin?
moja wena zagineła, przepraszam za takie gówno i zapłon, ale miałam urwanie głowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz