3.22.2017

Od Leny CD Aleca

  Strasznie tęskniłam za swoim aparatem. Za tym dźwiękiem, kiedy zdjęcie wysuwało się z jego wnętrza. Za tym uczuciem, które zawsze towarzyszyło mi przy robieniu zdjęć. Chociaż musiałam po cichu przyznać, że podobne odczucia miałam w ramionach Aleca. Ugh, skup się na zdjęciach, a nie bujasz w obłokach. Zerknęłam na zdjęcia, które udało mi się już zrobić i stwierdziłam, że nie są wystarczająco dobre, by wylądowały na stronie szkoły. Tak, moja ucieczka nie uszła mi na sucho. Kiedy tylko wróciliśmy, zostałam wezwana do dyrektora. Zniknięcie Aleca było usprawiedliwione, moje - nie. I mimo że oboje mieliśmy zaległości, które musieliśmy nadrobić, to ja oprócz tego miałam coś na wzór zadania karnego. Chociaż karą nazwać tego nie mogłam, gdyż musiałam robić zdjęcia, które trafią na stronę internetową akademii i do broszur dla nowych, przyszłych uczniów. 
  Pochyliłam się nieco do przodu, ustawiając się do zdjęcia, kiedy krzyk nauczyciela zwrócił moją uwagę. Wyprostowałam się spoglądając na Cravera, który machał ręką, dając tym znak, że mam do niego przyjść. Bezproblemowo zeskoczyłam z trybun, lądując na zielonej trawie i już miałam ruszyć w stronę pana Nata, jednak nim to zrobiłam, moich uszu doszło zduszone sapnięcie. Odwróciłam się zdziwiona i przez chwilę w zupełnym szoku patrzyłam jak Alec próbuje zejść z trybun, co z jedną nogą w usztywniaczu nie było takie proste. Potrząsnęłam szybko głową i skoczyłam w stronę chłopaka, łapiąc go za łokieć i nie pozwalając mu tym samym przed spadnięciem ze schodów. 
- A ty niby gdzie się wybierasz? - Popatrzyłam na niego zła, że w ogóle ruszył się z miejsca. 
- Idę za tobą? - Popatrzył na mnie wzrokiem, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie, chociaż mnie wcale się taka nie wydawała. Zaśmiałam się cicho, kiwając głową i pomagając mu zejść z ostatniego schodka. Wiedziałam, że chłopak jest uparty i nie odpuści szybko, a ja byłam zbyt ciekawa co takiego się stało, że pan Craver wzywał mnie do siebie. Szliśmy mniej więcej równym krokiem; nie chciałam pośpieszać przyjaciela, zwłaszcza w takim stanie, w jakim był aktualnie, pośpiech nie był wskazany. Popatrzyłam na nauczyciela wf'u, który uśmiechał się wymownie, poruszając lekko brawami. Zdusiłam w sobie śmiech, zakrywając usta dłonią. Z taką miną mężczyzna wyglądał jak nastolatek, próbujący dać znać kolegom, że chytry plan zemsty na nauczycielce się powiódł. 
- Mam nadzieję, że z nami zagrasz, kiedy już noga ci wyzdrowieje. - Nauczyciel poklepał chłopaka po ramieniu, widząc jego bezsilność. Alec tylko wzruszył ramionami, ale wiedziałam, że gdy tylko będzie w stanie normalnie chodzić na pewno dołączy do zawodników. - Co do ciebie, Lena. Ktoś czeka na ciebie w sekretariacie, dyrektor kazał cię zwolnić z lekcji, ale jak widzę... - Tutaj zmierzył mojego towarzysza czujnym spojrzeniem. - Zwolnienie obejmie też pana Talbota. - Uśmiechnął się zadziornie, po czym klepnął naszą dwójkę w plecy, popychając w stronę budynku. Kto może na mnie czekać? Nic nie przychodziło mi do głowy, żadna osoba, która byłaby w stanie tutaj przyjechać i którą bym znała. Tym większe było moje zainteresowanie, im bliżej wejścia do budynku byliśmy. 
- Kto może na ciebie czekać? - Zagadnął Alec. Odpowiedziałam mu tylko kręceniem głowy, niezdolna do powiedzenia czegokolwiek. Na szczęście parter nie miał żadnych schodów, więc dotarliśmy względnie szybko pod drzwi sekretariatu, do których zapukałam prawie natychmiast, pchana rosnącą ciekawością. Weszłam do pomieszczenia, które niczym nie różniło się od innych sekretariatów, w których kiedykolwiek byłam. Dwie kobiety siedzące za biurkiem, niewielkie okno, pracujące non stop komputery i starszy, zgarbiony człowiek. Znieruchomiałam na dłuższą chwilę, starając się zrozumieć, kogo mam przed sobą, jednak dotarło to do mnie dopiero, kiedy mężczyzna się odwrócił. Na moje usta automatycznie wpełznął szeroki uśmiech, a całą mnie wypełniło szczęście, ulga i dziwny cień zestresowania. 
- Dziadek! - Zawołałam i rzuciłam sie mężczyźnie na szyję, przytulając go mocno. Tak dawno już go nie widziałam i tak bardzo chciałam znowu go zobaczyć. Poklepał mnie po plecach i odsunął na odległość rąk, by przyjrzeć mi sie uważnie. Poczerwieniałam na policzkach, kiedy uświadomiłam sobie, że na moim policzku nadal jest plaster. 
- Lena, a co ci się stało? Znowu wpakowałaś się w kłopoty? Ona zawsze pakowała się tam gdzie nie trzeba. - Z tymi słowami zwrócił się do sekretarek, które tylko pokiwały głowami, jakby wiedziały wszystko o wszystkich. Po chwili jednak przeniósł spojrzenie na szatyna stojącego za mną. - A to...
- To mój przyjaciel! - Odpowiedziałam nim dziadek zdążył coś palnąć. A znając jego, rzuciłby jakimś tekstem o chłopaku czy co gorsza o pryncypałku. Starszy mężczyzna pokiwał głową, po czym odsunął się ode mnie i podszedł do ściany ukrytej za otwartymi wciąż drzwiami. Popatrzyłam w tamtą stronę i zdębiałam, kiedy dziadek odwrócił się do mnie z dzieckiem na rękach. Co? Kto? Gdzie? Co mnie ominęło?! 
- Kto... - Zaczęłam, jednak żadne kolejne słowo nie chciało mi przejść przez gardło. 
- Córeczka twojej siostry. Przyjedzie tutaj za kilka dni i ją zabierze, teraz musiała pojechać zrobić jakieś badania. - Wytłumaczył, pokazując nam małą. Była słodziutka, taka mała i... O rany, małe dzieci rozczulają chyba wszystkich. Kątem oka dostrzegłam uśmiech nawet na ustach Aleca. Naprawdę się cieszyłam, że moja siostra doczekała się dziecka, ale jednocześnie bolało mnie, że w ogóle nie dała mi o tym znać. Ani o tym, że kogoś sobie znalazła, ani o tym, że jest w ciąży. I to bolało, bo mimo iż nigdy nie byłyśmy specjalnie blisko, to po jej wyjeździe na studia nasze rzadkie rozmowy były bardziej otwarte, rozmawiałyśmy o wszystkim, opowiadając co u nas. A tutaj się okazuje, ze ukryła przede mną tak ważną informację. Poczułam się oszukana przez własną siostrę. I o jakie badania mogło chodzić? Będę musiała poważnie z nią porozmawiać. 
  Reszta dnia aż do wieczora zleciała nam jak z bicza strzelił. Czas głównie spędziliśmy na spacerze, podczas którego opowiadałam dziadkowi jak się uczę, co się tutaj dzieje. Oczywiście pominęłam wszystkie te przygody z ostatnich dwóch dni, niestety o śpiączce musiałam mu wszystko powiedzieć, bo to właśnie ona okazała się powodem jego przyjazdu. I wtedy zrobiło mi się nawet trochę smutno, że tylko dziadek przejął się tą durną śpiączką, w której trwałam tydzień. Zaczęłam sie nawet zastanawiać, czy gdybym leżała dłużej, to i rodzice by sie tym zainteresowali. Ale szczerze wątpię. 
  Koło dwudziestej drugiej, gdy dziadek i mała, która na razie nie miała jeszcze imienia, zasnęli, ja zastukałam do drzwi do pokoju obok. Było mi głupio prosić Aleca o taką przysługę, ale zostałam trochę bez innego wyjścia, więc... Liczyłam, że jednak chłopak mi pomoże. 
  Drzwi otworzyły się powoli. Stał w nich Alec, wciąż w ubraniu i spoglądał na mnie z góry, niebieskimi tęczówkami. Przełknęłam nerwowo ślinę i zapytałam cicho. 
- Mogłabym spać u ciebie...? Mogę nawet na podłodze. Po prostu... - Zerknęłam w stronę mojego pokoju. - Małe dzieci zajmują trochę więcej miejsca niż podejrzewałam... 
  Szczerze mówiąc w ogóle nie byłam przygotowana na to, że dziadek z małą nie mają gdzie spać i że będą zmuszeni zostać u mnie. Na szczęście dyrektor się zgodził, pod warunkiem, że następnego dnia mój dziadek rozegra z nim partię szachów. Naprawdę nie rozumiem starszych ludzi... Tak czy inaczej, następnego dnia zmuszona byłam do przypilnowania mojej siostrzenicy, co równało się z kolejnymi nieobecnościami na lekcjach. Na szczęście następnego dnia był już piątek. Na szczęście.


Alec?
Wybacz, że takie beznadziejne i krótkie i wgl T^T

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz