3.13.2017

Od Briana CD Hayden

Po usłyszeniu pytania ponownie ułożył głowę na poduszce. Podciągnął nogi i założył jedną na drugą, patrząc z małym zamyśleniem na sufit. Palcami bawił się gumką teczki. Zbytnio nie wiedział, od czego ma zacząć.
- Kiedy poznałem Adriana, nie wiedziałem o jego uzależnieniu. Dopiero później mi to wyznał. Z czasem narkotyki coraz bardziej go niszczyły, ale chłopak miał talent. Ruszyłem sumienie gówniarza i poprosił mnie o pomoc w rzuceniu. Zajęło nam to dwa lata, lecz znowu zaczął. Ukrywał to przede mną. Poczułem się oszukany, więc zostawiłem go samemu sobie, chociaż byłem z nim w jakiś sposób związany. Nadal chciałem mu pomóc, jednakże, gdy zobaczyłem, że jest zdolny zabić niewinnego człowieka, poddałem się. – Naciągnął gumkę i puścił, zaś ta wstrzeliła się w tekturę, wydając głuchy dźwięk. Powoli przeniósł wzrok na siedzącego przy biurku Haydena. – Ty jesteś inny. Wiem, że DID jest uleczalne, a ja chcę ci pomóc. Pytasz, dlaczego. Coś mnie do tego ciągnie. Nie wiem jeszcze, co to jest. Pewnie wkrótce się dowiem.
- Nie możesz tak po prostu poświęcać się dla kogoś, kogo ledwo znasz… - Odburknął, zaczynając bawić się długopisem leżącym na blacie.
- Zmienimy to. – Poderwał się do siadu i klepnął teczką w swoje kolana. – Spędzimy ten weekend razem. Dobrze wiem, że nie pracujesz, więc nawet nie zaczynaj kombinować. Dokładnie przeanalizowałem zawartość twojej teczki, ale szczegółów musze się dowiedzieć od ciebie. Jeśli będzie trzeba, zacznę robić notatki. – Rzekł jakże poważnym tonem, wstając z łóżka. – A, jeszcze jedno. – Pochylił się tuż przed nim i wpatrzył w jego oczy. – Dobrze wiem, że mnie nie zabijesz, Hayden. – Tknął palcem wskazującym jego czoło, po czym uśmiechnął się szczerze. – Joh-ahe (czułae).
Chłopak był zszokowany bliskością starszego, a kiedy odszedł w stronę drzwi, podążał za nim wzrokiem. Brian zatrzymał się jeszcze na chwilę w drzwiach.
- Nie idź zbyt późno spać, bo nie chcę jutro słyszeć, jak bardzo niewyspany jesteś. – Pomachał mu na dobranoc i zamknął za sobą drzwi, zostawiając Haydena z wieloma pytaniami.
W drodze do swojego pokoju zaczął już myśleć nad tym, co jutro będą robić. Oczywiście nie wliczając w to rozmów. Na razie nic nie przyszło mu do głowy, dlatego też bez ociągania przebrał się i położył do łóżka. Zaczął przysypiać, gdy rozbrzmiał telefon. Odebrał bez patrzenia.
- Young Hyunie, wszystko dobrze? – usłyszał głos matki. Dla pewności zerknął na ekran.
- Mamo, jest okej…
- Wiadomość, którą zostawiłeś, naprawdę mnie przeraziła. Co takiego zrobiłeś? Stało ci się coś? Miałeś na siebie uważać i nie przyprawiać mnie o zawał serca! Wiem, że płakałeś, mów szybko.
Uśmiechnął się lekko. Brakowało mu jej głosu oraz opiekuńczości.
- Wszystko już naprawiłem, nie martw się tyle. – Przetarł zmęczone oczy, odwracając się na plecy. – Przepraszam.
- Przestań ciągle przepraszać! Jeszcze trochę i starą matkę do grobu wpędzisz! Lepiej nie wracaj do domu, bo zginiesz!
W odpowiedzi zaśmiał się tylko.
- Myślisz gówniarzu, że żartuję?
- Oczywiście, że nie, ale muszę już iść spać. Jest bardzo późno.
- Och, no dobrze. Musisz się wysypiać. – Ton matki niespodziewanie się zmienił. – Jak przyjedziesz, to porozmawiamy na ten temat. Nie zapomnę! Dobranoc, Young Hyunie.
- Mamo?
- Tak?
- Mogłabyś nic nie mówić tacie? Wiesz, o mojej wiadomości, płaczu…
- Boisz się lania?
Nastąpiła krótka cisza. Brian przygryzł dolną wargę.
- Tak.
- No cóż. Pomyślę nad tym. Śpij już.
- Dobranoc. – Z uśmiechem zakończył rozmowę i wtulił twarz w poduszkę, zaraz zasypiając.

~*~

Rankiem dnia następnego bez problemu wstał z łóżka. Najpierw zabrał się za wybranie ciuchów, uprzednio otwierając okno w pokoju. Słońce przyjemnie grzało, aczkolwiek był odczuwalny rześki chłód. Bielizna, ciemne spodnie, koszula i ciepła bluza z kapturem powinny wystarczyć. Zabrał wsio do łazienki, gdzie wziął rozbudzający prysznic oraz wykonał zwyczajową, poranną toaletę. Na dłużej zatrzymał się przy grzywce. Opadająca na czoło, może po bokach, a może zaczesać ją do tyłu? Ostatecznie rozsunął ją lekko na boki i uniósł ku górze.
Gotowy zatarł dłonie i opuścił swój pokój, pięć razy sprawdzając, czy aby na pewno go zamknął. Spokojny wyruszył do Haydena. Jak bardzo się nie zdziwił, po otwarciu drzwi, widokiem śpiącego chłopaka. Wywróciwszy oczami trzasnął drzwiami, zaś tamten tylko lekko się wzdrygnął. Odsłonił okno, po czym ściągnął z młodszego kołdrę.
- Oddaj – Zamarudził, na ślepo ręką szukając ciepłego okrycia, lecz Brian wykorzystał to i z jej pomocą ściągnął go z łóżka. – Która godzina kacie?
- Siedem po siódmej. – Odparł, w ostatniej chwili łapiąc Haydena za ręce, gdyż ten chciał z powrotem paść na wyrko. – Wstawaj leniu. Byliśmy umówieni.
Resztę marudzenia chłopaka puścił mimo uszu. Złośliwie, lecz z uśmiechem, go popędzał. Cóż, działało. Kiedy Lavell zniknął za drzwiami łazienki Brian, nie mając lepszego zajęcia, zaczął rozglądać się po jego pokoju. Wpierw w oczy rzucała się pokaźna kolekcja książek. Atlasy, encyklopedie na temat anatomii człowieka oraz kotów, a także najprzeróżniejsze gatunki powieści były ustawione w przemyślany sposób. Na szafkach oraz biurku nie dało się nie zauważyć braku jakichkolwiek zdjęć. Po szufladach nie miał zamiaru grzebać. Przysiadł na niepościelonym łóżku i zajrzał pod poduszkę. Cóż za znalezisko. Zeszyt, który wczoraj szybko zamknął. Przekartkował ową zawartość, aż odnalazł ostatni wpis. Na zajęcia z pisarstwa. Tsa. Odłożył nieswoją rzecz na miejsce, po czym spojrzał na zegarek na lewym nadgarstku. Chłopak siedział w tej łazience już ponad piętnaście minut. Wparował do środka, zastając Haydena przed lustrem. Wykąpanego, ubranego, lecz układającego włosy. Ba, każdy włosek.
- Jesteś piękny, chodź już. – Westchnął ciężko, wyciągając go z pomieszczenia, a następnie z pokoju.
Patrząc mu przez ramię upewnił się, iż zamknął swoje włościa. Po tym razem ruszyli w stronę stołówki.
- Gdzie idziemy? – zapytał Hayden, wsuwając dłonie do kieszeni spodni.
- Najpierw zjemy pożywne śniadanie – Brian szedł obok niego miękkim krokiem, patrząc nieco w górę. – Potem pomyślimy, gdzie pójdziemy. Może na miasto…
Sobota. Wczesna godzina to i ludzi mało. Większość odsypiała piątkowe imprezy. I dobrze. Zamiast najpierw przygotować sobie śniadanie, Kang zajął się kawą. Aromatyczną, ulubioną, bo z mlekiem, kawą. Dopiero po tym wziął tosty, trochę dżemu, zaraz zdając sobie sprawę, że nie ma ochoty na nic, jednak z tym wszystkim zajął stolik na końcu sali. Hayden niebawem dołączył.
- Smacznego – Uśmiechnął się lekko i objął dłońmi kubek z kawą mając nadzieję, iż zachce mu się cokolwiek zjeść.
- Osobiście uważam, że przesadziłeś. – Zaczął po chwili Hayden, łyżką mieszając owsiankę. – Nie powinieneś brać opieki nade mną, nawet jeśli bym tu został. Z twoją pomocą lub bez.
- Strasznie marudzisz. Zacznijmy się poznawać. – Brian podparł brodę na dłoni i wpatrzył się w twarz młodszego chłopaka. – Imię, nazwisko.
Młodszy zatrzymał łyżkę w drodze do ust, patrząc podejrzliwie na Kanga, który wzrokiem wymuszał na nim odpowiedź. Wyprostował się i odsunął nieco miskę.
- Hayden Lavell – odparł tak cicho, aż Azjata musiał się pochylić, aby cokolwiek usłyszeć.
- Wiek?
- Ale po co to wszystko? – Oburzył się Hayden, kładąc dłonie na blacie stołu.
- Wiek – Powtórzył Brian, tym razem z nieco ostrzejszym tonem.
- Osiemnaście…
- Imię drugiej osobowości? – Zapytał z małym wyszczerzem, który Lavell odwzajemnił.
- Nie powiem ci. – Prychnąwszy, zabrał się za jedzenie, zaś Brian opadł z ciężkim westchnięciem na krzesło i założył nogę na nogę. – Za dużo chciałbyś wiedzieć, skoro i tak masz wiele informacji. Tak samo ja się mogę zapytać, co znaczyło te wczorajsze czuaejelel.
Wymowa tegoż słowa rozbawiła Briana na tyle, ze o mało co nie opluł się kawą. Odstawił filiżankę na spodek i nieco się nachylił nad stołem.
- Nie powiem ci - szepnął, patrząc wprost w jego oczy, po czym powrócił do poprzedniej pozycji.
I zapadła między nimi cisza, pośród odgłosów szurania przesuwanych krzeseł oraz brzdęku sztućców.
Brian bez słowa zaczął bawić się jednym ze swoich kolczyków, uważnie obserwując chłopaka przed sobą. Ciemnoniebieskie oczy co chwilę zerkały na starszego, jakoby niepewne jego planów. W końcu Hayden nie wytrzymał nieustającej obserwacji:
- Na co się tak patrzysz?
- Na ciebie – skontrował Brian ze szczerym uśmiechem. – Zarumieniłeś się.

Właśnie tymi słowami speszył młodszego na tyle, by ten zaczął myśleć o dokładce owsianki, bądź czegokolwiek innego.


Hayden? :c


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz