3.13.2017

Od Maddoxa CD Vanessy

- Uczepiłaś się mnie, czy naprawdę chcesz wyprowadzić z równowagi? - spytałem unosząc jedną brew gdy dziewczyna bezceremonialnie wparowała do mojego pokoju, tego miejsca, do którego nikt inny nie miał wstępu.
- Nie, skąd po prostu staram się znaleźć przyjaciół na swoim poziomie - odcięła się z chytrym uśmieszkiem.
- Próbowałaś w koszu na śmieci? - spytałem mrużąc powieki, przysięgam, że doprowadzała mnie do szału. - Chodź, jak tak bardzo zależy Ci na poznaniu tej szkoły - chciałem dodać jakąś prostacką obelgę, gryząc się w język w ostatniej chwili, nie było warto. Opuściliśmy mój pokój w pośpiechu, który sam spowodowałem, by za chwilę znaleźć się na zewnątrz, w głowie miałem już ułożony cały plan wycieczki tak, by poświęcić na nią jak najmniej czasu, by dziewczyna zwyczajnie odpuściła sobie rozmowę ze mną.
Nie powiem poniekąd byłem ciekaw, czemu tak jej na tym zależy.

Okej,
Z całą pewnością swoim sposobem bycia i wiecznym ukrywaniem się po ciemnych kątach przyciągałem ludzi jak magnes, no ale bez przesady.
- Gdzie idziemy? - spytała przestępując wesoło z nogi na nogę, naprawdę miałem na nią nakrzyczeć chociaż nie robiła nic nadzwyczaj głupiego ~ porównując jej zachowanie z naturalną, ludzką głupotą. Po prostu była, zazwyczaj to mi wystarczyło.
- Gdziekolwiek - odparła ze szczeniackim uśmiechem.
- Boże, jaka Ty jesteś denerwująca - przewróciłem oczami ruszając w stronę kortu tenisowego. Droga tam jakby się dłużyła, poza tym miałem swoje plany, znacznie ciekawsze od oprowadzania po tej durnej szkole, równie tępej nastolatki, która ma problem żeby zlokalizować toaletę.
Westchnąłem ze spokojem, trzymając nerwy na wodzy poprowadziłem blondynkę najkrótszą drogą by zaprezentować jej ogromne pole pokryte sztuczną, zieloną trawą, przykuwała ona wzrok każdego przechodnia więc wiadomo, była szczególnie uczęszczanym miejscem.
- Umiesz grać? - spytała podchodząc do jednej z pozostawionych przez uczniów rakiety.
- Oczywiście - wzruszyłem ramionami - Myślisz, że mamy tu ciekawsze zajęcia? - ironia w moim głosie rozbrzmiała sympatycznym tonem, a wyraz twarzy dziewczyny sugerował zbliżający się pojedynek.
- W takim razie do dziesięciu? - spytała rzucając mi drugą rakietę. Chwyciłem za zimny materiał teatralnie przeglądając w słońcu małe oczka w siatce.
- Chciałabyś, ogram Cię do zera - perfidny, obustronny uśmieszek i można zaczynać zabawę. Rzuciłem w stronę dziewczyny piłkę, zlewającą się nieco z zielenią boiska, cóż wieczorne mecze musiały być ciekawym przeżyciem dla krótkowzrocznych. Jednak nie dane mi było oddać się dalszym rozmyślaniom bo dziewczyna zaczęła grę.
Grę, w której no cóż  była wyjątkowo beznadziejna.
Nie miałem sumienia wygrywać z dziewczynami, więc wykorzystując swoje umiejętności aktorskie podłożyłem się jak umiałem najlepiej by skończyć satysfakcjonującym wynikiem 6:10
Satysfakcjonującym dla Vanessy.
- Widzisz? - spytała wymachując rękoma na boki w akcie szczęścia, pokręciłem głową z jednej strony zażenowany, z drugiej rozbawiony.
- Choć bo mnie słońce łapie - mruknąłem czując jak ciepłe promienie otaczają moją skórę, delikatnie muskały jej nieskazitelnie jasną barwę próbując ją zniszczyć.
- Jesteś aż tak przewrażliwiony na punkcie własnego wyglądu? - spytała moja towarzyszka unosząc do góry jedną brew.
- Tak - odparłem wracając do chłodnych stosunków Maddox - Vanessa i nie czekając na dziewczynę ruszyłem w stronę szkolnego budynku.
Dzzz.
Delikatny wstrząs przebrnął przez okolice mojej klatki piersiowej sugerując bym sprawdził telefon. Sięgnąłem dłonią do kieszonki na koszulce wyjmując urządzenie.

Od: Adam.
Dzisiaj o 01 będę u Ciebie, mam wszystko. Cześć.

Uśmiechnąłem się pod nosem wydychając z ulgą świeże powietrze.
- Z kim się widzisz o 01? - spytała blondwłosa wyrywając mnie z zamyślenia. Bezczelnie wlepiała wzrok w mój telefon nie przejmując się czymś takim jak kultura, czy przestrzeń osobista.
- Jesteś za młoda na takie rzeczy - burknąłem wymijająco i minąłem oszklone, otoczone białą framugą drzwi by znaleźć się w opanowanym przez sztuczne światło budynku. - Posłuchaj, możemy przełożyć to na jutro? Na lekcje i tak nie musisz wracać, a ja mam parę spraw do załatwienia - byłem zbyt przejęty wiadomością bym zwracał uwagę na dziewczynę i jej odpowiedź, po wypowiedzianych słowach ruszyłem w stronę swojego pokoju zostawiając ją samą sobie.
Fakt, może nie była ona taka zła?

***

Godzina 01 wybiła, a wraz z pierwszym uderzeniem szkolnego zegara w drzwiach pojawił się punktualny co do sekundy chłopak. Jego włosy zwykle podniesione do góry teraz przylegały  do jego twarzy, delikatny zarost sugerował, że chłopak ostatnio mocno się zapuścił.
Nic dziwnego.
Nienaturalnie blada skóra była zupełnie wysuszona co wciąż nadal sprytnie ukrywał.
- Nie mam pojęcia jak Ty to robisz, ale podziwiam Cię - mruknąłem witając chude, pół żywe zwłoki.
-  Hej Mad - uśmiechnął się chłopak, jego oczy szybko omiotły pomieszczenie by za chwilę trzymana przez niego torba wylądowała na kanapie. - Mam wszystko, nie martw się, już stopiona 93% czystości, ogarniasz to? - zaśmiał się złowieszczo mój przyjaciel zajmując się dwoma, małych rozmiarów strzykawkami.
Czując nadchodzącą ulgę ściągnąłem koszulkę i zabrałem od niego jeden z pasków owijając go sobie wokół ramienia. Adam, który ściągał rękawiczki kończąc przygotowanie "zabójczej" substancji.
- Dzięki - mruknąłem biorąc od chłopaka przedmiot.
Dalej wszystko potoczyło się rutynowo...
Zacisnęliśmy paski na przedramieniu zagryzając je zębami by w ciszy przypatrywać się jak igła zanika w żyle.

Odrzuciłem strzykawkę gdzieś na bok, ulga była niesamowita. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie zepsuły jej otwarte bez pukania drzwi, w których stanęła Vanessa.
Wściekłość przejęła kontrolę nad moim ciałem, dziewczyna widząc okoliczności wizyty chłopaka spróbowała uciec. Byłem szybszy, gdy tylko zatrzasnęła za sobą drzwi złapałem ją za kark i przygwoździłem do ściany.
- Słuchaj mnie mała kurwo, nie wiem kim jesteś ani czego chcesz - zacisnąłem dłoń na szyi dziewczyny - Ale masz się odpierdolić i nie łazić za sprawami, które Ciebie nie dotyczą - złość dosłownie mnie paliła, narkotyk odebrał logiczne myślenie i samokontrolę, a szał w moich oczach przerażał dziewczynę - A teraz grzecznie wypierdolisz do swojego pokoju - Vanessa chwyciła moją dłoń próbując złapać oddech - I jeśli życie Ci miłe zamkniesz mordę na kłódkę - dokończyłem puszczając blondynkę.

Vanessa?
Zostawię to bez komentarza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz