3.17.2017

Od Leny CD Aleca

  Czułam się dziwnie, gdy dowiedziałam się, że przez tydzień byłam w śpiączce. Raz, że w ogóle tego nie odczułam, pomijając oczywiście ogólne osłabienie mięśni. Dwa, dlaczego nie wylądowałam w szpitalu? Podobno rodzina się na to nie zgodziła, co zdaniem dyrektora było dość lekkomyślne z ich strony. Jakby mnie to dziwiło. A trzy, ciekawiło mnie dlaczego tak szybko się wybudziłam. Pod wrażeniem był nawet lekarz, który robił mi potem całą masę różnych badań, czy aby na pewno wszystko jest w porządku. Wszystko było w porządku, nie licząc mięśni, które były nieco osłabione po tygodniowym przymusowym odpoczynku.
  Dla bezpieczeństwa kazali zostać mi w pokoju na jeden czy dwa dni. Ale ja nie chciałam, wiedziałam, że będę się nudzić. I myśleć. A tego obawiałam się najbardziej, że myśli, które zakopałam już dawno temu, obudzone w ciągu ostatniego tygodnia, mogły szybko na nowo zawładnąć moim umysłem. A co za tym szło, także zmienić moje zachowanie i wszystko na co tak długo pracowałam. I miałam pozwolić, żeby to wszystko runęło w ciągu jednego dnia? Nie ma mowy.
  Niestety dyrektor i pielęgniarka mieli inne plany. Przez pierwsze trzy godziny siedział ze mną dyrektor, rozmawiając o moim samopoczuciu, o moich planach i o tym co pamiętam z tamtego dnia. Pamiętałam wszystko ze szczegółami. Jednak w swojej opowieści, którą zaserwowałam mężczyźnie, pominęłam pewne sytuacje z pokoju Aleca. Potem przyszła do mnie pielęgniarka, która na odgórne polecenie zmierzyła mi temperaturę, ciśnienie i ogólne odruchy organizmu. O rany, jak ja jej nie lubiłam. Sprawiała wrażenie, że każdą czynność wykonuje z wielką łaską.
  Westchnęłam tylko, kiedy kobieta opuściła mój pokój, bez ani jednego słowa wypowiedzianego do mnie czy nawet do siebie. Po prostu przyszła, zrobiła co musiała i wyszła. Jakież to było znajome, zwłaszcza teraz, kiedy wspomnienia, zakopane tak głęboko, dosłownie powstały z martwych.
  Pokręciłam głową. Już za dużo myślę. Usiadłam na skraju łóżka, przypatrując się ścianie ze zdjęciami. Tak dużo osób, tak dużo oczu, wyrazów twarzy, spojrzeń. A jednak w pokoju było pusto, bo oprócz mnie nie było tu żywej duszy. Nie licząc małego zielonego gekona, siedzącego jak zawsze w swoim terrarium. Podobnie było w moim życiu przez większą jego część. Byłam sama, mimo całej masy ludzi na około, z którymi rozmawiałam, śmiałam się, czasem gdzieś wychodziłam. Ale to nie było to, czego ludzie potrzebują. Oni nie byli.
  Przeniosłam spojrzenie na jedyne zdjęcie, wiszące nad biurkiem. Światło odbijało się od taśmy, którą skleiłam rozerwany papier. Za każdym razem, gdy na to patrzyłam, czułam jak wzbiera się we mnie złość. Byłam zła na Noaha, za to co zrobił, ale również i na siebie, że pozwoliłam na to wszystko. A przecież nie powinnam, ale co ja mogę teraz, po fakcie? Teraz mogę tylko się obwiniać.
  Moją uwagę zwróciło pukanie do drzwi. Zerknęłam na zegarek i ściągnęłam nieznacznie brwi, zastanawiając się kto to może być. Przecież Alec był teraz na lekcjach, tego była pewna, dyrektor zapukałby i wszedł, pielęgniarka nawet nie kwapiłaby się, żeby zapukać. A nie spodziewałam się gości, mimo że rozmawiałam z prawie wszystkimi w tej szkole. Uniosłam się ciężko na nogach i podeszłam powoli do drzwi, łapiąc za klamkę i pomału je uchylając. Jego na pewno bym się nie spodziewała.
- Przeszkadzam ci w czymś? - Smutny, zmęczony głos zadźwięczał w moich uszach. Wykonałam delikatny ruch głową, nie spuszczając wzroku z czarnowłosego. Wyglądał nieco lepiej, jakby przespał całą noc, jednak nadal w jego wyglądzie było coś co mnie niepokoiło.
- Czegoś potrzebujesz? - Mój lodowaty głos dotarł do naszych uszu, wywołując w naszej dwójce zdziwienie. Nie chciałam, żeby tak to zabrzmiało, chciałam powiedzieć to milej, cieplej... Zdziwienie nie znikało z twarzy Noaha, kiedy zaczął ostrożnie wymawiać słowa, jakby się bał, że za źle dobrane słowo, mogłabym mu zamknąć drzwi przed nosem. Słuchałam chłopaka, skacząc myślami od myśli do myśli. Kolana ledwo mnie utrzymywały, naprawdę chciałam, żeby przyszedł już Alec i jednocześnie martwiłam się, tym co mówi niebieskooki. Brzmiało trochę jakby miał mnie już nigdy nie zobaczyć...

~~~~~~~~~~~~~~

  Kiedy w końcu nadeszła godzina, w której chłopak kończył lekcje, nie byłam już taka pewna, czy chcę by przychodził. Leżałam na łóżku, patrząc to na zegar(Alec spóźniał się już dobre dwadzieścia minut), to za okno albo na jego zdjęcie, wciąż się wahając. Jednak kiedy tylko rozległo się pukanie, natychmiast podniosłam się z łóżka, przysparzając sobie tym samym zawrotów głowy i podeszłam do drzwi,  uchyliłam drzwi. Dostałam kolejny plik notatek z lekcji, na które zupełnie nie miałam ochoty, ale przynajmniej ten z dzisiaj był dużo, dużo mniejszy niż te z poprzedniego tygodnia. Po krótkim wytłumaczeniu dlaczego się spóźnił, które umknęło mojej uwadze, zaczął mówić coś o zajęciach z fotografii, po czym wręczył mi aparat ze zdjęciem jakiejś dziewczyny o czarnych włosach. Ciężko opadłam na skraj łóżka, przyglądając się fotografii. Tak, to fakt. Nigdy nie chwalił mi się swoimi zdjęciami.
- Masz oko... - Mruknęłam, przeglądając pozostałe zdjęcia, w czasie, gdy Alec przyglądał się mojej ścianie zapełnionej najprzeróżniejszymi fotografiami. Przechyliłam głowę, wracając do pierwszego zdjęcia, jakie mi pokazał i po dłuższym przyglądaniu się mu, stwierdziłam. - Nie kojarzę jej...
- Ona jest... Specyficzną osobą. - Odparł krótko. I tyle wystarczyło, bym wiedziała, że nie należy drążyć tematu. Odłożyłam aparat na blat biurka, spoglądając na chłopaka.
  Stał teraz w moim pokoju. Przyszedł do mnie, przyniósł mi notatki, a jednak... Czułam, że coś jest inaczej. Tylko nie potrafiłam stwierdzić co i czy jest to dobra zmiana, czy wręcz przeciwnie. I stałam tak wpatrzona w niego, dopóki niebieskie oczy na mnie nie spojrzały. Przez dłuższą chwilę spoglądałam prosto w jego oczy, do momentu w którym nie uświadomiłam sobie, że patrzę prosto w jego oczy. Natychmiast odwróciłam wzrok, speszona i spojrzałam w kalendarz, który wisiał pomiędzy zdjęciami. Alec również musiał tam spojrzeć, gdyż po krótkiej chwili ciszy, która mnie wydawała się wręcz wiecznością, powiedział.
- Za trzy tygodnie masz urodziny? - Zdziwiłam się, że to zauważył. Chociaż jak miał przegapić datę, zaznaczoną wielkim, czerwonym kółkiem? Musiałby być chyba niewidomy, żeby to przegapić. Westchnęłam cicho i skinęłam głową, jednocześnie wzruszając ramionami. - Lena, wszystko w porządku?
- Tak, tylko nie chce znowu siedzieć sama. Ty zaraz pójdziesz, bo jutro szkoła, a ja zostanę. A nie pójdę spać, ostatnio wyspałam się aż nadto. - Zaśmiałam się bez większego humoru, wzruszając ponownie ramionami.
- Mogę z tobą posiedzieć, jeśli chcesz. - Odparł, a ja posłałam mu zdziwione spojrzenie. Może i nie byłam jeszcze w pełni sił, ale na pewno ze słuchem miałam wszystko w porządku. Więc czyżby...? Pokręciłam szybko głową, nie dopuszczając do siebie żadnych myśli, po czym podeszłam do Aleca i łapiąc go za rękę, zaczęłam ciągnąć w stronę drzwi. - Co ty robisz... - Chłopak był tak samo zdezorientowany moim zachowaniem jak ja, ale nie potrafiłam nic na to poradzić.
- Im szybciej wyjdziesz, tym lepiej... - Sapnęłam, siłując się z nim. Kiedy udało mi się go dopchnąć do drzwi i nawet wypchnąć za nie, coś we mnie pękło. Dokładnie to coś, co chwilę wcześniej kazało mi wyrzucić przyjaciela za drzwi. Jaki to przyjaciel? Jakiś ironiczny głos rozbrzmiał w mojej głowie, ale go zignorowałam, wpatrując się w niebieskie oczy, w których skrywało się autentyczne zdziwienie. Sama patrzyłam na niego wzrokiem, który mówił, żeby mnie nie zostawiał, mimo tego co robi moje ciało. W tym spojrzeniu była wręcz histeryczna prośba.
- Alec... - Szepnęłam, przesuwając ostrożnie dłonią po jego policzku i delikatnie wsuwając palce w jego gęste włosy. Proszę, nie zostawiaj mnie znowu samej...

Alec?
Okey, oficjalnie: NIE PODPISUJE SIĘ POD TYM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz