3.24.2017

Od Aleca C.D Leny

   Gdy rzuciłem się na łóżko, na zegarze widniała już dwudziesta druga. Zamknąłem ostatnie zeszyty, do których przepisywałem notatki z niezliczonej ilości podręczników i ze zmęczeniem zsunąłem się z pościeli, lądując na skraju łóżka. W pozycji siedzącej znów dało znać o sobie wyraźne ciągnięcie szwów, które zawsze następowało po wyprostowaniu stopy i zbliżeniu jej do podłoża. To kazało mi obawiać się, czy wewnątrz mojej nogi faktycznie nie działo się coś niepożądanego.
   Ignorując te wątpliwości, zacząłem myśleć nad dzisiejszym dniem – robiłem to za każdym razem, gdy moim jedynym towarzystwem pozostawała cisza; najlepszy słuchacz swoją drogą. Uzmysłowiłem sobie, że dopiero teraz opuściła mnie obciążająca obawa, że tym kimś, kto chciał wtedy porozmawiać z Leną, mógł być też mój ojciec. Jaka więc była moja ulga, gdy prawda okazała się być zupełnie inna. A nawet znacznie lepsza. Głośno nabrałem powietrza do płuc, a po upływie kilku sekund wypuściłem je.
   Wystarczyło głośne pukanie do drzwi, by moje myśli z powrotem schowały się w czeluściach umysłu. Ruszyłem za dźwiękiem, sam nie wiedząc kto mógł mnie odwiedzić o tak później porze. Nie taiłem więc zdziwienia, gdy ujrzałem Lenę.
   – Mogłabym spać u ciebie...? Mogę nawet na podłodze. Po prostu... – Jej wzrok powędrował do drzwi obok. – Małe dzieci zajmują trochę więcej miejsca niż podejrzewałam. – Przełknęła ślinę nerwowo, a ja gestem dłoni rozkazałem jej wejść, jednocześnie pytając:
   – Więc twój dziadek zostaje na dłużej? – Kuśtykałem do łóżka, następnie zgarniając z pościeli wszystkie zeszyty, podręczniki i inne przedmioty, które znalazły swoje miejsce na najbliższych półkach. No chyba nie pozwolę jej spać na podłodze. 
   Ostatni raz przenocowała u mnie, gdy zapadła w śpiączkę, i ta myśl przywiodła za sobą niezbyt przyjemne wspomnienia, które starałem się z powrotem ukryć. Przynajmniej na ten czas.
   – Tak – przeciągnęła leniwie to słowo – dyrektor pozwolił, pod warunkiem, że rozegra z nim jutro partię szachów.
   – A co z tą małą, hm? – Zmrużyłem oczy, przypominając sobie o dziecku w wózku, noszące miano siostrzenicy Leny. Doszło do mnie, że tak naprawdę ona nigdy nie zdradzała mi niczego, co dotyczyło jej rodziny. I zdaję mi się, że wizyta dziadka była ostatnim, co mogła przewidzieć. Wtedy, w sekretariacie, oprócz jej słów przepełnionych radością i zdziwieniem, udało mi się wychwycić także zestresowanie, które minimalnie łamało jej głos.
   Dziewczyna zamilkła, odwracając niezręcznie głowę w moją stronę, lecz jej wzrok nadal tkwił gdzieś w podłodze.
   – Mam ją jutro pilnować. – Westchnęła ze zmęczeniem, i nawet nie zorientowała się, kiedy podeszła do mojego łóżka i rzuciła się na pofałdowaną pościel. Odpowiedziałem ledwo zauważalnym uśmiechem i oparłem się tyłem o blat biurka, czując, jak ciężar dzisiejszych lekcji całkiem pochłania wszystkie moje chęci na cokolwiek. – Lubisz dzieci? – spytała, patrząc na mnie ukradkowo. Jej uwaga na chwilę skupiła się na przeglądaniu moich fotografii, leżących w niewielkiej stercie obok łóżka.
   – Jak odpowiedzieć, żeby nie wyjść na pedofila? – Z moich ust wyrwało się krótkie rozbawienie poprzedzone westchnięciem. – Lubię. Mimo że jestem jedynakiem, to czasami pomagałem odrabiać lekcje młodszym. Robiłem wszystko, by tylko dłużej zostać w szkole – urwałem ten temat, kontynuując: – Ale nigdy nie były to aż takie małe dzieci. – Specjalny nacisk nałożyłem na aż takie małe.
   Po dłuższej ciszy, gdy jej usta w pewnym momencie otwierały się, ubiegłem ją:
   – Tak, Lena, pomogę ci z tą małą. – Posłałem jej ledwo widoczny uśmiech, patrząc z boku.
   Z tymi słowami wypuściła powietrze z ust i odwzajemniła ten uśmiech, jakby dokładnie tego ode mnie oczekując. Nie musiałem jej długo przekonywać, by to ona zajęła łóżko; wyglądała na w dużym stopniu zmęczoną, więc odkąd zapukała do moich drzwi nie minęła nawet godzina, a zmorzył ją sen. Ja załatwiłem jeszcze parę spraw związanych z nauką, przygotowałem sobie wygodne posłanie na dywanie. Nie wiem jak rano podniosę się z tą nogą, ale cuda się zdarzają. Może nie będzie bolało aż tak bardzo.
   Gdy czułem, jak sen wchodzi mi na powieki, prawie zagarnia mnie w swoje objęcia, rozległ się płacz. Dziecięcy płacz, który wył jak syrena, gasł, po czym wznawiał się z powrotem. Mój mało-ogarniający umysł nie musiał się tym razem wysilać, by dojść do wniosku, że dźwięk dochodził zza ściany, dokładniej z pokoju Leny. Biedny jej dziadek.  

***

   Wyszło na to, że budziłem się równo co godzinę, słysząc ten sam dźwięk, gorzej irytujący niż budzik. W efekcie już o około szóstej siedziałem przy biurku, kołysząc tą mniej sprawną nogą. Starałem się rozchodzić ból, jeśli dzisiaj miałem pomagać Lenie, i mimo że czułem, iż rozdziera on moje mięśnie od wewnątrz, nie przerywałem. 
   – Alec? – Nie zorientowałem się, kiedy dziewczyna otworzyła oczy. – Od kiedy nie śpisz? – Po przeciągnięciu rozleniwionych mięśni zlustrowała mnie zaspanym wzrokiem, dostrzegając, że jestem już w pełni ubrany. 
   – Od szóstej. Ta mała doprowadzała mnie do szału. Jeśli kiedykolwiek przyjdzie ci wstać wcześnie to ten budzik jest idealny. – Prychnąłem pod nosem, protestując kolejnym ciągnięciom szwów, które znów dały o sobie znać, gdy podniosłem się z siedzenia. Moją twarz definiowało całkowite zmęczenie; wyrażałam najszczersze chęci ku temu, by zrzucić Lenę z tego łóżka i iść się wyspać, ale zapomniałem o tym, gdy na myśl przyszła mi ta mała. I to, że dzisiaj mamy ją popilnować. O losie, błagam, żeby to nie było tak wcześnie... 
   – Płakała? Nic nie słyszałam.
   – Może dlatego, że spałaś jak zabita – stwierdziłem tym samym zmęczonym tonem, który stawał na pograniczu między obojętnością a chłodem. W pewnym momencie po prostu chciałem być palantem dlatego, że się nie wyspałem i musiałem budzić się co godzinę. Jednak uświadomiłem sobie swoją głupotę dosyć szybko; nie będę egoistą, dziadek Leny miał jednak tamtej nocy najtrudniej. 
   Nim dziewczyna ruszyła swoje cztery litery, ziewała jeszcze parę razy i narzekała, jak to nie chce jej się wstawać. Potem zajrzała do pokoju obok, spędzając w nim około dwóch kwadransów i wróciła, ale nie w samotności, bowiem zza drzwi wychylił się jej dziadek z dzieckiem. Natychmiast poczułem ciężar obowiązku, jaki nas czeka, lecz starałem się odepchnąć od siebie tę myśl i być nastawionym bardziej pozytywnie. Alec, przecież ty nigdy nie miałeś takiego dziecka na rękach... Spojrzałem na młodą dziewczynkę, której pupa opierała się na wpół zgiętej ręce dziadka. Uśmiechała się do mnie i do Leny w taki sposób, że była w stanie rozpuścić lodowce. Jej mała rączka zacisnęła się nieudolnie w pięść, którą potrząsnęła radośnie kilka razy, wydając z siebie bliżej nieokreślone, typowo dziecięce dźwięki. 
   – Mam nadzieję, że nie obudziłem was zbyt wcześnie, ale jestem już stary i nie obrazicie się, jeśli teraz wam ją oddam? – Dziadek Leny uśmiechnął się pocieszająco, tak niewinnie, że ledwo powstrzymałem cisnące się na usta prychnięcie.
   – Jasne, że nie będziemy. – Uśmiechnęła się, zabierając dziewczynkę z rąk dziadka. Skontrolowałem jej twarz w poszukiwaniu jakichkolwiek, najmniejszych śladów sprzeciwu, jednak gdy takowych nie odnalazłem, przewróciłem wzrok na dziadka, który wszedł głębiej do mojego pokoju, omiatając go dookoła spojrzeniem.
   – Dziadku, zapomniałeś o czymś... – Twarz Leny wyrażała pierwsze stopnie obrzydzenia, które przypomniały mi, że małe dzieci nie chodzą same do toalety. Posłałem dziewczynie pocieszające spojrzenie i odprowadziłem ją wzrokiem do drzwi, gdy mówiła: – Za chwilę wracam.
   To będzie ciężki dzień. 
   Trwaliśmy w obezwładniającej ciszy, przerywanej przez denerwujące tykanie zegara. Przez okna zaczęły przedzierać się pierwsze strugi światła, i wówczas wiedziałem, że reszta uczniów za chwilę będzie wstawać na zajęcia... kiedyś i ja z Leną musimy na nie wrócić, chociaż nigdy nie pomyślałem, że taki styl życia może mi przeszkadzać. Poza tym...
   Myślenie przerwał mi zachrypnięty, stary głos.
   – Cieszę się, że Lena z kimś rozmawia. – Widziałem, jak uśmiechnął się do mnie, a w tym uśmiechu mignął ślad... dumy?
   – Musi pan wiedzieć, że ona rozmawia z każdym. Jest naprawdę lubiana – wytłumaczyłem starcowi oczywistym tonem, zyskując taką pewność swoich słów jak nigdy. Nawet, gdy rozmawiała ze mną, starała się rozporządzać czas, by starczyło go też dla innych. Lecz zbyt często przyłapywałem się na myślach, że zabieram jej go zbyt dużo. Ale ani ona, ani ja nigdy nie narzekaliśmy, więc to podtrzymywało mnie na stanowisku, że lepiej, żebym zostawił te spostrzeżenie dla siebie.
   W nieświadomości siadłem na fotelu, opierając łokcie o kolana.
   – Więc nie chcę wiedzieć co było powodem śpiączki. – Włożył ręce do kieszeni. – Ale z tobą wydaje się być taka swobodna, mam rację?
   Zbyłem te pytanie chwilowym milczeniem, przeszukując swój umysł w poszukiwaniu jakiejkolwiek odpowiedzi. Na próżno. Odnosiłem wrażenie, jakby niewidzialne ręce zagarniały wszystkie moje argumenty i jednocześnie odpychały mnie od sięgnięcia po nie. Te uwierające, okropne uczucie bezsilności w końcu zaczęło spychać mnie w dołek frustracji jeszcze bardziej, z każdą sekundą nasilającego się milczenia.
   W końcu przemówiłem, ale już nie na temat.
   – Miał pan kiedyś tak, że będąc w towarzystwie drugiej osoby, czuł pan się tak dobrze, jakbyście znali się od lat? – Na mojej twarzy odmalował się wyraz niezrozumienia. Bo tak naprawdę sam nie rozumiałem tego, co czuję w tej chwili, myśląc o tym. 
   – Powiedz coś więcej, synu. – Poszarzałe oczy starca wyrażały szczere zainteresowanie.
   Wziąłem większy haust powietrza.
   – Gdy rozmawiam z tą osobą, mam wrażenie, że poznaję przy tym lepsze strony życia, nowe uczucia, doświadczenia, które wcześniej były mi całkowicie obce. I po jakimś czasie zacząłem bać się tego, że ta osoba może odejść, że ta znajomość jest tak silna, a jednocześnie krucha, że powinno się o nią skrupulatnie dbać. A mimo wszystko wiedziałem, przez cały czas, że gorączkowo jej potrzebuję. Uśmiechu, dotyku, obecności. Miał tak pan? – Zgarbiłem się, czując jednocześnie, jak moje wnętrze spowija całkowita ulga, która normalnie powinna mi towarzyszyć dopiero wtedy, kiedy wyrzucę z siebie najróżniejsze emocje, negatywne i pozytywne. Tymczasem ja chciałem gadać coraz więcej, jakbym pragnął nadrobić stracone lata, gdy zwierzałem się tylko samemu sobie.
   – Miałem, miałem – przyznał, po kilkusekundowym zastanowieniu, a na jego twarzy pojawiła się pierwsza zapowiedź uśmiechu.
   – I co pan zrobił? – Wyrażałem teraz wszelkie chęci, by pozbyć się tych wszystkich myśli na aktualny temat, sam nie próbując zrozumieć, czy są dla mnie obciążeniem czy może jest odwrotnie. Ale albo za długo coś w sobie tłumię, albo... nie wiem.
   Odpowiedź starca zdziwiła mnie jak mało co było w stanie, sprawiając tym samym, że moje oczy niezauważalnie się poszerzyły.
   – Ożeniłem się z nią. – Jego twarz przeciął szeroki, łagodny uśmiech, który sugerował, że w tej chwili do umysłu emeryta napływają najpiękniejsze wspomnienia z lat związanych z tą kobietą. Zakryłem usta dłońmi złożonymi jak do modlitwy i chuchnąłem w nie głęboko, czując gorące powietrze. Nieźle się urządziłeś, Alec, co z tobą? Zapomnij. Nie chcę. Kłócisz się z samym sobą, idioto. 
   Do moich uszu dobiegły zbliżające się kroki. Natychmiast zabrałem dłonie, jedną układając na kolanie, a drugą przeczesując swoje ciemne włosy. Pierwszy raz poczułem się tak nerwowo jak teraz, widząc jak Lena wchodzi do pokoju z tą małą w wózku. Byłem niemal pewien, że wzrok dziadka ciągle utrzymuje się na mnie, i modliłem się w duchu o to, by nie powiedział jej niczego związanego z tym, o czym przed chwilą rozmawialiśmy.
   W obawie, że jednak mnie zdradzi, wypaliłem niemal natychmiast:
   – My już pójdziemy. Im wcześniej pan zacznie, tym szybciej pan skończy grać, prawda? Miłego. – Wstałem z miejsca, nieświadomie łapiąc Lenę za nadgarstek i pociągając ją równocześnie w stronę drzwi. Mój spokojny ton na tle nerwowych gestów musiał zbić ją nieźle z tropu, bo zatrzymała się w progu, łapiąc za uchwyt od wózka. Ano tak, zapomniałem o tej małej. 
   – Alec, wszystko dobrze? – Zaczepiła kosmyk włosów z twarzy za ucho. Pokiwałem głową w jej stronę, jakby to było coś najoczywistszego w świecie. A takie nie było, ja po prostu umiem się kryć, chociaż ostatnimi czasy tylko pokazuję, jak się czuję. Czas to zmienić. – Naprawdę tak ci spieszno do zajmowania się nią?
   – Czemu nie? – Ściągnąłem brwi, szczerząc się pod nosem. Zrozumiałem, że przy tej dziewczynie moja blokada przed uśmiechem niszczyła się doszczętnie. Stanley byłby dumny – z tą myślą wróciłem do pierwszego dnia, kiedy spotkałem się z Leną na aktorstwie.

***

   Po upływie paru minut razem z blondynką kierowaliśmy się w stronę najbliższego parku. Tego parku, w którym w moich oczach ciągle padał rzęsisty deszcz, choć w rzeczywistości go tam nie było. Czułem jakbym wciąż siedział tam zgarbiony, samotny, nad którym wiszą czarne chmury; te emocje teraz zapragnęły do mnie wrócić, ale skutecznie je odepchnąłem. Alec, zluzuj. Pokręciłem głową do siebie kilkukrotnie, po czym spojrzałem w niebo: w odróżnieniu od tamtego feralnego wieczoru, dzisiaj, o tak wczesnej porze, było niebieskie i otulone białymi kłębkami poszarpanych chmur.
   – Mam nadzieję, że dziadek nie wymęczył cię swoimi historiami z życia. – Westchnęła Lena, patrząc się z uśmiechem na drogę przed sobą.
   – Nie. Powiedział mi tylko, jaka byłaś, kiedy się tobą zajmował i pokazał mi parę twoich zdjęć w wannie. Fajny był z ciebie brzdąc – skłamałem, a na moje usta wpełzł ledwo widoczny uśmiech. Dziewczyna natychmiast odwróciła głowę w moim kierunku, zmrużyła oczy i pozwoliła mi dojść do wniosku, że nie wierzyła w moje słowa do końca. Słusznie, Lena. Czasami myślałem nad tym, że może poznała mnie zbyt dobrze
   – Naprawdę?
   – Nie. – Wzruszyłem ramionami i nie tłumiłem cisnącego się na usta uśmiechu.
   – Alec – zagadnęła, z powrotem patrząc przed siebie. Nie przerywaliśmy kroku, po prostu maszerowaliśmy obok siebie z tym wózkiem. Mruknąłem w odpowiedzi krótkie hmm, a ona kontynuowała: – Mam ochotę na watę cukrową.
   – Miasto? – To było pytanie na wzór propozycji.
   – Miasto – odrzekła z uznaniem, kiwając do siebie głową, jakby ta chęć na coś słodkiego w tej chwili przejęła nad nią kontrolę. No to zapowiada się długi dzień, niekoniecznie nudny. Poza tym... więcej czasu z Leną? Nie mogłem narzekać. Naprawdę nie mogłem narzekać. 

Lena? Wiem, końcówka paskudnaXD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz