3.15.2017

Od Huntera CD Aarona

- Hunter - odparłem jedynie zaskoczony jego słowami, również zerknąłem w stronę grupki uczniów, która pałętała się przed placem naprzeciw skrzydła mieszkalnego - Nie wiem, ale głowę dam sobie uciąć, że skończy się to gorzej niż się spodziewamy - prychnąłem, ignorując. - Jak długo masz to robić? - zerknąłem na swojego towarzysza, który zamknął właśnie ostatnie okno.
- Do końca dnia, a Ty? - słowa "a Ty" były aż zbyt jednoznaczne, nie miał pojęcia, że pomagam żeby móc się tu uczyć.
Nie wiedział.
Niech i tak pozostanie
- Do końca tygodnia - skłamałem, posyłając mu przy tym pełen szczerości uśmiech. - Przejdziesz ze mną do audytorium? - poprosiłem spoglądając na sale, które dziś miałem uporządkować.
Ta... Była najgorsza, znaczy...
Największa. 
Nie czekając na jego odpowiedź opuściłem salę numer trzy wychodząc na ogromny, biały korytarz. Pusta szkoła była jakby żywsza niż gdy tysiące stóp uderzało o jej podłogę roznosząc echo po każdym jej najbardziej skrytym kącie. Słońce padało przez uchylone okno otaczając mniej więcej połowę korytarza po ciemnej stronie zostawiając tablicę z ogłoszeniami.
- Jednak idziesz? - spytałem chłopaka, który trzasnął drzwiami, zwracając moją uwagę. To ciekawe jak bardzo przedmioty martwe potrafią przykuwać ludzką uwagę. Odwróciłem spojrzenie z w stronę schodów przez, które musieliśmy przebrnąć by dostać się do największej i zarazem najczęściej uczęszczanej sali w szkole...


***

- Czemu tu jest taki burdel? - warkną do tej pory milczący blondyn. Nie odpowiedziałem, bo nie było na co. Odpowiedź jakby nasuwała się chociażby przywołując w pamięci grupkę uczniów niosących produkty, z całą pewnością nieodpowiednie dla ich wieku. Przerażała mnie kultura osobista innych ludzi, to jak kompletnie nie przejmowali się tym bałaganem jaki po sobie zostawiają, tym za kogo uchodzą w oczach starszych ludzi. 
- Gdy ja byłam w ich wieku, wszystko było inaczej - mruknął Aaron dokładnie cytując nauczycielkę, panią Judson. Zaśmiałem się cicho rozglądając po sali, spojrzałem w stronę sceny gdzie mój wzrok i serce porwała stojąca przy pianinie gitara. Lekko pochylona lśniła swoim czarnym kolorem, idealnie wyczyszczonym.
- Dwa razy nie musisz prosić - mruknąłem do instrumentu podążając w jego stronę. Zainspirowany ostatnią piosenką przerzuciłem sobie przez ramię również czarny pas i zacząłem grać.

Wypuściłem cicho powietrze z płuc kończąc zarówno słowa jak i melodię po czym skłoniłem się nisko słysząc oklaski chłopaka.
- No ładnie, wiedziałem, że kryje się w Tobie dusza artysty - uśmiechnąłem się ciepło w stronę blondyna. Dziwiło mnie, że tak rzadko się odzywał, zdawał się być naprawdę sympatyczny i towarzyski. 
- A Ty? Grasz? - wziąłem instrument do ręki i podsunąłem chłopakowi.
- Nie, wiesz jakoś nigdy nie miałem okazji się nauczyć - mój aktualny towarzysz oparł się o miotłę w dość nienaturalny sposób wsuwając ją w sobie w okolice żeber.
- Nie? W takim razie ja Cię nauczę - zamieniając gitarę na własną dłoń uniosłem do góry brwi chcąc zawrzeć z blondynem układ.
Image result for grant gustin gif- Serio myślisz, że dasz radę nauczyć mnie czegokolwiek? - rozbawienie na twarzy jasnookiego naprawdę mnie rozbawiło. Rzuciłem w jego stronę lekko zażenowane spojrzenie odchrząkując znacząco.
- Uwierz mi, nikt tego nie zrobi lepiej - teatralnie zarzuciłem wyimaginowanymi włosami do tyłu zaplatając ręce na klatce piersiowej. - To jak? - ponownie wyciągnąłem w jego stronę chłodną dłoń lekko się uśmiechając, bym koniec końców wygrał.
- Stoi - mruknął jedynie.
- W takim razie, Aaronie szykuj się na najgorszy trening twojego życia. - zaśmiałem się po raz kolejny po czym chwyciłem spryskiwacz z wodą, traktując chłopaka jego zawartością.
Jak się to skończyło? Chyba każdy się domyśla, obaj mokrzy z kijami od miotły w ręku przeskakiwaliśmy między fotelami wpadając na coraz to głupsze pomysły. Po raz ostatni przeskoczyłem nad jednym z foteli, z głuchym stukotem adidasów zeskakując na podłogę.
- Dobra, mam dość - wydyszałem - Wygrałeś - chłopak roześmiał się pokonując ostatnie schodki. Był cały mokry. Włosy lekko lepiły się do jego do twarzy, a przesiąknięte wodą ubrania straciły swój żywy kolor. - Wiesz, że teraz musimy w tym stanie pokonać całą szkołę?


Aaron?
Wiem nijakie, ale wybacz początki bywają ciężkie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz