3.15.2017

Od Aleca C.D Leny

  Nie. Nie, nie, nie, nie. To, co było w tej szklance to nie żadne witaminy. Dlaczego dziwiła mnie ta moja cholerna pewność... dlaczego po prostu nie odebrałem jej tej szklanki. Czuję, jakby moje będę ją chronił legło właśnie w gruzach, bo przez moją, tylko moją nieuwagę, Lena połknęła coś, czego obawiałem się najbardziej. I wszystkie moje podejrzenia sprowadzały się do jednego punktu, Noah'a. Kiedyś wydawało mi się, że zbyt dramatyzowałem, oskarżając o każdą rzecz tego chłopaka, ale teraz już wiedziałem, że od zawsze powinienem ufać instynktom. 
   Nawet, gdy... Lena teraz zachowuje się tak...agh, nie mogę myśleć. Każde jej delikatne zanurzenie palców w moich włosach sprawiało, że myśli, które tak usilnie próbowałem rozwinąć, pryskały jak bańka, ustępując miejsca wielkiej przyjemności. Kochałem to, i nie miałem pojęcia, jak dziewczyna wpadła na to, że faktycznie w takiej pozycji najchętniej leżałbym godzinami. Uznałem to za wielki przypadek. Zaczynałem nawet powątpiewać w to, czy moje leki na pewno przestały działać. Po prostu zastygłem bez ruchu, wpatrując się w sufit, a potem w jej twarz. Krążyło wokół mnie tysiące myśli, wywoływanych przez dziwny stan otępienia. 
   Może przeze mnie Lena wypiła to tajemnicze świństwo? Byłem tak długo odurzony tymi lekami, że nie wychodziłem z pokoju, nie upilnowałem jej. Szlag, przecież ona i tak zrobiłaby to bez mojego pozwolenia, jest zbyt uparta. Nie potrafiłem zebrać żadnej myśli. 
   Przypomniałem sobie, że dziewczyna zapytała o to, jak się czuję. Pytanie brzmiało jak ona się czuje. Wystarczył rzut oka, by określić ją jako okropnie zrelaksowaną, a humor miała, cóż... ujmę to przypuszczeniami: jak gdyby ta woda wcale nie była wodą, a wręcz alkoholem. Nie wiedziałem, jak mam zrozumieć zamiary tego, kto sprawił, że jest teraz w takim stanie. Bo przecież ten ktoś nie kazałby mi jej zgwałcić, a już na pewno nie odwrotnie...
   – Bardzo dobrze, a ty? – Zmarszczyłem niepewnie brwi, czując jak dyskomfort z każdą chwilą jest dla mnie bardziej uciążliwy, gdy jej oczy na dłużej odnajdywały moje. To po prostu nie było normalne, bez względu na to, ile razy bym sobie mówił, że jest odwrotnie. 
   – Cudownie. – Rozmarzyła się, na chwilę odrywając ode mnie wzrok, ale tak samo bawiąc się moimi włosami. Patrzyła w przestrzeń, jakby miała przed sobą zupełnie inny, piękniejszy obraz z najgłębiej skrywanych snów. I choć niechętnie, musiałem w końcu zacząć przejmować kontrolę nad sytuacją. Przestać pożądać tych miłych dreszczy, które przelatywały przez moje ciało za każdym razem, gdy palce dziewczyny stykały się z moimi włosami, głaszcząc je z pasją. Z Leną coś się działo i tym razem nawet nie próbowałem spierać się ze swoją intuicją. Ostatnim razem, jak to robiłem, dziewczyna wypiła zawartość tej szklanki. 
   – N-nie powinnaś tu przebywać. Idź spać, już. – Dołożyłem wszelkich starań, by mój głos był tak chłodny, jak były moje niebieskie tęczówki. Ale na nic. Nie potrafiłem powiedzieć tego na tyle klarownie, by zareagowała. Żeby jej oczy przynajmniej oprzytomniały, odzyskały ten dawny wyraz. 
   – Nie odrzucaj mnie znowu! – Wrzasnęła, naburmuszając się jak małe dziecko, a następnie dodała takim tonem, jakby nic nigdy nie wspomniała o żadnym odrzucaniu: – A mogę spać tutaj, na tym łóżku? – Przechyliła głowę, uśmiechając się tak uroczo, że prawie bym jej uległ. I chyba to się stało. Lepiej, bym miał ją na oku, niżeli by chodziła po całym akademiku i w tym stanie obudziła się w najmniej pożądanym miejscu. Więc te uleganie ujmijmy bardziej jako dla jej szczególnego dobra
   Pokiwałem głową, nie odrywając wzroku od dziewczyny. Ciągle nie mogłem się do tego przyzwyczaić, cholera. Wypełniała mnie świadomość, że zdrowa na zmysłach Lena nigdy czegoś takiego by nie zrobiła. I wtedy może czułbym się o wiele bardziej komfortowo, niż w towarzystwie odurzonej dziewczyny, która nie wiadomo do czego może być jeszcze skłonna. A przede wszystkim co skrywało się w tej wodzie. Swoje podejrzenia już miałem, i to nie tylko co do tego, kto jej to mógł dać. Na pewno nie dyrektor.  
   – Ale wiesz... – Jej ręka zsunęła się z moich włosów, a ja wpatrywałem się w nią tak, jakby miała za chwilę zrobić coś skrajnie nieprzyzwoitego. – Nie chcę sama iść spać. – Z tym słowem poczułem, jak dłoń Leny zsuwa się gładko po boku mojej twarzy, ramionach, wzdłuż mięśni brzucha, powodując, że kilkukrotnie przeszedł mnie obezwładniający dreszcz. Mój zainteresowany wzrok wodził za jej ręką, która... która w dalszym ciągu sunęła po moim ciele, zbliżając się tam, gdzie nie trzeba. Dotarła do granicy mojej cierpliwości. Boże, Lena! Zaraz zrobię ci krzywdę. W ostatniej chwili złapałem za jej nadgarstek i w jednakowym momencie zrozumiałem, że trzeba to zakończyć. Wystarczył mi niewielki moment, bym stał teraz półtora metra obok łóżka, z myślami całkiem strąconymi na złą drogę. Złą, złą drogę. A przecież Lena była po prostu odurzona.
   W odpowiedzi teraz Lena zajęła moje łóżko, kładąc się na jednej stronie swojego ciała i podpierając ręką głowę. W jej oczach dostrzegałem skupienie, a następnie przemówiła z pretensją:
   – O co ci chodzi? Zboczuch. – Z ust dziewczyny wydobył się śmiech, który całkowicie zbił mnie z tropu.
   – Ja? To przecież ty... – Już miałem wymienić te wszystkie rzeczy, którymi mnie dzisiaj zdekoncentrowała, ale nagle zawiesiłem głos, przyglądając się jej wymownemu wyrazowi twarzy. Skutecznie przycięła mi język, ale nie potrafiłem wytłumaczyć, dlaczego to tak na mnie zadziałało. – Przestań patrzeć się na mnie w ten sposób.
   – Jaki sposób? Czyżbym cię rozpraszała? – Zachichotała, a po chwili wysunęła szyję do przodu w moją stronę, dodając uciszonym głosem: – Albo... podniecała?
   – Stop! – Odwróciłem spojrzenie, zatapiając je w jednym, losowym przedmiocie. Fala gorąca zalała mi twarz, i to nie było jakieś cholernie fajne uczucie, jak nad tym myślałem. Moje płuca wyschły, domagając się kolejnych oddechów, które w tamtym momencie całkowicie umknęły mojej uwadze.
   – Możesz nie zlewać mnie tak, jak kiedyś? – Wtedy dostrzegłem, że jej głos powrócił do normalności; nie był już taki rozradowany jak wcześniej. Teraz sprawiała wrażenie twardo stąpającej po ziemi. Widziałem jej minę, i obawiałem się, że w tej chwili mogła mówić prawdę i to, co naprawdę czuje. Może faktycznie ta szklanka z pozorną wodą wyjmuje z jej pamięci najgłębiej skrywane wspomnienia i ujawnia je tu, w tym momencie, jakby ktoś nią manipulował. Ta świadomość przepełniona poczuciem winy spustoszyła mój umysł, przemieniając tymczasowe myśli w zwyczajny popiół. Naprawdę nie chciałem jej wtedy ignorować, tak po prostu wyglądała sytuacja. Niech pozostaną we mnie tajemnice, które nie chcą się ujawniać. Tak będzie lepiej.
   – Alec... ale teraz... – w słowo weszło jej ziewnięcie – chce mi się strasznie spać. Miło było, naprawdę... – I w tym momencie jej głowa upadła bezwładnie na materac, a ja westchnąłem, jakbym wyzwolił z siebie wszystkie ciążące na mojej duszy myśli. 
   Najlepszy aspekt tego wszystkiego jest taki, że Lena prawdopodobnie nie będzie nic pamiętała. Boże, na jej szczęście... Poczułem niewyobrażalną ulgę, widząc, jak śpi, i niespodziewanie przypomniałem sobie dawną ją. Bez umysłu skażonego tym... nie wiedziałem nawet, jak to ująć, ale to mimo wszystko sprowadziło na mnie pozorny spokój. Doszedłem do wniosku, że bez sensu jest ją przenosić tylko dlatego, że zajęła mi łóżko, więc tę noc zdecydowałem się spędzić na dywanie. Był milszy niż się spodziewałem.
   Nie musiałem długo czekać, by zmorzył mnie sen.

***

   Gdy rażące strumienie światła kazały mi otworzyć oczy, na zegarku migała godzina dziewiąta. Pięknie, kolejna nieobecność...
   Podniosłem się z dywanu, odczuwając bolesne skutki spania na twardo, a po momencie skręciłem w stronę łazienki. Nie zamierzałem póki co budzić Leny, niech się nacieszy jeszcze tym kwadransem. Gdy zapaliłem światło, pierwsze co dostrzegłem, to ja sam. Moje odbicie w lustrze. Widziałem swoje roztrzepane włosy i wówczas zacząłem sobie uświadamiać, że tęsknię za dotykiem, który mi je wczoraj mierzwił. Ale to była krótka myśl, bowiem po zaledwie paru sekundach wpatrywania się w gładką powierzchnię zdecydowałem, że muszę się za siebie wziąć; wziąłem szybki prysznic, ubrałem się w czyste ubrania i ułożyłem włosy, co zajęło mi dosyć krótko. Czysta formalność.
   Czas obudzić tego śpiocha. Tak naprawdę byłem pod wrażeniem tego, ile mogła spać.
   – Pobudka śpiąca królewno. – Zawołałem, zamykając biodrem drzwi od łazienki, ale dziewczyna nie reagowała, i to sprawiło, że na moją twarz wstąpiło niezrozumienie. Po prostu zero odzewu.
   – Lena! Wstawaj, słyszysz? – Teraz zmusiłem się, by do niej podejść i nią potrząsnąć, ale wtedy dotarło do mnie, że Lena trwa w tej samej pozycji co wczoraj.
   Gorączkowo przysunąłem ucho do jej twarzy, pełen obaw, że na swojej skórze nie poczuje żadnego, nawet najdelikatniejszego oddechu. Jaka więc ogromna była moja ulga, gdy okazało się, że mój umysł wprowadził mnie w błąd. Te niezrozumienie, które jeszcze chwilę temu wypełniało mnie całego, teraz ustąpiło miejsca obawie. Nie miałem pojęcia co się dzieje, i moim oczywistym wnioskiem było, że muszę zabrać ją do pielęgniarki.
   Zostałem jeszcze chwilę w pokoju z nadzieją, że to tylko głupi żart, ale nie nim nie był. Nie reagowała na nic; potrząsałem nią, mówiłem do niej. Nic.

***

   Biegłem z nią na rękach w takim tempie, jakby wznosił się za mną ogień. Oddychałem szybko, nie pozwalając sobie na żadną chwilę wytchnienia; a ta droga do pielęgniarki dłużyła się w nieskończoność. Bezwładne ciało dziewczyny wskutek ruchu niewidocznie poruszało się w moich ramionach, ale nic poza tym. Jej twarz pozostawała uśpiona, a to sprawiało, że panika skryta za wewnętrznym, nieprzebitym murem, powoli zaczęła niszczyć cegły. I robiła to coraz szybciej z każdą upływającą w oddali chwilą. 
   W końcu dotarłem do drzwi, gwałtownie dobijając się do nich nogą. Miałem wrażenie, że minęło wieki, zanim otworzyła mi ta sama, wredna kobieta, która sprawowała opiekę wtedy, gdy ja nie czułem się za dobrze. A, i teraz jest lepiej.
   – Ona... ona nie chce się obudzić – wydukałem szybko, wpatrując się niemo w zdziwione oblicze pielęgniarki. Nie troszczyłem się nawet o to, że wyglądałem jak przerażony dzieciak. Po prostu chciałem, żeby ktoś jej pomógł, bo sam nie dałbym rady. Czułem, jakby moje płuca się zmniejszyły, a ja nie byłem w stanie dostarczyć im wystarczająco dużo tlenu. Zmęczyłem się gorzej, niż jak biegłem bezustannie parędziesiąt kółek.
   Obawiałem się, że Lena jest w śpiączce.

Lena? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz