3.17.2017

Od Aleca C.D Lucii

   Stałem tam, na samym krańcu tłumu uczniów, którzy od dłuższego czasu oczekiwali na przyjście nauczyciela. Ja wgapiałem się w telefon, przeglądając strony, i gdyby nie nagły, niebezpiecznie poważny głos pewnej dziewczyny to nie zorientowałbym się, że cokolwiek się dzieje. Serio ludzie? Naprawdę cofacie się w rozwoju. To już nie jest przedszkole. Wróciliście intelektualnie do żłobka. Słyszałem to wszystko doskonale, a gdy wzrokiem omiotłem ludzi o wiele niższych ode mnie, znalazłem źródło tego głosu. I jeśli dobrze pamiętałem, miała na imię Lucia. Swoją drogą w jej towarzystwie czułem, jakby otulał mnie klimat Hiszpanii. Nie potrafiłem tego uzasadnić, po prostu.
   – Przepraszam, prze pani! – Wrzasnął chłopak, odbierając swój zeszyt z rąk dziewczyny i przy okazji określając ją jako potencjalna nauczycielka.
   – Pani?! – Rozłożyła bezradnie dłonie, nie dowierzając w to, że ktoś ją tak właśnie nazwał. Ale dla mnie to było nawet zabawne; podniosłem kącik ust do góry i schowałem telefon do kieszeni, obchodząc tłum oczekujących na zajęcia. Stanąłem obok dziewczyny, uprzednio skazując się na jej podejrzliwy wzrok.
   – Co, ty też masz ochotę nazwać mnie panią? – Mimo że jej głos wydawał mi się być całkowicie oburzony, jej mimika nie wrażała nic; chłodna twarz, która nie zamierzała się zmieniać.
   Zignorowałem jej kąsający komentarz.
   – Daj im się wyszaleć jak na dzień dziecka, panno... – Sięgnąłem po losowy zeszyt wystający z jej torby, otworzyłem go i przeczytałem na głos zapisane nazwisko, które dokończyło moją wypowiedź: – Meraz. – Uniosłem wzrok na jej twarz. A moje oczy nie wyrażały nic; i gdyby nie lekko podniesiony kącik ust, wyglądałbym tak obojętnie, jak zawsze.
   Miałem nadzieję, iż dotarł do niej sarkazm tkwiący wewnątrz moich słów. Jeśli nie, dogadać z nią będzie mi się nadzwyczaj trudno.
   – Nie mam pytań... – Westchnęła, jakby odpowiedź na moje zdanie była najcięższą rzeczą na świecie. Ale rozumiałem ją; niejednokrotnie byłem już świadkiem, gdy niektórzy nie wiedzieli, jak mają mi odpowiedzieć. Nie wiem czy jestem jakiś dziwny, albo czy zmuszam kogoś tego, by odpowiadał jakoś satysfakcjonująco, ale tak naprawdę to jedyne, czego oczekiwałem to zwykła, niewyczerpująca odpowiedź. 
   W chwili moich przemyśleń nauczyciel otworzył salę, wpuszczając nas do niej. Zająłem miejsce, które okazało się być ławką przed Lucią, i wypakowałem się. W porównaniu do zgiełku panującego na zewnątrz, w klasie słychać było tylko ludzkie oddechy, przerywane sunięciem długopisu po kartce. Od początku roku unikałem lekcji norweskiego jak ognia, mimo że język był naprawdę ładny, jak sam kraj. Ale to, co robi z nim pan Seagal przekraczało wszelkie pojęcie. Moim skromnym zdaniem nie nadawał się do pełnienia funkcji nauczyciela, ale różni się zdarzają; ten tutaj w jednej chwili stosuje rygor, a w drugiej śmieje się i żartuje, choć nie zwraca uwagi na to, że jego żarty są nie na miejscu. Dzisiaj obrał za cel Lucię. Widziałem, jak się na nią patrzy i otwiera usta:
   – Hiszpańska mieszanka nudy i chłodu? Słyszałem, jak ktoś cię tak określił, Meraz. Naprawdę tak jest? – Oparł ramiona na bokach jej ławki, przewiercając ją wzrokiem. Ale Lucia o dziwo nie bała się odwzajemnić tego spojrzenia, które w tym momencie było w stanie przemienić wodę w lód.
   – Nie boją się patrzeć w oczy – skwitował pod nosem, jakby zdumiony. Odszedł od ławki Lucii, i niespodziewanie znowu powrócił, tylko że tym razem walnął mocno otwartymi dłońmi o blat, wymuszając większość dziewczyn do wydania pisku. – Ale czy są wystarczająco śmiałe i rozrywkowe, żeby podbijać Norwegię? Tulbat! – Rzucił oschłym głosem, a ja ledwo zwróciłem uwagę. Leniwie podniosłem wzrok, oczekując tego, co do mnie powie.
   – Talbot. – Poprawiłem go, mimo że zbierałem w sobie wszystkie siły, by nie powiedzieć tego na głos. Wiedziałem, jak bardzo wzbiera to w nim gniew.
   – Kolejny nudny. – Prychnął krótko, ale wystarczyło, że minęła sekunda, a jego twarz z powrotem przeciął uśmiech. – Chociaż na ciebie chociaż ktoś leci, ale na Meraz? Pff, może pomógłbyś koleżance?
   Zmarszczyłem brwi, niedokładnie wiedząc o co chodzi nauczycielowi.
   – Jak miałbym jej pomóc? – Moja twarz pozostawała ledwo wzruszona. Seagal mógł dopowiedzieć sobie coś z niczego, i to właśnie zrobił.
   – Ach, masz rację, jej się nie da pomóc. – Rozejrzał się po klasie, zadowolony z bitych braw i okrzyków radości.
   – Jasne, że da. – Tym komentarzem przerwałem tyradę nauczyciela, który natychmiast wszczepił we mnie swój zdziwiony wzrok. Uśmiechnął się wymownie, a potem rzekł:
   – Odważny z ciebie chłopak, Talbot. Chcesz dokonywać wielkich rzeczy. Uczynienie z Meraz kogoś bardziej rozrywkowego, brawo. – W tej chwili skarciłem Seagal'a w myślach za to, że upatrzył sobie ją jako cel tej lekcji. Ja byłem nim parę tygodni temu, widocznie zdążył mnie bardziej polubić od tamtego czasu. Albo to tylko kolejne złudzenie.
   
***

   Nie potrafiłem odczytać niczego z twarzy Lucii. Dawno wyszliśmy z lekcji i czekaliśmy na kolejną, ale żaden rzut oka na jej wyraz nie dawał mi powodów ani do zmartwień, ani do radości. Może dotarło do niej to, co mówił Seagal.
   Wówczas coś we mnie pękło, dźwignąłem się na nogi i do niej podszedłem. Podniosła na mnie wzrok dopiero wtedy, kiedy mój cień całkiem ją pochłonął.
   – Wstawaj, Meraz – zachęciłem ją, z odrobinę entuzjastycznym wyrazem twarzy. Po prostu ta dziewczyna ma się trochę poruszać. Ja sam nie jestem zbyt rozrywkowy, ale fakt, że nauczyciel postawił mi wyzwanie, stał się dla mnie obowiązkiem. I to napędzało mnie do pracy, jakkolwiek dużo czasu bym nie poświęcił.
   – Nie teraz – podsumowała, a ja złapałem ją za nadgarstek i podciągnąłem do góry, powodując, że Lucia zaniosła się zdenerwowanym wrzaskiem. – Co ty wyprawiasz?
   – Sprawiam, że robisz coś innego niż siedzenie przed książkami. – Zakręciłem ją w piruecie, czerpiąc dużą przyjemność z przyprawiania ją o zawroty głowy. Kompletnie nie nadążała nad tym, co robię i wydawało mi się, jakby dopiero powróciła do rzeczywistości.

Lucia? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz