3.27.2017

Od Lucii C.D Aleca

Chłopak złapał mnie za dłoń i zaczął okręcać wokół mojej osi. Przez parę sekund nie potrafiłam ogarnąć sytuacji i kompletnie nic z tym nie robiłam. Dopiero po chwili zaczynałam się wyrywać i - gdy mi się to udało - o mało nie upadłam na ziemię. Ledwo co potrafiłam utrzymać równowagę. Niestety - zmęczenie robi swoje. W pewnym momencie zakręciło mi się dosyć mocno w głowie, przez co idąc do przodu potknęłam się o swoją własną nogę. Alec jak na zawołanie złapał mnie za ramiona i przytrzymał, żebym nie upadła.
 - Dzięki – mruknęłam pod nosem. Powinnam czym prędzej pójść do pokoju i się położyć, bo coś czuję, że wymuszanie od siebie nawet małej aktywności fizycznej, jak i psychicznej skończy się źle. Przetarłam wierzchem dłoni oczy i spojrzałam w stronę znajomego.
 - Ja już będę szła. - Uśmiechnęłam się lekko do Aleca. - Zostań jeszcze chwilę, chciałbym ci coś pokazać. – Złapał mnie za nadgarstek i stanął w miejscu, czekając na moją odpowiedź. Swój wzrok skierował na moją twarz. Konkretnie – spojrzał mi w oczy. Odruchowo ja też tak zrobiłam. Jedyne co zobaczyłam to niebieskie tęczówki i chłód, który w nich tkwił. Zero uczuć. Nic. Null.
Westchnęłam cicho i przytaknęłam głową, zgadzając się na małą „wycieczkę” po akademii. Nie miałam zielonego pojęcia, gdzie chciał mnie zabrać, lecz gdy wchodziliśmy po schodach coraz to wyżej, zaczęłam coś podejrzewać. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się na samej górze. Chłopak wyciągnął z kieszeni klucz, którym później otworzył drzwi. Moja ciekawość przejęła górę.
 - Skąd to masz? – spytałam wskazując ręką na przedmiot. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem. Przez chwilę poczułam się trochę niezręcznie. Tak, jakby jego wzrok przenikał mnie na wskroś.
 - Zabrałem raz woźnemu. – Jeden z kącików jego ust uniósł się do góry, tak, jakby właśnie przypomniał sobie tamto wydarzenie. Spojrzałam na jego oczy, które tak jak wcześniej – nie wyrażały żadnych uczuć. Alec – to tylko moje przypuszczenia – albo nauczył się idealnie ukrywać wszelakie uczucia, albo ich w ogóle nie ma… Um… To drugie wykluczam, gdyż bez względu na wszystko, każdy człowiek coś odczuwa. Ciekawy koleżka. Odgarnęłam grzywkę z czoła i poszłam za chłopakiem. Wyszliśmy na dach. Omiotłam wzrokiem otaczający mnie krajobraz i o mój Boże, już kocham to miejsce. Słońce, na pięknym, pomarańczowym tle chowało się za drzewami, dając im deczko inszą barwę. Siadając uświadomiłam sobie, że przez jakiś czas miałam otwartą buzię z wrażenia.
 - Podoba ci się? – spytał, obracając się przodem do mnie.
Przełknęłam ślinę.
 - Tak, bardzo – uśmiechnęłam się. – Lubię zachody słońca.
Oboje zamilkliśmy. Jednak to nie była niezręczna cisza. Raczej taka przyjemna. On nie miał nic do powiedzenia… I ja z resztą też tak trochę. Z cichym westchnieniem otworzyłam torbę i wyciągnęłam z niej podręcznik z matematyki.


Alec? Wybacz ;-;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz