3.28.2017

Od Klary do Aarona

 Dni są czasem lepsze, a czasem gorsze, każdy o tym wie. Nawet ja, chociaż cały czas staram się przekonać cały świat do tego, że Klara Pawelska ma idealne życie. Coś takiego jak złe chwile u niej się nie zdarza. Nie ma załamań, dołków, jednodniowych depresji i tak dalej.
 Naprawdę, w głębi serca, tylko ja wiem, że jest inaczej.
 Tylko, że nawet przed samą sobą nie przyznaję się do tego. Robię wszystko, by przekonać swój rozum i wpoić mu zasadę - w życiu tej dziewczyny nie ma niepowodzeń. Zawsze wszystko idzie po jej myśli, zawsze wszystko jej się udaje. Mam zaplanowany każdy krok, nawet potknięcie na nierównej drodze jest niemile widziane. Nie żyje się tak łatwo, ale lepiej, o wiele lepiej. Bezpieczniej. Nie muszę martwić się tym, że coś wyprowadzi mnie z równowagi, że jakieś niespodziewane zdarzenie zburzy mój poukładany świat. Bo... to taki domek z kart. Jest misternie ułożony, ale może go zniszczyć byle podmuch wiatru. Na przykład ostatnio - gdy telefon wypadł mi z ręki. Czułam się, jakby nagle wokół mnie zapanowała ciemność. Nie dałam tego po sobie poznać, o nie, ale to było okropne. Wyobraziłam sobie, co mogło zdarzyć się, gdyby tak się zepsuł. Brak kontaktu ze światem. Proszenie rodziców o pieniądze na nowy. Tyle zaburzeń w planie dnia...
 Dlatego takie rzeczy u mnie się nie zdarzają, a przynajmniej staram się ich z całych sił unikać. Najlepiej byłoby dla mnie, gdybym zamieszkała w pokoju bez klamek ze ścianami wyłożonymi materacami. Nic ani nikt nie mógłby mi zrobić krzywdy. Ani ja sama..
 Materace wyrywają mnie z zamyślenia i przypominają, że na pierwszej lekcji mam wuef. Chowam do torby wcześniej przygotowany strój i zmierzam do szkoły. Mam jeszcze dużo czasu, dzisiaj nie bawię się w vipowskie spóźnienie. Wchodzę do szatni, gdy są tam dopiero dwie osoby.
 - Cześć! - Witam się z moim najlepszym uśmiechem na ustach, po czym zajmuję miejsce na jednej z ławek pod ścianą. Wyjmuję czarną koszulkę z emblematem szkoły oraz krótkie, czerwone spodenki, które pięknie eksponują moje długie nogi. - Eh, nie chce mi się przebierać...
 - To się nie przebieraj - odpowiada mi jedna z dziewczyn, śmiejąc się. Ja również silę się na cichy chichot, chociaż wcale nie jest mi szczerze wesoło. Wiem, że wiele osób chciałoby się ze mną zakumplować, ale ja wolę budować wokół siebie mur.
 - Nie lubię ćwiczyć w ubraniu - wyjaśniam, wzruszając ramionami, po czym zaczynam zdejmować obcisłe spodnie. Pomieszczenie powoli zapełnia się resztą zaspanych uczennic. Kto wymyślił wychowanie fizyczne na pierwszej lekcji?
 - To ćwicz bez - odpowiada ta sama dziewczyna, a reszta zgodnie kwituje to wybuchem ogólnej wesołości. Dobra, to serio było śmieszne. Tym razem już nie muszę udawać, że się śmieję. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym, dopóki w drzwiach nie staje nauczyciel.
 - Wszystkie przebrane? - Pyta, a my wszystkie przytakujemy. Może nie wszystkie. Kilka leniuszków marudzi, że miały za mało czasu i tak dalej. Nie potrafię tego zrozumieć - tak jakby nie można było wstać wcześniej. - To na salę, szybko!
 Wychodzę z szatni jako jedna z pierwszych. Siadam na ławce, podczas gdy pan Craven sprawdza obecność. Muszę długo czekać zanim odpowiem "Jestem". Uroki nazwiska na literę "p". W końcu belfer zamyka dziennik.
 - Na początek dobieramy się w pary! - Zarządza nauczyciel. Wzdycham ze znużeniem, wiążąc włosy w wysoki kucyk. Pewnie znowu będą kolejne ćwiczenia na rozgrzewkę w tylu - trzymamy się za ręce i robimy na przemian przysiady. Grrr. - Najlepiej chłopak - dziewczyna!
 Po klasie przebiega szmer niezadowolenia. Ja też wywracam oczami, patrząc na to, jak powoli każdy znajduje sobie towarzysza. No tak. Tylko ja zostaję. Jak zwykle.
 Zerkam w bok i widzę, że niedaleko mnie stoi jakiś chłopak. Chyba też nie ma pary. Patrzę na niego pytająco unosząc brew.

Aaron? (Wybacz, nie potrafię zaczynać)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz