-Jakaś laska mnie goni, która wcześniej na mnie wpadła. - Powiedziała chowając się za mną.
Po chwili do sali wpadła wściekła dziewczyna, która od razu chciała się rzucić na Sibil lecz ją powstrzymałem.
-Puszczaj mnie! Ona musi dostać! - Wyrywała się.
-Co Ci takiego zrbiła? - Odepchnąłem ją kilka metrów od nas.
-Odebrała mi chłopaka. Widziałam jak się przytulają. - Warknęła.
-Chłopak zerwał z tobą bo jesteś puszczalska a ja jestem tylko lego przyjaciółką. - Pchnęła mnie na tą dziewczynę a sama uciekła.
Jak tylko udało nam się pozbierać to dziewczyna natychmiastowo wybiegła. To dość dziwna sytuacja. Nie wiedziałem co o tym myśleć i nie zamierzałem się nad tym zastanawiać. To nie moja sprawa jest przecież. Zabrałem gitarę, notes i wróciłem do pokoju. Piosenka mi się podobała i nie zamierzałem w niej już nic zmieniać. Zacząłem pisać teksty innych piosenek. Po kilku godzinach wyszedłem na spacer. Zauważyłem przed sobą Sibil. Dobrze się składa bo chciałem z nią porozmawiać. Gdy już miałem się odezwać to Sibil chwyciła mnie za rękę i zaciągnęła mnie do pokoju. Zostawiła torbę na komodzie po czym podeszła do szafy gdzie zdjęła koszulkę i spodenki. Ten widok mi się bardzo podobał. Mógłbym tak patrzeć i patrzeć. Jednak ten widok nie trwał długo gdyż nałożyła na siebie bluzkę odsłaniającą brzuch i spódniczkę. Natomiast włosy związała w warkoczyki. Usiadła naprzeciwko mnie jedząc jabłko.
-To co Cię tu sprowadza? - Zapytała spoglądając na mnie. -Zrób zdjęcie, starczy Ci na dłużej. - Zachichotała.
Wciąż się się jej przyglądałem. To musiało trochę dziwnie wyglądać.
-Co? - Ocknąłem się.
-Co Cię sprowadza? - Powtórzyła pytanie.
-Powiesz mi o co chodziło z tą dziewczyną? - Zapytałem.
-Wiesz przecież. Ona myśli, że chłopak zerwał z nią z mojej winy a to nie jest prawda. Nic więcej do powiedzenia nie mam. - Wzruszyła ramionami. -Tylko o to chciałeś się zapytać.
-Tak.
Oczami powędrowałem do jej odsłoniętego brzucha. Starałem się jednak tak patrzeć by tego nie widziała dlatego wyjąłem telefon i coś na nim robiłem by myślała, że to na telefon patrzę.
(Sibil?)
6.04.2017
Od Louisa CD Elayzy
Po chwili ciszy jak to ona ma w zwyczaju zaczęła się jąkać i pieprzyć jakieś bzdety, że to było przypadkiem i takie tam inne co mnie zupełnie nie interesowało. Zauważyłem, że w jej oczach zbierają się łzy co było dla mnie zabawne. Zapytała dlaczego nie będzie normalnie a ja tylko wzruszyłem ramionami.
-To tylko babeczki! - Krzyknęła i rozbeczała się na dobre.
Uciekła w stronę pokoi. No tak...potrafi tylko płakać i uciekać. Żałosne. Moim zdaniem taka osoba nic w życiu nie osiągnie. Żeby być kimś to trzeba być odważnym, wiedzieć czego się chce, nie kierować się słowami innych no i być wrednym. Wrednym nikt nie podskoczy. Taki jest przynajmniej mój pogląd na sytuację. Wróciłem do pokoju by zabrać te babeczki pozbyć się ich. Wyrzuciłem je po prostu do kosza. Wiem, że to trochę marnotrawstwo ale nie dbam o to. Po powrocie do pokoju usiadłem i zacząłem kontynuować pisanie zadania z aktorstwa. Wcześniej jakoś nie miałem czasu się za to zabrać. Zawsze coś stawało na drodze i tak to odwlekałem, a termin oddania się zbliża wielkimi krokami. Nawet nie zdążyłem napisać jednego słowa a już koś pukał do drzwi. Serio? Chyba nigdy tego nie skończę. Położyłem notes na łóżku i poszedłem otworzyć drzwi. Osobą, która pukała była ta małolata. Czego ona chce? Nie ma już dość?
-Po to tu przylazłaś? Masz ochotę na wìęcej? - Warknąłem.
-J-Ja tylko chciałam jeszcze raz p-przeprosić. - Głowę miała spuszczoną w dół.
-Te twoje przeprosony to sobie możesz wsadzić wiesz gdzie. - Oparłem się o futrynę. -Nie przychodź do mnie bo to i tak Ci nic nie da. - Zatrzasnąłem jej drzwi przed nosem.
No i już nie miałem ochoty dalej pisać. Tak jak myślałem, nigdy tego pieroństwa nie skończę a to wszystko głównie przez nią, że też musiałem ją spotkać. Leżałem tak rozmyślając, że w końcu zasnąłem.
(Elayza?)
-To tylko babeczki! - Krzyknęła i rozbeczała się na dobre.
Uciekła w stronę pokoi. No tak...potrafi tylko płakać i uciekać. Żałosne. Moim zdaniem taka osoba nic w życiu nie osiągnie. Żeby być kimś to trzeba być odważnym, wiedzieć czego się chce, nie kierować się słowami innych no i być wrednym. Wrednym nikt nie podskoczy. Taki jest przynajmniej mój pogląd na sytuację. Wróciłem do pokoju by zabrać te babeczki pozbyć się ich. Wyrzuciłem je po prostu do kosza. Wiem, że to trochę marnotrawstwo ale nie dbam o to. Po powrocie do pokoju usiadłem i zacząłem kontynuować pisanie zadania z aktorstwa. Wcześniej jakoś nie miałem czasu się za to zabrać. Zawsze coś stawało na drodze i tak to odwlekałem, a termin oddania się zbliża wielkimi krokami. Nawet nie zdążyłem napisać jednego słowa a już koś pukał do drzwi. Serio? Chyba nigdy tego nie skończę. Położyłem notes na łóżku i poszedłem otworzyć drzwi. Osobą, która pukała była ta małolata. Czego ona chce? Nie ma już dość?
-Po to tu przylazłaś? Masz ochotę na wìęcej? - Warknąłem.
-J-Ja tylko chciałam jeszcze raz p-przeprosić. - Głowę miała spuszczoną w dół.
-Te twoje przeprosony to sobie możesz wsadzić wiesz gdzie. - Oparłem się o futrynę. -Nie przychodź do mnie bo to i tak Ci nic nie da. - Zatrzasnąłem jej drzwi przed nosem.
No i już nie miałem ochoty dalej pisać. Tak jak myślałem, nigdy tego pieroństwa nie skończę a to wszystko głównie przez nią, że też musiałem ją spotkać. Leżałem tak rozmyślając, że w końcu zasnąłem.
(Elayza?)
Od Will'a cd Oscara
W piątek... Czyli pojutrze.
Przygryzłem dolną wargę rozważając w myślach propozycję chłopaka. Pomysł był oczywiście fajny, wykorzystałbym każdą okazję by urwać się z tej szkoły, w której życie staje się niezwykle monotonne.
No kto jak kto ale ty Will nie powinieneś akurat narzekać na brak wrażeń. Mam ci przypomnieć, że w tak krótkim czasie od przyjazdu tutaj zdążyłeś już poznać Oscara, przejechać się z nim nocą po autostradzie, natknąć się na wkurzającego faceta, oglądać jak on wraz z twoim kumplem ścigają się na torze i o mało nie zostać rozjechanym przez jednego z nich?
Przewróciłem oczami dając znać moim myślom, że mam naprawdę dość tego, że żyją własnym życiem i najwyraźniej obrały sobie za cel uprzykrzanie mi życia. Oscar w tym momencie uniósł jedną brew, niemile zaskoczony tym aroganckim gestem. Szybko rozplątałem ręce, które splotłem wcześniej na klatce piersiowej i zacząłem nimi machać w zaprzeczającym geście, tworząc w powietrzu niewidzialny "x".
- Nie, nie to nie było do ciebie -wyjaśniłem.
Dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdałem sobie sprawę, że wcale nie poprawiły one sytuacji.
- To znaczy... Jasne. Chętnie pojadę.
Oscar pokiwał powoli głową. Opuściłem ręce i pozwoliłem by między nami zapanowało milczenie. Było ono niezręczne zarówno dla mnie jak i dla mojego towarzysza. Otworzyłem usta z zamiarem powiedzenia czegoś ale zaraz potem je zamknąłem czując zupełną pustkę w głowie. Oscar chcąc jakoś wybawić nas z tej sytuacji odezwał się w końcu.
- Ja... Muszę już iść -rzucił na pożegnanie i odwrócił się na pięcie w stronę drzwi .
Uśmiechnąłem się na odchodne ale chłopak, stojący do mnie tyłem, nie zauważył tego gestu. Gdy tylko zniknął na korytarzu rozejrzałem się po pokoju próbując znaleźć sobie jakieś zajęcie. Jutro będę musiał wypytać Oscara o szczegóły. Chociażby o to dokąd konkretnie jedziemy.
Przez umysł przebiegła mi myśl, że może właściwie zaprosił mnie ze zwykłej grzeczności i wcale nie chciał żebym z nim jechał. Szybko ją jednak odgoniłem. Gdyby tego nie chciał, wogóle by o tym wyjeździe nie wspominał, prawda?
Podszedłem do uchylonego okna wdychając rześkie, chłodne powietrze do płuc. Spoglądając na nieprzenikniony mrok za oknem naszła mnie chęć na krótki spacer. Byłem jednak zbyt leniwy by zdobyć się na ponowne wyjście z pokoju a co dopiero zejście po schodach i łażeniu Bóg wie gdzie. Mój wzrok znów omiótł uważnie pomieszczenie, podejmując kolejną próbę znalezienia mi zajęcia. Tym razem spoczął on na czystej, nieskażonej jeszcze żadnym ruchem ołówka, kartce. Uśmiechnąłem się czując nagły przypływ energii.
Przygryzłem dolną wargę rozważając w myślach propozycję chłopaka. Pomysł był oczywiście fajny, wykorzystałbym każdą okazję by urwać się z tej szkoły, w której życie staje się niezwykle monotonne.
No kto jak kto ale ty Will nie powinieneś akurat narzekać na brak wrażeń. Mam ci przypomnieć, że w tak krótkim czasie od przyjazdu tutaj zdążyłeś już poznać Oscara, przejechać się z nim nocą po autostradzie, natknąć się na wkurzającego faceta, oglądać jak on wraz z twoim kumplem ścigają się na torze i o mało nie zostać rozjechanym przez jednego z nich?
Przewróciłem oczami dając znać moim myślom, że mam naprawdę dość tego, że żyją własnym życiem i najwyraźniej obrały sobie za cel uprzykrzanie mi życia. Oscar w tym momencie uniósł jedną brew, niemile zaskoczony tym aroganckim gestem. Szybko rozplątałem ręce, które splotłem wcześniej na klatce piersiowej i zacząłem nimi machać w zaprzeczającym geście, tworząc w powietrzu niewidzialny "x".
- Nie, nie to nie było do ciebie -wyjaśniłem.
Dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdałem sobie sprawę, że wcale nie poprawiły one sytuacji.
- To znaczy... Jasne. Chętnie pojadę.
Oscar pokiwał powoli głową. Opuściłem ręce i pozwoliłem by między nami zapanowało milczenie. Było ono niezręczne zarówno dla mnie jak i dla mojego towarzysza. Otworzyłem usta z zamiarem powiedzenia czegoś ale zaraz potem je zamknąłem czując zupełną pustkę w głowie. Oscar chcąc jakoś wybawić nas z tej sytuacji odezwał się w końcu.
- Ja... Muszę już iść -rzucił na pożegnanie i odwrócił się na pięcie w stronę drzwi .
Uśmiechnąłem się na odchodne ale chłopak, stojący do mnie tyłem, nie zauważył tego gestu. Gdy tylko zniknął na korytarzu rozejrzałem się po pokoju próbując znaleźć sobie jakieś zajęcie. Jutro będę musiał wypytać Oscara o szczegóły. Chociażby o to dokąd konkretnie jedziemy.
Przez umysł przebiegła mi myśl, że może właściwie zaprosił mnie ze zwykłej grzeczności i wcale nie chciał żebym z nim jechał. Szybko ją jednak odgoniłem. Gdyby tego nie chciał, wogóle by o tym wyjeździe nie wspominał, prawda?
Podszedłem do uchylonego okna wdychając rześkie, chłodne powietrze do płuc. Spoglądając na nieprzenikniony mrok za oknem naszła mnie chęć na krótki spacer. Byłem jednak zbyt leniwy by zdobyć się na ponowne wyjście z pokoju a co dopiero zejście po schodach i łażeniu Bóg wie gdzie. Mój wzrok znów omiótł uważnie pomieszczenie, podejmując kolejną próbę znalezienia mi zajęcia. Tym razem spoczął on na czystej, nieskażonej jeszcze żadnym ruchem ołówka, kartce. Uśmiechnąłem się czując nagły przypływ energii.
***
Rano jak zwykle wziąłem szybki prysznic, założyłem czyste ubrania i pościeliłem łóżko, przywracając mu ład, jaki zastałem tutaj pierwszego dnia. Zerknąłem na zegarek. Dochodziła siódma. Czując pustkę w żołądku postanowiłem od razu zejść na śniadanie, a pakowanie książek do torby zostawić na później. I tak pierwszą lekcją dzisiaj był wf. Ze zgrozą spojrzałem za okno. Pogoda była piękna, co powinno mnie ucieszyć. Lecz każdy kto zdążył już poznać nauczyciela wychowania fizycznego, wiedział, że nie odpuści on takiej okazji i najprawdopodobniej czeka nas wyczerpujący bieg przez całe 45 minut lekcji. Westchnęłam. Owszem lubiłem sport, a biegi chyba najbardziej (jeśli nie liczyć siatkówki) ale jakoś nie uśmiechał mi się taki wysiłek z samego rana.
***
Na stołówce jak zwykle było tłoczno. Przecisnąwszy się pomiędzy stolikami, dotarłem w końcu do miejsca gdzie mogłem w spokoju wybrać sobie coś do jedzenia. Zdecydowałem się na tosty z szynką oraz zwykłą herbatę. Z kubkiem w jednej dłoni i talerzem w drugiej odwróciłem się na powrót w stronę stołów. Przesuwałem wzrokiem po krzesłach, szukając jakiegoś wolnego miejsca lecz każde, gdzie nie spojrzeć było przez kogoś zajęte. Ruszyłem przed siebie w nadziei, że w czasie gdy zrobię kilka kroków, jakieś miejsce się zwolni. Przerzucając spojrzenie z jednego ucznia na drugiego w końcu mój wzrok spoczął na znajomej twarzy. Spojrzenie moje i Oscara spotkało się. Chłopak nieznacznym, ledwo dostrzegalnym ruchem, wskazał na wolne obok niego krzesło. Podszedłem bliżej i dopiero gdy spośród tłumu dostrzegłem cały stolik stwierdziłem, że siedzi tak też paru nieznanych mi chłopaków. Pewnie jego koledzy. Zawahałem się i zatrzymałem na chwilę w miejscu. Może jednak powinienem zjeść na zewnątrz? Pokręciłem głową. Przecież i tak prędzej czy później bym ich poznał. Już pewniejszy siebie ponownie postąpiłem kilka kroków na przód dołączając do grupy.
- Cześć -przywitałem się zajmując wolne miejsce.
- Cześć -przywitałem się zajmując wolne miejsce.
Oscar?
6.03.2017
Od Liama CD Chole
~~~~~~~~~NASTĘPNEGO DNIA~~~~~~~~
Wziąłem prysznic, ubrałem się i poszedłem na lekcje. Jak się okazało pierwszą miałem z Chole. Nie myła to normalna lekcja tylko dodatkowa. Mógł na nią uczestniczyć kto tylko chciał. Zapisałem się dlatego, że miałem słabe oceny z matematyki a to była dodatkowa lekcja matematyki. Dla mnie osobiście mieszanie osób z różnych klas było głupie. Każdy jest na innym poziomie wiedzy i to wszystko się miesza. Ale nic na to nie poradzę. Mogę się jedynie przystosować. Stałem koło sali i bawiłem się komórką. Po dzwonku usiadłem w ostatniej ławce sam. Na Chole nie zwracałem żadnej uwagi. Na końcu lekcji nauczyciel zadał nam zadanie w parach. Na moje nieszczęscie zostałem ja bez pary i Chole. No i nauczyciel przydzielił nas do siebie. Akurat teraz kiedy się od siebie odsunęliśmy, próbujemy o sobie zapomnieć to dali nas razem.
Następne lekcje naszczęście były już normalne, bez Chole. Przez resztę czasu jej nie widziałem. Dobrze, że ta Akademia jest duża i prawdopodobieństwo spotkania się nie jest takie duże jak w innych szkołach. Zaraz po lekcjach poszedłem do Chole.
-Przyjdź do mnie o 16:00 to zrobimy to zadanie. - Powiedziałem obojętnym tonem po czym wyszedłem nie chcąc tu spędzać ani chwili dłużej.
Udałem się prosto do fryzjera by zdążyć na tą szesnastą. Ostatecznie pofarbowałem włosy na zielono i podgoliłem boki oraz tył bo od ostatniej mojej wizyty u fryzjera zdążyły podrosnąć. Górę włosów zostawiłem długą, taka jaka była.


Po skończeniu zapłaciłem fryzjerowi za pracę z napiwkiem i szybko wróciłem do Akademi. Jakieś 10 minut po moim powrocie usłyszałem pukanie do drzwi. Domyśliłem się że to musi być Chole. Otworzyłem drzwi i wpuściłem ją do środka. Pierwsze co zrobiła Chole to przyglądała się moim włosom.
-Wow. Niezła fryzura i niezły kolor. - Wciąż nie spuszczała wzroku z włosów.
-Nie przyszłaś tu by gadać o moich włosach tylko by robić zadanie. - Powiedziałem chłodnym tonem. -Zróbmy to co mamy zrobić i miejmy to z głowy. Im szybciej zaczniemy to szybciej skończymy i niebędziemy musieli się znosić. - Usiadłem na łóżku.
(Chole?)
Od Klary c.d. Farry
Obudziłam się rano i uświadomiłam sobie, że nadszedł właśnie ostatni dzień wycieczki. Było mi trochę szkoda, w gruncie rzeczy nie było przecież tak źle i udało mi się zobaczyć wiele ciekawych rzeczy. A co główne i najważniejsze - wcale nie chciało mi się wracać do Akademii, gdzie znowu będę musiała żyć według planu lekcji, chodzić na zajęcia i tak dalej... Ale cóż. To co dobre, zawsze szybko się kończy.
Wstałam i poszłam do łazienki, po czym ubrałam się i pomalowałam. gdy byłam już gotowa, zaczęłam pakować swoje rzeczy. Było jeszcze wcześnie, ale wolałam mieć wszystko gotowe zawczasu.
Zrobiłam wszystko, ułożyłam swoje walizki pod drzwiami. Wtedy zorientowałam się, że Farra jeszcze śpi. Nie wiedziałam, co mam zrobić. W końcu zdecydowałam się, że ją obudzę. Najwyżej mnie ochrzani, jak zwykle. Już się do tego przyzwyczaiłam. Jak jej nie obudzę i zaśpi, to i tak mnie ochrzani, więc wyjdzie na to samo.
- Hej - podeszłam do niej i potrząsnęłam ją za ramię. - Wstawaj, bo już czas.
Farra?
Wstałam i poszłam do łazienki, po czym ubrałam się i pomalowałam. gdy byłam już gotowa, zaczęłam pakować swoje rzeczy. Było jeszcze wcześnie, ale wolałam mieć wszystko gotowe zawczasu.
Zrobiłam wszystko, ułożyłam swoje walizki pod drzwiami. Wtedy zorientowałam się, że Farra jeszcze śpi. Nie wiedziałam, co mam zrobić. W końcu zdecydowałam się, że ją obudzę. Najwyżej mnie ochrzani, jak zwykle. Już się do tego przyzwyczaiłam. Jak jej nie obudzę i zaśpi, to i tak mnie ochrzani, więc wyjdzie na to samo.
- Hej - podeszłam do niej i potrząsnęłam ją za ramię. - Wstawaj, bo już czas.
Farra?
Od Sibil cd Louise
- Jakąś laska za mną biegnie, ale najpierw na mnie wpadła. - powiedziałam i schowałam się za nim.
Nagle wpakowała jak burza ta dziewczyna Mandy czy jakoś tak miała. Już z łapami do mnie leciała, lecz Lou ja odciągnął.
- Zostaw mnie, ona musi dostać. Wyrwe jej te sztuczne włosy. - szampała się jak opętana.
- Co ci zrobiła, że chcesz ja pobić? - odetchnął ja lekko, a ja stałam dalej za nim.
- Mój chłopak ze mną zerwał przez nią, widziałam jak on ją przytula i nie tylko, przy mnie był jakiś nieobecny. Zapłaci ta szm***. - nim się obejrzałam już się zamachneła lecz na czas zrobiłam unik.
- Weź ją odemnie Louis. Po za tym twój chłopak to mój przyjaciel, i pocieszałam go. A zerwał z tobą, bo jesteś puszczalska. - Popchnęłam Lou na nią i spierdzirliłam stamtąd wzięłam kluczyki i szybko wsiadam do ferrari,wyjechałem na drogi i skierowałam się w stronę opuszczonego toru. Zaparkowałam na moim miejscu, i wysiadam z auta. Pomału zjeżdżalni się.
***
Gdy wracałam z dwoma koleżankami, mój telefon wibrował jak jakaś maszynka. Wzięłam i odebrałam.
- Halo.
- Tak to ja, mhm, dobra ok.
- Widzimy się potem. - rozłączyłam się.
- Kto dzwonił? - spytała Lisa.
- Ktoś z warsztatu.
- Czemu?
- Bo mój brat popsuł telefon i do mnie dzwonią w razie czegoś. - skręciłam w lewo, potem w prawo i tak jeszcze w dwie lewo i jedna w prawo. Zjechałam z drogi i byłam już blisko warsztatu. Skręciłam i wjechałam, zaparkowałam i wyszłam z samochodu. Podeszłam do jednego kolesia.
- Dzwoniłaście... - i co się okazało, zmienili zawieszenie, kola, silnik, w środku też trochę. I był gotowy. To zadzwoniłam po brata żeby przyjechał.
Wyprowadzili go i czekałam aż brat przyjedzie.
***
Po odwiedzeniu dziewczyn, zajechałam do sklepu i kupiłam parę rzeczy. Gdy już pojechałam pod szkole i zaparkowałam i poszłam w kierunku pokoju, zaczepił mnie Lou. Wzięłam go za rękę i westchnęłam do pokoju. Torbę położyłam na komodzie. Poszłam do szafy zajęłam koszulkę i spodenki, zerkając w lustro. Lou przyglądał się uśmiechnęłam ode pod nosem. I wybrałam krótka odsłaniająca brzuch bluzkę, a do tego spódniczkę. Związałam włosy w dwa warkocze. Rozłożyłam wszystko i usiadłam na łóżku jedząc jabłko.
- Więc co cie tu sprowadza. - czułam, że wypala we mnie dziurę. - zrób zdjęcie starczy na dłużej. - zachochotałam.
Louise?
Nagle wpakowała jak burza ta dziewczyna Mandy czy jakoś tak miała. Już z łapami do mnie leciała, lecz Lou ja odciągnął.
- Zostaw mnie, ona musi dostać. Wyrwe jej te sztuczne włosy. - szampała się jak opętana.
- Co ci zrobiła, że chcesz ja pobić? - odetchnął ja lekko, a ja stałam dalej za nim.
- Mój chłopak ze mną zerwał przez nią, widziałam jak on ją przytula i nie tylko, przy mnie był jakiś nieobecny. Zapłaci ta szm***. - nim się obejrzałam już się zamachneła lecz na czas zrobiłam unik.
- Weź ją odemnie Louis. Po za tym twój chłopak to mój przyjaciel, i pocieszałam go. A zerwał z tobą, bo jesteś puszczalska. - Popchnęłam Lou na nią i spierdzirliłam stamtąd wzięłam kluczyki i szybko wsiadam do ferrari,wyjechałem na drogi i skierowałam się w stronę opuszczonego toru. Zaparkowałam na moim miejscu, i wysiadam z auta. Pomału zjeżdżalni się.
***
Gdy wracałam z dwoma koleżankami, mój telefon wibrował jak jakaś maszynka. Wzięłam i odebrałam.
- Halo.
- Tak to ja, mhm, dobra ok.
- Widzimy się potem. - rozłączyłam się.
- Kto dzwonił? - spytała Lisa.
- Ktoś z warsztatu.
- Czemu?
- Bo mój brat popsuł telefon i do mnie dzwonią w razie czegoś. - skręciłam w lewo, potem w prawo i tak jeszcze w dwie lewo i jedna w prawo. Zjechałam z drogi i byłam już blisko warsztatu. Skręciłam i wjechałam, zaparkowałam i wyszłam z samochodu. Podeszłam do jednego kolesia.
- Dzwoniłaście... - i co się okazało, zmienili zawieszenie, kola, silnik, w środku też trochę. I był gotowy. To zadzwoniłam po brata żeby przyjechał.
Wyprowadzili go i czekałam aż brat przyjedzie.
***
Po odwiedzeniu dziewczyn, zajechałam do sklepu i kupiłam parę rzeczy. Gdy już pojechałam pod szkole i zaparkowałam i poszłam w kierunku pokoju, zaczepił mnie Lou. Wzięłam go za rękę i westchnęłam do pokoju. Torbę położyłam na komodzie. Poszłam do szafy zajęłam koszulkę i spodenki, zerkając w lustro. Lou przyglądał się uśmiechnęłam ode pod nosem. I wybrałam krótka odsłaniająca brzuch bluzkę, a do tego spódniczkę. Związałam włosy w dwa warkocze. Rozłożyłam wszystko i usiadłam na łóżku jedząc jabłko.
- Więc co cie tu sprowadza. - czułam, że wypala we mnie dziurę. - zrób zdjęcie starczy na dłużej. - zachochotałam.
Louise?
Isaac Grimes
Imię: Isaac
Nazwisko: Garcia/Grimes. Podpisuje się tym drugim.
Pochodzenie: Prescott – miasto w Stanach Zjednoczonych, w stanie Arizona, stolica hrabstwa Yavapai. Kiedyś miał styczność z Hiszpanią.
Wiek: 20 lat
Orientacja: Biseksualizm.
Głos: TFK - Be somebody
Pokój: 56
Aparycja: Jego wyglądu zewnętrznego zdecydowanie nie da się opisać za pomocą kilku słów. Sam fakt, że nieco się wyróżnia można stwierdzić po jednym spojrzeniu: tajemniczy tatuaż na szyi, który wcale nie wygląda na zwykły tatuaż, a prędzej znamie. Niewielka przerwa na lewej brwi, dodająca mu seksapilu. Ułożone ciekawie w nieładzie krótkie włosy, których nawet nie musi układać, by tak wyglądały. Do niesfornych kosmyków opadających mu na czoło już się tak przyzwyczaił, że bez nich praktycznie nie widziałby siebie w lustrze. Brązowe, płonące intensywną barwą oczy to właśnie te pośredniki, które ukazują jego wszystkie emocje, przesyłając je do świata zewnętrznego. Co można powiedzieć o twarzy... proporcjonalna, męsko zarysowana. W jej obszarach nie ma choćby kilkudniowego zarostu, a to dlatego, że jego zdaniem nie byłoby mu w nim dobrze. Doskonałych rozmiarów nos, a pod nim zaróżowiałe usta, które zapraszają, by poznać ich smak. Sylwetka? Zacznijmy od tego, że jest to wysoki na sto dziewięćdziesiąt centymetrów mężczyzna, a mężczyzną nie określam go bez należytego powodu. Wskazują na to wszystkie jego atuty, na które zwraca uwagę chyba każda panna: szerokie, męskie ramiona, ostro zarysowane mięśnie na brzuchu oraz coś jeszcze, czego nie sprawdzi nikt, kto nie zostanie do tego powołany.
Charakter: Być jak otwarta księga to idealnie porównanie, określające prostymi słowami egzystencję Isaaca – wystarczy bowiem rzut oka na jego twarz, by bez pytań zrozumieć, czy jest zły, zadowolony, obrażony albo zmartwiony. Życie okazuje się o tyle łatwe, że to wszystko masz jak na tacy. To taka konkretna osoba, że pokuszę się o stwierdzenie, iż nie da się z nikim łatwiej nawiązać kontaktu. Nieważne czy chodzi o interes, czy o zwyczajny temat do rozmowy, a ten tu akurat dokłada wszelkich starań, by nie zanudzać. Jest mieszanką różnych genów, które przypisują go do kategorii dobrych towarzyszy, godnych zaufania, chętnych do pomocy. Czy tak właściwie on ma wady? Hell yeah, tylko one potrzebują czasu i odpowiednio mocnego powodu, by wyjść na światło prawdy. A to nie znaczy, że Isaac tego światła ze starannością unika. Dla niego po prostu bardzo liczy się pierwsze wrażenie, którego nie chce zepsuć. To czas, kiedy pierwsze gesty, pierwsze słowa wskazują na to, jaka druga osoba jest, czego się po niej spodziewać. Czas, kiedy młody Grimes rozpisuje w głowie schemat tego, jak właściwie dobierać słowa oraz którą ścieżkę powinien obrać, by dostosować się całkowicie do Ciebie. I oczywiście pierwsze wrażenie wskazuje na to, jaki Isaac jest, a przecież to dobry chłopak, prawda? To tak troskliwy, opiekuńczy osobnik, który stanie na głowie, by zapewnić tej osobie, na której mu zależy, niewątpliwe bezpieczeństwo. Nie, nie tej, na której mu zależy. Tej, której po prostu ufa. Anielska cierpliwość dawno uczyniła z Grimesa typa, który nawet dla zwykłego znajomego gotów jest znieść jego zły humor, przygnębienie. Ale on się nie podda i nie odpuści, bez względu na to, jak bardzo go ten człowiek odrzuca i nienawidzi. Zaś cierpliwość do problemów spoczywających na barkach kogoś cholernie dla niego ważnego, kończy się, kiedy sytuacja pnie w jeszcze gorszą stronę i on to zauważy. Wówczas cała radość pryska i mógłby zignorować każdą swoją potrzebę, aby pomóc. I pomógłby ze zdrowym, sprytnym podejściem. Powróćmy jednak do podstawowego pytania. Jak szybko zdobyć jego zaufanie? A bardzo szybko, mimo że naiwny nie jest. To jednocześnie taka osoba, która skrupulatnie dba o to, żebyś nie przekroczył wyznaczonej granicy. Pominąć rzecz jasna ludzi, jakim udało się ją przekroczyć i on to w pełni zaakceptował. Głębsze koleżeństwo to krawędź, na jakiej zawiśniesz już prawdopodobnie do końca znajomości. Jak nie, to przynajmniej sam odpuścisz. Isaac najzwyczajniej w świecie za każdym razem boi się brnąć dalej, boi się tego momentu, w którym ktoś powie mu, żeby krótko mówiąc spierdalał. Podczas gdy on całemu światu udowadnia to, jaki jest odpowiedzialny, to właśnie on sam w to nie wierzy i spośród wielu tych rzeczy boi się właśnie jej. Odpowiedzialności. Jeśli on dostrzega, jak jego więzi z kimś bardziej się zacieśniają, to ta obawa jest silniejsza od czegokolwiek. I przez długi, długi czas nic ani nikt nie potrafi zrobić dziury w tym szkodliwym murze. Zostali przy nim ci, którzy go po prostu szczerze kochają i ciągle dążą do tego, aby dodać mu odrobinę wiary w siebie.
Każda jego cecha jest zmienna niczym angielska pogoda, dlatego wszystkie stwierdzenia powyżej wymienione zaleca się traktować z minimalnym dystansem, ewentualnie tylko się z nimi zapoznać. Czas na to, jak Isaac prezentuje się wśród akademickiej społeczności. A warto wiedzieć, że to pełen energii chłopak, który jest w stanie zrobić dużo, by kogoś pocieszyć. I nie ważne, czy zna tę osobę, czy nie – widzi kogoś, kto płacze ze spuszczoną głową albo siedzi pod ścianą ze wzrokiem tępo wbitym w przestrzeń – podchodzi, zagaduje. Czy mu się w ogóle kończy entuzjazm? Tak. Złamie go ostateczny moment, kiedy ktoś w niego zwątpi. To kropla, która przelewa czarę.
Isaac zdecydowanie należy do tych, którzy wybierają drogę dyplomaty i rozwiązują problem za pomocą słów, mocniejszych czy łagodniejszych. W takich konfrontacjach zwykle odznacza się pewnością siebie, potrafi poprzeć swoje słowa odpowiednimi argumentami, a najczęściej jego zdenerwowanie definiują złośliwe uśmiechy. Szczególnie kierowane do osób, których szczerze nie darzy sympatią i nie próbuje tego ukrywać. Ogólnie mówiąc jest inteligentnym oraz mądrym chłopakiem, do tego nie daje sobie w kaszę dmuchać. Czego chcieć więcej?
Partner: Nope.
Każda jego cecha jest zmienna niczym angielska pogoda, dlatego wszystkie stwierdzenia powyżej wymienione zaleca się traktować z minimalnym dystansem, ewentualnie tylko się z nimi zapoznać. Czas na to, jak Isaac prezentuje się wśród akademickiej społeczności. A warto wiedzieć, że to pełen energii chłopak, który jest w stanie zrobić dużo, by kogoś pocieszyć. I nie ważne, czy zna tę osobę, czy nie – widzi kogoś, kto płacze ze spuszczoną głową albo siedzi pod ścianą ze wzrokiem tępo wbitym w przestrzeń – podchodzi, zagaduje. Czy mu się w ogóle kończy entuzjazm? Tak. Złamie go ostateczny moment, kiedy ktoś w niego zwątpi. To kropla, która przelewa czarę.
Isaac zdecydowanie należy do tych, którzy wybierają drogę dyplomaty i rozwiązują problem za pomocą słów, mocniejszych czy łagodniejszych. W takich konfrontacjach zwykle odznacza się pewnością siebie, potrafi poprzeć swoje słowa odpowiednimi argumentami, a najczęściej jego zdenerwowanie definiują złośliwe uśmiechy. Szczególnie kierowane do osób, których szczerze nie darzy sympatią i nie próbuje tego ukrywać. Ogólnie mówiąc jest inteligentnym oraz mądrym chłopakiem, do tego nie daje sobie w kaszę dmuchać. Czego chcieć więcej?
Partner: Nope.
Rodzina:
- Javier Garcia – ojciec, z którym spędził większość dzieciństwa w Hiszpanii. Jego rodzina zawsze mogła być idealnym wzorem na to, że mimo rozwodów i dramatycznych kłótni, wychodzących poza margines prywatności, wszystko można odbudować. Każdą relację, każdą więź. Rodzinę. I mimo że nikt nie zapomniał, jak Javier zdradzał swoją żonę, zarówno Isaac, jak i Violet dla dobra całej rodziny pozwolili sobie uwierzyć w zmianę Garcii i zaryzykować. Udało się. Poza tym jakie relacje łączą go z Isaacem? Skoro spędził z nim większość dzieciństwa to oczywiście bardzo dużo można o tych więzach powiedzieć, których moc pozwoliła chłopakowi poradzić sobie ze zdradą ojca i ponownie mu zaufać. Często żartują, śmieją się, a kiedy młodziak odwiedza ich w Prescott po dłuższej przerwie czują się tak, jakby ta tęsknota rozrastała się na przestrzeni lat. Javier to ojciec, który jest tak wyluzowany i pełen poczucia humoru, że ich rodzina nigdy długo nie pogrąża się w smutku. Ale kiedy przychodzi czas problemów, nie trzeba długo czekać na jego interwencje i powagę.
- Violet Grimes – jedynym warunkiem na to, żeby wybaczyła Javierowi było zmiana nazwiska. W tych dramatycznych dniach dla zdradzonej kobiety liczyło się to, żeby powrócić na stare graty. To rodzina Grimesów ją wspierała jak mogła i wykazała się prawdziwą lojalnością, dzięki czemu Violet tak bardzo chciała powrócić do tego nazwiska. Z Isaacem łączą ją silne, nierozerwalne więzi, budowane przez całe życie, nawet w Hiszpanii, gdzie – mimo że bywała tam tylko okresowo, przez natłok pracy w USA – dzwoniła do swojej małej pociechy codziennie po parę razy. Domagała się rozmów, tęskniąc za nim z każdą minioną chwilą, w której go nie widziała. Czasami nawet w pracy dzwonili przez kamerkę internetową i tłumili śmiech, gdy starali się zachować ciszę podczas obecności szefa. Pogodna, troskliwa i kochana matka to trzy słowa, które opisują ją jak nic innego.
- Sophia Grimes – młodsza siostra Isaaca. Jest cholernie nietolerancyjną osobą, wiele razy krytykowała go, widząc dodatkowe kobiety w domu, a o mężczyznach strach rozmawiać. Ograniczona, zbuntowana nastolatka, taka, która sieje zamęt dookoła siebie, najczęściej niepotrzebny.
Zajęcia: Zajęcia z projektowania, fotografia i pisarstwo.
Zainteresowania: Ten tutaj nie widzi dnia bez jazdy na swoim motorze. Bez swojej Yamahy R6 nie jest w stanie długo pociągnąć. Jeździ, gdy mu źle i czuje się tak, jakby był jedyną osobą na świecie. I takie uczucia towarzyszą mu właśnie podczas jazdy. A szanuje je jak nic innego w świecie, bo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że szczęście i spokój to obie rzeczy, które potrafią zniknąć bez pożegnania. Poza tym pisze, przeważnie dla siebie, bo cholernie wstydliwe jest dla niego pokazywanie własnych aspiracji. Strzela z łuku, uczestniczył już w wielu takich konkurencjach i nieskromnie powiem, zgarniał nagrody oraz wyróżnienia. Fotografia... z fotografią niewiele ma wspólnego, ale żyje w przekonaniu, że jeszcze poprawi tę umiejętność, bo na fotografię bez powodu nie powinien chodzić. A spodobało mu się i cóż poradzić. Nie zna się na tym tyle, co na projektowaniu. Tak, Isaac wbrew pozorom lubi posiedzieć trochę i pobawić się w profesjonalnego projektanta.
Inne:
*To chłopak o amerykańsko-hiszpańskich korzeniach.
*Strzela z łuku i biega, dba o formę.
*Często spisuje lekcje, bo jest zapominalski. Ale nie leniwy!
*Zna się co nieco na samochodach, ale nie pała do nich taką sympatią, jak do motorów.
*W jego wypowiedziach często znajdziesz hiszpańskie słowa.
*Strzela z łuku i biega, dba o formę.
*Często spisuje lekcje, bo jest zapominalski. Ale nie leniwy!
*Zna się co nieco na samochodach, ale nie pała do nich taką sympatią, jak do motorów.
*W jego wypowiedziach często znajdziesz hiszpańskie słowa.
Kontakt: 7devils
Subskrybuj:
Posty (Atom)