3.27.2017
Od Ellen C.d. Hangagog
~*~
Nagle znalazłam się w pokoju. Nie wiem jak i skąd się tutaj znalazłam. Usiadłam na łóżku i zaczęłam kichać. Stałam i podeszłam do szafy by zabrać jakieś mangi i położyć przy swoim łóżku by się nie nudzić. Zabrałam je i podeszłam do łóżka. Usiadłam na łóżku i usłyszałam otwieranie drzwi. W nich stanął Hangagog.
Han? ;-; wiem słabe T_T
To już miesiąc...
Chcieliśmy ogłosić wszem i wobec, że dzisiaj mija miesięcznica naszego bloga! Tak wytrwaliście tutaj już równo miesiąc, za co z całego serca chcemy podziękować! Dziękujemy wam za chwile zwątpienia, za pisanie po nocach, za pomoc, za zaganianie nas do pracy, za świetne pomysły, a przede wszystkim za obecność i zaangażowanie.
Teraz przejdę do tej bardzo osobistej części, dedykowanej specjalnie ode mnie:
~ Dziękuję Emi, bo bez niej ten blog pewnie dawno by upadł, dziękuję jej za to, że zawsze stara się wszystkich pocieszyć i wysłuchać.
~ Dziękuję Ci Baekhyun, moje "słoneczko" bo bez Ciebie nic bym tutaj nie napisała, dziękuję, że tak świetnie mi doradzasz i masz świetny talent graficzny.
~ Dziękuję Sizon przede wszystkim za Briana i na pewno za te Twoje przydatne wytykanie błędów, które wszyscy kochają. Za Twój ogromny talent, przez który wpadam w kompleksy.
~Dziękuję Ci Alec za Twoją genialną aktywność, wspaniały talent i niesamowite opowiadania, na które też zawsze czekam. Tylko nie zarywaj dla nich nocy!
~Dziękuję Adcivilly, że mimo własnych trudności zawsze starasz się pilnować swoich opowiadań, gratuluję, że umiesz je połączyć ze szkołą
~ Dziękuję Ci Kat, za to, że w ogóle dzięki Tobie zaczęłam pisać.
~ Dziękuję Filrandce, która mimo złego humoru i własnych problemów marnowała długie godziny na moje opowiadania "skończyłam, przeczytasz czy może być?
Dziękuję wszystkim, każdemu z osobna, tym, których nie wymieniłam. Bo to chyba pierwszy blog w jakim mam okazję brać udział, który z tak wspaniałą frekwencją 252 postów przetrwał cały miesiąc.
Pierwszy miesiąc.
Ten najważniejszy, pierwszy miesiąc i dla mnie pierwszy prawdziwy blog, prowadzony od początku.
~ Kocham was mocno żabki <3 Hayden.
Liam De Vil

Imię: Liam (Li)
Nazwisko: De Vil
Pochodzenie: Nowy Jork, Stany Zjednoczone
Wiek: 22 lata
Orientacja: hetero
Głos: KLIK
Pokój: nr 6
Aparycja:
Liam jest świetnie zbudowanym wysokim na 1,80 m chłopakiem. Włosy chłopaka są koloru czarnego lecz lubi eksperymentować z kolorami i fryzurą dlatego często ją zmienia. Jego ciało pokryte jest tatuażami, które uwielbia. Jego oczy są w koloru brązowym. Li od dziecka dba o swój wygląd.
Charakter:
Li jest samotnikiem, nie dlatego, że nikt nie chce się z nim przyjaźnić tylko dlatego że sam nie chce mieć przyjaciół. Uważa, że wszyscy chcą się z nim przyjaźnić dla pieniędzy. Jest chłodną osobą o kamiennym wyrazie twarzy. Jest raczej tajemniczą osobą. Mimo tego iż nie przepada za towarzystwem innych ma kilku zaufanych przyjaciół. Chętnie chodzi na pokazy mody, koncerty i premiery filmowe. Jest twardą osobą, która zawsze osiągnie to czego chce. Nie przepada też za innymi dlatego że dla niego najważniejszy jest on sam. Potrafi świetnie kłamać. Uważa się za najprzystojniejszego chłopaka na świecie. Nie jest typem chłopaka, który da sobie w kaszę dmuchać. Jeśli z nim zadrzesz to Cię zniszczy. Dzieli ludzi na dwie kategorie: wilki i owce. W tym podziale on jest wilkiem. Uważa, że jeśli nie masz kasy to jesteś nikim. Jest typem lidera, samca alfa. Jeśli chcesz się z nim zadawać musisz spełniać jego warunki. Nigdy nikomu nie pomaga chyba, że ma w tym jakiś interes lub chce coś w zamian. Inni uważają, że jest "bez serca" lub "ma serce z kamienia". Jeśli ktoś nie zrobi to czego chce to się wścieka. Nosi tylko i wyłącznie markowe ubrania z najwyższej półki.
Partner: Nie szuka nikogo na stałe, taki związek jest nie dla niego. Jedynie interezuje go jednorazowa przygoda.
Rodzina: Samir De Vil - ojciec, bilioner, który nie ma czasu dla syna. Swój brak czasu wynagradza Liamowi drogimi prezentami co Liamowi wystarcza. Jest Pakistańczykiem urodzonym w Stanach Zjednoczonych.
Victoria De Vil - mama, która zmarła podczas urodzin Liama. Była brytyjską aktorką.
Nicole Grey - nieznana Liamowi jego starsza siostra. Została po urodzeniu oddana do domu dziecka gdyż ich ojciec nie chciał córki tylko syna.
Zajęcia: wokal, aktorstwo, zajęcia taneczne
Zainteresowania: Interesuje się motoryzacją. Zawsze jest na bieżąco z modą. Kocha tatuaże. Czasami gra w piłkę nożną.
Inne:
-jest pochodzenia pakistańskiego
-nienawidzi oliwek i kokosu
-ma liczną kolekcję sportowych samochodów
-gra na gitarze
-potrafi mówić biegle po hiszpańsku, francusku, rosyjsku i w języku urdu
-trenuje boks, MMA i karate
-jego ulubiony kolor to czarny i krwisty czerwony
-ma kolczyk w języku, nosie i uchu
-uwielbia gotować
-po mamie odziedziczył brytyjski akcent
-w dzieciństwie chodził do brytyjskiej szkoły w Nowym Jorku
-jest muzułmaninem
-nosi pierścionki, bransoletki i naszyjniki
-gra na gitarze i fortepianie
-jego drugie imię to Javadd
- dom Liama w Beverly Hills
-inne zdjęcia:
1,
2.
3.
4.
5.6.
7.
8.
Kontakt: mustang177
Chole Yagrasaika
Imię:Chole(CL)
Nazwisko:Yagrasaika
Pochodzenie: Stany Zjednoczone, Nowy York
Wiek: 19
Orientacja: Hetero
Głos: KLIK
Pokój: 37
Aparycja:
Kolor jej włosów to platynowy blond.Kolor oczu to niebieski.Jest kobieta o wzroście 1,70 m.Jest szczupłej postury,ma pełne usta.
Charakter:
Jest osobą o bardzo burzliwym charakterze i sposobie bycia. Nie ma przyjaciół uchodzi za osobę,która ma dystans do wszystkich... Nie ceni sobie nikogo i niczego, potrafi osiągnąć swój cel choćby po trupach... Nie potrafi okazywać uczuć, jest osób,która jest neutralna... Potrafi bronić siebie i swojego terytorium .Nie ufa nikomu. Uważa, że wszyscy są jej wrogami. Jej ojciec w poił jak zasadę, że samotny wilk zawsze wygrywa... Potrafi świetnie grać i kłamać dlatego zawsze udaje się jak przekonać do swoich racji. Podejmuje się każdego wyzwania jakie się jej postawi
Partner: Szuka. Niestety jednak mało kto jest z nią wstanie wytrzymać i za akceptować.
Rodzina:Ojciec i Mama nie żyją. Rodzeństwa brak.
Zajęcia:fotografia, pisarstwo, aktorstwo
Zainteresowania:Podróżowanie
Inne:
-Po śmierci jej rodziców była pod opieką psychologa
-Po Śmerci jej rodziców przejęła cały majątek i dobytek wynoszący bardzo duża kwotę
-Jeździ na motorze
-Uwielbia bieganie
-Chciałby się nauczyć grać na gitarze
-Nie cierpi towrzystwa innych ludzi
Kontakt: SallyChan
Pożegnajmy!
Nastia Król *brak opowiadań*
Od Lucii C.D Aleca
- Dzięki – mruknęłam pod nosem. Powinnam czym prędzej pójść do pokoju i się położyć, bo coś czuję, że wymuszanie od siebie nawet małej aktywności fizycznej, jak i psychicznej skończy się źle. Przetarłam wierzchem dłoni oczy i spojrzałam w stronę znajomego.
- Ja już będę szła. - Uśmiechnęłam się lekko do Aleca. - Zostań jeszcze chwilę, chciałbym ci coś pokazać. – Złapał mnie za nadgarstek i stanął w miejscu, czekając na moją odpowiedź. Swój wzrok skierował na moją twarz. Konkretnie – spojrzał mi w oczy. Odruchowo ja też tak zrobiłam. Jedyne co zobaczyłam to niebieskie tęczówki i chłód, który w nich tkwił. Zero uczuć. Nic. Null.
Westchnęłam cicho i przytaknęłam głową, zgadzając się na małą „wycieczkę” po akademii. Nie miałam zielonego pojęcia, gdzie chciał mnie zabrać, lecz gdy wchodziliśmy po schodach coraz to wyżej, zaczęłam coś podejrzewać. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się na samej górze. Chłopak wyciągnął z kieszeni klucz, którym później otworzył drzwi. Moja ciekawość przejęła górę.
- Skąd to masz? – spytałam wskazując ręką na przedmiot. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem. Przez chwilę poczułam się trochę niezręcznie. Tak, jakby jego wzrok przenikał mnie na wskroś.
- Zabrałem raz woźnemu. – Jeden z kącików jego ust uniósł się do góry, tak, jakby właśnie przypomniał sobie tamto wydarzenie. Spojrzałam na jego oczy, które tak jak wcześniej – nie wyrażały żadnych uczuć. Alec – to tylko moje przypuszczenia – albo nauczył się idealnie ukrywać wszelakie uczucia, albo ich w ogóle nie ma… Um… To drugie wykluczam, gdyż bez względu na wszystko, każdy człowiek coś odczuwa. Ciekawy koleżka. Odgarnęłam grzywkę z czoła i poszłam za chłopakiem. Wyszliśmy na dach. Omiotłam wzrokiem otaczający mnie krajobraz i o mój Boże, już kocham to miejsce. Słońce, na pięknym, pomarańczowym tle chowało się za drzewami, dając im deczko inszą barwę. Siadając uświadomiłam sobie, że przez jakiś czas miałam otwartą buzię z wrażenia.
- Podoba ci się? – spytał, obracając się przodem do mnie.
Przełknęłam ślinę.
- Tak, bardzo – uśmiechnęłam się. – Lubię zachody słońca.
Oboje zamilkliśmy. Jednak to nie była niezręczna cisza. Raczej taka przyjemna. On nie miał nic do powiedzenia… I ja z resztą też tak trochę. Z cichym westchnieniem otworzyłam torbę i wyciągnęłam z niej podręcznik z matematyki.
Alec? Wybacz ;-;
3.26.2017
Od Leny CD Aleca
Zerknęłam na wyświetlacz w telefonie. Niedawno wybiło południe, jeszcze tylko kilka lekcji, dasz radę. Kątem oka popatrzyłam w prawo. Nie patrz tam, do cholery... Z cichym pomrukiem, przeniosłam spojrzenie na Aidena, który opowiadał coś jakiemuś chłopakowi. Od tamtej krótkiej wymiany zdań przy automacie, spędzaliśmy razem nieco więcej czasu, jakby rudzielec chciał mnie otoczyć ramieniem, które odcięłoby mnie od zmartwień związanych z brakiem Aleca.
- Właściwie to po co to zrobiła? - Zapytał jego kolega. Zaczęłam się zastanawiać o czym rozmawiają i dlaczego wciąż myślami błądzę przy niebieskich oczach, za którymi tak tęskniłam, skoro rozmowa chłopaków wydawała się bardzo interesująca.
Westchnęłam cicho i w tym momencie poczułam, jak ktoś ciągnie mnie za pasek od torby. Odwróciłam głowę w tamtą stronę i zobaczyłam ostatnią osobę, którą spodziewałam się ujrzeć. Uważnie przyjrzałam się czarnym włosom, w pierwszym odruchu mając wrażenie, że z całego tego zmęczenia tą sytuacją, dostałam zwidów. Dopiero kiedy dziewczyna ponownie pociągnęła za moja torbę ocknęłam się i pokręciwszy lekko głową, posłałam jej pytające spojrzenie. Jednocześnie usłyszałam też, że chłopcy wstrzymali rozmowę, przyglądając się całej sytuacji.
- Mam... małą prośbę... - Powiedziała cicho, dokładnie takim samym, choć mniej słodkim, tonem jak do Aleca. Przez moje ciało w tempie światła przepłynęła chęć, by uderzyć ją w twarz za to, co zrobiła. Szybko jednak zaczęłam wyklinać samą siebie za to, że obwiniam dziewczynę o coś, czemu prawdopodobnie nie jest zupełnie winna. Chrzanisz. To jej wina.
- Co się stało? - Przymknęłam na moment oczy, a kiedy je otworzyłam były tak samo beznamiętne jak pytanie, które zadałam dziewczynie. Mimo że nie chciałam z nią rozmawiać, nie chciałam mieć z nią nic do czynienia, zmusiłam się, by porozmawiać z Isabelle. Zwróciła swoje kroki w stronę okna, do którego niechętnie podeszłam.
- Bo... - Wyglądała, jakby próbowała ułożyć w głowie pytanie, które chce mi zadać. Jednocześnie wciąż trzymała pasek mojej torby, jak gdyby bała się, że lada moment się odwrócę i zwyczajnie odejdę, nie udzielając jej pomocy, o którą prosi. - Ja bym chciała robić zdjęcia, jak ty... - Urwała gwałtownie i popatrzyła mi prosto w oczy. Była nieco niższa, więc spoglądałam na nią z góry, spod przymkniętych do połowy powiek.
- I co w związku z tym?
- Chciałam cię zapytać o... - Ściszyła swój głos tak bardzo, że nie dosłyszałam ostatnich słów. Uniosłam brwi w milczeniu, czekając aż dziewczyna powtórzy swoje słowa. - O rodzaje aparatów.
Westchnęłam ciężko i zaczęłam tłumaczyć dziewczynie po kilka razy różnice między zwykłym aparatem, a polaroidem. Zdawało mi się, że tłumaczyłam to jej dobre piętnaście, gdy w rzeczywistości minęło niecałe dziesięć minut. Zapytałam czy zrozumiała wszystko, a kiedy ta skinęła głową, odwróciłam się od niej, jednak tylko do połowy, gdyż zatrzymał mnie jej nagły krzyk.
- Nie! - Popatrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami, podobnie zresztą jak reszta uczniów, znajdujących się w tym momencie na korytarzu. Jej dłoń ponownie spoczęła za mojej torbie, przyciągając mnie bliżej dziewczyny. Rozszerzyłam oczy jeszcze bardziej, przyglądając się jej z bliska. Wyglądała jakby lada moment miała się rozpłakać, głos jej drżał, gdy prosiła mnie, żebym wytłumaczyła jej jeszcze, gdzie dostanie taki aparat. Wyprostowałam się powoli, uważnie jej się przyglądając i nie mogąc zrozumieć dlaczego tak bardzo zależało jej na aparacie. I to akurat w tym momencie. Westchnęłam po raz kolejny i zaczęłam tłumaczyć Isabelle w jaki sposób można zdobyć taki aparat jak mój, jednocześnie uświadomiłam sobie, że ostatnio strasznie często wzdycham. A ten kto często wzdycha, ma dużo problemów.
~~~~~~~~~~~~~~
Stałam w zupełnej ciemności, patrząc na jedyną oświetloną rzecz. A raczej osobę. Dosłownie krok przede mną stał Alec z wyciągniętą w moim kierunku ręką. W niebieskich oczach widziałam prośbę, bym złapała jego dłoń, jednak wewnętrzny strach, rozchodzący się na całe moje ciało, paraliżował mnie do tego stopnia, że nie byłam nawet w stanie odwrócić spojrzenia od tęczówek chłopaka. A bardzo chciałam, bo patrzenie w nie przysparzało mi jeszcze więcej bólu niż sama świadomość, że nie mogę go dotknąć.
Wtem chłopak zaczął się oddalać, wbrew sobie. Naprzeciw moim rozpaczliwym myślom, które wręcz błagały, by coś co mi go zabiera, nie robiło tego. Bo nie chcę zostać sama, nie chcę, żeby mnie zostawiał...
Poczułam jak do oczu napływają mi łzy, widząc, że znowu go tracę. Nie, nie, nie... Co ja mam zrobić? Przez gardło nie chciało mi przejść nawet jedno słowo, mimo że gorączkowo starałam się coś powiedzieć. Złap go. Musisz to zrobić.
Powoli wyciągnęłam przed siebie rękę, wkładając w to tak dużo siły jak tylko mogłam. Niewidzialne pasy, które krępowały każdy mój ruch, powoli ustępowały, aż w końcu pękły. Machnęłam palcami w powietrzu w nadziei, że jeszcze uda mi się złapać jego dłoń. Jednak na darmo, nasze palce minęły się o milimetry.
Otworzyłam szerzej oczy, czując jak przychylam się delikatnie w tył. Jednocześnie przy drugiej ręce chłopaka pojawiła się jakaś dziewczyna, która zaczęła ciągnąć go w przeciwną stronę. Nie... Przechyliłam się w tył i runęłam w zupełną ciemność.
~~~~~~~~~~~~~~
Siedziałam na środku łóżka, czując się, jakby znowu był środek nocy i jakby dopiero co wybudziła się z koszmaru, który śnił mi się kolejny raz. A przecież było już późne popołudnie i czekałam na siostrę i tego jej chłopaka. Pustym wzrokiem patrzyłam na ścianę zapełnioną zdjęciami i nie wiedziałam w nich nic szczególnego. Nic godnego uwagi. A przecież zawsze uwielbiałam przyglądać się fotografiom, więc co takiego się zmieniło...? Ktoś zniknął... Tak po prostu... Przewróciłam się na plecy i zamknęłam oczy, odcinając się zupełnie od myśli.
Trwałam w tej bezdennej pustce może piętnaście minut, gdyż po tym czasie przerwało ją energiczne pukanie do moich drzwi. Podniosłam się powoli i podeszłam do wejścia, otwierając na oścież skrzydło drzwi. Marika uśmiechnęła się szeroko i zaczęła trajkotać jaka to ona nie jest podekscytowana tym, że w końcu poznam jej faceta. Złapała mnie za nadgarstek i wyciągnęła na korytarz, a potem przed szkołę, gdzie z wózkiem czekał mężczyzna.
Był bardzo dobrze zbudowany, widać było, że dużo ćwiczył i trzymał kondycję. Nie można było też stwierdzić, że nie jest przystojny, był. I to bardzo. Uśmiechnęłam się delikatnie, jednak po chwili zaświtało mi w głowie pewne pytanie.
- Ile go właściwie z wami nie było? - Zmrużyłam oczy, przypatrując się chłopakowi.
- Nieco ponad półtora roku... - Odmruknęła cicho, najwyraźniej bojąc się, że zacznę na nią krzyczeć. Mruknęłam ponuro, przewracając oczami i zachowując pozorny spokój, gdy do niego podeszłyśmy. Mężczyzna uśmiechnął się promiennie do mojej siostry, po czym spojrzał na mnie i skłonił lekko, przedstawiając.
- Więc w końcu jest dane poznać mi tą wspaniałą dziewczynę, dzięki, której moja ukochana jest sobą. Bardzo miło mi cię poznać, Lena. Nazywam się Micheletto White, dla najbliższych Michell. - Wyciągnął w moim kierunku dłoń, jednak ja skrzyżowałam swoje ręce i popatrzyłam na niego spod byka.
- Jeśli myślisz, że tymi słodkimi słówkami, jakoś nie udobruchasz to się mylisz. - Warknęłam. - Gdzie byłeś przez pół roku? Dlaczego, skoro to jest twoja ukochana, zostawiłeś ją na pół roku samą z dzieckiem?
- Uwierz mi, że gdybym tylko mógł, to byłbym z nimi. Ale nie mogłem... - Posłał mi spojrzenie zbitego psa, a po chwili zasalutował mi jak w wojsku. - Byłem na misji, nie mogłem.
- Jakiej... misji...? - Dopiero gdy słowa wypadły z moich ust, zrozumiałam co oznaczało zasalutowanie i natychmiast skarciłam się w myślach, po czym rzuciłam szybko. - Wybacz.
- Nie szkodzi, na twoim miejscu też byłbym zły. - Uśmiechnął się, kładąc dłoń na moim ramieniu. Również posłałam mu szeroki uśmiech i spojrzałam na małą, śpiącą dziewczynkę.
- Czy ona nie powinna mieć już imienia? - Popatrzyłam na rodziców małej, którzy zrobili miny, jakby dopiero sobie o czymś ważnym przypomnieli.
- Tak, powinna, ale... - Marika spojrzała w szare oczy Michella, szukając u niego pomocy. Przeniosłam zaciekawione spojrzenie na niego, unosząc brwi w geście ponaglenia chłopaka.
- Ale zdecydowaliśmy, że to ty wybierzesz jej imię. Między innymi dlatego tutaj jesteśmy.
Patrzyłam na nich, nie wiedząc co powiedzieć. Wybór imienia był naprawdę ważną decyzją, a oni powierzyli ją mi...? Niektórzy wierzyli, że imię, które otrzymujemy ma późniejszy wpływ na to jacy jesteśmy. A ja poniekąd należałam do tych osób, dlatego tym bardziej ich prośba wpędziła mnie w szok i zakłopotanie. Przez dłuższą chwilę nie wiedziałam co powiedzieć, więc tylko skinęłam głową, uśmiechając się nieznacznie.
Podskoczyłam, gdy Marika pisnęła i chwyciła chłopaka za ramiona, telepiąc nim, jakby chciała go obudzić.
- Nie mamy dla niej prezentu! A to już jutro! - Początkowo nie miałam pojęcia o czym mówi szatynka, szybko jednak do mnie dotarło co miała na myśli. Zaśmiałam się cicho, kręcąc głową.
- Nic mi nie kupujcie. Najlepszym prezentem jest widzieć Cię szczęśliwą... - Zwróciłam się do siostry. Szkoda, że nie mogę powiedzieć tego samego o sobie...
Alec?
