4.02.2017
Od Chloe C.D Liama
-Jeśli nie umiesz chodzi to twój problem od mnie się odpieprz -Nie czekając na jego odpowiedź wyminęłam go i poszłam do siebie.
Szcerze mówiąc mój pokój był taki sobie, przyzwyczaiłam się do tego, że mnie nic w życiu nie zadowala.
Rozpakowałam się i położyłam się na łóżku, wiedziałam, że i tak za chwilę zaczynają się lekcje, ale była to dla mnie bez naczenia. Po chwili jednak wstałam spojrzałam na plan lekcji, pierwsze bylo wychowanie fizyczne mój ulubiony przedmiot. Wzięłam zę sobą strój i udałam się na salę gimnastyczną ku mojemy zdziweniu mieliśmy łączony wf ze starszą klasą. Na moje "szczęście" ta lekcje była z nim, a właściwie koleśem bez imenia. Był on ubrany w białą koszulkę i czarne spodenki. Koszulka odsłania jego tatuaże, których miał naprawdę sporo z mojego przygladania się mu wynikło jedynie to, że do mnie podszedł i zapytał:
-Dlaczego się na mnie tak patrzysz?-Stałam i patrzyła na niego prze chwilę:
-Po to mam oczy, a co masz z tym jakiś problem?-odparłam
Naszą krótką acz tresciwą kowersacje przerwał wf:
-No dobra, robimy rozgrzewkę panie i panowie.
Przez parę minut była rozgrzewka,a po tem gra w siatkówkę. Jednak mimo to nie mogłam przestać obserwować tego gościa z tatuażami wyglądał na mocnego tylko w gębie, ale pozory mogą mylić. Wychowanie fizyczne minęło mi dość szybko po przebraniu się i wzięciu prysznica udałam się na kolejną lekcję.Przez korytarz przechodziło wiele ludzi większość z nich mi się przeglądałam,a ja w sumie nie dziwiłam się im w końcu byłam nowa.
Na korytarzu mijałam też jego tego gościa,jednak tylko na niego spojrzałam i poszłam przed siebie.Nadal nie mogłam zapomnieć o jego tatuażach miał ich całkiem sporo,kiedy doszłam pod sale zadzwonił dzwonek,informatyka to była okazja,aby sprawdzić tego kolesia na stronie szkoły w zakładce uczniowie.
Tak też uczyniłam od razu po wejściu do sali i zaczęłam go szukać po chwili znalazłam Liam De Vil syn bilonera dość ciekawie nie powiem.
Na to wychodzi,że dlatego stać go na takie dziary na rękach jednak z moich myśli wyrwał mnie głos nauczyciela:
-Chole Yargasaika
-Jestem-odparłam
Jednak moje myśli nie pozwalały mi na to, abym mogła się skupić...
(Liam?)
http://zone1.sprdit.netdna-cdn.com/wp-content/uploads/2016/01/zayn-malik-tattoos.jpg
Od Aleca C.D Leny
– Czasami mam wrażenie, że znasz mnie aż za dobrze – szepnąłem, zduszając swoje własne westchnięcie i wówczas sam nie wiedziałem, czy to, co mówię, działa na moją korzyść. I czy nie zaszedłem zbyt daleko, pozwalając, by ktokolwiek poznał mnie na wylot. Dotąd sądziłem, że to niemożliwe. Że to cud. A jednak cuda się zdarzają. Między innymi wierzyłem w nie dlatego, że trafiłem na Lenę. Myśląc o niej, chciałem jak najszybciej zapomnieć o całym złu, jakim wypełniony jest świat, i mimo że nie sposób było ją od niego odciąć, pragnąłem, by moje objęcia imitowały chroniące jej bezpieczeństwa skrzydła.
– Myślałem nad... – Nim zdążyłem dokończyć zdanie, poczułem, jak delikatna dłoń odwraca mi głowę w bok, a usta dziewczyny rozchylają moje wargi i napierając płomiennie, zmuszają mnie do szybkiego zetknięcia pleców z materacem.
– Nad czym? – Przygryzła dolną wargę, uśmiechając się od ucha do ucha, gdy oboje odsunęliśmy się od siebie i wylądowaliśmy obok siebie na łóżku. Łokciem podpierała swoją głowę, i tym razem to ja nie zamierzałem się powstrzymywać. Taka cwana to ona nie będzie, wybaczcie. Zahaczając palcami o jej rękę, przygwoździłem jej ciało kurczowo do pościeli i zagórowałem nad nim. Kolana usadowiłem teraz po obu stronach jej kobiecych bioder i nachyliłem się niżej, chcąc ponownie skosztować smaku miękkich ust, do których wciąż mnie ciągnęło.
– Nad niczym. Nie chcę dzisiaj już myśleć. – Zrobiłem przerwę w pocałunku, by wyzwolić z siebie te słowa. Bezustannie czułem wewnątrz siebie jakąś rosnącą tajemniczą energię, która jeszcze bardziej nakręcała mnie do tego typu zabaw; jak nieprzyzwoite by się to okazało, chciałem więcej. Więcej, więcej i więcej.
Ręce oparłem po obu stronach ciała dziewczyny i z ich pomocą zsunąłem się cały nieco w dół. W akompaniamencie naszych niespokojnych oddechów złapałem palcami za koszulkę Leny, stopniowo unosząc ją do góry i nawet nie zastanawiając się nad tym, że jej właścicielka miałaby jakikolwiek sprzeciw. Skórę miała niesamowicie gładką, a brzuch smukły. Dotknąłem go, przesuwając po nim opuszkami palców, aż w końcu moje usta przybliżyły się i obdarowały jej aksamitną skórę szeregiem dzikich pocałunków, które szybko zmieniły swoją postać w gorące władania językiem.
– Alec... – Usłyszałem swoje imię, wypływające westchnięciem z jej lekko rozchylonych ust.
– Sama tego chciałaś – odparłem z udawaną pretensją w głosie, dokładnie wiedząc, czego chce moje ciało i o co wołają zmysły. Moja prawa ręka wpełzła pod plecy Leny i jednym, krótkim ruchem uniosła je w górę, powodując, że dziewczyna wygięła się w łuk. Kuszony przez cudowną woń jej ciała, powędrowałem językiem wyżej, tworząc ledwo widoczną, wilgotną ścieżkę ciągnącą się od jej pępka aż po wolną przestrzeń między piersiami. Czarna koszulka, którą miała na sobie Lena, była teraz podwinięta na wysokość jej obojczyka. A gdy moja dłoń chciała wpełznąć pod czarny, koronkowy materiał okalający dużą pierś i zacisnąć na niej palce, poczułem jak blondynka łapie za moją twarz i zagarnia ją ku sobie. Złączając nasze usta w długim pocałunku, skutecznie próbowała odciągnąć mnie od tego, co wcześniej robiłem. Jednakże i to nie wystarczyło, by mnie całkiem zgasić: korzystając więc z jej odwróconej uwagi, moja dłoń dyskretnie powędrowała w dół oraz uścisnęła jej jędrny pośladek, odsłonięty przez krótkie spodenki.
W krótkiej przerwie szepnęła, odnosząc się do moich śmiałych czynów:
– Zwolnijmy odrobinę.
Z tymi słowami złapała za moje umięśnione ramie i uśmiechnęła się tak łagodnie, że powoli ostudzała cały mój wewnętrzny płomień, który ciągle rozniecał się przez jej obecność. Miała rację, zapędziliśmy się. I oczywiście nie miałem jej tego za złe; na twarz wstąpił mi cień uśmiechu, kiedy odsuwałem się od niej, dostrzegając kątem oka, jak poprawia koszulkę. Jako podsumowanie całego wieczoru wyzwoliłem z siebie pojedyncze westchnięcie.
– Powinniśmy iść spać. – Wstałem z łóżka, zrzucając z siebie koszulkę i ponownie siadając na materacu nieopodal dziewczyny. – Jeśli chcesz, możesz zostać tutaj.
– Siostra będzie mnie szukać rano. – Uśmiechnęła się nerwowo, mierzwiąc jednym ruchem ręki swoje włosy. Nie umiałem powiedzieć czy cieszyła się z tego co powiedziała, czy może było odwrotnie. Przestałem nad tym dumać, kiedy sen niespodziewanie obciążył moje powieki. Niedługo potem pożegnałem się z Leną i bezzwłocznie padłem na łóżko, nie dbając nawet o to, po jakim czasie pochłonął mnie sen.
– Więc pan Talbot zrozumiał już swoją pracę i stwierdził, że może się wyłączyć?
Odpowiedziałem niemal natychmiast, nie kryjąc nuty obojętności w głosie:
– Ja... przepraszam, całkiem się zamyśliłem. Może pan powtórzyć?
– Jak wiesz, bo przecież mnie słuchałeś... – Odchrząknął wymownie i spojrzał w moją stronę. – Przed chwilą tłumaczyłem, że każdy z was ma przygotować osobny projekt na temat wszystkich krajów świata. Oczywiście wylosuje wam się tylko jeden, to oczywiste. Dawaj, Talbot. – Dopiero teraz doszło do mnie, że Seagal trzyma przede mną woreczek przepełniony karteczkami. Ach, karteczki. Jak dużo wspomnień przywracały; aktorstwo, od którego zaczęły się moje rozmowy z Leną. Westchnąłem, dokładnie wiedząc, że nauczyciel nie jest w stanie dotrzeć do tego przyczyny.
Niepewnie włożyłem tam rękę i opuszkami palców wyjąłem papierek z samej góry. Rozwinąłem, pozostając świadom, że za chwilę cały pech świata zbierze się w jeden pocisk i we mnie uderzy. Polska. Polska, Polska, co ona mi mówiła... Olśniło mnie, i przez to moją twarz przeciął uśmiech. Doskonale widziałem, jak Lena próbuje dostrzec to, co kryje się w mojej kartce, jednak ja jej to skutecznie utrudniałem.
– Projekt na za miesiąc. – Seagal odszedł od mojej ławki.
Potem, wbrew wszelkim możliwym namowom Leny, zachowałem milczenie aż do przerwy. To było takie zabawne patrzeć jak docieka, jak stara się odczytać kartkę, kiedy dawałem jej ku temu wyraźne szanse.
– Głupek – fuknęła pod koniec, synchronizując się z zabiciem dzwonka.
W odpowiedzi zaśmiałem się pod nosem, odprowadzając ją wzrokiem z sali, a jednocześnie starając się jak najszybciej za nią nadążyć.
– Teraz za mną chodzisz? – Odwróciła się, patrząc mi w oczy, i dając proste wskazówki na to, że tak naprawdę nie jest obrażona.
– Nie wiem, szukam tylko pięknej Polki, która byłaby w stanie pomóc mi z ... – Wysunąłem kartkę z kieszeni, ponownie wczytując się w jej treść. – Z potrawami, zwyczajami, językiem, historią i... i generalnie wszystkim. Nie wiem nawet, gdzie jest na mapie ten kraj.
– Naprawdę nie wiesz? – Skrzywiła się, a ja natychmiast spojrzałem na nią tak oczywistym spojrzeniem, jak to było możliwe.
– Wiem, Lena, wiem. To jak, kolejny wieczór u mnie? – Podniosłem brew go góry, unosząc wyżej kącik ust. To wystarczyło, by na policzki dziewczyny wkradły się lekkie rumieńce, które w tej chwili kontrastowały z jej minimalnie zdenerwowaną twarzą, nakazującą mi szybko przestać ją prowokować, podpuszczać... whatever.
Lena?
Od Charlotty CD Christiana
Przekręciłam powoli głowę, wystawiając twarz do promieni słonecznych. Było mi tak dobrze w łóżku, że nawet nie chciało mi się podnosić powiek. Powędrowałam się spokojnie myślami do poprzedniego dnia, zastanawiając się co mi odwaliło.
Zaczęłam się dziwnie czuć dopiero po obiedzie. A może to było wcześniej...? Raju, niewiele pamiętam. Doszukałam się jeszcze w swojej pamięci lekcji matematyki, na której zaczęłam się bez powodu śmiać. Mary próbowała mnie wtedy uciszyć, jednak na darmo i nieźle mi się oberwało od nauczyciela, który nie był zachwycony moim zachowaniem, delikatnie mówiąc. Jak ja mogłam się tak stoczyć... Zastanawiałam się też jak wylądowałam w łóżku i byłam pełna podziwu, że jestem cała i w swoim pokoju, bo zawsze mogłam wylądować u kogoś innego.
I wtedy dosłownie skamieniałam, czując jak czyjaś ręka przesuwa się po moich plecach. Powoli odwróciłam głowę w drugą stronę i pisnęłam głośno, spadając z łóżka razem z kołdrą na podłogę. Twarz Christiana z bliska nie była tym co spodziewałam się zobaczyć. Chociaż czego ja się niby spodziewałam?
Chłopak otworzył oczy, wystraszony nagłym krzykiem. Zapewne nie na taką pobudkę liczył. Patrzyłam prosto na niego, czując jak całe moje ciało zaczyna drżeć, kiedy dochodzi do mnie, że zupełnie nic nie pamiętam. Dlaczego... Ja... Nie mogę... Pokręciłam szybko głową, jakbym chciała odrzucić od siebie wszystkie te złe myśli. Podniosłam sie natychmiast, by sekundę później zniknąć za drzwiami łazienki, otulając się szczelnie szlafrokiem.
- Charlotta? - Christian zastukał cicho w drzwi. Proszę cię, odpuść... Pokręciłam głową po raz kolejny, osuwając się na zimną posadzkę z płytek.
- Wyjdź z mojego pokoju... - Powiedziałam, nakrywając głowę rękami, jakby mogło mnie to uchronić przed myślami albo konsekwencjami mojego zachowania. - Prosze... - Dodałam, po krótkiej chwili ciszy. Jeszcze przez następne kilka minut Christian próbował jakoś wejść do łazienki albo mnie z niej wyciągnąć, w końcu jednak odpuścił.
Zostałam sama. I w końcu mogłam pogrążyć się bez reszty w myślach. Dlaczego? Byłam przerażona i zdezorientowana. Ale nie przerażało mnie to co zrobiłam, w końcu nie pierwszy i nie ostatni raz poddaje się czyimś pieszczotom. Paraliżował mnie fakt, że nic z tego nie pamiętałam. Tym bardziej, żewłaśnie tak zaczęła sie choroba mojej matki...
Rozejrzałam się po łazience, zastanawiając się do czego właściwie doszło. I doszłam do wniosku, że musze się dowiedzieć.
Christian?
Wybacz, że tak długoT^T i wybacz, ze takie krótkie i bez sensu X.X
4.01.2017
Od Elizabeth
-Wygląda na to że będziemy razem pracować przez następne dwa tygodnie. - Powiedziałam ze sztucznym, udawanym uśmiechem.
No cóż, jakoś to zniosę.
(Charlotta?)
Od Rosaline CD Haydena
-Jeszcze na koniec będziesz miał szóstkę. - powiedziałam z przekonaniem, jednocześnie kiwając przekonująca głową.
-Zobaczymy. Niby wierzę w cuda, ale to już chyba za dużo. - zaśmiał się, po czym wzruszył ramionami i schował dłonie w kieszeniach.
-Nie ma rzeczy niemożliwych, pamiętaj. - powiedziałam spokojnie, opierając się o latarnię, która oświetlała ciemną ulicę.
-No dobrze. Ja już idę, do zobaczenia! - rzekł z uśmiechem, po czym machnął reką i odwrócił się. Jego ciemna sylwetka szybko zniknęła w otchłani czarnej ulicy.Gdy zniknął z pola widzenia sama ruszyłam w kierunku akademii.
Rozglądałam się dookoła, na ławki oświetlane przez olbrzymie latarnie, sięgające do nieba budynki, bloki i pełno, pełno okien. Zza każdej szyby można było dostrzec co innego. Szczęśliwe, stare małżeństwo, młodą rodzinę, samotnego mężczyznę, starszą panią, która wgapiała się w ekran telewizora. Wszędzie toczyło się życie. Światła samochodów mnie oślepiały, ludzie jak zwykle byli w ruchu. Kręcili się dookoła, gnali do przodu i tłoczyli, a do tego spieszyli się, nie dostrzegając przy tym tak wielu elementów, który każdy można by było opisywać godzinami. Ja szłam spokojnie przed siebie, przyglądajac się dosłownie wszystkiemu. Czułam jak zimny wiatr rozwiewa moje włosy i uderza o moje ciało, przez co robiło mi się chłodno, choć było to dość przyjemne. Czułam zapach spalin samochodów, ale także w powietrzu unosił się zapach tłustego jedzenia dochodzący z przydrożnych barów. Wolałam las i wieś, choć nieraz dobrze mi było "pożyć miastem". Droga do akademii minęła mi szybko i miło. Tuż po tym jak dotarłam do swojego pokoju wzięłam prysznic i położyłam się spać, byłam zadowolona, ale bardzo zmęczona. Niedziela upłynęła mi leniwie, głównie się uczyłam i ćwiczyłam na gitarze, chociaż poszłam biegać do pobliskiego lasu. Dobrze było mi zaczerpnąć świeżego powietrza.
**
Nim się obejrzałam był poniedziałek, czas płynął jak szalony. Mimo leniwego początku tygodnia lekcje również minęły mi całkiem szybko. W końcu po wszystkich lekcjach i wysiłku umysłowym mogłam pójść na obiad. Byłam głodna i zmęczona, potrzebowałam chwili odpoczynku. Po wzięciu tacki z posiłkiem rozglądałam się po całej stołówce szukając wzrokiem wolnego miejsca. Akurat znalazłam jedno przy małym stoliku. Siedział przy nim Hayden. Ruszyłam w jego stronę żwawym krokiem.
-Hejka. - uśmiechnęłam się. - Mogę? - spytałam, kierując wzrokiem na wolne krzeło.
-Cześć, jasne. - powiedział miłym tonem.
Usiadłam z usmiechem, po czym powoli przystąpiłam do jedzenia.
-I jak tam? - spytałam po połknięciu pierwszego kęsa.
Hayden?
przepraszam za takie byle co.... i za tak długi czas oczekiwania eh
Od Liama
w fotelu z laptopem na kolanach. Na ekranie wyskoczyło mi ogłoszenie jakiejś Akademii o nazwie Academy Of Blaze. Szukali nowych uczniów. Kliknąłem na ogłoszenie, które się rozwinęło. Przeczytałem je uważnie. Zaciekawiła mnie ta Akademia. Postanowiłem, że do niej dołączę. Może dzięki niej pogodzę się że Ashley
już ze mną nie ma, że już nigdy jej nie zobaczę. Cały czas myślę o tym co moglibyśmy teraz robić. Minęły już 2 lata od jej śmierci a pamiętam jakby to było wczoraj. Tamtego dnia był piękny, słoneczny dzień. Byliśmy w ekskluzywnej restauracji na obiedzie. To był też wyjątkowy dzień gdyż oświadczyłem się jej a ona się zgodziła. Byliśmy szczęśliwi, nieświadomi tego, że za chwilę wydarzy się katastrofa, która odmieni mnie na zawsze. Szliśmy z restauracji do kina. Gdy mieliśmy przechodzić przez pasy zadzwonił mój telefon przez co stanąłem a Ashley poszła. W połowie przejścia jakiś sukinsyn rozpędzony wjechał prosto w nią po czym walną w latarnię. Od razu rzuciłe telefon i podbiegłem do mojej ukochanej. Była cała we krwi, ledwo oddychała. Uchwyciłem jej głowę w moje dłonie.
-Wytrzymaj kochanie, wszystko będzie dobrze. - Miałem łzy w oczach. -Nie możesz mnie zostawić.
-Liam k-kocham Cię. - Mówiła tak cicho, że prawie jej nie było słychać. -Dlatego chcę, żebyś był szczęśliwy. - Po tych słowach zamknęła oczy. Przestała oddychać.
-Nie...nie, to nie może być prawda. - Ratownicy siłą odciągnęli mnie od niej.
Próbowali ją reanimować ale to nic nie dało - odeszła już na zawsze i to moja wina. Razem z jej śmiercią ja też umarłem, stałem się zupełnie innym człowiekiem. Od jej śmierci pół roku nie wychodziłem z domu. Była jedną z dwuch osób, które kochałem. Drugą była moja niania z dzieciństwa, pani Brooks. Zastępowała mi mamę. Nadal trzymam pierścionek zaręczynowy, który dałem Ashley.
Wydrukowałem ogłoszenie, nałożyłem koszulkę i pojechałam do biura taty a raczej jego drugiego domu.
-Tata u siebie? - Zapytałem jego asystentki.
-Tak, panie De Vil. - Dziewczyna odpowiedziała nieśmiałym głosem.
Otworzyłem drzwi biura ojca bez pytania. Siedział przy biurku klikając coś na klawiaturze. Położyłem ogłoszenie na biurku.
-Co to jest? - Oderwał się od monitora.
-Ogłoszenie Academy Of Blaze. - Usiadłem na ksześle. -Chcę się do niej zapisać.
Ojciec wziął ogłoszenie i je przeczytał.
-Dobrze, możesz się do niej zapisać. - Powiedział po chwili namysłu.
-Dzięki.
Wróciłem do domu by wypełnić i wysłać formularz zgłoszeniowy. Po tygodniu przyszła odpowiedź, dostałem się. Od razu zabrałem się do pakowania.
Akademia na żywo wyglądała na żywo lepiej niż na zdjęciach. W sekretariacie dostałem klucze do pokoju i rozpiskę zajęć. Dotarłem do pokoju po pół godzinie dlatego, że trochę błądziłem. Pierwsze co zrobiłem to położyłem się na łóżku. Po kilku minutach zabrałem się za rozpakowywanie.
Następnego dnia rano szykowałem się do wyjścia na zajęcia. Na początu zrobiłem podstawowe czynności czyli prysznic, mycie zębów, śniadanie itp. Nadszedł czas na wybranie stroju. Wybrałem czarne buty, czarne spodnie, białą koszulkę, ciemno-szarą katanę i czarną czapkę z daszkiem.
Oczywiści wszystko markowe i z najwyższej półki bo tylko takie ubrania noszę. Idąc korytarzem mijałem wiele osób. Nikt jednak nie był godzien mojej uwagi. Dochodząc do skrętu ni stąd ni zowąd z drugiej strony wyskoczyła blondwłosa dziewczyna. Naszczęście udało mi się odskoczyć na bok i uniknąć z nią kolizji.
-Prawie we mnie nie wlazłaś. - Powiedziałem spokojnym tonem chodź tak naprawdę byłem wściekły na nią.
(Chloe?)
Od Allen'a
-Robisz sobie ze mnie żarty ? -warknąłem.
-Nie -powiedział poważnie jak to do niego pasowało. Już wiem po kim odziedziczyłem charakter.
-Śnisz że przejmę twoją firmę -znów poniosłem głos. Wyszedłem z auta zarzucając na ramię torbę a w drugiej ręce ciągnąc walizkę. Zostawiłem go bez zbędnego pożegnania. Ten człowiek jest niesamowity. Nareszcie. Uśmiechnąłem się widząc budynek szkoły. Rzuciłem beznamiętne spojrzenie czy odjechał gdy przechodziłem przez drzwi. Wrzuciłem torby do pokoju. Musiałem jakoś odreagować weekend z tym człowiekiem. Pomimo że czas był na kolację to nie miałem zamiaru pojawiać się na niej. Przebrałam się wziąłem wodę i poszedłem na siłownię. Na miejscu było kilka osób, jednakże większość poszła na jadalnie. Rozciągnąłem minimalnie nogi i wszedłem na maszynę do biegania. Nieprzerwany bieg, szybki i nieprzerwany bieg sprawiał mi przyjemność. Pozwalał zapomnieć, pozwalał mi ponownie wczuć się w rolę milutkiego gościa. Myślałem nad zejściem i podnoszeniem ciężarów jednak do sali znów powoli zaczęli napływać ludzie. Sam... chcę być sam. Wypiłem wodę do końca i ruszyłem do pokoju. Zerknąłem na tablicę żadnych zmian. Przeskanowałem plan lekcji na jutro. Na samą myśl że mam się użerać z profesorem Matt'em zachciało mi się wymiotować. Pan "umiem wszystko" od początku mnie wkurzał zresztą z wzajemnością. Po odświeżeniu się podreptałem na stołówkę. Mniam... resztki. Jedź panie to co ci się zostało. Nalałem sobie soku do szklanki i w sumie tyle. Nic ale to nic nie nadawało się tu do jedzenia, nie dzisiaj. Lubiłem jedzenie na tej stołówce niż w jakimkolwiek przydrożnym MacDonaldzie jednakże Włoskie kubki smakowe krzyczały w bólach. Wychodząc ze stołówki natknąłem się na mojego "ulubionego" nauczyciela. Ironiczny uśmiech natychmiast wpłynął na moje usta.
-Witam pana -wycedziłem przez zęby. -Jutrzejsza lekcja z panem będzie niezapomniana, obiecuję -mężczyzna pokiwał głową a następnie powiedział bardziej do siebie.
-A było tak spokojnie bez ciebie Vaio -mężczyzna poszedł dalej a ja powstrzymałem się przed powiedzenia jakiegoś głupiego tekstu pod jego imieniem. Znajomi... znajomi w tej szkole to wrogowie. Chodzi tu tylko o to żeby być tym najlepszym. Prychnąłem. Moim kierunkiem był taras na jakim na pewno spotkam pełno osób ale jakoś specjalnie nie interesowało mnie to. Przeczesałem włosy dłonią... to chyba mój nawyk. Minąłem jakieś pary... kilku znajomych aż doszedłem na koniec tarasu. Zachód słońca przyciągał tu fotografów. W tym naszą ukochaną nauczycielkę francuskiego jaką bym z chęcią przeleciał. Nie wziąłem aparatu przez co nie robiłem żadnych zdjęć a jedynie się przyglądałem.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Czego oni chcą. Wywlokłem się z łóżka nie zważając na to jak wyglądam. Otworzyłem drzwi.
-Spadaj ! -warknąłem i zamknąłem drzwi osobie przed nosem. Pukanie. Czy ja nie mogę się wyspać... wziąłem telefon do ręki i sprawdziłem godzinę... szósta. Otworzyłem ponowie drzwi a moim oczom ukazał się Francisko. Ten facet jest idiotą. Przybrałem sztuczny uśmiech, jednakże mój ton dalej był lodowaty i oschły.
-Czego -nie musiałem długo czekać na odpowiedź.
-Najpierw się... ubierz -powiedział. Czego on się spodziewa ? Że śpię w ubraniach. Irytujący przyjaciel pchnął mnie i wszedł do mojego pokoju. Nabrałem powietrza i zacząłem grzebać w szafie w poszukiwaniu odpowiednich ciuchów. No tak... obudziła mnie małpa jedna tylko dlatego że ktoś se złamał nogę. Zobaczyłem zbiegowisko ludzi którzy ledwo co żyli o tej godzinie i pana "Umiem Wszystko" który stara się wydostać z tłumu. Postanowiłem się nad nim poznęcać dopóki mogę.
-Przesuńcie się -warknąłem idą w stronę nauczyciela. Jednakże moją gdy już prawie byłem ten się wydostał i poszedł klnąc pod nosem. Taka okazja się zmarnowała. Gdy zbiegowisko się rozprzestrzeniło sam miałem zamiar iść ale ktoś zatrzymał mnie
-Proszę pana -skrzywiłem się. Czyżby znów mnie pomylono z Natem Craverem. Spojrzałem na dziewczynę i miałem zaprzeczyć że to nie ja jednak ona kontynuowała.



